Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Szpieg – book

Moje konto było wielokrotnie blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę definiuje jako „mowę nienawiści”, a zdrowy rozsądek jako „dyskryminację”. Zdarzyło się nawet, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, ponieważ był zbyt konserwatywny - czyli nie spełniał „standardów społecznościowych” Facebooka.

Ponadto Facebook regularnie usuwa „polubienia” z prawicowych stron internetowych i obniża je w wynikach wyszukiwania. Facebook teoretycznie „pozwala” na promowanie artykułów krytykujących propagandę homoseksualną i politykę antyimigrancką, ale jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin na takich wpisach jest zamrażana.

Najlepiej znane agencje wywiadowcze na świecie to: CIA, FBI, MI5, MOSSAD, KGB ..... i Facebook.

Dobrze się zastanów zanim podasz informacje o sobie na tym ważnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach, gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać „wrogów rewolucji”, skoro istnieje urządzenie, dzięki któremu ludzie chętnie mówią co zrobili, oraz nawet co zrobią. Facebook wie z kim jesteś połączony, a jeśli jesteś naprawdę naiwny to zna też twoją rodzinę i numer rejestracyjny twojego samochodu. Dla tajnych służb Facebook jest spełnieniem marzeń.

Facebook to kopalnia, która wydobywa informacje o tobie zamiast węgla, i zarabia na twojej prywatności. Naprawdę nie ma już prywatności, a technologia staje się coraz bardziej niebezpieczna. Jak potwierdza milczenie w tej sprawie założyciela Facebooka, myślę że nawet jeśli usuniesz swoje konto FB, informacje o tobie pozostaną z nimi na zawsze.

Tym, którzy wątpią w „wolność słowa”, radzę nauczyć się, jak fałszować swój adres IP. Pierwszą zasadą jest to, że adres IP nie podróżuje z użytkownikiem, choć istnieją też inne sposoby. Jeśli ktoś jest „nietolerancyjnym rasistą” i chce napisać na FB, że: Anglicy są biali i tylko biali, że nie chce przekształcić Big Bena na minaret, lub że odbyt został zaprojektowany tylko do celów toaletowych, to lepiej zamieszczać takie komentarze poza swoim adresem, gdyż inaczej, jak czytałem: „dzielni mężczyźni w mundurach policyjnych nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta, który promuje ekstremistyczny materiał”. Nawiasem mówiąc, nie jest to komunizm, ale „postępowa demokracja”.

Ponadto Facebook ma uzależniać. Szablon szybko przykuwa uwagę, pozwala ludziom narzekać na sprawy społeczne i polityczne, a ci którzy czują się samotni, mają własne społeczności na FB, co sprawia że nie czują się już tak samotni. Użytkownicy są nagradzani i karani, dlatego starają się zaprezentować jak najlepiej w oczach swoich społeczności. Nieświadomie otwierają drzwi policji, tajnym służbom i zagranicznym konsulatom wydającym wizy. FB i inne portale społecznościowe promują fałszywy, ulepszony obraz własnej rzeczywistości, za który użytkownicy chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość- na platformach społecznościowych.

Nie próbuj promować ulepszonego wizerunku samego siebie w Internecie, ponieważ gonisz nierealny sen, który może stać się strasznym ciosem psychicznym podczas pierwszego brutalnego kontaktu z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę ci nuczyć się pracy manualnej, która rozwija myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), abyśmy nie mieli pokolenia idiotów, których cały świat kończy się na głupimi selfie i polubieniami na Facebooku.

Twitter to kolejna marksistowska platforma prowadzona przez marksistowskie śmieci; i dlatego moje konto na Twitterze zostało już zawieszone. Zasadniczo na Twitterze, kościół i biali ludzie mogą być obrażani do woli, ale z drugiej strony krytyka ruchów homoseksualnych i antyliberalne, nieglobalistyczne poglądy prowadzą do zawieszenia konta. Zauważyłem również, że zwłaszcza cytaty z Biblii na Twitterze są jak sól w oku.

Jeśli chodzi o kobiety, radzę im nauczyć się piec ciasta dla swoich mężów, zamiast napinać dupy na Instagramie. Media społecznościowe są również przeznaczone do odseparowania ludzi od prawdziwego społeczeństwa, ponieważ osoby, których uwagę stale przykuwają tablety, smartfony i komputery, nie mają czasu na interakcję z prawdziwymi ludźmi.

Wyrzuć smartfona, i używaj tanich tandetnych telefonów bez dostepu do internetu, a razem z nimi używaj tymczasowych kart SIM. Po tygodniu lub dwóch spal je i kontaktuj się przez następną jednorazową tandetę. Będziesz bezpieczniejszy i zachowasz prywatność. Gdyby kilka milionów osób tak zrobiło, smartfony byłyby darmowe, pod warunkiem długich kontraktów i podłączenia pod internet.

„Wolność słowa” w mediach społecznościowych nie jest wolna, prywatność jest jak złoty pył, i oficjalnie nie jest to ani komunizm, ani cenzura, ale „postępowa demokracja" polegająca na kontroli totalnej!

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Wyprawy

2013 Azja Zachodnia

Napisał: Marcin Malik

Wyprawa do Azji zachodniej

 

Podczas mojej pierwszej wyprawy po Azji zachodniej zdecydowałem się na podróż po Kaukazie i Iranie. Podróż po krajach Kaukazu była moją kontynuacją wypraw po byłych republikach Związku Radzieckiego. W 2010 roku przemierzyłem kraje Azji Centralnej, i tak bardzo mi się podobało że byłem ciekawy jak wygląda życie po drugiej stronie Morza Kaspijskiego. Pojechałem do Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu i Górskiego Karabachu. Następnie odbyłem podróż po pięknej i bogatej historycznie Persji, która okazała się wspaniałą przygodą. Według legend syjonistów Iran należy do “Osi zła”, gdyż jest bogaty w ropę i gaz, oraz nie jest jeszcze kontrolowany przez globalny (żydowski) system bankowy.

 

Wprowadzenie do Azji zachodniej 2013

Moja tegoroczna wyprawa była zupełnie inna niż wszystkie inne które do tej pory odbyłem. W poprzednich latach podróżowałem po pięknej Azji Płd-Wsch lecz tym razem wybrałem się na Kaukaz a następnie do Iranu. Z krajów Kaukazu byłem w Gruzji, Azerbejdżanie, ArmeniiGórskim Karabachu. Swoją podróż planowałem na 2,5 miesiąca lecz zostałem 3 miesiące i przy okazji udało mi się jeszcze wstąpić na chwilę do Turcji.

Proszę koniecznie przeczytać rozdział na końcu gdzie omówiłem w szczerych słowach sprawę ludobójstwa Ormian przez Turków oraz sprawę “osi zła”. Tematy te stały się częścią mojej wyprawy.

Mapa Kaukazu.

Mapa Kaukazu.

Gruzja

Swoją podróż zacząłem od Kaukazu dlatego 14/08/2013 wyleciałem z Warszawy do Gruzji, po której podróżowałem około 3 tygodni. Gruzja jest atrakcyjna turystycznie pod wieloma względami z których największą są antyczne kościoły zbudowane w górach a czasem też nad malowniczymi jeziorami. Oprócz dobrych warunków na piękne zdjęcia krajobrazów Gruzja jest więc znakomitym krajem na wyprawy górskie w dzikie tereny oraz kierunkiem dla tych, którzy lubią bliski kontakt z naturą, lubią spać w namiotach i rozpalać ogniska a ci ambitniejsi mogą także zdobywać szczyty i lodowce.

Moją podróż po Gruzji zacząłem od miasta Kutaisi. Kutaisi jest drugim największym miastem w Gruzji a dla wielu przyjezdnych jest też często pierwszym kontaktem z tym krajem z uwagi na tanie połączenia lotnicze. Jednak porównując ze stolicą Tbilisi Kutaisi jest bardzo małym, atrakcyjnym miastem gdyż oferuje ciekawą historię oraz malownicze widoki z katedry Bagrati. Jako miasto pierwszego kontaktu myślę że Kutaisi jest wymarzonym miejscem na zetknięcie się z gruzińską kulturą czyli z miłymi ludźmi, z dobrymi pierożkami hinkali, z bogactwem serów a także z paroma interesującymi monastyrami.

Moją pierwszą wycieczką poza Kutaisi była monastyra Gelati leżąca w malowniczych górskich plenerach. Została ona zbudowana na początku XII wieku i przez wieki swojego istnienia służyła nie tylko jako kościół ale także jako miejsce pochówku władców. Do tego monastera Gelati była palona w XVI wieku przez Osmanów a w wieku XX komuniści wysiedlili kapłanów i zamknęli obiekt. Dziś jednak Gelati żyje pełnią życia, także z powodu swej atrakcyjności dla turystów. Potem szedłem w dół krętą drogą mijając po drodze domy oraz sady owocowe. Przy drodze rosły granaty które są bardzo powszechne w Gruzji a nieopodal także winogrona które dawały cień gospodarzom. Po około 6km marszu dotarłem do monastyry Motsometa która jest kolejną podróżą w czasie do architektonicznych wspaniałości Gruzji i która stoi wśród pięknych plenerów. Motsometa jest delikatniejsza, zbudowana z mniejszych kamieni, jest pokryta czerwonymi dachówkami oraz ma ładną wieżę z krzyżem na szczycie. 

Moją ostatnią wycieczką z Kutaisi była jaskinia Prometeusz czyli pokaz stalaktytów, stalagmitów, skamieniałych wodospadów, podziemnych rzek i małych jezior. Jaskinia Prometeusz w Gruzji jest warta pojechania zobaczenia gdyż bardzo dobrze pokazuje turystom że natura potrafi tworzyć piękną sztukę.

Gruzja; Mestia - ciężarówka na tle gór i tradycyjnej wieży.

Gruzja; Mestia – ciężarówka na tle gór i tradycyjnej wieży.

Spośród wielu wycieczek górskich jakie odbyłem w Gruzji najlepiej wspominam moją pierwszą. Pojechałem do miasteczka Mestia w Swanetii, które mimo że jest znanym centrum turystycznym daje możliwość odosobnienia, spotkania z ciekawymi ludźmi oraz lekcji historii z uwagi na swoje charakterystyczne wieże zbudowane do obrony przed Mongołami. Mestia to miasteczko zbudowane z górskich kamieni, z drewnianymi zagrodami, domową kuchnią oraz pomimo rozwijającej się turystyki dające poczucie przyjemnej, wiejskiej atmosfery. Będąc tam wybrałem się na wyprawę po górach do lodowca Chalati co okazało się wyjątkową przygodą. Pokonywałem górskie zbocza idąc wzdłuż rwącej rzeki a następnie wyszedłem na otwartą, skalną przestrzeń na której końcu znajdował się lodowiec. Potem rozbiłem namiot, rozpaliłem ognisko i spędziłem noc w górach. Drugą wyprawą była wyczerpująca wspinaczka do jezior Kuruldi i pomimo że same jeziora nie były wyjątkowe to widok żółtych kwiatów i pasącego się bydła na tle ośnieżonych gór Kaukazu były warte mojego wysiłku. Mam wiele tego rodzaju opowieści.

Po górskich wycieczkach pojechałem do Kobuleti czyli do małego miasteczka nad Morzem Czarnym, które polecam tym którzy nie mają ochoty na głośne Batumi. Kobuleti jest znacznie mniejsze, cichsze i można lepiej wypocząć. Warto także dodać że plaża w Kobuleti jest kamienista a fale są wysokie i silne. Trzeba uważać. Z Kobuleti zrobiłem oczywiście kilka wycieczek. Pojechałem na przykład do Ogrodu Botanicznego Batumi, który leży na 111 hektarach i znajduje się na Zielonym Przylądku nad Morzem Czarnym. Jest to bardzo bogaty, piękny i niezwykle różnorodny park który jest także największym ze wszystkich z byłego Związku Radzieckiego. Ogród ten jest podzielony na wiele sekcji geograficznych co oznacza że znajdują się tu partie z roslinnością z Ameryki Płd, Australii, Nowej Zelandii, Wschodniej Azji, Meksyku, obszaru śródziemnomorskiego oraz Kaukazu. Dzięki temu każda część parku jest zupełnie inna gdyż roślinność przenosi nas na inne kontynenty. Ogród Batumi bije po oczach swą kolorystyką i różnorodnością, umiejętnie dopracowanymi częściami światła i cieni oraz oczek wodnych i korzeni drzew wystających spod leśnego szlaku. Następnie pojechałem do sławnego Batumi, które jest popularnym miastem turystycznym Gruzji oraz ważnym portem nad Morzem Czarnym; a także stolicą autonomicznego regionu o nazwie Adżaria. Batumi leży w klimacie subtropikalnym i choć gałęziami gospodarki są między innymi owoce cytrusowe, budowanie statków czy przetwórstwo jedzenia, prezydent miasta główny nacisk kładzie na turystykę. Batumi leży blisko Turcji i co roku ściąga wielu turystów stamtąd oraz z byłych krajów byłego Związku Radzieckiego. Dodatkowo przy populacji prawie 200.000 oraz długiej plaży i bardzo dobrze rozwiniętej turystyce Batumi nie jest męczące w porównaniu z innymi większymi miastami. Od rozpadu Związku Radzieckiego panorama Batumi bardzo się zmieniła. Powstało wiele dobrych hoteli i restauracji oraz nowoczesnych budynków nad morzem, odnowiono Stare Miasto i zbudowano deptak nad morzem. Do tego Batumi jest ozdobione tropikalną roślinnością oraz interesującymi rzeźbami i sztuką. Będąc tutaj należy koniecznie pospacerować wzdłuż plaży po 1.5km deptaku Batumis Bulvari lecz ostrzegam że plaża jest kamienista a fale bardzo mocne.

Jadąc dalej w stronę Turcji pojechałem następne 11km aby zobaczyć bardzo dobrze zachowaną rzymską fortecę Gonio z pięknym ogrodem w środku. Forteca ta ma 18 wież i mur obronny po którym można chodzić a także rzymską łaźnię i teatr. Rośliny były bardzo imponujące. Ci, którzy chcą pojechać do tureckiej granicy w Sarpi mają kolejne 6km.

Morze Czarne widziane z Parku Botanicznego Batumi.

Gruzja; Morze Czarne widziane z Parku Botanicznego Batumi.

Następnie jechałem ponad 30-letnią Ładą Nivą poprzez góry, która psuła się wiele razy. Zatrzymywałem się w wielu uroczych i bardzo nudnych miejscach lecz Bóg chciał, że koniec mojej trasy był we wsi Lododziri o której sami Gruzini pewnie nie słyszeli. Miałem spędzić noc w namiocie lecz mnie i mojego kolegę przygarnął gospodarz domu Hasan, który miał do dyspozycji dwie posłuszne niewolnice – swoją żonę i córkę. Muszę przyznać że muzułmanie to jednak wiedzą jak wprowadzić do domu dyscyplinę absolutną dlatego że obydwie na komendę islamisty jakby wysadzały się w powietrze aby służyć mężczyznom. Poza tym nigdy nie słyszałem słowa proszę. Był to jedynie zachrypnięty ryk. Jak potem się okazało kobiety wstawały najwcześniej a szły spać najpóźniej gdyż musiały wszystkich obsłużyć i wykonywać wszystkie prace domowe. Oprócz Hasana, mnie i mojego kolegi Kamila był też sąsiad Hasana który przyszedł nam opowiadać niestworzone historie. Stół był zastawiony gruzińskimi potrawami, haczapuri, wieloma rodzajami kwaśnego sera oraz oczywiście alkoholem własnej roboty. Ja alkoholu nie piję ale za to Kamil jak zwykle uratował honor Polski i uchlał się razem z nimi. Spędziliśmy noc w drewnianej chatce gdzieś po środku pola kartofli i były bardzo ciekawie.

Następnego dnia po wielu różnych autostopach, jadąc na siedzeniach i w bagażniku w końcu tego samego dnia dotarliśmy do miasta Akhaltsikhe. Jedyną atrakcją tutaj było Rabati czyli leżący na szczycie góry i dominujący widok nad Akhaltsikhe odrestaurowany zamek z XII wieku z murami obronnymi, muzeami, kościołami, synagogą i meczetem. Rabati jest ogromnym, zadbanym obiektem dzięki któremu możemy się przenieść w czasy średniowiecznej Gruzji. Chodziłem tutaj po murach obronnych, wchodziłem na wieże i widziałem ekspozycję starych kaukaskich dywanów i XVI wiecznych manuskryptów. Byłem też w knajpie gdzie kelnerka mieszała nas z błotem bo myślała, że nie mamy już pieniędzy choć wyrywni co prawda nie byliśmy. Z Ahkalstikhe pojechaliśmy na wycieczkę do skalnego miasta Vardzia, które jest największym tego typu obiektem w Gruzji oraz także blisko związanym z kulturą i historią Gruzinów. Vardzia jest potężną budowlą wyrzeźbioną w skałach, z wieloma jaskiniami, tunelami oraz kaplicami i wierzą dzwonniczą która kosztowała oceany ciężkiej pracy i która od XII wieku jest nieprzerwanie jednym z symboli kulturowych Gruzji. Obiekt ten z uwagi na swoją wielkość powstawał przez wieki oraz ściślej mówiąc przez nowe pokolenia rodziny królewskiej. Vardzia była zaczęta jako fortyfikacja przez Giorgia III w XII wieku oraz kontynuowana jako miejsce chrześcijańskiego kultu przez jego córkę królową Tamarę. Patrząc na Vardzię z dystansu obiekt ten zdumiewa swoją wielkością gdyż mamy do czynienia ze skalną ścianą która została wyżłobiona na wielkie miasto składające się z 13 pięter. Aby lepiej zrozumieć wielkość Vardzii warto dodać że jej dwie części są podzielone przez kościół wyryty w skałach, z czego we wschodniej części są razem 242 pokoje a w zachodniej 165. W drodze do Vardzii zatrzymalismy się na chwilę aby podziwiać zrujnowany zamek Kvertisi, zbudowany na skale pomiędzy X a XIV wiekiem i który pięknie dominował górski pejzarz. Z Ahkalstikhe pojechałem także do Monastery Sapara zbudowanej w około IX wieku, otoczonej górami i piękną roślinnością a przy tym strategicznie położonej na krawędzi klifu i z dala od cywilizacji.

Zamek Rabati w mieście Akhaltsikhe.

Gruzja; Zamek Rabati w mieście Akhaltsikhe.

Moim kolejnym przystankiem było Tbilisi czyli zabytkowa stolica Gruzji od prawie nieprzerwanie V wieku. Tbilisi jest centru politycznym, kulturalnym, społecznym i ekonomicznym kraju oraz miejscem z którym utożsamia się każdy Gruzin. Tblisi leżące nad rzeką Mtkvari może się poszczycić zabytkowym Starym Miastem z wieloma pięknymi kościołami, ulicami wypełnionymi restauracjami i sztuką oraz także z twierdzą górującą nad miastem. Z drugiej strony Tbilisi to także miasto wchodzące architektonicznie w XXI wiek oraz jednocześnie zachowujące swoją tradycyjną chrześcijańską kulturę oraz podtrzymujące związek z byłym Związkiem Radzieckim. Symbolem miasta jest kościół Metekhi oraz pomnik króla Gorgasali choć Stare Miasto oferuje znacznie więcej. Reszta zabytków znajduje się bardzo blisko siebie. Tbilisi jest także znane ze swoich łaźni lecz dla mnie był to “klub mokrego pedała”. Nie czułem się komfortowo lecz na szczęście są łaźnie dla par.

Z Tbilisi odbyłem oczywiście kilka wycieczek. Około 72km od Tbilisi znajduje się kompleks zamkowy Ananuri zbudowany w XIII wieku który leży w malowniczym miejscu nad rzeką Aravgi. Ananuri to obowiązkowa wizyta, dająca także możliwość pięknych zdjęć. 80km od Tbilisi leży miastoGori, które jest miejscem urodzenia Józefa Stalina. Znajduje się tam bardzo ciekawe i bardzo zakłamane muzeum przedstawiające Stalina jak dobrego wujka, pomimo że był jednym z największych morderców wszech czasów. Co ciekawe Gruzini są z niego dumni, mimo że ich samych też mordował. Z Gori pojechałem do Uplistsikhe, które jest skalnym miastem będącym jednym z najstarszych osad ludzkich na Kaukazie. W średniowieczu Uplistsikhe miało strategiczne położenie pomiędzy lasami i głęboką doliną i podczas swej swietności mieszkało tam około 20.000 ludzi.

Mtskheta - była stolica Gruzji a dziś miasto zabytkowych kościołów i ładnej natury.

Gruzja; Mtskheta – była stolica Gruzji a dziś miasto zabytkowych kościołów i ładnej natury.

Blisko Tbilisi leży też Mtskheta, która stanowi ważne dziedzictwo kulturowe Gruzji gdyż to małe miasteczko posiada jedno z najstarszych i najważniejszych kościołów w kraju i było stolicą Gruzji od III wieku p.n.e. do V wieku naszej ery. Mtskheta jest więc historycznie i kulturowo bardzo ważnym miejscem i nawet po tym jak król Vakhtang Gorgasali przeniósł swoją stolicę do Tbilisi w V wieku Mtskheta była ciągle religijną stolicą Gruzji oraz siedzibą Gruzińskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Poza tym Mtskheta jest położona malowniczo na połączeniu rzek Aravgi i Mtkvari a jej tradycyjna zabudowa składająca się z małych domków pokryta jest winoroślą. Stamtąd pojechałem taksówką do kościoła Jvari, który jest jednym z najświętszych kościołów w Gruzji oraz także jednym z najstarszych. Został on zbudowany w VI wieku i stoi na górze która jest dobrze widoczna ze Mtskhety.

Moją ostatnią wycieczką z Tbilisi było skalne miasto Davit Gareja, które okazało się przygodą w transporcie. Davit Gareja leży na granicy z Azerbejdżanem a dostałem się tam autostopem jadąc przez ubitą ziemię, która kiedyś była poligonem wojskowym. Davit Gareja to małe skalne miasto składające się z pokoi i kaplic wykutych w ścianach oraz z freskami pochodzącymi z X i XIII wieku. Ważne jest jednak aby pamiętać że Davit Gareja to nie tylko kościoły i jaskinie ale także piękne plenery, którymi turysta powinien się nacieszyć. Jazda zardzewiałym gratem poprzez pustynię oraz samotność tego miejsca na rozstaju Gruzji i Azerbejdżanu przynajmniej dla mnie były ogromną atrakcją.

Następnie pojechałem do Kazbegi czyli małego miasteczka leżącego 3h od Tbilisi, które jest bardzo popularne wśród turystów z powodu starego XIV wiecznego kościoła na szczycie góry o nazwie Tsminda Sameba. Zatem następnego dnia rano wspinałem się pod górę do kościoła Tsminda Sameba, który dziś jest wręcz symbolem Gruzji gdyż znajduje się na wielu pocztówkach i znają go wszyscy. Marsz pod górę zajął nam 1.5h i przyznam że jak na szlak górski to był spory tłok gdyż szła tam cała wieś. Poszli wszyscy turyści, poszli miejscowi aby pomodlić się w kościele i poszły też stare, tłuste kobiety aby prosić o drobne w kościele. Sam szlak był łatwy i przyjemny a na wysokości kościoła znajdował się płaskowyż gdzie Gruzini biwakowali i częstowali mnie jedzeniem a młodzi chłopcy oferowali jazdę konną.

Alpiniści którzy mają sprzęt i ochotę na dłuższe wyprawy mogą kontynuować do Mt. Kazbek 5034 m n.p.m.

Gruzja - widok na monasterę Kazbegi.

Gruzja – widok na monasterę Kazbegi.

Moim ostatnim miejscem wartym opowiedzenia było Sinhnaghi, czyli bardzo ładne małe miasto z zabytkową zabudową, będące główną bazą turystyczną Kachetii i które oprócz kilku historycznych obiektów posiada także miłą atmosferę, malownicze widoki oraz wszechobecne winorośla. Dwie trzecie budynków w Sinhnaghi pochodzi z XVII, XVIII i XIX wieku a dziś dzieki pracom restauracyjnym są one w świetnej formie. Oprócz tego Sinhnaghi jest też otoczone 4km murami obronnymi i posiada parę ładnych kościołów. Natomiast co do winorośli to radzę tu przyjechać w październiku gdy przez cały jeden weekend odbywa się festiwal wina. Z Sinhnaghi pojechałem różnym transportem do granicy z Azerbejdżanem i zatrzymałem się w paru nieciekawych małych miastach, w tym w Marneuli, które polecam ze względu na ludzi.

 Zdecydowanie polecam Gruzję na przygodowe, zdrowe i chrześcijańskie wakacje. Ambitniejszym podróżnikom radzę wyruszyć na wyprawę górską po Kachetii.

Azerbejdżan

Następnie pojechałem do Azerbejdżanu gdzie spędziłem około 10 dni i gdyby nie cena wizy to wspominałbym ten kraj jeszcze lepiej, choć z drugiej strony cieszę się że udało mi się ją zdobyć. Azerbejdżan słynie z biurokracji oraz drogich, trudnych do zdobycia wiz przez co moim zdaniem tracą i turyści i Azerowie. Azerbejdżan to mała Turcja, z herbatą w tureckich szklankach, z ładnymi widokami, ciekawą achitekturą i rzemiosłem oraz z silną dyktaturą. Czas spędzony w Azerbejdżanie był także dobrą lekcją tego jak wygląda opinia Azerów na temat Armenii oraz Górnego Karabachu. Zdecydowanie jest to wyjątkowa nienawiść do sąsiadów choć nie oceniam ich i problem ten pozostawiam im. Tutaj także ludzie byli gościnni i skorzy do rozmowy a jedzenie całkiem niezłe choć mogliby dawać więcej mięsa do kebabów a nie tylko wielką bułkę. Podobała mi się także stolica Baku w którą widać że włożono bardzo dużo pieniędzy. Odczułem że przede wszystkim sama obecność w Azerbejdżanie była dla mnie wielką przygodą choć były także góry, rzeki i wodospady.

Azerbejdżan - miasto Seki.

Azerbejdżan – miasto Seki.

Do Azerbejdżanu wjechałem w przejściu granicznym Lagodheki gdzie żołnierze dwa razy mnie pytali czy byłem w Armenii i czy zamierzam pojechać. Następnie autostopem dostałem się do najbliższego miasteczka Balakan, leżącego 14km od granicy. Balakan jest typowym miejscem przesiadkowym z jednym parkiej i rządem sklepów z którym nie należy wiązać przyszłości. Moim pierwszym, prawdziwym wrażeniem Azerbejdżanu było miasteczko Zaqatala gdzie dostałem się po następnych 20 minutach. Zostałem tu gdyż była juz 5 po południu nie chciałem podróżować nocą. W Zaqatala zobaczyłem jeden meczet a potem poszedłem do Heydari Parki gdzie znajdowało się kilka karuzeli oraz pomnik nieżyjącego prezydenta Heydara Aliyeva. Szybko zorientowałem się, że w Azerbejdżanie ludzie bardziej na mnie zwracali uwagę gdyż niewielu przyjeżdżało turystów oraz zauważyłem też, że było wiele plakatów z podobizną byłego prezydenta. Kult jednostki Heydara Aliyeva jest w Azerbejdżanie ogromny pomimo, że nic dla tego kraju nie zrobił i przegrał wojnę o Górski Karabach przez co tysiące Azerów musiało uciekać żyjąc w nędzy. Poza tym w Zaqata jest mała stacja autobusowa i nuda.

Moją pierwszą atrakcją Azerbejdżanu była miasto Seki. Będąc tam poszedłem do Muzeum Etnograficznego gdzie znajdowała się część poświęcona zwierzętom żyjącym w okolicy, była także część o II Wojnie Światowej oraz o konflikcie w Karabachu i oczywiście każda z tych opowieści była opowiedziana w taki sposób jaki się tego spodziewałem. Przede wszystkim pomimo okupacji Azerbejdżanu Związek Radziecki odegrał rolę zbawiciela a Stalin rolę dobrego wujka. Nie sposób też było nie zauważyć bliskości rasowo-kulturowej Turcji z Azerbejdżanem co potwierdziło kilka obrazów i dywanów z podobizną Ataturka. Podczas mojej podróży sami Azerowie mówili też często że Turcja i Azerbejdżan to dwaj bracia, choć ja widzę tutaj także „braterstwo” oparte na wspólnym interesie. Bardziej interesująca była pracownia Sebaka gdzie wyrabiano szklano-drewniane witraże. Ich produkcja wymaga wielkiej cierpliwości i precyzji dlatego że kunszt ich wyrobu polega na wsuwaniu małych szkiełek w drewniane kliny aby potem nadawie im geometrycznych, pasujących do siebie kształtów. Na sam koniec poszedłem także do Xan Sarayi czyli do Pałacu Khana ukończonego w 1762 roku. Obiekt ten leży w ogrodzie różanym z oczkiem wodnym i masywnym, ogromnym drzewem. Pałac ten jest przede wszystkim pokazem mozaiki który wcześniej opisałem oraz malunków na ścianach. Xan Sarayi na pewno robi wrażenie i pod względem sztuki polecam go najbardziej. Będąc w Seki mieszkałem u azerskiej rodziny u ludzi stowarzyszonych w ministerstwie turystyki. Miejscowi w Seki byli zabawni i szukali ze mną kontaktu.

DSC_1108

Azerbejdżan – stacja górska Lahic

Przyjemniejszym miejscem było Lahic, malownicza wioska górska oraz jedno z lepszych miejsc w Azerbejdżanie na zobaczenie wiejskiego życia. Kunsztem miejscowych rzemieślników jest wyrób miedzianych naczyń i innych przedmiotów codziennego użytku co można oglądać w wielu warsztatach. Na głównej ulicy jest także wiele sklepów z pamiątkami a miejscowi gospodarze otwierają swoje domy dla turystów i proponują wycieczki piesze i konne w góry. Ja poszedłem z namiotem w góry do wodospadu a potem spędziłem noc na polanie.

Po Seki już bez problemu dostałem się do stolicy Azerbejdżanu, Baku. Baku jest moim zdaniem bardzo ładnym i szybko zmieniającym się miastem. Jest to połączenie posowieckiej przeszłości z atrakcyjnymi murami Starego Miasta oraz wieżowcami „ze szkła” o nazwie Płomienne Wieże. Widać także że Baku jest pomnikiem pieniądza gdyż jego nowa promenada oraz wypieszczone Stare Miasto przeszło bardzo drogą operację plastyczną. Baku oferuje dobrą kuchnię, historię oraz pamiątki związane z azerską kulturą (dywany, miedziane naczynia i inne). Spacerując ulicami Starego Miasta oraz przechodząc koło meczetów w kolorze pustyni w oddali widzimy także trzy szklane wieżowce o pochyłych kształtach oraz inne atrakcyjne budynki. Centrum towarzyskim Baku jest Bulvar czyli deptak nad Morzem Kaspijskim w okolicach którego znajdują się także fontanny oraz egzotyczne rośliny. Jest to bardzo przyjemne, spokojne miejsce w najbardziej znanej części miasta, które prowadzi do wysokiego masztu z ogromną flagą Azerbejdżanu oraz cmentarza i pomnika z płomieniem wysoko nad miastem. Zauważyłem także że wbrew zasadom islamu młode pary w Azerbejdżanie trzymają się za ręce i przytulają do siebie na ławkach. Wieczory spędzałem koło stacji Narimanov gdzie znajdowało się wesołe miasteczko oraz knajpy z jedzeniem.

DSC_1219

Azerbejdżan – Baku

Będąc w Baku wybrałem się też na wycieczkę do Qobustanu, małej nieciekawej wsi, która była bazą do miejsc zainteresowania. Stamtąd najpierw pojechałem oglądać petroglyfy, czyli rysunki wyryte na skałach pochodzące sprzed wielu tysięcy lat. Było tu także ciekawe muzeum w którym dowiedziałem się na temat życia pierwszyych ludzi w tym regionie. Potem zobaczyłem także bardzo ciekawe wulkany błotne. Petroglyfy widziałem już wcześniej w Kirgistanie a świątynie są w każdym kraju lecz wulkany tego rodzaju są bardzo ciekawe nie tylko dla geologów. Jest to sieć bardzo małych wulkanów które wybuchają, bulgoczą i plują beżową masą a nad nimi unosi się para. Wzgórze Dasgil na którym wulkany się znajdują byłoby pewnie całkowicie zapomniane gdyby nie ten geologiczny fenomem. Poza tym całość leży na pustyni a z wulkanów widać Morze Kaspijskie. Po drodze zobaczyłem też Rzymskie Grafitti a potem kierowca odwiózł mnie do Qobustanu gdzie wsiadłem do autobusu i za jedyne 20 qepik dotarłem w okolice plaży Sixova. Tam nareszcie popływałem w Morzu Kaspijskim, nieco śmierdzącym ropą. Wracając do Baku po prawej stronie ponownie widziałem Morze Kaspijskie oraz pole naftowe Jamesa Bonda, gdyż były tu kręcone zdjęcia do filmu „The World is not enough”.

Na przedmieściach Baku znajduje się także Atesgah – Świątynia Ognia na Peninsuli Abseron. Świątynia Ognia jest jednym z najważniejszych zabytków Azerbejdżanu i została ona zbudowana w XVIII wieku przez wyznawców Shivy. Ważne jest także że Świątynia Ognia należy do najświętszych dla wyznawców zaroastranizmu. Cały obiekt jest w kolorze pustyni i składa się z małej świątyni w której płonie wieczny ogień (dzięki ciągłej dostawie gazu) a dookoła znajdują się komnaty a w nich są modele antycznych zaroastrianów przy swoich codziennych pracach.

DSC_0443

Azerbejdżan – wioska Xinaliq leżąca na wysokości 2350m n.p.m.

Moim ulubionym miejscem w Azerbejdżanie była stacja górska Xinaliq czyli oddalona od reszty kraju wioska założona około 5000 lat temu, będąca jednocześnie najwyżej położoną wsią w Azerbejdżanie i “perłą Kaukazu”. Ludzie zamieszkujący w Xinaliq mówią swoim własnym językiem „khinalug” choć mówią także po azersku i po rosyjsku. Wioska Xinaliq jest urocza a rozległe tereny gwarantują wspaniałe widoki na Kaukaz. Wieś natomiast jest zbudowana z kamienia w taki sposób że wydaje się że jeden dom jest zbudowany na drugim. Byłem tu między innymi w muzeum lecz największą przyjemność sprawił mi spacer po wąskich alejach wsi na wszystkich jej poziomach. Widziałem ludzi przy ich codziennych zajęciach jak podkuwanie konia, karmienie kaczek oraz ośli transport. Wieczorem pomimo ciemnej nocy i zimna Xinaliq było jak najbardziej żywe.

Jedyny problem był tu z transportem gdyż bazą wypadową do Xinalix jest małe miasto Kuba leżące od Xinalix około 40km. Jedynym rozwiązaniem jest tu tylko dzielona taksówka choć powrót był łatwiejszy gdyż miejscowi jeżdżą do Kuby po zakupy i można się z nimi czasem zabrać za drobna opłatą. Kuba natomiast to małe, szare miasto bezrobotnych taksówkarzy oraz bazaru z dziurami w drodze. Miałem tu ciekawe spotkanie z dziadkiem noszącym medale, który był dumny ze Związku Radzieckiego. No cóż…

Azerbejdżan; okolice Qobustanu - wulkany błotne oraz Morze Kaspijskie w tle.

Azerbejdżan; okolice Qobustanu – wulkany błotne oraz Morze Kaspijskie w tle.

Ludzie Azerbejdżanu są pomocni i ciekawi turystów choć byli też zdziwieni moją obecnością gdyż turystyka jest tam ograniczona. Nie mogę o nich powiedzieć ani jednego złego słowa. Z drugiej strony Azerowie wolą za dużo nie mówić i nie ufali mi w rozmowie gdyż “nie wiedzieli kim byłem i dla kogo pracowałem”. Niezbyt dobrze też reagują na widok aparatu gdyż wychowali się w towarzystwie KGB i przynosi im to złe skojarzenia. Z reguły tematu konfliktu ze znienawidzoną Armenią wolą nie podejmować gdyż nie chcą się denerwować choć czasem zdarza im się otworzyć. Zdaniem Azerów odebranie Karabachu i wysłanie ich wojska do Erywania byłoby bardzo łatwe lecz na drodze stoi im Rosja. Jeśli chodzi o kult nierzyjącego prezydenta Heydara Aliyeva to nie podejmują tego tematu choć dali mi do zrozumienia kilka razy, że właściwie to nie mają powodu aby go lubić.

Armenia

Następnie wróciłem do Gruzji aby od razu pojechać do Armenii. Przypomnę tylko że Azerbejdżan i Armenia są w stanie wojny i wszelkie kontakty oraz granice są zamknięte. Z tego powodu zawsze konieczny jest tranzyt przez Gruzję.

Armenia była pięknięjsza niż mogłem się tego spodziewać. Byłem zachwycony górami oraz wspaniałymi kościołami z wielu wieków wstecz i kraj ten definitywnie polecam każdemu przygodowemu podróżnikowi. Będąc w Erywaniu czułem się czasem jak na wybiegu dlatego że było tyle pięknych kobiet co też jest bardzo dobrą wizytówką kraju. Po Armenii podróżowałem około 2,5 tygodnia próbując dobrego jedzenia, korzystając z gościnności ludzi oraz czasem także słuchając ich opowieśći o złym Azerbejdżanie. Po raz kolejny, Armenia była wspaniałą przygodą gdzie zazwyczaj pokonywałem góry aby dostać się do antycznych kościołów. Armenia jest mało docenianym lecz według mnie bardzo atrakcyjnym turystycznie krajem. Tak samo jak Gruzja, Armenia także jest pokryta górami oraz znajduje się tam wiele zabytkowych kościołów a moja podróż była przygodą w autostopie, który z wielu względów bardzo sobie chwaliłem. Mimo, że Armenia jest krajem pięknych gór oraz paru atrakcyjnych jaskiń i wielu kanionów to głównym atutem kraju są właśnie chrześcijańskie monastery, które zazwyczaj stanowią cel wszystkich wycieczek. Na uwagę zasługują także chaczkary czyli rzeźbione w kamieniach ormiańskie krzyże.

Armenia - w monasterze Akhtala.

Armenia – w monasterze Akhtala.

Swoją podróż po Armenii zacząłem od górniczego miasta Alaverdi w kanionie Debed. Alaverdi jest malowniczo położone wśród gór i nad rzeką oraz oferuje dobre jedzenie, ładne widoki i nawet kolejkę linową na górę. W Alaverdi jest jednak warto zostać dlatego, że jest to baza wypadowa do wielu atrakcyjnych, antycznych kościołów w górach a ja po moich podróżach autostopem dotarłem do wszystkich. Pierwszą była to X wieczna ormiańska monastera Sanahin. Jest to bardzo nastrojowy obiekt o grubych rzeźbionych murach i filarach oraz z dachem pokrytym mchem. Na terenie Sanahin jest także wiele haczkarów czyli rzeźbionych krzyży w prostokątnych skałach. Innym pięknym kościołem jest Haghpat zaczęty w X wieku a ukończony w XII gdy powstała piękna wieża, biblioteka oraz urocza kaplica. Wszystkie obiekty są zbudowane z kamienia oraz mają haczkary wyryte na ścianach i na skałach.  Poza tym różne kaplice i kościoły stoją na różnych poziomach i są różnej wysokości a dodatkowo są częściowo pokryte zielonymi pagórkami. Gdy ja tu byłem Haghpat było ogarnięte mgłą co dawało jeszcze lepszy efekt. Z kolei na płaskowyżu Odzun znajduje się małe miasteczko o tej samej nazwie z postkomunistycznymi blokami z płyty oraz kilkoma efektownymi wrakami ciężarówek. W tym małym zaciszu Kanionu Debed znajduje się także monastera Odzun zaczęta w VI wieku a rozbudowana w VIII wieku. W kanionie Debed znajduje się także Akhtala czyli pięknie położona XIII wieczna monasterą stojąca blisko klifu. Poza tym wejście oraz mury wyglądają jak twierdza co sprawia że z powodzeniem można ją nazwać monasterą fortyfikacyjną. Akhtala składa się z paru obiektów i jest sławna z powodu swych rzeźb oraz fresków wewnątrz. Monastera ta ma interesujące kamienne łuki, masywne filary, barwny ołtarz i wspomniane wcześniej freski świętych.

Po kanionie Debed kontynuowałem swoją podróż choć głównie autostopem. Najpierw zatrzymałem się przy drodze aby wspiąć się na górę i zobaczyć ruiny kościoła Kobayr, schowaną pomiędzy drzewami lecz ta była w bardzo złym stanie. Monastera Kobayr została zbudowana w XII wieku i pomimo że jest ciągle zniszczona można tu podziwiać freski przedstawiające Jezusa oraz 12 apostołów a także gruzińskie inskrypcje. Odbywają się tu żywiołowe prace natomiast poniżej jest chatka gdzie gospodarze chętnie sprzedadzą lub dadzą trochę winogron. Potem wsiadłem do następnego autostopu i jadąc poprzez piękny kanion dotarłem do posowieckiego miasta Vanadzor czyli smutnego, szarego miejsca z betonowych płyt. Z tamtąd podwiózł mnie facet który najtrzeźwiejsze lata swojego życia miał już wyraźnie za sobą i powiedział mi też abym nie zapinał pasów bo on „pierdoli policję”. Niestety najpierw zatrzymaliśmy się w punkcie wulkanizacyjnym i trwało to tak długo że z nudów pomogłem na sąsiedniej budowie. Zresztą nie tylko ja pomagałem rozbijać betonowe schody wielkim młotem dlatego że kilku przechodniów też próbowało.

Armenia - monastera Goshavank.

Armenia – monastera Goshavank.

W końcu jednak dotarłem do Dilijan. Dilijan jest już przyjemniejsze dlatego, znajduje się tu ciekawa galeria sztuki choć z drugiej strony Dilijan jest skazane na komunistyczny pomnik pt. “50 lat Sowieckiej Armenii”. Będąc tu wybrałem się do Goshavank, czyli do kościoła zbudowanego w 1188 roku, który leży na wzgórzu niedaleko wsi Gosh. Jest to kolejna piękna chrześcijańska budowla Armenii zbudowana w całości z kamienia. Na całość składa się główny kościół oraz dwa mniejsze a także szkoła i biblioteka. Wewnątrz znajdują się masywne filary, ładny ołtarz, świece do zapalania oraz głucha cisza i efekt ostro wpadającego światła przez małe kamienne okno. Na zewnątrz jest także kilka haczkarów (krzyże wyrzeźbione w prostokątnych skałach). Po Goshavank pojechałem do Parz Lich czyli do małego oraz znajdującego się na przyjemnym zaciszu terenu wypoczynkowego. Cały urok Parz Lich polega na jego zielonym jeziorze otoczonym górami i lasami oraz na pięknej ciszy. Przybywają tu całe rodziny na łowienie ryb i na grilla i jest to wyjątkowe przyjemne i spokojne miejsce. Stamtąd pojechałem do Hagartsin czyli do monastery z XII wieku składającej się z dwóch kościołów i małej kaplicy. Monastera ta, tak samo jak wcześniejsze jest zbudowana z kamienia i leży w malowniczej dolinie pod drzewami orzechowymi. Na terenie kościołów znajduje się też kilka pięknych haczkarów, interesujące kamienne łuki oraz rzeźbiona podobizna Maryi i Jezusa nad drzwiami wejściowymi.

W drodze do Erywania zatrzymałem się w bardzo przyjemnym miejscu. Jezioro Sevan jest największym w Armenii oraz na całym Kaukazie i jest także jednym z największych wysoko położonych jezior słodkowodnych na świecie. Z powodu swojego bliskiego położenia od Erywania w okresie letnim stanowi ośrodek wypoczynkowy. Znajduje się tutaj wówczas kilka hoteli, restauracji oraz parę wiele stoisk z pamiątkami. Poza sezonem letnim jezioro Sevan przyciąga kilku rybaków łowiących pstrągi choć przede wszystkim miejsce jest to odwiedzane z powodu monastery Sevanavank. Monastera ta była początkowo zbudowana na wyspie lecz spadek poziomu wody spowodował że obecnie znajduje się ona na peninsuli. Sevanavank została zbudowana w IX wieku, znajduje się ona na szczycie góry i składa się z dwóch kościołów: Surp Arakelots i Surp Astvatsatsin. Są one bardzo podobne do siebie, zbudowane z kamienia i pokryte czerwonymi dachami.

Armenia - monastera Sevanavank na tle jeziora Sevan.

Armenia – monastera Sevanavank na tle jeziora Sevan.

Po jeziorze Sevan wsiadłem do kolejnego autostopu i dojechałem do Erywania. Mieszkałem przy operze czyli w samym centrum. Erywań jest centrum kulturowym, politycznym i ekonomicznym Armenii, miastem pięknej architektury i interesujących galerii oraz z drugiej strony także miastem ruchu drogowego i burzliwego życia. Centrum Erywania jest opera wokół której toczy się życie kulturowe. W małej odległości znajdują się parki, muzea, liczne fontanny, galerie obrazów pod gołym niebem oraz imponująca budowla zwana Kaskadą. Erywań jest także miastem pięknych kobiet chodzących po mieście jak po wybiegu oraz prezentujących swe uroki co tylko dodaje światła temu miastu. Wielokrotnie siedziałem w części muzealnej miasta obserwując fontannę poruszającą się w rytm muzyki aby następnie przejść poprzez sztuczne stawy i idąc pośród rzeźb wspiąć się na kaskadę. W pobliżu Opery, która jest oficjalnym centrum znajduje się Kaskada o której wspomniałem wcześniej. Jest to wysoka, piętrowa budowla na którą można wejść po wysokich schodach. Przed wejściem znajduje się park na którym jest wiele interesujących oraz także śmiesznych rzeźb jak na przykład pomnik tłustej kobiety oraz tłustego kota oraz pomnik także tłustego rzymskiego żółnierza. Na każdej z kondygnacji Kaskady znajdują się innego rodzaju fontanny oraz oryginalne rzeźby. Niektóre z nich to wielka głowa wydobywająca się z wody, skoczek do wody w różnych fazach lotu, mężczyzna z upiornym uśmiechem oraz mój ulubiony – lew zbudowany z opon. Poszedłem do Galerii Narodowej Muzeum Narodowego lecz nie byłem sam. Poznałem tu ładną Polkę z którą obejrzałem całą sztukę a że chciałem zaoszczędzić wszedłem do muzeum na kartę płetwonurka zamiast legitymacji studenckiej. Kasjerka i tak nie znała angielskiego więc się udało. Największe wrażenie zrobiła na mnie galeria sztuki gdyż w środku mieści się kolekcja zajmujących mnie obrazów zachodnich i rosyjskich malarzy oraz kilka uroczych rzeźb. Muzeum narodowe natomiast opowiada historię Armenii od czasów greckich do przejścia na chrześcijaństwo, następnie najazdów tureckich, perskich i arabskich (zawsze muzułmanie!). Spędziłem w Erywaniu 3 dni i zobaczyłem kilka ciekawych obiektów, takich jak: Fabryka Brandy, Forteca Erebuni czy Niebieski Meczet, który symbolizuje dobre stosunki z Iranem. Najbardziej w pamięci pozostało mi jednak Pomnik i Muzeum Ludobójstwa Armenii (Tsitsernakaberd)Jest to poruszające, tragiczne miejsce opowiadające o zbrodni jakiej dokonali Turcy na Ormianach co jest tylko niezbitym dowodem do czego są zdolni muzułmanie w kwestii ostatecznego rozwiązania dla chrześcijan. (Dokładniej opisałem poniżej).

Z Erywania odbyłem kilka wycieczek. Najpierw pojechałem do Eszmiadzin, która jest jedną z największych atrakcji chrześcijańskich kraju i jest też czasem nazywana „Watykanem Armenii ”choć moim zdaniem i wielu innych podróżników także jest to spora przesada. Tak czy inaczej w Eszmiadzin znajduje się wiele ciekawych kościołów i katedr będącymi dziedzictwem kultury światowej UNESCO, jest to także siedziba ormiańskiego kościoła oraz także była stolica Armenii w latach 180- 340. Jednym z obiektów jest bardzo dumnie brzmiąca nazwa Pałac Katolików, choć głównym kościołem jest Mayr Tachar, który jest jednym z najstarszych kościołów na świecie gdyż został zbudowany około 301-303 roku, gdy Armenia przeszła na chrześcijaństwo. Poza bramą kompleksu świątynnego Eszmiadzin są jeszcze trzy piękne kościoły o których warto wspomnieć. Pierwszy to kościół Shoghakat zbudowany w 1694 roku. Jest on niewielki gdyż posiada jeden główny dzwon i małą wieżę, jest zbudowany z czerwonego kamienia i jest otoczony ładnym ogrodem. Kolejnym kościołem jest Katedra Najświętszej Matki Boga zbudowana w 1767 roku, która jest dziś siedzibą diecezji Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego. Ostatnim i także pięknym kościołem jest Święty Hripsime zbudowany w 1618 roku. Ten kościół jest jednym z moich ulubionych gdyż nie został prawie w ogóle zmieniony a jego piękna, klasyczna linia zainspirowała wiele ormiańskich kościołów.

Armenia; Erywań - na Kaskadzie przy figurze lwa wykonanej z opon.

Armenia; Erywań – na Kaskadzie przy figurze lwa wykonanej z opon.

Kolejnymi kościołami są Geghard i Garni, które są jedynymi z największych atrakcji Armenii oraz są położone w pięknych okolicznościach przyrody. Dwa główne kościoły kompleksu Geghard oraz dwie kalplice zostały zbudowane w XIII wieku. Kaplice są wykute w skałach a wewnątrz znajdują się świece modlitewne oraz rzeźby między innymi orła oraz lwów. W jednej z kaplic znajduje się także źródło z wodą która wedlug wierzeń ma właściwości zachowania młodości. Moje odczucie na temat Geghard jest bardzo dobre. Jest to kompleks chrześcijańskich jaskiń oraz kościołów a atmosferę w nich określam jako mroczną, zagadkową i chłodną. Uważam że Geghard jest bardzo nastrojowym obiektem a moją ulubioną częścią były właśnie mroczne jaskinie ze świecami w środku oraz kościoły z ich masywnymi filarami, rzeźbionymi oknami i łukami. Poza tym Geghard jest zbudowany na paru poziomach co oznacza że po wejściu po kamiennych schodach można oglądać kościoły, ludzi oraz kanion z wielu wysokości.

Drugą monasterą oddaloną jedynie 9km od Geghard jest pogańska świątynia Garni i jest ona wyjątkowa dlatego że jest zupełnie inna niż wszystkie inne. Garni został zbudowany w I wieku przez króla Armenii Trdata I dla Heliosa, rzymskiego boga słońca. Świątynia ta wygląda jak grecki Akropol a widoki z niego roztaczają się na wielki, malowniczy kanion.

Z Erywania pojechałem także do bilblijnego Khor Virap czyli kolejnej wspaniałej monastery zbudowanej na skale która leży na tle szczytu Ararat, gdzie arka Noego ugrzęzła po 40 dniach rejsu. Khor Virap jest także tą świątynią która jest bardzo często widoczna na pocztówkach choć przyznam że aby zobaczyć monasterę na tle ośnieżonego Ararat trzeba mieć perfekcyjną pogodę w wysokich partiach gór co zdarza się bardzo rzadko. Budowa podstaw Khor Virap zaczęła się około V wieku lecz cały kompleks został ukończony w XVII wieku. Głównym obiektem jest tutaj Kościół Św.Matki Boga (St. Astvatzatzin) który nie jest wielki. Posiada on tylko jeden mały dzwon oraz wieżę, jest w kolorze czerwonym i ma bogate zdobienia w środku. Oprócz tego polecam też ciemną kaplicę gdzie można zapalić świece.

Armenia - świątynia Garni.

Armenia – świątynia Garni.

Z Kor Virap już nie wracałem do Erywania ale zmierzałem w stronę Iranu. Czekałem jakiś czas na trasie ze swoim dużym plecakiem i po około pół godziny w końcu zatrzymał się około 35 letni Żiguli ze rdzą krzętnie pokrytą przez farbę. Jechałem z ormiańską rodziną i po paru godzinach ciekawej jazdy kierowca wysadził mnie przy bocznej drodze do monastery Noravank, przy jaskini Areni. Jaskinia Areni oprócz bogactwa geologicznego była także ciekawa pod względem odkryć związanych z ludźmi. Archeologowie są zdania że już w roku 3900 p.n.e. mieszkali tam ludzie i mieli pierwszą na świecie winiarnię. Chodząc po jaskini widziałem oświetlone tunele oraz rozbite dzbany i inne przedmioty codziennego użytku które były w fazie oczyszczania. Tamtą noc spędziłem w namiocie na twardej ziemi i nie było przyjemnie lecz o ile pamiętam udało mi się zmrużyć oczy na kilka godzin. Obudziłem się około 7 rano gdyż było mi zimno i poszedłem wzdłuż rzeki na parking ciężarówek. Tam za małe pieniądze kobiety zrobiły mi śniadanie za małe pieniądze a herbatę dostałem w prezencie. Następnie wróciłem aby złożyć namiot i udałem się wzdłuż kanionu Areni w kierunku monastery Noravank. Noravank została zbudowana w XIII wieku i jest dobrze znaną monasterą w Armenii z powodu swojego malowniczego położenia w środku kanionu nad rzeką Darichay. Monastera Noravank oferuje piękne widoki na czerwone klify gór i jest to jedna z niewielu piętrowych świątyń. Głównym obiektem jest kościół S. Astvatsatsin ozdobiony pięknymi płaskorzeźbami, z których jeden przedstawia Boja Ojca.
Armenia - warowny kościół Tatev.

Armenia – warowny kościół Tatev.

Polecam też jedną z moich ulubionych części Armenii czyli Vayots Dzor gdzie można zobaczyć życie wiejskie kraju, gdzie można zjeść orzechy, granaty i winogrona prosto z drzew. Ja zatrzymałem się we wsi Artabyunk skąd poszedłem na kolejną wyprawę w góry. W drodze do Górnego Karabachu zatrzymałem się też w małym mieście Goris, w okolicach którego widziałem domy wykute w spiczastych skałach, podobnych do tych w Kapadocji. Około 30km od Goris znajduje się także warowna monastera Tatev, osadzona na krawędzi klifu, będąca jedną z głównych atrakcji Armenii.

Armenia jest dla turysty krajem pięknej natury i wspaniałych kościołów w malowniczych plenerach. Jedzenie jest dobre i zdrowe a ludzie są mili i pomocni. Kraj ten okazał się jednym z moich ulubionych i dlatego bardzo go polecam. Spędziłem w Armenii około trzech tygodni, czasem śpiąc w namiocie a czasem pod gołym niebem. Podróżowałem głównie autostopem co dało mi bardzo dobry kontakt z ludźmi.

Górski Karabach

Na sam koniec mojej kaukaskiej przygody pojechałem do Górskiego Karabachu, czyli do bardzo małego i ciekawego kraju który formalnie nie istnieje. Górski Karabach jest regionem, który sam ogłosił swoją niepodległość i jest on niepodległy tylko w swych własnych oczach i żadnych innych. Ponadto Górski Karabach ma swoją stolicę Stepanakert, która jest raczej tylko głównym miastem oraz mocno przesadzoną osobę prezydenta i premiera, pomimo że odgórnie jest rządzony przez Armenię. Oficjalnie jednak Górski Karabach wciąż należy do terytorium Azerbejdżanu, który jest okupowany przez Armenię. Stalin w 1920 roku ogłosił Górski Karabach regionem autonomicznym wewnątrz Azerbejdżanu, który potem zbrojnie poprosił o niepodłegłość z pomocą Armenii i ciągle utrzymuje ją do pewnego stopnia. Z drugiej strony ze względu na wyjątkowość tego małego miejsca oraz fakt że pomimo wszystko ten samozwańczy region udaje osobny kraj, postanowiłem załączyć Karabach jako osobny dział na mojej stronie gdyż uważam że jest to podróżnicza opowieść która powinna być opowiedziana osobno. Górski Karabach jest dziś także nazywany “kulturą Armenii na terytorium Azerbejdżanu”. Co więcej, dostałem też wizę do kraju, który nawet nie istnieje.

Widziałem tu parę małych miast zniszczonych po bombardowaniach przeprowadzonych przez Azerbejdżan, choć także wielowiekowych kościołów, fortec, górskich widoków i atrakcyjnej przyrody. W Górnym Karabachu spędziłem 5 dni podróżując głównie autostopem, co pozwoliło mi także na zobaczenie wielu interesujących miejsc. Zauważyłem, że w Karabachu ludziom bardzo zależy aby turysta przyjechał do nich i usłyszał ich opowieść na temat wojny z Azerbejdżanem oraz o walce o niepodległość.

Górski Karabach - forteca Mayraberd.

Górski Karabach – forteca Mayraberd.

Podróż po Górskim Karabachu to przygodowa jazda autostopem po nieznanych górskich serpentynach gdzie na każdym przystanku czeka jakaś ciekawa historia. Zatrzymałem się w głównym mieście Stepanakert, które jest bardzo przyjemnym małym miastem i gdzie zobaczyłem między innymi muzeum wojny z Azerbejdżanem, muzeum żołnierzy poległych i zaginionych oraz część propagandową na chwałę Związku Radzieckiego jako pogromcy Hitlera. Pierwsze muzea były ciekawe i jest to zarazem temat, który nigdy się kończy gdyż na temat wojny z Azerbejdżanem chętnie opowie kierowca ciężarówki, sprzedawca mięsa czy ksiądz. Ten temat tu po prostu jest. Odniosłem jednak wrażenie, że część na temat gloryfikacji Związku Radzieckiego istnieje w Karabachu “bez uroczystych otwarć szampana” i jest obecny jakby ktoś nad nim czuwał przez dziurkę od klucza. Hitlera nie zamierzam bronić ale ręce Stalina były równie brudne. Różnica polega jednak na tym, że zwycięzca nie musi się tłumaczyć ze swoich zbrodni, natomiast przegrany przeprasza i płaci bardzo długo nawet za winy innych. Będąc w Stepanakert zobaczyłem też tradycyjny bazar, czołg na pedestale oraz symbol Karabachu czyli pomnik o nazwie Dziad i Baba.

Bardzo mi się też podobały ruiny miasta Shushi leżącego 9km od Stepanakert. Miasto to w większości leżące w gruzach po bombardowaniach przeprowadzonych przez Azerbejdżan budzi się do życia i uważam, że każdy powinien je zobaczyć. Polecam bardzo ciekawą galerię sztuki i białą katedrę Ghazenchetsots choć mnie interesowali przedewszystkim ludzie tam mieszkający oraz ruiny.

Bardzo ciekawe było też Agdam będące miastem widmo gdzie po ciężkich bombardowaniach przez lotnictwo Azerbejdżanu przetrwało tylko parę domów, a te które jeszcze stoją są w fatalnym stanie gdyż zawsze brakuje albo ścian albo dachów. Agdam znajduje się na linii ognia z Azerbejdżanem a przed „miastem” widziałem bazę wojskową Armenii z kilkoma ciężkimi armatami i wozami opancerzonymi. Moje odczucie na temat Agdam jest oczywiście tragiczne dlatego że jeszcze około 20 lat wcześniej było to normalne miasto. Mieszkali tu ludzie, chodzili do pracy a dzieci do szkoły. Dziś ciężko jest sobie nawet wyobrazić że istniało tu kiedyś życie dlatego że dziś jest to tylko ruina z kilkoma stojącymi ścianami domów. Tak czy inaczej Agdam jest bardzo specyficznym, wojennym doświadczeniem które bardzo polecam.

Oprócz tego Karabach ma pare ciekawych fortec, takich jak bardzo atrakcyjna ruina Mayraberd oraz odrestaurowana Tigranakert. Jak na tak mały kraj Karabach posiada też piękne, antyczne kościoły zbudowane w stylu ormiańskim, jak np. Gandzasar oraz Dadivank z V wieku. Fenomenem karabachskiej natury jest wyjątkowe, 2000 letnie drzewo Skhtorashen, które jest puste w środku i tak ogromne, że możnaby je przerobić na kawalerkę. Poza tym w Karabachu jest oczywiście autostop ciężarówkami, opowieści o wojnie prawie trzeźwych kierowców, posowieckie bazary i niezapomniana atmosfera całego miejsca. Polecam mój pełen reportaż i polecam też oczywiście podróż po Karabachu gdzie wcześniej czy poźniej jednak pojawia się transport.

Górski Karabach - kościół Gandzasar.

Górski Karabach – kościół Gandzasar.

Podsumowanie Kaukazu

Moja podróż po krajach Kaukazu pozwoliła mi nie tylko zobaczyć nowy region Azji (znajdujący się na pograniczu Europy) ale także poznać historię, interesujących ludzi i piękną przyrodę. Poza tym nauczyłem się rosyjskiego jeszcze lepiej niż wtedy gdy w 2010 roku podróżowałem po Azji Centralnej. Kaukaz jest małym regionem lecz pod wieloma względami bardzo bogatym i wymagającym dokładnej eksploracji. Dla turysty Kaukaz jest wspaniałą przygodą i jeśli tylko Azerbejdżan zniósłby wizy lub chociażnnie dawałby biurokratycznego bólu głowy, wówczas każda wyprawa i po tym kraju byłaby także bardziej udana. Poza tym podróż po Armenii, Gruzji i Górskim Karabachu wzmocniła mojego i tak już silnego chrześcijańskiego ducha. Zdecydowanie polecam Kaukaz.

—————    ♦    —————

Iran

Po Kaukazie zacząłem swoją podróż dookoła Iranu, który okazał się tak ciekawy oraz obfitujący w wiele przygód że zabawiłem tam aż 1 miesiąc i 10 dni. Do Persji wjechałem z Armenii co pozwoliło mi na zobaczenie północy, w tym skalnego miasteczka Kandovan. Z uwagi na propagandę nienawiści Iran jest bardzo niedocenionym kierunkiem turystycznym. Wszystko co słyszymy o Iranie w mediach dotyczy programu nuklearnego i domniemanego terroryzmu oraz fanatyzmu religijnego lecz po prawie 1.5 miesięcznej podróży zdałem sobie sprawę że Iran jest wielką, pouczającą przygodą. Do Iranu wjechałem z Armenii a następnie poruszałem się na południe zatrzymując się w bardzo wielu miejscach, kończąc na wyspach Zatoki Perskiej. Nie spodziewajmy się po Iranie XXI wieku magicznej krainy z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy lecz mając czas na dokładną podróż, jak było to w moim przypadku, zdałem sobie sprawę że antyczna Persja jest w Iranie jak najbardziej obecna. Iran ma wiele atrakcji turystycznych i z mojego doświadczenia dzielę je na: zabytki, sztukę, piękno naturalne, ogrody, tradycyjne perskie jedzenie oraz dobrych ludzi. Gdybym miał ująć Iran w kilku słowach to byłyby to: meczety, bazary, kebaby, dywany i przyjaźni ludzie.

Iran - meczet Chomeiniego w Yazd.

Iran – meczet Chomeiniego w Yazd.

Granicę z Iranem przekroczyłem w Norduz. Dałem paszport do bardzo dokładnego wglądu, odpowiedziałem na kilka pytań, w tym czy byłem w Izraelu i po około 20 minutach byłem już w Iranie. Pierwszą noc spędziłem w Jolfa, małym miasteczku niedaleko azerskiej enklawy Naxcivan. Potem pojechałem do Tabriz, które jest piątym najbardziej zaludnionym miastem Iranu oraz historyczną stolicą Azerbejdżanu. Najciekawsze moim zdaniem było tu Muzeum Azerbejdżanu gdzie znajdowało się wiele interesujących rzeźb. Byłem także w Niebieskim Meczecie zbudowanym w 1465 roku, który nie jest niebieski gdyż odpadły już kafelki. Ciekawe tu było moje spotkanie z młodymi Irańczykami, którzy skarżyli się na islam. Mówili jak bardzo mieli dość muzułmańskiego reżimu i abym nie wierzył w propagandę nienawiści w stosunku do Iranu. Poza tym meczet ten jest popularny gdyż przychodzą tu młode pary aby poprzytulać się z dala od religijnej policji. Jak zwykle w Iranie wszędzie są bazary a ten w Tabriz był imponujący, pewnie dlatego że był moim pierwszym. W Tabriz jest także kościół anglikański, który polecam.

W drodze z Jolfy do Tabriz zatrzymałem się w dobrze zachowanej ormiańskiej monasterze św. Stefana z IX wieku, która myślę że jest ważnym przystankiem dla chrześcijan.

 Będąc w Tabriz pojechałem też do Kandovan czylli do wioski wykutej w skałach przypominającej wafle do lodów i mogącej się poszczycić tradycyjnym życiem ludzi. Można tu zobaczyć ludzi ubranych w tradycyjne stroje, ośli zaprzęg, pamiątki wyrabiane na miejscu takie jak naczynia gliniane czy dywany z sierści wielbłąda. Miasteczko to jest odpowiednikiem tureckiej Kapadocji lub ormiańskiego Goris dlatego że we wszystkich tych miastach są tak samo spiczasto zakończone skały przerobione na pokoje. Następnie dojechałem do Rasht gdzie wymieniłem pieniądze i jadąc przez małe miasteczko Fuman dojechałem do Masuleh, które nie należy omijać. Masuleh to bardzo popularna wioska górska dla turystów mająca przynajmniej 1000 lat. Gliniane domy są zbudowane jeden na drugim i są ściśnięte w taki sposób, że dach jednego domu stanowi przejście do innego lub taras widokowy. Ulice natomiast są tak wąskie, że przy natłoku turystów ledwo można przejść. Wiele razy wchodziłem na górę a potem schodziłem na dół i za każdym razem poświęcałem swojej uwadze coś innego, podobnie jak ludzie w Masuleh zwracali uwagę na mnie. Wielu też chciało ze mną porozmawiać o Europie i stosunkach z Ameryką lecz jakość nikt nie chciał rozmawiać o Izraelu gdyż samo to słowo Irańczyków obrzydza.

DSC_2042

Iran – Kandovan

Moim kolejnym celem było miasto Qazvin gdzie zabawiłem kilka dni ale też dlatego, że miałem problem z wizą. Cały dzień chodziłem w tej sprawie aż w końcu wyrobiłem nową na policji. Po raz pierwszy miałem też do czynienia z irańską biurokracją oraz z niedbałością policjanta, który się pomylił wypełniając mój paszport. Tak czy inaczej zobaczyłem kilka meczetów z wielkimi placami oraz interesujące Muzeum Kaligrafii. Po raz pierwszy też spotkałem się z irańskim reżimem. Gdy robiłem zdjęcia policja kazała mi skasować kilka z nich a potem gdy młode dziewczyny chciały mi pomóc znaleźć drogę szybko uciekły ode mnie gdy zobaczyły, że policja je obserwuje. Qazvin było przyjemnym miastem z dobrą kuchnią lecz turyści zatrzymują się tu gdyż jest to baza wypadowa do Doliny Alamut i Zamków Zabójców, gdzie odpaliłem całodniową wyprawę. Jechałem poprzez pola ryżowe, palmy i pustynie, zatrzymałem się w pary małych miasteczkach a na koniec wspiąłem się na ruiny zamku. Ze względu na swoje odosobione piękno, wspaniałe krajobrazy oraz stare zamki Dolina Alamut jest najpopularniejszą wycieczką z Qazvin. Dolina Alamut to obszar pomiędzy Qazvin a Morzem Kaspijskim w samym środku gór Alborz. W XI wieku przywódca odłamu islamu o nazwie Ismaili Hassan Sabbah nawrócił miejscową ludność na swoją wersję islamu i założył waleczną i mrożąca krew w żyłach grupę Hashshashin (Plemię Zabójców). Wraz ze swoimi ludźmi zbudował kilka zamków, które robią wrażenie ze względu na swoje położenie w wyższych, trudno dostępnych partiach gór.

W końcu dotarłem do Teheranu, do wielkiej stolicy Islamskiej Republiki Iranu, która była moją bazą przez wiele tygodni. Na temat stolicy Iranu jest wiele różnych opinii. Najbardziej powszechną jest ta, że Teheran jest głośny, zatłoczony, chaotyczny oraz przepełniony ruchem ulicznym który przyprawia o ból głowy. Niektórzy turyści w ogóle nie przyjeżdżają do Teheranu a inni wpadają na jeden dzień i przyjeżdżają znowu gdyż nie są w stanie tu wytrzymać. W mieście, które jest domem dla 15 mln ludzi dużo się dzieje i całe szczęście że Teheran ma bardzo dobrze rozwinięte sieci metra, bez którego transport w teherańskim korku byłby niemożliwy. Spośród wielu ciekawych miejsc najpierw zobaczyłem plac Azadi oraz wieżę Azadi. Wieża ta w kształcie odwróconej litery Y oraz posiadająca wyszukane nowoczesne wzory połączone z tradycyjną kulturą perską ma także galerię w podziemiach oraz windę która może nas zabrać na ostatnie piętro. Irańskie media bardzo lubią pokazywać ten obiekt Zachodowi w trakcie rewolucji oraz komunikatów politycznych. Gdy naród irański jest niezadowolony i chce rozwalić miasto Plac Azadi jest zawsze pełny. Po krótkim odpoczynku najpierw poszedłem na tradycyjny bazar, na który potem jeszcze wiele razy wracałem. Ten chaotyczny, przepełniony tłumem bazar jest miastem w mieście, które przyciąga także tych, którzy nie są zainteresowani zakupami. Bazary są ważną częścią perskiej kultury i nie są one tylko centrami komercyjnymi ale także miejscami życia społecznego, politycznego, kulturowego i religijnego. Zdobione sklepy z jedwabiem, dywanami, tradycyjnymi słodyczami i przyprawami przyciagają uwagę podróżnika choć są tu także uliczne kantory, czyścibuci, krawcy oraz producenci papierosów, garnków miedzianych, noży czy nawet siodeł. Oprócz tego na każdym bazarze są także herbaciarnie gdzie wiele razy nawiązałem kontakt z Persami i odpowiedziałem na wiele pytań, bo w Iranie każdy jest bardzo ciekawy dlaczego podróżnik z Polski chciał odwiedzić ich kraj. Przy herbacie, w pobliżu małej fontanny, tuż za salonem z ręcznie wyrabianymi dywanami oraz z paczką daktyli w ręku można bardzo miło spędzić czas. Generalnie każde miasto w Iranie ma swój bazar lecz najlepsze polecam w Esfahan, w Teheranie, Tabriz, w Shiraz, Yazd oraz w Kashan. Poza tym zobaczyłem też meczet Chomeiniego, ciekawy Pałac Golestan oraz Park-e Shar. Byłem też w Muzeum Narodowym Iranu gdzie znajdują się znaleziska archeologiczne oraz dobrze przedstawiona historia Iranu. W środku znajdują się głównie ekspozycje z Persepolis oraz znaleziska z Shush w formie posągów, filarów, ceramiki i wielu rzeźb. Najbardziej w mapięci pozostały mi jednak Muzeum Ebrat będące muzeum tortur Szacha oraz była ambasada amerykańska z grafitti przedstawiającymi Amerykę w prawdziwym świetle. Na południu Teheranu byłem też w wielkim kompleskie świątynnym o nazwie Mauzoleum Ajatollacha Chomeiniego, który został zamieniony w kolejny pomnik pieniądza w imię propagandy islamu. O wiele bardziej podobało mi się na północy. Pojechałem do Tajrish aby pochodzić po górach choć byłem w też w paru muzeach i zobaczyłem kolejny meczet gdyż nie dało się go niezauważyć. Będąc w Teheranie koniecznie też pójść do Muzeów Dywanów.

DSC_0015

Iran; Teheran – Wieża Azadi.

Wiele razy zostawiałem w Teheranie swoje rzeczy i jeździłem na różne wycieczki. Raz pojechałem wspinać się na Damavand a innym razem pojechałem do miasta Hamedan skąd dotarłem do wodnej jaskini Ali Sadr. Myślę, że ważne jest aby każdy pojechał w te dwa miejsca i zobaczył, że w Iranie są nie rzeczy nie związane z islamem. Potem wróciłem do Teheranu lecz tylko po to aby pojechać do Qom czyli drugiego najświętszego miejsca w Iranie. Qom to jedno z najbardziej konserwatywnych miast w Iranie oraz cel wielu pielgrzymek muzułmanów do kompleksu świątynnegoHazrat-e Masumeh. Kobiety są tylko odziane w czarne prześcieradła (czador) a muzułmanie z wielu stron Iranu i krajow arabskich przyjeżdżają do szkół szyickiego islamu. To stąd muzułmańscy klerycy zaczęli swoją rewolucję przeciwko szachowi i tutaj mieszkał też Ajatollach Chomeini zanim został wygnany do Francji. 

Będąc w Iranie koniecznie trzeba też zobaczyć 4 najważniejsze miasta, takie jak: Kashan, Isfahan, Shiraz i Yazd. Wszystkie z tych miasta są pokazem antycznej architektury Iranu i nie mówię tu tylko o meczetach. Kashan jest jednym z najstarszych miast w Iranie o bogatej historii i wielu ciekawych obiektach. Pomimo walk toczonych tutaj na przestrzeni wieków przez takich diabłów jak Turcy czy Arabowie i pomimo trzęsienia ziemi w 1779 roku zachowało się do dziś wiele wspaniałych obiektów. Oprócz dużego tradycyjnego bazaru i kilku meczetów wizytówką Kashan są tak zwane domy kupców będące wspaniałą sztuką architektoniczną antycznej Persji. Kashan może się także poszczycić tradycyjnymi łaźniami i caravanserai, z czego jeden jest przerobiony na hotel a przy wejściu do miasta jest też tradycyjny ogród perski – Fin. Stara część Kashan wygląda jakby była ulepiona z pustyni i jest to ta część, którą bez zastanowienia można wciąż nazywać piękną Persją, a nie Republiką Islamską.

Iran - dach łaźni w Kashan.

Iran – dach łaźni w Kashan.

Z Kashan zatrzymałem się w Abyaneh, która jest jedną z najstarszych wiosek w Iranie (wyżej pisałem o wioskach Masuleh i Kandovan) gdyż ma około 1500 lat. Leży ona u podnóży Mt Karkas (3899m n.p.m.) i została zbudowana z cegieł zrobionych z czerwonego błota oraz w kierunku wschodnim, tak aby otrzymywać więcej słońca latem i mniej mroźnych, porywistych wiatrów zimą. Wioska ta jest bardzo charakterystyczna i nazywana czasem czerwoną wsią a jej wąskie ulice prowadzą poprzez dwupiętrowe czerwone domy, czasem z drewnianymi balkonami. Z uwagi na swój wiek oraz delikatną konstrukcję Abyaneh zostało zaliczone do bogactw kulturowych Iranu. Gdy wyjechałem z Abyaneh niemal od razu podjechał stary grat, który podwiózł mnie do głównej drogi a potem zatrzymałem ciężarówkę jadącą w kierunku Esfahan. Kierowca wysadził mnie na przedmieściach Natanz gdzie nieopodal znajduje się sławne centrum wzbogacania uranu. (Swoją drogą pomyślałem że zabawne byłoby gdyby żydowski Amerykanin zapukał do posterunku policji w Natanz i zapytał czy sprzedają bilety do tego obiektu). Widziałem jednak, że kierowca ciężarówki nie chciał mnie wieźć dalej mimo że sam jechał do Esfahan. Zanim dojechaliśmy do Natanz był w dobrym humorze ale im było bliżej do tego miejsca zachowywał się coraz bardziej nerwowo. 

Stare miasto Esfahan jest brylantem architektonicznym muzułmańskiego świata i klejnotem Persji. Esfahan posiada wielki tradycyjny bazar pełen ciekawej sztuki, sklepy z ręcznie tkanymi perskimi dywanami, antyczne ogrody i mosty, fontanny i błękitne kopuły wielkich meczetów. Stare Esfahan jest wspaniałym sposobem na to aby przenieść się w czasie do antycznej Persji i dlatego radzę podróżnikom aby przeznaczyli wystarczająco dużo czasu na to wyjątkowe miejsce. Podróżnik musi mieć czas aby pochodzić po starych bazarach, aby napić się herbaty pod malowanymi sufitami oraz aby dać się zaprosić na kolejną herbatę do tradycyjnego salonu z dywanami. Podróżnik będzie się czuł dobrze w Esfahan chodząc po perskich ogrodach lub aby posiedzieć przy fontannie na Placu Chomeiniego, wśród zieleni, zaprzęgów konnych oraz sprzedawców dywanów, obrazów i malunków na kościach zwierząt, mających „super ofertę tylko dzisiaj i tylko dla was”. Nie należy też przeoczyć zabytkowych mostów oraz kościołów w ormiańskiej dzielnicy a także perskich restauracji. Tym czym dla wykształconego Europejczyka jest starożytny Rzym, Watykan lub Ateny tym dla Persa jest właśnie Esfahan; oraz Yazd i Shiraz.

Iran; Esfahan - meczet na Placu Chomeiniego.

Iran; Esfahan – meczet na Placu Chomeiniego.

Pustynne Yazd jest w mojej opinii jednym z najpiękniejszych miast w całym Iranie oraz unikatowym architektonicznie miejscem. Leżące 270km na południowy wschód od Esfahan, stare miastoYazd sprawia wrażenie jakby było ulepione z pustyni. Yazd jest popularne także ze względu na piękne pamiątki, ręcznie wyrabiane perskie dywany oraz słodycze. Yazd to także miasto posiadające dużą społeczność zaroastrian – wyznawców antycznej religii starożytnej Persji gdzie także znajduje się jedna ciekawa świątynia. Oprócz antycznych miejsc z których każda ma swoją opowieść w Yazd są także dobre herbaciarnie, piękny perski ogród, liczne ozdoby na sufitach oraz charakterystyczne wieże do „łapania wiatru”. Ponad wszystko jednak rzeczą najbardziej szczególną jest to, że stare Yazd jest niemal w całości zbudowane z gliny suszonej na słońcu co oznacza że materiałem użytym do budowy jest sama pustynia. Historia Yazd ma około 3000 lat.

Z Yazd odbyłem jedniodniową wycieczkę do Chak Chak, Meybod i Kharanaq. Na wycieczce tej zobaczyłem gliniane miasta, wieżę gołębi oraz bardzo ciekawy dom lodowy który w gorącym klimacie działał jak ogromna lodówka bez użycia elektryczności.

Shiraz to bardzo przyjemne perskie miasto o 2000 letniej historii, miasto wielu zabytków, pięknych ogrodów, antycznych poetów i także produkcji wina Shiraz, które jest głęboko zakorzenione w perskiej kulturze. Obiektem, który dominuje Stare Miasto Shiraz jest Arg-e Karim Khan potocznie zwany arką. Arka ta jest cytadelą zbudowaną za czasów dynastii Zand, która służyła niegdyś jako więzienie, potem jako siedziba gubernatora a dziś jest w rękach Kulturowej Organizacji Iranu i znajduje się tam atrakcyjny ogród. Interesujący był bazar-e Vakil oraz meczet o tej samej nazwie i łaźnia będąca dziełem sztuki. Shiraz był kiedyś wielkim ośrodkiem handlowym dlatego tradycyjny bazar był jak najbardziej potrzebny. Wśród wielu atrakcyjnych dla turysty alei i sklepów sprzedawane są zdobione szkatuły, rzeźby, figurki oraz perskie dywany o wielu wyszukanych wzorach. Jednym z wielu była na przykład Ostatnia Wieczerza co widziałem już wcześniej wiele razy w Iranie. Kobiety mogą tu także znaleźć ubrania oraz wyszukane przyprawy aby potem mogły kulinarnie dogadzać swoim mężom. Na bazar ten przychodziłem wiele razy aby nacieszyć się atmosferą oraz obejrzeć pamiątki. W Shiraz znajduje się też kilka pięknych ogrodów z muzeami, z antyczną architekturą i dającą cień roślinnością. Szczególnie polecam Bagh-e Naranjestan. Jednym z obiektów, który muszę wymienić w tym krótkim streszczeniu jest kaplica Aramgah-e Hafez zbudowana na cześć perskiego poety i ludowego bohatera, osadzona w nastrojowym ogrodzie. Grób Hafezy znajduje się pod stylową kopułą osadzoną na ośmiu filarach i stanowi ona centrum ogrodu. Jest ona ozdobiona wersetami z jego wierszy, jest oświetlana po zmroku i rozkładane są tu dywane podczas czytania poezji Hafezy. Innym miejscem jest Darvazeh-e Quran – naczej Brama Koranu, to ogromna brama symbolizująca wjazd do Shiraz, która została zbudowana w 1949 roku. Warto też wspomnieć, że kanion w którym znajduje się brama nosi nazwę Allah Akbar gdyż według zwyczaju ludzie będący na górze patrzyli na Shiraz i wychwalali Allaha. Jeśli jednak ktoś chce stąd wychwalać Jezusa lub pozdrowić Watykan to też nie ma problemu.

DSC_0281

Iran; Shiraz – kaplica Aramgah-e Hafez zbudowana na cześć perskiego poety i ludowego bohatera, osadzona w nastrojowym ogrodzie.

Z Shiraz zorganizowałem wycieczkę do Persepolis, które jest koniecznością dla turystów. Persepolis był stolicą Imperium Perskiego, które w swej największej świetności rozciagało się od Grecji aż do Indii. Zostało ono zbudowane przez Dariusza I i jego syna Xerxesa około 500 roku p.n.e. To antyczne miasto było niegdyś majestatycznym domem dla królów królów przez około 200 lat. W tamtych czasach Persja była tak potężna a zarazem pyszna i ignorancka, że w swej maniakalnej chwale żaden z królów nie wzniósł nawet fortyfikacji dookoła miasta dlatego że w ich opinii było to miasto nie do zdobycia a ich imperium wieczne. Wszystko jednak ma swój początek i koniec. Persja zrobiła jednak błąd paląc Akropol w Grecji gdyż niedługo potem, w 333 roku p.n.e. Alexander Wielki ograbił, zniszczył i podpalił wielkie, „wieczne” miasto Persepolis. Warto jednak pamiętać, że Alexander nie okradł niewinnych, gdyż w tamtych czasach Imperium Perskie było największym wrogiem Europy. Według danych historycznych Imperium Perskie nakradło tyle, że tylko z samego Persepolis Alexander potrzebował 20.000 mułów i 5.000 wielbłądów aby wywieźć wszystkie kosztowności. Od tamtego wydarzenia perska dominacja została zastąpiona przez grecką a Persepolis pozostało już ruiną. 2500 lat temu przez wielką Bramę Narodów przechodzili królowie z podarunkami dla „króla królów” natomiast dziś ruiny Persepolis są popularnym kierunkiem turystycznym wśród turystów z Europy oraz z Iranu. My, Europejczycy patrzymy na Persepolis z zachwytem i staramy się sobie wyobrazić wielkość i świetność stolicy Imperium Perskiego z przyczyn historycznych lecz Irańczycy przychodzą tu także aby wspominać czasy gdy ich kraj był najpotężniejszy na całym świecie. Obok znajdują się też Naqsh-e Rostam (Nekropolis) i Naqsh-e Rajab które odwiedziłem na tej samej wycieczce.

Bandar Abbas to szmuglerska dziura nad Zatoką Perską, która jest mniej inspirująca dla turystów niż śmiechu warta „religia pokoju”. Z uwagi na swoje położenie czyli z uwagi na fakt że przez Cieśninę Hormoz przepływa każda baryłka ropy, potocznie zwane Bandar jest miejscem unikalnym. Oprócz ropy Bandar Abbas jest stolicą szmuglerstwa i nielegalnego handlu, zaczynając od perskich dywanów, poprzez broń, narkotyki, samochody, kosmetyki, płaskie telewizory, motocykle, okulary, napoje i wiele innych. Policja dostaje w łapę także jest ślepa i głucha a interes się kręci dzień i noc. Z tego powodu w Bandar Abbas zebrał się podejrzany syf z całego świata i oczywiście „nikt nie ma z tym nic wspólnego”. Oprócz Persów są tu także Arabowie, Bandarowie, wiecznie głodni pieniędzy Hindusi oraz murzyni z Afryki. W XVIII wieku w przemycie i wyzysku swoje równie brudne lecz wyglądające na czyste białe łapy maczali tu także Brytyjczycy, Francuzi, Holendrzy i wcześniej także Portugalczycy. Przez wieki to strategiczne i bardzo „gorące” miejsce stało się jednym z ważniejszych portów Iranu, bazą dla irańskiej marynarki wojennej oraz źródłem utrzymania dla prawie 90.000 zarejestrowanych rodzin oraz podejrzanego elementu.

Iran; wyspa Qeshm w Zatoce Perskiej. Po wielu dniach pustynnej wyprawy dotarłem do studni. Byłem zmęczony i biedny ale szczęśliwy.

Iran; wyspa Qeshm w Zatoce Perskiej. Po wielu dniach pustynnej wyprawy dotarłem do studni. Byłem zmęczony i biedny ale szczęśliwy.

Z Bandar Abbas popłynałem na wyspę Qeshm na której odbyłem wyprawę pustynną swojego życia. Przez cały tydzień jeździłem po piaskach Persji, byłem w pięknie wyżłobionym kanionie, pływałem łodzią po lasach mangrowych, widziałem największą jaskinię solną na świecie, stocznię drewnianych łódek arabskich i dzikie wielbłądy. Poruszałem się autostopem a spałem tylko w namiocie. Jadłem podstawowe jedzenie, kapałem się w morzu a wodę nabierałem ze studni i przyznam, że po tygodniu upał, pustynia i ciężkie samotne życie doprowadziło mnie do takiego stanu, że schudłem kilka kilogramów i zajęło mi trochę czasu aby dojść do siebie. Byłem też na wyspie Hormoz gdzie zobaczyłem Fort Portugalski choć tam już było spokojniej. Choć mój czas w Zatoce Perskiej był niezapomniany to dałem sobie porządny wycisk.

Następnie pojechałem do Kerman gdzie także było kilka ciekawych rzeczy do zobaczenia choć czułem, że najlepsze już miałem za sobą. W Kerman były dobre słodycze i dobre jedzenie oraz jak to w Iranie także więcej bazarów, meczetów i łaźń. Będąc tam pojechałem do Kaluts czyli na pustynię gdzie znajdują się ogromne formacje paskowe wysokie na wiele pieter. Noc spędziłem na pustyni w namiocie i było ciężko gdyż wiatr zerwał mi namiot a potem zaczął padać deszcz. Następnie poprzez pustynię i góry pojechałem autostopem do Rayen a potem do Bam aby zobaczyć antyczne twierdze z gliny. Zwłaszcza w Bam było tragicznie gdyż cytadela została zniszczona przez trzęsienie ziemi 27 grudnia 2003 roku. Jeszcze 10 lat przed moją wyprawą do Iranu Bam było znane w świecie z powodu 2000 letniej cytadeli składającej się z wysokich glinianych murów, 38 wież oraz bajkowego zamku wewnątrz starożytnego miasta z ery Sasanidów. Przez 2500 lat Bam było ważnym ośrodkiem handlowo kulturowym pomiędzy Persją a Subkontynentem Indyjskim oraz pomiędzy Zatoką Perską a Europą. Podróżował tędy Marko Polo a teraz także i ja, choć niestety spóźniłem się gdyż to co kiedyś było wspaniałym dowodem na bogatą historię regionu oraz stało się brylantem irańskiej turystyki teraz leży w gruzach. (Dodam, że trasa ta prowadzi do Pakistanu, dlatego jest to bardzo gorący teren szmuglerski jeśli chodzi o broń i narkotyki. Pomyślałem też wtedy, że jak to jest że Iran ma szczelną granicę z Pakistanem a Anglia nie).

Iran - Kaluts.

Iran – Kaluts.

Moja irańska przygoda dobiegała końca lecz pojechałem też do Tabas aby stamtąd udać się do miejsca, które nie zawsze jest na mapie. Pojechałem do pustynnej oazy Ezmirghan aby zobaczyć ładną przyrodą, pasące się kozy oraz krystalicznie czyste źródło. Jak zwykle wróciłem autostopem. Tabas było przyjemnym małym miastem z ładnym ogrodem, z drzewami pomarańczowymi i pelikanami. Po środku stacji autobusowej stał ogromny meczet, który wyglądał jak pałac i który mienił się po zmroku. Bardzo interesujący choć lokalni nie przywykli do takich jak ja.

Potem pojechałem Mashhad czyli miasta gdzie znajduje się Haram – największy i nieprzestający rosnąć kompleks świątynny w Iranie. Na pierwszy rzut oka jasne jest, że duża część przychodu miasta pochodzi z turystyki. Główna ulica, przed kompleksem Haram jest pełna salonów fotograficznych gdzie muzułmanie mogą komputerowo wklejać swoje podobizny w różnych formach na tle najefektowniejszych obiektów Haram. Ja dla żartu spytałem czy mogą wkleić moje zdjęcie ale przed Watykanem, co niestety nie wywołało owacji. W Haram byłem 2 razy. Pierwszy raz oprowadzał mnie ultra konserwatywny islamista a za drugim razem oprowadzał mnie młody Pers, który nienawidził islamu i robił sobie z niego jawne żarty. Meczety, błękitne kopuły i wysokie mozaikowe minarety były bardzo efektowne lecz były to także elementy, które ciągle się powtarzały podczas mojej podróży. Pewnie dlatego mnie najbardziej zainteresowały muzea, takie jak Muzeum Kaligrafii posiadające na wystawach zabytkowe korany, muzea gdzie znajdowały się muszle morskie i ryby oraz Muzeum Dywanów. Najważniejsze jest jednak, że w Haram znajduje się sarkofag Imama Rezy i o ile wiem było ich już 6 gdyż ludzie w przypływie wiary kładą się na nim jednocześnie go niszcząc.

Częsty widok w Iranie. Przywódca duchowy Iranu Ali Chamenei i były przywódca Ajatollach Chomeini.

Częsty widok w Iranie. Przywódca duchowy Iranu Ali Chamenei i były przywódca Ajatollach Chomeini.

W budynku muzeów znajdowała się także kolekcja znaczków pocztowych, z czego jeden z nich przedstawiał przejęcie ambasady amerykańskiej w Teheranie. Nienawiść do Ameryki da się wyczuć w Iranie w wielu miejscach i jest to uwarunkowane kulturowo. Nawet gdy czekałem przed bramą Haram strażnik spytał mnie czy nie jestem z Ameryki bo jeśli tak to od razu mnie daje pod nóż. Na szczęście Polak jest tu nieszkodliwy. Odbyłem też ze swoim przewodnikiem krępującą rozmowę na temat proroka Mohameta oraz jego związku z 6 letnią dziewczynką, którą poślubił gdy ta miała 9 lat. Zapewniam, że rozmowa ta była niewygodna dla mnie z uwagi na miejsce w którym byłem ale była też niewygodna dla studenta muzułmańskiej filozofii, który chciał bronić islamu. Powiedział on, że jest to kwestia, która spędza sen z powiek największym teologom islamu lecz w ich mniemaniu jeśli prorok to zrobił to musiał być w tym jakiś dobry cel. Odpowiedziałem mu, że ja za Jezusa nie muszę się wstydzić.

Aby odpocząć od islamu pojechałem do Kuh-e Sangi, czyli skalnego wzgórza otoczonego stawami, z którego dobrze widać Mashhad. Gdy byliśmy na szczycie mój przewodnik pokazał mi drzewa w dole i powiedział, że jego reżim pewnego dnia je wykorzeni i wstawi oczywiście do Haram podczas gdy w samym mieście dalej nie będzie czym oddychać. Zrozumiałem, że choć Mashhad jest promowane na centrum islamu to jednak są ludzie, którzy mają dość. W drodze powrotnej zobaczyłem mężczyznę, który jechał ze swoją małą córką, być może 5-letnią i przebrał ją całą w czarne prześcieradło. Ona była szczęśliwa bo pewnie chciała wyglądać jak mama natomiast kilku ludzi w autobusie patrzyło na nią i na jej ojca jak na parę idiotów. Mashhad i cały Iran są więc bardzo podzielone.

Iran - scenka z ulicy.

Iran – scenka z ulicy.

Iran jest oczywiście ogromną przygodą i każdemu polecam podróż po tym bardzo ciekawym kraju, niezależnie od tego co sądzi o islamie i niezależnie od tego jak bardzo dał się ogłupić zachodnim mediom. Nie sądziłem, że Iran okaże się tak dobrym i ciekawym krajem i tak mi się podobało, że za kilka lat chyba jeszcze wrócę. Według mnie Iran jest podzielony na Persję oraz Republiką Islamską i tak należy ten kraj odbierać. Zastanawiam się też ile meczetów oraz ile mauzoleów “muzułmańskich męczenników” potrzeba w Iranie aby reżim uznał, że ma dość? Z drugiej strony łatwo jest krytykować innych dlatego zastanawiam się też ilu muzułmanów, murzynów i pedałow potrzeba w Europie aby europejski rezim uznał że też ma dość? Wszystkie reżimy są siebie warte na swoje sposoby lecz nie zmienia to faktu, że Iran wygląda bardzo źle tylko w telewizji a na prawdę jest wartościowym kierunkiem turystycznym, który serdecznie polecam. Po Iranie po raz kolejny zdałem sobie sprawę, że pod warunkiem szczelnych granic lubię muzułmańskie kraje.

Turcja

Do domu wracałem przez Konstantynopol i niestety przegapiłem lot łączący, co w rezultacie wyszło mi na dobre. Spędziłem więc jeszcze cały dzień w Turcji. Zobaczyłem Niebieski Meczet, Hagę Sofię oraz wybrałem się na rejs łodzią po Bosforze. Zostałem też zaproszony na herbatę do sklepu z dywanami co także było pouczającym doświadczeniem. Był to jeden ciekawy dzień.

Obecnie Turcja; okupowany Konstantynopol bezprawnie zwany "Istanbułem" - były kościół Hagia Sophia.

Obecnie Turcja; okupowany Konstantynopol bezprawnie zwany “Istanbułem” – były kościół Hagia Sophia. Obecne granice Turcji to polityczna fikcja.

Podsumowanie

Swoją wyprawę uznaję za bardzo udaną gdyż zobaczyłem nawet więcej niż planowałem, spędzając w podróży ponad 2 tygodnie dłużej i jednocześnie mieszcząc się w zaplanowanym budżecie. Dodam, że są to regiony które nie wymagają ogromnych nakładów finansowych, choć przyznam że zaoszczędziłem dużo co jakiś czas śpiąc w namiocie i często poruszając się autostopem. Z wyprawy w 2013 roku mam wiele tysięcy zdjęć i dużo pamiątek. Wróciłem 11/11/13.

—————    ♦    —————

Ważne fakty z tej wyprawy

Ludobójstwo Ormian dokonane przez muzułmańskich Turków

Podczas mojej podróży po Armenii, będąc w Erywaniu pojechałem do Pomnika i Muzeum Ludobójstwa Armenii (Tsitsernakaberd)Jest to poruszające, tragiczne miejsce opowiadające o zbrodni jakiej dokonali Turcy na Ormianach w latach 1915 – 1917. Muzeum to jest niezbitym dowodem do czego są zdolni muzułmanie w kwestii ostatecznego rozwiązania dla chrześcijan. Muzułmańskie zło brutalnie wymordowało około 1.5mln chrześcijan masakrując ich na ulicach, paląc ich domy, kościoły, niszcząc ich dorobek kulturowy i masowo gwałcąc kobiety. Jednym z wielu brutalnych metod stosowanych przez Osmanów, oprócz palenia żywcem w kościołach, publicznego wieszania czy niewolnictwa aż do śmierci było wypływanie z Ormianami w morze i następnie wyrzucanie ich za burtę. Muzeum przedstawia szokujące zdjęcia i niezbite dowody na bestialstwo wobec ormiańskich chrześcijan. W muzeum są zdjęcia zagłodzonych dzieci, masowych zwłok, części ludzkich, zdjęcia palonych kościołów oraz zwierzęcego transportu w który, Turcy przewozili Ormian na rzeź. Po dziś dzień rząd Turcji oraz jego mały brat – Azerbejdżan w kłamliwy sposób zaprzeczają że Ludobójstwo Ormian zwane także Holocaustem Ormian wogóle miało miejsce.

Armenia - składam kwiaty na pomniku wzniesionym ku pamięci ofiar ludobójstwa Ormian przez osmańskich Turków. Radzę się dogłębniej zainteresować tym tematem aby lepiej zrozumieć tragedię i bestialstwo w jaki muzułmanie zabijali Chrześcijan. Zbrodnie przeciwko chrześcijanom są niewybaczalne!

Armenia – składam kwiaty na pomniku wzniesionym ku pamięci ofiar ludobójstwa Ormian przez osmańskich Turków. Radzę się dogłębniej zainteresować tym tematem aby lepiej zrozumieć tragedię i bestialstwo w jaki muzułmanie zabijali Chrześcijan. Zbrodnie przeciwko chrześcijanom są niewybaczalne!

“Oś zła”

Wszyscy słyszeliśmy opowieści grozy w mediach na temat Iranu jako „osi zła” oraz jego pracami nad bronią nuklearną. Uważam te historie za przekoloryzowane dreszczowce dla naiwnych dzieci, w które niestety wieżą całe narody. Zapewniam, że za wszystkim kryje się zawsze ekonomia i rządza władzy.

Wedle Goldman Sachs Iran ma potencjał aby zostać jedną z najpotężniejszych ekonomii XXI wieku dlatego Zachód bojąc się o swoje wpływy chce w jakiś sposób powstrzymać Iran przed wzrostem gospodarczym gdyż miałoby to na niego fatalny efekt. Tam gdzie nie pomaga dyplomacja pomaga siła militarna dlatego branie surowców naturalnych, kontrola ekonomiczna i budowanie przewagi strategicznej w cudzym regionie jest gwarancją własnego wzrostu gospodarczego. Poza tym utrzymanie wojska oraz miliardy inwestowane każdego roku w nową broń w niektórych krajach są obronnością państwa lecz w innych są inwestycją która musi się zwrócić; i takim krajem jest USA. Mimo to myślę że byłoby jednak lepiej aby kraje muzułmańskie nie miały bomby atomowej choć z drugiej strony zastanawiam się dlaczego Pakistan nie został powstrzymany.

Co do oskarżeń Iranu o terroryzm to wierzę że są one do pewnego stopnia prawdziwe ale wierzę też że Zachód jest w tej kwestii wart Iranu dlatego że polityka to opowieść w której brakuje pozytywnego bohatera. Uważam też, że wszelkie zamachy terrorystyczne zorganizowane przez Iran są odpowiedzią na politykę Zachodu natomiast muzułmański terroryzm nie płynie z Iranu ale głownie z krajów sojuszniczych USA, takich jak: Pakistan, Arabia Saudyjska, Egipt i Afganistan.

Stany Zjednoczone mają ponad 40 baz wojskowych we wszystkich krajach muzułmańskich dookoła Iranu. Oprócz tego USA ma niszczyciel i łodzie podwodne w Zatoce Perskiej mające na swym pokładzie głowice nuklearne i dodatkowo także bezprawnie założoną bazę militarną Izrael, która płonie z nienawiści do Iranu. Kto tu jest więc zagrożeniem dla kogo???

Stany Zjednoczone mają ponad 40 baz wojskowych we wszystkich krajach muzułmańskich dookoła Iranu. Oprócz tego USA ma niszczyciel i łodzie podwodne w Zatoce Perskiej mające na swym pokładzie głowice nuklearne i dodatkowo także bezprawnie założoną bazę militarną Izrael, która płonie z nienawiści do Iranu. Kto tu jest więc zagrożeniem dla kogo???

Jeśli natomiast chodzi o odcinanie Iranu od reszty świata to widzę w to w następujący sposób: USA zawładnęło Irakiem i Afganistanem oraz ma bazy wojskowe w prawie każdym arabskim kraju oraz ma bazę militarną Izrael. W takiej sytuacji Iran jest osaczony i odcięty od świata i nie jest on w stanie zagrozić Ameryce. Wyobraźmy sobie że Iran miałby na tyle siły militarnej, politycznej i medialnej że podbiłby Kanadę i Meksyk, miałby ogromną armię na Kubie oraz niszczyciele w Zatoce Meksykańskiej. Następnie Iran odciąłby USA od świata i nazwał go osią zła. Jest to dokładnie to co Ameryka robi Iranowi dla własnych korzyści ekonomicznych. Tymczasem głupi amerykański czy brytyjski naród wierzy, że Irańczycy rodzą się źli. Ludzie uwierzą we wszystko.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan