Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Szpieg – book

Moje konto było wielokrotnie blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę definiuje jako „mowę nienawiści”, a zdrowy rozsądek jako „dyskryminację”. Zdarzyło się nawet, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, ponieważ był zbyt konserwatywny - czyli nie spełniał „standardów społecznościowych” Facebooka.

Ponadto Facebook regularnie usuwa „polubienia” z prawicowych stron internetowych i obniża je w wynikach wyszukiwania. Facebook teoretycznie „pozwala” na promowanie artykułów krytykujących propagandę homoseksualną i politykę antyimigrancką, ale jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin na takich wpisach jest zamrażana.

Najlepiej znane agencje wywiadowcze na świecie to: CIA, FBI, MI5, MOSSAD, KGB ..... i Facebook.

Dobrze się zastanów zanim podasz informacje o sobie na tym ważnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach, gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać „wrogów rewolucji”, skoro istnieje urządzenie, dzięki któremu ludzie chętnie mówią co zrobili, oraz nawet co zrobią. Facebook wie z kim jesteś połączony, a jeśli jesteś naprawdę naiwny to zna też twoją rodzinę i numer rejestracyjny twojego samochodu. Dla tajnych służb Facebook jest spełnieniem marzeń.

Facebook to kopalnia, która wydobywa informacje o tobie zamiast węgla, i zarabia na twojej prywatności. Naprawdę nie ma już prywatności, a technologia staje się coraz bardziej niebezpieczna. Jak potwierdza milczenie w tej sprawie założyciela Facebooka, myślę że nawet jeśli usuniesz swoje konto FB, informacje o tobie pozostaną z nimi na zawsze.

Tym, którzy wątpią w „wolność słowa”, radzę nauczyć się, jak fałszować swój adres IP. Pierwszą zasadą jest to, że adres IP nie podróżuje z użytkownikiem, choć istnieją też inne sposoby. Jeśli ktoś jest „nietolerancyjnym rasistą” i chce napisać na FB, że: Anglicy są biali i tylko biali, że nie chce przekształcić Big Bena na minaret, lub że odbyt został zaprojektowany tylko do celów toaletowych, to lepiej zamieszczać takie komentarze poza swoim adresem, gdyż inaczej, jak czytałem: „dzielni mężczyźni w mundurach policyjnych nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta, który promuje ekstremistyczny materiał”. Nawiasem mówiąc, nie jest to komunizm, ale „postępowa demokracja”.

Ponadto Facebook ma uzależniać. Szablon szybko przykuwa uwagę, pozwala ludziom narzekać na sprawy społeczne i polityczne, a ci którzy czują się samotni, mają własne społeczności na FB, co sprawia że nie czują się już tak samotni. Użytkownicy są nagradzani i karani, dlatego starają się zaprezentować jak najlepiej w oczach swoich społeczności. Nieświadomie otwierają drzwi policji, tajnym służbom i zagranicznym konsulatom wydającym wizy. FB i inne portale społecznościowe promują fałszywy, ulepszony obraz własnej rzeczywistości, za który użytkownicy chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość- na platformach społecznościowych.

Nie próbuj promować ulepszonego wizerunku samego siebie w Internecie, ponieważ gonisz nierealny sen, który może stać się strasznym ciosem psychicznym podczas pierwszego brutalnego kontaktu z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę ci nuczyć się pracy manualnej, która rozwija myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), abyśmy nie mieli pokolenia idiotów, których cały świat kończy się na głupimi selfie i polubieniami na Facebooku.

Twitter to kolejna marksistowska platforma prowadzona przez marksistowskie śmieci; i dlatego moje konto na Twitterze zostało już zawieszone. Zasadniczo na Twitterze, kościół i biali ludzie mogą być obrażani do woli, ale z drugiej strony krytyka ruchów homoseksualnych i antyliberalne, nieglobalistyczne poglądy prowadzą do zawieszenia konta. Zauważyłem również, że zwłaszcza cytaty z Biblii na Twitterze są jak sól w oku.

Jeśli chodzi o kobiety, radzę im nauczyć się piec ciasta dla swoich mężów, zamiast napinać dupy na Instagramie. Media społecznościowe są również przeznaczone do odseparowania ludzi od prawdziwego społeczeństwa, ponieważ osoby, których uwagę stale przykuwają tablety, smartfony i komputery, nie mają czasu na interakcję z prawdziwymi ludźmi.

Wyrzuć smartfona, i używaj tanich tandetnych telefonów bez dostepu do internetu, a razem z nimi używaj tymczasowych kart SIM. Po tygodniu lub dwóch spal je i kontaktuj się przez następną jednorazową tandetę. Będziesz bezpieczniejszy i zachowasz prywatność. Gdyby kilka milionów osób tak zrobiło, smartfony byłyby darmowe, pod warunkiem długich kontraktów i podłączenia pod internet.

„Wolność słowa” w mediach społecznościowych nie jest wolna, prywatność jest jak złoty pył, i oficjalnie nie jest to ani komunizm, ani cenzura, ale „postępowa demokracja" polegająca na kontroli totalnej!

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Wyprawy

2008 Azja Południowa

Napisał: Marcin Malik

Wyprawa na Sri Lankę

 

Sri Lanka jest znana jako kraj malowniczych plaż z palmami kokosowymi chylącymi się w stronę błękitnego morza. Jednak podróżując po tak zwanej “Perle Oceanu Indyjskiego” zdałem sobie sprawę, że Sri Lanka ma także bardzo ciekawą kulturę opartą na buddyźmie. Sri Lanka ma antyczne miasta, jaskinie z posągami Buddy, oraz pokolonialne forty. Sri Lanka ma także pola herbaciane, wodospady, egzotyczne owoce, oraz bogatą florę i faunę. Sri Lanka jest mimo to krajem dla rozważnych białych podróżników, gdyż miejscowi nie należą do uczciwych.

 

Dlaczego pojechałem na Sri Lankę

Podczas poprzedniej wyprawy zabrakło mi czasu aby zobaczyć jedyny kraj Subkontynentu Indyjskiego do którego zawsze chciałem pojechać. Wybrałem się więc na miesięczną wyprawę dookoła Sri Lanki lecz jak się potem okazało było tak pięknie, że mógłbym zostać nawet dwa miesiące. Jak na tak małą wyspę jaką jest Sri Lanka jest bardzo dużo do zobaczenia a do tego miejscowy transport sprawiał, że każde 100km zamieniało się w długie godziny, co wydłużało podróż. Nad morzem autobus jechał z zawrotną prędkością 40km/h lecz w w wyższych partiach Sri Lanki, wśród herbacianych pól przeciętna prędkość to tylko 20km/h. Mimo wszystko zawsze było ciekawie gdyż na stacjach wpadali do autobusu sprzedawcy mango, cukierków, ananasów i innych przysmaków.

Mapa Sri Lanki.

Mapa Sri Lanki.

W ciągu miesiąca poruszałem się w południowej i centralnej części wyspy lecz nie pojechałem na północ do Jaffny gdyż tam ciągle toczyły się walki z Tamilskimi Tygrysami. Gdy kąpałem się w ocenie w miejscowości Mirissa czy Unawatuna lub gdy zrywałem listki herbaty w Ella, w knajpach były ciągle relacje z walk z północy które miały miejsce około 250km ode mnie. Gdy wyjeżdżałem było już wiadomo, że Sri Lanka zostanie niepodzielonym krajem.

Sri Lanka ma wszystkie atrybuty turystycznego kraju, które przez lata były omijane przez zbyt wielu turystów z powodu 26 letniej wojny domowej. Sri Lanka (“piękna wyspa”) to synonim egzotycznych plaż z palmami skierowanymi w kierunku ciepłego morza ale to nie wszystko gdyż na Sri Lance można także odnaleźć cenny spokój. Na Sri Lance zrywałem mango i papaję prosto z drzew, jadłem ryby dopiero złowione w Oceanie Indyjskim oraz byłem otoczony przez piękną, egzotyczną naturę.

Byłem już w wielu krajach lecz piękno naturalne “pięknej wyspy” (wg. tłumaczenia nazwy kraju) jest zdumiewające, podobnie jak notoryczne oszustwa ich mieszkańców, które także omówię w tym artykule.

Moja podróż

Colombo i okolice

Swoją wyprawę zacząłem od stolicy Colombo. Pierwsze wrażenia nie były zbyt dobre gdyż zobaczyłem żółnierzy za workami z piaskiem oraz budynki wysadzone w powietrze przez Tamilskie Tygrysy. Byłem przeszukiwany wiele razy. Mieszkałem w dzielnicy Fort skąd pojechałem między innymi do Pettah aby obserwować życie na bazarze i zobaczyć kilka hinduistycznych świątyń. Byłem na Galle Face Green gdzie Ocean Indyjski rozbijał fale o brzeg oraz na Wyspie Niewolników aby zobaczyć parę efektownych świątyń. Byłem też nad jeziorem Beira ze swoją małą świątynią buddyjską na wyspie a potem także w Ogrodach Cynamonowych w parku Viharamahadevi. Gdziekolwiek nie byłem, nawet w stolicy, ponad wszystko urzekała mnie przyroda. Podobały mi się ogromne drzewa z lianami i efektownymi korzeniami oraz drzewa cynamonowe, palmy w wielu kształtach, drzewa mango i bananowce pełniących rolę parasolów chroniących przed słońcem. Pragnienie natomiast gasiłem kokosami po 20 rupii od sztuki a na deser jadłem zazwyczaj egzotyczne owoce: świeże mango, banany i jeszcze raz kokosy.

Kelaniya.

Detale na świątyni buddyjskiej w Kelaniya, niedaleko Kolombo. Sri Lanka.

Będąc w Colombo zrobiłem też sobie parę wycieczek. Najpierw pojechałem do interesującej świątyni buddyjskiej w Kelaniya co pozwoliło mi na poznanie lankijskiej kultury opartej na buddyźmie. Przechodząc przez rząd rikszarzy oraz omijając sprzedawców kwiatów lotosu dotarłem do pomników przedstawiających Buddę. Zobaczyłem kilka atrakcyjnych buddyjskich płaskorzeźb oraz modlących się ludzi; a wszystko to w ciepłym klimacie i wśród palm. Byłem też w zoo w Dehiwala gdzie widziałem pokaz słoni oraz wiele pięknych zwierząt, w tym tygrysy, jadowite węże czy krokodyle lecz humor popsuła mi tutaj cena biletu. Lankijczycy płacili tylko 50 rupii a ja aż 1000. W końcu chciałem też poczuć Ocean Indyjski dlatego pojechałem do Mt Lavinia gdzie kąpałem się w ciepłej wodzie, spacerowałem pod palmami i rzucałem się w fale. Tutaj także po raz pierwszy widziałem kontrasty finansowe na Sri Lance gdyż na wzgórzu stał luksusowy hotel a na plaży były murowane domy porozbijanie przez tsunami jak skorupki od orzechów. Ludzie natomiast mieszkali w namiotach. Bardzo mnie prosili o pomoc więc w końcu dałem im 50 rupii na worek ryżu.

Kraina Wzgórz

Po Colombo zmierzałem do Krainy Wzgórz, które są kolejnym pięknym regionem papai, bananowców, jack fruit, błogiego spokoju, ultra-wolnego transportu oraz przede wszystkim pól herbacianych.

Z dzielnicy Fort pojechałem pociągiem poprzez góry do miasteczka Kandy, które jest jednym z największych atrakcji Sri Lanki. Tutaj życie turystyczne skoncentrowane jest wokół jeziora, które jest najspokojniejszym i najbardziej malowniczym miejscem całego Kandy. Turyści przyjeżdżają tu jednak nie dla jeziora ale dla Świątyni Zęba (Sri Dalada Maligawa). Świątynia ta jest jednym z najważniejszych miejsc dla buddystów w całym kraju gdyż mnisi trzymają tam święty ząb Buddy. Historia samego zęba jest dość powikłana gdyż jak głosi legenda ząb został zabrany podczas palenia zwłok Buddy. Następnie został przeszmuglowany na Sri Lankę we włosach księżniczki aby potem znowu mógł wrócić do Indii. W XVI wieku Portugalczycy spalili ząb w indyjskim stanie Goa lecz jak się okazało była to tylko kopia i prawdziwy ząb został nienaruszony. Osobiście myślę, że ząb Buddy wystawiony dziś do oglądania jest tylko kopią a prawdziwy (o ile istnieje) jest schowany i ma do niego dostęp tylko elita buddyjskich mnichów. Samą świątynię jak najbardziej polecam, podobnie jak wieczorny taniec Kandy i pokaz ogni w którymś z hoteli. W Kandy znajduje się też kilka innych ciekawych świątyń oraz bazar owocowy gdzie można najeść się mango na całe życie.

Kierownik hotelu miał dwie ceny: jedną miejscową i drugą dla Białych. Tak już jest na Sri Lance co może obrzydzić cały pobyt.

Warto dodać, że nawet ci którzy nie mają wiele czasu powinni koniecznie pojechać do Ogrodu Botanicznego Peradeniya oddalonego o 6km od Kandy. Można tam zobaczyć aleję palm oraz piękne drzewa figowe, palmy pozwijane razem w jedną całość, bambusy i mieszkające tu nietoperze. Peradeniya to piękne miejsce.

Sri Lanka.

W knajpie na Sri Lance.

Podczas mojej podróży po Krainie Wzgórz wolny autobus jadący po stromych, krętych drogach dowiózł mnie do wielu uroczych miejsc. Byłem na przykład w Nuwara Eliya czyli w małym górskim miasteczku gdzie znajdował się przyjemny ogród botaniczny imienia Victorii, pola herbaciane i niedaleko najwyższy szczyt Sri Lanki, Pidurutalagala (Mt Pedro, 2524m n.p.m). Dodatkowo jest to dobra baza wypadowa do parku narodowego Horton Plains i World`s End. Za czasów kolonialnych Brytyjczycy zażyli w Nuwara Eliya swóją górską stację wypoczynkową. To oni założyli tu plantację herbaty i zbudowali pola golfowe. Dla mnie był to czas spokoju, czas próbowania egzotycznych owoców oraz kontakty z ludźmi. Miałem szczęście gdyż grupa studentów podwiozła mnie stamtąd na Wyżynę Horton i Koniec Świata leżącym na wysokości 2000m n.p.m. Jest to jeden z najczęściej odwiedzanych parków narodowych na Sri Lance i choć znajduje się on tylko 20km od Nuwara Eliya to dotarcie tam zajęło nam aż 2h. Droga była tak fatalna, kręta i wyboista a czasem też i brakowało drogi, że musieliśmy wysiadać z autobusu aby go pchać. Koniec Światato miejsce położone w jednym z najwyższych punktów całego płaskowyżu na które trzeba zapracować. Po kilku godzinnym spacerze, często w upale i przy dużej wilgotności oraz po przejściu płaskich, trawiastych powierzchni nagle dotarłem do krawędzi płaskowyżu czyli na Koniec Świata. Ma tu miejsce jedno z ciekawszych uformowań geologicznych naszej planety gdyż płaskowyż kończy się a przed nami jest tylko gwałtowny spadek czyli pionowa ściana licząca 880m, co zwłaszcza przy gęstej mgle wygląda jakby w tym miejscu kończył się świat. W parku odpocząłem też na wodospadem i obserwowałem bawiące się małpy. Wejście do parku dla Lankijczyków kosztowało tylko 40 rupii natomiast dla mnie aż 2800, co sprawiło wszystkim radość że Biały płaci więcej.

Innym miasteczkiem było Ella. Spędziłem tu kilka dni chodząc po górach, wśród drzew i pól herbacianych a po drodze mijająłem wodospady i świątynie. W Ella obserwowałem przyrodę, byłem na polu herbacianym gdzie obserwowałem ludzi przy pracy oraz poszedłem na 3h marsz do Skały Ella skąd miałem ładne widoki na okolicę. Był to przyjemny spacer krętymi, górskimi drogami. Po obu stronach miałem pola herbaciane i bananowce a czasem przysiadałem na chwilę w barakach zbudowanych z bambusa i ulokowanych nad przepaścią aby napić się napoju z kokosa i zjeść kilka mango. Z Ella pojechałem do wodospadu Dunhinda który ma wysokość 60m i który jest uznawany za najpiękniejszy na całej Sri Lance. Do tego w drodze do wodospadu szedłem przez nierówną drogę w dżunglii i przekroczyłem most na linach a do towarzystwa miałem małpy i ptaki.

Pola herbaciane na Sri Lance.

Pola herbaciane na Sri Lance.

Moim ostatnim celem w Krainie Wzgórz była przygodowa wspinaczka na Szczyt Adama, który jest jednym z najświętszych miejsc na Sri Lance będącym celem pielgrzymek od ponad 1000 lat. Jak z każdym świętym miejscem także i z tym związane są legendy połączone z kilkoma religiami. Katolicka mówi, że to właśnie tutaj Adam po raz pierwszy postawił stopę po tym jak został wyrzucony z raju a buddyjska, że tutaj Budda zostawił swój ślad gdy był w drodze do raju. Sama nazwa używana na Sri Lance czyli Sri Pada oznacza święty ślad. Wyruszyłem o 5.30 rano czyli później niż wszyscy doradzali i przechodząc przez pola herbaciane, stojący i leżący pomnik Buddy, wielką białą stupę i kilka świątyń buddyjskich i hinduistycznych doczekałem się wschodu słońca. Na początku nie było ciężko. Zachwycałem się widokami, rzeką, górami i zatrzymywałem się na zdjęcia. Nie miałem wcześniej pojęcia, że pokonanie szczytu o wysokości 2243m n.p.m będzie tak ciężkie skoro byłem już wcześniej pod Everestem na wysokości ponad 5200m n.p.m. Tutaj było inaczej gdyż tu było gorąco i wilgotno a w miarę wspinaczki wejście było coraz bardziej strome. W większości musiałem się wspinać po betonowych schodach a będąc dokładnym było ich około 5200. W niektórych partiach było tak stromo, że musiałem trzymać się poręczy i wchodzić na czworakach nie mając przy tym ani kropli wody. Przeliczyłem się gdyż chyba trochę zlekceważyłem ten szczyt. Gdy myślałem, że to już koniec okazywało się, że to tylko zakręt za którym była seria kolejnych, stromych i wysokich schodów. Dotarcie na szczyt zajęło mi 2,5 godziny. Byłem zmęczony lecz dumny z siebie i zrozumiałem, że jeśli chodzi o wspinaczkę nie zawsze chodzi tu tylko o wysokość ale też o rodzaj podejścia. Być może w sezonie gdy świecą się światła i można iść z innymi ludźmi jest łatwiej psychicznie lecz ja jak zwykle miałem do towarzystwa tylko siebie i było to bardzo ciężkie, samotne 2,5h. Na samym szczycie znajdowała się buddyjska świątynia z mieszkającymi tam mnichami gdzie spędziłem kilka godzin. Ze szczytu widok był piękny i na szczęście nie było mgły. Miałem zamiar nacieszyć się widokami i zejść na dół lecz czekała mnie miła niespodzianka. Mieszkający tu mnisi poczęstowali mnie bardzo dobrym obiadem a potem dali mi żarliwy wykład na temat buddyzmu. Warto dodać, że samo dostanie się do Delhouse będącym miasteczkiem wypadowym na Szczyt Adama okazało się przygodą w transporcie.

Antyczne Miasta

Antyczne miasta Sri Lanki.

Antyczne miasta Sri Lanki.

Następną cześcią mojej podróży po Sri Lance były Antyczne Miasta, które przyznam że były piękną i pouczającą przygodą lecz na tym etapie podróży zrozumiałem że pewnych rzeczy na Sri Lance miałem dość. Podróż miejscowym transportem jest beznadziejna. Przejechanie 100km może zająć cały dzień od świtu do nocy a raz zdarzyło mi się przejechać 16km w 2h więc szybciej byłoby iść. Poza tym w tym miejscu przestała mi się podobać cena Białego człowieka, która na Sri Lancę jest nadużywana do maksimum. Na przykład wejście do Sigiriya dla miejscowych czy Hindusów to 18 centów natomiast dla mnie to $35. Sam fakt, że jestem Biały we wszystkich krajach Azji oznacza, że jestem milionerem i dlatego mogę płacić nawet 200 rzy więcej niż lokalni. Na przykład w Indiach wejście do Taj Mahal to 10 rupii dla Hindusów i 750 rupii dla Białych. Nienawidzę ich za to i śmią twierdzić że to ja jestem rasistą skoro cała Azja działa na zasadzie instytucjonalnego rasizmu przeciwko Białym ludziom. Ich naiwnym wytłumaczeniem jest: “cena turysty dla biedniejszego kraju bez względu na kolor skóry”, lecz sprawdziłem to. Azjaci mieszkający w Ameryce czy w Europie nie płacą więcej ale tylko Biali więc jest to właśnie cena Białego człowieka a moment wręczania dużych pieniędzy za bilet jest dla miejscowych chwilą radości. Ile razy to przeżywałem, że gdy docierałem na miejsce na pokładzie zjadanego przez rdzę autobusu “nikt nie mówił po angielsku” lecz wszyscy chcieli mi załatwić pokój za 1000 rupii. Gdy tylko sam znalazłem pokój za 300 rupii wszyscy już mówili po angielsku i chcieli mi sprzedać pamiątki, obiad, pocztówki i pewnie jeszcze ogoliliby mi głowę gdybym zapłacił. Należy zawsze unikać tłoku oraz wyraźnie i stanowczo odpowiadać “nie”.

Pierwszym miejscem w Antycznych Miastach do których dotarłem po długich godzinach jazdy były jaskinie Dambulla pochodzące z I w p.n.e., z bogactwem rzeźb Buddy w wielu pozycjach i rozmiarach. Dane literaturowe mówią o jednym z króli, który po wyrzuceniu z Anuradhapury osiedlił się z w Dambulli i kazał wybudować posągi, które przetrwały do dziś. Jaskiń jest w sumie pięć, każda jest inna i każda powstawała w innym okresie i była święcona innemu Bogu. Wiele elementów było przerabianych od tamtego czasu a większość fresków na ścianach powstało w XVIII w. Wejście było zrobione w wielkim stylu gdyż na muzeum był ogromny pomnik siedzącego Buddy i po tym jak zapłaciłem 10usd zacząłem się wspinać co było miłą częścią tej wycieczki. Dambulla to kolejna piękna przygoda, która jest połączeniem historii, interesującej sztuki oraz wyczerpującej wspinaczki w tropikalnym klimacie. Jak zwykle w pakiecie jest przyroda, małpy na drzewach i kokosy do picia. Ja miałem tu także interesujące spotkanie z kobrą.

Gal Vihara; duże pomniki siedzącego i leżącego Buddy wyryte w skałach. Polonnaruwa, Sri Lanka.

Gal Vihara; duże pomniki siedzącego i leżącego Buddy wyryte w skałach. Polonnaruwa, Sri Lanka.

Niedaleko Dambulii znajduje się Sigiriya, która jest jedną z największych atrakcji Sri Lanki gdyż znajduje się tu ruina wielkiej fortecy zbudowana na skale, tak zwana “fortceca lwa”. Znajdują się tu także sławne w świecie freski nagich kobiet z V wieku namalowane w jednej z jaskiń oraz ściana lustrzana na której mężczyźni pisali swoje opinie na temat fresków. W rezultacie dało to rozkwit języka sinhala. Są tu także wielkie łapy lwa (stąd nazwa) a kiedyś była także głowa lwa oraz wejście na górę przez jego paszczę lecz dziś zostały tylko same łapy. Dookoła skały Sigiriya znajdują się też ogrody, baseny oraz fundamenty pod domy, które zniszczył czas. Dla mnie liczyła się przede wszystkim sama wspinaczka w kolejnym malowniczym miejscu oraz ładne widoki z góry. Czułem się przyjemnie zmęczony ciepłym, wilgotnym klimatem oraz towarzystwem małp.

Po kolejnych godzinach w transporcie dotarłem do wielkiej atrakcji Sri Lanki o nazwie Polonnaruwa, która była królewską stolicą dynastii Chola i Sinhala i ma około 1000 lat. Polonnaruwa jest kolejną piękną pozostałością po przodkach tej wyspy. Znajdują się tu ruiny miast, pomniki Buddy, pałace, baseny, haremy, świątynie i wiele innych budynków pozostawionych w dżungli, które najlepsze lata mają już zdecydowanie za sobą. Pradawni królowie zostawili tu po sobie także parki oraz zbiornik wodny ogromny na 2500 hektara. Przed wejściami do świątyń radzę zwracać uwagę na “księżycowe kamienie” na którym sa rzeźbione zwierzęta i które w sztuce tamtego okresu nabrały mistycznego znaczenia. Spośród wielu obiektów nie należy przegapić: Gal Vihara (duże pomniki siedzącego i leżącego Buddy wykute w skałach), Vatadage (okrągły pałac z wieloma rzeźbami buddy oraz płaskorzeźbami) i Kiri Vihara (ogroma stupa z ostrym szczytem).

Ja jeździłem po ruinach Polonnaruwy na rowerze i ten sposób polecam.

Antyczne miasto Anuradhapura. Sri Lanka.

Antyczne miasto Anuradhapura. Sri Lanka.

Kolejnym miejscem, które dokładnie przemierzyłem była Anuradhapura, będąca jednym z najważniejszych antycznych miast gdyż była pierwszą stolicą Królestwa Syngaleskiego. Miasto to zostało założone w 380r p.n.e. i przez ponad 1000 lat było rządzone przez królów syngaleskich i południowo indyjskich najeźdźców. Dziś Anuradhapura jest bardzo ważna z powodu pięknych świątyń, ogromnych dagób (sakralna budowla buddyjska zbudowana w specyficznym stylu) oraz ruin antycznego miasta pozostałego w dżungli. Przed wejściem zostałem dokładnie przeszukany z powodu zagrożenia terroryzmem. Potem zostawiłem rower na parkingu i poszedłem do pierwszej świątyni czyli Sri Maha Bodhi. Jest to święte miejsce dla wszystkich buddystów gdyż znajduje się tutaj święte drzewo bodhi. Zaszczepek tego drzewa został przywieziony z Bodhgaya z Indii przez księżniczkę, której siostra wprowadziła buddyzm na Sri Lance. Dziś w tym miejscu stoi wielkie drzewo a obok świątynia, flagi modlitewne zawieszone dookoła a cały obszar jest miejscem pielgrzymek wiernych. Podobno właśnie to święte drzewo zainspirowało antycznych władców do zbudowania wszystkich wspaniałych budynków, które znajdują się w pobliżu. W środku panowała specyficzna atmosfera towarzysząca zawsze miejscom tego typu, było kilku mnichów w pomarańczowych strojach i ludzi przynoszących dary dla Buddy. Innymi obiektami wartymi uwagi była ogromna Ruvanvelisaya Dagoba w kolorze nieba, które polecam także ze względu na obserwację kulturową. Inna to Thuparama Dagoba czyli najstarsza świątynia w Anuradhapura a być może na całej Sri Lance. Polecam też Abhayagiri Dagoba z I w p.n.e., która niegdyś osiągała 100m wysokości lecz dziś tylko 75m. Ta także jest w kształcie wielkiej bańki mydlanej i ma kolor ceglany. W krótkim opisie nie można wyliczyć wszystkich pięknych obiektów, podróży na rowerze w ciepłym klimacie, wielu pomników Buddy, dwóch gatunków małp kradnących kwiaty lotosu oraz i odpoczynku w cieniu przy kokosie.

Freski przedstawiające nagie kobiety, namalowane na skałach z V wieku. Sigiriya, Sri Lanka.

Freski przedstawiające nagie kobiety, namalowane na skałach z V wieku. Sigiriya, Sri Lanka.

Wschodnie wybrzeże

Po zapoznaniu się z historią i kulturą Sri Lanki przyszedłe czas na plaże, palmy i pływanie w morzu. Wschodnie wybrzeże na zawsze pozostanie mi w pamięci z powodu piekielnego transportu dlatego, że jesli pokonanie 300km zajmuje 13,5h nerwów i niewygód to myślę, że lepiej było pojechać tylko na południowe wybrzeże, które znajduje się blisko Colombo i gdzie jest lepszy transport. Ja jednak byłem ambitny i chciałem zobaczyć jak najwięcej.

Dom na Sri Lance po deszczu. Trincomalee.

Dom na Sri Lance po deszczu. Trincomalee.

Wschodnie wybrzeże jest rzadko odwiedzane przez turystów i dlatego też jest biedniejsze i znacznie bardziej zaniedbane. Baaaardzo wolnym autobusem dostałem się do Trincomalee (potocznie Trinco), które jest zarośnięte brudem a ulica przy dworcu była wysypiskiem śmieci. Trincomalee to jednak baza wypadowa do najlepszych plaż na wschodnim wybrzeżu, Nilaveli i Uppuveli. Cała okolica była zabudowana drewnianymi chatkami oraz pokryta obskurnymi dyktami a do tego gospodarstwa były zalane wodą gdyż od wielu dni padał deszcz. Najpierw jechałem do Uppuveli gdyż jest bliżej od Trincomalee i pomimo że jest to odległość jedynie 6km jazda zajęła mi aż pół godziny. Co chwila zatrzymywaliśmy się i jechaliśmy najwolniej jak się tylko dało a na sam koniec musiałem zapłacić 20 rupii zamiast 10-ciu. Cały autobus był szczęśliwy, że oszukali Białego na całego 10 rupii. Dziadek od którego wynająłem pokój powiedział, że miał 87 lat i spędził na tej plaży całe życie. Zamówiłem garstkę ryżu z ostrymi warzywami i kilka szprotów po czym poszedłem spać. Przez całą noc słyszałem ocean oraz spadające kokosy. Właściwie całą plażę miałem dla siebie gdyż okolica była wyludniona z powodu złej pogody.

Potem jechałem w stronę południa do Zatoki Arugam i choć trasa powinna prowadzić wzdłuż wybrzeża to jechałem znowu cały dzień gdyż ta droga była zamknięta z powodu starć z Tamilskimi Tygrysami. Wyszło to tak jakbym jechał z Polski do Niemiec przez Węgry ale w końcu dotarłem. Zatoka Arugam była już przyjemniejsza i przygotowana na turystów a plaża piękna. Niestety tutaj miałem kłótnie z rikszarzami oraz niestety całe to miejsce było pełne sprzedawców narkotyków, o czym rząd dobrze wie. Lowiłem ryby, pływałem, generalnie było miło.

Południowe wybrzeże

Mirissa. Południowe wybrzeże Sri Lanki.

Mirissa. Południowe wybrzeże Sri Lanki.

Po zobaczeniu Colombo i Kandy południowe wybrzeże to region Sri Lanki, który zazwyczaj stanowi główny cel kochające plaże turystów. To tutaj znajduje się raj plażowy w miejscach takich jak Mirissa czy Unawatuna, będąca w jednym pakiecie z chciwością miejscowych. Ja najmilej wspominam miasteczko Unawatuna. Miałem ładny pokój z łazienką i siatką przeciwko komarom, pływałem w turkusowym oceanie i jadłem egzotyczne owoce. Wybrałem się też na wycieczkę rowerową z dala od plaż aby być poza zasięgiem naciągaczy i sprzedawców narkotyków. Plaża w Mirissie to także bajkowe miejsce, otoczone palmami, ciepłym oceanem i przyjemną bryzą. Jeśli uda się znaleźć tani nocleg to można zostać tydzień albo i dłużej.

Ponadto na południowym wybrzeżu są też domki i mieszkania do wynajęcia z własną kuchnią za około £70 – £100 miesięcznie z rachunkami, co oznacza że można się tu przeprowadzić na rok i prowadzić rajskie życie z dala o Londynu. Oczywiście radzę pojechać z rodziną tak aby żona mogła sprzątać, gotować, masować oraz bujać hamak a dzieci mogły podawać napoje i wachlować tatusia. Na miejscowym bazarze przeznaczonym dla Lankijczyków żona może kupować świeże warzywa i owoce, wiele przypraw i świeżo złowione ryby podczas gdy tatuś mógłby łowić ryby z chłodnym piwem. Pod tymi wszystkimi względami Sri Lanka jest bardzo miłym, bogatym i zdrowym krajem.

Poza tym byłem w takich miejscach jak Televijaya aby zobaczyć farmę węży oraz Galle gdzie zobaczyłem holenderski fort. Raz miałem też szczęście gdyż zobaczyłem wielkiego warana wychodzącego z pola ryżowego a innym widziałem jak rybak wyciągał wielką rybę z morza. To tutaj radzę przyjechać rodzinom, które chcą czerpać życia rozkosz.

Mirissa, Sri Lanka.

An another photo of beautiful Mirissa, Sri Lanka.

Zachodnie wybrzeże

Jak zauważyłem zachodnie wybrzeże to region plażowy przede wszystkim dla bogatych Niemców choć także dla Anglików oraz Rosjan mieszkających w drogich hotelach. Najpierw zatrzymałem się w Hikkaduwa gdzie plaża jest dość wąska lecz przyjemna a potem pojechałem do Bentota gdzie nawet napisy na ulicach były po niemiecku. Plaże są oczywiście piękne, morze i palmy także, jak z bajki a ja jako Biały wchodziłem za darmo na teren hoteli 5* i kąpałem się w basenach pośród zadbanych ogrodów. Myśleli, że byłem gościem. W końcu w każdym z tych miejsc znalazłem norę poniżej wartości rynkowej i tam zostałem przez parę nocy. Na posiłki jeździłem 1km na rowerze do brudnej i nieciekawej miejscowości Alutghama gdyż tam było tanio. Byłem też na plaży w Kosgoda, które znajduje się na turystycznym szlaku tylko dlatego, że znajduje się tam otoczony bananawcami ośrodek ochrony żółwi morskich. Widziałem zarówno dorosłe żółwie jak i gniazda a potem poszedłem na plażę gdzie akurat rybacy przypłynęli z połowem. Na zawsze w pamięci pozostanie mi tu jednak sposób sprzedawania biletów turystom. Dla Polaków, Czechów oraz innych Europejczyków nie uznawanych za milionerów były bilety po 200 rupii, dla Anglików i Szwedów po 500 rupii natomiast dla Amerykanów i Szwajcarów po 1000 rupii. Tak właśnie działa Sri Lanka.

Moim ostatnim miejscem było po-holenderskie miasteczko Negombo gdzie spędziłem jedną noc a stamtąd pojechałem na lotnisko Katunayake.

Sri Lanka.

Z miejscowymi na plaży. Sri Lanka.

Podsumowanie Sri Lanki, oszustwa, poczucie humoru i ewentulany powrót

Sri Lanka to piękny kraj gdzie każdy turysta może znaleźć coś dla siebie. Są tu egzotyczne plaże, antyczne miasta oraz spacery górskie wśród wodospadów i pól herbacianych. Wydawałoby się że wspaniała przyroda w powiązaniu z buddyjską kulturą daje możliwość bezstresowej podróży i choć w pewnym stopniu zgadzam się co do nazywania Sri Lanki “Perłą Oceanu Indyjskiego” to nasze wrażenia nie będą popsute ani przez gorący klimat i wilgoć, ani przez jadowite węże czy męczące towarzystwo małp, ani nawet przez beznadziejny transport ale tylko przez ludzi. Pomimo, że w sąsiednich Indiach oszukiwanie i legalne okradanie Białych turystów są częścią przemysłu turystycznego to naród lankijski idzie nawet o krok dalej gdyż ten ma oszustwo we krwi. Rząd Sri Lanki jest ekspertem w dziedzinie legalnego okradania Białych natomiast ludzie nauczyli się, że Biały turysta jest milionerem a nawet jeśli nie to oszukiwanie go na pieniądze jest moralnym zachowaniem. Na swojej drodze spotkałem wielu “zbieraczy monet europejskich” którzy potem wymieniali je na rupie. Spotkałem też ludzi “zbierających na szkoły i szpitale” z wypisanymi przez siebie zeszytami że Biali dają conajmniej po 500 rupii więc ja powinienem być honorowy i dać przynajmniej 1000. Wejścia do obiektów dla Białych kosztują nawet 200 razy więcej niż dla Lankijczyków a w hotelu w Kandy szef miał oficjalnie dwie ceny, jedną dla miejscowych i drugą dla Białych. Akurat ze mną do hoteli wszedł Hindus mówiący z angielskim akcentem i zapłacił lokalną cenę dlatego ja zapłaciłem nie cenę turysty ale cenę Białego, co udawadnia moją tezę instytucjonalnego rasizmu na Sri Lance przeciwko Białym opartego na chciwości

Rozumiem, że Sri Lanka jest biednym krajem (podobnie jak większość świata) i nie mam nic przeciwko pomaganiu biednym ludziom ale nie chcę być oszukiwany i nie chcę płacić 200 razy więcej za bilety, dlatego że w ich wyobraźni stać mnie na wszystko.

Sri Lanka.

Scenka z ulicy na Sri Lance.

Spotkałem też sprzedawców kokosów, którzy brali za jeden po 20 rupii a ode mnie chcieli 50. To samo było z kierowcami autobusów, którzy od wszystkich wzięli 10 a ode mnie chcieli 20, dlatego że w taki właśnie sposób działa Sri Lanka i na widok Białego każdy jest oszustem oportunistą. Czasem gdy wyciągałem pieniądze, czułem że wpatrywała się we mnie cała ulica. Ponadto ludzie nie znają zasad prywatności dlatego że wiele razy do mnie podchodzili i w 2 minuty zadawali serię osobistych pytań, które kończyły się oczywiście tym gdzie pracuję i ile zarabiam. Potrzeba pokoleń aby zmienić to nastawienie lecz narazie się na to nie zapowiada. Miłe kontakty z ludźmi, które też miałem, są jak najbardziej możliwe lecz tylko wtedy jeśli nie chodzi o pieniądze. Co ciekawe gdy żadne z oszustw na wyciągnięcie pieniędzy nie działa wówczas Lankijczycy zaczynają mówić o czasach kolonialnych aby sprowokować efekt otwierającego się portfela. Jednak nikt nie wspomni o tym, że Brytyjczycy rozwinęli ich ekonomię, prawo i edukację oraz że Sri Lanka od 70 lat jest niszczona przez socjalizm, polityków złodziei i problemy wewnętrze. “Biała wina” też jest tu wspominana lecz dopiero w ostatniej fazie. (Hindusi mają tą samą taktykę lecz ci są tak aroganccy że potrafią jeszcze wskazać palcem gdzie trzymam pieniądze). Ponadto moment w którym wręczałem pieniądze za drogi bilet to chwila w której Lankijczycy wstrzymują oddechy.

Sri Lanka.

Kolejny “uczciwy” obywatel Sri Lanki.

Ograbianie turystów można bardzo łatwo sprawdzić. Radzę zrobić zakupy na bazarze a potem wysłać miejscowego aby zrobił te same zakupy. Mogę się założyć o każde pieniądze że miejscowy zapłaci kilka razy mniej za dokładnie to samo. Ciągle jednak polecam odwiedzenie Sri Lanki ale nie naiwnym a powyższy rozdział odnoszę też do Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Nepalu gdyż Subkontynent Indyjski jest Subkontynentem Oszustów gdzie Biali uczą się rozważnie myśleć.

Dla rozważnych Sri Lanka będzie pięknym doświadczeniem do którego zawsze będziemy chcieli wracać lecz naiwni niech lepiej zostaną w domu. Czy ja chcę tam wrócić? Tak, na pewno gdyż jest to świetny kraj. Jestem też ciekawy co się zmieni w ciągu 10 lat. Poza tym nie chcę aby mój ostatni rozdział był opisem każdego Lankijczyka z osobna gdyż dobrzy ludzie są wszędzie. Uważam tylko, że złe rzeczy także należy omawiać aby pomóc przyszłym podróżnikom. Aby nie było zupełnie smutno chcę też powiedzieć za co lubię Lankijczyków. Otóż uważam że są śmieszni i mają poczucie humoru oraz lubią sobie robić żarty, zwłaszcza ze mnie. Kilku mi mówiło, że “biała małpa idzie do zoo odwiedzić krewnych” i akurat z tym nie mam żadnego problemu, tylko dlaczego “biała małpa” musi tyle płacić? Poza tym, gdy w grę nie wchodzi interes są szczerze mili i pomocni.

Tak czy inaczej dla nas Sri Lanka to ciągle raj na który nas stać i który polecam z całego serca. Pewnego dnia “biała małpa” wróci i zrobi sobie z nich żarty.

Sri Lanka.

Rybacy z połowem na Sri Lance.

—————    ♦    —————

Ważne fakty z tej wyprawy

Wojna z Tamilskimi Tygrysami

Od dziesięcioleci na Sri Lance trwał nieprzerwany konflikt pomiędzy Tamilskimi Tygrysami, którzy opanowali północ kraju a wojskiem rządowym z siedzibą w Kolombo. Zawieszenie broni natomiast, które zostało podpisane w 2001 roku zostało już tyle razy złamane, że stało się zwykłą fikcją. Wojna domowa trwała gdy nadal byłem na Sri Lance, czego dowody widziałem spacerując po Kolombo. Zdarzały się porwania, wyłudzenia pieniędzy i wiele innych przestepstw. Konflikt z Tamilami był tak napięty, że gdy Sri Lankę spustoszyło tsunami, zamiast zjednoczyć się w obliczu tak wielkiej katastrofy zaczęły wychodzić na wierzch brudy polityczne co jeszcze dodało oliwy do ognia. Strona tamilska oskarżała rząd z siedzibą w Kolombo o brak pomocy Tamilom, w czego rezultacie wojna jeszcze bardziej przybrała na sile.

Gdy wróciłem ze Sri Lanki nastąpił tu przełom w maju 2009 roku. Trwająca od 26 lat wojna domowa przeciwko rebeliantom (LTTE) nareszcie skończyła się. Znacznie lepiej wyposażona i liczniejsza armia lankijska zdobywała kolejne miasteczka na północy wyspy, aż rebelianci których specjalizacją były zamachy bombowe poddali się. Ich przywódca został zabity a nieliczne już Tygrysy złożyły broń. Powstały też obozy uchodźców z północy, których rebelianci używali jako żywych tarcz w obronie przed armią. W wojnie tej zginęło około 75tys ludzi. Teraz już wiadomo, że Sri Lanka będzie jednolita a nie podzielona na dwa kraje.

Ogród Botaniczny w Kolombo. Sri Lanka.

Ogród Botaniczny w Kolombo. Sri Lanka.

Warto dodać, że ważną rolę w tej wojnie odgrywał “Wielki Brat Sri Lanki” – Indie, która przez dziesięciolecia zmieniała swoje nastawienie do Tamilskich Tygrysów, od trenowania tamilskich partyzantów i finansowania Tamilskich Tygrysów aż po otwarte poparcie dla lankijskiego rządu przeciwko Tygrysom. Najpierw Rajiv a potem jego córka Indira Gandhi popisali się wielką naiwnością polityczną i słabymi charakterami, co pogrążyło Sri Lankę na 26 lat i pewnie kolejne 26 na odbudowywanie ekonomii i infrastruktury w północnych regionach wyspy. W ten sposób klan Gandhich poprzez niszczenie partnera ekonomicznego na wyspie pomógł także zniszczyć ekonomię południowych Indii i zwiększyć ogromną już nędzę w Indiach.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan