Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Facebook Twitter YouTube Twitter
Facebook Twitter YouTube Twitter
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Kanał YouTube

Polecam mój pełen przygód kanał YouTube

Przekaż darowiznę

Jeśli lubisz stronę Kompas i chciałbyś wesprzeć ten projekt, przekaż darowiznę naciskając na poniższy guzik.

 

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Szpieg – book

TECHNOLOGICZNE WIĘZIENIE ZE SZKLANYMI ŚCIANAMI

Moje konto było wielokrotnie blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę definiuje jako „mowę nienawiści”, a zdrowy rozsądek jako „dyskryminację”. Zdarzyło się nawet, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, ponieważ był zbyt konserwatywny - czyli nie spełniał „standardów społecznościowych” Facebooka.

Ponadto Facebook regularnie usuwa „polubienia” z prawicowych stron internetowych i obniża je w wynikach wyszukiwania. Facebook teoretycznie „pozwala” na promowanie artykułów krytykujących propagandę homoseksualną i politykę antyimigrancką, ale jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin na takich wpisach jest zamrażana.

Najlepiej znane agencje wywiadowcze na świecie to: CIA, FBI, MI5, MOSSAD, KGB ..... oraz Google i Facebook. Zakładając konto na Facebooku sam zakładasz sobie kartotekę na policji!

Dobrze się zastanów zanim podasz informacje o sobie na tym ważnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach, gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać „wrogów rewolucji”, skoro istnieje urządzenie, dzięki któremu ludzie chętnie mówią co zrobili, oraz nawet co zrobią. Facebook wie z kim jesteś połączony, a jeśli jesteś naprawdę naiwny to zna też twoją rodzinę i numer rejestracyjny twojego samochodu. Dla tajnych służb Facebook jest spełnieniem marzeń.

Facebook to kopalnia, która wydobywa informacje o tobie zamiast węgla, i zarabia na twojej prywatności. Naprawdę nie ma już prywatności, a technologia staje się coraz bardziej niebezpieczna. Jak potwierdza milczenie w tej sprawie założyciela Facebooka, myślę że nawet jeśli usuniesz swoje konto FB, informacje o tobie pozostaną z nimi na zawsze.

Tym, którzy wątpią w „wolność słowa”, radzę nauczyć się, jak fałszować swój adres IP. Pierwszą zasadą jest to, że adres IP nie podróżuje z użytkownikiem, choć istnieją też inne sposoby. Jeśli ktoś jest „nietolerancyjnym rasistą” i chce napisać na FB, że: Anglicy są biali i tylko biali, że nie chce przekształcić Big Bena na minaret, lub że odbyt został zaprojektowany tylko do celów toaletowych, to lepiej zamieszczać takie komentarze poza swoim adresem, gdyż inaczej, jak czytałem: „dzielni mężczyźni w mundurach policyjnych nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta, który promuje ekstremistyczny materiał”. Nawiasem mówiąc, nie jest to komunizm, ale „postępowa demokracja”.

Ponadto Facebook ma uzależniać. Szablon szybko przykuwa uwagę, pozwala ludziom narzekać na sprawy społeczne i polityczne, a ci którzy czują się samotni, mają własne społeczności na FB, co sprawia że nie czują się już tak samotni. Użytkownicy są nagradzani i karani, dlatego starają się zaprezentować jak najlepiej w oczach swoich społeczności. Nieświadomie otwierają drzwi policji, tajnym służbom i zagranicznym konsulatom wydającym wizy. FB i inne portale społecznościowe promują fałszywy, ulepszony obraz własnej rzeczywistości, za który użytkownicy chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość- na platformach społecznościowych.

Nie próbuj promować ulepszonego wizerunku samego siebie w Internecie, ponieważ gonisz nierealny sen, który może stać się strasznym ciosem psychicznym podczas pierwszego brutalnego kontaktu z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę ci nuczyć się pracy manualnej, która rozwija myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), abyśmy nie mieli pokolenia idiotów, których cały świat kończy się na głupimi selfie i polubieniami na Facebooku.

Twitter to kolejna marksistowska platforma prowadzona przez marksistowskie śmieci; i dlatego moje konto na Twitterze zostało już zawieszone. Zasadniczo na Twitterze, kościół i biali ludzie mogą być obrażani do woli, ale z drugiej strony krytyka ruchów homoseksualnych i antyliberalne, nieglobalistyczne poglądy prowadzą do zawieszenia konta. Zauważyłem również, że zwłaszcza cytaty z Biblii na Twitterze są jak sól w oku.

Jeśli chodzi o kobiety, radzę im nauczyć się piec ciasta dla swoich mężów, zamiast napinać dupy na Instagramie. Media społecznościowe są również przeznaczone do odseparowania ludzi od prawdziwego społeczeństwa, ponieważ osoby, których uwagę stale przykuwają tablety, smartfony i komputery, nie mają czasu na interakcję z prawdziwymi ludźmi.

"Ludzie pokochają otaczającą ich przemoc, zaczną wielbić technologie, które pozbawią ich wolności myślenia.”

— Aldous Huxley

Wyrzuć smartfona, i używaj tanich tandetnych telefonów bez dostepu do internetu, a razem z nimi używaj tymczasowych kart SIM. Po tygodniu lub dwóch spal je i kontaktuj się przez następną jednorazową tandetę. Będziesz bezpieczniejszy i zachowasz większą prywatność od ciągle podążających za Tobą uczu Wielkiego Brata. Gdyby kilka milionów osób tak zrobiło, smartfony byłyby darmowe, pod warunkiem długich kontraktów i podłączenia pod internet. Przestań marnować życie na naciskaniu guzików na smartfonie, których nawet do końca nie rozumiesz, i które zawładnęły już twoją wolnością. Zamiast tego porozmawiaj z żywym człowiekiem, mniej kontakt z przyrodą, a telefon może być tak prymitywny jak to tylko możliwe.


Uzależnienie od telefonu to wg mnie groźna choroba cywilizacyjna

„Wolność słowa” w mediach społecznościowych nie jest wolna, prywatność jest jak złoty pył, i oficjalnie nie jest to ani komunizm, ani cenzura, ale „postępowa demokracja" polegająca na inwiligacji totalnej - poprzez kreowanie przyjemnego i zaawansowanego technicznie obozu koncentracyjnego ze szklanymi ścianami!

"Nie wierz w nic co słyszysz, i tylko w połowę tego co widzisz."

- Edgar Allan Poe

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Wyprawa do Malezji 2004

Napisał: Marcin Malik

Malezja 2004 – relacja z wyprawy

Wstęp

Na początku mojej wyprawy nie zamierzałem w ogóle jechać do Malezji gdyż nie miałem na to czasu. Jednak gdy moja tajska wiza kończyła się a i tak zmierzałem na południe Tajlandii, pomyślałem, że będzie miło jeśli pojadę do Kuala Lumpur i zobaczę słynne Dwie Wieże-jeden z najwyższych budynków świata, oraz Melakę-stare miasto portowe . W tym wypadku Malezja była najdogodniejsza gdyż nie potrzebowałem wizy aby tam wjechać a w drodze powrotnej do Tajlandii mogłem otrzymać wizę na granicy. Moja krótka wizyta tutaj miała być zatem szansą na zobaczenie kilku nowych rzeczy w nowym kraju, niż raczej zamiarem dokładnego przemierzenia go.

Kuala Lumpur – Petronas Towers.

Przebieg podróży: Kuala Lumpur-Melaka.

Kuala Lumpur

(Opis miasta, Chinatown, Petronas Towers, Plac Merdeka i inne)

Do Malezji dostałem się autobusem z Tajlandii. Szybko wbito mi darmową pieczątkę i byłem zadowolony, że w końcu tu dotarłem. Muszę też przyznać, że wcale nie byłem oszołomiony czystością, choć drogi były dobre a postoje na wyższym poziomie niż w innych krajach w regionie. Nie miałem dużo czasu dlatego chciałem jak najszybciej dostać się do Kula Lumpur. Niestety droga była długa i nużąca gdyż do stolicy kraju dotarłem dopiero wieczorem a przez całą drogę kierowca mroził wszystkich swoją klimatyzacją. Na zewnątrz było gorąco a w autokarze zimno a kierowca nie mógł zrozumieć, że klimatyzacja była zupełnie nie potrzebna. Wjeżdżając do miasta najpierw zobaczyłem unoszące się nad resztą budynków dwie wieże czyli sławne Petronas Towers. Nareszcie wysiadłem z autokaru i w towarzystwie dwojga Szkotów pojechaliśmy taksówką do Chinatown czyli miejsca tańszych hoteli i wielkiego bazaru. Było późno lecz handel wciąż trwał a w tłoku sprzedawców zgubiłem moich Szkotów. Szybko znalazłem bardzo tani hostel gdzie mieszkałem z kilkoma osobami w pokoju a działający prysznic był na innym piętrze. Tak czy inaczej cena była bardziej niż konkurencyjna. Następnego dnia wyszedłem na China Town. Było to bardzo głośne i ruchliwe miejsce gdzie sprzedawano ubrania, były tanie restauracje ze stołami na ulicy i stoiska z owocami. Jeden człowiek chciał mi wcisnąć “oryginalne” perfumy Chanel za jedyne 5usd i mówił, że tak tanio bo chcę je kupić dla mamy. Pokręciłem się tutaj trochę, zjadłem ryż z dodatkami i wyszedłem na główną ulicę. Kuala Lumpur lub KL jak często jest nazywane to miasto, jest zawsze reklamowane i ukazywane na pocztówkach jako najbardziej nowoczesne i rozwinięte miasto w Malezji gdzie jest dużo drapaczy chmur, luksusowych hoteli i restauracji. Wszystko to jest oczywiście prawdą lecz KL jest też według mnie miastem syfu a przynajmniej China Town. W okolicy, której mieszkałem choć było bardzo miło i były zadbane budynki i skoszone trawniki to jednak ulice były dość brudne. Gdy wieczorem wyszedłem na główną ulicę Chinatown-Petalling Street, zobaczyłem największe szczury w życiu, które były wielkości małych jamników i szybko biegały z jednej kupy śmieci na drugą. W KL bardzo mi się podoba transport. Jest tutaj miedzy innymi nowoczesne i szybkie metro oraz kolej nadziemna, która jeździ kilka metrów nad ziemią a wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane. Mojego pierwszego dnia pojechałem do symbolu miasta czyli Petronas Towers, które były tylko trzy przystanki metrem od China Town. Metro dociera wprost do “kapiącego bogactwem” centrum handlowego znajdującego się pod wieżami. Było ładnie i ciekawie przez pierwsze kilka minut ale potem byłem raczej znudzony gdyż tego typu miejsca nie należą do moich zainteresowań. Po krótkim czasie wyszedłem na wielki taras i tam dopiero zobaczyłem bliźniacze Wieże Petronas z bliska, z czubkami “zawadzającymi” o niebo. Wieże Petronas mają aż 451,9m i zajęły aż pięć lat planowania i budowy. Mają one 88 pięter a pomiędzy 41 i 42 piętrem jest most łączący obie wieże. Z zewnątrz są one zaprojektowane w taki sposób aby geometryczne wzory były charakterystyczne dla architektury islamskiej. Przez lata wieże w KL były najwyższe na świecie lecz w 2004 roku na Tajwanie, w Taipei, powstał jeszcze wyższy budynek osiągający aż 509 m i mający 101 pięter. Plac na którym znajdują się wieże są bardzo czyste i zadbane. Jest kilka płytkich basenów, w których kąpią się dzieci(i ja też) oraz parę fontann. Baseny te są bardzo dobrym pomysłem w tym gorącym klimacie gdyż ludzie mogą się zawsze cali zamoczyć. Jest tu też duża metalowa rzeźba przedstawiająca wieloryba wyskakujacego z basenu, dookoła są zadbane ogrody i oczko wodne, plac zabaw dla dzieci i oczywiście bogate centrum handlowe. Ja najwięcej czasu spędziłem w cieniu palm oraz w basenie obserwując wieże. Jako jedyny biały człowiek w okolicy zostałem też zaczepiony przez grupę hinduskich dzieci i byłem atrakcją ich dnia. W Malezji byłem w listopadzie dlatego musiałem sie liczyć z tym, że pogoda może się zmienić w każdej chwili.

Tego dnia słoneczna pogoda zamieniła się bardzo szybko w deszcz a szczyty bliźniaczych wież były już niewidoczne i w chmurach. W ciągu kilku minut byłem mokry i szybko zacząłem biec do centrum handlowego. Tam miałem dwa interesujące spotkania. Jedno z orientalną Malezyjką, z którą zjadłem obiad i która opowiedziała mi kilka rzeczy o jej kraju. Zobaczyłem tą ładną istotę w knajpie szybkiej obsługi i zapytałem czy mogę się dosiąść. Ona zgodziła się i opowiedziała mi kilka ciekawych rzeczy o sobie i jej kraju. Podczas posiłku zauważyłem pierwszą rzecz, która w Malezji bardzo mi się nie podobała. Otóż do wszystkich cen jest dodawany podatek przez co cena jest nieprzyjemnie wyższa. Po obiedzie miałem dość nieoczekiwane spotkanie. Zostałem zaczepiony przez młodą muzułmankę w swoim tradycyjnym stroju z nakryciem głowy. Chciała ze mną porozmawiać i spacerując zadawała pytania na mój temat. Za chwilę podszedł też jej brat i po jakimś czasie powiedział mi, że jego siostra chciałaby mieć białego mężczyznę. Chcieli wymienić ze mną numery telefonów i pytali jak długo będę w Malezji, czy może tu studiuję lub pracuję. Byli dość zawiedzeni gdy odpowiedziałem, że jestem w KL tylko przejazdem i niedługo wracam do Tajlandii. Spotkanie to było dla mnie bardzo ciekawe i wynoszę z niego, że Malezja choć jest krajem islamskim, to islam w wydaniu malajskim jest nieco luźniejszy niż w najbardziej konserwatywnych krajach bliskiego wschodu. Po wyjściu z Petronas Towers poszedłem na spacer po mieście i dotarłem do Menara Kuala Lumpur czyli wieży KL wysokiej na 421m. Jest to kolejna obok Petronas Towers wysoka budowla, zbudowana z betonu i stanowiąca bardzo dobry punkt obserwacyjny na miasto. Wieczorem po całym dniu wrażeń wróciłem metrem na Petalling Street w dzielnicy Chinatown. Do późna były otwarte herbaciarnie i stoiska z owocami. Pokręciłem się trochę po okolicy, usiadłem w kawiarni obserwując otoczenie i wróciłem do mojego miłego, hostelu. Następnego dnia poszedłem na pobliski Plac Merdeka czyli Plac Wolności. Tutaj właśnie w 1957 roku po raz pierwszy została zdjęta flaga brytyjska a założona została flaga niepodległych Malajów. Dodam, że maszt do którego zaczepiona jest flaga ma długość 100 metrów i jest najwyższy na świecie. Po środku placu znajduje się boisko do krykieta czyli Padang oraz klub Selangoror. Jest to budynek, który kiedyś służył za miejsce spotkań oraz jako klub krykietowy. Za czasów brytyjskich cały plac Merdeka był wykorzystywany do gier i imprez sportowych a i dziś jest miejscem wielu wystaw, imprez kulturowych i sportowych. Plac Merdeka leży w bliskim sąsiedztwie rzeki oraz mosku Masjid Jamek, którego nawoływania modlitewne słychać czasem na placu. Obiektem, który zdecydowanie zasługuje na uwagę jest budynek Sułtana Abdula Samada z 1897 roku, zaprojektowany przez kolonialnego architekta, którego wiele budynków stoi także w Singapurze. Obiekt ten jest mieszaniną stylu indyjsko muzułmańskiego oraz gotyku i innych wpływów zachodnich. Uważam, że jest to jeden z najciekawszych obiektów w Kuala Lumpur a o mieszaniu stylów architektonicznych świadczy fakt, że z jednej strony, kopuły na dachach są typowe dla stylu islamskiego a wieża zegarowa ma styl europejski lecz jest zakończona islamską kopułą. Wspomniana wieża zegarowa ma 41 metrów i jest też nazywana malezyjskim Big Benem. Za czasów kolonialnych budynek ten był przeznaczony na biura rządowe a dziś jest siedzibą sądu najwyższego i jednym z najważniejszych punktów orientacyjnych w Kuala Lumpur. Po drugiej stronie ulicy nie dało się nie zauważyć dużego białego budynku i mieszczącego się w nim muzeum historii narodowej. Muzeum stanowi “miłe odświeżenie” gdyż jest bezpłatne a mówiąc serio daje ono szansę na poznanie dziedzictwa historycznego Malajów na przestrzeni dziejów poczynając od czasów antycznych poprzez Sułtanat Melaki i czasy kolonialne aż do czasów dzisiejszych. Oprócz strojów i rękodzieła z przestrzeni dziejów zobaczyłem kamień piaskowy sprzed 250mln lat i XV wieczną ośmiostronną złotą monetę. Osobiście najbardziej mi się podobała ludzka czaszka sprzed 40000 lat. Cały Plac Merdeka serdecznie polecam i uważam, że obok Wież Petronas jest najważniejszym miejscem w Kuala Lumpur. Miejscem na Placu Merdeka przy którym spędziłem dużo czasu wieczorami była wielka fontanna w kształcie drzewa składającego się z owadożernych roślin (przynajmniej tak sądzę).

Jest to bardzo uspokajające miejsce będące obiektem środka pomiędzy starym KL i biurowcami w jego nowej części. Tego wieczora jeszcze ćwiczyłem i rozciągałem się przy fontannie na trawie a potem poszedłem do mojego hostelu w chińskiej dzielnicy, wcześniej spacerując po centralnym bazarze. Jak zwykle knajpki były otwarte do późna a duże czerwone lampiony oświetlały drogę. W centralnym punkcie wisiała wielka flaga Malezji a bocznymi ulicami przemykały ogromne szczury. Na prawdę tak wielkich nigdzie wcześniej nie widziałem. Tego samego dnia wieczorem uznałem jednak, że nacieszyłem się już Kula Lumpur i poczułem, że wyrywa mnie dalej. Kupiłem więc bilet autobusowy na jednym z ulicznym stoisk i poszedłem na pobliski dworzec. Byłem trochę zdziwiony stanem sanitarnym dworca gdyż od stolicy Malezji spodziewałem się więcej. Nie skarżę się na to. Mam tylko na myśli, że wszechobecny syf oraz warunki w jakich ludzie spali na ławkach niczym nie przypominał pięknego Kuala Lumpur z pocztówek. Tego samego wieczora opuściłem KL i jak zwykle, już nawet po wyjechaniu za miasto oświetlone Wieże Petronas był widoczne z daleka. Tym razem udałem się w pięciogodzinną podróż do Singapuru. Wiem, że powinienem był zostać w Malezji i zobaczyć inne ciekawe miejsca lecz chęć zobaczenia Singapuru była silniejsza, tym bardziej że musiałem liczyć się z czasem.

Melaka

Granicę z Malezją przekraczałem dwa razy i za drugim razem dostałem się tam łodzią z Sumatry do Melaki. Po dwu i półgodzinnym rejsie wysiadłem na granicy i od razu mi się bardzo spodobało. Choć strażnicy obchodzili się ze wszystkimi bardzo chamsko; krzyczeli i popychali ludzi na boki aby zrobić więcej miejsca, mnie jednego potraktowali ze wszystkimi honorami. Jako, że byłem jedynym białym człowiekiem, grzecznie poprosili mnie abym wyszedł z długiej kolejki a następnie usiadłem przy stole i w spokoju wypełniłem formularz imigracyjny. W wielu krajach spotkałem się już z tym, że biała skóra idzie zawsze przodem. Ciekawe jest to, że my tego nie narzucamy. My po prostu jesteśmy tak traktowani. Gdy wyszedłem na stały ląd, byłem otoczony palmami i zatoką. Najbliższym skupiskiem ludzi było centrum handlowe gdzie Chińczycy sprzedawali żeń szenia w elegancko oprawionych pudełkach, które można też było powiesić jak obrazy na ścianie. Było miło i czysto, zupełnie inaczej niż w brudnej i biednej Indonezji z której właśnie wróciłem. Stąd wsiadłem do miejskiego autobusu i pojechałem do centrum miasta. W innych częściach Malezji głównym atutem jest piękno przyrody jednak tutaj są to zabytki historyczne, które znajdują się w bliskiej odległości od siebie. Minusem mojego pobytu było to, że wszystkie tanie hotele były zajęte dlatego będąc turystą na budżecie obszedłem praktycznie całą okolicę w jeden dzień. W tym małym, spokojnym mieście można zobaczyć piękną kolonialną zabudowę z przestrzeni stuleci i z wielu części świata. Myślę, że najlepszym dowodem na ciężar historii w Melace są takie zabytki jak plac portugalski z początku XVI w. Dziś znajduje się tu wiele portugalskich sklepów i kafejek. Jest to jedno z lepszych miejsc w całych Malajach na kupno portugalskich wyrobów i na zobaczenie portugalskich przedstawień. Ciekawy jest też fort św. Jana zbudowany przez Holendrów na wzgórzu pod koniec XVIIIw. Chodząc po tej części Melaki i ucząc sie historii, widać było że Portugalczycy bardzo konkurowali z Holendrami i tak na przykład kiedy Portugalczycy zbudowali kościół św. Pawła w 1521 roku Holendrzy przejmując Melakę zmienili kilka znaczących rzeczy,. Wtedy właśnie zwłoki św Xaviera (jezuity, który nauczał katolicyzmu w Azji) zostały zabrane na Goa-inną portugalską kolonię. Ciekawy był też fort portugalski lub raczej to co z niego zostało. Porta de Santiago zostało zniszczone przez Brytyjczyków lecz dowódca oddziału oszczędził samą bramę gdyż zdał sobie sprawę z jej wartości historycznej. Choć fort został zbudowany w 1512 roku, na bramie widnieje napis “Anno 1607”, które jest datą wypędzenia Portugalczyków przez Holendrów. Ostatnim obiektem, który zobaczyłem tego dnia był Pałac Sułtana, który dziś pełni funkcję muzeum. Wraz z ogrodami, które wiodą do pałacu, jest to kolejny dobry sposób na poznanie historii, tym razem nieeuropejskiej. Zawsze opisując wszystkie miejsca w których byłem, staram się pisać bardzo dokładnie. Tym razem jednak piszę ogólnie i szybko gdyż właśnie w taki sposób zwiedzałem Melakę.

Wieczorem po zobaczeniu najważniejszych obiektów spędziłem trochę czasu w indyjskiej i chińskiej dzielnicy. Było nieco brudniej niż w centrum ale każda część miasta miała swój urok. Usiadłem w jednej z chińskich knajp i zjadłem suszoną rybę a potem spacerując wzdłuż ulicy kupiłem trochę owoców i rybich chrupków. Każda część miasta zachowuje swoją odrębność kulturową a co za tym idzie też kulinarną. Wszyscy żyją ze sobą w pokoju a dowodem na to jest też to, że także tutaj w stosunkowo małej odległości widziałem świątynie wielu religii. Po dniu pełnym wrażeń dojechałem na dworzec lokalnym autobusem a potem wróciłem do Kuala Lumpur. To już jest koniec mojej krótkiej lecz pouczającej wizyty w Malezji gdyż z KL wróciłem do Tajlandii.

Podsumowanie

Jestem bardzo zadowolony, że miałem okazję przyjechać do Malezji, tym bardziej że na początku mojej wyprawy nie miałem jej w ogóle w planie. Zobaczyłem stolicę-Kuala Lumpur, której nowoczesność i kosmopolityczność przeplata się z najważniejszym okresem w historii Malezji, czyli odzyskaniem niepodległości. Byłem także w Melace gdzie kolonialna architektura i historia uderzają na każdym kroku a jej wielokulturowość jest jej następstwem. Poza tym zawsze czułem się tu dobrze i bezpiecznie. Zdecydowanie moją wycieczkę nazwałbym kulturowo-historyczną choć Malezja peninsularna ma do zaoferowania nieco więcej. Tym razem jednak musiałem liczyć się z moim czasem i budżetem dlatego wybrałem pomiędzy walorami naturalnymi, podobnymi do innych części Azji Płd-Wsch a kulturą i historią.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan