Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Facebook Twitter YouTube Twitter
Facebook Twitter YouTube Twitter
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Kanał YouTube

Polecam mój pełen przygód kanał YouTube

Przekaż darowiznę

Jeśli lubisz stronę Kompas i chciałbyś wesprzeć ten projekt, przekaż darowiznę naciskając na poniższy guzik.

 

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Szpieg – book

TECHNOLOGICZNE WIĘZIENIE ZE SZKLANYMI ŚCIANAMI

Moje konto było wielokrotnie blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę definiuje jako „mowę nienawiści”, a zdrowy rozsądek jako „dyskryminację”. Zdarzyło się nawet, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, ponieważ był zbyt konserwatywny - czyli nie spełniał „standardów społecznościowych” Facebooka.

Ponadto Facebook regularnie usuwa „polubienia” z prawicowych stron internetowych i obniża je w wynikach wyszukiwania. Facebook teoretycznie „pozwala” na promowanie artykułów krytykujących propagandę homoseksualną i politykę antyimigrancką, ale jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin na takich wpisach jest zamrażana.

Najlepiej znane agencje wywiadowcze na świecie to: CIA, FBI, MI5, MOSSAD, KGB ..... oraz Google i Facebook. Zakładając konto na Facebooku sam zakładasz sobie kartotekę na policji!

Dobrze się zastanów zanim podasz informacje o sobie na tym ważnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach, gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać „wrogów rewolucji”, skoro istnieje urządzenie, dzięki któremu ludzie chętnie mówią co zrobili, oraz nawet co zrobią. Facebook wie z kim jesteś połączony, a jeśli jesteś naprawdę naiwny to zna też twoją rodzinę i numer rejestracyjny twojego samochodu. Dla tajnych służb Facebook jest spełnieniem marzeń.

Facebook to kopalnia, która wydobywa informacje o tobie zamiast węgla, i zarabia na twojej prywatności. Naprawdę nie ma już prywatności, a technologia staje się coraz bardziej niebezpieczna. Jak potwierdza milczenie w tej sprawie założyciela Facebooka, myślę że nawet jeśli usuniesz swoje konto FB, informacje o tobie pozostaną z nimi na zawsze.

Tym, którzy wątpią w „wolność słowa”, radzę nauczyć się, jak fałszować swój adres IP. Pierwszą zasadą jest to, że adres IP nie podróżuje z użytkownikiem, choć istnieją też inne sposoby. Jeśli ktoś jest „nietolerancyjnym rasistą” i chce napisać na FB, że: Anglicy są biali i tylko biali, że nie chce przekształcić Big Bena na minaret, lub że odbyt został zaprojektowany tylko do celów toaletowych, to lepiej zamieszczać takie komentarze poza swoim adresem, gdyż inaczej, jak czytałem: „dzielni mężczyźni w mundurach policyjnych nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta, który promuje ekstremistyczny materiał”. Nawiasem mówiąc, nie jest to komunizm, ale „postępowa demokracja”.

Ponadto Facebook ma uzależniać. Szablon szybko przykuwa uwagę, pozwala ludziom narzekać na sprawy społeczne i polityczne, a ci którzy czują się samotni, mają własne społeczności na FB, co sprawia że nie czują się już tak samotni. Użytkownicy są nagradzani i karani, dlatego starają się zaprezentować jak najlepiej w oczach swoich społeczności. Nieświadomie otwierają drzwi policji, tajnym służbom i zagranicznym konsulatom wydającym wizy. FB i inne portale społecznościowe promują fałszywy, ulepszony obraz własnej rzeczywistości, za który użytkownicy chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość- na platformach społecznościowych.

Nie próbuj promować ulepszonego wizerunku samego siebie w Internecie, ponieważ gonisz nierealny sen, który może stać się strasznym ciosem psychicznym podczas pierwszego brutalnego kontaktu z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę ci nuczyć się pracy manualnej, która rozwija myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), abyśmy nie mieli pokolenia idiotów, których cały świat kończy się na głupimi selfie i polubieniami na Facebooku.

Twitter to kolejna marksistowska platforma prowadzona przez marksistowskie śmieci; i dlatego moje konto na Twitterze zostało już zawieszone. Zasadniczo na Twitterze, kościół i biali ludzie mogą być obrażani do woli, ale z drugiej strony krytyka ruchów homoseksualnych i antyliberalne, nieglobalistyczne poglądy prowadzą do zawieszenia konta. Zauważyłem również, że zwłaszcza cytaty z Biblii na Twitterze są jak sól w oku.

Jeśli chodzi o kobiety, radzę im nauczyć się piec ciasta dla swoich mężów, zamiast napinać dupy na Instagramie. Media społecznościowe są również przeznaczone do odseparowania ludzi od prawdziwego społeczeństwa, ponieważ osoby, których uwagę stale przykuwają tablety, smartfony i komputery, nie mają czasu na interakcję z prawdziwymi ludźmi.

"Ludzie pokochają otaczającą ich przemoc, zaczną wielbić technologie, które pozbawią ich wolności myślenia.”

— Aldous Huxley

Wyrzuć smartfona, i używaj tanich tandetnych telefonów bez dostepu do internetu, a razem z nimi używaj tymczasowych kart SIM. Po tygodniu lub dwóch spal je i kontaktuj się przez następną jednorazową tandetę. Będziesz bezpieczniejszy i zachowasz większą prywatność od ciągle podążających za Tobą uczu Wielkiego Brata. Gdyby kilka milionów osób tak zrobiło, smartfony byłyby darmowe, pod warunkiem długich kontraktów i podłączenia pod internet. Przestań marnować życie na naciskaniu guzików na smartfonie, których nawet do końca nie rozumiesz, i które zawładnęły już twoją wolnością. Zamiast tego porozmawiaj z żywym człowiekiem, mniej kontakt z przyrodą, a telefon może być tak prymitywny jak to tylko możliwe.


Uzależnienie od telefonu to wg mnie groźna choroba cywilizacyjna

„Wolność słowa” w mediach społecznościowych nie jest wolna, prywatność jest jak złoty pył, i oficjalnie nie jest to ani komunizm, ani cenzura, ale „postępowa demokracja" polegająca na inwiligacji totalnej - poprzez kreowanie przyjemnego i zaawansowanego technicznie obozu koncentracyjnego ze szklanymi ścianami!

"Nie wierz w nic co słyszysz, i tylko w połowę tego co widzisz."

- Edgar Allan Poe

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Wyprawa do Pakistanu 2006

Napisał: Marcin Malik

Pakistan 2006 – relacja z wyprawy

Przebieg podróży: Wagah-Lahore-Islamabad-Rawalpindi-Peszawar-Khyber Pass (moje sensacyjne doświadczenia w drodze do Afganistanu)-Taxila-Lahore.

Wagah – granica indyjsko-pakistańska

Moja podróż po Pakistanie zaczęła się w bardzo śmieszny sposób gdyż przekroczyłem granicę w Wagah gdzie ma miejsce zamknięcie granicy oraz defilada żołnierzy co jest najbardziej teatralnym i komicznym przedstawieniem jakie widziałem do tej pory. Były zbudowane dwie trybuny-jedna po stronie Indii a druga po stronie Pakistanu. Żołnierze maszerowali podnosząc nogi na wysokość twarzy oraz zadzierając je jak baletnice. Robili przy tym bardzo komiczne miny i bardzo się pocili.

Były momenty gdy bardzo przyśpieszali, po czym zwalniali, znowu podnosili nogi jak najwyżej i znowu biegli. Publiczność była w siódmym niebie, tym bardziej, że mistrz ceremonii po jednej i drugiej stronie kontrolował reakcje ludzi. Był to facet przebrany za pakistańską flagę, który odchylał się do tyłu, po czym ryczał i wył jak indianin a następnie krzyczał “Pakistan” a z drugiej strony ktoś krzyczał:”Hindustan”. Publiczność też ryczała na całe gardła a żołnierze maszerowali, przekręcali się, robili miny i podnosili nogi. Zabawa była przednia. Wszędzie powiewiały flagi i było bardzo głośno a na zamknięcie tej granicy oraz na defiladę przyjeżdżają zagraniczni goście-teraz nawet z Polski. Pod koniec całej ceremonii ściągano flagi ale robiono to równocześnie, tak aby ani indyjska ani pakistańska flaga nie była niżej. Na koniec jeszcze ostatnie okrzyki “Pakistan” i “Hindustan” i to było już zakończenie tej śmiesznej ceremonii choć dla nich miała ona bardzo poważny charakter. Przed samym przedstawieniem jeden z żołnierzy podszedł do mnie i najpierw kazał się przesiąść Monice, gdyż w Pakistanie kobiety siadają oddzielnie a potem powiedział, że jako gość w jego kraju jestem bardzo mile widziany, że jestem bezpieczny i że Pakistańczycy bardzo lubią obcokrajowców. Powiedział też, że absolutnie nie mam się o co martwić gdyż obywatele pakistańscy odpowiednio się o mnie zatroszczą. Miałem tylko nadzieję, że w ten dobry sposób.

Po paru minutach zaczęliśmy iść w stronę Pakistanu gdzie po drodze towarzyszyły nam kozy oraz mocny zapach cebuli, gdyż duże jej ilości są tutaj importowane z Indii.

Tę granicę zaliczam do śmiesznych. (W moich reportażach o innych krajach pisałem także o granicach trudnych, na luzie i mrożących krew żyłach.)

Droga do Lahore

Wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy do Lahore, czyli do stolicy kulturowej Pakistanu, która była tylko 30km od granicy. Oczywiście najpierw w autobusie Monika była poproszona o przejście za żelazną bramę z kratami bo to było miejsce dla kobiet, a potem zaczęliśmy jechać. Podczas jazdy ludzie byli mną zainteresowani ale też bardzo mili. Zadawali standardowe pytania; czyli jak mam na imię i skąd jestem ale także co sądzę o Ameryce i czy Indie są szalone? Wielu ludzi mnie też zapraszało do domu na herbatę, na obiad lub żebym w ogóle już z nimi został. Monika po swojej stronie dyskutowała z kobietami na tematy rodzinne. Kobiety pytały Monikę ile ma dzieci i były bardzo zdziwione, że nie miała. Chciały także zobaczyć moje zdjęcie i też nas zapraszały do siebie do domu. Myślę, że obydwoje miło spędziliśmy czas na rozmowie gdyż widoki za oknem były jak z horroru. Po wyjściu z autobusu, wręcz w tym samym momencie gdy zaczęliśmy szukać rykszy, podszedł do nas Pakistańczyk o imieniu Ahmed, który pomógł nam w targowaniu się i bezpiecznie wysłał do hotelu. Był bardzo miły, dał nam swój numer telefonu i bardzo nalegał, że chce nam pokazać miasto oraz, że chce nas zaprosić do siebie do domu na obiad abyśmy poznali jego rodzinę. Powiedział, że zagraniczni goście bardzo go lubią i może nam pokazać referencje gdyż ma wpisy, adresy i zdjęcia od ludzi z całej Europy. To było dziwne ale nie miałem wtedy czasu o tym myśleć. Wszystko działo się bardzo szybko a gdy rykszarz już odjeżdżał Ahmed jeszcze raz bardzo prosił abyśmy go odwiedzili, i że naprawdę ma referencje od obcokrajowców ponieważ ludzie z Europy już gościli u niego.

Lahore

Okolica „marzeń”

Biorąc pod uwagę, że hotele przy stacji kolejowej cieszyły się bardzo złą sławą ze względu na naloty policji, podrzuty narkotyków oraz broni, pojechaliśmy do centrum miasta gdzie miało być miło i spokojnie. Dojechaliśmy późno wieczorem choć i tak był wielki ruch w sklepach i było głośno. Dojechaliśmy do dzielnicy Anarkali, która jest słynną dzielnicą zakupów. Jest to najlepsze miejsce w Lahore na kupienie biżuterii, butów, materiałów czy tradycyjnych strojów dla mężczyzn czyli spodni z długą koszulą za kolana. Zamieszkaliśmy w hotelu na New Anarkali Street gdzie pokój wyglądał jak mała cela więzienna z grzybem na ścianach tylko bez krat. Na szczęście była gorąca woda, nabierana z kubła oczywiście. Rozgościliśmy się trochę, wykąpaliśmy i po dniu ciężkich wrażeń poszliśmy zjeść kurczaka z grilla (otoczenie oczywiście nie podobało się Monice). Cała ulica nas witała a jeden sprzedawca dał nam w prezencie pyszną zupę mleczną. Ostrzegł mnie też abym nie jechał do miasta Peszawar zaraz koło Afganistanu gdyż niedawno zabito tam turystę lecz przywykłem już do tego, że gdziekolwiek nie jeżdżę tylko mnie straszą.

Lahore – pierwszy dzień zwiedzania i pierwsze wrażenia

(W tym rozdziale: Fort Shahi Qila, Mosk Badshahi, Mosk Wazir Khana, Wieża Lahore i rozmowa z kapłanami o moim spłonięciu w piekle)

Następnego dnia wstaliśmy wcześnie rano aby zjeść nasze pierwsze pakistańskie śniadanie a potem zacząć zwiedzać. Zauważyłem, że jedzenie jest tutaj znacznie lepsze niż w Indiach. W Lahore zawsze można bez problemu zjeść jajko z czapati i herbatą oraz kurczaka na obiad, podczas gdy w Indiach w wielu miejscach są tylko same warzywa przyrządzane na wiele sposobów. Wracając do zwiedzania, Lahore jest byłym centrum Imperium Mughalskiego i dlatego znajduje się tu bogactwo zabytków z tamtego okresu. Wiele z nich znajduje się w zasięgu Starego Miasta, które jak potem okazało się, jest bardzo dobrym miejscem na to aby po prostu zagubić się w bazarowym tłumie kupujących. Bez wątpienia największymi atrakcjami Lahore są Shahi Qila czyli sławny fort oraz stojący naprzeciwko fortu-Mosk Badshahi, jeden z największych na świecie.

Tego dnia zaryzykowałem i zadzwoniłem do naszego znajomego Ahmeda aby mu powiedzieć, że idziemy teraz oglądać fort i mosk i żeby się nie kłopotał bo już sobie poradzimy sami. Dla niego jednak nie był to żaden problem i powiedział, że spotka nas na miejscu. Po dotarciu na stare miasto i na teren pomiędzy fortem a moskiem najpierw porozmawialiśmy z przewodnikami, którzy chcieli nas oprowadzić za opłatą lecz odmówiłem gdyż czekaliśmy na Ahmeda. Pozatem w Pakistanie, tak jak w innych krajach subkontynentu, obowiązuje „cena białego człowieka” oznaczająca, że musimy płacić często nawet 25 razy więcej niż Pakistańczycy.

Ahmed najpierw zaczął nas oprowadzać po wielkim forcie Shahi Qila, który był zbudowany w XVI wieku. Fort ten był budowany, po czym burzony i tak kilka razy i jest główna atrakcją Starego Miasta. Jest on masywny i wysoki, z charakterystyczną, ogromną bramą Alamgiri w jego zachodniej części. W środku znajdowało się wiele pałaców, mosków i pokoi gościnnych oraz innych budowli z przed kilkuset lat. Niektóre z nich były w dobrym stanie lecz niestety na większości widać było ciężar czasu. Nasz kolega robił nam zdjęcia i opowiadał o tym miejscu podczas gdy my spacerowaliśmy po ruinach i oglądaliśmy panoramę miasta. Na terenie fortu widziałem, że dziewczyny grały w badmintona i chciałem sprawdzić co się stanie jeśli będę chciał zagrać z nimi. Przede wszystkim jak mogłem przypuszczać, były bardzo speszone i szukały aprobaty u mężczyzn. Gdy zacząłem grać z jedną z nich, po bardzo krótkim czasie rakietę odebrał jej mężczyzna a kobiety zostały odsunięte dalej. To było dla mnie bardzo dobre doświadczenie. Ponadto będąc w forcie, zaczepiła nas grupa młodych ludzi aby nam zrobić sesję zdjęciową (co zdarza się tu bardzo często) a po wszystkim jeden z nich stanął w bardzo do mnie otwartej pozycji i zapytał:”spójrz na nas, czy my wyglądamy jak terroryści? Przecież my jesteśmy normalnymi ludźmi a wasze rządy traktują nas jak terrorystów”. Wszyscy też byli bardzo zainteresowani jak nam się podoba Pakistan oraz czy czujemy się dobrze w ich kraju. Ahmed powiedział, że to co mówią o nich za granicą jest nieprawdą i jeszcze się przekonam jak tutaj jest dobrze. Widziałem, że tym ludziom na prawdę zależało abyśmy odebrali Pakistan oraz jego ludzi jako przyjazny kraj. W tamtym czasie nie widziałem jeszcze ani jednego białego człowieka od paru dni dlatego nasza obecność była dla nich przeżyciem. Powiedziałem, że jak dotychczas wszystko jest w porządku ale on i tak nalegał, że muszę koniecznie do niego przyjść i przekonać się o pakistańskiej gościnności. Ahmed także pilnował aby nikt za blisko do nas nie podchodził i abyśmy czuli się swobodnie. Przez cały czas opowiadał o miejscach, które zwiedzaliśmy i dzięki niemu bardzo dużo dowiedzieliśmy się i zobaczyliśmy. Fort Shahi Qila był rzeczywiście wart spędzenia tu paru godzin. Jest to piękna budowla i piękne są stąd widoki na najbardziej atrakcyjną część miasta.

Z kwiatem pakistańskiej urody w Lahore.

Następnie poszliśmy do mosku Badshahi stojącego na przeciwko głównej bramy fortu, który jest jednym z największych w Azji i jednym z najpiękniejszych. Wyglądem bardzo mi przypominał Jama Masjid z Delhi lecz ten był jeszcze większy. Mosk ten został ukończony w 1674 roku, miał cztery minarety i zbudowany został z czerwonego piaskowca. Podobno mieści aż 100 tysięcy wiernych i tak jak w przypadku fortu Shahi Qila, został burzony i odbudowany przez Brytyjczyków. Mosk ten miał bardzo duży plac i ogromne kopuły i w przeciwieństwie do mosku z Delhi, tutaj mogłem fotografować do woli. Zaraz po wejściu ludzie wielokrotnie chcieli z nami robić zdjęcia i byliśmy dużą atrakcją tłumu. Ahmed też był bardzo dumny, że mógł nas oprowadzać gdyż tak samo jak w Indiach są tutaj klasy społeczne i posiadanie białego przyjaciela; (według mnie i innych podróżników) jest podniesieniem tej klasy. Wszędzie gdzie byliśmy do tej pory, byliśmy sensacją lecz tutaj jest to bardziej odczuwalne gdyż w Pakistanie jest bardzo niewielu turystów. Dzieje się tak dlatego, że nad Pakistanem wciąż wisi widmo terroryzmu i ludzie po prostu boją się tu przyjeżdżać. Przy przekraczaniu granicy Monika spotkała Chinkę, która powiedziała, że ona podróżowała po Pakistanie tylko z uzbrojonym przewodnikiem i własnym samochodem. Ja jednak uważam, że jest to przesada i nie zamierzam tego robić. Wracając do meczetu, było naprawdę bardzo miło a napotkani ludzie często chcieli mi uścisnąć dłoń, przedstawić się i pozdrowić. Wielu też witało mnie w Pakistanie i życzyło przyjemnej podróży. Zarówno sama budowla jak i atmosfera tego miejsca były wyjątkowe. Tu można było doświadczyć wielkiej odmienności kulturowej tego kraju. Idąc dalej wszedłem do wewnątrz gdzie muzułmanie modlili się w wielkiej ciszy. Musiałem oczywiście zdjąć buty a o resztę różnic kulturowych pytałem Ahmeda. Będąc w mosku Bashahi zobaczyłem także grobowiec sławnego poety z lat 30-tych-Allama Mohammeda Iqbala, który jako pierwszy propagował wolny Pakistan.

Przed fortem Shahi Qila w Lahore.

Następnie poszliśmy pod wieżę Minare, którą było widać spod wielu filarów mosku Bashahi. Wieża Minare stała po środku miasta w parku Iqbala i służyła jako miejsce spotkań i pikników oraz jako miejsce do gry w krykieta. Sama wieża nie tylko była ładna ale postawiona z tej przyczyny, że w 1947 roku, przed podzieleniem subkontynentu, właśnie w tym miejscu ludzie zebrali się i manifestowali za utworzeniem Pakistanu. Wieża ta jest więc pamiątką tego zdarzenia. Minar-i-Pakistan ma 60m wysokości a budowa została ukończona w 1960 roku.

Spacerując powoli, szliśmy w stronę wyjścia gdzie dość często ludzie na nas patrzyli i kłaniali się. Gdy weszliśmy na ulicę zobaczyliśmy, że Lahore jest bardzo zanieczyszczonym i bardzo ruchliwym miastem. Nie można było normalnie przejść przez ulicę dlatego musieliśmy wymuszać pierwszeństwo choć i tak zawsze ma je ryksza. Kupiliśmy tylko banany i ruszyliśmy w stronę pojazdów. Tam jeden z przechodniów przedstawił się nam i pobłogosławił nas, dotykając naszych głów w imię Allacha abyśmy dojechali szczęśliwie. To było kolejne niecodzienne zdarzenie, które zawsze będzie mi się kojarzyło z tym odmiennym kulturowo krajem. Ryksze także są tutaj trochę inne niż w Indiach. Tutaj fotele pasażerskie są wyżej a czasem są też fotele z tyłu (zamiast bagażnika) abyśmy mogli obserwować nieprzyjemną i zatrutą spalinami ulicę. Tym razem naszym celem był kolejny piękny mosk, dlatego że Ahmed chciał nam przedstawić kapłanów mających powiedzieć nam kilka ciekawych rzeczy o islamie. Mosk Wazira Khana był trochę inny niż poprzedni lecz także mający swój specyficzny nastrój. Było tam wiele modlących się muzułmanów, z głośników czytano wersy koranu a Ahmed prowadził nas na spotkanie ze swoimi kapłanami. Gdy po zdjęciu butów weszliśmy do środka, Ahmed w moim imieniu poprosił aby z nami porozmawiali. Kapłani byli bardzo mili i otwarci. Najpierw przywitali nas i widać było, że jest dla nich ważne, że ktoś chce odwiedzić Pakistan i uczyć się o ich kraju. Kapłani opowiadali mi o zwyczajach w Pakistanie jako kraju islamskim lecz najciekawsze były same pytania. Zapytałem co się dzieje (ich zdaniem) z ludźmi po śmierci, którzy byli dobrzy dla innych lecz nie byli muzułmanami lub nie wierzyli w boga. Powiedzieli, że wszyscy ci, którzy mają obcych bogów przed Allachem spłoną w piekle bez względu na to czy byli dobrzy czy nie. Spytałem więc czy Jan Paweł II, Matka Teresa z Kalkuty czy Dalaj Lama także spłoną w piekle pomimo tego jak spędzili swoje życie. Kapłani powiedzieli, że to nadal nie ma znaczenia gdyż nie byli muzułmanami i mieli fałszywych bogów (innych niż Allach)-dlatego bez względu na to jakimi ludźmi byli i tak spłoną w piekle. Wytłumaczyli mi także, że kobiety w islamie muszą być zakryte a związki przedmałżeńskie są niedopuszczalne. To były bardzo mocne, zdecydowane słowa lecz kapłani przez cały czas byli bardzo mili. Na koniec jeden z nich założył mi modlitewny szal i zrobiliśmy razem zdjęcie. Uścisnęliśmy sobie dłonie lecz Monika nie gdyż jest kobietą i zaczęliśmy wychodzić z mosku gdyż znowu zbliżała się pora modłów.

Z jakiegoś powodu muzułmanie kochają kozy.

Gdy odbieraliśmy swoje buty, Monika źle się poczuła dlatego ponownie ruszyliśmy w stronę Starego Miasta. Nie jest to miejsce jakie sobie wyobrażamy z Warszawy czy Krakowa. Stare Miasto tutaj to stare bazary w starych ulicach otoczone moskami. Tutaj chodziliśmy w wielkim tłoku szukając jedzenia a Monika czuła się coraz gorzej. Gdy w końcu coś znaleźliśmy i nie smakowało jej, przytuliłem Monikę na chwilę a Ahmed na poważnie zwrócił mi uwagę, że jesteśmy w kraju islamskim i takich rzeczy nie można tutaj robić. Ja także nie mogę rozmawiać z innymi kobietami i patrzeć im w oczy a Monika dla spokoju ducha powinna mieć chustę na głowie, która będzie też przykrywała kształt jej ciała. (Uważam jednak, że Lahore i tak jest najbardziej liberalnym miastem). Weszliśmy więc do sklepu z materiałami i kupiłem jej wielką chustę tak aby wyglądała jak szanująca się muzułmańska kobieta. Od tej pory Monika chodziła tylko w ten sposób a ja miałem na uwadze dobre rady Ahmeda. Spacerując po Starym Mieście przypomniałem sobie o czymś co miało niedawno miejsce w Pakistanie i co powstrzymało turystykę w tym kraju. Powiedziałem Ahmedowi, że pół roku temu ambasada duńska wydała żartobliwy komiks, który rzekomo w obraźliwy sposób przedstawił ich największego proroka Propheda Muhameda. W rezultacie tego, Pakistańczycy zaczęli palić przedmioty na ulicy, ludzie ginęli i byli bici a samochody i autobusy wybuchały w powietrze. Ahmed powiedział, że jest to prawda bo nawet on dostał po głowie i bał się wychodzić z domu. Winę za to ponoszą prości, niewykształceni ludzie, których jest tutaj bardzo dużo i dla których islam jest wszystkim. Powiedział on jednak, że nieładnie jest żartować z cudzej religii. Starałem mu się wtedy wytłumaczyć, że to nie była obraza lecz nieporozumienie kulturowe. Duńczycy chcieli tylko zażartować lecz ludzie w Pakistanie jeszcze nie przeszli takiego etapu rozwoju i stąd powstał konflikt. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że mimo, że jest wszystko w porządku i, że wszyscy są mili to wystarczy tylko powiedzieć coś nie tak a wszyscy możemy wylecieć w powietrze. Choć nic na to nie wskazywało, zacząłem się czuć nie pewnie w tym kraju. Wracając do komiksu Duńczyków, uważam że nie wszystko jest jednak w porządku w tym kraju.

Nastał wieczór i poszliśmy zjeść z Ahmedem a potem wsadził nas do autorykszy i odjechaliśmy do hotelu na Anarkali. Umówiliśmy się też z nim na następny dzień, który był dla niego bardzo ważny gdyż chciał nas ugościć u siebie w domu. Po dotarciu do hotelu byliśmy bardzo zmęczeni i poszliśmy od razu spać. To był dla nas bardzo ciężki dzień i obfitujący w nowe doświadczenia. Przez cały czas myślałem o rozmowie z kapłanami, o modlitwach pięć razy dziennie i wybuchach pół roku temu. Czułem, że do wszystkich tych tematów chciałem jeszcze wrócić.

Malowane autobusy i ciężarówki to duma Pakistanu.

Sensacja w Ogrodach Shalimar

(W tym rozdziale moja publiczna rozmowa na zakazane tematy)

Następnego dnia bardzo ciężko nam się wstało. Ja czułem się nie najlepiej ale w końcu aż po 12 wstaliśmy, poszliśmy na pakistańskie śniadanie i pojechaliśmy na spotkanie z naszym kolegą do ogrodów Shalimar. Gdy przyjechaliśmy już na nas czekał. Po zapłaceniu „ceny białego człowieka” weszliśmy do środka i było to miejsce gdzie mogliśmy odpocząć. Zobaczyłem wielki teren zielony z tarasami, małymi pałacami i fontannami. Był to inny świat w porównaniu z bałaganem, biedą i zanieczyszczeniem na ulicach Lahore. Po wejściu, wielu ludzi robiło nam zdjęcia i pytało o nasz kraj oraz o to czy lubimy Pakistan. Zauważyłem, że Pakistańczycy są niezwykle przyjaźni i zawsze szukają ze mną kontaktu. Raz nawet ludzie, którzy modlili się, przerwali aby porozmawiać ze mną i powitać mnie w Pakistanie. Wszystko czego trzeba to być w ich stosunku bardzo otwartym i miłym bo oni są bardzo. W ogrodach spotkałem też grupę młodych mężczyzn i kobiet. Chcieli zagrać ze mną i Moniką w piłkę. Sama gra nam nie wychodziła lecz rozmowa jaką zaproponowałem pod koniec bardzo wszystkich zainteresowała. Zebrało się wokół mnie około 40 osób i wszyscy słuchali. Zadałem pytanie tylko i wyłącznie kobietom, czy wolałyby żyć w ukryciu według praw islamu, czy chciałyby może przyjechać do Europy i być wolnymi. Czy chcą nosić spódnice i koszulki oraz czy chcą same szukać męża? Jednak zanim wzięły oddech, chłopcy odpowiedzieli, że nie. Powiedziałem więc mężczyznom, że nie interesuje mnie ich zdanie i chcę aby odpowiedziały tylko kobiety. Przez cały czas przychodziło więcej osób i po chwili zrobił się już prawdziwy tłum. Ahmed wtedy doradził mi, że czas już iść bo i tak nie uzyskam odpowiedzi a jemu nie wypada tłumaczyć takich rzeczy. Kobiety były w obecności mężczyzn i matek i nie miały nic do powiedzenia. Poza tym były wychowane w taki sposób, że kontakt z nimi w tamtym miejscu był niemożliwy a nikt by mi nie pozwolił być z nimi sam na sam. Za radą Ahmeda wyszliśmy z tłumu a ci którzy mieli aparaty robili nam zdjęcia ze wszystkich możliwych stron. Potem wydostanie się było już trudne więc postanowiłem, że będzie łatwiej jeśli zaczniemy im pozować przez jakiś czas. Dobrze, że Ahmed był duży i gruby przez co łatwiej mu było dać nam więcej przestrzeni. Po spacerze w parku, zrobieniu małej sensacji i rozmowie z ludźmi, nareszcie poszliśmy odwiedzić Ahmeda w domu.

Same ogrody Shalimar polecam jako miejsce odpoczynku od pokrytego spalinami i głośnego Lahore. W moim przypadku najciekawsze jednak było doświadczenie z ludźmi.

Wizyta u pakistańskiej rodziny

(O różnicach kulturowych i cała prawda o islamie z punktu widzenia młodych Pakistańczyków)

Zanim Ahmed zaprosił nas do domu, kupił nam owoce oraz zaprosił na sałatkę owocową i nie dał nam za nie zapłacić. Był bardzo zdenerwowany gdy chcieliśmy to zrobić i powiedział, że w jego kulturze jest to obraźliwe. Jesteśmy jego gośćmi i gdyby ktoś o tym usłyszał to byłoby mu głupio. Powiedziałem, że w kulturze europejskiej jest to normalne lecz on powiedział, że dopóki jestem w Pakistanie muszę respektować prawo islamu i przyjąć jego gościnność. Przed pójściem do niego miałem obawy gdyż słyszałem opowieści o obcokrajowcach, których truto i okradano lecz tak jak reszta opowieści tego typu są one często przesadzone. Tak czy inaczej wizyta w pakistańskim domu była doświadczeniem i jeśli miałem moją wyprawę traktować poważnie to musiałem podjąć ryzyko. Tym razem nie ryzykowałem sam gdyż teraz była ze mną moja przebrana za muzułmankę Monika-w pełni zakryta, jedynie twarz miała na wierzchu. Widziałem, że dla niej Pakistan był także ogromnym doświadczeniem, czasem może aż za dużym lecz podróżowała ze mną i była dzielna, posłusznie respektując obce prawa. Pamiętam, że jak na razie tylko raz podniosła głos. Wtedy gdy ją przesadzili za kraty dla kobiet w publicznym autobusie.

Po wejściu do domu Ahmeda wszyscy po kolei nas przywitali. Jego bracia i siostra, choć potem przyszło dużo znajomych i sąsiadów gdyż Ahmed chciał nas wszystkim pokazać. Najpierw poszliśmy na dach skąd był widok na sąsiedztwo. Widzieliśmy tam dużo małych mosków oraz jeszcze więcej głośników gdyż pięć razy dziennie bardzo głośno odprawiano modły. Oczywiście wszyscy byli bardzo mili choć było widać różnice kulturowe, które trzeba było jakoś przełamać. Zaproszono nas na dół do pokoju gościnnego gdzie usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Monika jednak została poproszona przez kobiety do kuchni a mężczyźni rozmawiali osobno. Ważne jest tutaj to, że przyjeżdżając do tego kraju nie tylko poznawałem ich kulturę ale oni także płonęli z ciekawości aby poznać moją. Monika z kobietami rozmawiała głównie o domu i o dzieciach i były one tak miłe, że dały Monice pierścionek, pomalowały jej paznokcie u rąk i u stóp oraz dały kilka bransoletek. Widocznie taki jest zwyczaj w krajach islamskich, że gościowi należy coś dać i zaopiekować się nim w ten sposób. W pokoju mężczyzn rozmawialiśmy głównie o polityce oraz dobieraniu małżeństw w Europie. Rozmawialiśmy o naszej wolności oraz o tym, że kobiety są wolne i mogą się ubierać jak chcą. Przyszedł także na specjalne zaproszenie kapłan z mosku, który jeszcze raz potwierdził, że spłoniemy w piekle bo nie jesteśmy muzułmanami choć z drugiej strony mimo, że był miły miał zamkniętą pozycję ciała.

Przed meczetem Badshahi w Lahore.

W obecności kapłana wszyscy byli bardzo poważni i powtarzali jak bardzo islam jest dobry i dla nich ważny. Jednak gdy kapłan wyszedł, wszyscy zaczęli się rozluźniać i rozmawiać ze mną w sposób dużo bardziej otwarty. Gdy opowiadałem im, że życie w Europie jest tak obyczajowo wolne i że możemy swobodnie rozmawiać z kobietami, oni tylko wzdychali i mówili, że szkoda że u nich tak nie ma bo im religia wszystkiego zabrania. Widać było, że moja obecność sprawiała im ogromną przyjemność i wszyscy bawiliśmy się wzajemnym towarzystwem. Poprosili mnie abym opowiedział dowcip jaki normalnie opowiadamy w Europie. Powiedziałem, że u mnie w kraju żartujemy ze wszystkiego, nawet z religii i z boga. Ciągle pamiętając o tym co stało się tutaj pół roku temu po komiksie wydanym przez duńską ambasadę, opowiedziałem im brzydki kawał erotyczny na temat boga. Do nich jednak należał wybór, co do którego boga. Nie byłem pewny ich reakcji ale gdy skończyłem, wszyscy tak się śmiali, że aż turlali się po podłodze. Widać było, że byli normalnymi ludźmi lecz uwięzionymi przez ich ukochany islam. Ahmed w tym momencie zapytał mnie czy mogę mu wysłać zaproszenie aby mógł przyjechać do Polski lub do Anglii. Powiedział, że ma już dość tych reguł i ograniczeń. Zna wiele osób, które chcą stąd wyjechać właśnie dlatego lecz nikt się do tego nie przyznaje. Wielokrotnie powtarzał, że bardzo mu na tym zależy i, że jeśli przyjedzie do Europy to będzie uczciwie pracował, będzie żył w europejskim stylu i już na zawsze tam zostanie. Kilka osób siedzących koło niego powiedziało, że chce tego samego i też mają dość ale nic nie mogą z tym zrobić. Powiedział, że on załatwi pieniądze tutaj, pojedzie tam na studia lub do pracy ale nawet z zaproszeniem wyjazd tam będzie dla niego bardzo trudny. Poprosił mnie abym napisał jeden list do niego a drugi do polskiej lub brytyjskiej ambasady i tylko potwierdził a on już sobie poradzi i ułoży życie. Byłem już w wielu biednych krajach i gdziekolwiek jadę, wszędzie chcą ode mnie listów potwierdzających gdyż bardzo dużo ludzi chce się wydostać. Ahmed był już wcześniej w Ameryce gdzie ma wujka lecz teraz, po wybuchach w Nowym Jorku nawet wujek nie może mu pomóc i Europa jest jego jedyną szansą. Po chwili zaproszono nas wszystkich na obiad. Siostra Ahmeda podała kurczaka z ryżem i to było najlepsze jedzenie jakie jedliśmy od dawna. Monika usiadła koło mnie jako moja żona i wszyscy razem jedliśmy, rozmawialiśmy i bawiliśmy się świetnie. Pomimo różnic kulturowych byliśmy w stanie porozumieć się bez problemu. Udowadnia to, że w Pakistańczykach nie ma niczego złego, są bardzo mili i towarzyscy lecz bardzo ograniczeni przez prawo islamu. Oczywiście część ludzi zawsze czegoś chce ale u nas w kraju jest przecież tak samo. Po kolacji pokazali mi pakistański taniec gdzie oczywiście mężczyźni i kobiety tańczą osobno a potem chcieli abyśmy im pokazali jak się tańczy u nas. Byli w niebo wzięci gdy zobaczyli jak tańczę z Moniką bo przecież oni tego nie mają. Oni nie mają żadnego kontaktu z kobietami przed ślubem i dlatego w Pakistanie jest tyle związków homoseksualnych choć nikt się do tego nie przyznaje. Ich święty islam robi im wielką krzywdę i choć publicznie zachwalają go, to gdy zaczynają się otwierać wielu chce żyć tak jak my. Następnie razem, mężczyźni i kobiety, usiedliśmy razem i rozmawialiśmy.

Za każdym razem powtarzali, że wspaniale się z nami bawią i koniecznie chcą nas jeszcze zobaczyć gdy dopełnimy swojej podróży po Pakistanie i wrócimy do Lahore. Po kolacji zabrali nas na orzeszki i czuli się bardzo urażeni gdy chcieliśmy zapłacić. Siostra Ahmeda zaprowadziła nas też na chwilę do ich sąsiadów gdzie miałem okazję rozmawiać z pewnym nauczycielem. Przedstawił nam on swoją rodzinę a potem rozmawialiśmy na różne tematy i też było miło. Był on wykształcony i kształcił też swoją córkę na kilku kierunkach. Miał jednak bardzo konserwatywne islamskie poglądy i powiedział, że jego córka będzie mogła poprosić swoją mamę czy może wyjść za konkretnego kawalera ale to rodzice zdecydują. Zapytałem też jak to będzie z miłością skoro ona będzie zmuszona wyjść za kogoś kto jej zostanie wskazany. Powiedział, że taka już jest ich kultura i tego się trzymają a miłość zaczyna się tam gdzie zaczyna się małżeństwo. Na każde pytanie miał gotową odpowiedź pod kątem islamu lecz ciągle był bardzo miły. Przed wyjściem powiedział, że żałuje, że nie możemy już zostać i dlatego dał nam talerz kurczaka na drogę. Pożegnali nas bardzo miło, on mi uścisnął dłoń i objął a potem wróciliśmy do domu Ahmeda. Tam jeden chłopak zapytał mnie czy nie gniewam się, że rozmawiał z Moniką a inni mówili, że mamy ładne, jasne oczy. Ahmed pokazywał mi także swoje referencje i maile od ostatnio spotkanych Holendrów oraz innych obcokrajowców. Widać, miało to być dla nas dowodem, że nas nie otruje. Pokazał mi także zdjęcia par na przyjęciach zaręczynowych i za każdym razem kobiety wyglądały jakby szły na pogrzeb, a nie na zaręczyny.

Gdy godzina już była późna, wciąż nalegali abyśmy jeszcze zostali i dlatego Ahmed namawiał nas abyśmy spędzili u niego noc w specjalnym pokoju dla gości. Pamiętam, że siostra Ahmeda prosiła Monikę aby o niej nie zapomniała i, że też chce wyjechać choć wcześniej zaprzeczała. Gdy chcieliśmy już jednak wrócić do hotelu, Ahmed odwiózł nas spory kawałek pod nasz hotel na swoim motorowerze i życzył powodzenia w podróży. Ostrzegał abyśmy już do nikogo nie chodzili i nie brali od nikogo jedzenia i abyśmy oczywiście się do niego odezwali. To był magiczny wieczór, podczas którego dowiedziałem się w jaki sposób żyje przeciętna pakistańska rodzina oraz jakie ma zwyczaje i jak bardzo ludzie tutaj potrafią być gościnni.

Bez wątpienia wizyta u nich w domu i poznanie ich sąsiada było dla nas ogromnym doświadczeniem. Zaniepokoiła mnie tylko ich odpowiedź na jedno pytanie. Zapytałem czy gdyby mieli wybór, walczyliby za „seks i rock and roll” czy za islam. Wszyscy zgodnie odparli, że za islam. Wydaje mi się więc, że mimo wszystko będzie lepiej jeśli zostaną u siebie gdyż bojowników o islam mamy już w Europie aż nadto.

Pakistańczycy są mili i gościnni ale ich prawdziwa natura wkrótce bierze górę. (Po prawo moja dziewczyna, która starała się przyjąć “terrorystyczną pozę”).

Monika wzorem islamskiej mody

Tego wieczoru (po ponownym, ciepłym przywitaniu z kierownikiem hotelu) nie mogliśmy od razu zasnąć gdyż nasze pierwsze dni w Pakistanie okazały się bardzo miło zaskakujące. Na ulicy na której mieszkaliśmy, zarówno ludzie koczujący na zewnątrz jak i handlarze jedzeniem a potem kierownik hotelu-zgodnie mi mówili, że Monika jest piękna gdyż przez cały czas nosiła płachtę na głowie i wyglądała jak prawdziwa muzułmańska kobieta. Jej wcześniejszego wyglądu nikt nie komentował.

Następnego dnia mieliśmy w planie pojechanie do stolicy tego uroczego kraju czyli Islamabad a dalsze zwiedzanie Lahore miałem w planach przed wyjazdem z Pakistanu.

Podróż do Islamabad

(W tym rozdziale o ponownym „spłonięciu w piekle”z powodu innej religii niż islam, o Kaszmirze oraz o indyjskich filmach)

Jadąc do naszego nowego celu zobaczyłem, że pakistańskie drogi oraz główna, nowa autostrada są bez porównania lepsze od tych w Indiach dlatego, że jechaliśmy normalnie. Nie wyrzucało nas w górę tak jak to było w Indiach czy w Nepalu.
Przez cały czas oglądaliśmy bardzo naiwne filmy indyjskie, w które Pakistańczycy byli wpatrzeni. Przypomnę, że jest to kraj islamski czyli kraj zakazów. Na filmach indyjskich choć fabuła nie ma żadnego sensu, są pokazane ładne, skąpo (wg islamu) ubrane dziewczyny. Przez cały czas widać tańczące kobiety oraz pary, które są razem i trzymają się za ręce. W Pakistanie jest to oczywiście zabronione, dlatego też Monika przez cały czas miała chustę na głowie. Zauważyłem też, że indyjskie filmy, które zawładnęły pakistańskim rynkiem filmowym są bardzo nieprawdziwe. Przez cały czas pokazywane są skąpo ubrane kobiety, piękne i bogate wnętrza i luksusowe samochody co w niczym nie przypomina biednych Indii. Przeciętny Pakistańczyk jednak uważa, że tak na prawdę jest, gdyż w taki sposób jest wszystko przedstawiane. Najdziwniejszą jednak rzeczą jest to, że na indyjskich filmach Hindusi są bardzo wybieleni. Wszyscy aktorzy są prawie tak biali jak ja co znowu nie jest zgodne z prawdą. Z drugiej jednak strony bardzo rzadko zdarzają się Pakistańczycy o białym kolorze skóry i zielonych oczach. Domyślam się, że ludzie ci pochodzą z dalekiej północy i mają przodków z Rosji lub są potomkami Alexandra Wielkiego.

Posiłek na granicy z Indiami w doborowym towarzystwie.

Podczas jazdy spotkałem dwóch Pakistańczyków i oczywiście wdałem się w rozmowę. Przez cały czas byli bardzo mili lecz na moje pytanie o religii odpowiedzieli, że według islamu spłonę w piekle i zaczęli się śmiać. Podczas postoju poszliśmy razem na posiłek a oni nie pozwolili mi zapłacić. Tym razem Monice udało się usiąść z nami a nie w osobnym przedziale dla kobiet. Poruszyliśmy też sprawę Kaszmiru na co odpowiedzieli, że Pakistan zaproponował referendum, tak aby ludzie z Kaszmiru sami zdecydowali do którego kraju chcą należeć. On powiedział, że Indie nigdy się na to nie zgodzą gdyż w Kaszmirze jest duża przewaga muzułmanów i dlatego zostałby on szybko przyłączony do Pakistanu. Z drugiej jednak strony nie wspomniał dlaczego w Kaszmirze jest więcej muzułmanów. Otóż dlatego, że większość Hindusów została wypędzona lub zabita. Ten sam mężczyzna pomógł nam też znaleźć transport aby dostać się lokalnym autobusem do Rawalpindi i przeprosił jeśli źle zrozumiałem tłumaczenie koranu na temat mojego”spłonięcia w piekle”. Przez cały czas zdumiewa mnie dobry humor oraz gościnność i otwartość Pakistańczyków. Moja podróż po tym kraju jest przez to jeszcze ciekawsza.

Islamabad i Rawalpindi

(Krótko o bliźniaczej stolicy Pakistanu, mosku Shaha Faisala, pakistańskim homoseksualiźmie i paru innych rzeczach)

Stolica kraju-Islamabad, składa się z dwóch części: Islamabad i Rawalpindi. Są to dwa bliźniacze miasta oddzielone tylko o 10km. Rawalpindi przez krótki czas było stolicą Pakistanu.

Gdy dotarliśmy do hotelu, wzięliśmy najtańszy pokój bez ciepłej wody lecz na życzenie Moniki dostarczono nam cały kubeł wrzątku. Jak zawsze w Pakistanie, wszyscy byli mili, jedzenie dobre a zawsze do śniadania włączano nam indyjskie filmy. Spotkaliśmy tam Polaka, który powiedział, że był na północy Pakistanu i tam są wszyscy tak mili, że można jechać bez pieniędzy. Wszyscy chcieli go karmić i poić oraz zapraszali do domu na noc. Niestety byli też mężczyźni, którzy proponowali mu seks i byli zdziwieni gdy odmawiał. Po przemyśleniu nie dziwię się Pakistańczykom dlatego, że religia zabrania im jakiegokolwiek kontaktu z kobietami aż do ślubu i gdy widzą ładnego, białego mężczyznę, proponują seks. Zauważyłem, że mi także co jakiś czas ślą buziaki na odległość lecz niczego nie proponują bo widzą, że jestem z kobietą. Pytają tylko z wielką nadzieją czy to moja siostra. Przypomina mi się w tym momencie gdy byłem w Indonezji-na Sumatrze i miałem tego rodzaju propozycję przez telefon.

W Rawalpindi jest kilka ciekawych miejsc takich jak na przykład muzeum wojny czy park narodowy lecz myślę, że wizytówką tego miasta jest wielki bazar Fowara Chowk i autostrada prowadząca do Islamabad. Spędziliśmy tam trochę czasu obserwując miejscowych handlarzy i ulice zapchane wszelkim towarem. Moją uwagę zwróciło miejsce w, którym malowano pejzaże na ciężarówkach co jest tradycją w tym kraju. Większość czasu spędziliśmy w dzielnicy Saddar i Murree Road gdzie znajduje się większość tanich hoteli i dlatego właśnie tam zamieszkaliśmy. Tutaj na szczęście poznałem jeszcze bardziej poczucie humoru Pakistańczyków. Gdy poszedłem na kolację pierwszego wieczoru, szef knajpy zaprosił swojego kolegę i powiedział mi, że ma na imię Osama i jest z Afganistanu. Rzeczywiście i szef i sam Osama wyglądali jak Bin Laden. Osama uśmiechnął się a Monika zrobiła zdjęcie co było dość zabawne. Monice tylko nie pasowała klasa lokalu ale nie mogę już na to zwracać wielkiej uwagi.

Następnego dnia pojechaliśmy już do samej stolicy czyli Islamabad. Na pierwszy rzut oka miasto nie było zachwycające, tym bardziej, że w Lahore było tak dużo zabytków. Jedną z kilku rzeczy, którą warto tu zobaczyć to wielki i bardzo nowoczesny mosk Shaha Faisala, który został zbudowany w latach 80-tych XX w i był darem dla Pakistanu od władcy Arabii Saudyjskiej. Budowla, która kosztowała aż 50mln usd była imponująca i wielka, lecz tak nowa, że nie było w niej czuć tej atmosfery, którą czuje się zawsze w moskach z XVI wieku, takich jak tego w Lahore czy w Delhi. Mosk ten znajduje się u stóp wzgórz Margalla co sprawia, że przyjemnie można tu spędzić czas leżąc na trawie i patrząc na góry. Mosk Shaha Faisala był dla mnie miłym doświadczeniem i zrobił na nas duże wrażenie tym bardziej, że cały jest zbudowany z białego marmuru i jest najbardziej kolosalną budowlą w całym Islamabad. Resztę dnia spędziliśmy w parku gdzie dzieci grały w krykieta a my mogliśmy odpocząć. Byliśmy też na pysznych kebabach i ogólnie było bardzo miło jedząc i obserwując ludzi oraz tak inne dla nas otoczenie. W Islamabad mogłem zrobić trochę więcej gdyż jest tutaj także zoo, inne parki i ścieżki górskie z pięknymi widokami a za miastem także kopalnia soli. Jednak po kilku miesiącach podróżowania z Moniką zdałem sobie sprawę, że zabieranie kobiet w pewne miejsca nie jest dobre gdyż zaczynają marudzić i stają się tylko ciężarem. Planuję na szczęście wyprawę trasą Karakoram z Kaszgaru, poprzez Pakistan do Iranu. Mam więc nadzieję, że będzie mi to kiedyś dane nadrobić a Monikę i tak wkrótce wysyłam do domu.

Islamabad i Rawalpindi oceniam bardzo dobrze. Są to ciekawe miasta i jednocześnie ładnie położone. Jednak z punktu widzenia starej architektury zdecydowanie lepsze jest Lahore.

Peszawar – pierwsze wrażenia

(Stare Miasto, zielona herbata w bunkrze, propozycja wycieczek i inne)

Następnego dnia rano pojechaliśmy do kolejnego miejsca zainteresowania, czyli Peszawar. Jest to miasto znajdujące się na zachodzie Pakistanu, tylko 58km od granicy z Afganistanem. Wzięliśmy tam prywatnego busa i byliśmy szybko na miejscu. Pamiętam, że wszyscy dotąd ostrzegali nas przed tym miastem i mówili, że jest niebezpieczne. Jak zawsze jednak, nie do końca wierzę w opowieści grozy tego typu, mimo że polska ambasada radzi aby zwłaszcza tam nie jechać. W Peszawar zamieszkaliśmy w najlepszym hotelu (choć i tak tanim) gdzie mieliśmy taki luksus jak wykładzina na podłodze i gorąca woda do woli. Gdy weszliśmy do pokoju, kilka minut potem zapukał do nas agent podróży i zaproponował wycieczki. Nie były to jednak wycieczki jakie sobie wyobrażamy. Były one organizowane na tereny gdzie ludzie rządzą się swoimi prawami. Zaraz gdy kończy się Peszawar, jest teren w promieniu 45km od granicy z Afganistanem, który jest na terytorium Pakistanu lecz prawo tego kraju tam nie dociera i dlatego obcokrajowcy nie mają tam wstępu, chyba że ze specjalnym zezwoleniem oraz z uzbrojonym policjantem. Nie byłem pewien czy jest to dobre miejsce dla Moniki ale chciałem tam pojechać, zwłaszcza że widziałem tyle wpisów ludzi, którzy byli tam wcześniej i wrócili szczęśliwie.

Tego samego wieczoru nasz agent podróży (Hussain) oprowadził nas po Starym Mieście. Peszawar jest brudne i ciemne lecz ma swoją specyficzną atmosferę. Całe miasto wygląda jakby właśnie wybuchła tam bomba choć jest podobno wszystko w porządku. W Peszawar jest najwięcej uchodźców z Afganistanu, którzy sprzedają swoje dywany, korale oraz proponują wycieczki z przewodnikiem właśnie do Afganistanu. Wiem, że dużo ludzi tam jeździ na wakacje i wraca lecz tym razem nie chciałem ryzykować gdyż byłem z Moniką i nie przygotowałem się odpowiednio do takiej wyprawy. Hussain zaprosił nas do bardzo starej herbaciarni w rozwalonym domu na pierwszym piętrze. Monika bała się tam wejść, tym bardziej, że zgasło światło. Jak mówiłem wcześniej, jest wiele miejsc w Pakistanie które działają na wyobraźnię choć jest dość bezpiecznie a zielona herbata właśnie w tym miejscu była wyśmienita. Hussain dodał, że w tej herbaciarni zawsze wysiada elektryczność a otoczenie wyglądało jak tragiczny przytułek dla bezdomnych. Hussain oprowadził nas po Starym Mieście i pokazał wiele ciekawych miejsc. Uważam, że właśnie Stare Miasto w Peszawar jest tym po co warto tu przyjechać. Znajduje się tu interesująca architektura jak na przykład mosk Mahabata Khana z XVII wieku czy wieża zegarową Cunningham z początku XX wieku i zbudowana na cześć królowej Victorii. Jednak duszą i sercem Peszawar są zatłoczone, gwarne bazary gdzie trzeba uważać na przejściach aby nie być potrąconym przez rykszę lub czasem też osła. W każdym sklepie można usiąść i targować się o ceny a wcześniej czy później znajdzie się ktoś kto zamówi zieloną herbatę. W tym pakistańsko-afgańskim otoczeniu można znaleźć wszystko od warzyw i owoców poprzez buty i elektronikę aż do staników i sztucznych szczęk. O nastroju tego miejsca świadczą jednak przyprawy, osiołki przewożące warzywa oraz herbaciarnie. Peszawar jest znane z wyśmienitej zielonej herbaty. Spacerując po mieście, dotarliśmy na targ warzywny, gdzie ludzie nas witali i pytali skąd jesteśmy. Jeden sprzedawca dał Monice bransoletkę plecioną z czerwonych róż a drugi dał jej siatkę warzyw i powiedział, że wita ją w Pakistanie. Tak jak wcześniej ludzie szukali z nami kontaktu i byli ciekawi co myślimy o ich kraju. Wycieczka po mieście była bardzo ciekawa choć jak zawsze tutaj, wiele miejsc wydawało się bardzo mrocznych.

Na sam koniec Hussain zaprowadził nas do swojego szefa, gdzie usiedliśmy, rozmawialiśmy i znowu piliśmy pyszną zieloną herbatę. Miejsce do którego dotarliśmy było chyba jedynym spokojnym zakątkiem miasta gdzie nie było słychać nawoływań sprzedawców i ryksz. Był to park zwany Khalid-bin-Walid Bagh będący skrawkiem mughalskiego ogrodu. Przebraliśmy się tu w śmieszne stroje rycerskie i w taki sposób rozmawialiśmy przez parę godzin. Na miejscu była też jedna Amerykanka w wieku około 60 lat, która już drugi raz chciała pojechać do Afganistanu. Powiedziała, że pierwszy raz wróciła szybko ale nie dlatego, że bała się ale dlatego, że było dla niej za gorąco. Po miłym wieczorze Hussain odprowadził nas do hotelu i umówiliśmy się z nim na następny dzień pełen wrażeń.

Wycieczka na tereny wyjęte spod prawa

(Bazar szmuglerów, obóz uchodźców afgańskich, fabryka malowania ciężarówek)

Około południa wyruszyliśmy na obszar wyjęty spod prawa, będący terytorium Pasztunów (mniejszość etniczna pochodząca z Afganistanu). Od razu zauważyłem, że było inaczej. Ludzie mieli jeszcze więcej broni niż w Peszawar, gdyż tam pozwolenie nie jest potrzebne. Nasz samochód miał być enklawą bezpieczeństwa gdyż jechaliśmy z ludźmi znanymi w “tamtym świecie”. Nasz program na ten dzień obejmował bazar szmuglerów, obóz uchodźców z Afganistanu oraz fabrykę malowania ciężarówek i jak się potem okazało było to niezapomniane przeżycie. Drogi były raczej puste lecz przy każdym większym skupisku ludzi od razu dało się zauważyć brudne bazary i AK-47. To było dla mnie nowe oblicze Pakistanu. Niby wszystko było w porządku a wszyscy byli uzbrojeni jakby szykowali się do wojny. Niektórzy nosili też całe zwoje amunicji. Monika była przerażona lecz nic nie mówiła.

Gdy dojechaliśmy na bazar szmuglerów, Hussain zaprowadził nas najpierw do najbliższego sklepu a potem chodziliśmy już tylko z kilkoma ludźmi. To co zobaczyłem było nie do uwierzenia, że takie miejsca istnieją jeszcze na ziemi. Kałasznikowy wisiały na ścianach jak kiełbasy na hakach. Gdy tylko weszliśmy zostaliśmy przywitani i powiedziano nam gdzie usiąść. Wręcz od razu dostałem wielki karabin do ręki oraz zapoznałem się z ich całym arsenałem. Nie było to jednak muzeum. Był to zwykły sklep jakich tam wiele i wszystko było na sprzedaż. Mówili, że wiele broni pochodzi z Afganistanu a niektóre są produkowane nieopodal w fabryce. Produkowane są tu także kopie kałasznikowów na zamówienie a dzieci wyrabiają kule do wszelkiego rodzaju karabinów. Wszyscy przy tym śmiali się i robiliśmy sobie zdjęcia z ich wielkimi armatami. Po chwili położyli mi na kolanach wszelkie rodzaje narkotyków: był haszysz, opium i heroina. Pokazali mi też fałszywe pieniądze. Mieli lokalną walutę oraz dolary, funty i euro. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało dobrze choć po dokładnym przyjrzeniu się widać było różnicę. Porozmawialiśmy trochę i poszliśmy na spacer podczas którego mogłem sprawdzić w wielu sklepach ich broń i narkotyki. Opowieść ta wygląda jak film sensacyjny ale to miejsce istnieje nieopodal Afganistanu i jest pilnowane przez skorumpowaną policję. Teraz bazar tego typu jest też dostępny dla turystów jako nowe źródło dochodów. Przez cały czas wszyscy kryminaliści byli dla nas mili i widać, że chcieli się podzielić z nami swoim fachem. Mogliśmy robić zdjęcia lecz nie pozwolili mi robić filmu a gdy nadszedł stosowny czas powiedzieli abym poczekał w samochodzie i podali mi rękę a do Moniki tylko skinęli głową. Było to dla nas zupełnie nowe doświadczenie i cieszyliśmy się, że to przeżyliśmy oraz, że już mogliśmy opuścić to miejsce. Monika aż zaniemówiła z wrażenia i nie odzywała się jeszcze długo. Wyjeżdżając z bazaru szmuglerów widzieliśmy jak ludzie nosili karabiny i sprzedawali narkotyki a obok policja kierowała ruchem ulicznym. Bazar szmuglerów był doświadczeniem jedynym w swoim rodzaju.

W Peshawar w Pakistanie, mieście blisko Afganistanu, które siedzi na bombie.

Naszą drugą atrakcją dnia był obóz afgańskich uchodźców, którzy wyrabiali cegły. To miejsce nie było niebezpieczne ale bardzo przygnębiające. Widzieliśmy ludzi z Afganistanu, którzy chodzili na bosaka lub w klapkach i okrywali się kocami. Mieszkali w glinianych chatach i żyli z produkcji cegieł. Gdy zaczęliśmy chodzić po cegielni, najpierw wyskoczyły do nas dzieci, które były wszędzie i były bardzo podekscytowane naszą obecnością. Pchały się do wszystkich zdjęć i wszędzie z nami chodziły. Dzieci także pracowały wypalając cegły i była to jedyna rzecz, którą mogły robić. Nie miały ani wykształcenia ani żadnych perspektyw. Ludzie żyli tam w straszny sposób lecz mimo to byli na tyle mili, że zaprosili nas na herbatę. Nie mieliśmy jednak ochoty pić z powodu otaczającej nas nędzy. Pracowali na bosaka w tragicznych warunkach a cegły przewozili przy pomocy osłów. Widziałem małe dzieci bawiące się cegłami na kupie śmieci a te, które potrafiły chodzić musiały pracować. Wszystkie brudne i pozostawione same sobie. Gdy wyjeżdżaliśmy biegły za samochodem. Śmiały się dlatego, że widocznie nie rozumiały jak bardzo ich życie jest tragiczne. Cegielnia afgańska była wstrząsającym przeżyciem i po Tybecie było to chyba najbardziej tragiczne dotąd miejsce. Zrobiłem tam wiele pięknych zdjęć i filmów oddających ponurą prawdę o afgańskich dzieciach i ich rodzicach.

Trzecią i ostatnią rzeczą była fabryka malowania ciężarówek. W Pakistanie jest tradycja malowania ciężarówek i autobusów na bardzo pstrokate kolory. Dobudowane są na nich różne platformy a potem dookoła malowane są pejzaże i drobne wzory. Ciężarówka w stanie surowym jest dostarczana z Japonii a przed wyjazdem na pakistańskie drogi musi spędzić jeszcze dużo czasu na malowaniu i przyozdabianiu.

Wzory są różne i przedstawiają góry, orły oraz mozaiki wszelkiego typu. Smutną rzeczą jest, że w fabryce pracuje dużo dzieci, które zajmują się głównie najdrobniejszymi szczegółami. Wszędzie w fabryce leżała pokrojona blacha i było dużo farb .Widziałem też, że kabina kierowcy także jest przyozdabiana i w Pakistanie zawód ten traktuje się bardzo poważnie jako część ich kultury. Wizyta w tej fabryce była jedyną nie tragiczną rzeczą choć i tu pracowały dzieci. Cały dzień dał nam bardzo dużo do myślenia, zwłaszcza cała broń i narkotyki. Rozumiem, że dzieci malują ciężarówki i pracują w fabrykach jak na całym subkontynencie lecz w Pakistanie dzieci produkują kule do kałasznikowów.

Każdy kto ma na tyle odwagi lub zdrowego rozsądku aby przyjechać do Peszawar, serdecznie polecam wycieczkę za miasto zaliczającą wszystkie trzy miejsca. Jestem też pewien, że atrakcji tu nie brakuje a za parę tysięcy rupii można postrzelać ostrymi nabojami z kałasznikowa w kierunku pustyni. Każdemu kto tu będzie życzę po prostu szczęścia.

Herbaciarnia w Peshawar.

Tego wieczoru byliśmy zmęczeni i poszliśmy spać zaraz po kolacji. Dodam, że jedzenie w Pakistanie jest także o wiele lepsze niż w Indiach. Tutaj jest dużo mięsa wszelkiego rodzaju podczas gdy w Indiach głównie warzywa przygotowywane na wiele sposobów.

W drodze do Afganistanu (Khyber Pass)

Następnego dnia rano wciąż mi było mało mocnych wrażeń dlatego ruszyliśmy na naszą kolejną wycieczkę. Tym razem pojechaliśmy przez Khyber Pass. Jest to obszar na granicy z Afganistanem gdzie musieliśmy wziąć uzbrojonego policjanta i wymagaliśmy pozwoleń. Także ten obszar znajduje się poza prawem pakistańskim i jest on sławny jako droga prowadząca z bliskiego wschodu na subkontynent. To właśnie tą drogą przechodziły zawsze wojska i tędy prowadziły szlaki wojenne. Tutaj też prowadził swe wojska Alexander Wielki. Tym razem pojechaliśmy z szefem Hussaina, który nazywał siebie “książę”. Jak na razie wszystko było prowadzone bardzo dobrze lecz uważam, że każdy trochę kłamał. Nasza podróż była bardzo udana i im bliżej byliśmy Afganistanu tym było więcej gór. Po drodze zrobiliśmy wiele zdjęć w pozycji “napadu z bronią” oraz jak mój przewodnik celował do mnie podczas gdy ja miałem podniesione ręce. To już tradycja w tych stronach i jednocześnie afgański dowcip. Monika też ma kilka dobrych zdjęć w towarzystwie “podejrzanych o terroryzm”. Zaproszono nas też na zieloną herbatę i ogólnie było bardzo miło. Po drodze oprócz gór znowu widzieliśmy ludzi z kałasznikowami lecz to nie miało na nas wpływu. My byliśmy tylko obserwatorami a gdy chcieliśmy wyjść, robiliśmy to zawsze z uzbrojonym policjantem. Cała wycieczka nie polegała jedynie na jeździe do granicy, robieniu zdjęć z bronią i piciu zielonej herbaty. Po drodze widzieliśmy kilka ciekawych obiektów takich jak Fort Jamrud, mosk Ali Masjid czy choćby samo wejście do Kbyber Pass czyli Bab-e-Khyber. Jednak ani fort ani mosk nie podobały mi się tak bardzo jak sama, kręta trasa do Afganistanu wiodąca przez piękne góry oraz postoje co jakiś czas na zielonę herbatę, w towarzystwie uzbrojonych strażników. Oprócz tego punktem „podnoszącym temperaturę” całej wycieczki było samo przygotowanie do niej, czyli najpierw załatwienie pozwolenia od politycznego agenta Khyber, następnie towarzystwo uzbrojonego strażnika i sama świadomość, że jechaliśmy w stronę ogarniętego wojną Afganistanu. Trasa Khyber była czymś szczególnym dla mnie także ze względu na ciężar historii.

Podczas mojej podróży po Khyber Pass z moimi agentami podróży.

Miałem świadomość, że tą drogą na subkontynent prowadził swe wojska Alexander Wielki choć na trasie tej są też groby Brytyjskich żołnierzy poległych tu w drugiej wojnie z Afganistanem. Po około godzinie jazdy, przejeżdżając przez miasteczko graniczne Torkham, dotarliśmy do Straży Michni. Był to ostatni punkt przed granicą do którego mogli dotrzeć podróżnicy nie wjeżdżający do Afganistanu. Widok był piękny i z góry na której byliśmy, widzieliśmy dokładnie granicę pakistańsko-afgańską oraz ciężarówki z jedzeniem zmierzające do Kabulu i góry Afganistanu. Widziałem także, że zaraz przy granicy ale po stronie Afganistanu był rozbity obóz uchodźców próbujących dostać się do Pakistanu. Myślę, że obydwoje czuliśmy się wtedy bardzo dobrze, wiedząc że byliśmy tylko o krok od Afganistanu. To była przygoda z dreszczykiem emocji dająca nam satysfakcję, że dotarliśmy tak daleko. W drodze powrotnej nadal obserwowaliśmy góry a po około godzinie wróciliśmy do Peszawar. Na pamiątkę wziąłem nasze pozwolenie, jako dowód że akurat tego dnia mogliśmy pojechać w to szczególne miejsce.

Peszawar – ostatni dzień

(Muzeum Peszawar, rozmowy z obywatelami kraju, nienawiść do Ameryki i jeszcze więcej zielonej herbaty)

Mieliśmy jeszcze prawie cały dzień na Peszawar i dlatego postanowiliśmy powłóczyć się po mieście oraz iść do miejscowego muzem. Jak zwykle w Pakistanie, zawsze w takich miejscach obcokrajowcy płacą więcej lecz udało mi się kupić dwa bilety za cenę jednego. W tym viktoriańskim budynku z czerwonej cegły znajduje się kolekcja sztuki Ghandaharu, w tym statuetki i obrazy przedstawiające życie Buddy. Trzeba pamiętać, że Peszawar od wieków znajdował się na linii krzyżującej kultury i religie, których ślady pozostały tu do dziś. Był on rządzony przez imperium mughalskie, królestwo ghandaharu, przez Sikhów oraz Brytyjczyków a wcześniej został podbity przez sławnego Macedończyka-Aleksandra Wielkiego.

W obozie uchodźców afgańskich przy granicy z Afganistanem.

Po wyjściu z muzeum znowu przekonałem się o pakistańskiej życzliwości. Idąc przez gwarną ulicę i mijając stoisko z legitymacjami obywateli afgańskich, dostałem w prezencie kilka ciastek w sklepie a potem poszliśmy z Hussainem na kolację. Zauważyłem, że wszyscy Pakistańczycy uwielbiają rozmawiać na tematy polityczne. Normą jest tutaj, że wszyscy nienawidzą Ameryki i uważają, że George Bush jest największym terrorystą na świecie. Wszyscy są też święcie przekonani, że Amerykanie chcą też napaść na Iran i jest to tylko kwestia czasu. Mówią, że Ameryka nigdy nie napada na tego kto ma bombę atomową i dlatego takich krajów jak Korea Płn. czy Chiny oraz Pakistan, Ameryka nie zaatakuje. Są też tacy (głównie ci z Afganistanu), którzy uważają, że Saddam Hussain był bardzo dobrym człowiekiem. Wielu też uważa, że Osama Bin Laden pracuje dla Ameryki i dlatego nic mu nie grozi a cała akcja na Nowy Jork była tylko amerykańską prowokacją. W Peszawar wszyscy uwielbiają te tematy a zwłaszcza Afgańczycy. Spotkałem ich tu wielu i wszyscy chcieli mi coś sprzedać. Raz nawet Afgańczyk zapłacił za moją herbatę a następnie zaprosił mnie do swojego sklepu z dywanami. Spotkałem też takich, którzy chcieli mnie zabrać do Afganistanu ale przecież nie mogłem tam pojechać z człowiekiem poznanym na ulicy. Na ulicach Peszawar widać było wiele miejsc gdzie wyrabiano karty stałego pobytu dla Afgańczyków, raz także mój rykszarz był z Afganistanu. Wszyscy byli bardzo mili i gościnni i wszyscy brzydzili się Ameryką. Na pamiątkę tego niezwykle interesującego miejsca kupiłem sobie dywan z koziej wełny oraz czapkę i rękawiczki z tego samego materiału. Za kilka rupii można tu natrafić na niezłe okazje i ubrać się z klasą (jak na tutejsze warunki oczywiście).

Peszawar oraz wszystko co zobaczyłem dookoła było warte wizyty tutaj. Trasa do Afganistanu, bazar szmuglerów, cegielnia uchodźców afgańskich czy choćby zielona herbata. Wszystkie te doświadczenia na tle pstrokato pomalowanych ciężarówek są niezapomniane. Jak do tej pory Peszawar i „atrakcje” dookoła miasta stawiam na pierwszym miejscu. Zwłaszcza pod względem realizmu tego kraju.

W obozie uchodźców afgańskich przy granicy z Afganistanem.

Taxila

Następnego dnia rano (w Wigilię) pojechaliśmy do historycznego miasta Taxila. Tym co warto by było tam polecić to ruiny, które zostawili po sobie buddyści i starożytni Grecy, nawet z III wieku przed naszą erą. Tutaj właśnie w 326 roku p.n.e. zatrzymał się Alexander Wielki, który zmierzał na subkontynent. Znajdują się tutaj archeologiczne wykopaliska z tamtego i późniejszego okresu i myślę, że każdy kto jest zainteresowany wczesną sztuką buddyjską i grecką powinien się tu zatrzymać. (Taxila to także początek/koniec trasy Karakoram, która prowadzi aż do Kaszgaru w płn.zach. części Chin)

Autobus wysadził nas nocą na środku ruchliwej ulicy a stamtąd wzięliśmy rykszę do hotelu. Hotel wyglądał na opuszczony i znaleźliśmy kogoś dopiero gdy byliśmy tam za drugim razem gdyż w całej okolicy zgasło światło i nie było widać absolutnie nic. Tego samego wieczoru zaprosiłem Monikę do ładnej restauracji i to była nasza Wigilia. Było bardzo miło lecz trudno tutaj mówić o świątecznym nastroju. Po prostu cieszyliśmy się, że mogliśmy być w tym ładnym miejscu razem i rozmawialiśmy głównie o rodzinie i o naszej podróży. Nie było świątecznego karpia dlatego zjedliśmy kurczaka. Jedzenie było bardzo dobre a kelner dolewał nam zielonej herbaty i co jakiś czas dokładał chleba czapati. Myślę, że byliśmy szczęśliwi razem w tych ciężkich warunkach. Po kolacji wróciliśmy do naszego hotelu i poszliśmy szybko spać gdyż światła nadal nie było. To była właśnie nasza Wigilia w tym roku.

Nazajutrz zatrudniliśmy rykszarza i zaczęliśmy zwiedzać ruiny lecz nie byłem zachwycony. Zwłaszcza po tym gdy zobaczyłem Angkor Wat w Kambodży, myślę że żadne ruiny nie są w stanie już na mnie zrobić wrażenia. Po Taxili spodziewałem się czegoś więcej gdyż niestety najciekawsze obiekty nie przetrwały próby czasu. Obiekty były oddalone w bliskiej odległości od siebie i były to pozostałości świątyń greckich, całych miasteczek, sklepów i domków mieszkalnych. Myślę, że całość jest lepiej ukazana w muzeum, które jest też punktem wypadowym do zwiedzania ruin. Mimo wszystko miło spędziliśmy czas, zobaczyliśmy coś nowego a wszędzie nas podwoził nasz prywatny rykszarz. Zatrzymaliśmy się też na polu pomarańczowym i jednej z prymitywnych lecz uroczych barów pod gołym niebem aby napić się zielonej herbaty i zjeść ciepły chleb naan. Jednym z kilku obiektów, które zapadły mi w pamięci były ruiny świątyni na wzgórzu i aby się tam dostać musieliśmy wspinać się po dość wysokich, krętych schodach. Na szczycie znajdował się najlepiej zachowany dom z tamtego okresu, z kilkoma pokojami i kaplicami. Ładny był stąd widok i obiekt był bardzo ciekawy lecz niestety i tu spotkaliśmy biednego człowieka, który żebrał o pieniądze. Tyle tylko, że „zbierał” monety euro i funty, które potem najprawdopodobniej wymieniał na rupie.

Bardzo interesujący byli dla mnie ludzie, których spotkałem, bardzo dobrze przedstawiających tragizm tego kraju. Sprzedawali pamiątki i kwiaty za kilka rupii i sprawiali wrażenie jakby od tego zależało ich życie. Taxilę będę wspominał jako ciekawe miejsce z powodu doświadczeń z ludźmi gdzie ruiny są piękną oprawą miasta. Tutaj też spędziłem wigilię co było bardzo dla mnie nietypowe.

Zwiedzanie zajęło nam kilka godzin a następnie jadąc przez brudne, chaotyczne miasteczko Taxila wskoczyliśmy do autobusu jadącego do Lahore. Jazda była o tyle dobra, że jechaliśmy dobrą autostradą lecz trwało to o wiele dłużej niż sądziliśmy.

Powrót do Lahore

(Pakistańska gościnność, muzeum, zoo, noc u Ahmeda, halal)

W Lahore zatrzymaliśmy się w tym samym hotelu co poprzednio gdzie natrafiliśmy na znany nam już syf. Tego samego dnia poszliśmy jeszcze na kolację gdzie po raz kolejny doświadczyliśmy pakistańskiej gościnności. Wielu ludzi znowu chciało nas powitać w Pakistanie a zwłaszcza jeden dziadek, który bardzo szukał z nami kontaktu i zaprosił nas na herbatę. Był on bardzo biedny, nie miał zębów i męczył go reumatyzm ale mimo to zaprosił nas. Powiedziałem, że ja mogę zapłacić ale on nie chciał. Widziałem jak wyciągał pieniądze i prosił herbaciarza aby nie musiał płacić pełnej stawki. Chciał naszych zdjęć i chciał się jeszcze z nami zobaczyć ale nie mieliśmy już czasu. To było kolejne tragiczne doświadczenie, które utkwiło mi w pamięci. Wróciliśmy do naszego cuchnącego pokoju i poszliśmy spać. W drugi dzień świąt chciałem zrobić coś co sprawi mi przyjemność. Najpierw zadzwoniłem do naszego kolegi Ahmeda lecz go nie było więc sami poszliśmy do Muzeum Lahore a potem do zoo. Muzeum Lahore znajduje się w czerwonym, kolonialnym budynku i jest bardzo bogate w zabytki. Nie tylko pakistańskie ale także z całego subkontynentu i z Tybetu. Było dużo rzeźb i ręcznie robionych dywanów z wielu kultur i doktryn religijnych. Jak zawsze też musieliśmy zapłacić za wejście aż 10 razy więcej niż Pakistańczycy. W muzeum ludzie bardzo chcieli ze mną porozmawiać lecz najwięcej czasu poświęciłem grupie studentów, którzy rozmawiali ze mną na tematy polityczne oraz co sądzę o Pakistanie. Na koniec jeden z nich stwierdził, że gdyby każdy w Europie i w Ameryce był taki jak ja to na pewno mój kraj byłby piękny a ludzie żyliby w pokoju. Gdziekolwiek nie poszedłem do tej pory, zawsze napotykałem kogoś kto rozmawiał ze mną w ten sposób i zawsze wszyscy mnie słuchają i łakną informacji z zewnątrz. Po muzeum poszliśmy do zoo lecz nasze wejście tam było trudniejsze niż myślałem. Problem polegał na tym, że turyści musieli płacić aż 300 rupii od osoby podczas gdy Pakistańczycy tylko 10 rupii. Bardzo się zdenerwowałem i zrobiłem wielką aferę przed wejściem, aż zebrało się dużo ludzi. Powiedziałem, że w moim kraju jest około 50 tysięcy imigrantów z subkontynentu i traktujemy ich tak samo jak siebie. U nas nie ma ceny dla obcokrajowców i dla Polaków. Straż była nieugięta lecz ja też. Po jakimś czasie ludzie przed zoo chcieli za mnie zapłacić lecz ja odmawiałem. Domagałem się kupna biletu po normalnej cenie i w końcu strażnicy nie mogli już ze mną wytrzymać i zaprowadzili mnie do dyrektora zoo. Tam opowiedziałem im w czym jest problem i w rezultacie wpuścili nas obydwoje za darmo. Chciałem zapłacić lecz nikt już nie chciał ze mną rozmawiać. Wszyscy byli szczęśliwi, że już skończyłem robić aferę bo ludzi zbierało się coraz więcej. Najlepiej jak zwykle miała Monika bo podczas mojego awanturowania się strażnicy dali jej krzesło aby mogła usiąść i poczekać.

Zrobiłem strajk przed zoo w Lahore gdyż nie zgadzałem się z ceną Białego człowieka. Po chwili pojawiły się tłumy i wpuścili mnie za darmo aby nie doprowadzić do rozruchów. Byłem blisko do zrobienia katolickiej rewolucji w Pakistanie. Może następnym razem.

Gdy już weszliśmy powiedzieli tylko: “madame, może już pani wejść bez biletu”. W ten sposób zaoszczędziłem nam znowu dużo pieniędzy. Samo zoo w Lahore jest najstarsze na subkontynencie i posiada wiele gatunków zwierząt ( w tym piękne białe tygrysy) choć tego dnia niestety nie mogłem zobaczyć moich ukochanych gadów gdyż był remont. W zoo okazało się, że zwierzęta nie były tak interesujące dla ludzi jak my sami. Wszyscy nas zaczepiali i zadawali pytania. Ustawiali nas do zdjęć i wręczali nam swoje dzieci a potem robili zdjęcia. Byli też tacy, którzy robili nam zdjęcia z ukrycia a potem prosili o jeszcze. Bez wątpienia byliśmy najważniejszym gatunkiem zwierząt w zoo tego dnia. Było bardzo miło (jak zawsze w zoo) i spędziliśmy tam wiele godzin aby wypocząć i dobrze wykorzystać nasze darmowe i ciężko przeze mnie zapracowane wejście. Szczególnie tutaj pozowanie do zdjęć i zapoznawanie się nie miało końca dlatego czuliśmy się bardzo zmęczeni ludźmi.

Po dotarciu do hotelu dostaliśmy wiadomość od Ahmeda żebym się z nim skontaktował. W efekcie tego on po nas przyjechał i spędziliśmy tam noc. Znowu było bardzo miło lecz pierwszy raz był lepszy. Tym razem kupiłem dla nich ciasto oraz w powrotnej drodze kupiłem mu trochę benzyny gdyż znowu nas odwiózł na swoim motorowerze. Chcieliśmy wracać do hotelu tej samej nocy lecz Ahmed powiedział, że po zmroku jest niebezpiecznie gdyż jest tu dużo napadów z bronią, o które w Pakistanie łatwo. Zauważyłem, że wszyscy ci ludzie byli bardzo naiwni. Wszyscy chcieli jechać do Europy i żadne z nich nie miało pojęcia o życiu. Siostra Ahmeda nie miała pojęcia o świecie gdyż tylko gotowała i sprzątała przez całe swoje życie choć w domu i tak był wielki syf. Mimo to też się wybierała do Anglii bo słyszała, że to „piękny kraj”-i nic więcej. Gdy była sam na sam z Moniką, rozpłakała się i powiedziała do niej:”Ty, nie zapomnij o mnie, przyślij list”, lecz gdy wszedł do pokoju Ahmed, natychmiast przestała płakać. Myślę, że dla ich dobra będzie lepiej aby zostali w Pakistanie. W domu Ahmeda były też dwie kozy gdyż zbliżało się islamskie święto. Pierwszego dnia nowego roku wiele zwierząt zostaje złożonych w ofierze Allachowi. Wygląda to tak, że wielu kozom, krowom, owcom i wielbłądom zostają poderżnięte gardła. Następnie skóry sprzedawane są krawcowi a mięso zostaje rozdane rodzinie, sąsiadom i biednym. Jest to „halal” czyli mięso pochodzące ze świętego uboju. Tego dnia kobiety mają oczywiście dodatkowe obowiązki. Czasem ludzie kupują zwierzęta na które ich nie stać, zapożyczając się. Tak samo jest też z weselami przed którymi ludzie czasem sprzedają swe nerki aby wszystko opłacić.

Transport cebuli z Indii.

Lahore było początkiem i końcem mojej pakistańskiej podróży. Jest tu dużo do zobaczenia i każdemu podróżnikowi serdecznie polecam, tym bardziej że każda wyprawa obfituje w inne przygody. Nawet jeśli ktoś nie wybiera się do Pakistanu a akurat jest w Amritsar (indyjski stan Punjab), radzę pojechać chociaż do Lahore na kilka dni. Na pewno będzie to przełomowe doświadczenie.

W drodze do Indii

W drodze do granicy z Indiami widziałem wiele stad zwierząt przeznaczonych do “złożenia w ofierze”. Mężczyźni je karmili, czesali, przycinali sierść a jeden nawet mył krowie zęby. Wszystko po to aby zostały jak najlepiej sprzedane. Z Lahore do granicy było tylko 30km ale odległość tą pokonaliśmy w około dwie godziny z powodu korków. Była to ciekawa jazda lecz stanowczo za długa i za ciężka. Jechaliśmy strasznym gratem po ubitej ziemi, obserwując pakistańską biedę oraz owce, barany i wielbłądy, których dni były policzone. Będąc jeszcze po stronie pakistańskiej zjedliśmy obiad w przydrożnym baraku a następnie poszliśmy w stronę Indii. Tym razem pakistańskie służby celne przeszukały nasze bagaże bardzo dokładnie gdyż wiadomo, że z Pakistanu przemyca się najwięcej broni i narkotyków. Nic nie znaleźli dlatego, że nic nie mieliśmy. Założyłem swój wielki plecak na plecy oraz z moją kochaną kobietką udaliśmy się w stronę Indii. Po drodze widzieliśmy wcześniej już opisywany transport cebuli. Był to kolejny smutny widok gdyż nawet starzy ludzie dźwigali wielkie worki na głowach. Po paru formalnościach i wielu pytaniach służb imigracyjnych wróciliśmy do wielkich Indii.

Podsumowanie

Skończyła się moja podróż po Pakistanie. Po kraju gdzie jest mnóstwo miłych i gościnnych ludzi i gdzie prawie zawsze czułem się bezpiecznie. Zdecydowanie nie zgadzam się z islamem oraz z wiecznymi zakazami choć taka jest ich kultura a przez zwykły komiks Duńczyków, Pakistańczycy pokazali na co ich stać. Zachodnie rządy trochę przesadzają w surowej ocenie tego kraju, choć z drugiej strony nie mogę go nazwać stabilnym. Choćby przez pracę dzieci w fabrykach broni oraz przez tereny wyjęte spod prawa. Uważam jednak, że wszelkie problemy wewnętrzne nie mają na nas wielkiego wpływu i dla turystów jest to kraj bardzo atrakcyjny, gościnny i wart poznania, czego dowiodłem podczas mojej podróży.

Mimo to jednak, przed wyjazdem radziłbym koniecznie zapoznać się z obecną sytuacją w Pakistanie gdyż bezpieczeństwo może tu ulec zmianie z dnia na dzień. Ja miałem szczęście gdyż natrafiłem akurat na spokojny okres i dlatego w moim przypadku wszystko przebiegło dobrze. Czasem miałem też wrażenie, że Pakistan jest bombą zegarową a dookoła mam miliony bojowników o islam. To czy mam rację, pokaże jednak czas.

Palenie szkodzi zdrowiu

Na koniec pewna historia z Pakistanu, która w zasadzie łączy wszystkie kraje. Niezależnie od tego czy byłem w Mongolii czy w Chinach czy jeszcze w innym kraju, za każdym razem zwracałem ludziom uwagę aby przy mnie nie palili i za każdym razem grzecznie wychodzili i przepraszali. Raz jednak gdy byłem w Pakistanie i jechałem autobusem z uchodźcami z Afganistanu, poprosiłem kilka razy brodatych Afgańczyków aby nie palili i w końcu jeden z nich trochę się zdenerwował i powiedział do mnie: „Hej uważaj, ja i moi kumple byliśmy terrorystami w Afganistanie a ten facet, który siedzi przy kierowcy to mój brat i wysadził najwięcej autobusów w powietrze. Po czym krzyknął: Hej Osama, dawno niczego nie wysadziliśmy?! Ja jednak postanowiłem, że zachowam zimną krew. Podszedłem do “terrorystów” i jeszcze raz poprosiłem aby zgasili papierosy choć wyglądem działali na wyobraźnię. Po chwili zaczęli się śmiać a gdy dotarliśmy na miejsce wytargowali mi jeszcze dobrą cenę za rykszę, która zabrała mnie i przerażoną Monikę do naszego zarośniętego brudem hotelu. Afgańskie poczucie humoru-super!

Chej, ja nic nie wiem. Ja jestem tylko turystą!!!

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan