Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Rejestracja
Dzięki rejestracji otrzymasz możliwość komentowania, używania avatara i otrzymywania powiadomień o nowych wpisach na stronie. Aby się zarejestrować kliknij w ten link.

Osoby nie chcące się rejestrować mogą komentować jako goście bez dodatkowych funkcji.

Logowanie

Nie pamiętasz hasła?

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Polityka prawdy
Wycieczki do Azji

Lewicowy “Szpieg-book”

Moje konto jest często blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Ponadto Facebook regularnie usuwa "likes" z prawicowych stron i zaniża je w wynikach wyszukiwania.

Facebook w teorii "pozwala" promować artykuły krytykujące propagandę homoseksualną i anty-imigrancką, lecz jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin w takich wpisach jest zamrażana.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę określa jako "mowę nienawiści", a zdrowy rozsądek jako "dyskryminację". Doszło nawet do tego, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, gdyż był on zbyt konserwatywny - czyli fachowo mówiąc, nie spełniał "standardów społeczności" Facebooka.

Dobrze się zastanów zanim dasz informacje o sobie na tym istotnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać "wrogów rewolucji", skoro istnieje urządzenie dzięki któremu ludzie sami powiedzą co zrobili, i nawet co będa robić. Facebook wie z kim jesteś powiązany; a jesli jesteś bardzo naiwny to zna też twoja rodzinę i rejestrację twojego samochodu. Dla wywiadu, Facebook to kraina spełnionych marzeń.

Facebook to kopalnia, która zamiast węgla wydobywa informacje o tobie, i zarabia pieniądze na twojej prywatności.

Tym z Państwa, którzy wątpią w "wolność słowa", radzę się nauczyć jak fałszować swój adres IP. Pierwsza zasada jest taka, że adres IP nie podróżuje razem z użytkownikiem, choć jest więcej sposobów. Jeśli ktoś jest "nietolerancyjnym rasistą", i chce napisać na FB że: Polacy są biali i tylko biali, że nie chce przerabiać Pałącu Kultury na minaret, oraz że odbyt został zaprojektowany tylko w celach toaletowych, wówczas lepiej jest taki komentarz dać poza swoim miejscem zamieszkania, gdyż jak czytałem, w przeciwnym wypadku: "dzielni mundurowi nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta promującego estremistyczny materiał". Na marginesie, to nie komunizm, ale "progresywna demokracja".

Ponadto Facebook jest zaprojektowany w taki sposób aby uzależniać. Jego szablon szybko wpada w oko, pozwala się on wyżalić w sprawach społecznych i politycznych, a ten kto czuje się samotny, ma swoją społeczność na FB, przez co nie czuje się już aż tak samotny. Użytkownik jest nagradzany i karany, więc stara się zaprezentować jak najlepiej w oczach swojej społeczności, oraz nieświadomie otwiera drzwi dla policji, wywiadu, oraz przed obcym konsulatem wydającym wizy. Papierosy też szkodzą, lecz ludzie ciągle palą. Z FB i z innymi portalami społecznościowymi jest jeszcze gorzej, gdyż w internecie ludzie promują fałszywy, udoskonalony obraz własnej rzeczywistości, za który chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość - na portalach społecznościowych.

Nie starajcie się promować udoskonalonego wizerunku samych siebie w internecie, gdyż gonicie nierealny sen, który może się okazać strasznym ciosem psychicznym, przy pierwszym brutalnym kontakcie z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę się nauczyć prac manualnych rozwijających myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), aby nie wyrosło nam pokolenie idiotów, których cały świat kończy się na głupim selfie i polubieniach na Facebooku.

Miejsce na reklamę




Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i zawsze doceniałem piękno oraz wartości naszej wspaniałej, Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Wyprawa do Uzbekistanu 2010

Napisał: Marcin Malik

Uzbekistan 2010 – relacja z wyprawy

Przebieg podróży: Samarkanda-Bukhara-Urgencz-Khiva-Nukus-Kungrad-Moynaq-Taszkient-Chimgan

Oprócz tego reportaż ten zawiera także wiele “relacji z drogi” i kilka ciekawych informacji praktycznych, opisów przyrody, moich zabawnych przygód i wielu innych.

Uzbekistan Centralny

Granica

Przekroczenie granicy poszło bezstresowo. Musiałem wypełnić dokładny formularz i odbyć konwersację o tym ile się zarabia w moim kraju ale było bez problemu.

Kilka słów o uzbeckiej walucie

Walutą Uzbekistanu jest sum czyli pieniądze tak tanie, że nawet papier toaletowy jest pewnie droższy. Najwyższym nominałem jest banknot 1000 sum wart około 70 pensów. Oznacza to, że wielokrotnie wymieniając np $50 czy $100 miałem prawie cały plecak pieniędzy. W Uzbekistanie nie jest więc trudno „zostać milionerem”. Lokalną walutę radzę kupować tylko na czarnym rynku gdyż kurs państwowy jest prawie dwa razy słabszy. (W tym momencie odzywają się moje wspomnienia z Birmy).

Uzbekistan – pieniądze tego kraju mają wartość papieru toaletowego. Nareszcie jestem “bogaty”.

Rejestracja

Ze wszystkich krajów Azji Centralnej Uzbekistan plasuje się bardzo wysoko pod względem biurokracji. Depresyjny proces otrzymania wizy opisałem w informacjach praktycznych dlatego tutaj opiszę tylko nonsens rejestracji turystów. Polega on na tym, że każdy turysta musi spać w hotelu, w którym zostanie mu wydany dowód rejestracji za każdą noc spędzoną w Uzbekistanie. Taki dokument jest podawany do informacji policji imigracyjnej zwanej OVIR. Gdyby ktoś chciał w tym kraju spędzić dwie lub trzy noce na pustyni to przy wyjeździe mógłby się gęsto tłumaczyć dlatego trzeba zbierać dowody rejestracyjne. Mi przy opuszczaniu kraju poszło łatwo lecz jeśli urzędnik jest znudzony może dokładnie policzyć kwity OVIR.

Na marginesie, biurokracja w Uzbekistanie to ciągle nic w porównianiu z tą w Turkmenistanie.

Transport z granicy do Samarkandy (48km)

Po wyjściu z przejścia granicznego czekało kilku taksówkarzy i kilka małych busików. Targowaliśmy się trochę ale w końcu udało nam się zapłacić normalną cenę. Poza tym taksówkarze byli trochę zawiedzeni, że jestem Polakiem bo Polacy kiepsko płacą. Jadąc przez szczere pola i małe zabudowania po około godzinie dotarliśmy do Samarkandy. Kierowca wysadził nas przed samym Registanem.

Samarkanda (perła Jedwabnego Szlaku)

(Historia, dobry i tani hotel, piękno Registanu oraz opis reszty wspaniałych zabytków Samarkandy)

Samarkanda jest jednym z najstarszych miast świata, które przez wieki bogaciło się z powodu swego strategicznego położenia. Znajdowało się ono na szlaku handlowym pomiędzy Chinami a Europą zwanym Jedwabnym Szlakiem. Dzięki temu Samarkanda została jednym z najwspanialszych miast Azji Centralnej. Niestety nie przetrwały żadne obiekty sprzed najazdów mongolskich lecz w XIV wieku władca o imieniu Timur ustanowił w Samarkandzie stolicę swojego imperium. Właśnie w tym okresie oraz po Timurze powstało najwięcej efektownych obiektów, które możemy dziś podziwiać a sławny w całym świecie Registan był centrum starożytnej Samarkandy. Dziś miasto to jest głównie zamieszkanie przez Tadżyków a rodowici Uzbekowie stanowią tu mniejszość.

W 2001 roku Unesco zaliczyło Samarkandę do Dziedzictwa Światowego Dobra Kulturowego.

Po przyjeździe od razu znalazłem hostel z widokiem na Registan. Uzbekistan, w porównianiu z całą resztą Azji Cenralnej słynie z dobrych hoteli oferujących B&B. Miałem pokój z łazienką tylko dla siebie za jedyne $9. Na tarasie znajdowały się drzewa oraz czajchany czyli wielkie drewniane łóżka z pokrywami i poduchami. Spędzałem tu wieczory rozmawiając z innymi podróżnikami, od czasu do czasu zabijając komary. Codziennie rano przynoszono mi śniadanie a potem szedłem zwiedzać piękną Samarkandę.

Oczywiście zacząłem od Registanu, który jest wizytówką miasta oraz jednym z najefektowniejszych pokazów architektury. Rozległe, majestatyczne budowle, kafelkowane mozaiki na medresach, kopułach i minaretach oraz bardzo dobrze wyważone przestrzenie połączone w jedną, wspaniałą całość. Registan („piaszczyste miejsce” po tadżycku) jest najznakomitszym zespołem zabytków w całej Azji Centralnej. Do zobaczenia jest tu wiele i myślę, że najlepiej odda to moja bogata galerie z tego kraju a w reportażu opiszę tylko kilka najciekawszych, głównych zabytków. Niestety sprzed okresu mongolskiego nie zachowało się nic a do tego przez stulecia tereny te były nawiedzane przez kilka trzęsień ziemi oraz okupację sowiecką, która z jednej strony ochraniała zabytki a z drugiej działała na niekorzyść. Mimo, że wiele z tych obiektów powstało w XV i XVII wieku nadal wszystkie stoją i mają się bardzo dobrze. Widać, że w Uzbekistanie przywiązuje się ogromną wagę do wszystkich tych obiektów gdyż prace restauracyjne trwają nieskończenie.

Gdy wyszedłem z hotelu rozciągnęła się przede mną wspaniała panorama Registanu. Bogactwo kształtów, mozaik i precyzji wykonania ujęła mnie z zachwytu. Teren dookoła jest oczywiście starannie pielęgnowany a ja wielokrotnie szedłem tą drogą aby nacieszyć się widokami. Gdy dotarłem do części głównej, miałem przed sobą plac oraz trzy wielkie medresy (z arabskiego medresa to teologiczna szkoła muzułmańska) czyli: Ulugbek Medressa,Sher Dor Medressa iTilla-Kari Medressa.

Piękno tego miejsca oczywiście mnie urzekło. Zapłaciłem cenę turysty czyli kilkanaście tysięcy somów co oznacza i tak tylko parę dolarów i poszedłem zwiedzać.

Ulugbek Medressajest pierwszą powstałą tutaj i ukończoną w 1420 roku jeszcze za życia Ulugbeka, który podobno uczył tu matematyki, astronomii, teologii i filozofii. Za jego czasów mieszkało tutaj około stu studentów. Zbudowanie tej medressy łącznie z ułożeniem pięknej mozaiki i wszystkich komnat i głównego placu zajęło tylko trzy lata. Sher Dor Medressa zwana także medressą lwa stoi naprzeciwko medressy Ulugbeka i została ukończona w 1636 roku. Jest ona bardzo charakterystyczna gdyż w rogach na górze są ułożone wielkie mozaiki przedstawiające dwa lwy, które wyglądają bardziej na tygrysy. Jest to dość sprzeczne z prawami islamu, które jest przeciwko umieszczaniu wizerunków żywych zwierząt. Ta medressa także składa się z paru komnat wewnętrznych i placu głównego choć gdy ja tu byłem nie była ona tak dobrze odrestaurowana jak dwie pozostałe. Ostatnim obiektem na placu głównym Registanu jest Tilla-Kari Medressa czyli ta , która jest pokryta złotem. Od wewnątrz nie wygląda ona atrakcyjniej niż dwie pozostałe lecz od środka muszę przyznać, że jest najpiękniejsza. Została ona ukończona w 1660 roku i ma bardzo przyjemny rynek a największą atrakcją tutaj jest bogato zdobiony meczet w niektórych miejscach pokryty złotem. Ma to symbolizować bogactwo Samarkandy w czasach gdy medressa ta była budowana. Największe wrażenie zrobił na mnie sufit meczetu, który jest płaski lecz od środka sprawia wrażenie kopuły. Dzieje się tak z powodu bardzo misternie wykonanego malunku, który daje takie złudzenie.

Dzisiejszy klejnot architektoniczny, którym bez wątpienia Registan jest, służy tylko atrakcjom turystycznym. Tam gdzie 600 lat temu spali i uczyli się studenci dziś znajdują się sklepy z pamiątkami. Na placach odbywają się udawane, tradycyjne uzbeckie śluby oraz kurasz czyli pokazy uzbeckich zapasów. Registan jest także piękny po zapadnięciu zmroku gdyż odbywają się tu pokazy oświetlania i dźwięków, które można obserwować za darmo z ławek poza głównym placem. Policjanci oferują także wejście na minarety skąd można obserwować całość z wysoka. Zazwyczaj chcą 7000 sum lecz mi udało się utargować na 4000. (Polecam mój krótki opis uzbeckiej waluty powyżej). Registan był piękny i wart każdej chwili. Powinien się on znaleźć u szczytu priorytetów podczas podróży po tym kraju.

Tego wieczora poszedłem też na wyborne i śmiesznie tanie szaszłyki to lokalnej restauracji. Przy płaceniu wyjąłem harmonię banknotów po 1000 sum co w przeliczeniu było tylko około $3. Obok znajduje się też internet o nazwie Batman lecz nie radzę tam nawet wchodzić. Miejsce samo w sobie jest przyzwoite lecz połączenie jest najwolniejsze na świecie. Zajęło mi 20 minut aby dostać się na stronę www. Wieczór w hotelu na tarasie spędziłem na rozmowie z innymi podróżnikami. Samarkanda coraz bardziej mi się podobała.

Następnego dnia poszedłem w stronę przeciwną do Registanu aby zobaczyć inne ciekawe obiekty. Przechodząc przez aleję drogich sklepów z pamiątkami dotarłem do ogromnego meczetu Bibi-Khanym. Został on ukończony tuż przed śmiercią Timura i z założenia musiał być klejnotem jego imperium.W tamtych czasach było to ogromne, architektoniczne wyzwanie gdyż sama brama miała 35m wysokości. Oczywiście brama główna jest także wykonana z charakterystym łukiem i jest cała pokryta mozaiką. Niestety po trzęsieniu ziemi w 1897 roku zawaliła się. Dziś można podziwiać pięknie zdobioną bramę głównę, kilka błękitnych kopuł oraz plac główny. Punktem charakterystycznym tutaj jest wielki, marmurowy koran, zamieszczony po środku placu. Tutaj oczywiście także sprzedawano pamiątki. Słabym punktem meczetu były wielkie, puste, gołe ściany ogromnych komnat, które były zdesperowane na kompletny remont. Na przeciwko meczetu Bibi-Khanym stoi XIV wieczne mauzoleum Bibi-Khanym, które jest małe i zbudowane z beżowej cegły. Było to kolejne ciekawe doświadczenie. Następnie poszedłem na lokalny bazar, który znajduje się zaraz koło meczetu Bibi-Khanym. Było tu mnóstwo owoców, wielkich okrągłych chlebów i ciast oraz gotowych sałatek. Nawiązałem też dobry kontakt z ludźmi co były łatwe gdyż Uzbecy i Tadżykowie są zawsze bardzo przyjaźni.

Kolejnym bardzo ciekawym obiektem, który odwiedziłem był mały meczet Hazrat-Hyzr z VIII wieku, który leży po drugiej stronie drogi od bazaru, na wzgórzu. Został on niestety zrównany z ziemią przez Czyngis Chana w XIII wieku a odbudowany został dopiero w 1854 roku. W latach 90-tych XX wieku był ładnie odrestaurowany i do dziś zachował swoją świetność. Cały obiekt jest ładnie pomalowany, ma krótki minaret oraz rzeźbione filary, będące częścią charakterystyczą tego meczetu. Radzę też tu zwrócić uwagę na sufit oraz na zdjęcie z XIX wieku, przedstawiające cały obiekt w tamtych czasach. Podobało mi się też bardzo jego nadzwyczaj dogodne położenie. Z tarasu bowiem jest bardzo dobry widok na meczet Bibi-Khanym a z drugiej strony widać Shah-i-Zinda oraz Afrosiab po wejściu na minaret. Obok meczetu znajduje się cmentarz. Ogółem, na prawdę warto!!!

Idąc dalej w kierunku antycznego Afrosiabu dotarłem do jednego z najpiękniejszych obiektów Samarkandy czyli do Shah-i-Zinda, pochodzącego z XIV wieku. Shah-i-Zinda to w tłumaczeniu „Grobowiec Żywego Króla”, który jest miejscem spoczynku kuzyna Proroka Mohameda, który przywiódł islam na te ziemie w VII wieku. Potem powstawały też inne grobowce, najczęściej rodziny Timura i Ulugbeka. Opisując jaśniej Shah-i-Zinda to aleja mozaikowych, zdobionych mauzoleów. „Grobowiec Żywego Króla” i wielu innych osób, to istne dzieło architektury a sztuka mozaikowa (najczęściej na kolor niebieski) jest najwyższej jakości. Shah-i-Zinda był kolejnym wspaniałym doświadczeniem lecz tak jak w przypadku innych obiektów, osobom, które tu nie były polecam moją bardzo bogatą galerię zdjęć. Dopiero wtedy będą mogły one zrozumieć i docenić tę sztukę.

Ostatnim punktem zwiedzania tego dnia był antyczny Afrosiab, na który składa się wiele obiektów i parę muzeów. Opiszę tylko niektóre z nich, te najciekawsze. Myślę, że najciekawszym obiektem jest tutaj 30m Obserwatorium Ulugbeka, które Ulugbek zbudował w 1420 roku w celu obserwacji położenia gwiazd. Na marginesie, Ulugbek był bardziej sławny jako astronom niż jako władca. Dla niewtajemniczonych w astronomię powiem, że to zabytkowe obserwatorium wygląda jak korytarz kierujący się łukiem do dołu. Obok jest także małe muzeum, które przypomina kim był Ulugbek oraz posiada kilka wykopalisk z antycznego miasta Afrosiab. Głównie jest to ceramika i inne pozostałości wydobyte z ruin tego miasta.

Następnie wróciłem tą samą drogą do hotelu, jeszcze raz wstępując na bazar i dokładnie przyglądając się zwiedzanym wcześniej obiektom. Przy okazji po raz kolejny poszedłem na wyborne szaszłyki i deser lodowy. Było pięknie i bardzo tanio.

Mojego ostatniego dnia wybrałem się w inną stronę Samarkandy aby zobaczyć kolejne, ciekawe obiekty. Najpierw jeszcze raz miałem przyjemność przechodzić przez wspaniały Registan a potem idąc główną drogą zobaczyłem przed sobą Mauzoleum Rukhobod, które jest najstarszym obiektem w mieście. Pochodzi on z 1380 roku, jest jasno beżowego koloru i ma charakterystyczną kopułę na szczycie. Dziś służy on jako sklep z pamiątkami i jak na swoje lata trzyma się bardzo dobrze. Za mauzoleum był plac oraz ogrodzenie wykończone łukami a za nim rynek z wieloma sklepami gdzie sprzedawano pamiątki. Wkrótce potem ukazał się przede mną kolejny wspaniały zabytek czyli Mauzoleum Guri Amir. Strażnik powiedział mi jednak, że dziś obiekt ten nazywa się Mauzoleum Amir Timur, co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę historię tego miejsca oraz ówczesnego władcę imperium czyli właśnie Amira Timura. Z mauzoleum tym jest oczywiście związana pewna historia i także legenda dotycząca Amira Timura, Ulugbeka i ich rodzin gdyż wewnątrz znajdują się właśnie ich groby. Amir Timur ma osobne mauzoleum w miejscu swojego urodzenia czyli w Szakrisabz. Cały obiekt jest oczywiście bardzo ciekawy i piękny. Punktem centralnym jest tutaj wysoka, łukowata brama a nad nią jest umieszczona azurowa, wykafelkowana kopuła. Jest także obłożony kafelkami minaret na wysokość kopuły, tworząc ładną mozaikę. Z przodu obiekt ten wygląda bardzo atrakcyjnie lecz z tyłu potrzebne są długie prace restauracyjne gdyż są tam tylko gołe ściany. W środku znajdują się grobowce władców i ich nauczycieli. Za mauzoleum Amir Timur znajduje się mniejszy obiekt zwany Ak-Saray Mauzoleum. Ten jest także ciekawy choć leży na uboczu. Ma beżowy kolor i kopułę jak zwykle. Gdy ja tu byłem był ogrodzony bramą lecz za parę tysięcy sum wartownik wpuścił mnie do środka. Ten obiekt także polecam i choćby po to aby można było podziwiać misternie wykonaną mozaikę kafelkową.

To były już właściwie wszystkie budowle, które widziałem w Samarkandzie i największe wrażenie zrobił na mnie oczywiście Registan oraz Mauzoleum Shah-i-Zinda.

W Samarkandzie jest wiele innych starych meczetów i muzeów, głównie poświęconych islamowi, także czułem że to co już widziałem mi wystarczyło. Ciągle można tu też znaleźć „pamiątki” związane z Sowietami lecz jest ich już coraz mniej. Jako obiekty historyczne Registan i jego najbliższe otoczenie mają dla mnie ogromną turystyczną i edukacyjną wartość choć z drugiej strony na pewno nie jestem fanem islamu i na pewno nie chciałbym go mieć w Europie. Jeszcze raz podkreślam; Registan jako zespół historycznych obiektów był cudowny!!!

Po wyjściu z Mauzoleum Amir Timur poszedłem przez ogród i dostałem się na skrzyżowanie gdzie stał duży pomnik Amira Timura. Następnie przeszedłem przez ładnie podświetlony zielony teren, skręciłem w prawo i dotarłem do Parku Navoi. Było to ciche, przyjemne miejsce, które jest popularnym miejscem spotkań rodzin z dziećmi. Wieczór spędziłem na szaszłykach a potem w moim ładnym hostelu gdzie siedziałem do późna i rozmawiałem z innymi podróżnikami.

Jeśli ktoś podróżuje tylko po Tadżykistanie to na prawdę warto zawrócić sobie głowę aby wyrobić uzbecką wizę i przyjechać do Samarkandy choć na dwa dni. Będzie to niezapomniane przeżycie.

Informacja o wyjeździe z Samarkandy

Ta mała porcja informacji praktycznych z pewnością pomoże przyszłym podróżnikom. Wyjeżdżając z Samarkandy najczęściej następnym celem jest Bukhara lub Khiva, a tym którym bardzo się śpieszy Taszkient. Otóż bardzo dogodny jest autobus Samarkanda-Bukhara lecz pociąg Samarkanda-Bukhara nie istnieje. Polecam jednak pociąg Samarkanda-Khiva, który trzeba rezerwować wcześniej. Na tym dystasie autobus byłby męczarnią. Dystans Samarkanda-Taszkient polecam pociągiem choć autobus też nie jest zły.

Jazda do Bukhary

Następnego dnia z okolic Obserwatorium Ulugbeka wziąłem autobus do Bukhary za jedyne 6000 sum czyli około £2,5. Niestety po drodze, około godziny jazdy za miasteczkiem Navoi autobus się zepsuł i dalszą drogę wszyscy pasażerowie odbyli ściśnięci jak sardynki w małym busiku. Jechaliśmy przez pola bawełny około 45 minut aż w końcu dotarliśmy do Bukhary.

Bukhara (“najświętsze miasto Azji Centralnej”)

(Opis zabytków miasta, sztuki i atmosfery tu panującej)

Bukhara jest kolejnym bogatym historycznie i architektonicznie miastem na byłym Jedwabnym Szlaku. Stare miasto jest dziś przepełnione budynkami sakralnymi i świeckimi, które mają nawet tysiąc lat i nie wiele się zmieniły od około 200 lat. Rząd Uzbekistanu zainwestował mnóstwo pieniędzy w odrestaurowanie Bukhary co daje poczucie „uroczego ciężaru piękna histori”i (moje własne sformułowanie na marginesie). Z miastem jest związana bardzo bogata historia, zaczynając od IX i X wieku gdy Bukhara była stolicą dynastii Samanidów. Wkład w rozkwit miasta miało oczywiście położenie handlowe na Jedwabnym Szlaku lecz także znani perscy poeci, naukowcy i filozofowie. Potem przyszedł czas na Czyngis Chana i na Bolszewików. Dziś Bukhara jest architektonicznym widowiskiem oraz jedną z najbardziej interesujących atrakcji turystyczno-kulturowych. Dzięki temu turystyka jest tu bardzo dobrze rozwinięta co widać po tanich lecz bardzo dobrych hostelach B&B. Ja za swój ładny pokój z prysznicem, uzbecką i turkmeńską telewizją oraz dobrym śniadaniem zapłaciłem tylko $10. Oczywiście w samym centrum.

Pierwszym i zarazem bardzo spokojnym i pięknym miejscem jakie zobaczyłem był Lyabi-Hauz czyli miejsce nad akwenem wodnym otoczone zabytkowymi obiektami. Jest to jedno z najpopularniejszych miejsc w Bukharze, otoczone restauracjami na świeżym powietrzu i sklepami mieszczącymi się w zabytkowych medressach, choć z drugiej strony całe stare miasto Bukhary jest wielkim sklepem. Zaprosiłem się tu kilka razy na pyszny obiad. Raz były to szaszłyki baranie a innym plov lecz doradzę tu podróżnikom, że im bliżej basenu tym drożej. Od strony wschodniej znajduje się pomnik „mądrego głupca” Huja Nasruddin mającego związek z lokalnymi legendami. Za nim znajduje się Medressa Nadir Divanbegi, która początkowa była zbudowana jako szkoła lecz w 1622 roku została medressą. Ja ten obiekt nazywam obiektem pawii, gdyż w centralnym punkcie znajduje się piękna mozaika dwóch pawii lecących w stronę słońca. Po przeciwnej stronie basenu (zachodniej) znajduje się obiekt Nadir Divanbeg Khanaka z XVII wieku. Od zewnątrz medressa ta jest także piękna choć nie tak ujmująca jak poprzednia. Tutaj także znajduje się wspaniale wykonana kafelkowa mozaika lecz nie ma zwierząt, które ja bardzo lubię. Na uwagę zasługują tu misternie wykończone sufity oraz oczywiście galeria sztuki mieszcząca się w środku. Po stronie północnej znajduje się Medressa Kukeldash, zbudowana za czasów Abdullaha II. W tamtych czasach była to największa szkoła islamska w Azji Centralnej. Tutaj także znajduje się typowa dla tego rodzaju architektury brama z mozaiką a w środku wspaniałe sufity i sprzedawcy pamiątek. Inną bardzo przyjemną rzeczą w tym obiekcie był ładny ogród znajdujący się na dziedzińcu. Zaznaczam, żeby za każdym razem zwracać bacznie uwagę na sufity.

Potem udałem się w kierunku bogato zaopatrzonych bazarów Taqi-Sarrafon iTaqi-Telpak Furushon. Nie są to jednak byle jakie bazary gdyż znajdują się pod budowlami zbudowanymi nawet w IX wieku. Mają one kształty małych meczetów i wypełnione są sklepikami z uzbecką sztuką, małymi szkatułami, jedwabnymi dywanami, zdobioną zastawą stołową i wielu innymi przyciągającymi uwagę rzeczami. W tym miejscu znajdował się kiedyś stary bazar przypraw choć archeologowie znaleźli tu także elementy świątyni z V wieku. Te dwa stosunkowo niewielkie obiekty i teren pomiędzy nimi zajął mi kilka godzin. Jest to także część do której chętnie się wraca gdyż tak wielki jest przepych towaru.

Nieco dalej znajdował się obszar Taqi-Zargaron. Dodam na marginesie, że wyżej wymienione bazary nie są jedynymi w starej Bukharze gdyż bazary tutaj ciągną się bez przerwy. W tej części na uwagę na pewno zasługuje Medresa Ulugbeka zbudowana w 1417 roku, która jest jedną z trzech zbudowanych przez niego oraz najstarszą w Azji Centralnej. Obiekt ten nie jest odrestaurowany dlatego choć widać niebieskie kafelki na niej, często ich brakuje. Znajduje się tutaj małe muzeum oraz „główna siedziba” gołębi. Po stronie przeciwnej znajduje się Medresa Abdul Aziz Khan z XVI wieku, w której mieszczą się sklepy z pamiątkami. Została ona zbudowana chyba głównie po to aby przewyższyć rozmiarem i bogactwem wykonania medresę Ulugbeka. Znajduje się tu pokój modlitw gdzie warto zajrzeć z powodu muzeum rzeźbiarstwa. Ta medresa jest także nieodrestaurowana przez co z pozoru nie wygląda tak atrakcyjnie jak te z Lyabi-Hauz lecz jest także bardzo ciekawa.

Tego dnia zaszedłem tylko do tego miejsca. Potem poszedłem oglądać uzbeckie obrazy i parę z nich kupiłem oraz byłem na samsach czyli pierogach baranich, bardzo popularnych w całej Azji Centralnej. Posiedziałem także nad stawem w Lyabi-Hauz, który po zmroku jest ładnie oświetlony, a potem wróciłem do mojego ładnego pokoiku.

Następnego dnia poszedłem w okolicę Minaretu Kalon z 1127 roku. Gdy został zbudowany był to najwyższy budynek w Azji Centralnej. Do dziś jest to robiąca wrażenie budowla gdyż ma 47m wysokości i średnicę 10m u podstawy wliczając w to technologię przeciwko trzęsnieniom ziemi. Można ten minaret podziwiać z zewnątrz oraz dostać się na sam szczyt po 105 wewnętrznych schodach. Minaret ten jest też jedną z bardzo niewielu budowli, która przetrwała najazdy mongolskie, dlatego że Czyngis Chan rozkazał go nie burzyć. Obok znajduje się Meczet Kalon z XVI wieku, mogący pomieścić 10 tysięcy ludzi. Wejście było typowe dla tamtego okresu (łuk, robota kafelkowa) a w środku znajdował się wielki plac i zadaszone terytorium z interesującymi sufitami i łukami. Na przeciwko znajdowała się jedna z najefektowniejszych budowli w Bukharze czyli Meczet Mir-i-Arab-Medressa. Wejściem są tu ogromne wrota w tradycyjnym stylu (łuk, robota kafelkowa) a na szczycie wznoszą się wielkie, błękitne kopuły. Niedaleko znajduje się też bazar z biżuterią oraz parę piekarni gdzie za jedyne 1000 somów można kupić samsę. Warto jest dodać, że około 100m stąd znajduje się też toaleta czyli kucana dziura w ziemi z ogrodzeniem.

Kawałek dalej znajdowała się Arka czyli największa i najstarsza budowla w Bukharze, pochodząca z V wieku. W zasadzie jest to antyczne, królewskie miasto w mieście, które było zamieszkane od V wieku do 1920 roku gdy było niestety zbombardowane przez armię czerwoną. W środku około 80% to ruiny choć znajduje się tu kilka muzeów oraz wiele stoisk z pamiątkami. Ze szczytu Arki można podziwiać piękny widok na Bukharę, w tym na Minaret Kalon. Jak to jednak zawsze bywa w Uzbekistanie, trzeba „dać w łapę” milicjantowi aby pozwolił wejść na taras widokowy. Na zewnątrz Arki znajduje się wielki plac o nazwie Registan, który długo służył jako ulubione miejsce egzekucji. Niedaleko znajdował się też bardzo interesujący i nietypowy Meczet Bolo-Hauz zbudowany w 1718 roku. Cechami charakterystycznymi są tu  rzeźbione filary, akwen wodny oraz wieża wodna wyglądająca na kolejny minaret. Została ona zbudowana przez Rosjan w 1927, ma 33m i można na nią wejść pod warunkiem, że znowu „damy w łapę”. Cały obiekt jest bardzo przyjemny a woda koło niego relaksuje. Potem poszedłem do Parku Samani, który jest przyjemnym miejscem do spacerów choć sam w sobie nie jest zachwycający. Na bezwględna uwagę zasługuje tutaj jednak Mauzoleum Ismail Samani ukończone w 905 roku. Oznacza to, że budowla ta, o ścianach grubych na dwa metry jest najstarszym islamskim obiektem. Mauzoleum to wygląda bardzo masywnie, jest beżowego koloru, ma kopułę na dachu i ciekawe wzory na ścianach ułożone z cegieł. Kawałek dalej znajduje się Mauzoleum Chashma Ayub budowane pomiędzy XII a XVI wiekiem. W środku można pić ze źródła. Niestety ten obiekt nie wygląda na stary gdyż wstawiono szklane ściany. Za parkiem znajdują się jeszcze mury miasta Shaybanidu. Niedaleko parku znajduje się jeszcze wiele meczetów i innych obiektów lecz po dwóch dniach patrzenia na nie miałem już trochę dość. Poszedłem więc do fryzjera, którego sklep znajdował się i tak w jednej z madras. Były to ogromne budynki, z wielkimi wykafelkowanymi bramami, o pięknych sufitach, łukach i dziedzińcach. W jednej z nich znajdował się fryzjer a w drugiej sklepy z pamiątkami. Były to medresy Abdulla Khan i Modari Khan. Potem zatrzymywałem się na plov i samsę oraz spędziłem wiele godzin na podziwianiu miejscowej sztuki i dywanów. Zamieniłem też $100 dolarów na lokalną walutę (sumy) i dostałem stos banknotów.

Po zwiedzaniu zmierzałem wolno w stronę hotelu co zajęło mi następne pół dnia gdyż nie mogłem się oderwać od lokalnej sztuki.

Zaraz przed wyjazdem z Bukhary poszedłem do obiektu, który był chyba moim ulubionym. Z dala od zgiełku turystów, pomiędzy ulicą Puszkina i Hoja Nurabad, znajdował się Charminar zbudowany w 1807 roku. Dostałem się tam idąc poprzez wąskie uliczki pełne domów obłożonych słomą i gliną. Charminar to mały i bardzo fotogeniczny obiekt, który po tadżycku oznacza „cztery minarety”, mimo że są to tylko cztery wieże ozdobne o błękitnych kopułach. W środku Charminara znajdował się sklep z pamiątkami a za dodatkową opłatą można było wejść na górę. Wielką atrakcją byli tu ludzie wypiekający samsy w swoim piecu za jedyne 1000 sum.

Bukhara była piękna i bezwględnie polecam. Jest to jedno z najpiękniejszych miast na Jedwabnym Szlaku, a byłem już w wielu.

Khorezm

Droga z Bukhary do Khivy (485 km)

(Opis jazdy przez pystnię Kyzyl-Kum, szaszłyki na pustyni, Urgencz, bardzo wolny trolejbus do Khivy)

W Bukharze miałem wiele drogich propozycji transportu od taksówkarzy lecz na szczęście podjechał średniej wielkości autobus gdzie było dużo miejsca, mało ludzi i niska cena (25000 sum). Droga ta była inna niż to co widziałem do tej pory. Jechaliśmy przez pustynię Kyzyl-Kum i dlatego po obu stronach drogi obserwowałem płaski horyzont. Kilka razy musieliśmy zwalniać gdyż po burzy piaskowej nasza dziurawa droga była częściowo zasypana. Po drodze mieliśmy już tradycyjnie kontrolę milicyjną a raz zatrzymaliśmy się też w restauracji na pustyni. Myślę, że każdy kto jedzie z Bukhary do Khivy zatrzyma się w tym popularnym miejscu. Podają tu bardzo dobre szaszłyki a na deser winogrona. Potem jechaliśmy przez jakiś czas blisko granicy z Turkmenistanem oraz wzdłuż rzeki Amu-Daria. Droga była bardzo długa i męcząca gdyż trasa była w fatalnym stanie. Po około 11h dotarliśmy do bardzo nieciekawego, posowieckiego miasta Urgencz, które jest bazą przesiadkową w drodze do Khivy i także stolicą prowincji Khorezm. Wsiadłem tutaj do najwolniejszego trolejbusa na świecie i dystans 35km pokonałem w 1,5h. W końcu już o zmroku, zmęczony i  znudzony tym dniem dostałem się do Khivy.

Khiva (antyczna architektura w sercu pustyni)

(Opis piękna architektury jednej z pereł Jedwabnego Szlaku, spotkanie z miejscowym artystą i opis miejscowej sztuki)

Nie wiadomo dokładnego okresu w którym Khiva powstała lecz ten jeden z większych miejsc handlu niewolnikami istniał już w VIII wieku. Dziś jest to wielka atrakcja turystyczna po Jedwabnym Szlaku, przepełniona madresami, meczetami i minaretami z wielu wieków wstecz. Khiva to także znakomite miejsce na podziwianie miejscowej sztuki oraz na kupno wspaniałych czapek, dywanów i skarpet z koziej wełny.

Gdy tylko przyjechałem od razu mnie odebrał nieznajomy miejscowy i zaproponował miejsce w hostelu za $10. Na całe szczęście nie było miejsca dlatego przespałem się w pokoju dziennym na podłodze za $5. Tego wieczora poszedłem jeszcze na kolację oraz spędziłem czas z miejscowymi przy herbacie. Miałem też bardzo dobry widok na ładnie podświetlone, stare miasto Khivy.

Całe antyczne miasto znajduje się za glinianym, warownym murem i aby przejść po jego 2,5km części oraz aby wejść na teren antycznego miasta nie potrzeba kupować żadnego biletu. Bilet potrzebny jest tylko po to aby wejść do wielu muzeów rozsianych po mieście. Jeżeli napotkany milicjant będzie chciał więc naciągnąć turystów, nie należy w to wierzyć.

Antyczne miasto Khiva było piękne i warte każdej chwili zwiedzania oraz długiej drogi przez pustynię. W reportażu swym nie będę jednak wymieniał wszystkich zabytków a jedynie z grubsza opiszę główne obiekty, których i tak będzie sporo.Głównym wejściem jest brama Ichon-Qala, która jest jednocześnie najbardziej efektowna ze wszystkich. Zaraz po lewo znajduje się Arka Khuna, budowana od XII do XVII wieku. Tutaj znajdowały się harem, arsenał, meczet, więzienie i baraki Chana. Obiekty wewnątrz są bardzo ciekawie ozdobione gdyż tak jak wcześniej znajduje się tu misternie wykonana robota kafelkowa oraz rzeźbione filary. Na przykład stare więzienie Zindon jest pokazem łańcuchów, broni oraz obrazów przedstawiających ludzi zrzuconych z minaretów. Niepodal znajduje się też Meczet Letni, pełen wspaniałych malunków i ozdobiony błękitno-białą mozaiką kafelków. Na uwagę zasługuje także Sala Tronowa gdzie Chanowie wydawali wyroki, choć pewnie rzadko sprawiedliwe.  To miejsce jest szczególnie piękne ze względu na mozaikę z kafelków oraz pomysłowo rzeźbione filary. Na uwagę zasługuje tu także piękny sufit. Zaraz obok znajduje się Oq Shihbobo Bastion czyli szereg glinianych schodów po których  wchodzi się na samą górę za dodatkową opłatą. Zwłaszcza to miejsce bardzo polecam gdyż widoki z góry są wspaniałe. Tutaj widać najlepiej piękno Khivy i uważam, że tą architektoniczną panoramę należy koniecznie zobaczyć.

Zaraz po wejściu przez główną bramę Ichon-Qala znajduje się jedna z najlepiej znanych budowli czyli Minaret Kalta Minor. Ten gruby i perfekcyjnie zdobiony minaret był zaczęty w 1851 roku i nigdy nie został dokończony, gdyż Chan który go kazał zbudować umarł 4 lata później. Tak czy inaczej jest wspaniały „kawał” sztuki. Obok znajduje się Mauzoleum Sayid Alauddin pochodzący z 1310 roku. Jest to mały, nieozdobiony obiekt lecz wart uwagi, choćby dlatego, że ma ponad 700 lat. Obok znajdują się Muzeum Muzyki oraz Medresa Qozi-Kalon. Jest to osadzona na uboczu, beżowa budowla z małymi, beżowymi kopułami oraz dwoma błękitnymi, kafelkowanymi kopułami na szczycie. Także zaraz po wejściu przez główną bramę znajduje się bazar, który ciągnie się gdziekolwiek nie poszedłem. Znajduje się tu wiele pięknych towarów takich jak obrazy oraz śmieszne karykatury, czapki z baraniej wełny, skarpety uzbeckie, kafelki, biżuteria i wiele innych. Myślę, że na zabytki potrzeba jednego dnia a na zakupy drugiego.

Niedaleko od innych opisanych przeze mnie obiektów znajduje się także Medresa Mohammed Rakhim Khan z XIX wieku czyli pusty plac, który był kiedyś ulubionym miejscem egzekucji. Jest to kolejny ładnie zdobiony obiekt nazwany imieniem Chana, który poddał się Rosji w 1873 roku, uniezależniając Khivę i tak na dłużej niż Bukharę. Na zewnątrz zawsze stoi wielbłąd na którym można pojeżdzić lub któremu można zrobić zdjęcia. Innym obiektem jest Pałac Tosh-Hovli czyli innymisłowy „kamienny dom”. Obiekt ten posiada jedne z najlepiej wykonanych ozdób takich jak: rzeźbione kamienie i drzewo oraz mozaika ułożona z kafelków. Ma on ponad 150 pokoi i duży dziedziniec. Ważnym budynkiem jest także Medresa Islom-Hoja oraz minaret. Są to najnowsze obiekty w Khivie a sam minaret jest najwyższy w Uzbekistanie gdyż ma aż 57m wysokości. Jest to okafelkowany, turkusowy budynek na który można wejść za dodatkową opłatą. Zazwyczaj jest to 5000 sum. W medresie obok znajduje się także najlepsze muzeum w Khivie poświęcone lokalnym wyrobom regionu Khorezm. Znajduje się tu biżuteria, uzbeckie i turkmeńskie dywany i wiele innych. Niedaleko znajduje się też Mauzoleum Pahlavon Mahmud zbudowane w 1326 roku i przebudowane w XIX wieku. Jest to przyjemne, zaciszne miejsce z błękitną kopułą na szczycie. Mauzoleum to zostało zbudowane na cześć poety, filozofa i zapaśnika, który został świętym patronem Khivy. Dookoła jest oczywiście wiele stoisk z lokalnymi wyrobami. Poza tym za murami antycznego miasta znajduje się Pałac Isfandiyar, który także jest ciekawym doświadczeniem (jeśli ktoś ma ciągle siłę na dalsze zwiedzanie). Za murami miasta znajduje się też wiele sklepów, pracowni gdzie ręcznie są wyrabiane dywany, domy mieszkalne z płotami z gliny oraz cisza z dala od turystów. To także jest warte zobaczenia.

Tego samego dnia wieczorem miałem bardzo interesujące spotkanie z artystą z Samarkandy, który przyjechał do Khivy z torbą pełną swoich rysunków. Wyjaśnił mi na czym polega jego sztuka, dlaczego maluje z profilu i od czego zależy cena. Powiedział abym zawsze zwracał uwagę na szczegóły czyli na przykład jeśli obraz przedstawia mężczyznę grającego na flecie, ważne jest ile jest ozdób na jego szacie i ile jest jabłek namalowanych na jabłoni, choć szczegółów można namalować mnóstwo. Poszliśmy razem na kolację i rozmawialiśmy o życiu w Uzbekistanie przy zielonej herbacie. Nazajutrz dostałem śniadanie w hostelu a potem opuściłem piękną, wspaniałą Khivę.

Karakalpakstan

Droga z Khivy do Nukus (196km)

Transport ten byłby bardzo trudny gdybym chciał pojechać autobusami, czyli najpierw do Urgencz a potem do Nukus. Trwałoby to pewnie cały dzień lecz miałem ogromne szczęście. Załatwiłem z hostelu dzieloną taksówkę z Japończykami i po około dwóch godzinach byłem już w Nukus. Jazda ta przebiegała przez dalszą część pustyni Kyzyl-Kum, niedaleko granicy z Turkmenistanem. Humory zepsuła nam tylko kontrola milicyjna.

Nukus

(Muzeum Savitskiego, tragiczne wesołe miasteczko, kolejna tragedia czyli nieczynna fontanna, biedne dzieci i bloki z płyt, wesoły bazar)

Dla wielu do stolicy Karakalpakstanu nie jest się łatwo dostać. Zaraz po przyjeździe weszliśmy do hotelu gdzie spałem w jurcie za jedyne $8 za noc.

Nukus to spokojne, przepełnione posowiecką architekturą i drzewami miasto. Warto tu przyjechać przede wszystkim z powodu najlepszego muzeum w całej Azji Centralnej. Jest to Savitsky Muzeum gdzie większość eksponatów zostało przywiezionych przez artystę i etnografa Igora Savitskiego. Muzeum to zostało otwarte w 2002 roku i gromadzi jedne z największych eksponatów sztuki byłego Związku Radzieckiego. Jest tu także wiele obrazów, które nie spełniały norm socrealizmu i dlatego nie można ich było oficjalnie pokazywać. Na szczęście z „daleka od wszystkiego” znalazły tu schronienie i można je tu dziś oglądać. Muzeum to posiada ogromną wystawę etnograficzną będącą pokazem materiałów, dywanów, dzbanów i biżuterii Karakalpakstanu a na drugim piętrze jest też wiele motywów sowieckich oraz bardzo ciekawe rzeźby, także erotyczne. W muzeum tym eksponaty dość często są zmieniane dlatego można tu przyjść wiele razy i za każdym razem zobaczyć inną wystawę. Fotografowanie tutaj jest zabronione.

Potem pochodziłem po mieście. Zaraz za muzeum znajdowało się wesołe miasteczko, które było tragiczne w swym wyrazie. Stare, odrapane z farb karuzele ustawione na betonowym placu powodowały, że dzieciom chciało się raczej płakać. Potem idąc przez prawie puste ulice dotarłem do jeszcze bardziej tragicznego miejsca. Było to wielki, betonowy plac, na którego środku stała nieczynna fontanna z powyrywanymi bryłami marmuru. Do tego czułem pod klapkami rozbite szkła gdyż młodzież ostro tu piła. Byłem dla napotkanych tu dzieci swoistą sensacją gdyż nie często się trafia gość na takim zadupiu. Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć na tle długich bloków z betonowych płyt i było bardzo miło lecz niestety tragicznie.

Bardzo mi się tu jednak podobał miejscowy bazar. Był on świetnie zaopatrzony a do tego nawiązałem wiele kontaktów z ludźmi. Dawali się chętnie fotografować i byli ciekawi skąd byłem i po co tu przyjechałem. Innym walorem tego brudnego a zarazem komicznego miejsca były niezwykle konkurecyjne ceny. Potem wracałem tu jeszcze kilka razy.

W Nukus spędziłem parę dni, zwłaszcza że była to baza wypadowa do Morza Aralskiego. W miejscowym hotelu spędziłem wiele wieczorów na rozmowie z innymi Europejczykami, głównie omawiając politykę. Następnie po zielonej herbacie i winogronach szedłem spać do jurty. Turystom, którzy zdołali dotrzeć do Nukus radzę też spróbować specjałów z bazaru i obowiązkowo szaszłyków baranich.

Na marginesie, jak wspomniałem spędziłem tu parę dni lecz także z powodu braku biletów na pociąg w jakimkolwiek kierunku.

Droga z Nukus do Moynaq (210km)

(Jazda zapakowanym po brzegi busikiem przez pustynię, wesoła dziura o nazwie Kungrad, dzikie wielbłądy na drodze)

Spod bazaru z Nukus udało mi się złapać lokalnego busika do dworca pociągowego. Stamtąd wziąłem kolejny busik za jedyne 6000 sum do Kungrad. Kungrad to jedynie nieciekawa baza przesiadkowa lecz mi bardzo się podobała. Znajdował się tu dobry bazar warzywno-chlebowy choć w zasadzie było tu wszystko. Pięknym widokiem były tu też osiołki, które pomagały w pracy. Chwaliłem też sobie piece do wypiekania samsy, które serwowano za jedyne 1000 sum. Były one zarówno z mięsem jak i z dynią. Ludzie także byli mili i bardzo chętni do rozmowy. Siadałem z nimi na ziemi i wtaki sposób upływał mi dzień. Po wyjściu z bazaru położyłem się na czajchanie (drewniana platforma z poduchami) przed knajpą i podano mi i moim towarzyszom podróży z Japonii zieloną herbatę i kilka jajek. Ból głowy sprawiał nam tylko pewien pijak ale poprzez cierpliwość i wyrozumiałość dałem sobie radę. Po mile spędzonym czasie w wiosce Kungrad wytargowałem cenę za dzieloną taksówkę i pojechaliśmy przez pustynię do wsi Moynaq. Po drodze zatrzymały nas dzikie wielbłądy co także było bardzo miłą cześcią mojej podróży.

Moynaq

(Katastrofa Morza Aralskiego i statki na pustyni)

Zanim przejdę do opisywania tego bardzo specjalnego miejsca, chcę tu także polecić mój reportaż o Aralsku (Kazachstan) gdzie byłem parę miesięcy wcześniej. Zarówno Moynaq jak i Arlask łączy ta sama tragedia. Jest to tragedia Morza Aralskiego.

Gdy przyjechaliśmy do Moynaq, jasne było, że nie ma tu wielu atrakcji. Jest to słabo zaludniona wioska z klikoma ulicami na pustyni Kyzyl-Kum, w dalekim Karakalpakstanie. Wiatr unosił tumany kurzu a mężczyzna z podczarniałymi od papierosów zębami wskazał mi drogę do cmentarzyska zardzewiałych kutrów. Reasumując podobało mi się gdyż było to dokładnie tego rodzaju miejsce, którego szukam w swych wyprawach. Po krótkiej namowie kierowca zgodził się podwieźć nas do miejsca gdzie stał pomnik i wyjaśnienie historii tragedii Morza Aralskiego a na pustyni obok był widok na osiadłe kutry rybackie. Katastrofa ekologiczna jeziora aralskiego była na tyle ogromna, że niegdyś Moynaq było jednym z głównym portów rybackich a dziś wioska ta leży 150km od brzegu. W latach 80-tych próbowano załagodzić szkody otwierając kanały do byłego brzegu lecz nie udało się. Dziś przy wjeździe do Moynaq znajdują się małe jeziora jako dowód tych prób. Także, przy wjeździe do wioski jest tablica z napisem Moynaq i z rybą co także jest tragiczne bo morza już dawno nie ma. Wracając do miejsca do którego podwiózł nas kierowca, były tu namalowane mapy Morza Aralskiego z lat 60-tych i sprzed kilku lat. Różnica jest oczywiście ogromna a winę za tę tragedię ponoszą próby jądrowe na stepach Azji Centralnej wykonywane przez Związek Radziecki za czasów Nikity Chruszczewa. Obok są też tablice opisujące dokładnie całą tragedię a poniżej znajduje się spad ziemi w dół czyli miejsce byłego brzegu. Było stąd widać zardzewiałe kutry do których zszedłem z moim japońskim towarzyszem podróży. Były one oczywiście dobrymi obiektami do zdjęć lecz niestety był to tragiczny widok. Na pustyni przy kutrach, na dnie byłego Morza Aralskiego spędziłem około trzech godzin oglądając wraki i patrząc na horyzont. Niby nic tu nie było lecz dla mnie ta pustynia i historia z nią związana to bardzo szczególne miejsce.

Specjalnie do Moynaq wziąłem swój namiot, bo myśłałem że będę spał na pustyni lecz około 10 minut spacerem stamtąd był bardzo tani hotel. Za łóżko w obskurnym pokoju, bez elektryczności i dopływu wody zapłaciłem $4. Obok był też sklep, który służył jako popularne miejsce spotkań gdyż tam świeciła się jedna żarówka. Wieczór ten spędziłem na gapieniu się w gwiazdy i księżyc, słuchając kapeli Metallica z mojego telefonu.

Moynaq było wspaniałym doświadczeniem i smutnym dowodem tragedii ekologicznej. Każdemu podróżnikowi radzę aby zadał sobie trud dotarcia tutaj gdyż będzie to Uzbekistan inny niż znany z antycznych miast Jedwabnego Szlaku.

Następnego dnia znowu miałem szczęście gdyż akurat był transport do Kungrad. Tam po małej imprezie na świeżym powietrzu wpakowali nas w lokalny busik i tak dotarliśmy do Nukus.

Statki na piasku w Moynaq świadczą o tragedii ekologicznej Morza Aralskiego.

Transport z Nukus do Taszkientu (1255km)

(Interesujące spotkanie z Rosjanami urodzonymi w uzbeckiej części Związku Radzieckiego, pustynia, pola bawełny)

Za jedyne 22000 sum udało mi się kupić bilet na spóźniony pociąg do stolicy Uzbekistanu. Kupiłem plaskartny (twardy leżący), dlatego że był najtańszy ale z drugiej strony dawał dobry wgląd na obserwację narodu uzbeckiego przemierzającego swój kraj. Było oczywiście wesoło gdyż ludzie rozmawiali ze mną i częstowaliśmy się nawzajem. Koło mnie siedziało starsze małżeństwo z Rosji, które jechało pociągiem z Rosji do Taszkientu aż 63h w jedną stronę. Mówili, że mają tu córkę, która osiadła w Taszkiencie i do której jeżdżą raz na jakiś czas. Kiedyś był to jeden wielki Związek Radziecki a teraz nawet oni potrzebują tu wizy, nawet biorąc pod uwagę, że się tu urodzili. Już któryś raz dotarło do mnie jednoznacznie, że ludzie z różnych republik Azji Centralnej tęsknią za Związkiem Radzieckim i mówią, że wiele rzeczy było znacznie lepszych niż po rozpadzie.

Krajobrazy też się zmieniały gdyż najpierw jechaliśmy przez pustynię a potem przez pola bawełny. Były domy przy torach, ludzie na osłach oraz wysokie góry zebranej bawełny, której uprawa jest w tym kraju bardzo popularna. W końcu po miłym dniu i spokojnej nocy, po 20h i 40 minutach jazdy dotarłem do Taszkientu, wielkiej stolicy Uzbekistanu.

Taszkient i okolice

Taszkient

(Meldunek w hotelu o renomie czarnej dziury i niskiej klasy burdelu, spacer po okolicy, koktajle mleczne i wymiana waluty na czarnym rynku, mimo wszystko bardzo dobre pierwsze wrażenie, zwiedzanie obiektów, meczety, medresy, muzea, parki, szaszłyki baranie, mili ludzie, muzealne stacje metra, wylegitymowanie przez milicję)

Po przyjedźie do wielkiej stolicy Uzbekistanu najpierw musiałem załatwić hotel i wybrałem oczywiście najtańszy. Po jeździe taszkienckim metrem i kilku zabawnych perypetiach z naciągaczami dotarłem do stacji Chorsu. Tutaj przechodząc przez bazar i zabytkowy meczet dotarłem do cyrku a potem skręciłem w prawo. Po drugiej stronie ulicy, w posowieckim domu z płyt znajdował się najtańszy z możliwych, hotel Hadra. Przewodnik określił go jako „najczarniejszą dziurą Azji Centralnej i niskiej klasy burdel”. Tak jak sądziłem obsługa była chamska i robiła łaskę, że ze mną rozmawia ale było bardzo tanio. Zapłaciłem jedyne $8. Pierwszego dnia szwędałem się trochę po pobliskim bazarze oraz próbowałem wejść do meczetów ale mnie nie wpuścili bo byłem w szortach. Spędziłem więc miło dzień na rozmowie z miejscowymi i na koktajlach mlecznych. Frajdę sprawiła mi też wymiana waluty na czarnym rynku gdzie pokątnie można wszystko dostać. Po zapadnięciu zmroku wróciłem do swojego makabrycznego hotelu, który okazał się jeszcze bardziej makabryczny gdy zobaczyłem łazienkę. Miałem jednak w pokoju kolorowy telewizor w którym działał tylko jeden program. Był to program z Turkmenistanu na temat zbioru bawełny, który był tak ciekawy, że aż na nim zasnąłem.

Następnego dnia chciałem na serio zacząć zwiedzanie i zacząłem od najbliższej okolicy. Na początek poszedłem jednak do pobliskiej knajpy na śniadanie gdzie zamówiłem gotowane jajka a i tak podali mi smażone. Najpiew poszedłem w okolice Bazaru Chorsu gdzie zaczyna się Stare Miasto Taszkientu. Znajduje się tu kilka ciekawych madras z kilku stuleci wstecz. Najpiew zobaczyłem Madresę Kulkedash z XV wieku, która składa się z bramy głównej wykonanej w takim stylu jak w antycznych miastach na Jedwabnym Szlaku a w środku znajdował się ładny, zielony dziedziniec z kilkoma efektownymi roślinami. Od strony dziedzińca obiekt ten był także efektowny gdyż porobione były małe komnaty na kilku kondygnacjach, ze specyficznymi dla tej architektury wejściami. Dodam jeszcze, że medresa ta była niegdyś miejscem egzekucji niewiernych żon. Obok, na wzgórzu znajdował się Juma czyli meczet piątkowy. Ten obiekt nie wzbudził we mnie szczególnego zachwytu gdyż był zbyt nowy i dlatego nie miał ciężaru czasu oraz atmosfery towarzyszącej zabytkom. Był to jedynie czysty, biały budynek z paroma białymi kopułami, dużą salą do modłów i ładną zielenią. Nastepnie zszedłem kawałek na dół do Bazaru Chorsu. To miejsce było definitywnie moim ulubionym gdyż tutaj toczyło się prawdziwe życie. Sprzedawano tu ubrania, koktajle mleczne, dziadowskie kebaby, handlowano walutą gdzie się da i ogólnie na prawdę polecam. Przychodziłem tu potem wiele razy aby kupić pamiątki i koszulkę dla mnie. Bazar ten jest podzielony na wiele części, w tym dwie charakterystyczne po kopułami. Wymaga on sporo czasu na dłuższą eksplorację i próbowanie potraw.

Taszkient zwiedzałem pieszo co myślę, że jest tutaj dobrym pomysłem gdyż miejsca zainteresowania znajdują się stosunkowo blisko od siebie i w ten sposób można zobaczyć więcej. Dotarłem na przykład w okolice stacji metra Halqlar Dustligi gdzie znajdował się ocean betonu i wielka, betonowa bryła co jasno mi powiedziało, że znajdowałem się w bardzo posowieckiej części miasta. Znajdował się tu np. Pałac Przyjaźni Ludowej, ktorą przewodnik opisał jako stację do lądowania na księżycu z filmów z lat 50-tych. Była to wielka bryła z 4200 siedzeniami w środku i na prawdę mało atrakcyjna. Ten obiekt to jednak nic w porównaniu z Pałacem Ślubów czyli ogromnej, kwadratowej bryle betonu, która moim zdaniem byłaby wspaniała jako schron gdyby była pod ziemią. Za nim (jak mogłem się spodziewać) znajdowały się mało zapierające dech w piersiach fontanny. Reasumując, po tej części miasta widać jak bardzo Związek Radziecki oraz sowieccy architekci skrzywdzili ten kraj. Potem zrobiło się już o wiele ładniej. Po prawo stał Oliy Majlis czyli wielki, biały dom z kopułą i złotym szpicem na szczycie. Ten mocno obstawiony policją budynek, jak mogłem przypuszczać był domem parlamentu. Przed nim znajdował się moim zdaniem najładniejszy budynek w tym rejonie czyli mała Medresa Abulkasim. Dziś jest to miejsce przekształcone w pracownie artystów i jedno z najlepszych do kupienia pamiątek. Bardzo popularne są tu ręcznie malowane szkatuły, obrazy, magnesy i ręcznie zdobiona ceramika. Polecam!!! Następnie poszedłem do Parku Navoi czyli popularnego miejsca spotkań rodzin, panien na wydaniu oraz par młodych. Znajduje się tu między innymi sztuczne jezioro gdzie można wynająć łódkę, wesołe miasteczko i mnóstwo barów. Myślę, że punktem centralnym i zarazem symbolem parku jest znajdujący się na wzgórzu i pod kopułą, pomnik Alishera Navoi-nowo wybranego, kulturowego bohatera Uzbekistanu. Dodam, że jest to pomnik posowiecki i po upadku ZSRR i stworzeniu niepodległego Uzbekistanu, kraj ten musiał mieć swojego wieszcza narodowego a Alisher Navoi nadawał się do tego najlepiej. Do parku tego wracałem za każdym razem gdy byłem w Taszkiencie. Było to jedno z milszych miejsc gdzie mogłem się zrelaksować nad wodą.

Potem z wolna wracałem w kierunku mojego kiepskiego hotelu lecz zaprosiłem się wieczorem na wspaniałe szaszłyki baranie i zieloną herbatę a potem pisząc moje wspomnienia z podróży usiadłem przy kilku koktajlach mlecznych.

Następnego dnia poszedłem do Khast Imom czyli do oficjalnego centrum religijnego Uzbekistanu. Znajduje się tu wiele bogato zdobionych meczetów i medres oraz islamskich instytutów. Wiele ma jasno błękitne kopuły, ściany zdobione mozaiką oraz misternie rzeźbione drzwi. Spore wrażenie zrobił tu także na mnie bardzo wysoki minaret. Jednym z obiektów wartych wspomnienia jest Muzeum i Biblioteka Moyie Mubarek w którym znajduje się Koran Osman z VII wieku, podobno będący najstarszym na świecie. Obok jest także Medresa Barakhon z XVI wieku i Mauzoleum Abu Bakr Kaffi Shoshi, także z XVI wieku. Jedna z medres została przekształcona na pracownie artystów gdzie można było kupić wiele interesujących, pięknych pamiątek. Na pożegnanie muzułmanie urządzili wielką modlitwę na placu co było kolejnym ciekawym doświadczeniem tego miejsca.

Na marginesie (wracając do mojego prawicowego komentarza z rozdziału „Od Autora”) uważam, że na wszystko jest odpowiednie miejsce. W krajach islamskich meczety i zwyczaje muzułmańskie są naturalną i właściwą rzeczą  lecz w Europie ich nie znoszę.

Następnego dnia wybrałem się w nieco inną częśc miasta aby zobaczyć kilka muzeów oraz renomowanych placów i pomników. Wysiadłem na placu Mustaqillik maydoni (Plac Niepodległości). Zobaczyłem tu fontanny, które były nawet w niezłym stanie choć ciągle nie jest to nic na miarę Rzymu czy Barcelony. Za fontannami znajduje się ogrodzenie z pelikanami a zaraz za nim zadbany trawnik i drzewa iglaste, którego strzegła policja. Potem miałem przed sobą znany pomnik matki trzymającej dziecko nad którymi widniała kula ziemska z wyrytymi konturami Uzbekistanu. Nie sposób też było nie zauważyć wielkiego, białego budynku, w którym znajduje się senat. Krążą pogłoski, że zbudowano go z tak wielkim rozmachem aby senat Stanów Zjednoczonych wyglądał na mniejszy i biedniejszy. Potem poszedłem na północ aby zobaczyć Pomnik Płaczącej Matki oraz znajdujący się przed nią wieczny płomień. Został on zbudowany w 1999 roku ku pamięci 40000 uzbeckich żołnierzy poległych podczas II wojny światowej. W pobliżu znajdują się także tablice z ich nazwiskami, ładnie wkomponowane pomiędzy rzeźbione filary oraz wszechobecną zieleń. W końcu wyszedłem z parku, przekroczyłem ulicę i zobaczyłem przed sobą paskudną, masywną, posowiecką bryłę z małą fontanną i pomnikiem pawia z przodu. Po niedługim spacerze dotarłem do Pomnika Trzęsienia Ziemi, które nawiedziło Taszkient 26 kwietnia 1966 roku. Była to ogromna tragedia, która zniszczyła miasto gdyż siłę trzęsnienia zanotowano na 7,5 w skali Richtera. Pomnik sam w sobie był oczywiście tragiczny lecz także piękny i dający dużo do myślenia. Przedstawia on mężczyzną zakrywającego swym ciałem kobietę i dziecko przed rozstępującą się ziemią. Przed nimi jest marmurowy zegar pokazujący godzinę 5.22 rano a dookoła motywy sowieckich robotników odbudowujących miasto.

Następnie dotarłem do parku przeciętą przez rzekę gdzie kąpali się ludzie. Z jednej strony miałem mało popularne Muzeum Olimpijskie gdzie znajdowały się fotografie i trofea uzbeckich sportowców a po drugiej stronie rzeki był konsulat niemiecki. Niedługo potem zobaczyłem jeszcze ogromną, 375m wieżę telewizyjną na trzech nogach lecz nie wjeżdżałem na górę. Potem posiedziałem przez jakiś czas nad rzeką i tą samą drogą wróciłem do parku z pelikanami. Przeszedłem przez rzekę i dotarłem do nowo otwartej Galerii Uzbekistanu. Znajduje się ona w wielkim budynku i zawiera najlepszą sztukę nowoczesną, której ja osobiście nie jestem fanem. Moim zdaniem był to typowy przerost formy nad treścią, który można sobie darować. Jedyną rzeczą godną uwagi był tu wspaniale zdobiony sufit czyli misternie wykonane, błękitne wzory sprawiające wrażenie, że dach jest kopułą. To było  rzeczywiście piękne. Dalej znajdował się Pałac Romanovów pochądzący z czasów carskich lecz niestety jest on niedostępny dla zwiedzających. Potem skręciłem w prawo i udałem się do jednego z lepszych obiektów w mieście czyli do Muzeum Historii Ludu Uzbekistanu. Uważam, że jest to obowiązkowy obiekt dla wszystkich turystów, który daje świetny wgląd w historię Uzbekistanu, od czasów antycznych po dziesiejsze. Na czterech piętrach znajduje się tu między innymi historia buddyjska z tych terenów, model jednej z madras, Timura oraz historia przejęcia lokalnych emiratów i chanatów przez Imperium Rosyjskie. Oczywiście nie mogło tu także zabraknąć wiecznego prezydenta Karimova, któremu jest poświęcone aż całe pietro. Można tu poznać propagandę jego samouwielbienia na tle osiągnięć narodu uzbeckiego i pól bawełny, a także przeczytać kilka jego ironicznych cytatów. Reasumując, na prawdę warto. Potem dotarłem do ulicy na której znajdowała się galeria obrazów pod gołym niebem. Było tu wiele interesujących prac przedstawiających głównie Samarkandę i antyczną kulturę Uzbekistanu lecz uwagę moją zwróciły także obrazy kobiet. Wiele młodych dziewczyn ubierało się tutaj jak „niezłe kocice” i pozowały seksownie do zdjęć, robiąc przy tym miny jak do kopulacji. Widać po tym, że wersja islamu w Uzbekistanie jest bardzo zrelaksowana. Potem doszedłem do jednego z najlepiej znanych pomników w Uzbekistanie gdyż jego zdjęcie znajdowało się na banknocie 500 sum. Był to pomnik Timura na koniu stojącego na rondzie koło Amir Timur Maydoni. Jest to przyjemne, spokojne miejsce gdzie można usiąść na ławce i wpatrywać się do woli w ten bardzo patrotyczny symbol kraju. Za pomnikiem także znajduje się kilka ciekawych obiektów. Jednym z nich jest posowiecka, wulgarna bryła w której mieści się hotel Uzbekistan a po prawo jest bardzo atrakcyjny, biały, nowy budynek rządowy, ze worami antycznej sztuki Uzbekistanu oraz z parą pelikanów na dachu. Po prawo stoi też efektowny budynek z wieżą zegarową a w środku znajduje się sklep z pamiątkami. Idąc tą ulicą dotarłem do Muzeum Sztuki Uzbekistanu, i było ono jednym z najlepszych jakie widziałem w życiu. Muzeum to ukazuje 1500 lat sztuki Uzbekistanu, od zabytków buddyjskich z VII wieku aż po przed sowiecki Turkestan i Sowiecki realizm. Znajdowało się wiele wspaniałych obrazów i rzeźb z większości Azji choć także i z Europy.

Wiele z tych prac było tak doskonałych i pięknych, że od razu przemiawały do duszy z powodu swojego pięknego, mądrego przekazu. Wielkie wrażenie zrobiły tu na mnie właśnie te obrazy choć równy podziw wzbudziły we mnie też rzeźby nagich kobiet. Muzeum to jest wspaniałe i jeśli ktoś ma mało czasu na Taszkient to radzę koniecznie przyjść tutaj. Potem poszedłem do nowego Muzeum Amira Timura, mieszczącego się w okrągłym budynku. Na marginesie, obiekt ten jest bardzo dobrze znany w całym Uzbekistanie gdyż został on uwieczniony na banknocie 1000 sum. Wielu osobom miejsce się to nie podoba z powodu nachalnego robienia kultu i kiczu dla przereklamowanego władcy Amira Timura. Ja też się z tym zgadzam lecz z drugiej strony, z estetycznego punktu widzenia jest to na prawdę miejsce godne polecenia. W środku znajduje się wypieszczona wręcz budowla o białym kolorze, suficie i żyrandolu wprawiającym w zachwyt. Przypomniana jest tu historii gdy Timur budował Samarkandę i jest pokazane jak pochwalał swoich robotników. Jest tu także model jednej z najpiękniejszej z madras i kilka innych pamiątek z tamtych czasów. Wszystko jest oczywiście piękne lecz ten kto zadał sobie trud aby poczytać o historii zdaje sobie sprawę, że brutalny, militarny reżim Timura został celowo pominięty. Z drugiej strony takie to były czasy więc ani go nie chwalę ani nie usprawiedliwiam. Uważam tylko, że muzeum nazwane jego imieniem powinno pokazywać wszystko. Ogólnie jest to bardzo efektowne miejsce bez którego możnaby się jednak obyć.

Muzeum to było już moim ostatnim obiektem w bardzo interesującej stolicy Uzbekistanu. Poszedłem na kebaby, spędziłem czas przy koktajlach mlecznych planując moje ostatnie dwa dni i wróciłem metrem do Bazaru Chorsu. Nie pojechałem jednak prosto do hotelu gdyż wiele stacji metra też jest zabytkowych. Np. na stacji metra Alicher Navoi znajdują się piękny sufit i płaskorzeźby. Na stacji Kosmonavr widnieją płaskorzeźby z podobiznami Gagarina, Ikara i Ulugbeka. Jest też wiele innych zdobionych sztuką stacji. Należy po prostu pojeździć taszkienckim metrem aby poogląać. Jak mogłem się spodziewać zostałem tu wylegitymowany przez milicję lecz tylko dlatego, że byli ciekawi i chcieli się dowiedzieć co sądzę o ich kraju.

Po ciężkim dniu zwiedzania kupiłem torbę winogron, przedarłem się przez ciągle żywiołowy bazar i po raz kolejny widząc cyrk w kształcie ufo, dotarłem do swojego brudnego hotelu. Wziąłem prysznic w ciemno beżowej (kiedyś chyba białej) łazience, obejrzałem program nadawany przez Turkmenistan i poszedłem spać.

Chimgan

(Jak się tam dostać, opis przyrody, owca rozszarpana przez wilki)

Po kilku dniach w stolicy Uzbekistanu chciałem się wyrwać za miasto gdyż zatęskniłem za naturą. Po problemach z chamskim personelem hotelu oraz w knajpie gdzie znowu podali mi smażone jajka choć chciałem gotowane, pojechałem do Chimgan. Najpierw dostałem się metrem do stacji Buyuk Ipak Yoli a w dalszą drogę wziąłem taniego busika (2000 sum-ok.$1) do Gazalkent. Stamtąd już przez ładne krajobrazy dotarłem do Chimgan. Oczywiście wcześniej w Taszkiencie taksówkarze chcieli mnie podwieźć za $100 lecz nie dałem się „obrabować”. Jestem najlepszym przykładem na to, że można się tam dostać za około $3.

Park narodowy Ugam-Chatkal potocznie zwany Chimgan jest pięknym, górskim rejonem około godziny od Taszkientu. Jest to popularne miejsce na spacery po górach, pływanie tratwą, wędkowanie i jazdę konną. Z drugiej strony można siedzieć na łonie natury z szaszłykiem baranim w ręku, popijając zieloną herbatą. Nie są to góry na miarę Tien-Szanu na granicy Kazachstanu i Kirgistanu choć też jest bardzo przyjemnie. Centralny szczyt z wyciągiem krzesełkowym ma 3309m n.p.m. a do tego około 16km za wioską Chimgan znajduje się Rezerwuar Chorvoq gdzie można pływać łódką, wędkować lub zwyczajnie miło spędzić czas.

Ja zatrzymałem się w ogromnej, posowieckiej bryle o nazwie hotel Chimgan, która była prawie opustoszała. Poza mną była tu tylko kobieta, która pilnowała tej betonowej, kwadratowej, zapuszczonej „posiadłości”. Miałem szczęście gdyż za pokój bez dostępu do wody zapłaciłem tylko 10000 sum czyli około $4,5. Podróżując po Azji Centralnej już od prawie trzech miesięcy moje oczekiwania co do warunków drastycznie zmalały lecz nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Cały ten piękny dzień spędziłem na łonie natury. Najpierw pojechałem na szczyt góry na wyciągu krzesełkowym, potem pojechałem autostopem do jeziora a dzień zakończyłem szaszłykiem baranim. Następnego dnia rano żyłem już tylko na jabłkach, które udało mi się zerwać z pobliskich drzew. Na śniadanie już mnie nie było stać bo skończyły mi się pieniądze. Około szóstej rano wybrałem się jeszcze na spacer w góry, poćwiczyłem i pooddychałem czystym powietrzem. Zobaczyłem też owcę rozszarpaną przez wilki co oznacza, że nie jest tu tak bezpiecznie jak się wydaje.

Chimgan było bardzo przyjemne i stanowi ono miły odpoczynek od dużego miasta.

Taszkient – ostatni dzień i transport na lotnisko

(Pożegnanie z wyprawą, pomocni ludzie, blokada drogi z powodu przejazdu prezydenta, herbata z piękną Ukrainką)

Ostatniego dnia spacerowałem po mieście aby pożegnać się z Taszkientem, z Uzbekistanem i całą wyprawą po Azji Centralnej. Byłem na bazarze Chorsu aby kupić koszulkę z mapą Uzbekistanu oraz trochę słodyczy dla rodziny. Poszedłem też jeszcze raz do Parku Navoi lecz po drodze nastąpiła blokada drogi gdyż jechał prezydent Karimov. Stojąc w tłumie spotkałem piękną obywatelkę tego kraju o korzeniach ukraińskich. Porozmawialiśmy trochę i zaprosiłem ją do Parku Navoi na herbatę. Nie trwało to jednak długo gdyż była bardzo płochliwa i po około godzinie uciekła do domu. Mówiła o tym, że w Uzbekistanie panuje wielka biurokracja i że życie jest bardzo ciężkie. Mówiła też, że trzeba się tu dobrze zastanowić przy wyborze męża bo rozwody są bardzo drogie.

Wieczorem za resztki uzbeckich sum zaprosiłem się na szaszłyka lecz na herbatę już mi nie starczyło więc dostałem w prezencie. W drodze na lotnisko miałem już tylko £5 więc napotkani Uzbekowie dali mi 2000 sum, wsadzili mnie do taksówki i pojechałem na ich koszt. Na miejscu także dali mi herbatę za darmo gdyż funtów nikt nie przyjmował. Wiele razy w Uzbekistanie spotkałem się z rzyczliwością ludzi a moje ostatnie chwile tutaj dowiodły tego najlepiej.

Przejście graniczne poszło mi bezstresowo choć bałem się, że będą liczyć moje kwitki z policji imigracyjnej OVIR wystawianych przez każdy hotel. Zadawali mi tylko turystyczne pytania ze znudzenia i ciekawości a potem wbili pieczątkę.

To był już koniec mojej podróży po Uzbekistanie i mojej pięknej wyprawy po Azji Centralnej.

Taszkient – Amir Timur na koniu.

Podsumowanie Uzbekistanu

Uzbekistan jest wspaniałym doświadczeniem i w porównaniu do innych krajów Azji Centralnej nie podróżuje się po nim trudno. Bezapelacyjną rewelacją są tutaj antyczne miasta czyli trzy wspaniałe pokazy timurskiej architektury: Samarkanda, Bukhara i Khiva. Przygodą jest też podróż przez pustynię Kyzyl-Kum do Nukus i Moynaq gdzie można doświadczyć tragedii Morza Aralskiego i zobaczyć zardzewiałe kutry rybackie na pustyni. Sama stolica-Taszkient, też jest ciekawa choć bardziej w moim stylu jest docieranie do małych, odciętych od świata „dziur”, których w Uzbekistanie nie brakuje. Z powodu braku czasu ominałem uzbecką część Doliny Fergana, choć pocieszam się że byłem w kirgiskiej i tadżyckiej. Warto jeszcze wspomnieć o wspaniałej sztuce, szaszłykach baranich oraz o plovie czyli pływającej w tłuszczu chwale kulinarnej narodu uzbeckiego. Sam w sobie gna do toalety lecz po popiciu koktajlem mlecznym efekt jest natychmiastowy. Poza tym ludzie są mili a ceny bardziej niż konkurencyjne. Jedyną kiepską rzeczą jest ogromna biurokracja lecz jest to typowy urok Azji Centralnej.

Republikę Uzbekistanu polecam wszystkim bardzo gorąco.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY
1 Komentarz
  1. Avatar
    Odpowiedz

    ~Janusz

    12 sierpnia 2013

    Doskonała relacja!

ZOSTAW KOMENTARZ

Informuj mnie o dyskusji w temacie "Wyprawa do Uzbekistanu 2010" bez zostawiania komentarza, na e-mail:

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan