Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Facebook

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Wyprawa do Jordanii 2015

Napisał: Marcin Malik

Wyprawa do Jordanii 2015

Trasa mojej wyprawy: Amman, Jerash, Azraq – zamki na pustyni – Zarqa – jaskinia 7 śpiących, Madaba, Mukawir, Mt. Nebo – miejsce chrztu Jezusa na rzece Jordan – Morze Martwe, Diban, Kanion Wadi Mujib, Karak, Al Mazra’a – Morze Martwe, Park Narodowy Dana, Al-Qadisiyah, zamek Shobak, Wadi Musa, Petra, Wadi Rum, Aqaba, przejście graniczne Wadi Araba.

Na wstępie dodam, że Jordania była jednym z najpiękniejszych i najciekawszych doświadczeń spośród moich arabskich podróży, i uważam że każdy podróżnik powienien zainwestować swój czas i pieniądze aby poznać Jordanię choć w pewnym stopniu. Petra była wspaniała, przygodowa i niezwykła, choć przestrzegam, że Jordania to nie tylko Petra. Także, w żadnym razie nie można porównywać tego pięknego kraju i jego gościnnych ludzi do kryminalnego ścieku z krajów muzułmańskich, który zalewa Europę. Są to dwa różne światy.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090049.jpg

Jordańska piękność.

Amman

Po krótkim locie z Libanu wylądowałem w Jordanii. Mimo, że byłem jeszcze trochę chory, gdyż zatrułem się w Libanie, miałem dużo energii, jak zawsze w przypadku nowego kraju. Na lotnisku humor mi jednak zepsuła cena wizy, która kosztowała aż 40 jordańskich dinarów, a przypomnę że waluta Jordanii jest prawie równa funtowi brytyjskiemu. Z lotniska wziąłem autous Sirraya Express za 3JD, do drogi na Downtown, a stamtąd pojechałem taksówką za 1.5JD do najtańszego hostelu w Jordanii za 5JD. Był to Cliff hostel, który choć wyjątkowo tani, był bardzo przyjemny i znajdował się w strategicznym miejscu dla podróżników. Niedaleko znajdował się Rzymski Tetar i Hipodrom, a reszta zabytków była też w pobliżu. Pierwszego dnia jedynie odpoczywałem i brałem antybiotyki. Zrobiono mi też pranie, gdyż moje rzeczy ciągle śmierdziały libańską przygodą, a następnie poszedłem na internet i poszedłem do restauracji Jerusalem, gdzie w końcu podali mi ryż. Gdy poczułem się już lepiej, chodziłem po bazarze owocowym oraz małych sklepach gdzie sprzedawali sok z granatów i robili kanapki, jednak nigdzie nie mogłem znaleźć gotowanych jajek. Interesujące mi się też wydało, że na jednym z jordańskich banknotów znajduje się meczet Ala-Aksa („Świątynia Skały”), mimo że znajduje się ona w okupowanej Palestynie. Zrozumiałe jest więc, że Arabowie traktują Palestynę jak swoją ziemię, a Izrael jako kolonialnego okupanta.

Chodząc po Ammanie widziałem także wiele sklepów z perfumami, które Arabowie sami robią i rozlewają do butelek, w ilościach jakie sobie rzyczy klient. Prawie oryginalne perfumy są bardzo poopularne we wszystkich krajach arabskich i pachną tak samo jak oryginalne. Arabowie wolą ostrzejrze zapachy gdyż bardziej się pocą, dlatego można na przykłąd zamówić każde markowe perfumy, lecz „bardziej wyraziste”, jak się przyjęło je określać. Ja kupiłem 100ml Farhenheit za jedyne 5JD, natomiast w Londynie musiałbym zapłacić około £80. Jest więc ogromna różnica, i dlatego kupuję perfumy w każdym kraju muzułmańskim. Polecam też oczywiście Turcję i Irak. Późnym wieczorem dotarłem też do wielu bardzo interesujących sklepów z pamiątkami, które serdecznie polecam. Można tam natrafić na prawdziwe skarby blisko związane z kulturą i tradycją Jordanii. Poza tym ludzie jedli kurczaki z ryżem w średnio czystych lecz przyjemnych knajpach a inni palili Shishę na ulicach. Wieczorem, gdy już opadło gorące słońce, Arabowie wychodzili z dziećmi niedaleko Rzymskiego Teatru aby spędzić czas na życiu rodzinnym na zewnątrz. Było przyjemnie i cieszyłem się obecnością w stolicy Jordanii.

Było jednak jeszcze coś. Na ulicy widziałem dwie białe kobiety, które w konserwatywnym kraju arabskim chodziły po zmroku w bardzo krótkich szortach i wyciętych koszulkach, i wszyscy mężczyźni byli oczywiście bardzo podekscytowani. W hostelu natomiast mieszkały angielska i kanadyjska królowa liberalizmu i różnorodności, które tak bajerowały Arabów jakby mieli im za chwilę wyskoczyć przez okno, a mnie wybrały sobie na miejscowy symbol zła i nie chciały ze mną w ogóle rozmawiać, dlatego że zapytałem ile jest jeszcze białych ludzi w Vancouver. W pewnej chwili 6 napalonych Arabów zaprosiło je na wycieczkę na pustynię wieczorem, na co one odparły z uśmiechem że się zastanowią. Czy te głupie białe dziwki nigdy nie zmądrzeją? Czy biali ludzie mają jakąś szansę? W tym wypadku nie mogę winić Arabów.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070104.jpg

Jordańscy królowie i młody książe.

Cały następny dzień spędziłem na zwiedzaniu Ammanu, dlatego wstałem wcześnie, abym mógł wszystko zobaczyć. Zresztą Amman był moją bazą przez jakiś czas, gdyż zorganizowałem stamtąd kilka wycieczek, a potem wracałem do mojego ładnego hostelu. Po porannym soku z granatów najpierw poszedłem zobaczyć meczet Al-Husseini, którego nie sposób ominąć gdyż znajduje się przy głównej drodze, niedaleko Rzymskiego Teatru. Meczet ten został zbudowany przez króla Abdullaha w 1924 roku i stoi w centrum Downtown. Ma on dwa wysokie minarety oraz stanowi popularne miejsce spotkań. Poza modlitwami nie-muzułmanie mogą zwiedzać wnętrze. Obok meczetu znajduje się interesujący bazar warzywno-owocowy, który polecam ze względu na kontakt z ludźmi oraz winogrona i daktyle.

Potem poszedłem zobaczyć ruiny Nymphaeum, czyli publicznej fontanny zbudowanej przez Rzymian w II wieku. Za czasów rzymskich takie fontanny były bardzo popularne i budowane z dużym rozmachem. Tam gdzie dziś są ruiny, kiedyś stał obiekt na 600 metrach kwadratowych, który był głeboki na 3m i wypełniony wodą. Dziś jednak miejsce to jest bardzo zaniedbane, szczególnie że blednie przy innych zabytkach. Po paru minutach spacerem doostał się na Plac Haszemidzki, czyli kolejne popularne miejsce spotkań, gdzie wieczorami przychodzą całe rodziny z dziećmi, zawsze są obnośni sprzedawcy oraz kilka kolumn rzymskich. Plac Haszemidzki zajmuje 50.000m² i oprócz wolnej przestrzeni, w pobliżu ma także kawiarnie, parkingi, ogrody i fontanny. Z punktu widzenia podróżnika jest to bardzo ważne miejsce gdyż obok znajduje się Teatr Rzymski i Odeon oraz wcześniej opisany Nymphaeum. Z placu widać także wzgórze na której znajduje się Cytadela, choć to już jest dłuższy spacer. Uważam też, że należy zwrócić uwagę na zabudowania mieszkalne, czyli szaro-bure bloki, które są rzeczywistością Jordanii. Plac jest oczywistym punktem odniesienia do ogromnego Rzymskiego Teatru, który jest największą atrakcją turystyczną Ammanu. Rzymski Teatr jest pięknym, wielkim zabytkiem zbudowanym około II wieku, który ma kształt półkola, ma trzy główne kondygnacje i jest w stanie pomieścić 6000 widzów. Pierwsze rzędy bliżej sceny należały do szlachetnie urodzonych, środkowe rzędy do żołnierzy a na dalekiej górze siedział ściśnięty tłum, który obserwował przedstawienia w dole. Teatr miał też znaczenie religijne, dlatego że na górze znajduje się mała kaplica ggdzie kiedyś znajdował się posąg Ateny, który teraz jest bezpieczny w Muzeum Archeologicznym. Na terenie teatru znajdują się też dwa muzea, choć moją uwagę przykuły filary zaraz przez wejściem, które są pozostałością po Forum, czyli placu zbudowanego w II wieku. Moim zdaniem Teatr Rzymski jest obowiązkowym punktem zwiedzania stolicy Jordanii oraz stanowi tożsamość kulturową Ammanu. Dziś wewnątrz antycznego teatru odbywają się ciekawe przedstawienia z efektownymi światłami. Wejście kosztowało mnie tylko 1JD.

Po wschodniej części teatru stoi Odeon, który jest małym, okrągłym teatrem, mogacym pomieścić 500 widzów. Jest to najlepiej zachowana budowla z byłego Forum, która służyła głównie do małych przedstawień. Obiekt ten został zbudowany w II wieku, a wejście jest darmowe. Możliwe, że kiedyś Odeon był pokryty przez drewniany dach, lecz dziś nie ma po nim śladu. Mimo, że jest to znacznie mniejszy obiekt od teatru, uważam go za bardziej nastrojowy. Czułem, że z powodu jego zamknięcia miałem lepszy kontakt z historią, gdyż nie widziałem ruchu ulicznego Ammanu. Stamtąd szedłem małymi ulicami pod górę, w stronę Cytadeli i muzeów.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070067.jpg

Amman oraz meczet Al-Husseini.

Cytadela (Jebel al-Qala’a) jest położona na najwyższym wzgórzu Ammanu, na wysokości 850m np.m. Zabytki znalezione na szczycie z epoki brązu świadczą o tym, że Cytadela była górską fortecą, także o znaczeniu politycznym i komercyjnym przez tysiące lat. Cytadela w Ammanie jest obudowana murem obronnym o długości 1700m, który był wielokrotnie odbudowywany w epokach brązu i żelaza, w także w czasach rzymskich, bizantyjskich i w okresie Umayyadów. Wewnątrz natomiast znajduje się kilka efektownych, antycznych budynków, jak na przykład Pałac Umayyadów z około 270 roku, który ocałał tylko częściowo z powodu trzęsienia ziemi z 749 roku. który pomimo trzęsienia ziemi wciąż stoi w jednym kawałku, ma średnio zachowane moizaiki, płaskorzeźby na zewnętrznych ścianach, oraz niebieską kopułę.
Umayyadowie zbudowali także ogromny dół zwany Cysterną, której zadaniem było zaopatrywanie Cytadeli w wodę. Należy zwrócić uwagę na schody, po których mieszkańcy schodzili na dół aby pobrać wodę. Na górze jest także kilka placów i hol audencyjny, którego głownym zdaniem było wzbudzić podziw gości. Chrześcijanie zostawili tu po sobie Bizantyjską Bazylikę z około VI-VII wieku, po której nie zostało niestety nic oprócz podstawy, kilku filarów i mozaiki. Ważnym elementem Cytadeli jest także Świątynia Herkulesa, zbudowana za czasów Marka Aureliusza, w latach 161-180. Do dziś zostało tylko kilka kolumn, podstawa świątyni, oraz kamienne palce, które kiedyś pewnie należały do pomnika jednego z rzymskich bogów. Chodząc po Cytadeli zaczałem podejrzewać, że było to miasto dla bogatych i uprzywilejowanych, znajdujące się nad miastem dla biednych, którzy mieszkali w dole. Możliwe, że po pewnym czasie, zwłaszcza za czasów rzymskich, Cytadela była odzwierciedleniem Olimpu, gdyż ludzie bogaci chcieli poczuć się bosko, a warowna funkcja Cytadeli w tym wcale nie przeszkadzała. Na Olimp też nie można się było dostać. Na to jednak nie mam dowodów. Jest to tylko moja kulturowo-historyczna spekulacja.

Koło Świątyni Herkulesa znajduje się także Narodowe Muzeum Archeologiczne, które posiada kolekcje sięgające 6500 roku p.n.e., z antycznej Grecji, Rzymu i Egiptu. Są to głównie posągi bogów tych cywilizacji, a także znaleziska wykopane w Jerash i Petra. Cała Cytadela jest oczywiście wielką atrakcją Ammanu i nienależy jej omijać. Uwagę należy też zwrócić na panoramę miasta z fllagą Jordanii w tle. Za wejście do Cytadeli w Ammanie zapłaciłem 3JD.

Po wyjściu z Cytadeli poszedłem do fryzjera, który znajdował się niedaleko od wejścia. Cały zakład był mną bardzo podekscytowany, a fryzjer który obcinał mi włosy zadawał mi mnóstwo pytań na temat Polski i Polaków, oraz tego jak mi się podoba Jordania. Powiedziałem jak zawsze prawdę, że Jordania bardzo mi się poodoba a o ludziach też mam dobre zdanie. Zapytali mnie też czy lubię islam, na co odpowiedziałem, że szanuję ich kulturę i dlatego cieszę się że jest ona w Jordanii (a nie w Polsce ;). Fryzjer był tak mną podekscytowany, że zanim wziął się do pracy, najpierw zadzwonił do kilku kolegów aby przyszli sobie na mnie popatrzeć. Zakład fryzjerski był brudny a Arabowie byli spoceni i nie pachniało zbyt ładnie, ale z drugiej strony myślę że było to moje realne doświadczenie z podróży, z którego się cieszę. Jordański fryzjer natomiast, choć był wesoły i bardzo się starał, zrobił mi schody na głowie i nie do końca mu ta fryzura wyszła. Spytałem go więc czy golił wcześniej owce i kozy, na co on uczciwie odpowiedział, że tak. Już zatem wiemy jak się zostaje fryzjerem w Jordanii.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070169.jpg

Amman; Cytadela (Jebel al-Qala’a) – Pałac Umayyadów.

Moim ostatnim punktem zwiedzania tego dnia był meczet Króla Abdullaha, ukończony w 1989 roku. Posiada on dwa minarety oraz błękitną kopułę o objętości 35 metrów, oraz ozdobioną mozaiką w symetryczne wzory. Meczet ten może pomieścić 7000 muzułmanów w środku oraz dodatkowe 3000 na dziedzińcu. Muzułmanie było dodatkowo tak mili, że zrobili osobne miejsce do modlitw dla kobiet, które jest w stanie pomieścić 500 sztuk. Meczetu tego nie można pomylić z żadnym innym właśnie ze względu na wielką, błękitna kopułę reprezentującą niebo. W środku znajduje się też małe Muzułmańskie Muzeum, gdzie można zobaczyć arabską sztukę oraz zdjęcia przedstawiające króla Abdullaha I, choć uważam że przede wszystkim należy patrzeć w górę na błękitną kopułę oraz złote linie reprezentujące 99 imion Allaha. Wszystkie symetryczne ozdoby zostały wykonane przez arabskich mistrzów cierpliwości. Meczet ten jest także otwarty dla zwiedzających chrześcijan.

Gdy wracałem była już non, lecz w Ammanie czułem się dobrze i bezpiecznie. Najpierw zatrzymałem w taniej knajpie gdzie zjadłem kebaby z grilla, a potem wróciłem taksówką do Downtown za 2JD. Przed snem spacerowałem jeszcze w okolicy Teatru Rzymskiego, kupiłem parę magnesów na lodówkę, a dzień zakończyłem sokiem z marchewek. Moje dwa dni w Ammanie minęłu mi bardzo miło, choć należy pamiętać, że jest tam wiele innych rzeczy do zobaczenia. Jest więcej muzeów, meczetów, są kluby nocne oraz łaźnie.

Wycieczka jednodniowa do Jerash

Jerash jest jednym z najwiekszych atrakcji turystycznych Jordanii, gdyż znajdują się tam dobrze zachowane rzymskie ruiny. W czasach świetności Jerash było administracyjnym, kulturowym i religijnym centrum regionu, który dodatkowo znajdował się na bardzo ważnym szlaku handlowym oraz posiadał żyzne ziemie dookoła. Te wszystkie rzeczy były niezwykle istotne dla Imperium Rzynskiego, które z Jerash mogło promować swoja kulturę w tym regionie oraz rozwijać handel i żywić armię. W czasach świetności w Jerash były bogato ozdobione amfiteatry, łuki triumfalne, świątynie budowane na cześć bogów rzymskich a następnie kościoły, a także fontanny, sklepy, szkoły, ulice, łaźnie oraz wiele innych obiektów. Wyżyny Gilead były natomiast zbawieniem dla Jerash gdyż w pustynnym klimacie ciężko jest znaleźć żyze ziemie, a tutaj na przykład były plantacje oliwek. Jeśli chodzi o czas powstania, to Jerash stworzyli antyczni Grecy za czasów Alexandra Wielkiego (333 rok p.n.e.), jednak największy rozwój Jerash doświadczył z sprawą Rrzymian gdy na rozkaz generała Pompey nastąpiła inwazja dorzecza Jordanu w 64 roku p.n.e. Przez następne wieki Jerash tylko rosło w siłę i miało coraz większe znaczenie komercyjne, co bardzo wykorzystali kolejni władcy Rzymu. Jako ciekawostkę podam, że Jerash handlowało między innymi z Nabatejczykami, założycielami Petry. Jerash zaczęło tracić na znaczeniu dopiero z powodu najazdów muzułmańskich w pierwszej połowie VII wieku, a jego ostatnim gwoździem do trumny było trzęsienie ziemi w 747 roku. Prace restauracyjne zostały zaczęte pod koniec XIX wieku, co bardzo ułatwiło prezerwację Jerash oraz jego zabytków.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070248.jpg

Jordania; Jerash – Łuk Hadriana.

W starym mieście Jerash znajduje się wiele budowli lecz ja opowiem w skrócie o tych najważniejszych. Niektóre zachowały się w lepszym a inne w gorszym stanie, lecz bez względu na to jest to bardzo pouczające przeniesienie się do historii antycznego Rzymu. Blisko wejścia znajduje się Łuk Hadriana, nazywany także Łukiem Triumfalnym. Jest to masywna kamienna budowla wysoka na 13 metrów, zbudowana w tradycyjnym rzymskim stylu. Kiedyś były tu także ogromne drewniane drzwi lecz do dziś została tylko kamienna oprawa bramy. Zaraz za bramą znajduje się Hipodrom, zbuodwany pomiędzy I a III wiekiem. Hipodrom to arena sportowa służąca Rzymianom do wyścigów zaprzęgów konnych, o rozmiarze 244, na 50m. Dookoła znajdują się kamienie świadczące o tym, że było to ogromne miejsce dla widowni, choć archeologowie przekonują, że znajdowały się tam też stajnie oraz sklepy.
Około 250m od Bramy Hadriana znajduje się Brama Południowa, która jest mniejsza lecz ciągle atrakcyjna. Została ona zbudowana w 130 roku. W tym miejscu radzę też zwrócić uwagę na mury otaczające antyczne Jerash, które mają długość 3.5km, choć niestety do dziś nie przetrwały 24 wieże obronne.

Myślę jednak, że znakiem rozpoznawczym antycznego Jerash jest Plac Owalny, zbudowany w I wieku, który jest otoczony 56 kolumnami oraz zajmuje obszar 90m x 80m. Po środku zanjduje się fontanna dodana do placu Forum (inna nazwa placu) w VII wieku a ziemia jest wyłożona wapiennymi kaflami. Forum miało wiele celów, i choć niektórzy historycy uważają że służył on Rzymianom do rytualnych ubojów zwierząt, to moim zdaniem było to przede wszystkim miejsce spotkań, handlu oraz wymiany poglądów politycznych. Plac Owalny miał też znaczenie religijne, gdyż po jego południowej stronie znajduje się Świątynia Zeusa (Jupitera) , zbudowana w 162 roku, na obszarze 40m x 30m. Dziś świątynia ta nie jest kompletna gdyż stoi tylko tylna ściana oraz kilka kolumn z przodu. Świątynia Zeusa jest dobrze widoczna z każdego miejsca w Jerash, gdyż jest położona na wzgórzu. Z jednej strony jest to dobre rozwiązanie lecz z drugiej oznaczało to, że była bardziej podatna na erozje i trzęsienia ziemi. Obiekt ten dał mi schronienie przed słońcem, a na miejscu można kupić herbatę i kawę. Zaraz za świątynią znajduje się Południowy Teatr, który jest najlepiej zachowanym w Jerash, mimo że do dziś został już tylko jeden rząd siedzień, mimo że kiedyś była w stanie pomieścić 5000 widzów. Tetra ten był zbudowany w latach 81-96 i do dziś odbywają się tam przedstawienia. Gdy ja zwiedzałem Jerash widziałem Arabów grających na instrumentach przypominających szkockie dudy.

Jak w każdym mieście, także i w Jerash do dziś przetrwały atrakcyjne ulice, ozdobione rzymskimi kolumnami oraz tym co pozostało ze świątyń, sklepów i łaźni. Popularną ulica jest Cardo Maximus, która ma długość 800m i rozciąga się od Placu Owalnego do Bramy Północnej. Należy też zobaczyć atrakcyjny plac Macellum, także otoczony kolumnami i z fontanną w środku, gdzie ludzie zbierali się na rozmowy. Spacerując po Jerash dotarłem też do południowego i północnego Tetrapylon, czyli według definicji, do starożytnego rzymskiego pomnika o kształcie sześciennym, z bramą po każdej ze stron. Tetrapylon był zawsze budowany na rozdrożach, i w Jerash jest tak samo gdyż znajdują się one na końcach Cardo Maximus. Brama Północna natomiast została zbudowana w 115 roku i w porównaniu z Bramą Hadriana nie jest tak atrakcyjna. W pobliżu znajduje się także Teatr Północny, który jest mniejszy niż południowy, lecz ciągle bardzo atrakcyjny. Została on zbudowany w woku 165, a następnie rozbuodwany w 235, tak aby mógł pomieścić 2000 widzów. Teatr Północny został bardzo ładnie odrestaurowany i tam także odbywają się przedstawienia, mimo że historycy są zdania że obiekt ten za czasów rzymskich był wykorzystywany nie do sztuk teatralnych ale do spotkań politycznych.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070346.jpg

Jordania; Jerash – ulica Cardo Maximus.

Gdy w 324 roku, za czasów cesarza Konstantyna, główną religią Rzymu stało się chrześcijaństwo, natychmiast we wszystkich miastach Imperium Rzymskiego zaczęto budować kościoły i katedry, i wręcz konkurowano ze sobą które miasto będzie miało bardziej okazałe kościoły. Gdy tylko Zeus, Hera czy Posejdon wyszli z łask ludzi, jako budulca do nowych świątyń zaczęto używać kamieni z byłych świątyń pogańskich. Dotychczas znaleziono ruiny 15 kościołów na terenie Jerash, z których najbardziej znane to katedra św. Teodora, zbudowana w IV wieku na miejscu byłej świątyni Dionizosa, a także kościół św. Jana Chrzciciela.

Całe Jerash jest bardzo interesującym spotkaniem z historią i każdy plac, ulica i świątynia mogłaby opowiedzieć swoją historię oraz legendę. W Jerash jest na przykład plac który mi szczególnie się podobał. Jest nim Nympaeum, czyl fontanna zbudowana ku czci nimf wodnych, wyłożona marmurem oraz otoczona kolumnami. Siedząc tu pomyślałem jakie to musiało być odprężające miejsce. W gorącym klimacie można było posiedzieć przy fontannie, wśród roślin, a na kolumnach na pewno znajdował się dach dający zbawienny cień. Stamtąd poszedłem poprzez Propyleum, czyli kamienne schody na której końcu znajdowała się monumentana brama, zbudowana w 150 roku. Zaraz za schodami, na wzgórzu stoi jeden z najlepiej zachowanych obiektów w Jerash, czyli Świątynia Artemis, córki Zeusa , bogini płodności i łowiectwa. Świątynia ta została zbudowana w latach 150-170, i mając na myśli, że jest „dobrze zachowana” przestrzegam że nie można się spodziewać cudów. Do dziś został główny plac, tylna ściana świątyni oraz 11 z 12 wysokich kolumn. Należy pamiętać, że niestety żaden obiekt w Jerash nie odzwierciedla swojej dawnej świetności gdyż są to tylko ruiny. Świątynie pogańskie były niszczone przez samych Rzymian, którzy potrzebowali materiałów budowlanych do budowy kościołów, następnie były one niszczone przez muzułmanów, Krzyżowców oraz przez trzęsienia ziemi. Gdy świątynia Artemis była nowa, znajdowały się tutaj marmurowe podłogi, rzeźbione filary, posągi Artemis i drogie materiały, natomiast zbiegiem czasu zostawały tylko puste ściany, które były wykorzystywane na warsztaty i sklepy. Ważne jest jednak abyśmy nigdy nie zapomnieli o żadnej z cywilizacji oraz o wartościach jakimi się kierowali. Zainteresowani mogą także zobaczyć małe muzeum Jerash, gdzie znajduje się wiele przedmiotów wykopanych na terenie tego antycznego miasta.

*

Jerash znajduje się około 50km od Ammanu i dostanie się tam nie sprawia problemu. Do Jerash dostałem się z brudnego dworca Abdali za jedyne 1JD, choć na miejscu znajdują się też taksówki, co jest niestety droższe. Kurs w jedną stronę to około 15JD-20JD, lecz ja miałem szczęście, gdyż po wyjściu z antycznego miasta taksówkarz miał jedno miejsce w samochodzie i dlatego zapłaciłem tylko 10JD.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070310.jpg

Jordania; Jerash – panorama Placu Macellum.

Wyprawa na pustynię do Azraq i do „zamków z piasku”

Po zwiedzaniu Ammanu oraz Jerash chciałem przeżyć pustynną przygodę, aby poczuć realia arabskiego kraju. W tym celu zaplanowałem wycieczkę w stronę Iraku, do miasteczka Azraq, a następnie chciałem zobaczyć „zamki z piasku”. Była to więc wycieczka objazdowa. Najpierw poszedłem do skupiska autobusów, dumnie nazywanego dworcem, gdzie było tylko dużo śmieci, było głośno i naprawdę obleśnie. Niestety nie od razu dojechałem na miejsce gdyż najpierw dostałem się dzieloną taksówką do małego Zarqa, gdzie dworzec był jeszcze bardziej obleśny niż ten w Ammanie. Była to chaotyczna i zapuszczona do granic brudu stacja autobusowa i bazar w jednym. W Polsce byłoby to miejsce przeznaczone na wysypisko śmieci lub na getto dla Cyganów, lecz w Jordanii są tam stragany z jedzeniem i autobusy, a ludzie spędzają tam większość swojego życia. Co prawda ciężko jest konkurować z indyjskim syfem i chaosem gdyż ten jest ekstremalny, lecz Arabowie na pewno mają swoje miejsce na podium. Dodatkowo Zarqa jest otoczone ciężkim przemysłem i poważnymi zanieczyszczeniami środowiska, przez co słynie z takich atrakcji jak zawały serca, rak i choroby wieńcowe. Przechodzenie przez ulice było tu ryzykowne, lecz ludzie handlowali ubraniami i rzeczami nawet na chodniku po środku jezdni. Knajpy serwują kebaby i desery, a Arabowie mają poczucie humoru i są ciekawi turystów. Radzę jednak aby po zjedzeniu tutejszych specjałów poczekać na wizytę w kiblu, aby nie wystawiać dupy na pustyni. Po około godzinnym pobycie w tym szczególnym miejscu kupiłem bilet z 1.5JD i opuściłem Zarqa bez żalu, a podczas mojej 1.5h jazdy nie widziałem nic oprócz suchej pustyni. Dodam, że Azraq leży około 100km od Ammanu.

Mój autobus zatrzymał się w Azraq, dokładnie przed zamkiem, lecz gdy wysiadłem byłem trochę zdziwiony, gdyż spodziewałem się miasta, a zobaczyłem tylko warsztat oraz wiatr unoszący piasek pustyni. Na drodze znajdował się też znak na Rezerwat Mokradeł, który znajduje się kilka kilometrów od centrum. Ja jednak przyjechałem tutaj aby zobaczyć zamki na piasku, dlatego najpierw poszedłem do zamku Azraq, gdzie za 1JD kupiłem bilet uprawniający mnie do wejścia na teren 3 zamków. Zamek Azraq leży w bardzo strategicznym miejscu gdyż w jego sąsiedztwie znajduje się oaza ze stałym źródłem wody. W promieniu 12.000km² suchej pustyni, Azraq jest kopalnia złota gdyż najcenniejszym skarbem na pustyni jest właśnie woda. To właśnie z tego powodu Rzymianie zbudowali tu zamek w IV wieku, a przez następne stulecia miały tam miejsce ciągłe podboje i wielu ludzi oddało życie – właśnie dla zdobycia wody. Zamek Azraq jest zbudowany z masywnych bazaltowych głazów o czarnym kolorze na kwadratowym placu o boku 80m. Zamek jest nawet nieźle zachowany, i do dziś można zobaczyć jego warowne ściany, potężną bramę, komnaty i potężne wieże obserwacyjne. Zamek Azraq stanowi popularną wycieczkę jednodniową z Ammanu, choć ja ziedzałem tu sam i myślę że w ten sposób jest lepiej.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070424.jpg

Jordania – przed zamkiem Azraq.

Następnie wsiadłem do małego autobusu jadącego w stronę Zarqa (0.5JD) i po około 20km wysiadłem na rozwidleniu dróg i stanąłem na drodze na Amman. Przede mną była tylko sucha pustynia, ciężarówki pchające mi piasek w oczy oraz znaki drogowe na Arabię Saudyjską i Irak. Próbowałem oczywiście zatrzymać jakiś samochód lecz nie było to łatwe gdyż Arabowie pędzili przez pustynię na złamanie karku. Czułem, że musiałem zacząć się ruszać gdyż był upał i kurz. Byłem jednak przezorny gdyż miałem ze sobą 2 litry wody oraz zapasy jedzenia i namiot, dlatego że planowałem soedzić noc na pustyni przy drodze. Po jakiś czasie w końcu jednak zatrzymała się ciężarówka, która podwiozła mnie do Amra. Zamek Amra, jest najbardziej znanym z pustynnych zamków wschodniej Jordanii. Został on zbudowany na początku VIII wieku, pomiędzy 723 a 743 rokiem przez Walida Ibn Yazida, przyszłego kalifa Umayyadów Walida II i jest pozostałością większego kompleksu. Zamek Amra jest mały, lecz także najlepiej zachowany spośród wszystkich zamków, i to nie tylko za względu na dobrze zachowaną strukturę samej budowli i jego kamienne kopuły, ale także z powodu wewnętrznych malowideł przedstawiających władców, nagie kobiety, oraz myśliwych. Zamek Amra jest jednym z najlepiej zachowanych przykładów wczesnej architektury muzułmańskiej i znajduje się około 85km od Ammanu. Po zwiedzeniu tego obiektu wróciłem do drogi, gdzie dość szybko znalazłem kolejny autostop. Tym razem jechałem małym samochodem osobowym do zamku Kharana. Zamek Kharana podobał mi najbardziej, ze względu na swoją wielkość, interesującą architekturę i samotne położenie na płaskiej pustyni. Zamek Kharana leży około 60km od Ammanu, stosunkowo niedaleko od Arabii Saudyjskiej. Jest on zbudowany na kwadratowym placu o boku długim na 35 metrów, ma dwa piętra z 60 pokojami oraz ma bardzo atrakcyjną bramę główną i okroągłe wieże na rogach. Do tego wszystkiego zamek Kharana ma malutkie okna przystosowane do używania przez łuczników oraz wyszukane wzory na ścianach. Główny dziedziniec jest pusty lecz dobrze zachowany. Radzę uważać na schody oraz dobrze się przyjrzeć pokojom, z ich wzorami oraz kolumnami wbudowanymi w ściany. Zamek Kharany został oszacowany na rok 710, co w moim rozumieniu znaczy że pochodzi z piewrszej połowy VIII wieku, a rok 710 należy potraktować umownie. Nie jest niestety do końca znane z jakiego powodu powstał ten zamek, i czy był to naprawdę warowny zamek, czy może tylko caravanserai, czyli centrum handlowe z pokojami na pustyni. Podejrzewam, że obiekt ten miał wiele przeznaczeń.

Tego dnia nic jeszcze nie jadłem, a było już późno, dlatego zatrzymałem się w wielkim namiocie o miejscowego sprzedawcy gdzie za zjadłem puszkę tuńczyka z chlebem wypiekanym na ogniu, oraz dostałem herbatę, także z ognia. W cenie 5JD było też 10 pocztówek, które z radością wziąłem. Z arabskim sprzedawcą poruszałem tradycyjne tematym takie jak temat rodziny, ilość dzieci oraz moja praca. Koło fortecy Kharana jest dobre miejsce na obóz, więc mogłem tam rozłożyć namiot i spędzić noc, lecz zdecydowałem ruszyć w dalszą drogę gdyż ziemia była bardzo twarda i kamienista. Sprzedawca jedzenia właśnie wracał do Azraq, dlatego podwiózł mnie tylko do głównej drogi, skąd szedłem przez pustynię w celu znalezienia dobrego miejsca na obóz. Było już ciemno dlatego nie chciałem się zbyt długo kręcić. Widziałem, że obok budowali drogę ora znajdował się ciężki sprzęt, a ja chciałem znaleźć ustronne miejsce. Szedłem więc dalej po piachu oświetlając swoją drogę latarką, aż w końcu znalazłem miejsce przy drzewie. Rzuziłem swoje graty na jordańską pustynię, przymocowałem latarkę do drzewa i w spokoju rozkładałem namiot a potem zmęczony poszedłem spać. Była to zimna noc ale znośna. Nie było tak zimno jak kilka lat temu w Kazachstanie, a potem w Libanie i Azerbejdżanie. Tym razem, w Jordanii, czułem się dobrze i od czasu do czasu słyszałem przejeżdżające ciężarówki, a nad ranem, gdy już wstało słońce było bardzo gorąco. Ciężko mi się jednak wstawało z twardej ziemi, dlatego wstałem dopiero o 10 i dopiero gdy wypiłem 0.5 litra wody. Następnie przebrałem się w swój dzienny strój, złożyłem namiot i powoli ruszyłem do głównej drogi. Dość szybko wsiadłem do kolejnego autostopu, i tym razem handlarz jogurtami zawiózł mnie do antycznej łaźni Hammam al-Sarah. Jak sama nazwa wskazuje jest to łaźnia, gdzie do dziś zachowały się kopuły na dachu oraz kanały przez które woda wpływała do basenu wewnątrz. Kiedyś był tu także ogród, tak że woda płynęła kanałami na zewnątrz i nawadniała rośliny. Łaźnia ta przechodzi obecnie gruntowne prace restauracyjne a została ona zbudowana pomiędzy 724 a 750 rokiem. Na pewno nie później gdyż łaźnia al-Sarah jest budowlą Umayyadów, których kalifat został podbity w 750 roku. Około 3.5km od łaźni znajduje się zamek Hallabat, który został zbudowany przez Rzymian w II wieku. Obiekt ten jest częściowo kompletny, choć jest raczej kompleksem komnat z łukami i dziedzińcem, łaźnią, meczetem i pomieszczeniem rolniczym. Zamek ten został zbudowany do obrony przed muzułmanami, lecz po upadku chrześcijan i przejęciu zamku przez ciągle nacierającymi muzułmanami obiekt ten się trochę zmieniał. Tu gdzie była kaplica jest meczet, a mozaiki zostały nieco zmienione na muzułmańskie. Ta rzymska forteca stojąca samotnie na wzgórzu, zbudowana ze skał wapiennych, wygląda bardzo atrakcyjnie na tle pustyni. Myślę też, ze za klika lat te dwa ostatnie obiekty będą wyglądały o wiele lepiej gdyż prace restauracyjne są tu brane bardzo poważnie, i to nie tylko przez Arabów ale także przez grupy archeologów z Hiszpanii. Na marginesie, tym którzy chcą zobaczyć więcej „zamków na piasku”, polecam także zamek al-Mushatta, znajdujący się blisko lotniska w Ammanie. Wspominam o tym po to, aby podróżnicy wylatujący z Jordanii poświęcili czas na jeszcze jeden zamek, który jest bardzo korzystnie położony.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070501.jpg

Jordania -samotny pustynny wilk przed zamkiem Hallabat.

Gdy dotarłem do głównej drogi, złapałem kolejny autostop do głównej drogi, a następnie, na pokładzie trochę nowszego autobusu niż zamki na pustyni, pojechałem 30km do pełnego śmieci i chaosu dworca w mieście Zarqa. Ta jazda mi się podobała gdyż gnałem przez zasypaną piachem drogiem wymijając obładowane ciężarówki, i wiedziałem też, że moja wyprawa była udana gdyż zobaczyłem wszystko co chciałem. Na dworcu w Zarqa też było bardzo miło, gdyż w lokalnej knajpie podano mi grilowane mięso i zostałem też atrakcją knajpy. Ludzie mieli mnóstwo pytań, gdyż białego nie widzieli od dawna. Następnie wsiadłem do autobusu jadącego do Sabah, lecz po około 0.5h jeździe wysiadłem na rozwidleniu dróg idąc w stronę Ammanu. Po około 10 minutach spacerem skręciłem w prawo, pod górę i najpierw wszedłem do meczetu a potem do Jaskini 7 Śpiących, którzy mają tam swoje groby i którzy byli też wspomniani w Koranie. Legenda głosi o 7 chłopcach, którzy byli prześladowani przez rzymskiego cesarza Trajana, i dlatego uciekli do jaskini gdzie spali przez 309 lat. Wewnątrz jaskini znajdują się ich grobowce, w tym jeden z dziurą, przez którą można zobaczyć ludzkie kości. W pobliżu znajdują się także pozostałości dwóch meczetów oraz cmentarz z czasów Bizancjum. Cóż, lubię takie miejsca, choć tego dnia było tylu ludzi że nie byłem w stanie zrobić dobrych zdjęć.

Po wszystkim pojechałem autostopem do miejscowego autobusu, który za 0.5JD zawiózł mnie do Downtown, w okolice Rzymskiego Teatru, gdzie mieszkałem. Czułem się zmęczony, ale też szczęśliwy że odbyłem tą pustynną wyprawę właśnie w ten sposób. W Ammanie są biura turystyczne, które mogą zabrać turystów w te wszystkie miejsca, lecz według mnie byłoby to odbieranie przygodzie.

Jeszcze jeden dzień w Ammanie

Tego dnia planowałem wyjazd do Madaby, lecz był akurat piątek i dlatego transport był bardzo ograniczony. Nie chciałem więc męczyć się na dworcu i patrzeć na znajdującą się tam górę śmieci. Zamiast czekania w nieskończoność poświęciłem ten dzień na lepsze zobaczenie Ammanu. Tego dnia nigdzie się nie śpieszyłem. Byłem jeszcze raz w Rzymskim Teatrze, zobaczyłem Odeon oraz byłem na kilku dobrych przekąskach dalej od starej części miasta. Poszedłem na bazar aby pijąc herbatę obserwować ludzi przy ich codziennych czynnościach, i doszedłem do wniosku, że najbardziej podobała mi się tradycja Jordanii, dlatego że brakuje mi tradycji europejskiej w krajach Europy. Obserwując Arabów żyjących zgodnie ze swoją kulturą i tradycją, zrozumiałem jakie to smutne, że np. Anglia nie jest już Anglią a Szwecja nie jest Szwecją. No cóż, europejska owczarnia jest z roku na rok coraz głupsza, natomiast Arabowie, pomimo ciągłych inwazji nie poddają się.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070152.jpg

Panorama Ammanu widziana z Cytadeli.

Spacerując po ulicach Ammanu widziałem wiele księgarni i doszedłem do wniosku, że w Jordanii jest więcej wolności słowa niż w Europie. Jordańczycy sprzedawali ksiażki o żydowskich finansistach odpowiedzialnych za wojny w muzułmańskim świecie. Widziałem też książki o syjonistycznej dominacji Ameryki, o żydowskim Wall Street, żydowskich mediach, i o terrorystycznym Izraelu. Ze wszystkimi tymi rzeczami zgadzam się, tym bardziej że żydzi to wielokrotnie potwierdzili, a na tematy te istnieje lawina dowodów. Widziałem także “Mein Kampf” Adolfa Hitlera w wersji arabskiej i angielskiej, która po Koranie jest w Jordanii najpopularniejszą książką. Niestety widziałem tylko jeden, już ostatni angielski egzemplarz, gdyż resztę wykupili europejscy turyści. Ja postanowiłem nie kupować gdyż było zbyt dużo błędów w druku. Tak czy inaczej, wiedza jest siłą, dlatego polecam „Mein Kampf” – jako ponadczasowe, historyczne dzieło literackie.

Transport z Ammanu do Madaby

Pojechałem autobusem za 1JD, a podróż trwała tylko 1.5h. Dystans pomiędzy Ammanem a Madabą to tylko 32km. Jazda powinna trwać około 50 minut, lecz biorąc pod uwagę, że autobus odjeżdża gdy jest pełny, trwa dwa razy dłużej. Widoki podczas jazdy są nudne, a przy wjeździe do Madaby byłem powitany przez burzę piaskową, co było jedyną atrakcją mojej trasy.

Madaba – „mozaikowe miasto”

Madaba to bardzo przyjemne małe miasto, które jest bardzo popularne ze względu na chrześcijańskie mozaiki z czasów bizantyjskich, które mieszczą się w kilku efektownych kościołach. Około 30% populacji Madaby to chrześcijanie, co sprawia że miasto to ma swój specyficzny charkater. Poza tym Madaba jest bardzo dobrą bazą wypadową do okolicznych atrakcji, takich jak: kościół Mt Nebo, Morze Martwe i ruiny na szczycie Mukawir. Uważam, że Madaba, jak i cała okolica jest bardzo wartościowa, zarówno historycznie jak i z powodu piękna naturalnego.

Gdy tylko dojechałem do Madaby, najpierw zatrzymałem się na dworcu aby napić się herbaty oraz popatrzeć na górę śmieci, która niestety się tam znajdowała. Zrozumiałem, że choć Jordania jest bardzo ciekawym i wartościowem krajem, to jednak nieodłącznym towarzyszem Arabów jest brud. No cóż….Gdy wyszedłem z dworca autobusowego znowu zobaczyłem bałagan, śmieci, sklepy z warzywami i chaotyczny ruch na ulicy. Następnie pokręciłem się po mieście z ciężkim plecakiem aż dotarłem do przytulnego hostelu Fadi’s Home Stay, za jedyne 5JD. Jak potem się okazało, zostałem tam aż 3 noce gdyż było tak przyjemnie. Pierwszego dnia skoncentrowałem się tylko na zwiedzaniu Madaby i oczywiście główną atrakcją programu były antyczne moizaiki w kościołach oraz bardzo interesujące warsztaty, gdzie zobaczyłem w jaki sposób rzemieślnicy wykonują mozaiki na ściany w formie obrazów. Widziałem jak artyści mieli starannie pocięte kamienie o różnych kolorach, a następnie układali je w piękną całość. Czasem są to krajobrazy oraz zwierzęta i rośliny, a czasem symetryczne wzory o wielu kolorach. Bardzo popularne jest na przykład „drzewo życia”, które pokazuje spokój i brutalność po dwóch stronach drzewa. Po jednej stronie sarny pasą się w spokoju, a po drugiej sarna jest atakowana przez lwa. Myślę, że mozaiki, zarówno te w warsztatach jak i w kościołach są wielką atrakcją Madaby, choć można tam także zjeść bardzo dobre arabskie jedzenie oraz zrobić zakupy na bazarze, będącym rajem dla podróżnika i dla psychologa.
Podpowiem, i należy to potraktować poważnie, że Madaba ma także kilka bankomatów znajdujących się blisko, i dlatego przez wyruszeniem w dalsze partie kraje należy wyciągnąć tam pieniądze i rozmienić je na drobniejsze. Madaba to także świetna baza organizacyjna.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070673.jpg

Jordania; Madaba, oraz sklep z pamiątkami. Proszę zwrócić uwagę na “drzewo życia” po prawej.

Kościołem, którego nie należy ominąć jest kościoł św. Jerzego, gdzie znajdują się najlepiej zachowane bizantyjskie moizaiki. Grecki kościół św. Jerzego został zbudowany w XIX wieku na gruzach kościoła czasów Bizancjum. Nowy kościół w tym miejscu zdecydowano się zbudować ze względu na mozaikową mapę Palestyny, która po dziś dzień ma ogromną wartość historyczną gdyż nasienione są nie antyczne miejsca. Dzięki mapie historycy byli w stanie dowiedzieć się bardzo dużo na temat historii Palestyny oraz części regionu Bliskiego Wschodu. Teraz kościół oraz mozaika są w dobrym stanie i są przygotowane dla turystów, historyków i wiernych chrześcijan, lecz ja osobiście zawsze staram się wyobrażać odwiedzane przeze mnie miejsca w taki sposób jakimi były one kiedyś. To musiało być niesamowite odkrycie gdy pod stosami gruzów odkryto taki skarb. Mapa ta została stworzona w 560 roku i zawiera 157 zaznaczonych miejsc w biblijnym regionie Bliskiego Wschodu, od Egiptu po Palestynę. Historycy doszli do wniosku, że oryginalnie mozaika ta od 15m do 25m długości o 6 metrów szerokości i była złożona z 2 milionów kamieni. Niestety po dziś dzień przetrwała mała część ale ciągle zostało tyle aby można było nauczyć się dużo o historii Palestyny. W kościele znajduje się także sklep z kopią mozaikowej mapy oraz ortodoksyjne ikony świętych. Za wejście zapłaciłem 1JD. Poza tym radzę tu przyjść wcześnie rano gdyż potem jest zawsze mnóstwo ludzi i ciężko jest coś zobaczyć.

Następnie zobaczyłem Park Archeologiczny oraz kościół Maryi. Cały ten obiekt jest kompleksem skaładającym się z mozaik, muzeum, kolumn rzymskich oraz kościoła Maryi zbudowanego w VI wieku. W kościele znajduje się oczywiście kolejna mozaika, tym razem z 767 roku, która jest dziełem geometrycznym. Zaraz po wejściu znajduje się mozaika z Mukawir, będąca najstarszą w całej Jordanii, gdyż pochodzi w I wieku p.n.e. Dalej znajduje się mozaika przedstawiająca kościóła proroka Eliasa, z 607 roku. Uwagę należy tu zwrócić na dużego zielonego ptaka. Dalej znajduje się Sala Hippolytusa, która była bizantyjską rezydencją zbudowaną w VI wieku. Niewiele zostało z jej świetności, natomiast do dziś można także podziwiać interesujące mozaiki przedstawiające rośliny oraz grecka tragedię. Na jednej z mozajek jest także przedstawiona Afrodyta z gołymi piersiami.

Polecam też kościół katolicki Jana Chrzciciela, który jest bardzo atrakcyjny, chociażby z powodu atrakcyjnej ściany zewnętrznej oraz wieży, na którą wszedłem aby obserwować panoramę miasta. Kościół ten znajduje się dalej od centrum i został on zbudowany w latach 1910-13 na gruzach starszego kościoła. Na ścianie przedniej znajduje się kilka atrakcyjnych mozajek świętych, w tym Jezusa, bardzo efektowne krzyże wbudowane w ścianę, oraz niewysokie rzymskie kolumny. W środku natomiast znajdują się wspaniałe obrazy i mozaiki, oraz co nie zdarza się często, można tu zobaczyć chrześcijańskie obrazy oprawione arabskim pismem. Poza tym są także włoskie malunki na ścianach przedstawiające Jana Chrzciciela, oraz sanktuarium Jana Chrzciciela z kolejnymi mozaikami, z planem starej Madaby oraz ponad 100-letnimi zdjęciami. Bardzo interesujące. Na sanym końcu wspiąłem się na wieżę dzwonniczą po niepewnych schodach aby zobaczyć panoramę Madaby. Kościół Jana Chrzciciela należy potraktować jako ważne znalezisko podróżnika.

Niedaleko stamtąd znajduje się także kościół Apostołów, z kolejną wspaniałą mozaiką na podłodze, przedstawiające ptaki, krzyże, geometryczne wzory oraz grecką boginię wyłaniającą się z morza, z 578 roku. Sam kościół też mi się bardzo podobał gdyż była warowny, a wewnątrz miał grube kamienne filary.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070667.jpg

Jordania; ulica w Madabie (w “mozaikowym mieście”).

Pomimo, że panorama Madaby jest zdominowana przez ogromny meczet Króla Husseina, z wielką złotą kopułą i dwoma wysokimi minaretami, to turyści odwiedzają Madabę nie z powodu islamu ale historii chrześcijaństwa. Co ciekawe, w 2008 roku w Madabie muzułmanie zbudowali meczet Jezusa Chrystusa, dlatego że jeden z imamów wpadł na pomysł, że meczety na całym świecie są nazywane imionami proroków, natomiast w Jezus w islamie także jest prorokiem, więc aby przybliżyć do siebie muzułmanów i chrześcijan, którzy stanowią 10% jordańskiej populacji, nie ma nic złego w tym aby nazwać meczet imieniem Jezusa. Poza tym spacerowałem po Madabie i zauważyłem że ludzie byli bardzo ciekawi skąd przyjechał biały turysta, a 2 razy dostałem jabłko w prezencie. Witali mnie w Jordanii. W Madabie było mi dobrze i miło wspominam to miasto i jego ludzi, lecz moja wyprawa musiała iść do przodu.

Wycieczka do Mukawir – oraz przygoda w transporcie

Następnego dnia postanowiłem pojechać do Mukawir, czyli do rzymskch ruin na szczycie góry, z pięknymi widokami na Morze Martwe. Najpierw jednak chciałbym opisać moją przygodę w transporcie, a następnie powiem o samym obiekcie.

Poszedłem na dworzec autobusowy w Madabie, gdzie zrobiłem kilka zdjęć starych ciężarówek, interesujących ludzi i śmieci. Na tak zwanym „dworcu” byłem wcześnie rano, i po tym jak wygoniłem w autobusu wszystkich palaczy, cierpliwie czekałem na odjazd. Pogoda tego dnia była deszczowa, i po tym jak czekałem 0.5h, dano mi do zrozumienia że nie ma wystarczająco dużo pasażerów i odjazd nastąpi za około 1h. Wyszedłem więc na główną trasę i paroma autostopami pojechałem 30km do zjazdu na Mukawir. Stamtąd było jednak kolejne 12km do wsi Mukawir oraz następne 5km do punktu obserwacyjnego, skąd zaczyna się trasa pod górę do ruin na szczycie. Z bocznego zjazdu podwiózł mnie Beduin swoim 35 letnim gratem za 5JD, a ostatnie 5km pojechałem na pokładzie kolejnego samochodu za 2JD. Zwłaszcza w ostatniej fazie jazdy było bardzo ładnie gdyż miałem góry dookoła. Po chwili zacząłem swoją wspinaczkę na szczyt, i tym razem już pogoda była też lepsza.
Do Mukawir jest kilka dróg lecz w moim przpadku tylko od szczęścia zależało ile potrwa moja trasa.

Mukawir to forteca zbudowana w 90 roku p.n.e., strategicznie usytowana na górze. Była to ważna twierdza oraz punkt widokowy do ostrzegania sojuszników, na wypadek ataku wrogich armii. Pomimo to Mukawir zostało podbite w 57 roku p.n.e. lecz w 30 roku p.n.e. twierdza ta została odbudowana przez Heroda Wielkiego i służyła jako baza wojskowa. Herod ufortyfikował Mukawir jeszcze mocniej lecz z biegiem lat na niewiele się to zdało gdyż ten ważny strategicznie punkt był polem wiely bitew i wiele razy upadał. Żydzi podbili Mukawir w 66 roku, lecz Rzymianie go odbili 6 lat później. Mukawir stoi na wysokości 1100m nad poziomem Morza Martwego i jest ze wszystkich stron otoczony wąwozami, co sprawia że samo ukształtowanie terenu daje mu ochronę. Poza tym Mukawir jest także znane z powodu 2-letniego więzenia i stracenia Jana Chrzciciela w 32 roku (Ewangelia wg św. Marka 6 : 24 oraz ewangelia wg św. Mateusza 14 : 8. Mukawir jest więc budowla biblijną, które nawiązują do takich biblijnych postaci jak Jan Chrzciciel, król Herod oraz Herod Antypas, do którego Mukawir należało od 4 wieku p.n.e. do 39 roku.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070573.jpg

Podróż po pustyni w moim stylu.

Pomimo upału, sama wspinaczka na szczyt sprawiła mi dużą przyjemność gdyż czułem, że byłem w wyjątkowym miejscu. Niestety na szczycie góry nie zobaczyłem już twierdzy ale ruiny na placu 100m x 60m, podstawy ścian oraz kilka kolumn. To niestety wszystko co pozostało z twierdzy Mukawir. Podziwiałem stamtąd piękne widoki na Morze Martwe oraz na Palestynę po drugiej stronie brzegu.

Do głównej drogi wróciłem autokarem turystycznym z grupą z Indii a następnie paroma następnymi autostopami wróciłem do Madaby. W hostelu Amerykanin doradził mi jak dostać się do Petry za darmo, aby zaoszczędzić 50 euro. Doszedłem też do wniosku, że miło było porozmawiać z białą twarzą, z którą nie miałem bariery językowej.

Wycieczka jedniodniowa do: Mt.Nebo, do miejsca chrztu Jezusa nad rzeką Jordan oraz nad Morze Martwe

Mojego kolejnego dnia pojechałem do Mt Nebo, oddalonego od Madaby tylko o 3km. Taksówka kosztowała mnie 2JD. Mt Nebo znajduje się na wyżynie , około 800 metrów n.p.m., które zostało wymienione w Biblii jako to, gdzie Mojżesz zobaczył ‘ziemię obiecaną’ przed śmiercią, i gdzie usłyszał od Boga, że „on tam nie wejdzie i umrze na wzgórzu”. Mojżesz był potem pochowany na Mt. Nebo lub w jego bliskiej okolicy lecz ani źródła chrześcijańskie, ani muzułmańskie nie wwiedzą gdzie. Podczas dobrej pogody zwiedzający mogą z tarasu widokowego zobaczyć Morze Martwe, rzekę Jordan oraz zarys takich miast jak Jerycho, Betlejem i Jerozolima. Gdy stałem przy tablicy na której zanaczone były kierunki i odległości do każdego z tych miast, podszedł do mnie jordański policjant i powiedział, że „kiedyś Palestyna będzie wolna”. Czułem, że widok na okupowane miasta w Palestynie działają na Jordańczyków bardzo emocjonalnie i że Arabowie nigdy się nie poddadzą.

Dziś na Mt Nebo znajduje się bazylika, która gdy ja tam byłem, w 2015 roku, była zamknięta na prace renowacyjne. W miejscu tym należy zwrócić uwagę na pomnik pamiątkowy Mojżesza, oraz na piękne mozaiki wewnątrz bazyliki przedstawiające zwierzęta, rośliny, ludzi oraz geometryczne wzory. Bazylika ta została zbudowana w IV wieku na cześć Mojżesza, oraz była rozbudowana w 597 roku. Na tarasie widokowym, gdzie jest tablica z kierunkami oraz panoramiczny widok na Morze Martwe, jest także krzyż z „cynicznym wężem”.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070768.jpg

Jordania – Mt Nebo.

W 2000 roku Mt Nebo odwiedził między innymi polski papież Jan Paweł II, podczas swojej trasy po ziemi święcej, i zasadził drzewo oliwne koło bizantyjskiej kaplicy, na znak pokoju. Następnie w 2009 roku Mt Nebo odwiedził niemiecki papież Benedykt XVI. Zwiedzającym radzę także poświęcić więcej czasu nie tylko na terenie tego bardzo nastrojowego miejsca, ale także polecam aby wspiąć się na parę wyżyn i zobaczyć bazylikę i krzyż z wielu części świata. Cały obiekt jest zbudowany z koloru pustyni i dlatego dobrze się komponuje z otoczeniem.

Moim kolejnym planem było przemierzenie gór i dostanie się do Morza Martwego, oraz nad rzekę Jordan. Taksówki w Madabie biorą za ta usługę około 25JD – 30JD, co myślę że nie jest wielkim kosztem jeśli ktoś podróżuje w grupie, gdyż można podzielić koszty. Ja jednak zawsze jestem sam, dlatego polegałem na autostopie. Będąc w Mt Nebo miałem szczęście gdyż poznałem ładną Chinkę, podróżującą się dobrym samochodem, i zabrała mnie poprzez góry do głównej trasy w dolinie. Widoki były oczywiście bardzo malownicze gdyż jechaliśmy przez małe góry oddzielone małymi wąwozami, a pod koniec trasy wjechaliśmy na nizinę nad Morze Martwe. Chinka jechała zobaczyć miejsce chrztu Jezusa, natomiast ja wysiadłem na rozstaju dróg i następnym autostopem dostałem się do dużego centrum handlowego, abym mógł w końcu wyjąć pieniądze z bankomatu. Przez krótki czas spacerowałem nad Morzem Martwym, obeserwując zaniedbany, brudny brzeg, lecz wkrótce dostałem się do drogi na rzekę Jordan. Gdy tylko wysiadłem na drogę, pogoda znacznie się popsuła, gdyż nagle uderzyła burza piaskowa, którta brutalnie kręciła palmami we wszystkie strony i sprawiła, że droga była niewidoczna. W powietrzu unosiły się tylko kłęby piachu i nie sądzę aby ktoś mógł nawet widzieć, że stałem na drodze. Zresztą przy takich warunkach pogodowych było to niebzepieczne. Tym razem też miałem szczęście gdyż po dotarciu do drogi na miejsce chrztu zatrzymał się kolejny gratm który miał kozy z tyłu oraz dwóch Arabów z przodu. Wzięli mnie jednak do środka i w ten właśnie sposób pokonałem moje osttanie kilometry. Przez jakiś czas błąkałem się jeszcze po okolicy lecz szybko zrozumiałem, że nie miało to sensu. Musiałem przeczekać burzę.

Gdy burza ustała, kupiłem bilet wstępu za 12JD do miejsca na rzeką Jordan, gdzie Jezus był ochrzczony przez Jana Chrzciciela. Potocznie miejsce to jest określane jako Miejsce Chrztu Jezusa. Było to najlepsze miejsce dotychczas. Pojechaliśmy autobusem do strefy przygranicznej a następnie spacerem do miejsca chrztu Jezusa. Następnie całą głupą poszlliśmy też nad rzekę Jordan, która jest naturalną granicą pomiędzy Jordanią a Izraelem / Palestyną. Widziałem tu całe grupy biorące chrzest, które przychodziły ze strony Izraela. Ważne jest aby pamiętać, że koryto rzeki Jordan w tym miejscu jest stosunkowo wąskie, dlatego łatwo byłoby przejść do sąsiedniego kraju, jednak izraelscy żółnierze dają w takim przypadku tylko jedno ostrzeżenie, a potem strzelają. Odkładając jednak karabiny na bok, uważam że rzeka Jordan w tym miejscu jest bardzo nastrojowym miejscem odwiedzanym przez pielgrzymów z całego świata, w tym przez papieży, a ludzie którzy są tam zanurzani w imię Boga bardzo to przeżywają.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070841.jpg

Rzeka Jordan, będąca granicą pomiędzy Jordanią a Izraelem. Proszę zwrócić uwagę na granicę na rzece oraz ludzi biorących tu chrzest.

Według opinii kościoła miejsce to jest tak samo autentyczne jak świadectwa z ewangelii, oraz świadectwa pielgrzymów i podróżników, którzy odwiedzili to cenne miejsce wieki temu. Odkryte znaleziska archeologiczne i związane z nimi badania pokazują ostatnio szczątki pięciu kościołów unikalnie zaprojektowanych i zbudowanych od V wieku, które są pamiątkami po chrzcie Jezusa. Ponadto autentyczność tego miejsca jako chrztu Jezusa jest zaznaczona na mapie mozaiki Ziemi Świętej.

„Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jezus mu odpowiedział: Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.”

 

Ewangelia wg św. Jana (3 : 13-17)

W drodze nad rzekę Jordan znajduje się także kilka ważnych obiektów na które trzeba zwrócić uwagę. Na przełomie V i VI wieku został tu zbudowany kościół Jana Chrzciciela. Następnie w 570 roku wybudowano tu marmurowe schody skierowane w stronę rzeki Jordan. W 670 roku zbudowano też małą kaplicę bliżej rzeki oraz basen przeznaczony do chrztów, zasilany wodą z rzeki. W kolejnych latach dodawano też inne świątynie, które niestety nie przetrwały do dziś, a były to między innymi Niższa Bazylika oraz Kościół św. Trójcy, gdzie dziś pod dachem można oglądać ruiny podłogi i części mozajek. Ważne jest też aby chrześcijanie wiedzieli, że Jezus nie był ochrzczony w rzece Jordan, ale blisko rzeki, koło ruiny ostatniej kaplicy. Przypomnę słowa, które wypowiedział rosyjski duchowny Daniel podczas swojej podróży po Palestynie w latach 1106-1107: „Miejsce, w którym Chrystus został ochrzczony, jest odległe od rzeki tak daleko, jak człowiek może rzucić mały kamień. Jest tam mała kaplica z ołtarzem. To oznacza miejsce, w którym Jan Prekursor ochrzcił naszego Pana Jezusa Chrystusa”.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1070796.jpg

Burza piaskowa.

Moim kolejnym celem było Morze Martwe. Wiedziałem, że nie będzie to jego najllepsza część i że pogoda moża być zdradliwa ale chciałem już koniecznie w nim popływać. Dwoma autostopami dostałem się na brzeg morza, lecz byłem zawiedziony gdyż plaża była nieprzygotowana dla tak zacnego gościa jak ja, a poza tym zaczał padać deszcz. Jeśi chodzi o ulewę to nie było akurat dla mnie problemem gdyż woda w morzu i tak jest mokra więc jaka to dla mnie różnica jeśli się zamoczę i z góry. Większym problemem był dla mnie brud. Zanim dostałem się na brzeg, najpierw musiałem przejśc przez błoto, sterty śmieci oraz porozwalane baraki. Wydawało się, że w tym miejscu robią wysypisko, było tak brudno. Na plaży stał też Jordańczyk, który wskazywał palcem na śmieci, powtarzając z obrzydzeniem „Arab”. Widziałem, że zależało mu abym zrozumiał, że nie wszyscy Arabowie są brudasami rzucającymi śmieci dookoła. Mimo to wszedłem do długo przez mnie oczekiwanego Morza Martwego, a następnie położyłem się na jego powierzchni i unosiłem się bezwładnie jak gumowa kaczka. Deszcz natomiast okazał się bardzo pomocny, gdyż co prawda pluł mi bezlitośnie w twarz, ale też usuwał nadmiary soli. Po około pół godziny w tak wspaniałych warunkach ubrałem się w zabrudzone piachem i solą ubranie, a następnie wróciłem do głównej drogi po błocie. Nie od razu jednak szukałem autostopu. Najpierw pokręciłem się po pustyni i stanąłem pod drzewem aby pogłaskać wielbłąda i popatrzeć na stado kóz. Wkróce jednak do mnie dotarło, że miałem tylko 1h do zachodu słońca i musiałem szybko znaleźć samochód jadący do Madaby, abym nie musiał spać na pustyni i czekać na wilki. Znowu jednak miałem szczęście gdyż 3 autostopami pojechałem poprzez góry do Madaby. W deszczu, przemoczony, brudny i zmęczony, ale jednak udało mi się doprowadzić moją wyprawę do końca, i zobaczyłem wszystko co planowałem. Jeden z kierowców bardzo mi zachwalał islam, a że nie znał angielskiego mówił tylko „islam good”, a resztę doprawiał językiem ciała. Dlatego, że i tak mnie nie rozumiał powiedziałem mu, że jestem potomkiem Krzyżowców i że jestem z tego bardzo dumny. W takiej oto atmosferze i w „pełnym zrozumieniu” dotarłem do Madaby.

Gdy dostałem się do hostelu, natychmiast zdjąłem z siebie mokry, ubrodzony błotem i piachem pancerz, a następnie zacząłem doceniać zwyczajne rzeczy, takie jak: prysznic, łóżko i filiżanka herbaty. Był to zdecydowanie udany dzień, choć też bardzo ciężki i wymagający dużego zaangażowania. Przed snem zparzyłem sobie jeszcze herbaty rumiankowej, którą kupiłem w Ammanie i pięknymi wspomnieniami zakończyłem mój przygodowy dzień.

Przygoda w transporcie z Madaby do Karak

Mój cały kolejny dzień minął mi bardzo ciekawie, mimo że przez cały czas próbowałem dostać się do Karak. Początek dnia miałem łatwy gdyż autobusem z Madaby dostałem się do Dhiban za jedyne 1JD, a podróż zajęła mi tylko 1h. Dhiban to mała, nieciekawa dziura transportowa gdzie znudzeni Arabowie siedzą przy herbacie i palą papierosy. Gdy ja tam pojechałem, natychmiast zostałem atrakcją miasta gdyż białych nieczęsto tam widzą. Każdy chciał ze mną porozmawiać i uścisnąć mi dłoń, nawet ci, którzy nie znali angielskiego. Aby dali mi spokój, poszedłem zjeść falafel do knajpy za 1JD, lecz gdy tylko wyszedłem, od razu rzucili się do mnie młodzi Arabowie, którzy powoli stawali się natrętni i próbowali mnie dotknąć, aby sprawdzić jak jest zbudowany biały. Niestety z Dhiban nie ma transportu, dlatego musiałem polegać na autostopie, którego nie było. Ktoś mi proponował, że zawiezie mnie kilka kilometrów za 30JD, a następnie za 10JD, lecz nie byłem zainteresowany. Zamiast tego zapłaciłem 1JD aby ktokolwiek kto miał samochód zawiózł mnie 3km za miasto. Czułem, że była to dobra decyzja gdyż tylko w ten sposób mogłem się uwolnić od natrętnych Arabów. Następnie, już w samotności i spokoju, przez około 30 minut czekałem na drodze po środku pól, gdzie obserwując stada owiec i pilnujące ich psy pasterskie czekałem na samochód. Wkrótce jednak zabrał mnie samochód, choć na własne życzenie wysiadłem na tamie Mujib, skąd rozciągały się malownicze widoki lusta wody na tle gór. Spędziłem na moście trochę czasu, spacerując i robiąc zdjęcia. Tama Mujib została oddana do użytku w 2004 roku, po 6 latach budowy, i ma ogromną wartość dla biednej w wodę Jordanii, gdyż jest ona rezerwuarem odsolonej wody o objętości 35mln m³. Następnie wsiadłem do kolejnego autostopu, który przewiózł mnie poprzez góry Wadi Mujib. Żałuję, że się zatrzymałem na co najmniej 2 dni gdyż jest to kanion o wyjątkowym pięknie naturalnym, z wodospadami i rzeką, która zasila Morze Martwe na wysokości około 420m poniżej poziomu morza. Ja planowałem pojechać do Rezerwatu Przyrody Dana, dlatego nie zatrzymałem się w Wadi Mujib, lecz patrząc z perspektywy czasu jest to marne wytłumaczenie. Poprosiłem swojego kierowcę aby zatrzymał się na trasie, na jak najwyższym poziomie, gdzie znajduje się knajpa. Z tamtego szczytu miałem bardzo dobry widok na górskie serpentyny Wadi Mujib, na wodę oraz na tamę daleko w dole. Następnie udało mi się wsiąść do kolejnego autostopu, którym dotarłem do małej wsi Al – Qasr, składającej się z jednej drogi i kilku domów. Z Al – Qasr pojecheałem busem za 1JD do wsi Al – Rabba, gdzie wszyscy byli bardzo podekscytowani widokiem białego w ich mieście. Arabowie w tym mieście mówili kiepsko po angielsku lecz mieli dobre serca. Dostałem herbatę w prezencie i kubek świeżej wody. Niestety wkrótce sytuacja stała się dla mnie bardzo męcząca gdyż do autobusu wsiadła grupa młodych Arabów, która nie dawała mi spokoju. Natrętnie szukali ze mna kontaktu, śmiali się nie wiadomo z czego i próbowali ze mną rozmawiać po arabsku, co oczywiście nie miało sensu. Nie miałem więc innego wyboru jak tylko ich ognorować, i w ten sposób po około godzinnej jeździe za 1JD dotarłem do Karak. Kierowca była na tyle miły, że wysadził mnie przy hotelu Cairwan, gdzie miałem rezerwację i skąd był widok na zamek.

Karak

Karak jest małym miastem o populacji ponad 20.000, które znalazło się na mapie turystycznej Jordanii, tylko i wyłącznie z powodu zamku zbudowanego przez Krzyżowców w 1142 roku. Pimimo, że zamek ten jest zrujnowany w wielu częściach, to ma on strategiczne, wręcz dumne położenie na wysokim wzgórzu, i widowiskowo prezentuje się na horyzoncie. Z tego powodu w pobliżu zamku jest oczywiście bazar, obwoźni sprzedawcy oferujący wszystko co bardziej i mniej potrzebne, choć są też restauracje i sklepy. Dzięki zamkowi zbudowanemu prawie 900 lat temu, Karak wciąż tętni życiem a jego ekonomia jest wspomagana przez turystów z Polski, i nie tylko. Poza tym Karak jest także bardzo dobrą bazą nad Morze Martwe, co ja także wykorzystałem gdyż pojechałem stamtąd na wycieczkę.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080092.jpg

Zamek Karak od wewnątrz.

Zorganizowane wycieczki zazwyczaj zatrzymują autokary przed zamkiem na około godzinę, po czym turyści obchodzą zamek dookoła i jadą do Petry. Ja, przygodowy podróżnik oczywiście zorganizowałem swój czas w Karak o wiele lepiej, gdyż uważam że zorganizowana turystyka jest dla wycieczek szkolnych, dla leni oraz emerytów i rencistów. Pewnie dlatego, że Karak nie często jest używany jako baza noclegowa, hotele są tam droższe niż w innych, częściej odwiedzanych miejscach. W Ammanie i w Madabie zapłaciłem 5JD, natomiast w Karak 17JD. Radzę je wcześniej rezerwować gdyż ceny mogą wynosić nawet 30JD. Mieszkałem w hotelu Cairwan gdzie miałem kiepski pokój i prysznic w piwnicy, lecz tyle mi wystarczyło. Pierwszego dnia, gdy nie chciało mi się iść do zamku parę kilometrów pod górę, podwiózł mnie ktoś z drogi pod samą bramę za jedyne 0.5JD.

Zamek Karak to przygoda z historią, gdzie można poczuć się jak w warownej fortcecy, zniszczonej po bitwie. Zamek ten nie jest w dobrym stanie lecz mimo to zachowało się wiele elementów wartych zwiedzania. Są tam korytarze, podziemnie przejścia, łuki i sklepienia, geometryczne płaskorzeźby, oraz ściany na których widnieją ślady po bitwach. Oprócz tego są także panoramiczne widoki, lecz myślę że najważniejsze jest jednak samo przeznaczenie zamku. Przez wieki wykorzystywano jego strategiczne położenie do kontrolowania szlaku handlowego Beduinów, choć nie tylko. Zamek Karak znajdował się na skrzyżowaniu szlaków handlowych Egiptu, Syrii i Peninsuli Arabskiej. Ta silna pozycja Krzyżowców była jednak przez cały czas zagrożona, gdyż rosnące w siłę armie „religii pokoju”regularnie atakowały zamek, przez co Krzyżowcy stawiali coraz większy nacisk na jego fortyfikację. Zamek Karak był kontrolowany między innymi przez dynastię Ayubidów, Sułtanat Mamluków oraz przez Imperium Osmańskie, i dlatego dziś można w nim znaleźć różne style architekteniczne, takie jak zachodnio-europejskie, bizantyjskie, arabskie i pozostawione po Krzyżowcach. Wiele części zamku zostały zniszczone w walce, a inne skały zostały usunięte gdyż posiadały azotan potasu, potrzebny do wytwarzania prochu strzelniczego. Dobrą wiadomością jest jednak to, że na terenie Karak trwają prace konserwacyjne, i że odnaleziono oryginalne plany zamku zbudowane przez Krzyżowców. Oznacza to, że istnieje realna szansa na odbudowę zamku w podobnym stylu do tego z 1142 roku.

Jako ciekawostkę podam także, że zamek Karak znalazł się też na planie filmu „Kingdom of Heaven” z 2005 roku, który opowiada właśnie historię walk Krzyżowców z muzułmanami – i co moim zdaniem trwa nieprzerwanie do dziś, mimo że teraz dzieje się to za sprawą międzynarodowych Żydów. Sam film jednak bardzo polecam.

Poza zwiedzaniem zamku moje dwa dni w Karak minęły mi bardzo przyjemnie. Byłem oczywiście na bazarze, w dobrej arabskiej restauracji oraz piłem herbatę z miejscowymi, z którymi nawiązałem kontakt zależnie od ich poziomu angielskiego. Czasami było łatwo i przyjemnie a czasami rozmowa przeradzała się w silne argumenty polityczno-religijne.

Spacerując po zmroku zatrzymałem się na herbatę, gdzie odbyłem ciekawą rozmowę z Arabami na temat islamu. Jak się okazało, opinie Arabów nie były dla mnie niespodzianką, gdyż tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że Arabowie są profesjonalnymi kłamcami, którzy są w stanie zatuszować wszelkie zbrodnie islamu i Mahometa dla oszukiwania niewiernych, i po raz kolejny utwierdziłem się w opinii że Koran jest jedyną książka, którą Arabowie przeczytali. W Koranie istnieje wiele cytatów potwierdzających fakt, że islam jest militarną, brutalną ideologią z religijnym komponentem w celu kontrolowania muzułmanów w granicach swojego własnego psycho-reżimu. Arabowie w Karak nie byli w stanie odpowiedzieć na moje argumenty dotyczące seksu Mahometa z 9-latką oraz kamienowania kobiet. Stwierdzili tylko ogólnikowo, że „jeśli ich prorok tak nakazał, to musi to oznaczać coś dobrego”. Nie zgodziliśmy się w ani jednej rzeczy dotyczącej spraw religijnych, lecz zgodziliśmy się na temat wojennych, niszczących Żydów oraz okupacji Palestyny. Na koniec podaliśmy sobie dłonie w dyplomatycznym tonie i rozstaliśmy się w pokoju. Przypomnę, że byłem w Jordanii, była ciemna noc i byłem sam, i że właśnie w takich warunkach prowadziłem tą uczciwą rozmowę.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080127.jpg

Na bazarze w Karak.

Potem poszedłem też na internet, gdzie imigranci z Jemenu opowiadali mi o terroryźmie Arabii Saudyjskiej w ich kraju, o tym jak Saudyjczycy, ci sami którzy żyją na „ziemi świętej muzułmanów” są kierowani przez syjonistyczny Izrael, na ich polecenie pomaga niszczyć kraje arabskie. Odpowiedziałem im na to, że mit o muzułmanach jako kochających się braciach ma tyle wspólnego z prawdą co mit o chrześcijanach, którzy także miłują się ponad życie. Muzułmanie walczą między sobą, dokładnie tak samo jak chrześcijanie, choć warto też zwrócić uwagę, że oliwy do ognia zawsze dolewa ohydny Żyd. Z tym zgodzili się wszyscy, lecz z drugiej strony jaka to szkoda, że nie zgadzają się ze mną nafaszerowane lewicowymi ideologiami europejskie społeczeństwa. Może miały wtedy one szansę na przetrwanie !?

Wycieczka nad Morze Martwe w okolice wsi Mazra`a

Gdy byłem w mozaikowym mieście Madaba, pojechałem nad Morze Martwe, lecz wtedy była fatalna pogoda a plaża była bardzo brudna. Czułem więc wielki niedosyt Morza Martwego i dlatego postanowiłem zorganizować tam jeszcze jedną wycieczkę. Pojechałem więc z Karak, poprzez górskie serpentyny do wsi Al Mazara’a (1JD, 0,5h), a stamtąd wziąłem autostop nad Morze Martwe, co zajęło mi kolejne 10 minut. Tym razem pogoda dopisywała a plaża była bardzo czysta. Znajdowały się tam też ciekawe formacje skalne z soli, przypominające małe kratery, a brzeg był pokryty kulkami soli. Nareszcie położyłem się na Morzy Martwym, na którym unosząc się jak gumowa kaczka, czytałem przewodnik turystyczny, i zdałem sobie sprawę, że byłem tu jedyną rybą. Pływałem tam przez około godzinę, choć myślę że „pływanie” jest w przypadku Morza Martwego niewłaściwym określeniem. Woda była tak gęsta i tak bardzo wypychała mnie na wierzch, że jedyne co mogłem robić, to tylko leżeć. Bardzo też polecam wizytę nad Morzem Martwym w tej właśnie części, gdyż jest rejon nieturystyczny, niepopularny i bardzo spokojny – co oznacza, że Morze Martwe w okolicy Al Mazra’a ma wszystko to co w pobliżu Madaby zostało zniszczone. Poza tym, z brzegu bardzo dobrze widziałem Palestynę. Po wyjściu z wody byłem cały pokryty solą i niestety nie było prysznica. Wiedziałem, że musiałem się szybko dostać do Karak aby się umyć, gdyć spodziewałem się, że całe ciało będzie mnie swędzieć. W tamtym momencie nie chciałem jednak o tym myśleć. Zbierałem solne kulki, robiłem zdjęcia formacjom skalnym, a potem spotkałem też kilu Rosjan, którzy robili mi zdjęcia gdy leżałem wodzie. Mogę powiedzieć bez wątpliwości, że nad Morzem Martwym w Al Mazra’a byłem szczęśliwy. Dodam, że samo Al Mazra’a jest osadą w kolorze pustyni gdzie wzdłuż jednej suchej drogi jest kilka sklepów z największym skarbem w pustynnych warunkach, z wodą.

Z drugiej jednak strony zdałem sobie sprawę, że byłem na „delikatnym terenie”. Gdy szedłem po drodze w poszukiwaniu dobrego miejsca na pływanie, ktoś mnie wziął za izraelskiego szpiega, i nie pomagało moje tłumaczenie, że byłem z Polski i że wtedy jeszcze nawet nie byłem w Izraelu. Potem, gdy leżałem na wodzie, widziałem dwa izraelskie myśliwce patrojujące basen Morza Martwego, a wkróce potem jordańskie myśliwce patrolujące swoją część. Pomyślałem, że gdyby król Jordanii chciał postawić koło mojego kąpieliska rakiety ziemia – powietrze, to mógłby czasem strącić izraelskie odrzutowce.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080196.jpg

Unosiłem się jak gumowa kaczka na Morzu Martwym. Okupowana Palestyna po drugiej stronie brzegu.

Zanim się ubrałem, najpierw opłukałem się wodą z butelki, lecz nie było jej dużo, dlatego pokryty solą poszedłem do drogi i pierwszym autostopem dostałem się do Al Mazra’a. Następnie, po niedługim czasie wsiadłem do małego autobusu i za jedyne 1JD, pokonując malownicze wzgórza, wróciłem do Karak. Czułem się spełniony i zadowolny, gdy po raz kolejny już zobaczyłem zamek na horyzoncie. (Przy okazji, polecam tanią arabską knajpę na wzgórzu, w miejscu gdzie znajduje się postój autobusowy Karak – Mazra.) Szybko wróciłem do hotelu Cairwan, wziąłem zimny prysznic, zabrałem swój bagaż, i byłem gotowy do kolejnej akcji.

Przygodowy transport z Karak do Parku Narodowego Dana

Gdy byłem już gotowy do wyjazdu, poszedłem na stację autobusową, lecz niestety o tej porze nie było już transportu, dlatego po raz kolejny został mi już tylko autostop. Także z Karak wziąłem autostop do Mu’tah, czyli małem jordańskiej wsi transportowej, gdzie ludzie wsiadali w pośpiechu do autobusów. Kobiety siedziały osobno na końcu, natomiast koło mnie usiadło kilku młodych, męczących Arabów, którzy nie mówili dobrze po angielsku lecz mieli do mnie bardzo dużo pytań. W ten sposób, za magiczą sumę 1JD oraz w czasie 1.5h dojechałem do wsi Tafila, która okazała się brudną, nieciekawą dziurą z jedną ulica pełną sklepów. Nie żałowałem, że opuściłem to miasto i cieszyłem się, że od razu miałem autobus. Z Tafila pojechałem w stronę Al Qadisiyah, za 1JD. Ten odcinek jazdy trwał 1h, lecz 2km przed wsią, kierowca zaproponował mi, że podwiezie mnie do Parku Narodowego Dana za dodatkowe 2JD. Było już ciemno, a z drogi do Dana Tower Hotel, gdzie miałem rezerwację, było jeszcze około 4km. Z tego powodo rozsądną decyzją było zapłacenie 2JD.

Moja podróż dobiegła końca, choć chciałbym zwrócić uwagę, że dokładnie opisywałem moje wszystkie przystanki aby pokazać jak wygląda transport w Jordanii. Pomimo, że kraj jest mały i odległości, które pokonywałem można by pokonać szybciej, to niestety jest dużo przesiadek, a autobusy odjeżdżają tylko gdy są pełne. Wszystkie te rzeczy spowalniają transport, choć z drugiej strony uważam że dla podróżników jest dobre doświadczenie.

Park Narodowy Dana

Do Parku Narodowego Dana dotarłem późnym wieczorem, po zmroku. Mój hotel znajdował się w centrum antycznej wioski Dana, który bardzo mi się podobał gdyż pasował do otoczenia. Hotel ten był zbudowany z kamienia, i choć brakowało mu gwiazdek, to dla mnie był najlepszym dotychczas. Miałem wrażenie jakby hotel był częścią kanionu gdyż wszystkie materiały użyte do jego budowy pochodziły z okolicznych gór, gorąca woda w kranie była ogrzewana w dzień przez słońce, a zamiast ogrzewania miałem ciepłą kołdrę z gęsir piór, które pasły się w okolicy. W pokoju miałem na ścianie dywany ozdobione w miejscowe wzory, a na kolacje jedzenie było zdrowe i naturalne. Mleko pochodziło od kóz, które widziałem w drodze do kanionu, a pijąc herbatę na kamiennym tarasie miałem widok na góry. Przyjemność ta kosztowała mnie 12JD z posiłkami.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080516.jpg

Jordania; Park Narodowy Dana.

Rezerwat Przyrody Dana jest największym parkiem narodowym w Jordanii, w okolicy wsi Dana oraz Wadi Dana, oraz zajmuje teren 308 km². Rezerwat Biosfery Dana leży na wysokości 1500m n.p.m. na płaskowyżu Qadisiyah, w okolicy nisko położonego obszary pustynnego Waadi Araba. Rezerwat Dana jest także bardzo zróżnicowany geologicznie gdyż na jego terenie znajduje się piaskowieć, granit i wapień, oraz jedynym rezerwatem przyrody w Jordanii, który przecinają 4 strefy biogeograficzne: śródziemnomorska, saharyjsko – arabska, sudańska i irano – turańska. W Dana znajduje się 703 gatunków roślin, 215 gatunków ptaków i 35 gatunków ssaków, choć niestety prowadzą one sekretny styl życia. Do najciekawszych gatunków ja zaliczam: cyprys śródziemnomorski, koziorożec nubijski, oraz pustułka (należąca do rodziny jastrzębi).

Choć turyści jadą do rezerwatu Dana głównie z powodu piękna naturalnego, to moim zdaniem jest to także bardzo interesujące miejsce pod względem kulturowym, gdyż zamieszkują go ludzie Al Atata, którzy są związani z tym regionem nieprzerwanie do 400 lat. Mimo to jednak należy zwrócić uwagę, że według odkryć archeologicznych pierwsza osada ludzka w regionie Dana była założona 6000 lat temu. Ja ponadto uważam, że antyczna wioska Dana oraz jej okolice są także bardzo dobrym miejscem do obserwacji życia wiejskiego. Po ukończonej wyprawie poszedłem na górę około 0.5h, tak aby mieć dobry widok na antyczną wioskę i zrobić zdjęcia. Miałem tam dobry kontakt z ludźmi, spotkałem młodych chłopców pasących zwierzęta oraz pogłaskałem osiołka, co sprawiło że cieszyłem się jak dziecko. Po raz kolejny zdałem sobie wtedy sprawę, że kocham przyrodę i mam ogromną potrzebę obcowania ze zwierzętami, ponad kontakt z ludźmi.

Następnego dnia wcześnie rano, po skromnym śniadaniu, wybrałem się na szlak Wadi Dana. Cały szlak, do Feinan Lodge, mierzy 14km, natomiast poszedłem 8km w głąb kanionu (godzinę drogi za wąskim, czerwonym kamieniem), a potem wróciłem. Ktoś mógłby się ze mnie śmiać, że poszedłem tylko 8km, ale byłby to tylko ten, kto nie zdaje sobie sprawy z ukształtowania terenu Rezerwatu Dana. Najpierw musiałem zejść gwałtownie w dół, a następnie przechodziłem przez prozrzucane głazy, podziwiałem malownicze pejzarze, przechodziłem przez góry oraz przez wielkie czerwone kamienie, jakby je ktoś pomalował. Kilka razy musiałem się też wspinać na pionowe ściany, przeciskać się przez szczeliny w skałach, oraz musiałem też skakać z około 4-5 metrów, i to tak aby trafić na bezpieczne podłoże. Parę razy też rozmawiałem z pasterzami kóz i robiłem sobie zdjęcia z baranami o największych i najbardziej krętych rogach. Rezerwat Dana na pewno nie był nudny gdyż w krótkich odstępach czasu bardzo szybko zmieniały się krajobrazy, i naweg głazy na drodze były zawsze inne. Ogólnie była to piękna jednodniowa, piesza wycieczka, która nie była łatwa, lecz radzę wyjść wcześnie rano i zobaczyć tyle na ile wystarczy świałta dziennego. Jest to bardzo ważna informacja, którą należy wziąć na poważnie pod uwagę przy planowaniu wyprawy.

Ja zawsze sam organizuje swoje wycieczki, lecz dodam że można się zabrać z grupą za wygórowaną cenę 70JD, wliczając w to samochód, w którym mieści się maksymalnie 5 osób. W takim przypadku należy zejść 14km wąwozem w dół w określonym czasie, i na końcu trasy, przy Feinan Lodge wsiąść do samochodu, który wraca do antycznej wioski Dana poza górami aż 120km. Moim zdaniem nie ma to sensu gdyż wyprawa górska zajmuje tylko 14km a jazda samochodem po nieciekawej drodze aż 120, i to często po zmroku. Oprócz tego należy się dowiedzieć jakie można pokonywać trasy, gdyż jedne są łatwe i darmowe, a inne kosztują gdyż wymagają przewodnika. Ja oczywiście polecam swoją, i uważam że trzymając się głównej drogi, lub robiąc małe eskapady pamiętając punkt wyjścia, na pewno się nie zgubimy. Radzę wyjść skoro świt z wodą i kilkoma owocami.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080500.jpg

Jordania; Park Narodowy Dana.

Uważam, że koniecznie należy się zatrzymać w Dana na parę dni, tym bardziej że jest po drodze do popularnej Petry.

Transport z Dana do zamku Shobak

Nastepnego dnia, po herbacie, dwóch Włochów podwiozło mnie 2km do głównej drogi, gdzie ukryłem plecak pomiędzy skałami i podziwiałem górski pejzaż z nad klifu. Miałem stamtąd dobry widok na antyczną wieś Dana oraz pasące się owce, oraz znalazłem kości zwierząt. Było to moje pożegnanie z parkiem Dana.

Wkrótce wziąłem swój plecak i poszedłem do wsi Al – Qadisiyah, czyli brudną i nudną dziurę, gdzie z megafonów na minarecie miejscowy mullah uskuteczniał muzułmańską propagandę, i gdzie arabski chłopiec na widok białego mężczyzny krzyczał „money”. Miasteczko to było tragiczne. Dzieci prosiły o pieniądze, starsi oglądali mnie jak telewizję, głodne koty grzebały w śmietnikach, a muzułmańskie modlitwy brzmiały jak nawoływania do wojny. Gdy tylko wyszedłem ze wsi, udało mi się złapać autostop za 2JD, który zawiózł mnie do mojego kolejnego celu – do zamku Shobak. Ja wysiadłem dalej od zamku aby zrobić lepsze zdjęcia, a potem doszedłem do asfaltowej drogi, skąd miejscowy staruszek podwiózł mnie na górę, pod samą bramę.

Zamek Shobak

Zamek Shobak leży na wzgórzu, wśród dzikiej przyrody, i na odludziu. Zamek ten został zbudowany przez Krzyżowców w XII wieku, konkretnie przez króla Baldwina I w 1115 roku. Zamek ten długo odpierał najazdy muzułmanów, lecz gdy niedaleki Karak został podbity, upadł także mniejszy zamek Shobak. Chrześcijańscy żołnierze byli jednak bardzo waleczni, gdyż zostali pokonani przez armie Saladyna dopiero po 18-miesięcznym oblężeniu. W XIV wieku zamek Shobak był pod kontrolą Mamluków, a następnie przechodził w ręce kolejnych muzułmańskich armii, w tym Imperium Osmańskiego.

Dziś zamek Shobak jest na pewno mniej kompletny niż zamek Karak, lecz jego położenie, wspaniałe widoki oraz wiele ruin znajdujących się na jego terenie dają poczucie ciężaru czasu. Wewnątrz znajdują się kamienne ruiny, które zostały przerobione przez kolejnych właścicieli. Na przykład Krzyżowcy budowali kościoły, które potem muzułmanie przerabiali na medresy (muzułmańskie szkoły), i dorabiali kamienne wersety z Koranu na jego murach. Mimo to zachowało się w Shobak wiele pozostałości po chrześcijaństwie, i jednym z nich jest krzyż wybity w murach, choć blisko niego jest też wieża obserwacyjna wybudowana przez Mamluków, oraz tablice z inskrypcjami dwóch religii. Na terenie zamku znajduje się też główny rynek, miejsce przeznaczone do chrztów oraz potajemne przejście prowadzące w dół doliny, po zdradliwych, ciemnych schodach. Radzę też zwrócić uwagę na zrekonstruowane kamienne łuki w ruinach kościoła. W zamku Shobak nie należy się spodziewać równych dróg i całych obiektów. Podkreślam; jest to ruina.

Jeszcze raz polecam piękne widoki z zamku na skały oraz malowniczą pustkę i ciszę. Poza tym, radzę wyjść około 2km przez zamkiem oraz włożyć trochę wysiłku w przeprawę przez nierówny teren, poprzez pustynię i ostre krzaki. Wraz z poruszaniem się w stronę zamku nasze trudy będą rekompensowane przez coraz lepsze widoki, i uważam że w ten spósób lepiej zapamiętamy zamek Shobak. Mi bardzo też się podobał masywna brama główna oraz stoiska z dywanami, materiałami, z interesującymi kamieniami i rogami zwierząt. Ci którzy mają szczęście będą sobie zrobić zdjęcia z Arabami przebranymi za żołnierzy Saladyna.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080652.jpg

Jordania; zamek Shobak

Przestrzegam też turystów aby nie śpieszyli się do Petry, gdyż Petra na pewno nie ucieknie, a zamek Karak, a następnie zamek Shobak są po drodze.

Moja bardzo interesująca podróż z zamku Shobak do Wadi Musa (Petra)

Po zobaczeniu zamku Shobak zszedłem na dół, do budynku Ministerstwa Turystyki, gdzie napiłem się herbaty z mietą oraz przejrzałem pamiątki. Siedziałem w cieniu, pod osłoną z materiału i patrzyłem na zamek Shobak. Było mi tam tak dobrze, że zostałem godzinę, lecz zdawałem sobie sprawę że musiałem jechać na przód. Gdy doszedłem do głównej drogi, ktoś podwiózł mnie do miasteczka Shobak, które leży około 7km od zamku. Shobak to kolejne nudne miasteczko, które znalazło się na mapie gdyż niedaleko jest zamek Shobak, oraz leży 35km of Petry. Gdy szedłem przez miasteczko, ludzie wychodzili na zewnątrz aby sobie na mnie popatrzeć, oraz wskazywali kierunek do Petry. Oczywiste dla nich było, że jedyny biały w mieście musi tam właśnie jechać.

Tym razem autostop był nie tylko darmowy, dlatego że kierowca podwiózł mnie 15km do swojego domu, a następnie usiedliśmy na jego wycieraczce przed domem, i poczęstował mnie chlebem, kurczakiem i sałatką. Podczas posiłku mój arabski dobroczyńca mówił mi o tym jacy muzułmanie są dobrzy, o tym jak kochają wszystkich ludzi bez względu na wyznanie, oraz o tym ile mądrości jest w Koranie. Ja natomiast poleciłem mu chrześcijaństwo, gdyż jak powiedziałem: „chrześcijanie to bardzo dobrzy ludzie, którzy kochają wszystkich bez względu na religię, a poza tym w Biblii jest bardzi dużo mądrości, które mu polecam”. Po minucie ciszy zmieniliśmy temat, podziękowałem mu za podwiezienie i za posiłek i szczerze uścisnąłem rękę na pożegnanie. Następnie szedłem wzdłuż drogi, dźwigając swój duży plecak, a Arabowie zwalniali i krzyczeli: „Petra?”. Kilku chciało mnie podwieźć za 10JD, lecz w końcu zatrzymał się Jordańczyk, który pracował w turystyce i mówił dobrze po angielsku, oraz pił wódkę podczas jazdy, dlatego na wszelki wypadek trzymałem mu kierownicę, abyśmy dojechali. Po około 0.5h jazdy dotarliśmy do Wadi Musa, które jest dobrze przygotowaną bazą turystyczną do Petry.

Wadi Musa

Wadi Musa jest turystycznym gettem, leżącym zaledwie parę kilometrów od Petry. Zatrzymałem się w hotelu Qasr Al-Bint za jedyne 5JD za noc. Byłem bardzo zadowolony, gdyż pomimo że był to pokój jednoosobowy, mieszkałem w nim sam. Miałem też darmową herbatę i gorący prysznic, dlatego że słońce grzało wodę w zbiornikach przez cały dzień. Jedynym problemem, który nie dawał mi spać był chory psychicznie kogut, który zaczynał swój koncert od 4 rano i nigdy nie przestawał, a jego ulubionym miejscem było moje okno. Raz rzuciłem w niego butem ale to nie pomogło, gdyż wrócił i darł dziób jeszcze głośniej. W hotelu spotkałem też podróżnika z Polski, z którym myśleliśmy jak zaoszczędzić 50 euro na bilecie wstępu do Petry i dostać się tam za darmo. Jak potem się okazało, zapowiadała się nam kolejna, ciekawa przygoda.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080878.jpg

Jordania; mężczyźni z Wadi Musa, koło Petry.

Recepcjonista też był wyjątkowy. Wyglądał jakby nie spał od kilku dni lecz był na tyle rozbudzony, że pamiętał że cena za pokój zależy od tego jak podróżnik potrafi się targować. (W Wietnamie na przykład było tak samo. W Zatoce Halong wszyscy wsiadali do tej samej łodzi a każdy płacił inaczej). W Wadi Musa Niemiec zapłacił 40 euro, mimo że chcieli 50 euro, Francuz zapłacił 25 euro, a Polacy tylko po 5 euro, bo Arabowie wiedzieli, że z Polaków więcej nie wycisną. Dlatego też najpierw mnie zapytali skąd jestem, co jest też na przykład tradycją w Tadżykistanie). Recepjonista był miły, gdy już dobiliśmy targu ale samotne białe kobiety powinny się mieć na baczności. Pamiętam sytuację gdy dał mi komputer i powiedział: „Martin, ty tylko tam siedź, używaj komputera i się nie wtrącaj”, a potem dał białej turystce korale w prezencie, a gdy podziękowała, złapał ją za szyję i pocałował w usta tak mocno, że aż zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia. Następnie spojrzała na niego w wielkim zdumieniu, obróciła się na piętach i wróciła do pokoju. Potem było już w porządku, żadni Arabowie jej nie ganiali, lecz jest to kolejny dowód na to, że Białe kobiety powinny jeździć tylko w towarzystwie męża lub ojca.

Poza tym w Wadi Musa byłem w paru knajpach na szaszłykach baranich z cebulą, byłem w pralni oraz też w sklepie z bakhlavą. Codziennie wieczorem chodziłem do knajpy na herbatę z liściem mięty, rozmawiałem z miejscowymi Arabami oraz cieszyłem się tym, że byłem w Jordanii. Uważam, że Wadi Musa jest bardzo przyjemnie zorganizowanym, małym miasteczkiem, którego atutem jest oczywiście sąsiedztwo Petry, lecz także luźna atmosfera i pustynne widoki. Całe miasteczko oferuje wiele pamiątek z Petry, jest tam dużo hoteli dla biednych, takich jak ja, oraz dla bogatych na zorganizowanych wycieczkach. W Wadi Musa każdy Arab z osłem jest potencjalnym przewodnikiem. Nie można tam zabłądzić.

Droga do Petry na gapę, poprzez tajny kanion

Wstałem o 6 rano i z moim polskim kolegą wyruszyliśmy na zwiedzanie Petry. Problem był jednak w tym, że Arabowie płacili tylko 1JD za wejście, natomiast przedstawiciele naszej rasy aż 50JD za 1 dzień, 55JD za 2 dni oraz 60JD za 3dni. Te ceny obowiązywały w 2015 roku, gdy ja zwiedzałem Petrę, i cena ta była tak przesadnie droga, że nawet Jordańskie Ministerstwo Turystyki zgodziło się obniżyć wejście dla Białych do 21JD za 1 dzień, lecz dopiero od 2016 roku. Wymyśliliśmy więc, że nie ma sensu przepłacać, skoro można spróbować wejść za darmo i przeżyć przy tym ciekawą przygodę. Poszliśmy więc do Petry na około, poprzez wąski kanion, co okazało się wyjątkową przygodá. Szliśmy we dwóch poprzez odosobnione tereny, musieliśmy uważać aby nie spaść ze skał, a czasem przeciskalismy się przez bardzo wąskie szczeliny. Raz musiałem też skakać ze skały o wysokości 3m na odleglość, gdyż miałem wodę pod sobą. Odbiłem się najmocniej jak potrafiłem, lecz nie miałem dobrego rozbiegu, dlatego mimo to i tak wpadłem do wody po kolana. (Mam nagranie z tego skoku.) Klimat był jednak bardzo suchy i gorący, dlatego w Jordanii zamoczenie się nie jest długotrwałym problemem.

Mieliśmy przy sobie mapy oraz plan ze zdjęciami roślin i skał z nielegalnego dostania do Petry poprzez kanion, gdyż przed nami ktoś już to wcześniej zrobił. Od czasu do czasu ktoś ryzykuje, a ja czerpałem swoje natchnienie ze strony SneakIntoPetra.com, której już nie ma. Pomimo map i zdjęć, w męczącym, gorącym klimacie i tak baliśmy się że możemy zabłądzić, choć topografia terenu zgadzała się z tym co widziałem wewnątrz kanionu. Gdy wyszliśmy z czerwonych, skalnych szczelin, dotarliśmy do bardziej otwartej przestrzeni, a następnie do skalnego tunelu. W tamtym miejscu musieliśmy się już zachowywać bardzo ostrożnie gdyż przed nami widzieliśmy patrolującą teren policję turystyczną, a następnie budkę, gdzie policja czekała z bronią i lornetkami. Zdałem sobie sprawę, że skoro ja wiedziałem o tajnym, bezpłatnym przejściu do Petry, to Arabowie wychowani na pustyni tym bardziej. Musiałem więc działać szybko i zdecydowanie, dlatego gdy zobaczyłem, że policja się odwróciła, pobiegłem po skałach niezauważony i dołączyłem szybko do grupy płacących turystów, których potem opuściłem. W tym momencie wiedziałem że wygrałem, dlatego że kasy biletowe i główne kontrole były około 1km za mną, a ja siedziałem na skałach i spokojnie patrzyłem na policję, a oni na mnie. Następnie napiłem się wody i zagadałem policjantów, aby mój towarzysz podróży też mógł się prześlizgnąć za darmo. Pomyślałem: „co za przygoda, jestem w Petrze, a jakby mnie nie było”.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080676.jpg

Jordania; tajemny czerwony kanion prowadzący do Petry, poprzez który dostałem się do Petry za darmo.

Następnego dnia też chciałem wejść do Petry, lecz wiedziałem że będe musiał pokazać bilet za 55 euro, a z drugiej strony nie chciałem pokonywać kanionu oraz znowu skakać do wody. Po pierwszym dniu byłem bardzo zmęczony, więc czułem że odpracowałem moje 55 euro. Mojego drugiego dnia planowałem oczywiście wejść za darmo, lecz tym razem chciałem wejść bez wysiłku, i zdawałem sobie sprawę, że aby osiągnąć swój cel musiałem być jeszcze bardziej bezczelny niż dotychczas. Mojego drugiego dnia poszedłem do Petry drogą dla normalnych turystów i gdy zapytali mnie o bilet, zacząłem go szukać i udawałem bardzo zdziwionego że go nie mam. Gdy zaczęli mnie kierować do wyjścia, powiedziałem że mogę udowodnić, że byłem tu wczoraj gdyż mam zdjęcia. Wówczas strażnicy i policjanci obejrzeli zdjęcia, lecz ich argumentem było to, że przecież mogłem je zrobić 2 lata temu. Na szczęście przewidziałem to pytanie, i dlatego ustawiłem aparat w taki sposób aby przy każdym z nich pojawiała się wczorajsza data. Skwitowali to komentarzem: „no tak, nie kłamiesz, byłeś tu wczoraj”. Nie da się ukryć, byłem, ale nie chciałem rozwijać tej opowieści. Tym sposobem zaczął się mój drugi, darmowy dzień w Petrze.

Dodam, że podczas mojej podróżniczej kariery byłem już nielegalnych imigrantem, i to w krajach, z których ludzie zazwyczaj uciekają. Gdy byłem w Indiach, przeskoczyłem potajemnie do Bhutanu, skąd mnie deportowali, ale potem zaproponowałem, że dam strażnikom imigracyjnym mój paszport w zastaw jeśli mnie wpuszczą na pół godziny abym się rozejrzał. Zostałem jednak godzinę i dlatego deportowali mnie po raz drugi. Tłumaczyłem, że ja nie jestem uchodźcą militarnym lub ekonomicznym, ale przygodowym. Chciałem tylko rozbić namiot po ich części Himalajów i pomieszkać na dziko. Mimo to oddali mi paszport do ręki i wypchnęli ponownie do Indii.
Chyba do dziś jestem też jedynym na świecie nielegalnym imigrantem do Afganistanu. Gdy podróżowałem po Tadżykistanie, przedostałem się przez rzekę Piandż na drugi brzeg, i spacerowałem po Afganistanie przez około pół godziny, a potem ponownie wróciłem do Tadżykistanu.

Petra – informacje ogólne

Zanim przejdę do opisu miejsc oraz moich wrażeń z Petry, uważam że najpierw powinienem powiedzieć czym jest Petra. Nie będzie to jednak wykład z historii kultury i sztuki, a jedynie wprowadzenie podróżników do tematu Petry, oraz moja chęć zainteresowania tym wyjątkowym miejscem. Petra (w języku arabskim البتراء, Al-Batrā) to antyczne miasto w południowej Jordanii o ogromnej wartości historycznej i archeologicznej. Petra jest położona w kanionie na pustyni, pomiędzy górami, na zboczu Al-Madbah, koło doliny Arabah, rozciągającej się od Morza Martwego do Zatoki Aqaba. Według archeologów tereny dzisiejszej Petry miały już swoich mieszkańców około 9000 roku p.n.e. i prawdopodobnie została ona założona w IV wieku p.n.e. jako stolica Królestwa Nabatejskiego. Nabatejczycy byli nieustannie przemieszczającymi się arabskimi plemionami pochodzącymi oryginalnie z Półwyspu Arabskiego. To starożytne plemię pokonujące arabskie piaski w karawanach wielbłądów handlowało głównie przyprawami oraz utrzymywało się z handlu i hodowli zwierząt. Gdy dostali się do południowej Jordanii i znaleźli strategicznie położone kaniony i defensywne góry w rejonie dzisiejszej Petry, postanowili założyć w tym miejscu stolicę. Dodatkową zaletą była też bliska odległość do szlaków handlowych, co wraz z rozwojem Petry stało się głównym ośrodkiem handlowym w regionie.

Można powiedzieć, że dobre czasy Petry trwały około V wieków. W I wieku p.n.e. całe Królestwo Nabatejskie było poddane Imperium Rzymskiemu, natomiast swoją całkowitą niepodległość straciło w 106 roku. Rzymianie rozwijali handel i rozbudowywali Petrę (na swój sposób), co pomimo zależności od Rzymu Nabatejczykom się podobało, lecz z drugiej strony był to początek ich końca, gdyż po pojawieniu się stałych szlaków handlowych działających na korzyść Rzymu, Petra traciła na znaczeniu. Następnie, w 363 roku nastąpiło trzęsienie ziemi, które zniszczyło wiele obiektów, a kolejne próby odbudowy Petry były już z góry przegrane. W czasach Bizancjum powstało tam kilka kościołów, a po podbojach muzułmanów Petra stała się miastem bez przyszłości i oprócz kilku arabskich nomadów nikt już tam nie mieszkał. W rezultacie, w drugiej połowie IV wieku Petra stała się zapomnianym miejscem na pustyni, i to zapomnianym nie tylko przez Europejczyków ale także i przez Arabów.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080688.jpg

Jordania; Petra – Wąwóz Siq.

Petra została na nowo odkryta dla śwata w 1812 roku przez szwajcarskiego podróżnika i odkrywcę o imieniu Johann Ludwig Burckhardt. To wspaniałe, zdumiewające miejsce, słynące z architektury skalnej oraz wodnych kanionów zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO w 1985 roku, oraz zostało nazwane „jednym z najcenniejszych kulturowych własności ludzkiego dziedzictwa kulturowego”. Petra została też zaliczona do 7 Nowych Cudów Świata i stała się symbolem Jordaniii, którą w 2010 roku odwiedziło 1 mln turystów. Obok Angkor Wat w Kambodży, Wielkiego Muru w Chinach czy Machu Pichu w Peru, tak zwany Skarbiec Faraona (w języku arabskim الخزنة, Al-H̱azna) dołączył do tej zaszczytnej listy. Zadziwiające jest jednak to, że Arabowie mieli Petrę pod nosem przez wieki ale nie zdawali sobie sprawy z jej wartości, i dopiero nieustraszony Biały podróżnik i odkrywca dał światu możliwość odczucia tego, co odkrył on sam ponad 200 lat temu. Na marginesie, podobnie było z Angkor Wat w Kambodży, gdyż tam Azjaci też mieli antyczne miasto w dżunglii pod nosem, i też nie zdawali sobie sprawy z jego wartości; do czasu gdy dzielny francuski przyrodnik i podróżnik Henri Mouhot odkrył to antyczne miasto w 1860 roku. (Ten akapit dedykuję przede wszystkim niestrudzonym promotorom „białej winy”).

Petra – moje dwa dni

Z tego co zauważyłem, to Petra jest znana Europejczykom głównie z filmu „Indiana Jones i Ostatnia Krucjata”, gdzie główny bohater wsiada na konia przed wykutym w skałach Skarbcem Faraona i odjeżdża z muzyką w tle. Jednak Archeologiczny Park Petra nie jest jednym obiektem, ale antycznym miastem, które zajmuje powierzchnię 264km². Na jego terenie znajdują się czerwone kaniony, świątynie wykute w skałach na powierzchni ziemi i w górach; jest także teatr, rzymska ulica, kanały wodne wykute w skałach, komnaty mieszkalne wykute w górach i nawet ołtarz przeznaczony do rytualnych poświęceń. Petra jest miastem piękna naturalnego i sztuki skalnej, które liczy sobie ponad 1500 lat, i które wymaga od podróżników wysiłku i nauki.

Petrę można zwiedzać na kilka sposobów. Ja lubię wszędzie docierać sam i poświęcić więcej czasu na zwiedzanie miejsc oraz interakcję z miejscowymi ludźmi. Lubię poświęcić kazdemu obiektowi optymalny czas, aby go lepiej zrozumieć, a przy okazji napić się herbaty z Arabami na pustyni, oraz potargować się z nimi o kolejną jedwabną apaszkę dla mojej czystej krwi Słowianki. Czasem też rozmawiałem o polityce gdyż Beduini bylli ciekawi jak jest w Europie i byli też szczerzy jeśli chodzi o ich opinię na temat Europejczyków, która nie była dobra; szczególnie jeśli chodzi o nasze kobiety. Reasumując jednak, chciałbym dać do zrozumienia, że Petra to kompleks bardzo interesujących obiektów historycznych, które zasługują na optymalny czas, choć ludzie sprzedający pamiątki też są interesujący gdyż pozwalają na lepsze zrozumienie tego miejsca. Wielu europejskich i amerykańskich snobów myśli, że biedny znaczy głupi, ale moim zdaniem opinia biednego Araba parzącego herbatę na wolnym ogniu lub oferującego jazdę na ośle jest bardzo istotna, gdyż bez niego nie miałbym w pełni wartościowych wspomnień z podróży. Poza tym radzę też zatrudnić przewodnika, gdyż w ten sposób dowiemy się więcej, a nasze euro i funty pójdą dla tych, którzy tego potrzebują najbardziej. To jest właśnie mój sposób, choć aby zafundować sobie trochę luksusu wsiadłem na osła.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080715.jpg

Jordania; Petra – Skarbiec.

Drugi sposób zwiedzania Petry to na wycieczkach zorganizowanych, gdzie turyści mają mały kontakt z ludźmi ale także mały kontakt z zabytkami. Widziałem w Petrze taką wycieczkę i niestety była ona ograniczona czasowo, dlatego że turyści byli cały czas poganiani przez przewodnika jak stado krów. Odradzam ten sposób. Widziałem też w Petrze turystów kompletnie oderwanych od rzeczywistości, gdyż podróżowali oni zadaszonymi zaprzęgami konnymi, nie widząc nic co dzieje się wokół nich. Czasem tylko zatrzymywali się przy głównych zabytkach aby nie schodząc z wozu zrobić parę zdjęć. Jaki w tym sens? Niem wiem i nie byłem w stanie zapytać, gdyż nie mieli czasu aby odpowiedzieć. Chciałbym więc aby moi czytelnicy sami sobie odpowiedzieli na pytanie, który sposób zwiedzania Petry jest najlepszy.

Najciekawsze obiekty w antycznym mieście Petra:

Zwiedzanie Petry zacząłem od strony wschodniej, od 1.2km spaceru poprzez wąwóz Siq, który prowadzi bezpośrednio do Skarbca Faraona. Wąwóz Siq jest malowniczym przejściem pomiędzy skałami z czerwonego piaskowca, o dramatycznych kształtach, różnych szerokościach i ze wspaniałymi formacjami skalnymi. Pierwsze co przyszło mi na myśl, to oczywiście wizja ukształtowania wąwozu przez potężną rzekę, czyli przez tak zwaną erozję wodną, jednak wawóz Siq powstał poprzez siły tektoniczne, które spowodowały, że góra piaskowca rozdzieliła się na pół, tworząc głęboką, wąską ścieżkę. Moi krytycy uważający się za eskpertów w dziedzinie geologii mogliby zapytać, dlaczego skały i wszystkie krawędzie są gładkie, na co odpowiedziałbym, że wąwóz Siq co prawda powstał poprzez peknięcie skał, lecz następnie został oszlifowany wlaśnie przez wodę. Ten spektakularny czerwony wąwóz ma zazwyczaj 3m szerokości, choć czasem jest szerszy, a czasem jest tak wąski, że opalająca się w tym miejscu piękna naga kobieta mogłaby dotknąć obu stron skał palcami u rąk i stóp. W wąwozie Siq należy też zwrócić uwagę na płaskorzeźby, podziemne komnaty oraz kanały wykute w skałach, które miały na celu doprowadzanie cennej wody do wszystkich części antycznej Petry.

Wraz z końcem wąwozu droga zaczynała być bardzo wąska, i przede mną ukazał się Skarbiec (لخزنة , Al-Khazneh), czyli symbol Petry i symbol Jordanii. Znalazłem się na piaszczystym placu otoczonym górami, gdzie Arabowie stali z wielbłądami i osłami, i gdzie znajdowały się sklepy pod namiotami i plakaty z królem Jordanii. Oczywiście najważniejszy w tym miejscu jest Skarbiec, lecz nie śpieszyłem się. Najpierw chodziłem po placu, głaskałem wielbłądy i osły, kupiłem wodę a potem zamieniłem kilka słów z piękną Ukrainką, która akurat podróżowała z mężem. No cóż, nie pozostało mi nic innego jak tylko poświęcić uwagę głównemu obiektowi. Al-Khazneh jest najbardziej znaną i najbardziej ozdobioną budowlą antycznej Petry, która została zbudowana z czerwonego piaskowca na początku I wieku, za czasów nabatejskiego władcy o imieniu Aretas IV Filopatris. Budowla ta była w rzeczywistości nie skarbcem ale mauzoleum i kryptą Aretasa IV, mimo że legenda mówi, że w kamiennej urnie wewnątrz budowli, na drugim poziomie ukryto starożytne bogactwa. Stąd właśnie nazwa „Skarbiec”, o czym przekonali się Beduini rządni szybkich pieniędzy, którzy w XX wieku przestrzelili urnę kulami, wierząc że wysypią się z niej złote monety. Udekorowana wzorami urna jest jednak tylko twardą skałą, lecz dziury po kulach zostały tam do dziś. Inna legenda mówi, że Al-Khazneh była skarbcem Faraona za czasów Mojżesza, lecz bez względu na wyobraźnię jest to krypta grobowa z solidnego piaskowca, z bardzo efektowną fasadą wykutą w skale. Na jej ścianie jest także wiele płaskorzeźb symbolizujących życie po śmieci, i stąd na przykład możemy tam zobaczyć orły, których zadaniem było przenoszenie dusz zmarłych na drugi świat. Oprócz nich, w skałach wyrzeźbione są też kolumny oraz efektowne zadaszenie.

Al-Khazneh jest znana głównie z trzeciego filmu o archeologu i podróżniku Indiana Jones, lecz ten szczególny, wyjątkowy obiekt jest tak szeroko uznawany przez cały świat, że pojawił się on także w teledysku zespołu „The Sisters of Mercy – Dominion”, filmu Transformers (2009), oraz wielu innych filmów i seriali. Petra, a zwłaszcza Skarbiec z wielbłądami pozującymi do zdjęć jest bogactwem kultury światowej. Z tego powodu przestrzegam aby go szanować i nie ocierać się o jego skały, nie opierać się o niego i nie wycierać rąk. Z powodu opierania się turystów o filary i mury Al-Khanzeh, jego ściany zwęziły się o 4cm w ciągu 10 lat, a opieranie rąk dodatkowo powoduje wytwarzanie się kwasu stearynowego, co tłumaczy dlaczego na obiekcie pojawiły się białe plamy. Ponadto Petra znajduje się w suchym, gorącym klimacie a piaskowiec jest wrażliwy na wilgoć, co oznacza że milion turystów rocznie, którzy oddychają w tym miejscu na pewno nie pomaga. Zadbajmy o ten obiekt dla przyszłych pokoleń.
Dodam, że Skarbiec można także oglądać ze skały na górze, lecz o tym jak się tam dostać opowiem potem. Bardzo popularne jest także oglądanie Skarbca w nocy przy blasku świec.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080942.jpg

Jordania; Petra – z wielbłądami.

Gdy wyszedłem z placu na którym znajdował się Al-Khazneh, przeszedłem przez kolejny wąwóz określany zazwyczaj jako Zewnętrzny Siq, aż doszedłem do wielkiej otwartej przestrzeni, zwanej Ulicą Fasad. Jest to ogromny, szeroki teren, gdzie w skałach wykutych jest około 40 grobowców i mauzoleów o wielu rozmiarach i na różnych wysokościach, lecz nawiązujących architektonicznie do Skarbca. Spędziłem tam czas chodząc po skalnych drogach wyżej nad ziemią, i docierałem do komnat o wielu kształtach i wzorach na ścianach. Na początku myślałem, że były to domy mieszkalne wykute w górach, jak na przykład w Hasankeyf we wschodniej Turcji, lub w Goris w Armenii, czy w Kandovan w Iranie, jednak w Petrze fasady nie były domami, ale grobowcami, i te które były najmniejsze były przeznaczone dla najbiedniejszych. Domyślam się więc, że w kulturze Nabatejczyków śmierć oraz samo przygotowanie do śmierci mogło mieć równie ogromne znaczenie co w starożytnym Egipcie. W niektórych grobowcach było tylko błoto i kurz, natomiast inne miały równe, naturalnie wielokolorowe ściany. Zdumiewające też było, że bez użycia zaawansowanych narzędzi, już tysiące lat temu Nabatejczycy potrafili wyciosać równe ściany w górach.

Wielu turystów pędzi przez Ulice Fasadowe ile sił w nogach, lecz moim zdaniem jest to błąd, gdyż to tutaj można zobaczyć Arabów na wielbłądach i osłach, oraz Beduinów sprzedających pamiątki i gotujących herbatę na ogniskach. Poza tym eksploracja grobowców jest łatwa i sprawia przyjemność ludziom kochającym odkrywać. Wielu turystów omija Ulice Fasadowe także dlatego, że nieco dalej znajduje się Teatr wyciosany w twardych skałach. Swym kształtem przypomina on teatr rzymski, lecz nie należy się dać nabrać, gdyż Teatr został zbudowany przez Nabatejczyków około 2000 lat temu. Został on zbudowany tak aby pomieścić 3000 widzów w 45 rzędach. Natomiast gdy Rzymianie weszli do Petry w 106 roku, natychmiast go powiększyli aby mieścił 8500 widzów, czyli około 30% populacji antycznej Petry. Teatr miał więc ogromne znaczenie w nabatejskiej kulturze, skoro zadali sobie trud aby cofnąć twardą jak żelazo skałę, i urzeczywistnić tak ambitny projekt. Na tyłach Teatru znajdują się kolejne grobowce wykute w skałach.

Kolejnym obiektem wykutym w skałach są Królewskie Grobowce, które wyglądają jak pałac na ścianie z czerwonego piaskowca. Spośród wielu należy na pewno wymienić Grobowiec Urn, który zbudowany jest wyżej na górskiej ścianie, i według archeologów jest to grobowiec nabatejskiego króla Malchusa II, który umał w 70 roku. Grobowiec ten ma także okazałe kolumny, trzy komnaty grobowe oraz łuki wyryte w skałach, gdy był on przerabiany na kościół. Obok znajduje się też malowniczo ubarwiony Grobowiec Jedwabny, a następnie bardziej zniszczony lecz przypominający skarbiec Al-Kahzneh Grobowiec Koryncki. Bardzo okazały jest też Grobowiec Pałacowy, którego przednia ściana z 18 kolumnami przypomina pałac, wewnątrz znajduje się też duża komnata, a na zewnątrz jest dziedziniec, najpewniej przeznaczony właśnie do ceremonii pogrzebowych. Z tego miejsca dobrze widać antyczne miasto, gdyż znajduje się ono kilka metrów nad ziemią. Uważam, że grobowce też miały dla Nabatejczyków ogromne znaczenie religijne i kulturowe, gdyż przywiązano ogromną wagę do ich budowy. Nieco dalej znajduje się też Grobowiec Sextiusa Florentiusa, który był rzymskim gubernatorem Arabii. Wewnątrz znajduje się 5 grobów, a na zewnątrz można napić się herbaty u Beduinów.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090044.jpg

Jordania; Petra – Ulica Kolumnowa.

Następnie, w samym centrum antycznej Petry znajduje się Ulica Kolumnowa, zwana przez miejscowych Beduinów także Ulicą Rzymską. Ulica ta była zbudowana przez Nabatejczyków, lecz gdy tylko Rzymianie przejęli Petrę w 106 roku, od razu przebudowali Ulicę Kolumnową do rzymskich standardów. (Na marginesie, dokładnie tak samo i w tym samym czasie Rzymianie zbudowali Ulicę Kolumnową w Jerash). Ulica Kolumnowa w antycznym mieście Petra było używane aż do VI wieku jako centrum komercyjne, i choć dziś jest ono obrócone w ruinę i poza kamienną drogą oraz kilkoma kolumnami nic nie zostało, to stulecia temu znajdowały się tu budynki 1 i 2 pietrowe, które służyły jako sklepy. Ullica Kolumnowa zaczyna się fontanną Nymphaeum, zbudowaną w II wieku. Dalej, wśród kamiennych rzędów znajduje się dające cień 450-letnie drzewo pistacjowe, a następnie ruiny Pałacu Córki Faranona (Qasr Al-Bint). Do dziś zachowały się schody oraz masywne ściany świątyni, lecz nie dach. Obiekt ten był zbudowany przez Nabatejczyków w 30 roku do czczenia nabatejskich bogów, lecz później został zaadaptowany przez Rzymian jako świątynia pogańska. Biorąc pod uwagę, że pałac ten ma już 2000 lat, uważam że zachował się na tyle dobrze aby można sobie go wyobrazić jakim był kiedyś. W latach świetności był on jednym z najświętszych miejsc Nabatejczyków i miał wysokość 23m. Sama nazwa natomiast – Pałac lub Świątynia Córki Faraona jest wymysłem Beduinów, gdyż świątynia nie miała nic wspólnego z Faraonem ale tylko z bogami Nabatejczyków. Ja podejrzewam, że słowo „faraon” pojawia się w Petrze kilka razy, jako znak wielkości i bogactwa, konkurującego ze starożytnym Egiptem. Ulica Kolumnowa kończy się Przejściem Temenosa, zbudowanego w II wieku. Kiedyś były tu ogromne drewniane drzwi otwierające ulicę zakupów, lecz do dziś pozostały tylko masywne kolumny. Obok znajdują się ruiny nabatejskiej łaźni, lecz one nie przetrwały ciężaru czasu.
Na Ulicy Kolumnowej jest zawsze gwarno i zawsze można spotkać Beduinów i turystów podróżujących na wielbłądach. Można z nimi dobić targu, bo jeśli ktoś ma klasę to może zwiedzić wielki teren antycznej Petry w wielkim stylu, czyli na wielbłądzie. Są też inne opcje, jak na przykład jazda konna oraz wspinaczka w wyższe partie Petry na ośle. Polecam!

Po południowej stronie Ulicy Kolumnowej, przed wzgórzem, znajduje się Wielka Świątynia, odkryta w 1921 roku. Przez około 1900 lat ta ogromna budowla była przykryta arabskimi piaskami Petry, lecz w 1993 roku zaczęły się ożywione prace restauracyjne. Do dziś nie wiadomo, czy „Wielka Świątynia” była tylko świątynią czy była tak ogromna gdyż pełniła także funkcję Nabatejskiego Parlamentu. Przypuszczenie to może sugerować pół okrągła sala, jaką znamy z rzymskiego senatu. Nie jest też jasne czy dach był pusty po środku, czy może dachówki pokrywały tylko zewnętrzne ściany. W wewnątrz można do dziś zobaczyć atrakcyjne kamienne łuki, rzeźby przedstawiające słonie oraz szczątki malunków na ścianach, które pomimo długich lat zachowały swoją wyrazistość. Dodatkowo, najnowsze odkrycia archeologiczne dostarczyły dowodów, że obok obiektu znajdował się także publiczny basen oraz ogród, a nie plac targowy, jak wcześniej przypuszczano. Myślę, że dkrycie to powinno mieć dla nas duże znaczenie, gdyż dzięki niemu jesteśmy w stanie powiedzieć więcej na temat życia codziennego Nabatejczyków. W latach świetności Wielka Świątynia była wysoka na 18m, oraz mieściła się na placu 40m x 28m.

Oprócz miejsc, które opisałem, na terenie Petry jest kilka innych ciekawych obiektów, komnat w skałach, płaskorzeźb i świątyń. Petra jest znakomitym przykładem tego, jak starożytna cywilizacja potrafiła przerobić nagie skały w sztukę budownictwa, i w ten sposób pozostawić po sobie edukacyjną pamiątkę dla przyszłych pokoleń. Ciągle jest wiele do dkrycia, i właśnie o to proszę przyszłych podróżników.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090016.jpg

Jordania; Petra – przed klasztorem Al-Deir.

Wspinaczki do atrakcyjnych obiektów w antycznym mieście Petra:

Jak wspomniałem wcześniej, na terenie antycznej Petry spędziłem dwa dni, i niektóre miejsca były tak zdumiewające oraz oferowały tak malownicze widoki na pustynię i góry, że musiałem zobaczyć je dwa razy. Do niektórych miejsc wspinałem się pieszo, a do innych wchodziłem na ośle, i spędzałem długie godziny obserwując wybrane obiekty. Dzień pierwszy był dla mnie poznaniem Petry, natomiast drugiego dnia wybierałem moje ulubione obiekty i poświęcałem im więcej czasu. Drugi dzień był też dla mnie lżejszy, gdyż nie musiałem pokonywać trudnego do przejścia kanionu. Jeden dzień to stanowczo za mało, dlatego potrzeba dwóch lub trzech dni, aby objąć Petrę swoim umysłem i dobrze ją zapamiętać.

Podróżnicy znający Petrę z perspektywy jednej świątyni z fimu Indiana Jones, nie rozumieją że Petra jest przede wszystkim wyprawą górską, i dlatego aby dotrzeć do pewnych bardzo ważnych i dramatycznych miejsc, należy włożyć w to spory wysiłek, co zwłaszcza w gorącycm klimacie Jordanii jest jeszcze bardziej męczące. Najambitniejsi podróżnicy powinii wynająć przewodnika z osłem lub koniem oraz wziąć zapasy wody. Rzadziej wytarte szlaki są nieoznakowane i wyludnione. Radzę więc mieć plan wyprawy biorąc pod uwagę swoje możliwości.

Tuż za Teatrem znajdują się schody na górę, prowadzące do Najwyższego Miejsca Poświęcenia. Jest to przyjemna, około 30-40 minutowa wspinaczka po kamiennych schodach, wliczając w to czas na robienie zdjęć oraz herbatę z Beduinami. Przy odpowiednim rozłożeniu sił wspinaczka ta nie wymaga wielkiego wysiłku, lecz lepiej jest zacząć wcześnie rano, gdyż około 12 w południe jordańskie słońce piecze bez litości. Najwyższe Miejsce Poświęcenia to jednak nie tylko samo miejsce na szczycie, gdyż przygodą jest także sama wspinaczka, czerwone formacje skalne, grobowce wykute w skałach oraz fontanna w kształcie lwa. Są też dwa posągi nabatejskich bóstw. Marsz na górę szlakiem Beduinów Jebal El-Kubtha zaczyna się od dużej kamiennej bramy, gdzie widać wykute przez Nabatejczyków kamienne schody oraz korytarze, oferujące dramatyczne widoki.

Na górze Najwyższego Miejsca Poświęcenia znajduje się wykuty w skałach płaski ołtarz o wymiarach 15m x 6m, który w czasach Nabatejczyków służył głównie do składania ofiar ze zwierząt nabatejskim bóstwom. Nabatejczycy czcili między innymi bóstwo o imieniu Dushara oraz Al-Uzza, któremu w Arabii przedmuzułmańskiej składano także ofiary z ludzi. Według filozofa Phorpyriusa żyjącego w II wieku, raz do roku podcinano gardło chłopca. Miało to miejsce także w nabatejskim mieście Dunat, 300km od Petry, dlatego biorąc pod uwagę ten zwyczaj, myślę że na pewno składano ofiary z ludzi, aby zaspokoić rządze krwi prymitywnych bóstw. Ta sama praktyka miała na przykład miejsce w królestwie Inków i Majów, i także na Wysokim Miejscu Poświęcenia, na szczycie świątyń, pod niebem. Nabatejska religia pozwalała także na wystawianie zwłok zmarłych, co było na przykład praktykowane przez zaraostriańskich Persów. Piszę od tym wszystkim, gdyż turyści przyjeżdżając do Petry widzą skalne pejzarze i pustynię, lecz Petra została też zbudowana na krwi bezbronnych ludzi. Religijne ceremonie Nabatejczyków przyprawiały o dreszcze.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080844.jpg

Jordania; Petra – Beduin z osłem.

Z góry są oczywiście wspaniałe widoki na Petrę, w tym na Teatr, Ulicę Kolumnową oraz wiele grobowców. Na drogę powrotną wybrałem szlak zachodni, poprzez Wadi Farasa. Ta droga jest ciekawsza niż poprzednia, gdyż zobaczyłem kilka ciekawych obiektów. Najpierw widziałem płaskorzeźbę w kształcie lwa, z otworem na wodę w pysku. Następnie zobaczyłem małą jaskinię zwaną Ogrodowym Grobowcem, z drzewem przed wejściem oraz w zacisznym miejscu. Potem był Grobowiec Rzymskiego Żołnierza (od rzeźby przed drzwiami) oraz obok także jaskinię z kolumnami i urnami zwaną Ogrodowym Triclinium. Potem zobaczyłem jeszcze Grobowiec Renesansu, z dwoma kolumnami oraz łukiem wykutym w skale. Robi wrażenie. Następnie wróciłem tą samą drogą do Miejsca Poświęcenia i zszedłem tam gdzie zacząłem swoją wspinaczkę, lecz turyści mający przewodnika mogą zobaczyć znacznie więcej i kontynuować wspinaczkę do Qasr Al-Bint i nawet do Klasztoru.

Ogromną przyjemność oraz także wiele chwil zadumy nad sztuką i historią sprawiła mi wspinaczka do sławnego Klasztoru (Al-Deir). Kamienne schody prowadzące do Klasztoru zaczynają się niedaleko Nabatejskiego Muzeum, a wspinaczka po krętej drodze ponad 800 schodów zajęła mi około godziny, gdyż rozmawiałem po drodze z Beduinami sprzedającymi pamiątki, oraz zatrzymywałem się na zboczach gór aby podziwiać widoki. Klasztor sam w sobie okazał się dla mnie tak szczególnym miejscem, że następnego dnia wspiąłem się się tam ponownie, lecz tym razem na ośle. Klasztor Al-Deir został zbudowany w III wieku p.n.e., jako grobowiec dla nabatejskiego władcy, prawdopodobnie dla Obodasa I. Obiekt ten został zbudowany w takim samym stylu co sławny Skarbiec, lecz Al-Deir jest większy, gdyż ma 50m szerokości i 45m wysokości. Poza tym aby Klasztor mógł być zbudowany, najpierw Nabatejczycy musieli cofnąć górę o wiele metrów za pomocą prymitywnych narzędzi. Same drzwi mają 8m wysokości, a komnata wewnątrz grobowca ma wymiary 11.5 x 10m. Wewnątrz znajdują się krzyże na ścianach, które są dowodem na to, że obiekt ten służył jako kościół w czasach Bizancjum.

Po prawej stronie, od schodów, znajduje się droga pod górę, dzięki której można się wspiąć na szczyt grobowca, choć gdy ja tam byłem w 2015 roku, wspinaczki były już zabronione. Z jednej strony jest to sposób na ochronę Al-Deir, lecz z drugiej strony zakaz ten odbiera pięknych doświadczeń, takich jak detale wyrzeźbionych skał oraz malowniczy widok na rozlegle wąwozy i na Wadi Araba. Przed Klasztorem znajduje się równy plac, który w czasach nabatejskich służył do obrzędów religijnych, natomiast teraz jest miejscem widokowym oraz miejscem spotkań poganiaczy wielbłądów, oferujących wycieczki turystom. Przed placem są także bardzo atrakcyjne formacje skalne stwarzające możliwości robienia zdjęć, oraz bardzo droga knajpa pod namiotem. Gdy zobaczyłem już Klasztor, poszedłem na spacer w górę, mijając czerwone piaskowce o różnych kształtach, a potem odpocząłem na klifie z widokiem na pejzarz Wadi Araba. Czasem widziałem też osły, potem więcej namiotów i także Beduinów rozpalających ogniska. Najbardziej cieszyłem się jednak malowniczymi widokami oraz wolnym zachodem słońca nad pustynią. W okolicy Klasztoru można spędzić wiele godzin, gdyż oprócz samego grobowca w skale piękne jest też samo otoczenie.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1080853.jpg

Jordania; Petra – pejzarz.

Bardziej ambitni podróżnicy, oraz mający siłę i zapasy wody mogą kontynuować swoją górską wyprawę po czerwonych górach. Około 6km od Klasztoru znajduje się Mała Petra (Siq Al-Barid), czyli szereg kanionów oraz krętych przejść pomiędzy górami, gdzie dodatkowo znajduje się kolejny, lecz już mniejszy grobowiec wykuty w górach. Wspinaczka z Klasztoru powinna zabrać około 2.5h-3h. Ja do tej wyprawy radzę wziąć przewodnika z osłem już z poziomu pustyni, z okolic nabatejskiego muzeum, i ustalić że wyprawa ma się odbyć do Klasztoru, a następnie pod 1h-2h postoju iść dalej do Małej Petry i z powrotem. Ewentualnie można zapytać o przewodnika, lub o drogę, w namiocie koło Al-Deir.

Moją ostatnią wyprawą była wspinaczka na górę powyżej Skarbca. Wycieczkę tę odbyłem późnym wieczorem, dlatego wracałem po ciemku, lecz i tak było bardzo ciekawie, gdyż po drodze widziałem ciekawe formacje skalne w różnych kolorach czerwonego, oraz piękne kamienne schody, z których nie wszystkie są w dobrym stanie. Na początku chciałbym powiedzieć, że choć dla osoby w średniej kondycji dostanie się na górę nie powinno był wielkim wysiłkiem, to w jordańskim słońcu można czuć się wykończonym i można też zabłądzić. Po drodze są jednak znaki znapisem „best view”, lecz ostrzegam aby nie iść na skróty i trzymać się szlaku. Wspinaczka na górę trwa około 1.5h lecz niektórym może zająć nawet 2h. Mi zajęła 45 minut, gdyż robiło się ciemno. Gdy dotarłem na górę, zobaczyłem namiot Beduina oraz usiadłem na klifie aby patrzeć na Skarbiec (Al-Khazneh) z 200 metrów na ziemią. Uważam tę wspinaczkę za obowiązkowy punkt zwiedzania Petry gdyż doświadczenie związane z tym widokiem jest naprawdę ważne.

Jeśli Biali podróżują w grupie, to proponuję aby dali 10JD-20JD arabskiemu chłopcu, który z chęcią zaprowadzi Europejczyków na górę. W ten sposób można dowiedzieć się ciekawych rzeczy, nie zabłądzić, zobaczyć „małe skarby” po drodze, takie jak małe grobowce w skałach dalej od szlaku – a poza tym jest to dobry sposób na to, abyśmy mogli pomóc arabskim rodzinom w ich własnych krajach, dlatego że masowa imigracja Arabów do Europy wcale nie poprawi ich krajów, a może zniszczyć nasz sposób życia. Taką pomoc jak najbardziej popieram, gdyż uważam że różne cywilizacje powinny sobie nawzajem pomagać, lecz przy wzajemnym szacunku nie tylko do obcych kultur, ale także do swojej własnej.

Oto najciekawsze i moim zdaniem obowiązkowe miejsca w Petrze, które należy koniecznie zobaczyć i którym należy poświęcić czas na zadumę. Petra to wyprawa górska wielu skalnych skarbów, spotkań z Beduinami i ich ciekawym sposobem życia. Uważam także, że pomimo że planowane 3 dni wystarczą na zwiedzanie Petry, to podróżnikom, którzy są bardziej ambitni i chcą zwiedzać ten ogromny teren, może ten czas nie wystarczyć. W takim wypadku trzeciego dnia radzę przynieść namioty i spędzić noc w odosobnionym miejscu, oraz radzę mieć przygotowane pieniądze na przewodników, którzy podjęliby się wyprawy w dalsze miejsca. Biali często myślą, że są najmądrzejsi, dlatego że mają mapy i GPSy, lecz w tym wypadku Beduini wiedzą więcej. Mówię to aby zdać sobie sprawę, że na dalekich szlakach w Petrze można się zgubić, a nikt nie chce zabłądzić na pustyni bez wody.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/YDXJ0021.jpg

Jordania; Petra – Skarbiec widziany z góry.

Chodząc po Petrze, podróżnicy na pewno natkną się na mocno reklamowaną książkę, pt. „Żona Beduina”. Jest to prawdziwa historia napisana przez europejską kobietę z Nowej Zelandii, Margeurite van Geldermalsen, która była tak zachwycona Petrą, że postradała zmysły i dlatego zdradziła swoją rasę i swoją kulturę, oraz postanowiła zamieszkać w jaskini na pustyni i urodzić arabskie dzieci. Dla Beduinów ich kultura jest niezwykle ważna, i to nie tylko kultura islamu ale także bardzo specyficzna kultura Beduinów, polegająca na przywiązaniu do pustyni, do życia w namiotach, parzeniu herbaty na ognisku i hodowli zwierząt. Kultura Beduinów nie jest na sprzedaż, tym bardziej że mogliby pojechać do Europy aby tam zarobić więcej pieniędzy, lecz mimo to żyją na swojej pustyni i kontynuują kulturę przodków. W Jordanii Beduini są uważani za przedstawicieli najczystszej arabskiej krwi o bardzo konserwatywnej kulturze, innej niż w takich miastach jak Amman czy Aqaba. (Więcej o kulturze Jordanii, oraz osobno o kulturze Beduinów napisałem na stronie Jordanii). Jednak dla Białej kobiety jej kultura i jej rasa nie miały żadnego znaczenia, dlatego postanowiła wyprzeć się swoich wartości i zostać kimś, kim nigdy się nie stanie. Pinokio myślał że był prawdziwym chłopcem, natomiast Biała kobieta myślała że była Beduinką, dlatego że zdjęła majtki na pustyni. Beduini natomiast są sprytnymi ludźmi, którzy zamienili kurestwo białej cywilizacji w świetny interes, często przy zadowoleniu zdegenerowanych Białych turystów, dla których zdrada rasy i zdrada kultury wydają się czymś atrakcyjnym. Do Beduinów jednak nie mogę mieć pretensji, dlatego że nie mogę nienawidzić mężczyzny który zjadł jabłko które spadło mu na głowę, gdy ten stał pod jabłonią. Niech ten akapit stanie się przestrogą dla zdrajców białej rasy o niskim poziomie własnej wartości.

Dzień odpoczynku w Wadi Musa

Kilka ostatnich dni było dla mnie bardzo męczących. W krótkim czasie przemierzyłem około 15km w rezerwacie Dana, wewnątrz Kanionu, a następnie przeszedłem około 20km po pustyni i górach wewnątrz Petry. Do tego wszystkiego byłem zmęczony upałem, piaskiem wiejącym mi w oczy oraz życiem w autostopie. Nie miałem już też czystych rzeczy, i czułem że potrzebowałem choć jednego dnia na organizację, tylko dla siebie. Oddałem więc rzeczy do pralni, pisałem dziennik z podróży, zgrałem zdjęcia, jadłem i spałem. Raz na jakiś czas taki dzień jest potrzebny a Wadi Musa nadaje się do tego świetnie. Miałem tam tani hotel i wszystko czego potrzebowałem, a wiedziałem że teraz już długo nie będę miał szansy na taki dzień. Zmierzałem w stronę okupowanej Palestyny, lecz najpierw zamierzałem zorganizować wyprawę po pustyni Wadi Rum, a potem jechałem do Aqaby. Czasem dobrze jest się nie śpieszyć.

Mój ciekawy transport z Wadi Musa do Wadi Rum

Piejący kogut i wyjący pies sprawiały, że nie spałem zbyt głęboko, lecz gdy już wstałem o 9 rano, spakowałem swój wielki i rosnący z czasem bagaż oraz poszedłem na dworzec autobusowy Wadi Musa. Pomimo, że Petra jest atrakcją numer 1 w Jordanii to transport do niej i z powrotem nie jest zbyt dobry – choć jednak jest. Uważam, że jest to informacja na korzyść Jordanii, gdyż w wielu krajach po których podróżowałem nie było transportu w ogóle. Pojechałem autobusem w stronę Aqaby za 5JD, który miał wyjechać o 11 rano, lecz z powodu brak pasażerów musieliśmy czekać, więc wyjechaliśmy o 12.15. Po koło 1.5h wysiadłem na drodze, przy znaku kierującym na Wadi Rum, niedaleko wsi Al-Rasshidiyyah. Gdy znalazłem się już na bezpośredniej drodze na Wadi Rum, do bramy pustyni podwieźli mnie turyści z Belgii.

Mój przyjazd do Wadi Rum i test siły charakterów z Beduinami

Przy bramie do Wadi Rum miałem mały test siły charakterów, gdyż Beduini chcieli mnie skroić z kasy w grzeczny sposób. Jeden z nich oferował mi wycieczkę po Wadi Rum za 200JD, a inny za 100JD, natomiast gdy nie byłem zainteresowany i powiedziałem im otwarcie, że nie znaleźli idioty, powiedzieli że kasa biletowa była zamknięta i że bilet mogłem kupić tylko u nich za 50JD, mimo że jak dodali „bilety już im się skończyły”. Koniecznie chcieli ze mnie coś wycisnąć, lecz musiałem być sprytniejszy, dlatego rozejrzałem się po okolicy, znalazłem kasę i sam kupiłem bilet za jedyne 5JD. Gdy pomachałem im tanim biletem przed oczami i powiedziałem, że są bandą oszustów, jeden z nich zaproponował że może mnie podwieźć do wsi Rum za 8JD, lecz odszedłem kilka metrów od tych naciągaczy i dostałem się tam za darmo autostopem. Pamiętam że gdy odchodziłem od nich, jeden z nich zapytał skąd jestem, na co odpowiedziałem, że z Polski. To dało Arabom do zrozumienia, że z Polakami nie będzie łatwo.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090084.jpg

Jordania; zobaczyłem tego “pięknego” Araba jak tylko dostałem się na pustynię Wadi Rum.

Chciałbym jednak dodać, że choć interes bywa czasem trudny i ekonomia w Jordanii kopie Arabów mocno w tyłek, to bazując na moich własnych doświadczeniach lubię Beduinów, gdyż wiele razy mi też pomogli i oprócz tego jednego razu miałem z nimi dobry kontakt. Gdy interes jest już skończony, uważam że Beduini to dobrzy ludzie żyjący w głębokim poszanowaniu swojej kultury. Czasem też do przesady, gdyż zauważyłem, że Beduini najpierw są Beduinami, a dopiero potem Arabami i Jordańczykami, a z ich wypowiedzi wywnioskowalem że dla nich najważniejsza jest pustynia, natomiast Amman czy Aqaba to już inny świat. Beduini mają więc ogromne przywiązanie do swojej ziemi. Gdy tylko opuściłem naciągaczy najpierw spędziłem parę godzin na pustyni, gdzie napiłem się herbaty z miłymi Beduinami, i skąd widziałem ogromną skałę, o nazwie Siedem Filarów Mądrości. Jest to ogromna skała wyrastająca z płaskiej pustyni, która ma pięć skalnych filarów widzianych z centrum turystycznego przy wejściu do Wadi Rum, oraz kolejne dwa po boku góry. Mi wystarczył widok z około 500 metrów, lecz zainteresowani mogą odbyć wycieczkę dookoła oraz wspiąć się na górę. W tamtym momencie bardziej urzekło mnie piękno pustyni, wielbłądy z ogromnymi skałami w tle, oraz spokój. Piłem herbatę przy łagodnym wietrze i patrzyłem na pustynię.

Po niedługim czasie znalazłem się na pokładzie samochodu pomocnego Beduina, który był tak dobry że nie tylko podwiózł mnie za darmo, ale także stanął przy sklepie i kupił mi w prezencie ciastka i wodę. Jechałem jednak nie koło kierowcy ale w bagażniku z kozami. No cóż, być może on też był zwolennikiem segregacji rasowej, ale był przecież u siebie. Potem był tak miły, choć nie do przesady, że pozwolił mi rozłożyć namiot na pustyni przed jego płotem i dał mi dostęp do kibla. Wielka pomoc to nie była gdyż mogłem rozłożyć namiot gdziekolwiek, ale miałem przynajmniej dostęp do łazienki i coś do jedzenia. Beduin miał na imię Shaker i był oczywiście człowiekiem interesu, który liczył na to, że wykupię u niego wycieczkę za 150JD. Wtedy jednak jeszcze nie wiedziałem, że moje losy w Wadi Rum potoczą się inaczej. Moja pierwsza noc była chłodna. Spałem w małym namiocie na zimnym piasku, a do tego w nocy wyły psy i wielbłądy, które stały około 10 metrów od miejsca gdzie spałem. Tak, czy inaczej, dotrwałem do rana.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090101.jpg

Jordania – Wadi Rum i Siedem Filarów Mądrości.

Na marginesie, wioska Rum to mała osada na pustyni, gdzie znajduje się parę sklepów, dom gościnny i restauracja z bardzo ograniczonym menu. Wioska ta jest zamieszkana przez małą społeczność Beduinów, którzy wolą mieszkać w stałym miejscu, zamiast prowadzić nomadyczne życie, jak ich przodkowie oraz inni Beduini obecnie. Myślę, że z uwagi na atrakcję turystyczną, którą niewątpliwie jest Wadi Rum, ma to sens.

Krótko o Wadi Rum

Wadi Rum to rozległa pustynia w południowej Jordanii, która jest terenem chronionym ze względu na swoje unikalne piękno naturalne oraz prehistoryczne inskrypcje. Na terenie Wadi Rum znajduje się wiele dramatycznych formacji skalnych, gór i wąwozów, a teren ten jest zamieszkiwany przez Beduinów, utrzymujących się głównie z turystyki. Wadi Rum to gorąca, malownicza pustynia, gdzie dla potrzeb turystyki utożsamia się to miejsce z Lawrencem z Arabii – brytyjskim oficerem, który prowadził rewolucję arabską przeciwko Imperium Osmańskiemu. Na jego cześć nazwano na przykład źródło, znajdujące się niedaleko wioski Rum. Choć Wadi Rum zajmuje 720km², to najważniejsze miejsca, takie jak kaniony, wąwozy, źródło, oraz piękne formacje skalne znajdują się blisko siebie. Według mnie Wadi Rum to piękne miejsce, które każdy podróżnik powinien odwiedzić chociaż raz w życiu. Niestety większość turystów odwiedza Wadi Rum na wycieczkach jedno lub dwu-dniowych, lecz ja spędziłem tam aż 3 noce i mógłbym nawet dłużej. Z odpowiednim zapasem wody można tam chodzić po górach, rozłożyć namiot przy źródle oraz szukać takich skarbów jak na przykład szkielety zwierząt porozrzucane po pustyni.

Beduini natomiast są bardzo dobrze przygotowani do przyjęcia turystów, i choć organizują wycieczki na wielbłądach, mieszkają tradycyjnie w przygodowych namiotach na pustyni, oraz gotują herbatę na ogniskach – to z drugiej strony poruszają się Jeepami 4×4, załatwiają interesy przez telefony komórkowe, oraz mają elektryczność z baterii słonecznych. Innymisłowy, są bardziej nowocześni ode mnie.

Wyprawa z Beduinem na Wadi Rum

Nazajutrz obudziłem się w całkiem niezłym stanie, choć pospałbym jeszcze gdyby nie upał wewnątrz namiotu i gdyby nie koza, która ocierała się o namiot. Łyknąłem trochę wody dla otrzeźwienia, wziąłem to co niezbędne, zapakowałem resztę moich gratów do namiotu i poszedłem na pustynię. Wiedziałem, że nie mogłem zapłacić Beduinom walizki pieniędzy, dlatego starałem się zorganizować wyprawę po Wadi Rum na własną rękę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że będę miał wielkie szczęście. Gdy wyszedłem z wioski Rum z małym plecakiem i zapasem wody, szedłem 2km poprzez pustynię do Źródła Lawrenca, gdzie stały duże namioty, oraz gdzie Beduini przyprowadzali turystów aby tam się przegrupować, zależnie od kierunku wyprawy. Żródło Lawrenca jest znanym miejscem spotkań, gdzie znajduje się najcenniejszy skarb na puustyni – woda; oraz gdzie głaskałem wielbłądy do woli. Byłem też na herbacie, lecz przede wszystkim, moim planem było dołączenie do którejś z grup, gdyż tylko w ten sposób mogłem zapłacić mniej. Wiedziałem, że Beduini lubią pieniądze, więc jeśli w jednym Jeepie mieli na przykład 5 turystów, którzy im zapłacili po 150JD, to być może ja mógłbym któremuś dać do kieszeni 50JD i zabrać się z nimi. Pomimo początkowego pecha, Beduini zaczęli patrzeć na mnie z dystansu i naradzać się między sobą, dlatego postanowiłem ich na jakiś czas zostawić w spokoju, i wspiąłem się na górę stojącą za źródłem. Właściwie góra ta nie miała wielkiego znaczenia, lecz była ona piękna, znajdowało się na niej dużo porozrzucanych skał o różnych rozmiarach, a ze szczytu rozciągał się malowniczy widok na Wadi Rum, oraz na wielbłądy i źródło w dole. Cała wspinaczka zajęła mi bardzo przyjemne pół godziny.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090193.jpg

Jordania; Wadi Rum.

Gdy zszedłem na pustynię, jeden młody Beduin – Ahmed, zaproponował mi że mogę dołączyć do jego dwójki turystów z Kanady za 20JD, jeśli pomogę mu zbierać drewno na opał i będę gotował dla wszystkich. Oczywiście zgodziłem się, tym bardziej że nie była to wycieczka 3h, jak to zwykle bywa, ale całodniowa z noclegiem w obozie Beduinów. Pojechaliśmy więc poprzez pustynię Jeepem 4×4 i podziwialiśmy pustynną przyrodę, góry i karawany wielbłądów. Para z Kanady, po 60-tce siedziała z tyłu na miejscu widokowym, a ja z Ahmedem z przodu. Czasem pomagałem też popychać Jeepa gdy ten grzązł w miękkim piasku, a gdy stawaliśmy na posiłek pod skałą, najpierw zbierałem chrust, potem rozpalałem ogień, a następnie podgrzewałem specjały Beduinów i kroiłem pomidory. Byliśmy na pustyni lecz było bardzo kulturalnie, gdyż najpierw ja i Beduin rozłożyliśmy matę, a następnie rozłożyłem tuńczyka, ser, fasolę i polewałem herbatę. Beduin żartował, że „mamy dziś brytyjską herbatę z polskim smakiem”. Wszyscy byli szczęśliwi i przyznam że było to dobre doświadczenie. Beduin był szczęśliwy gdyż miał polskiego pomocnika, a Kanadajczycy też byli szczęśliwi gdyż mieli kucharza i dobrego fotografa. Było egzotycznie a nasza wyprawa przebiegała świetnie.

Podczas wyprawy po Wadi Rum robiliśmy też przystanki przy konkretnych miejscach zainteresowania, takich jak:

  • Inskrypcje Anfaishiyya; to nabatejska sztuka wykuta w skałach przedstawiająca karawany wielbłądów, polujących myśliwych oraz różne zwierzęta. Inskrypcji tego rodzaju jest dość dużo na terenie Wadi Rum, co świadczy o bogatej historii tego miejsca. Innymi inskrypcjami, które polecam są też Inskrypcje Alameleh, znajdujące się blisko Siedmiu Filarów Mądrości.
  • Potem zatrzymaliśmy się aby zobaczyć Wydmy Piaskowe Al-Hasany, na które najpierw się wspinałem, a potem szybko schodziłem po miękkim piasku. W Wadi Rum jest wiele wydm piaskowych, z których niektóre leżą na ziemi a inne w wyższych partiach gór. Następnego dnia wspinałem się na czerwone wydmy wyżej w górach, skąd miałem dobry widok na Wadi Rum oraz obóz Beduinów. (Będąc na wydmach piaskowych, przez chwilę wróciłem do moich wspomnień z Mongolii, gdy byłem na pustyni Gobi, na wydmach Khongoryn Els.)
  • Zatrzymaliśmy się też na chwilę przy Domu Lawrenca (Al-Qaisr), z którego nie wiele dziś zostało. Dom Lawrenca został zbudowany w miejscu nabatejskiej świątyni i jest w kolorze pustyni. Stojąc tam radzę spojrzeć na czerwone wydmy.
  • W Wadi Rum są także skalne mosty, co wygląda bardzo atrakcyjnie. Proszę sobie wyobrazić formacje skalne z czerwonego piaskowca, z pustą przestrzenią w środku. Najpierw zobaczyłem Most Burdah, który znajdował się daleko na szczycie góry. Można się na niego wspiąć bez sprzętu, lecz jest to bardziej wymagająca wyprawa. O wiele lepszym miejscem był skalny Most Umm Fruth, który jest niski i na który wspiąłem się w kilka minut; na marginesie w towarzystwie Belgów, którzy mnie wcześniej podwieźli. Obydwa te mosty jak najbardziej polecam, choć w orzypadku Burdah lepiej jest mieć przewodnika, gdyż w Wadi Rum nie ma znaków. Bardziej wymagający podróżnicy mogą też zapytać o Mały Skalny Most (Rakhabat al-Wadak), lecz moim zdaniem nie jest to konieczne.

Wieczorem dojechaliśmy do wioski Beduinów na pustyni. Były to duże, wszechstronne, czarne namioty zamykane na klucz; po środku było palenisko na którym przygotowałem kolacje, i były też materace z kocami dookoła. Na zewnątrz była też łazienka ze skalną ścianą oraz z gorącym prysznicem, gdyż na dachu znajdowały się panele słoneczne. Kanadyjczycy odpoczywali a ja poszedłem z Beduinem na pustynię po drewno na opał. Wyrywaliśmy wysuszone przez słońce krzaki, i przyznam że w ciszy pustyni oraz przy jej gwiaździstym niebie sprawiło mi to ogromną przyjemność. Następnie wróciliśmy z opałem, Beduin rozpalił ognisko i zrobiłem dla wszystkich kolacje. Pokroiłem ziemniaki, przyprawiłem kurczaka i mieliśmy kilka dań. Po kolacji poszedłem jeszcze raz na pustynię, gdyż słyszałem z oddali ryczące wielbłądy. Wyszedłem więc do nich z chlebem, karmiłem je i głaskałem. Tylko i ja wielbłądy, sami na ciemnej pustyni Wadi Rum. Tej nocy spałem słodko na materacu, przy piecu, w namiocie u Beduinów.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090212.jpg

Jordania; pomagałem zbierać chrust na pustyni.

Rano przygotowałem Kanadyjczykom śniadanie, a następnie wyruszyliśmy w kolejną przygodę. Kanadyjczycy wrócili już do wioski Rum na wielbłądach, a ja poszedłem na rozeznanie terenu. Nasz obóz był w okolicy Mahraq, dzięki czemu zobaczyłem jeszcze bardzo małą jaskinię obudowaną niską ścianą w kolorze pustyni. Korzystając z okazji wspiąłem się też na inną niż wczesniej, ogromną wydmę piaskową oraz na górę koło niej. Pokonując interesujące formacje skalne oraz czerwony piasek wydm, dotarłem na szczyt, skąd mogłem się nasycić pięknym widokiem Wadi Rum. Oprócz pustynnego krajobrazu widziałem też karawany wielbłądów, przejeżdżające Jeepy z turystami, oraz Kanion Khazali, gdzie właśnie się wybierałem. Następnie wsiadłem do Jeepa, i po około 10-minutowej, przygodowej jeździe po grzązkich i gorących piaskach pustyni, pożegnałem Beduina i wyruszyłem w samotną przeprawę przez pustynię, do Kanionu Khazali.

Moja samotna przygoda w Wadi Rum

Pomyślałem, że powrót z Beduinem do wioski Rum byłby już końcem mojej przygody, a ja chciałem poczuć jak jest żyć na pustyni samemu, i spędzić na niej cały jeden dzień i noc. Beduin pokierował mnie w którą stronę powinienem iść, tak abym nie zabłądził, i zostawił mnie samego. Przez niecałą godzinę szedłem po pustyni, widziałem góry, wydmy, i suche krzaki wystające z piasku. Kilka razy znalazłem też szczątki zwierząt, dlatego wziąłem sobie na pamiątkę rogi i szczęki kozy. Lubię tego rodzaju suoveniry z podróży. Było gorąco, choć mój dystans był krótki, a do tego miałem wystarczająco dużo wody. Wkrótce dotarłem do Kanionu Khazali, wąskiego i stosunkowo krótkiego kanionu, gdyż miał tylko 150m długości. Na gorącej pustyni kanion tego rodzaju jest jednak bardzo pomocny gdyż oferuje cień. Kanion ten był miejscami bardzo wąski, a na skalnych ścianach znajdowały się inskrypcje wykonane przez przodków Beduinów. Stamtąd wróciłem do Źródła Lawrenca, gdzie znowu wdrapałem się na górę i napiłem się herbaty, a następnie pokonałem kolejne 2km do wioski Rum. Złożyłem swój namiot, przepakowałem się i poszedłem na inną część pustyni, z dala od wioski, gdzie rozbiłem obóz. Przez resztę dnia chodziłem po pustyni, nazbierałem chrustu i rozpaliłem ognisko. Gdy zapadł zmrok, siedziałem samotnie przy swoim ogniu, piłem herbatę i jadłem to co udalo mi się kupić w wiosce Rum. W pewnym momencie mój ogień zaczął słabnąć i moja latarka prawie nie działała, więc nie mogłem nic zrobić. Pustynia nocą jest tak ciemna, że nie widać nawet własnego nosa. Miałem jednak szczęście, gdyż po zmroku młodzi Beduini jeżdżą szybko samochodami po pustyni, i mają bardzo mocne światła. Jeden z nich był na tyle miły, że zaparkował samochód i włączył długie światła abym mógł nazbierać chrustu. Zaraz przed snem leżałem na piasku, patrząc w gwiazdy i słuchając dźwięków pustyni przy łagodnym wietrze. To była chłodna noc, lecz gdy tylko wstało słońce zrobiło się gorąco. Mój namiot był w kiepskim stanie gdyż nie wytrzymał siły wiatru, a ja też wyglądałem bardzo źle. Po raz kolejny zostawiłem swój dobytek na pustyni, przebrałem się w moje pustynne ubrania i poszedłem w stronę ruin antycznych świątyń, koło wioski Rum. Mnie jednak bardziej interesowało źródło w górach, pośród skał, dlatego że tam w końcu umyłem się na tyle na ile byłem w stanie. Ręcznika nie miałem ze sobą lecz nie miało to znaczenia gdyż słońce mnie szybko wysuszyło.

W drodze powrotnej usiadłem przy stołach koło wioski gdze spotkałem parę z Izraela, i odbyliśmy rozmowę. Żydzi skarżyli mi się, że Jordania jest jedynym krajem na Bliskim Wschodzie gdzie mogą pojechać. Zapytalem, czy być może jego zdaniem Żydzi mają coś na sumieniu, skoro Arabowie ich tak nienawidzą, na co on odparł że nic. Powiedziałem mu, że kraje arabskie i Europa są niszczone przez tych samych ludzi, lecz w inny sposób. Kraje arabskie są napadane, niszczone i okradane, natomiast Europa jest niszczona za pomocą masowej, nie-białej, anty-chrześcijańskiej imigracji, oraz poprzez promocję dewiacji seksulanych. Żyd przez chwilę pomyślał i zapytał mnie, kto moim zdaniem stoi za tym wszystkim, dlatego że chyba nie Żydzi. To był koniec naszej rozmowy. Obok siedział też Beduin, który z ogromnym zaciekawieniem nas słuchał. Gdy powiedziałem, że jestem z Polski, powiedział że mnie wita w Jordanii, lecz bez emocji. Widziałem, że był zrelaksowany z Polakiem. Jednak gdy dowiedział się, że ma przed sobą Żydów z Izraela, zrobił się czerwony, wział głęboki oddech, a potem z zaciśniętymi zębami powiedział do nich „welcome”. Ja zrozumiałem tego Beduina świetnie, i myślę że Żydzi na swój własny perfidny sposób też go zrozumieli, lecz zastanawiam się czy naładowane lewicowymi bzdurami społeczeństwa Europy zachodniej i Ameryki miałyby pojęcie jakie wyciągnąć wnioski z tej sytuacji? Wątpię…

Z pięknej pustyni Wadi Rum wydostałem się łatwo. Najpierw pojechałem jednym autostopem 20km do Visitor Centre, a stamtąd kolejne 7km innym samochodem do głównej drogi na Aqabę. Wadi Rum zawsze będę wspominał bardzo dobrze, i polecam tą przygodę wszystkm podróżnikom, a szczególnie w taki sposób w jaki ja to zrobiłem.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090238.jpg

Jordania; pustynia Wadi Rum.

Transport do Aqaby

Mój transport do Aqaby by przyjemny, gdyż szybko znalazłem autostop i miałem świadomość, że zmierzałem do morza. Trasę 38km pokonałem w około 30 minut. Gdy dotarłem do przedmieść Aqaby, natychmiast wsiadłem na tył ciężarówki, a kierowca wyrzucił mnie przy plaży publicznej, w cieniu pięknych palm.

Aqaba

Aqaba jest bardzo przyjemnym małym miastem nad Morzem Czerwonym, które jest miejscem wielu inwestycji. Powstało tam kilka światowej renomy hoteli i dobrych restauracji, choć z drugiej strony Aqaba wciąż zachowuje swoją tradycyjną arabską kulturę. Wielkie hotele, oraz podobne temu obiekty mnie nie interesują, dlatego większość swojego czasu spędziłem na plaży i jej okolicach, a wieczorami spacerowałem po arabskim bazarze. Tego właśnie szukam w swoich podróżach – tradycji i oryginalnej kultury miejscowych. Aqaba rozwija się w szybkim tempie, i podejrzewam że za kilka lat globaliacja może zniszczyć tradycję miasta. Co ważne Aqaba jest odpowiedzią Jordanii na Eilat, miasto plażowe w Izraelu, gdzie jest więcej hoteli, więcej dużych sklepów i znacznie więcej nieufnych ludzi. Aqaba ma także strategiczne położenie z punktu turystyki, gdyż jest położona blisko granicy z Izraelem (Eilat), oraz jest wygodną bazą noclegową dla podróżników zmierzających do Egiptu (Taba). Dla tych, którzy do Jordanii przyjeżdżają na kilka dni aby zobaczyć tylko Petrę i wrócić do Izraela, Aqaba też jest dogodna gdyż jest oddalona tylko o 2h jazdy.

Ja jednak nie traktowałbym Aqaby jako bazy noclegowej, gdyż miasto to jest wyjątkowo urocze, ma dobre jedzenie, uśmięchniętych ludzi i ciekawe bazary. Aqaba ma też antyczną fortecę, księgarnie, wycieczki statkami po Morzu Czerwonym; oraz jest dobrym miejscem na uprawianie sportów wodnych, oraz przedłużenie jordańskiej wizy, nawet do 3 miesięcy. Za małe pieniądze można tu spędzić słodkie chwile, w przyjemnym, ciepłym klimacie.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090369.jpg

Jordania; Aqaba.

Gdy dotarłem do Aqaby, planowałem rozbić namiot w porcie, niedaleko głównej plaży, ale byłem zmęczony po Wadi Rum i musiałem z siebie zmyć piasek i brud. Czułem, że potrzebowałem podstaw luksusu, co w słowniku podróżnika oznacza łóżko, ciepły prysznic, 4 ściany i dach. Wziąłem więc swój duży plecak i poszedłem do miasta i znalazłem pokój w hotelu Al-Jaber za 6JD za noc, mimo że chcieli 10JD. Miałem widok na meczet Husseina i słyszałem modlitwy co jakiś czas. Resztę dnia spędziłem na spacerze po plaży, na kąpieli w Morzu Czerwonym, a następnie byłem na dobrej kolacji i arabskich słodyczach. Po zmroku chodziłem do Downtown, gdzie najwięcej czasu spędziłem w księgarniach.

Mój drugi dzień w Aqabie także spędziłem bardzo przyjemnie. Najpierw poszedłem na pyszne arabskie śniadanie, zakończone bakhlavą i herbatą, a potem wykąpałem się w morzu. Byłem też zobaczyć ruiny Ayla, które są pozostałością po średniowiecznym porcie Aqaba. Dziś zostały jednak tylko fundamenty, lecz ciągle to ciekawy obiekt, gdyż do dziś zachowały się kamienne łuki oraz drogi wykopane w ziemi. O wiele bardziej podobał mi się jednak Fort Aqaba, który został zbudowany przez Mamluków na początku XVI wieku, i leży nad morzem, na tererenie około 50m x 50m. Jest to ładny mały zamek, posiadający arabskie inskrypcje na ścianach oraz wielkie drewniane drzwi. Główny plac jest pusty, lecz są z niego ładne widoki na morze i na minaret, na kamienne ściany oraz flagę Jordanii na maszcie. Po drugiej stronie morza widać też Izrael. Fort Aqaba był też długo okupowany oraz rozbudowany przez osmańskich Turków, oraz był wykorzystywany jako hotel (khan) dla pielgrzymów zmierzających do Mekki. W 1917 roku dzielna flota brytyjska pomogła wyrzucić Turków z fortu, po której Arabowie zorganizowali rewolucję i wyrzucili Turków raz na zawsze. Przyznam, że podobał mi się tez meczet Husseina. Jest w białym kolorze, ma dużą kopułę i minaret oraz leży na zielonym placu i jest otoczony palmami. Meczet Husseina jest bardzo przyjemnym miejscem dającym trochę cienia, i uważam że tak długo jak zostanie on w Jordanii, (a nie na przykład w Anglii), serdecznie go polecam.

Tego dnia pływałem jeszcze raz w Morzu Czerwonym, i spacerując po brzegu obserwowałem jordańskie rodziny na piknikach pod palmami. W krajach arabskich każde skupisko ludzi natychmiast zamienia się w bazar, i dlatego tutaj także było dużo sprzedawców. Wieczorem natomiast wybrałem się na pyszną rybę do tradycyjnej jordańskiej restauracji, za jedyne 5JD. Aqabę zawsze będę wspominał bardzo dobrze, choć myślę że była to także moja nagroda za trudy podróży po pustyni.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090376.jpg

Jordania – Fort Aqaba.

Wesołe spotkanie z Saudyjczykami

Za każdym razem gdy podróżuję, zawsze mam do czynienia z ludźmi, których pamiętam z powodu ich wyglądu lub ciekawej rozmowy i czasem jest to nieporozumienie wynikające z różnic kulturowych, z których wynikają wesołe sytuacje. Otóż będąc w hotelu spotkałem rodzinę z Arabii Saudyjskiej, małżeństwo z dwoma córkami, i pomyślałem że spróbuję nawiązać z nimi kontakt. Oto nasza rozmowa:

Saudyjczyk: Cześć, skąd jesteś?

Polak: Z Polski. Jesteście na wakacjach? Powiedz, jak się żyje w Arabii Saudyjskiej?

Saudyjczyk: Eskluzywnie. Mamy Allaha, proroka Mahometa i islam. A jak się żyje w Polsce?

Polak: Też eksluzywnie. Mamy chrześcijaństwo, Jezusa Chrystusa i wszystkich aniołów.

Saudyjczyk: Aha.

Polak: No właśnie. Ale zmieniając temat, to podobają mi się twoje córki. Mógłbym zabrać tą starszą na spacer i herbatę? Byłbym miły.

Saudyjczyk: (Minuta ciszy, po czym jego żona się uśmiecha, a córki uśmiechają się jeszcze bardziej) Raczej nie. Jutro wracamy do Saudii i musimy rano wstać. Dobranoc.

Polak: Dobranoc.

Lubię tego rodzaju rozmowy, i na marginesie przyznam, że to wielka szkoda że Arabia Saudyjska nie daje wiz turystycznych, dlatego że w każdym kraju jest coś ciekawego.

https://www.kompas.travel.pl/wp-content/uploads/2016/12/P1090411.jpg

Żegnam cię piękna Jordanio!

Transport z Aqaby do granicy z Izraelem

Następnego dnia wstałem około 10 rano, znowu popływałem w morzu i zjadłem bakhlavę, a następnie z żalem w sercu opuściłem Jordanię. Wziąłem taksówkę za 5JD i pojechałem do granicy z Izraelem. Odprawa po stronie Jordanii była bezproblemowa.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan