Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Facebook Twitter YouTube Twitter
Facebook Twitter YouTube Twitter
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Kanał YouTube

Polecam mój pełen przygód kanał YouTube

Przekaż darowiznę

Jeśli lubisz stronę Kompas i chciałbyś wesprzeć ten projekt, przekaż darowiznę naciskając na poniższy guzik.

 

Polityka Prawdy

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Szpieg – book

TECHNOLOGICZNE WIĘZIENIE ZE SZKLANYMI ŚCIANAMI

Moje konto było wielokrotnie blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę definiuje jako „mowę nienawiści”, a zdrowy rozsądek jako „dyskryminację”. Zdarzyło się nawet, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, ponieważ był zbyt konserwatywny - czyli nie spełniał „standardów społecznościowych” Facebooka.

Ponadto Facebook regularnie usuwa „polubienia” z prawicowych stron internetowych i obniża je w wynikach wyszukiwania. Facebook teoretycznie „pozwala” na promowanie artykułów krytykujących propagandę homoseksualną i politykę antyimigrancką, ale jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin na takich wpisach jest zamrażana.

Najlepiej znane agencje wywiadowcze na świecie to: CIA, FBI, MI5, MOSSAD, KGB ..... oraz Google i Facebook. Zakładając konto na Facebooku sam zakładasz sobie kartotekę na policji!

Dobrze się zastanów zanim podasz informacje o sobie na tym ważnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach, gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać „wrogów rewolucji”, skoro istnieje urządzenie, dzięki któremu ludzie chętnie mówią co zrobili, oraz nawet co zrobią. Facebook wie z kim jesteś połączony, a jeśli jesteś naprawdę naiwny to zna też twoją rodzinę i numer rejestracyjny twojego samochodu. Dla tajnych służb Facebook jest spełnieniem marzeń.

Facebook to kopalnia, która wydobywa informacje o tobie zamiast węgla, i zarabia na twojej prywatności. Naprawdę nie ma już prywatności, a technologia staje się coraz bardziej niebezpieczna. Jak potwierdza milczenie w tej sprawie założyciela Facebooka, myślę że nawet jeśli usuniesz swoje konto FB, informacje o tobie pozostaną z nimi na zawsze.

Tym, którzy wątpią w „wolność słowa”, radzę nauczyć się, jak fałszować swój adres IP. Pierwszą zasadą jest to, że adres IP nie podróżuje z użytkownikiem, choć istnieją też inne sposoby. Jeśli ktoś jest „nietolerancyjnym rasistą” i chce napisać na FB, że: Anglicy są biali i tylko biali, że nie chce przekształcić Big Bena na minaret, lub że odbyt został zaprojektowany tylko do celów toaletowych, to lepiej zamieszczać takie komentarze poza swoim adresem, gdyż inaczej, jak czytałem: „dzielni mężczyźni w mundurach policyjnych nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta, który promuje ekstremistyczny materiał”. Nawiasem mówiąc, nie jest to komunizm, ale „postępowa demokracja”.

Ponadto Facebook ma uzależniać. Szablon szybko przykuwa uwagę, pozwala ludziom narzekać na sprawy społeczne i polityczne, a ci którzy czują się samotni, mają własne społeczności na FB, co sprawia że nie czują się już tak samotni. Użytkownicy są nagradzani i karani, dlatego starają się zaprezentować jak najlepiej w oczach swoich społeczności. Nieświadomie otwierają drzwi policji, tajnym służbom i zagranicznym konsulatom wydającym wizy. FB i inne portale społecznościowe promują fałszywy, ulepszony obraz własnej rzeczywistości, za który użytkownicy chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość- na platformach społecznościowych.

Nie próbuj promować ulepszonego wizerunku samego siebie w Internecie, ponieważ gonisz nierealny sen, który może stać się strasznym ciosem psychicznym podczas pierwszego brutalnego kontaktu z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę ci nuczyć się pracy manualnej, która rozwija myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), abyśmy nie mieli pokolenia idiotów, których cały świat kończy się na głupich selfie i polubieniach na Facebooku.

Twitter to kolejna marksistowska platforma prowadzona przez marksistowskie śmieci; i dlatego moje konto na Twitterze zostało już zawieszone. Zasadniczo na Twitterze, kościół i biali ludzie mogą być obrażani do woli, ale z drugiej strony krytyka ruchów homoseksualnych i antyliberalne, nieglobalistyczne poglądy prowadzą do zawieszenia konta. Zauważyłem również, że zwłaszcza cytaty z Biblii na Twitterze są jak sól w oku.

Jeśli chodzi o kobiety, radzę im nauczyć się piec ciasta dla swoich mężów, zamiast napinać dupy na Instagramie. Media społecznościowe są również przeznaczone do odseparowania ludzi od prawdziwego społeczeństwa, ponieważ osoby, których uwagę stale przykuwają tablety, smartfony i komputery, nie mają czasu na interakcję z prawdziwymi ludźmi.

"Ludzie pokochają otaczającą ich przemoc, zaczną wielbić technologie, które pozbawią ich wolności myślenia.”

— Aldous Huxley

Wyrzuć smartfona, i używaj tanich tandetnych telefonów bez dostepu do internetu, a razem z nimi używaj tymczasowych kart SIM. Po tygodniu lub dwóch spal je i kontaktuj się przez następną jednorazową tandetę. Będziesz bezpieczniejszy i zachowasz większą prywatność od ciągle podążających za Tobą uczu Wielkiego Brata. Gdyby kilka milionów osób tak zrobiło, smartfony byłyby darmowe, pod warunkiem długich kontraktów i podłączenia pod internet. Przestań marnować życie na naciskaniu guzików na smartfonie, których nawet do końca nie rozumiesz, i które zawładnęły już twoją wolnością. Zamiast tego porozmawiaj z żywym człowiekiem, mniej kontakt z przyrodą, a telefon może być tak prymitywny jak to tylko możliwe. Uważam nawet, że nieużywanie smartfona jest dziś aktem rebelii przeciwko Wielkiemu Bratu, który chce nas coraz bardziej kontrolować poprzez atrakcyjne wizualnie lecz dla większości niezrozumiałe; coraz bardziej zaawansowane aplikacje.


Uzależnienie od telefonu to wg mnie groźna choroba cywilizacyjna

„Wolność słowa” w mediach społecznościowych nie jest wolna, prywatność jest jak złoty pył, i oficjalnie nie jest to ani komunizm, ani cenzura, ale „postępowa demokracja" polegająca na inwiligacji totalnej - poprzez kreowanie przyjemnego i zaawansowanego technicznie obozu koncentracyjnego ze szklanymi ścianami!

"Nie wierz w nic co słyszysz, i tylko w połowę tego co widzisz."

- Edgar Allan Poe

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Wyprawa do Iranu (Persji) 2013

Napisał: Marcin Malik

Iranu (Persja) 2013 – relacja z wyprawy

Trasa wyprawy: Norduz (granica ormiańsko – irańska), Jolfa→ (dolina Aras, katedra Stephanos), Tabriz, Kandovan, Tabriz, Rasht, Masuleh (przez Fuman), Qazvin → (dolina Alamut i Zamki Zabójców; w tym Razmiyan, Lamiasar, Mo’Allem Kelayer, Gazor Khan i Zamek Alamut), Teheran → (Tajrish, Darband, mauzoleum Chomeiniego, inne miejsca zainteresowań, wrażenia miasta oraz historia o przejęciu ambasady USA w 1979), Reyneh → (wspinaczka w kierunku Damavand), Teheran, Hamadan → (wodna jaskinia Ali Sadr), Teheran, Qom, Kashan, Abyaneh, Esfahan, Yazd → (wycieczka do Meybod, Chak Chak, Kharanaq), Yazd, Shiraz → (Persepolis, Naqsh-e Rostam, Naqsh-e Rajab), Bandar Abbas, wyspa Qeshm (tydzień autostopem), wyspa Hormoz, Bandar Abbas, Kerman → (wycieczka do formacji piaskowych Kaluts; przez Shahdad), Kerman → (Mahan, Rayen, Bam), Kerman, Yazd, Tabas → (oaza Ezmirghan), Tabas, Mashhad, Teheran → (lot do Konstantynopolu).

dsc_0228

Wstęp

Moją wyprawę po Iranie planowałem już od 2010 roku lecz nie wcieliłem jej w życie aż do 2013. Iran jest bardzo ciekawym, dużym krajem o kilkutysiącletniej kulturze i dlatego przejechanie go dookoła i zobaczenie bardzo wielu interesujących miejsc zajeło mi aż 1.5 miesiąca. Jeśli chodzi o stereotypy czyli o brodatych muzułmanów z bombą za koszulą oraz kobiet zawiniętych w czarne szmaty to jest to raczej wyjątek niż reguła. Iran jest krajem bogatym w sztukę, starą kulturę i architekturę oraz posiada piekną przyrodę, a sami Persowie są nastawieni bardzo dobrze do Białych turystów. W miejscach takich jak Qom czy Mashhad gdzie znajdują się największe kompleksy świątynne można zobaczyć obłęd lecz dostrzegłem wśród ludzi uśmiech na mój widok. Naród irański zasługuje na szacunek.

Z drugiej strony nadal podtrzymuję swoje daleko posunięte, szlachetnie prawicowe poglądy i uważam że Iran jest wspaniałym krajem lecz tylko tak długo jak zostanie on w Iranie. Piękno polega przecież na różnicach między krajami a nie na importowaniu całego świata do Europy. Iran udowadnia swą atrakcyjność w ciekawy, przygodowy sposób.

Rzeczy charakterystyczne dla Iranu

  • Ludzie mają bardzo dobre nastawienie do turystów.
  • Jajecznicę zawsze podają z sosem pomidorowym co po jakimś czasie może się znudzić i wówczas należy dawać dokładne instrukcje że za sos już dziękujemy.
  • Herbata z cukrem? Tak, lecz inaczej niż u nas. W Iranie wkładają kostkę cukru między zęby i wlewają herbatę do buzi przez kostkę cukru.
  • Iran jest oficjalnie Republiką Islamską lecz są rodziny mniej i bardziej konserwatywne. Niektóre kobiety zakrywają się w czarne prześcieradła a inne noszą małe husty do połowy głowy i podwijają rękawy przed łokcie. W ten sposób patrzą na policję religijną i sprawdzają jak daleko mogą posunąć swą wolność. Dziewczyny z hustami do połowy głowy nazywam „gumisiami”.
  • Zdawałoby się że w Republice Islamskiej kobiety pasują do stereotypu służącej i poddanej. Nic bardziej złudnego. Kobiety robią awantury mężom i lepiej z nimi nie zadzierać bo mogą szybko wziąć rozwód i zabrać dzieci. Poza tym irańskie kobiety są bardzo wyzwolone. Zdarzało mi się że jedna mrugała do mnie jadąc na motorowerze, inna przeprowadziła ze mną rozmowę o seksie na ulicy i o tym że chce abym jej przywiózł wibrator a inna złapała mnie za „delikatną” część ciała w ciemnej ulicy. Zmieniłem zdanie – Iran jest po części niebezpieczny. Zabrałem też parę z nich do kawiarni co sprawiło że wszyscy się na nas gapili.

dsc_1385

  • Patrząc na niektóre kraje arabskie widzę „zombie” które zabiją w imię islamu. W Iranie rozmawiałem z wieloma młodymi ludźmi którzy palili papierosy przed meczetem i otwarcie mówili „pieprzyć islam” i „pieprzyć Chomeiniego”. Wielu Irańczyków nie chce islamu, oni chcą tańczyć i chcą się napić piwa.
  • W Iranie nie ma problemu z transportem dlatego że każdy samochód jest potencjalną taksówką.
  • Najpopularniejszym samochodem w Iranie jest francuski Peugeot 405, który z uwagi na swoje wysłużone lata nie zawsze ma silnik Peugeota. Mimo to karoseria robi wrażenie na Paniach.
  • Irańczycy lubią rozmawiać z turystami nawet jeśli mówią tylko w języku perskim. W Kerman wszyscy chcieli mi powiedzieć „hello”.
  • Z tego co zauważyłem Irańczycy uważają Arabów za podludzi. No cóż, byłem we Francji, Holandii i Skandynawii więc doskonale ich rozumiem. Nazwanie Persa Arabem jest ogromną obrazą.
  • Odniosłem wrażenie że nienawiść do Ameryki jest elementem pop-kultury natomiast Izrael przyprawia wszystkich o mdłości dlatego Irańczycy nawet nie lubią o tym kraju rozmawiać. Wszyscy jednak lubią Hitlera z uwagi na jego podejście do żydów.
  • Absolutnym hitem w wyzwolonej wersji perskiego islamu jest „tymczasowe małżeństwo”. Para bierze ślub na ustalony czas, robi sobie dobrze i mówi dowidzenia po ustalonym czasie.
  • Muzułmańska ciemnota ze wszelkiego Arabistanu, Pakistanu i innych ekstremalnych krajów pali kościoły i prześladuje chrześcijan. W Iranie jednak chrześcijanie mają się dobrze a kilka kościołów ze swoimi pięknymi freskami należy do bogactwa kultury światowej UNESCO.
  • Cenzura w Iranie jest do tego stopnia okropna że wiele stron internetowych nie działa, łącznie z moją. Na szczęście Irańczycy obchodzą cenzurę.
  • Perskie jedzenie jest bardzo smaczne lecz Irańczycy sami sobie strzelają w stopę popularyzując hamburgery w amerykańskim stylu.
  • W Iranie obowiązuje cena Białego człowieka we wszystkich muzeach i centrach turystycznych.

  • Choć w Islamskiej Republice Iranu pierwsze skrzypce gra islam szyicki to bardzo ciekawą i wymagającą głębszego poznania jest starożytna religia/filozofia antycznej Persji zwana zaroastryzmem. Polecam świątynię w mieście Yazd i w górach Chak Chak choć ja widziałem też bardzo efektowną w Baku w Azerbejdżanie.
  • Zwłaszcza w Teheranie widziałem wiele kobiet z plastrami na nosach. Otóż Iran jest popularnym krajem operacji plastycznych i specjalizuje się właśnie w nosach. Gdy operacje te wykonywane są w Europie kobiety ukrywają się z tym, natomiast w Iranie chodzą w zabandażowanymi nosami jakby szczyciły się że stać je było na operacje.
  • Przy okazji chciałbym też wspomnieć o naiwnej bajce dla dzieci opowiadanej przez Amerykę o nazwie „oś zła” oraz o rzekomym zagrożeniu dla świata ze strony Iranu. Otóż spojrzałem na mapę baz wojskowych USA na Bliskim Wschodzie i okazało się, że Ameryka ma ponad 40 takich baz wokół Iranu. Do tego USA ma też flotę wojenną w Zatoce Perskiej przenoszącą głowice jądrowe, jest też baza militarna Izrael oraz walcząca o dominację w regionie Arabia Saudyjska, która chciałaby aby Iran był zniszczony. Tymczasem nie biorąc po uwagę wątpliwych sojuszników Iranu oraz fałszywej propagandy według strony Global Fire Power Iran jest na 23 miejscu pod względem siły ognia na świecie. Iran nie ma więc możliwości aby zagrozić Zachodowi a wystrzelenie broni atomowej automatycznie uruchamia tą samą broń z drugiej strony co byłoby samobójstwem dla Iranu. Biorąc więc pod uwagę te wszystkie fakty zastanówmy się kto tu jest prawdziwym zagrożeniem dla kogo? Zastanówmy się też dlaczego Pakistan nie był powstrzymany przed osiągnięciem siły jądrowej? Dlatego, że Pakistan nie jest problemem dla Izraela….ale może kiedyś być.

Oczami podróżnika Iran jest wielką przygodą lecz interesując się głębiej kraj ten jest ogarnięty reżimem co wyjdzie wielokrotnie w mojej relacji z wyprawy. Iran jest bogatym doświadczeniem lecz sny się tu nie często spełniają a poczucie wolności jest jak socjalizm, w którym bieda dzielona jest po równo. W Iranie więc wszyscy są „równi”. Nie chcę też aby ktoś pomyślał że reżim jest tylko w Iranie gdyż moim zdaniem nie ma na świecie ani jednego wolnego kraju. Mnie bardziej interesuje skrajnie lewicowy, ultra-liberalny reżim Unii Europejskiej, a ten który jest w Iranie to sprawa Irańczyków.

Norduz

(Moje wrażenia z tej szczególnej granicy)

Z granicy ormiańskiej szedłem około kilometra poprzez teren „ozdobiony” w druty kolczaste i wieże wartownicze. Podczas gdy każda inna granica na Kaukazie i wszędzie indziej w Azji wyglądała na spokojną, granica irańska sprawiała wrażenie przygotowanej do wojny. Byli tu uzbrojeni żołnierze którzy parę razy podczas mojej drogi sprawdzali mój paszport, choć pewnie tylko z ciekawości. Inni natomiast dawali mi przenikliwe spojrzenia które sprawiły że czułem się jak agent CIA w przebraniu. Granica ormiańsko – irańska oferuje też piękne, górskie widoki co zapewnia dobrą ochronę przed atakiem lądowym choć z drugiej strony także skuteczną ochronę dla nacierających helikopterów. Przez granicę płynie też płytka rzeka na której jest most. Po około pół godziny uroczych widoków, z płucami czystego powietrza dotarłem do betonowej bryły na której zobaczyłem plakaty przedstawiające takich dżentlemenów jak Khomeini oraz Khameni. Znajdowało się tu przejście graniczne gdzie Pan w okienku uśmiechnął się do mnie w profesjonalny, wyuczony sposób, dokładnie przejrzał mój paszport a potem zaczął zadawać pytania. Przede wszystkim dlaczego zdecydowałem się przyjechać do Iranu, co chcę tu zobaczyć i czy byłem w Izraelu. Następnie mój paszport obejrzały jeszcze trzy osoby i po 20 minutowym przesłuchaniu i po prześwietleniu mojego plecaka usłyszałem „Welcome to Iran”.

Po wszystkim usiadłem i odbyłem rozmowę z taksówkarzem na temat transportu.

Szkoda że nie można wysłać pocztówki z Norduz. Coś w stylu „Norduz – górzysta granica gdzie Khomeini rozwinął drut kolczasty w imię Allaha”.

Transport z Norduz do Jolfy

Z granicy Norduz nie ma autobusów dlatego taksówka lub osioł jest jedyną opcją. Jeśli chodzi o transport to przez 40km nie widziałem żadnych samochodów. Jolfa leży na drodze do granicy z azerską enklawą Naxcivan dlatego w końcowej fazie podróży widziałem parę ciężarówek. Na marginesie, Naxcivan jest w stanie przetrwać z powodu małej granicy z Turcją i Iranem.

Podróż trwała około 40 minut a opłata za całą taksówkę kosztowała $12. Na szczęście był inny pasażer z którym podzieliłem koszty.

Jolfa

Jolfa jest małym miasteczkiem na północy Iranu leżącym blisko enklawy azerskiej Naxcivan. Nie miałem zamiaru tu przyjeżdżać lecz granicę przekroczyłem późno i dlatego musiałem tu spędzić noc. Szybko znalazłem też kiepski, tani hotel gdzie za łóżko w pokoju dwuosobowym zapłaciłem 150.000 rial. Jolfa było moim pierwszym wrażeniem Iranu pomimo że nie ma tu niczego ciekawego do zobaczenia. Mimo to dla mnie okazało się to bardzo ciekawe miejsce, nawet ekscytujące z uwagi że byłem w nowym kraju. Ludzi pytali skąd jestem a poza tym uścisnąłem też kilka dłoni i poszedłem na shish kebab którego w Iranie jest mnóstwo. W Jolfie znajduje się kilka sklepów z owocami na wystawach ze znudzonymi swą pracą sprzedawcami, którzy pewnie całe życie spędzili w sklepie. Jest też zielone rondo z fontanną i parę bazarów.

Będąc tutaj po raz pierwszy zapoznałem się z opinią Irańczyków na temat ich nowego prezydenta. Mimo że prezydent Rouhani piastował w tamtym czasie urząd od zaledwie 3 miesięcy wszyscy go uznali za dobrego przywódcę jednocześnie nie lubiąc Ahmadinejada. Nie potrafili zrozumieć że na ocenę nowego prezydenta było w tamtym czasie jeszcze za wsześnie.

Zawsze będę miło wspominał Jolfę.

Transport z Jolfy do Tabriz przez dolinę Aras i katedrę Stephanos

Sam transport z dworca autobusowego jest tani lecz ja chciałem zobaczyć coć jeszcze w tym regionie a biorąc pod uwagę że miałem pasażera taksówki z Japonii mogłem podzielić koszty. Trasport poprzez malowniczą dolinę oraz rzekę Aras, godzinne czekanie przed katedrą a następnie transport do Tabriz Peugeotem 405 kosztował nas $25 po połowie i zajął 1.5h.

Monastera św. Stefana jest monasterą ormiańską, która została zbudowana w IX wieku i znajduje się 15km od miasta Jolfa. Pomimo że budowa zaczęła się w IX wieku, monastera ta była zniszczona przez trzęsienie ziemi a potem była budowana aż do XII wieku mieszając style, między innymi: rzymski oraz grecki. Oprócz samego obiektu sakralnego o ogromnej wartości historycznej należy dodać że monastera ta jest otoczona murami obronnymi oraz jest także otoczona przez góry, co przez wieki dawało jej bezpieczeństwo. Cały obiekt jest zbudowany na prostokątnym placu z czego po dwóch rogach znajdują się grube wieże. Kościół ma elementy charakterystyczne dla monastyr ormiańskich. Do wejścia prowadzi wąski korytarz lecz same kościoły robią wrażenie także od zewnątrz z powodu rzeźbionych płaskorzeźb Maryji i Jezusa oraz licznych wzorów. Monastera Stephanos leży na granicy azersko irańskiej i jest wspaniałym przykładem naszej chrześcijańskiej sztuki. Obiekt ten należy też do dziedzictwa kultury światowej UNESCO i jako dumny katolik przyznam że obecność tego kościoła w dalekim Iranie sprawiła mi wiele przyjemności. Będąc tutaj radzę przejść dookoła monastery i wspiąć się na góry aby mieć lepszy widok.

Iran – monastera św. Stefana.

Tabriz

Tabriz jest piątym najbardziej zaludnionym miastem Iranu oraz historyczną stolicą Azerbejdżanu i obecną stolicą Wschodniej Prowincji Azerbejdżanu. Co ciekawe pierwszym językiem w Tabriz nie jest perski ale azerski gdyż większość Azerów mieszka nie w Azerbejdżanie ale w płn-wsch Iranie. Wedle oficjalnych źródeł Azerowie z Tabriz są dobrze zintegrowani z Iranem, z jego polityką, kulturą i literaturą choć moim zdaniem miasto to nie do końca jest Iranem. Definitywnie znajduje się tu wiele obiektów typowo perskich a także kilka kościołów lecz ludzie ci to Azerowie o tureckich korzeniach udających Persów. Bez względu na to Tabriz jest interesującym wstępem do Iranu oraz posiada bardzo dobry, tradycyjny bazar który został wpisany na listę UNESCO w 2010 roku. Tabriz jest także bardzo ważny dla ekonomii i edukacji Iranu gdyż znajduje się tam fabryka samochodów oraz części do nich, jest to ważne miasto inwestycji zagranicznych, drugi uniwersytet w Iranie, ważny ośrodek przemysłowy oraz co dziwne, przy tym wszystkim jednocześnie najzdrowsze miasto Iranu.

Zazwyczaj Tabriz pełni funkcję pierwszego wrażenia Iranu gdyż to właśnie tutaj przyjeżdżają autobusy z Turcji. Kierowca wysadził mnie w centrum i po krótkim spacerze dotarłem do hotelu Bargh, któremu bardzo daleko było do luksusowego a i tam przepłaciłem bo kosztował mnie on aż 250.000 Rial za noc. Wspominając wszystkie azjatyckie dziury przez które się przewinąłem zastanawiam się czasem czy jest możliwość klasyfikacji hoteli od zera gwiazdek w dół, bo jeśli jest to ja na pewno tam byłem. W Tabriz spędziłem dużo czasu na starym bazarze oraz na obserwacji ludzi i spacerujących kobiet owiniętych w czarne prześcieradła jak obolały palec. Niektóre z nich, młode dziewczyny uśmiechały się do mnie lecz te były zazwyczaj ubrane bardziej po europejsku a do tego miały chusty do połowy głowy i rękawy do połowy łokci. Jest to więc jasny sygnał że wiele kobiet w Iranie ubiera się w posób satysfakcjonujący muzułmańskie prawo jednocześnie mu kompletnie zaprzeczając. W Tabriz spędziłem dwa dni i na początku chodziłem tylko po mieście. Byłem na bazarze warzywnym, w sklepie militarnym, u ulicznego szewca i oczywiście w knajpie gdzie podawano shish kebaby z ryżem. Ludzie byli zawsze nastawieni do mnie bardzo dobrze, ci którzy potrafili mówić po angielsku zawsze byli chętni do rozmowy i przyznam że Iran od razu przypadł mi do gustu. Wyjątkiem był tylko fakt że na spacer po mieście wybrałem się w krótkich spodenkach i jedni ludzie zwracali mi uwagę i wytykali mnie palcami a inni śmiali się ze mnie. Zdawałem sobie sprawę że noszenie krótkich spodenek to nieznany zwyczaj w Iranie lecz chciałem też sprawdzić reakcję.

Spośród wielu miejsc które zobaczyłem, poruszając się poprzez stragany pełne daktyli, egzotycznych owoców i przypraw bardzo interesujące było Muzeum Azerbejdżanu. Na pierwszym piętrze były monety, płaskorzeźby, przybory codziennego użytku, naczynia, biżuteria oraz miedziany hełm, który miał 3000 lat. Wrażenie zrobiły na mnie też kamienne płaskorzeźby w kształcie damskich torebek oraz szkatuły na biżuterię. W piwnicy znajduje się ekspozycja która należy do moich ulubionych. Jest to zbiór ogromnych rzeźb stanowiących wyobrażenie przeznaczenia ludzi w XX wieku. W tej części muzeum spędziłem najwięcej czasu i zrobiłem najwięcej zdjęć. Rzeźby te są imponujące gdyż docierają do głębi ludzkich uczuć. Muzeum Azerbejdżanu to muzeum historyczno-archeologiczne i stanowi ono duży dorobek azerskiej kultury.

Byłem także w Niebieskim Meczecie zbudowanym w 1465 roku lecz także doszczętnie niszczonym przez trzęsienia ziemi. Od czasu gdy meczet ten został skończony następnie zajęło budowniczym aż 25 lat aby pokryć cały, ogromny budynek niebieskimi kafelkami. Dziś obiekt ten składa się na duży meczet ze swoimi dwiema kopułami oraz ogromnymi, kamiennymi bramami mimo że występują już tylko śladowe ilości niebieskich kafelków. Ceglana konstrukcja została zbudowana na nowo w 1951 roku i jest ona w kolorze pustyni, choć „niebieska” nazwa meczetu została. W tym samym miejscu znajduje się także park, plac na którym młodzi ludzie grają w piłkę a także korytarz z jednej strony pokryty stylowymi łukami. Młode pary spotykają się tu na czułe chwile z dala od religijnej policji. Od wewnątrz meczet ten jest także efektowny i posiada dużo niebieskiego oraz liczne ozdoby i dywany na podłodze. Będąc na zewnątrz i patrząc na zachodzące słońce spotkałem studentów, którzy mówili po angielsku i skarżyli mi się na islam. Mówili jak bardzo mieli dość muzułmańskiego reżimu i abym nie wierzył w propagandę nienawiści w stosunku do Iranu.

Innym obiektem był Arg-e Tabriz czyli ogromny betonowy łuk w muzułmańskim stylu, którego podstawy sięgają XIV wieku. Kiedyś miejsce to służyło do wykonywania egzekucji a dziś koło niego stoi nowo budowany meczet Mosallah, czyli kolejny wielki obiekt który mógłby na przykład zostać szpitalem lub szkołą zamiast kolejnego meczetu. Spośród wielu zabytków, starych ulic oraz także trzech kościołów najbardziej interesującym miejscem jest bazar. Ten tradycyjny bazar którego budowa zaczęła się w XV wieku jest mozaikowym labirytnem wielu barw, smaków, przypraw i oczywiście dywanów i zajmuje on powierzchnię 7km², ma 24 osobne caravanserai oraz 22 ogromne, zdobione komnaty zakończone kopułami. Wejście do bazaru jest większą przygodą niż muzea gdyż jego architektura oraz sama kultura bazaru są głęboko zakorzenione w kulturze perskiej od tysięcy lat. Każdy turysta odkrywa labirynty bazaru na własną rękę a przechodząc z części warzywnej, poprzez przyprawy do ogromnej sekcji dywanów czujemy że jesteśmy w innym świecie. Właśnie tradycyjny perski bazar jest między innymi tym co pozostało z antycznej Persji i jest to powiew świeżości w porównaniu z republiką islamską. Każdy zakątek bazaru ma swoją opowieść i każdy jest dziełem sztuki. W jednym z 22 komnat można się napić perskiej herbaty siedząc na perskim dywanie i obserwując misternie ułożoną mozaikę na ścianach biegnących do szczytu zakończonego zdobioną kopułą. Poza tym można tu kupić biżuterię, buty, miedziane garnki, naturalne lekarstwa i lecznicze herbaty. Możemy więc powiedzieć że tradycyjny perski bazar jest osobnym miastem w mieście. Dodam że niedaleko głównego wejścia znajduje się biuro turystyczne gdzie pracuje dobrze poinformowany i mówiący biegle po angielsku człowiek.

W Tabriz jest także wiele innych muzeów i obiektów które można by zobaczyć i jedne są mniej a inne bardziej interesujące. Miejsca które z radością ominąłem to na przykład Muzeum Koranu, Mauzoleum Poetów oraz Uniwersytet Sztuki Islamskiej choć w celu podbudowania swojego chrześcijańskiego ducha polecam kościoły. Blisko bazaru znajduje się kościół św. Marii z XII wieku o którym pisał sam Marco Polo. Jeśli ktoś ma czas i ochotę polecam także wycieczkę 8km za Tabriz do Parku Elgoli, który ze swoim stawem oraz pałacem z czasów Qajar jest popularnym miejscem na wypoczynek.

Wracając wieczorem do hotelu miałem jeszcze przyjemność porozmawiać z policjantem, który zadał mi mnóstwo pytań na temat tego co myślę o Iranie oraz przypomniał że chodzenie w krótkich spodenkach nie jest tu w zwyczaju.

Tabriz jest bardzo ciekawym miastem pierwszego wrażenia Iranu, które najbardziej polecam.

Kandovan

Wycieczka do Kandovan jest tą, której nie należy omijać będąc w Tabriz. Kandovan jest wioską wykutą w skałach przypominających wafle do lodów i mogącą się poszczycić tradycyjnym życiem ludzi. Można tu zobaczyć ludzi ubranych w tradycyjne stroje, ośli zaprzęg, pamiątki wyrabiane na miejscu takie jak naczynia gliniane czy dywany z sierści wielbłąda. Miasteczko to jest odpowiednikiem tureckiej Kapadocji lub ormiańskiego Goris dlatego że we wszystkich tych miastach są tak samo spiczasto zakończone skały przerobione na pokoje. Naturalna architektura Kandovan znajduje się na kilku kondygnacjach i do każdego z pięter prowadzą wąskie schody. W niektórych skałach znajdują się mieszkania a w innych sklepy, choć ceny w tym turystycznym miasteczku nie są przyjemne. Z góry Kandovan widać spiczaste dachy, wspinających się turystów i miejscowych, rzekę w dole, liczne herbaciarnie oraz Mt Sahand (3707m n.p.m.). Aby muzułmańskiej propagandy stało się zadość oprócz osiołków i pamiątek na jednej ze ścian są także namalowane podobizny Chomeiniego i Chameniego. Ludzie byli nastawieni biznesowo i przyjaźnie. Kupiłem tutaj używany dywan z sierści wielbłąda za małe pieniądze, pewnie dlatego że sok który pił sprzedawca był mocno sfermentowany.

dsc_2029

Kandovan.

Ja zobaczyłem Kandovan w cztery godziny mimo że jedna lub dwie wystarczą w zupełności. Z Tabriz wziąłem taksówkę w obie strony za co zapłaciłem 500.000 Rial co oznacza że bardzo przepłaciłem gdyż tej samej nocy chciałem zdążyć na dworzec autobusowy w Tabriz aby dostać się nocnym autobusem do nowego miejsca. Zazwyczaj dzielona taksówka z Tabriz kosztuje około 100-125.000 od osoby lecz ja byłem sam dlatego wykupiłem wszystkie miejsca. Tanim sposobem jest wzięcie minibusa z centrum Tabriz za około 3000 Rial (1h) do Oksu a następne 25km do Kandovan przejechać dzieloną taksówką za około 40-50.000 Rial plus około 15-20.000 za godzinę czekania. Ceny które podałem z Oksu są w obie strony lecz niestety ostatni transport z Oksu do Tabriz jest około 6 wieczorem. Pozostaje jeszcze autostop.

Jeśli ktoś chce zostać na noc w Kandovan aby zobaczyć także przyrodę dookoła i wzbogacić się kulturowo należy albo zapytać o tanie lokum w którymś ze sklepów lub herbaciarni albo rozłożyć namiot za miasteczkiem co bardzo polecam.

Transport z Tabriz do Rasht

Około 10 wieczorem wsiadłem do nocnego autobusu do Rasht za 150.000 Rial, pod koniec swojej trasy jadąc także przez irańskie wybrzeże Morza Kaspijskiego (Bandar-e Azali). Niestety moje ostatnie wrażenia były tak męczące że zasnąłem w autobusie i obudziłem się dopiero 45km za Rasht. Wyszedłem więc na drogę i próbowałem zatrzymać autostop, tym bardziej że była to moja jedyna opcja na znalezienie jakiegokolwiek transportu. Zdawałem sobie sprawę, że widok Białego turysty na irańskiej trasie szybkiego ruchu można porównać do widoku dwugłowego jednorożca dlatego ci którzy nie chcieli się zatrzymać przynajmniej zwalniali aby na mnie popatrzeć. W końcu ktoś się zatrzymał i podwiózł mnie na przedmieścia za Rasht a potem także do placu Shohaday Gomnam skąd odjeżdżały bardzo mocno wysłużone autobusy do Fuman. Niestety po dojechaniu na miejsce prawie pobiłem się kierowcą o pieniądze aż przybiegło około 20 Irańczyków. W końcu zapłaciłem 150tys rial i rozstaliśmy się w pokoju.

Rasht

(Moja przygoda w mieście w którym nie miało mnie być)

Miasto Rasht nie zapiera dechu w piersiach i nie jest ono celem turystów. Rasht jest stolicą prowincji Gilan i moim zdaniem jest to duże, głośne i nieinteresujące miasto. Pojechałem tu jednak aby dostać się stąd do wioski Masuleh, która jest znanym celem turystów z Iranu a teraz także i z Polski. Gdy dotarłem do Rasht zdałem sobie sprawę że kończyły mi się pieniądze dlatego zanim ruszyłem w dalszą drogę najpierw musiałem załatwić tę niezbędną sprawę. Poszedłem ulicami Rasht w poszukiwaniu banku Milli lecz gdy go w końcu znalazłem nie wymieniali tam pieniędzy gdyż nie był to oddział główny. Szef banku był na tyle miły że zamówił mi taksówkę i zapłacił kierowcy 20.000 Rial aby ten podwiózł mnie do centrum Rasht do głównego oddziału Milli. Tam jednak przypomniałem sobie że kurs bankowy jest bardzo nieopłacalny gdyż tego dnia kurs był mniejszy o około 6000 Rial za dolara więc przy wymianie $100 była to kwota, której strata wprawiłaby mnie w zły nastrój. Całe szczęście że miałem mapę na której były też zaznaczone wszystkie prywatne kantory oferujące wyższe kursy.

dsc_2076

Miałem szczęście gdyż 10 minut spacerem od banku znajdował się kantor z kursem który wprawił mnie już w dobry humor. Nie pamiętam jego nazwy lecz pamiętam że w kasie pracowała dziewczyna z ponętnymi ustami lecz niestety z głową owiniętą jak ofiara wypadku samochodowego. Następnie już spokojniejszy wsiadłem do jednej z wielu dzielonych, żółtych taksówek oraz okrężną drogą, czując się jak w filmie „Lost in translation” dojechałem do skrzyżowania którego nigdy nie widziałem. Na szczęście następna taksówka dowiozła mnie wprost do dworca Shohadad Gomnam i przyznam że nigdy się nie spodziewałem że widok tej paskudnej, brudnej dziury sprawi mi tak wielką przyjemność. W knajpie ostatniej kategorii dla ludzi i pierwszej dla szczurów zjadłem shish-kebaba i popiłem herbatą a potem wsiadłem do zardzewiałego autobusu jadącego do Fuman.

Wszystko więc wyszło mi dobrze lecz byłoby lepiej gdybym najpierw nie zaspał a potem gdybym miał pieniądze.

Transport z Rasht do Masuleh

Najpierw z dworca Shohadad Gomnam pojechałem do małego miasta Fuman (40 minut, 40.000 rial) a potem dołączyła do mnie irańska rodzina z którą przeszedłem do postoju autobusowego około 1km. Z Fuman dostałem się autobusem do Masuleh (0.5h, 15.000 Rial).

Masuleh

Masuleh to bardzo popularna wioska górska mająca przynajmniej 1000 lat. Masuleh to miasteczko turystyczne w górach gdzie gliniane domy są zbudowane jeden na drugim i są ściśnięte w taki sposób, że dach jednego domu stanowi przejście do innego lub taras widokowy. Znajduje się tu mnóstwo małych sklepów z pamiątkami, z lokalnymi słodyczami, herbaciarniami i małymi restauracjami. Ulice natomiast są tak wąskie, że przy natłoku turystów ledwo można przejść a ceny są tutaj bardzo zawyżone. Wiele razy wchodziłem na górę a potem schodziłem na dół i za każdym razem poświęcałem swojej uwadze coś innego, podobnie jak ludzie w Masuleh zwracali uwagę na mnie. Wielu też chciało ze mną porozmawiać o Europie i stosunkach z Ameryką lecz jakość nikt nie chciał rozmawiać o Izraelu gdyż samo to słowo Irańczyków obrzydza. Na uwagę zasługują dwa muzea w Masuleh oraz bardzo stary meczet z dwoma niewysokimi minaretami. Pomimo że samo miasteczko można zobaczyć w jedną lub dwie godziny ja zostałem tutaj na noc aby lepiej ogarnąć Masuleh. Najpierw chciałem znaleźć miejsce w hotelu lecz jeden był bardzo drogi a drugi był już pełen co w sezonie często się zdarza. Ci sami Irańczyńczycy z którymi przyjechałem pomogali mi znaleźć miejsce lecz pewne już było że tę noc spędzę w namiocie. Oprócz interesującej architektury oraz bardzo oryginalnego charakteru Masuleh ta piękna wioska jest otoczona szlakami górskimi i polami herbaty i dla wielu Irańczyków jest to miejsce do którego uciekają z miasta. Noc spędziłem w namiocie w górach a rano umyłem się w rzece.

Przed wyjazdem miałem też miłe spotkanie z dwiema Polkami, które studiowały iranistykę i już nie pierwszy raz podróżowały po Iranie. Polewały mi herbatę i były miłe.

Uważam że Masuleh jest miejscem do którego na pewno warto przyjechać mimo że sam dojazd nie jest łatwy.

Widok na Masuleh.

Transport z Masuleh do Qazvin

Po porannej herbacie i małej kąpieli w rzece zwinąłem swój namiot, odebrałem plecak i akurat miałem szczęście gdyż na postoju autobusów zobaczyłem dzieloną taksówkę. Brakowało jednego pasażera do odjazdu więc chętnie zapłaciłem 25.000 Rial i po około 20 minutach byłem w centrum Fuman. Następnie pasażer dzielonej taksówki zrobił mi uprzejmość gdyż podwiózł mnie parę kilometrów na tragiczny dworzec autobusowy. Wszyscy czekaliśmy z nadzieją że wyjedziemy z Fuman i miałem szczęście gdyż w ciągu 2h przyjechał autobus jadący do Teheranu. Było w nim tylko 7 wolnych miejsc lecz Pani z zakrytą głową była tak miła że sprzedała jeden z biletów turyście z Europy. Zapłaciłem 150.000 Rial a w cenę biletu był ten wliczony mały poczęstunek. Przyznam że autobus także był bardzo dobry. Zauważyłem także że gdziekolwiek nie byłem w Iranie ludzie patrzyli na mnie ze zdziwieniem, jakby chcieli mnie zapytać dlaczego akurat przyjechałem do Iranu, do kraju który cierpi z powodu syjonistycznej propagandy nienawiści. Jedna Pani, która nie znała angielskiego chciała nawiązać kontakt więc dała mi jabłko. Po dwóch godzinach jazdy kierowca wysadził mnie na drodze niedaleko Qazvin skąd wziąłem autobus do miasta, do hotelu Buali.

Qazvin

(Wielka pomyłka paszportowa i sprawa na policji czyli kompletny chaos irańskiej administracji oraz o tym jak policja wzięła mnie za szpiega.)

Qazvin nie jest centrum turystycznym choć mimo to posiada kilka zabytków które są w stanie ciekawie wypełnić jeden cały dzień. Dla większości podróżników, w tym dla mnie była to baza wypadowa do Zamków Zabójców i Doliny Alamut. Na początku zamierzałem tu spędzić tylko jedną noc a następnego dnia pojechać na wycieczkę lecz los skomplikował mi życie. Najpierw z powodu głupiego recepjonisty hotelowego a potem z powodu policjanta, który też popełnił błąd.

Po dojechaniu do najtańszego hotelu o nazwie Buali za 150.000 Rial za noc recepjonista stwierdził że moja wiza jest już nieważna choć miałem pewność że było wręcz przeciwnie. Konsulat Iranu wydał wizę gdzie wszystko było napisane po persku także nie mogłem udowodnić że miałem rację. Najpierw recepjonista wyprosił mnie z hotelu gdyż byłem w Iranie „nielegalnie” a potem pozwolił mi spędzić jedną noc. W hotelach w Iranie jest zwyczaj że należy koniecznie zostawić paszport w recepcji więc w tym przypadku nie byłem pewien czy w nocy zapuka do mnie policja. Tego samego wieczora miałem już dość wrażeń dlatego poszedłem na pyszną perską kolacją.

dsc_0147

Ruch uliczny w Qazvin.

Podano mi ryż z masłem, shish-kebaba oraz liczne warzywa i herbatę. Nie wiem czy za całość zapłaciłem jedyne 70.000 Rial czyli około $2. Perskie jedzenie w tej nieturystycznej, zwykłej knajpie było wspaniałe i bardzo tanie. Po małych zakupach w sąsiednim sklepie poszedłem do mojego taniego lecz przyjemnego hotelu Buali. Recepcjonista poczęstował mnie zimnym spojrzeniem gdyż byłem w Iranie „nielegalnie” choć z drugiej strony nie chciałem mu tłumaczyć czegoś czego i tak nie był w stanie zrozumieć. Chciałem się tylko zrelaksować i iść spać. Nazajutrz powiedziano mi w recepcji że mój paszport został zabrany przez policję lecz na szczęście policjant zostawił notkę w języku farsi że jest on do odebrania po wyjaśnieniu sprawy na posterunku policji. Policjant więc sprawdził moją wizę i też stwierdził że była ona nieważna dlatego że tak podpowiedział mu recepjonista. To był właśnie czas gdy prawdziwe problemy dopiero się zaczęły i to nie z powodu paszportu lecz dlatego że nikt z administracji na policji nie mówił po angielsku. Pomyślałem że na policję nie ma co iść bez tłumacza dlatego że będzie to rozmowa bez sensu. Wpadłem więc na pomysł aby wbrew zaleceniom recepcjonisty pójść najpierw do biura turystycznego dlatego że tam musiałbyć ktoś kto mówił po angielsku. Pozatym stałem się szybko sławny w okolicy gdyż po wyjściu z hotelu sklepikarze już mnie znali i wskazywali mi drogę na policję. Jeden nawet chciał mnie nawet tam podwieźć za darmo. Jasne więc było dla mnie że w Iranie nie ma tajemnic a każdy sklepikarz, taksówkarz i recepjonista hotelowy to bezpłatny szpieg, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wywiad środowiskowy w Iranie to spełnienie marzeń każdego policjanta. Gdy dotarłem do biura turystycznego, które znajduje się koło historycznej bramy Rah Kushk zdałem sobie sprawę, że niestety angielski pracujących tam kobiet był bardzo ograniczony. Musiałem więc poczekać na mężczyznę który mówił po angielsku i obiecał że mi pomoże. Najpierw poszlismy spytać o radę w ministerstwie do spraw cudzoziemców lecz był to stracony czas a urzędnik był do tego pedałem i niestety plaga ta szerzy się na całym świecie. Pojechaliśmy więc taksówką na policję i tam okazało się że mieli mój paszport lecz że wiza była nieważna oni i tak mogli mi ją wydłużyć gdyż w Iranie tak to wygląda. Poszliśmy do banku, wpłaciłem około 300.000 rial za nową wizę, następnie pojechaliśmy do fotografa za 60.000 Rial gdyż zabrakło mi zdjęć a w końcu znowu na posterunek policji. Była jednak przerwa na obiad dlatego musieliśmy poczekać pół godziny. Gdy w końcu otworzyli wielką żelazną bramę wprowadzili podejrzanych w kajdankach, potem weszli uchodźcy z Afganistanu, którzy też byli nielegalnie a pomiędzy nimi ja i mój tłumacz. Gdy policjant zajmujący się moją sprawą dostał potwierdzenie wpłaty obejrzał jeszcze raz mój paszport i stwierdził że jestem jednak w Iranie legalnie gdyż moja wiza była ważna jeszcze przez trzy tygodnie. Moja sprawa była tak wielkim wstydem dla policji że najpierw zadzwonili do hotelu aby powiedzieć recepjoniście że jest głupi a potem po kolei uścisnąłem rękę najwyższych rangą policjantów, którzy spojrzeli mi w oczy, potem na paszport i powiedzieli że skoro już wpłaciłem dadzą mi nową wizę na kolejne 1.5 miesiąca.

dsc_0084

Na wszelki wypadek poprosiłem tłumacza aby dobrze się przyjrzał temu co policjant napisał w moim paszporcie i okazało się że się jednak pomylił gdyż przedłużył mi wizę tylko o tydzień. Policjant więc skrzywił się po raz kolejny, złapał się za głowę i wstawił mi kolejne przedłużenie wizy na kolejny miesiąc. Potem jeszcze sprawdzałem z tłumaczem mój paszport gdyż ani na hotel ani na policję nie mogłem liczyć. Po powrocie do hotelu z paszportem z przedłużoną wizą recepcjonista przepraszał mnie już w progu lecz na nic mi to było gdyż cały mój dzień i poprzedni wieczór były nerwowe….a przecież od początku to ja miałem rację pomimo że nie potrafię czytać języka farsi.

Zdałem sobie wówczas sprawę że w Iranie żaden z urzędników nie wie co do końca robi i nie koncentruje się na swojej pracy a recepjonista był idiotą. Nie mam pojęcia jak Iran działa lecz jeśli kiedyś Ameryka będzie chciała podbić Iran to myślę że mogą to zrobić nie poprzez wojnę militarną ale poprzez wojnę urzędniczą.

Po tym jak już było pewne, że byłem w Iranie legalnie postanowiłem że spędzę w Qazvin jeszcze jeden dzień. Od teraz już na spokojnie chciałem zobaczyć to miasto i spróbować miejscowej kuchni. Wracając z bazaru co zawsze jest dobrym sposobem na obserwację ludzi szedłem z mapą w ręku aby znaleźć obiekt o nazwie Chechel Sotun. Poprosiłem więc o drogę dwie młode kobiety które pomogły mi odnaleźć miejsce którego szukałem lecz uciekły gdy zobaczyły policję. Wystarczyło ich jedno spojrzenie a dziewczyny nie zdążyły się nawet pożegnać. Muzułmański reżim traktuje bardzo podejrzliwie Iranki spacerujące w towarzystwie Białych mężczyzn dlatego że mogą to być albo ich potencjalni kochankowie albo szpiedzy. Doprowadziły mnie jednak do małego parku w centrum Qazvin gdzie znajdował się mały pałac zbudowany w 1510 roku o nazwie Chechel Sotun. W Chechel Sotun znajduje się dziś bardzo interesujące (ku mojemu zdziwieniu) Muzeum Kaligrafii, gdzie za mozaikowymi, wielokolorowymi witrażami znajdują się freski i malowidła oraz gabloty z antyczną kaligrafią perską. Nazwa Chechel Sotun oznacza „40 kolumn” gdyż odnosi się do 20 drewnianych kolumn odbitych w lustrze wody co podwaja ich ilość. Same kaligrafie były dla mnie interesujące pomimo że nie znam perskiego. Pałac Chechel Sotun oraz park polecam także wieczorem gdy jest on oświetlony.

dsc_0133

Niedługo potem poszedłem do Muzeum Qazvin gdzie zobaczyłem wystawy nowoczesnej sztuki oraz wyroby ceramiczne z doliny Alamut. Jak we wszystkich miastach w Iranie nigdzie nie brakuje meczetów, które są moim zdaniem także miejscem spotkań towarzyskich. Jednym z nich jest meczet Jameh, który jest zbudowany na kwadratowym placu, ma wielkie kamienne bramy oraz kopuły i meczety z niebieską mozaiką. Oprócz tego dookoła znajdują się komnaty do których wejścia zdobione są w tradycyjny dla sztuki architektonicznej Iranu sposób. Jest to ogromne, monumentalne miejsce i wieczorem, gdy ja tu przyszedłem była absolutna pustka. W drodze z meczetu zatrzymywałem się na ulicach i jasne było że ludzie szukali ze mną kontaktu. Przed meczetem jest też przyjemny plac z ławkami. Drugi meczet to Al-Nabi, który jest zbudowany w takim samym stylu choć z tą różnicą że do wejścia prowadzi długa ulica w dół. Po środku jest też długa fontanna, która niestety najczęściej jest sucha jak wiór. Innym obiektem jest mały kompleks muzułmański o nazwie Imamzadeh-e Hossein, którego przód został zbudowany w XVI wieku w epoce Qajar i który posiada dużą niebieską kopułę, zdobione filary i lustrzane kafelki. Jak zwykle obiekt ten jest odwiedzany przez kobiety w czarnych prześcieradłach oraz ludzi ogarniętych muzułmańskim nonsensem.

Choć zabytki Qazvin, które zaliczam do obiektów średniej jakości wystarczą aby wypełnić jeden dzień to jednak przyznam że najlepsza jest tu obserwacja miasta, obserwacja ludzi oraz poczucie charakteru miasta. Zdarzyło mi się także że przy pokazie siły policji na ulicach Qazvin robiłem im zdjęcia i co prawda niektórzy policjanci nawet dumnie dla mnie pozowali ale gdy zobaczył to ich dowódca natychmiast mnie okrążyli, po czym musiałem wsiąść do policyjnej ciężarówki i skasować moje zdjęcia. Jeśli chodzi o to miasto to miałem mieszane uczucia. Z jednej strony zdarzyła mi się afera paszportowa, z drugiej miałem problemy z policją z powodu kobiet a później znowu problem z policją z powodu zdjęć. Dobra była jednak knajpa koło mojego taniego hotelu gdzie serwowali wyśmienite perskie jedzenie. Będąc w Qazvin poszedłem też na internet gdzie dowiedziałem się, że wiele stron łącznie z moją jest zablokowanych ze względów politycznych. Irańczycy starają się jakoś żyć gdyż nie mają wyboru lecz pamiętajmy że życie pod islamem jest psychiczną męką. Jeśli ktoś ma czas może zobaczyć Qazvin lecz dla większości jest to ciągle tylko baza wypadowa do Zamków Zabójców i Doliny Alamut. Ja już do Qazvin nie wrócę dlatego że tamtejsza, nader nerwowa policja zna mnie już zbyt dobrze.

Wycieczka do Zamków Zabójców i Doliny Alamut

Ze względu na swoje odosobione piękno, wspaniałe krajobrazy oraz stare zamki Dolina Alamut jest najpopularniejszą wycieczką z Qazvin. Dolina Alamut to obszar pomiędzy Qazvin a Morzem Kaspijskim w samym środku gór Alborz. W XI wieku przywódca odłamu islamu o nazwie Ismaili Hassan Sabbah nawrócił miejscową ludność na swoją wersję islamu i założył waleczną i mrożąca krew w żyłach grupę Hashshashin (Plemię Zabójców). Wraz ze swoimi ludźmi zbudował kilka zamków, które robią wrażenie ze względu na swoje położenie w wyższych, trudno dostępnych partiach gór. W tamtych czasach miało to oczywiście ogromne znaczenie strategiczne natomiast dziś są to obiekty, które rząd irański stara się remontować. Dzięki ogromnemu wkładowi sił w budowę w ciężko dostępnych miejscach grupa Hashshashin odparła wiele ataków lecz w końcu Mongołowie po dowództwem Hulagu Khana zdobyli zamki w 1256 roku. Dziś niestety niewiele pozostało z zamków lecz tak czy inaczej jest to piękne miejsce oferujące turystom wspaniałe pejzaże, poczucie oderwania się od całego świata, interesujące formacje górskie, jeziora, pola ryżowe, palmy i serpentynowe drogi. W obszarze Doliny Alamut znajduje się także kilka małych wsi z bardzo samodzielnymi ludźmi gdyż życie w odosobionym Alamut nie jest łatwe.

Dolinę Alamut można zobaczyć w jeden dzień i z tego co wiem jest to opcja, którą wybiera większość podróżników. Ci którzy mają ochotę na dłuższą wyprawę mogą tu spędzić 3 dni chodząc po górach, jedząc swój prowiant i spać w namiotach. Jestem pewien że byloby to fascynujące przeżycie lecz w grę wchodzi także trudny transport. Podróżnicy, którzy wybiorą opcję kilkudniową będą musieli się uzbroić w cierpliwość. Z tego co wiem są nieregularne, wolne autobusy do wsi Hir przez Razmiyan (65km od Qazvin) oraz także do Mo-Allem Kalayeh (około 90km od Qazvin) lecz rozkład jazdy jest nieprzyjazny turystom. Niestety nie słyszałem aby był autobus do najciekawszego zamku koło Gazor Khan więc ta opcja jest uzależniona od autostopu lub od chciwych taksówkarzy w Mo’Allem Kalayeh . Podróż kilkudniowa to tania, wolna wersja i po drodze niezbędny jest też autostop, choć z drugiej strony myślę że ta opcja daje większą radość i niezależność. Poza tym same autobusy są zabytkami muzealnymi co też jest przygodą.

dsc_0372

Jeśli ktoś jednak chce zobaczyć Dolinę Alamut oraz wszystkie ruiny zamków jednego dnia to niezastąpiona jest taksówka (potocznie zwana „savari”). Żółte Puegeoty 405, zazwyczaj z silnikiem Peugeota choć niekoniecznie, odjeżdżają z placu Qaribqosh w Qazvin, 2 km na wschód od placu Valiasr. Niestety Biała skóra jest symbolem pieniądza a dla przeciętnego Irańczyka mimo że Polak stoi finansowo gorzej niż Niemiec lub Szwajcar to i tak jest bogaty. Gdybym miał towarzystwo około 4 osób to wyprawa ta byłaby super tania lecz sam zapłaciłem magiczną sumę 600.000 Rial (około $15). Musiałem się oczywiście targować lecz bardzo ważne jest aby wytłumaczyć taksówkarzowi krok po kroku jakie miejsca są dla was ważne i gdzie należy poczekać, dlatego że taksówkarz jedzie po swoje pieniądze i nie ważne jest dla niego czy wiezie ludzi czy worek kartofli. Ja zrobiłem dokładny plan mojej wyprawy aby mógł sobie zawsze na niego popatrzeć a na dole była też napisana cena. W ten sposób było bardzo przyjemnie, zobaczyłem wszystko co chciałem a po drodze zabieraliśmy jeszcze miejscowych ludzi.

Moja pierwsza część podróży poprowadziła z Qazvin, poprzez pola ryżowe i Dolinę Shahrud do Razmiyan. Razmiyan to mała wieś gdzie nie ma nic interesującego, chyba że szukamy taksówki na kolejną część podróży. Ponadto Razmiyan leży w bliskiej odległości od ruin pierwszego zamku o nazwie Lamiasar. Kierowca wysadził mnie na krętej, górskiej drodze przy tablicy Lamiasar, po czym poszedłem poprzez suchy, gorący szlak w kierunku ruin. Nareszcie poczułem wolność i samotność w dobrym tego słowa znaczeniu. Maszerowałem po wzgórzach około 20 minut w stronę Hir aż dotarłem do kilku ścian, które kiedyś były zamkiem. Nie liczyłem na wielką konstrukcję ale widoki i sama przygoda były warte wysiłku. Ważne jest też to, że nie sposób tu zabłądzić dlatego że szlak jest w miarę dobrze oznaczony. Z głownej trasy należy przejść przez koryto rzeki i przejść na drugą stronę. Po około godzinie wsiadłem do żółtej taksówki aby stanąć na chwilę w Razmiyan a potem pojechaliśmy do Mo’allem Kelayer, zwanym także miasteczkiem Alamut. Mo’allem na pewno nie jest metropolią. Jest to mała pustynna dziura z jedną ulicą gdzie znajduje się przystań autobusowa, knajpa oraz rzeźba orła i grafitti. Dla mnie było to miejsce w którym pochodziłem po okolicznych górach robiąc zdjęcia panoramie Alamut lecz tym którzy mają więcej czasu polecam dwie krótkie wycieczki.

dsc_0388

Jedną z nich jest jezioro Evan a innym trzy czerwone kaniony znajdujące się w drodze na Andej. O ile wiem w Mo’allem Kelayer znajdują się taksówki (savaris) oraz wolne i sporadyczne autobusy do Andej. Moja trasa biegła jednak inną drogą. Jechałem do wioski Ghazor Khan aby stamtąd dostać się do ruin zamku Alamut, który jest położony na atrakcyjnym klifie i definitywnie stanowi najbardziej efektowny punkt wycieczki tej doliny. Wejście pod górę znajduje się około 700m od wioski a ścieżka prowadząca na klif jest bardziej niż oczywista. Z wioski na szczyt klifu wchodziłem około pół godziny, nie śpiesząc się i robiąc zdjęcia. Na górze trwają obecnie prace konserwacyjne choć przyznam że stan ruin jest w pewnych miejscach o tyle dobry że widać osobne pokoje. Poza tym jest to płaska przestrzeń z której są wspaniałe, malownicze widoki na góry a podczas marszu podziw budzą oryginalne formacje skalne. Ta część mojej podróży była najbardziej interesująca i dała mi najlepsze wyobrażenie tego czym były ufortyfikowane Zamki Zabójców i jak ciężko było je zdobyć. W Gazor Khan można się przespać u miejscowych gospodarzy i zjeść posiłek a wcześnie rano dostać się taskówką do Qazvin lub autobusem do Mo’allem Kelayer.

Gdybym miał odbyć tą samą wyprawę jeszcze raz to myślę że zdecydowałbym się na wycieczkę trzydniową mimo że moja także była bardzo ciekawa. Więcej czasu odsłania nowe zakamarki Doliny Alamut i pozwala na uwolnienie się od wiecznie śpieszącego się taksówkarza, mimo że jeden cały dzień wystarczy na zobaczenie najciekawszych obiektów. Zdecydowanie polecam tę dolinę.

Transport z Qazvin do Teheranu

Ten transport by tani i szybki. Zapłaciem tylko 40.000 Rial i po 2h byłem na miejscu.

Teheran

(pobyt nr 1)

Opis centrum Teheranu

Na temat stolicy Iranu jest wiele różnych opinii. Najbardziej powszechną jest ta, że Teheran jest głośny, zatłoczony, chaotyczny oraz przepełniony ruchem ulicznym który przyprawia o ból głowy. Niektórzy turyści w ogóle nie przyjeżdżają do Teheranu a inni wpadają na jeden dzień i przyjeżdżają znowu gdyż nie są w stanie tu wytrzymać. W mieście, które jest domem dla 15 mln ludzi dużo się dzieje i całe szczęście że Teheran ma bardzo dobrze rozwinięte sieci metra, bez którego transport w teherańskim korku byłby niemożliwy. Według mnie zniechęcające opowieści o Teheranie trzeba jednak traktować z dystansem dlatego że podczas swej podróżniczej kariery wiele razy przekonałem się że najlepiej jest się przekonać samemu. Teheran jest też kolebką polityczną i społeczną Iranu, posiada ogromny tradycyjny bazar oraz obiekty związane z historią i kulturą kraju i ma wiele bardzo ciekawych muzeów. W granicach ostatnich przystanków metra jest także nowo budowany kompleks świątynny będący miejscem spoczynku Chomeiniego oraz cmentarz ofiar wojny iracko-irańskiej a na północy są góry Alborz z efektownymi ścieżkami. Wszelkie przemiany polityczne oraz rewolucje zazwyczaj ufundowane przez bazarników zawsze zaczynają się w Teheranie. Miasto to jest według mnie bardzo ciekawe a ruch uliczny mi nie przeszkadzał aż tak bardzi gdyż sam jestem z Warszawy i ciągle mieszkam w Londynie. W Teheranie zostałem aż tydzień i wiele razy wracałem gdyż niektóre z miejsc są jedynymi w swoim rodzaju.

dsc_0011

Pierwszy raz na Placu Azadi w Teheranie.

Autobus wysadził mnie na dworcu zachodnim Terminal-e Azadi, który znajduje się blisko Placu Azadi oraz sławnej z transmisji politycznych Iranu Wieży Azadi. Obiekt ten znajduje się tylko 10 minut spacerem od dworca dlatego korzystając z okazji od razu tam poszedłem. 50 metrowa Wieża Azadi znajduje się na zielonym placu przeciętym chodnikiem i została zbudowana w 1971 roku z okazji 2500 lecia Imperium Perskiego. Wieża ta w kształcie odwróconej litery Y oraz posiadająca wyszukane nowoczesne wzory połączone z tradycyjną kulturą perską ma także galerię w podziemiach oraz windę która może nas zabrać na ostatnie piętro. Irańskie media bardzo lubią pokazywać ten obiekt Zachodowi w trakcie rewolucji oraz komunikatów politycznych. Gdy naród irański jest niezadowolony i chce rozwalić miasto Plac Azadi jest zawsze pełny. Potem ze swoim plecakiem po raz drugi przecisnąłem się poprzez jadące samochody oraz tłum na ulicach i poszedłem do stacji metra ozdobionej w plakaty Ajatollachów. Jacy oni święci – pomyślałem. Aż dziw bierze że żywcem nie odfrunęli do nieba. Będąc na stacji metra zobaczyłem, że miejsce przy torach było podzielone. W jednej części mogli stać wszyscy a drugie było zarezerwowane tylko dla kobiet, co myślę że być może jest dobrym pomysłem. Moim ostatnim przystankiem była stacja Imam Khomeini gdzie znajduje się kilka najtańszych hoteli w Teheranie, Pałac Golestan, stary bazar, Muzeum Ebrat, Muzeum Narodowe oraz parę ambasad i dzielnica zakupów. Po wyjściu na ulicę tak naprawdę po raz pierwszy zobaczyłem Teheran. Stanąłem na chwilę, po czym wolno spacerując obserwowałem ludzi, ich małe sklepy i fontannę po środku ulicy.

Myślę że z uwagi na swoje bliskie położenie obszar koło stacji Imam Khomeini ma dla podróżników strategiczne znaczenie i dlatego właśnie tutaj radzę się zatrzymywać. Po niedługim czasie dotarłem do hostelu Mashhad (od nazwy miasta) na ulicy Amir Kabir i tutaj za łóżko w pokoju wieloosobowym zapłaciłem 150.000 Rial za noc. Potem zawsze tu wracałem i także przechowywałem swój bagaż.

Po krótkim odpoczynku najpierw poszedłem na tradycyjny bazar, na który potem jeszcze wiele razy wracałem. Ten chaotyczny, przepełniony tłumem bazar jest miastem w mieście, które przyciąga także tych, którzy nie są zainteresowani zakupami. Bazary są ważną częścią perskiej kultury i nie są one tylko centrami komercyjnymi ale także miejscami życia społecznego, politycznego, kulturowego i religijnego. Zdobione sklepy z jedwabiem, dywanami, tradycyjnymi słodyczami i przyprawami przyciagają uwagę podróżnika choć są tu także uliczne kantory, czyścibuci, krawcy oraz producenci papierosów, garnków miedzianych, noży czy nawet siodeł. Oprócz tego na każdym bazarze są także herbaciarnie gdzie wiele razy nawiązałem kontakt z Persami i odpowiedziałem na wiele pytań, bo w Iranie każdy jest bardzo ciekawy dlaczego podróżnik z Polski chciał odwiedzić ich kraj. Przy herbacie, w pobliżu małej fontanny, tuż za salonem z ręcznie wyrabianymi dywanami oraz z paczką daktyli w ręku można bardzo miło spędzić czas. Generalnie każde miasto w Iranie ma swój bazar lecz najlepsze polecam w Esfahan, w Teheranie, Tabriz, w Shiraz, Yazd oraz w Kashan. Bazar w Teheranie ma aż 10km średnicy i został on nazwany „miastem wewnątrz miasta”.

dsc_0501

Z historycznego punktu widzenia pomimo że kultura bazarów w Iranie sięga tysięcy lat ściany bazaru w Teheranie mają około 200. Panny przychodzą tutaj aby znaleźć męża lecz także aby nawiązać kontakt z miłym turystą z Polski, wierni przychodzą do meczetu Chomeiniego do którego prowadzi wiele przepełnionyh towarem labiryntów, a ci którzy nie mają pieniędzy przychodzą tu zaciągnąć kredyt u sprzedawców za mniejszą stawkę niż w banku. Nie jest to jednak żart, dlatego że zwłaszcza dawniej to właśnie „bazarnicy” udzielali pożyczek na mieszkania, samochody i także na wesela. Bazary urosły także do celów politycznych i są symbolem perskiej kultury. Przed rewolucją niektórzy bazarnicy finansowali rewolucję islamską i będąc centrum życia społecznego i finansowego niezadowolenie narodu z rządu zawsze najpierw odczuwa się na bazarze. Będąc na bazarach zobaczyłem wiele ciekawych sklepów i sprzedawców rzeczy o których nie wiedziałem że można sprzedać, napiłem się herbaty, zjadłem kebaba a mężczyzna o imieniu Jafar (imię jak czarny charakter z Aladdyna) pomógł mi wytargować cenę za dywan. Zapewniam każdego podróżnika, że w Iranie to nie muzea są miejscami do których chce się wracać ale właśnie bazary. Jeśli chodzi o meczet Chomeiniego z XVIII wieku to znajduje się on w samym środku bazaru i jest jednym z kilku, który warto odwiedzić dla naszego irańskiego doświadczenia. Jest to tradycyjna budowla sakralna z minaretami, akwenem wodnym po środku oraz ścianami ozdobionymi mozaiką lecz to co interesowało mnie tu najbardziej to muzułmanie w modlitewnej akcji. Z uwagi na swoje położenie wewnątrz bazaru rodziny przychodzą tu na zakupy, po to aby zjeść obiad oraz w celach społecznych a następnie idą też do meczetu. Przed jednym z wielu wejść na bazar można też zobaczyć zaprzęgi konne, sklepy z flagami oraz obwoźnych sprzedawców precli, pączków, zabawek i skarpet. Są tu także „kocice perskie” z podwiniętymi rękawami i głowami zakrytymi do połowy, które zajadając łakocie uśmiechały się do podróżnika z Polski i dawały się fotografować. Na bazarze zostałem do późna dlatego tego dnia skończyłem zwiedzanie Teheranu. Poza tym nie chciałem się śpieszyć. Wieczorem poszedłem jeszcze na kolację, kupić owoce oraz do swojego taniego hotelu.

Następnego dnia rano usiadłem na chwilę koło ulicznego sprzedawcy herbaty i po przejściu alei sklepów dotarłem do Pałacu Golestan. Pałac Golestan to kompleks kilku zdobionych budynków i starannie przyciętych trawników, które są pozostałością po nierozsądnym oraz wręcz zbytecznym wydawaniu majątku narodowego przez dynastię Qajar. Podczas gdy Persja borykała się z wieloma problemami i budowa nie była nawet ostatnim priorytetem klasa rządząca nie żałowała sobie zbytków. Pro-amerykański Szah Iranu Reza Pahlavi usunął kilka budynków lecz z punktu widzenia turystyki Golestan to kolejny przyjemny, zaciszny zespół obiektów do obejrzenia z niedrogim wstępem. Warto dodać że monarcha, który kazał zbudować zespół pałacowy Golestan podróżował po Europie i był tak zauroczony naszą sztuką że postanowił przenieść europejski styl do Persji łącząc go z kulturą Iranu. Końcowy efekt robi wrażenie gdyż każdy budynek, każda sala, meble, wejścia, rzeźby, malunki i nawet każda ściana są dziełami sztuki. Przy wejściu należy się też zastanowić do którego obiektu chcemy wejść gdyż najpierw trzeba zapłacić za samo wejście a potem przy kasie osobno za każdy budynek. Niektóre z nich są bardziej a inne mniej ciekawe i ja osobiście odradzałbym te ze sztuką oraz ceramiką europejską, których mamy pod dostatkiem w muzeach europejskich. Monarcha z dynastii Qajar przywiózł wiele eksponatów z Europy i nic nie przeszkadza aby je zobaczyć lecz mnie interesowały bardziej te budynki w których mogłem poczuć się jak w Persji, a nie na przykład we Francji. Budynek, który ja polecam to ten naprzeciwko kas tuż za długą fontanną o nazwie Ivan-e Takht-e Marmar. Samo wejście jest otwartym łukiem ozdobionym szklaną mozaiką oraz efektownym tronem po środku.

Duchowy przywódca Iranu Ali Khamenei.

Tron został zbudowany na początku XVIII wieku i jest podtrzymywany przez figury ludzi oraz został zbudowany z 65 kawałków alabastru z kopalni koło Yazd. Natomiast wewnątrz są obrazy z których interesujący jest ten z wężem. Innym obiektem który polecam to galeria sztuki Negar Khane gdzie można zobaczyć kolekcję sztuki z ery Qajar. Pośród nich znajdują się między innymi obrazy z monarchami noszącymi królewskie klejnoty. Inne obiekty stanowią ciekawe połączenie architektur perskiej i europejskiej oraz prezenty dane monarchowi Perskiemu przez władców krajów Europy. Jednak ciekawy były także szklano-mozaikowy Emarat-e Badgir oraz piwnica Aks Khaneh ze swoimi zdjęciami przedstawiającymi zwłoki w różnych fazach rozkładu. Cały obszar Pałacu Golestan jest bardzo zajmujący i obiekt ten jest także bardzo ciekawy od zewnątrz z uwagi na swoją architekturę i ozdoby. Nawet bez szczególnej uwagi zajmujące są wysokie sufity, dywany, zasłony, wyszukane żyrandole, zdobione sufity oraz dopieszczone meble. Oczywiście turyści mogą zobaczyć wszystkie części Golestan lecz ja nie polecam na przykład Talar-e Alams gdzie znajdują się 200 letnie francuskie talerze.

Myślę że jest to dość zabawne że trwoniący majątek narodowy lekkomyślni władcy Persji chcieli mieć cień Europy w swoim kraju tylko dla uciechy europejskich turystów 200 lat później.

Po zwiedzeniu tego obiektu poszedłem na bazar na małą herbatkę a potem udałem się wprost do Park-e Shahr, czyli spokojnego, zielonego terenu z małym stawem i drobiem ozdobnym w klatkach. Park-e Shahr to prawdziwe zbawienie dla południowego Teheranu gdyż jest to miejsce ciche gdzie potem przychodziłem poćwiczyć oraz aby posiedzieć nad wodą. Dookoła znajduje się kilka małych knajp z perskim jedzeniem a w samym parku są liczne atrakcje dla dzieci. Po wyjściu z parku należy koniecznie zwrócić uwagę na wielki malunek na budynku przedstawiającym partyzanta z karabinem. Myślę że jest to dobre przesłanie dla turystów amerykańskich.

Ulica w Teheranie.

Następnie szedłem dalej ulicami Teheranu i zaraz za stacją metra Imam Khomeini natknąłem się na nawet interesujące Muzeum Pocztowe. Zdecydowanie nie jest to gwóźdź programu podróżników lecz skoro los chciał abym stanął przed bramą główną i wejście było prawie darmowe – wszedłem do środka. Muzeum to jest położone na dwóch piętrach i przyznam że nie spodziewałem się że będzie tak ciekawe. Znajdowały się tu tysiące znaczków pocztowych z wielu krajów, zdjęcia listonoszy z różnych lat oraz urządzenia telekomunikacyjne z przestrzeni wieków które były przywiezione z Europy. Ciekawe były także sposoby dowożenia poczty. Najpierw były to zaprzęgi konne a potem ryksze. Po wyjściu z muzeum spotkałem rowerowego sprzedawcę starych banknotów od którego kupiłem stare irańskie banknoty z Rezą Pahlavi oraz iracką walutę z Saddamem Hussainem. Nie sprawdzałem ich autentyczności ale podobały mi się. Idąc dalej ulicą zauważyłem że na bramach były porozwieszane cytaty z Koranu co myślę że umacnia Iran kulturowo.

Po niedługim spacerze dotarłem do Muzeum Narodowego Iranu gdzie znajdują się znaleziska archeologiczne oraz dobrze przedstawiona historia Iranu. Sam budynek, który został zaprojektowany przez francuskiego architekta jest dość oryginalny i myślę, że najlepiej określiłbym go jako „ogromny łuk przepełniony nadmiarem cegieł”. W środku znajdują się nie lada atrakcje lecz zanim przejdę do opisu eksponatów wspomnę że i tutaj są wielkie plakaty przedstawiające starego i obecnego przywódcę duchowego Iranu. Nie ma to jak kult jednostki. W środku znajdują się głównie ekspozycje z Persepolis oraz znaleziska z Shush w formie posągów, filarów, ceramiki i wielu rzeźb. W pamięci najbardziej mi pozostały płaskorzeźby żołnierzy z Persepolis oraz rzeźby byka i siedzącego psa. Muzeum to jest interesującym doświadczeniem na jedną godzinę, szczególnie że opisy w języku angielskim są ograniczone.

Potem wróciłem do stacji Imam Khomeini gdyż zaledwie 5 minut spacerem od tego miejsca znajduje się moim zdaniem najciekawsze muzeum w Teheranie. Jest to Muzeum Ebrat, które mieści się w byłym więzieniu dla wrogów politycznych szacha Rezy Pahlavi i które w bardzo realistyczny sposób przedstawia tortury, których dopuszczał się reżim szacha. Po przejściu przez żelazną bramę poszedłem zbrojonym żelaznym korytarzem do starych samochodów gdzie znajdowało się wejście. Tego dnia byłem jedynym odwiedzającym dlatego po muzeum oprowadził mnie przewodnik, który był także byłym więźniem. Razem przechodziliśmy przez wszystkie komnaty tortur gdzie znajdowały się modele umęczonych oraz torturowanych więźniów oraz gdzie były przedstawione metody tortur. Bicie, przytapianie w basenie po środku więzienia oraz przywiązywanie do krat i ponowne znęcanie się nad więźniami były „delikatniejszymi” torturami. Do tego więzienie to zostało zbudowane w formie koła co oznaczało że w „godzinach szczytu” ustawiano więźniów tak aby słyszeli swoje wzajemne cierpienie.

Przed byłą ambasadą amerykańską w Teheranie.

W osobnych „pokojach przesłuchań” znajdowały się oddające rzeczywistość modele które odgrywały takie sceny jak: wbijanie dużych szpilek pod paznokcie lub przypiekanie ciała. Zauważyłem też, że ci którzy znęcali się nad Irańczykami wyglądali bardziej amerykańsko i mieli okrutne wyrazy twarzy. Pomarszczone brwi, sztuczna krew oraz narzędzia tortur w rękach oprawców i w ciałach ofiar sprawiają, że muzeum to przemawia do podstawowych bodźców ludzkich. Dookoła znajduje się także pro-rewolucyjna propaganda, zdjęcia Rezy Pahlavi i jego żony abyśmy nie zapomnieli kto stoi za tymi torturami oraz małe cele w których znajdują się figury woskowe konkretnych osób. Jednym z nich jest na przykład obecny przywódca Iranu Ali Khamenei. Na sam koniec przewodnik/były więzień zaproponował abyśmy sobie zrobili pamiątkowe zdjęcie a potem proprowadził mnie do więziennego sklepu gdzie znajdowały się głównie materiały pro-rewolucyjne Ajatollachów. Jeśli chodzi o moje prywatne odczucia oraz biorąc pod uwagę historię Iranu, to uważam że muzuem to było jak najbardziej prawdziwe i wierzę że wszystkie te tortury miały miejsce, choć z drugiej strony muzuem Ebrat stanowi także funkcję propagandową islamskiej rewolucji. Myślę, że aby sprawiedliwości stało się zadość obok powinno powstać także muzeum tortur i prześladowań islamskiego reżimu. Szach Reza Pahlavi był straszny dla irańskiego narodu i był pro-amerykańskim zdrajcą lecz Ajatollachowie także mają mnóstwo na sumieniu, co sprawia że muzeum Ebrat pokazuje tylko jedną stronę medalu.

Dodatkowo muzeum Ebrat porównałbym z Muzeum Tuol Sleng (S-21) w Kambodży, czyli ze starą szkołą którą Pol Pot i towarzysze przerobili na obóz zagłady.

Tego dnia miałem umysł pełen wrażeń gdyż zobaczyłem wiele nowych, ciekawych miejsc oraz wciąż byłem podekscytowany Teheranem. Nie mówię jednak tylko o muzeach lecz także o scenach z ulicy, które na zawsze mi pozostaną w pamięci. Sklepy oraz stragany na ulicach były otwarte do późna i był to zawsze bardzo dobry sposób na obserwację ludzi. Moimi ulubionymi miejscami były jednak stragany na których uliczni sprzedawcy rozkładali swój towar na dykcie lub grubym kartonie. Obok zawsze byli uliczni herbaciarze nalewający z termosa oraz kolorowe stragany z owocami. Moją uwagę zwróciły także filmy DVD z filmami produkcji irańskiej. Podczas swoich podróży autobusami widziałem parę z nich i przyznam, że jest to przyjemne, rodzinne kino pokazujące kulturę Iranu oraz pewne siebie kobiety, które wcale nie są poddane mężczyznom. Co wieczór udawałem się do swojego ultra-taniego hotelu z małą torebką winogron i po krótkiej rozmowie oraz zaplanowaniu następnego dnia przybierałem pozycję horyzontalną i przechodziłem w stan psychicznej nieważkości.

W Muzeum Ebrat w Teheranie.

Następnego dnia wsiadłem do metra na stacji Imam Khomeini i pojechałem do byłej ambasady amerykańskiej, z którą jest związana nowa historia Iranu oraz gdzie narodził się fundamentalizm całego regionu. To właśnie stąd szach Reza Pahlavi przyjmował rozkazy od Amerykanów co doprowadziło do tego, że Irańczycy mieli serdecznie dość. Uległość szacha sięgnęła takiego nonsensu, że powiedział on nawet, że „Amerykanin przyłapany na przestępstwie przeciwko Irańczykowi nie będzie karany” co spotkało się z furią Irańczyków gdyż w oficjalnej odezwie Chomeiniego zabrzmiało że „nawet za przejechanie psa trzeba było odpowiedzieć lecz za przejechanie Irańczyka już nie”. Ameryka (oraz Anglia) od wielu lat wywierały silny wpływ na Iran a uległy szach pozwalał na okradanie swojego narodu. Amerykanie nawet otwierali burdele w Teheranie z Wietnamkami a że irańskie społeczeństwo było bardzo konserwatywne, obywatele „najbardziej demokratycznego kraju świata” dostali dokładnie to na co zasługiwali. 4 listopada 1979 pro-rewolucyjni studenci wtargnęli na teren ambasady amerykańskiej, przejeli kontrolę nad nią oraz trzymali 52 zakładników przez 444 dni, czyli aż do 20 stycznia 1981 roku. Ameryka sama włożyła kij w mrowisko i jak zwykle sama stworzyła islamską rewolucję, muzułmański fundamentalizm oraz niechcąc przez swoje zuchwałe działania utorowała Chomeiniemu władzę nad Iranem. Prezydent Jimmy Carter nazwał ten czyn „aktem terroryzmu i anarchii” co według mnie jest imperialną bzdurą. Gdy wyszedłem ze stacji metra na murze otaczającym byłą ambasadę by napis „Down witht the USA” lecz na mój widok ktoś krzyknął z tłumu „That’s bullshit” dlatego myślę że społeczeństwo irańskie niekoniecznie się z tym zgadza. Oprócz tego na murach są grafitti które należy odbierać jako silną anty-amerykańską retorykę. Jest to między innymi Statua Wolności ucharakteryzowana na trupią czaszkę oraz drut kolczasty na terytorium Iranu. Jest też oczywiście Ajatollach Chomeini na tle irańskiej flagi jako ten który bronił Iranu przed „Wielkim Szatanem oraz jego mały psem Izraelem”. Na wysokim budynku niedaleko byłej ambasady jest także flaga amerykańska gdzie na niebieskim tle znajdują się czaszki zamiast gwiazd a czerwone pasy są tworzone przez spadające bomby. Na murze byłej ambasady jest także wyryte godło Stanów Zjednoczonych lecz jest ono bardzo zniszczone. Będąc tutaj próbowałem przekonać pracowników aby wpuścili mnie na teren ambasady lecz nię zgodzili się. Przyznam też że byłem bardzo natrętny a oni bardzo cierpliwi. Na terenie placu udało mi się jednak zobaczyć flagę amerykańską oraz flagę Izraela czyli „Wielkiego Szatana i jego psa” oraz parę modeli samolotów przed głównym gmachem. Jako ciekawostkę powiem że aby ratować swój stołek prezydent Carter zorganizował operację ratunkową amerykańskich zakładników lecz była to totalna porażka, która tylko pomogła Reaganowi.

Jeśli ktoś jest zainteresowany islamską rewolucją oraz wojną iracko – irańską i chciałby zobaczyć zdjęcia z tamtego okresu to polecam znajdujące się niedaleko Muzeum Shohada.

Potem wsiadłem to kolejnego metra i wysiadłem koło Park-e Laleh. Jest to ładny teren zielony poza centrum Teheranu, który stanowi zbawienną ucieczkę przed hałasem i ruchem ulicznym. Ludzie przychodzą tutaj aby pograć w siatkówkę i poćwiczyć a młode pary także po to aby poprzytulać się po zmroku z dala od religijnej policji. Na obrzeżach parku są także sklepy z pamiątkami, knajpy z jedzeniem oraz sklepy zoologiczne, co sprawia że jest to przyjemnie i zajmujące miejsce. Obok znajdują się także Muzeum Sztuki Współczesnej oraz bardzo ciekawe Muzeum Dywanów Iranu.

Muzeum Sztuki Współczesnej było zbudowane w kształcie koła, tak że do kolejnych pięter należy schodzić otaczając cały budynek. Muzeum to nie zawsze odwołuje się do współczesności lecz prace które się tam mieszczą stanowią także pokaz nowoczesnej sztuki irańskiej oraz europejskiej. Wartość całej sztuki to około $4mld lub nawet więcej a jednymi z autorów prac to: Picasso, Warhol, Matisse, Dali, Monet i wielu innych. Gdy prezydentem Iranu był Ahmaninejad wiele z tych prac było ukrytych w piwnicy jako „symbolizujące zachodni liberalizm, który nie wspógrał z klasą rządzącą Iranu”. Osobiście uważam, że skrajny liberalizm jako pogląd polityczny jest pomyłką, chorobą psychiczną oraz zakałą zachodniego społeczeństwa lecz z drugiej strony uważam też że Ahmadinejad chyba nigdy się dobrze nie przyjrzał tym obrazom. W recepcji pracowała przyjemna perska kocica.

Obok znajduje się inny budynek w którym mieści się Muzeum Dywanów Iranu. Produkcja dywanów w Iranie ma swoje podłoże kulturowe i stanowi także spory dochód irańskiego GDP. W muzeum tym, pod jednym dachem można zobaczyć wszystkie rodzaje dywanów, czyli nie tylko ich różne wzory ale także różne style dlatego że każda część Iranu posiada swój własny styl i produkuje charakterystyczne dywany dla swojego regionu. Wśród wielu interesujących dzieł znajdują się dywany o połączeniu figur geometrycznych i kwiatów o różnym ułożeniu, scen z życia na tle antycznej perskiej architektury, drzewa genealogiczne, polowania z psami, portrety, dywany robione techniką wypukłą ze zwierzętami i roślinami oraz sceny z życia wiejskiego o różnych porach roku. Spośród wielu były tu także dywany z portretami amerykańskich prezydentów, Ostatnia Wieczerza oraz dywany z Mekką i Medyną. Większość z nich jest zrobionych z jedwabiu lub z połączenia wełny i jedwabiu i wszystkie zostały wykonane ręcznie. Są one także różnych rozmiarów i o różnych kształtach. Jeśli chodzi o wcześniej opisywane muzeum, to uważam że nie jest ono konieczne lecz muzeum dywanów perskich to absolutny obowiązek każdego podróżnika i radzę też zatrudnić przewodnika, który ma wiele ciekawych i mądrych rzeczy do powiedzenia.

Po wszystkim pospacerowałem jeszcze po parku Laleh, popatrzyłem na fontanny i na ludzi a następnie obserwowałem Teheran nocą. Wkrótce wsiadłem do metra i pojechałem do stacji Imam Khomeini. Jak zwykle wieczorem, po porcji winogron i herbacie na ulicy chciałem się udać do mojego hostelu dla biednych lecz tego wieczoru artyści i rzemieślnicy mieli tu swoje stragany z wyrobami garncarskimi, ze zdobionymi pamiętnikami, z daktylami, z perską herbatą i miedzianymi garnkami.

Niedaleko stamtąd był także rząd sklepów z aparatami fotograficznymi gdzie chciałem sprzedać swojego starego, „zmęczonego” Nikona D3000 lecz Irańczycy chcieli mi za niego dać marne grosze. (W końcu wyszło tak że po powrocie do Londynu sprzedałem go Pakiemu za dwa razy tyle niż oferowali mi Persowie w Teheranie). Gdy wróciłem do hostelu wspominałem moje nowe wrażenia, obejrzałem mecz a następnie przybrałem pozycję powalonego drzewa, zamknąłem oczy i poszedłem w stronę światła w tunelu.

Południe Teheranu

Mojego kolejnego dnia w Teheranie udałem się znacznie dalej od centrum miasta. Tym razem pojechałem do Mauzoleum Ajatollacha Chomeiniego, które przyznam że przeszło moje najśmielsze oczekiwania gdyż obiekt ten był ogromny. W 2013 roku ten wielki kompleks świątynny był jeszcze niedokończony i patrząc na jego plany długo jeszcze nie będzie widać końca. Budowa zaczęła się w 1989 roku i gdy będzie skończona całość pokryje obszar 20km². Będą tu meczety, muzułmański uniwersytet, parking na 20.000 samochodów, centrum handlowe i wiele innych rzeczy które stworzy irańska wyobraźnia. Rząd Iranu zakłada że Mauzoleum Chomeiniego zostanie popularnym ośrodkiem pielgrzymek dla muzułmanów oraz także centrum turystycznym dla turystów z innych części świata. Na dzień dzisiejszy rząd zaoferował $2mld a nad całym projektem czuwa wnuk sławnego ajatollacha Hassan Chomeini.

dsc_0703

Główne mauzoleum jest ozdobione złotą kopułą oraz posiada cztery 91 metrowe minarety, które mają symbolizować wiek którego Chomeini dożył. Natomiast centralna złota kopuła jest ozdobiona 72 tulipanami które symbolizują 72 męczenników poległych w walce u boku Imama Hosseina w Karbale. Pomimo, że obiekt jest ciągle w trakcie budowy już teraz są malowidła na ścianach, dywany na podłogach oraz restauracje z mało wyszukanym jedzeniem. Chomeini chciał aby kompleks ten był miejscem gdzie ludzie spędzaliby całe dnie i byli w dobrych humorach, chciał aby tu jedli i pili z całymi rodzinami oraz aby patrzyli na jego liczne wizerunki. Myślę, że bardzo możliwe że tego właśnie chciał lecz myślę także że Chomeini miał ogromną manię własnej wielkości, a któż to wie, może nawet uwierzył że był święty i że należy go czcić.

Do mauzoleum mężczyźni i kobiety wchodzą osobnymi wejściami a potem przechodzą do głównej części gdzie znajduje się zarih, czyli rodzaj metalowej klatki w której znajdują się zwłoki Chomeiniego oraz jego żony i syna. Osoby zainteresowane zaglądają do środka przez zielone szybki i pokazują swój szacunek poprzez wrzucanie banknotów. Wnętrze mauzoleum jest pomnikiem pieniądza zbudowanym z białego marmuru choć z biegiem lat można się tam spodziewać wielu kosztowności, w tym wspaniałych perskich dywanów.

Na razie jest zbyt wcześnie aby stwierdzić czy ogrom pieniądzy zwróci się lecz tak czy inaczej zastanawiam się czy rząd irański nie wyszedłby o wiele lepiej gdyby zainwestował te pieniądze w system edukacyjny, system zdrowotny lub w infrastukturę kraju. Zdaję sobie sprawę że Iran konkuruje z Arabią Saudyjską, lecz myślę że Persja ma już wystarczająco dużo meczetów. Niektóre z nich, jak na przykład kompleks świątynny Haram w Mashhad nigdy nie przestaje rosnąć, co sprawia że miejsca tego typu są miastami w miastach i Mauzoleum Chomeiniego jest dokładnie na tej samej drodze. Ze stacji metra nie sposób nie trafić do mauzoleum gdyż wielka kopuła i minarety wręcz biją po oczach. W roku 2013 wciąż szedłem wzdłuż wąskiej i suchej jak wiór fontanny lecz domyślam się że z biegiem lat cały ten obszar będzie zielony, pełen fontan i może także stanie się także centrum handlowym dla obwoźnych sprzedawców. Dla podróżników z Europy obiekt ten jest także bardzo interesujący i będzie coraz bardziej gdyż podczas popularnych festiwali w jednym miejscu będzie można zobaczyć przybyszów z całego muzułmańskiego świata.

W Iranie jest dużo plakatów przedstawiających duchowych przywódców. Tutaj Ali Khamenei i Ruhollah Khomeini.

Do Mauzoleum Chomeiniego dostałem się czerwoną linią metra i jadąc na południe wysiadłem na przedostatniej stacji Haram-e Motahar. Jest to też jedyny sposób dostania się tam, który ja polecam. Obiekt ten zobaczymy także jadąc autobusem na południe, w stronę miasta Qom. Mimo, że Mauzoleum Chomeiniego znajduje się za Teheranem postanowiłem umieścić ten obiekt w opisie Teheranu gdyż dojeżdża tam miejskie metro.

Wycieczka do Mauzoleum Chomeiniego jest zazwyczaj łączona z cmentarzem poległych w wojnie iracko-irańskiej (1980-88) o nazwie Behesht-e Zahra. Cmentarz ten jest inny niż większość tego typu miejsc gdyż tutaj oprócz tradycyjnych grobów są także szklane pudełka z fotografiami poległych synów i ojców a w nich także ich prywatne rzeczy, takie jak noże, zegarki i listy do domu pisane ich charakterem pisma. Sprawia to, że cmentarz Behesht-e Zahra jest bardziej osobisty i szybciej przywołuje wspomnienia przychodzących tu członków rodziny. Ja także zostałem tutaj dłużej niż planowałem gdyż jak na cmentarz jest to bardzo interesujące i emocjonalne miejsce. Poza tym jest to także miejsce spotkań rodzin poległych oraz miejsce promocji islamu i jako jedyny chrześcijanin na jednym z takich spotkań byłem poczęstowany herbatą.

Północ Teheranu

Następnie wsiadłem do stacji metra Haram-e Motahar i pojechałem przez cały Teheran na północ i wysiadłem na ostatniej stacji Tajrish. Jeszcze w latach 70-tych Tajrish było grupą mały wiosek poza granicami Teheranu lecz wraz z budową nowej autostrady oraz metra Tajrish zostało wciągnięte do terytorium stolicy. Tajrish zawsze cieszyło się uznaniem wyższej klasy Teherańczyków i od lat służyło jako cel letnich i zimowych wycieczek. Z uwagi na znacznie mniejsze zanieczyszczenie powietrza oraz bliskie sąsiedztwo gór Alborz do dziś Tajrish jest miejscem gdzie można oderwać się od hałasu Teheranu. Z biegiem lat powstał tu bardzo ciekawy bazar zbudowany według tradycyjnych wzorców architektonicznych Persji, powstał także bardzo efektowny meczet Emam Zadeh Saleh pełniący także funkcje mauzoleum oraz wiele restauracji z cenami wyższymi niż gdzie indziej w Teheranie. Oprócz tego niedaleko znajdują się pałace i muzea będące pozostałością po szachu Rezie Pahlavi oraz szlak górski w Darband. Tajrish jest więc bardzo dobrym miejscem na zakupy, na dobry posiłek, na spotkanie z historią oraz z naturą. Będąc tutaj kupiłem owoce na bazarze warzywnym oraz przyglądałem się charakterystycznym łukom perskiego bazaru, zjadłem wyszukane shih-kebaby w podrzędnej knajpie oraz byłem w sklepie z dywanami.

dsc_0672

Spędziłem też trochę czasu na wielkim placu na terenie meczetu Emam Zadeh Saleh przyglądając się jego wielkiej bramie ozdobionej mozaiką, stylowym łukom oraz dwóm minaretom. Obejrzałem też tu sobie starsze tłuste kobiety owinięte w czarne prześcieradła i zajadające ryż z sosem, choć były też młode, zgrabne i zwinne jak polne zające samice w wieku godowym. Widziałem że mój widok je trochę spłoszył lecz mimo to nie omieszkały dać mi małego uśmiechu z przekornym grymasem tu i ówdzie. Cały obiekt sakralny, bo o nim mowa jest ładnie oświetlony po zmroku a ogromna kopuła pokryta błękitną mozaiką przypomina kształt kobiecej piersi. Meczet ten podobał mi się.

Stamtąd udałem się pod górę i po około 15 minutach dotarłem do otoczonego drzewami i uzbrojonymi żołnierzami Kompleksu Muzealnego Sa’d Abad. Na 104 hektarach znajduje się atrakcyjny ogród oraz 18 budynków z których większość to muzea. Cały ten obiekt stanowił letnią rezydencję szacha Pahlavi i jego rodziny i dlatego dziś w muzeach tych znajdują się pamiątki po nich. Przy wejściu należy jednak pamiętać że bilety do określonych obiektów kupuje się osobno, także trzeba się od razu zdecydować na konkretne obiekty. Najpierw poszedłem poprzez zadbany ogród do Białego Pałacu, który został zbudowany w latach 30-tych XX wieku i jest największym ze wszystkich. Na 5000m² w 54 pokojach znajdują się luksusowe meble, obrazy oraz ogromne dywany. Jest też ociekająca bogactwem jadalnia oraz sala bilardowa i jej piękne, bogate wyposażenie. Biały Pałac jest symbolem bogactwa klasy rządzącej oraz także symbolem tego czego przeciętni Irańczycy nigdy nie mieli. W piwnicy Białego Pałacu znajduje się też Narodowe Muzeum Sztuki lecz niestety było zamknięte gdy ja tu byłem. Po wyjściu z obiektu krążyłem po ogrodzie aż spotkałem grupę młodych ‘kocic perskich” skorych do żartów. Były w wieku około 20 lat i z radością zareagowały na widok przybysza z Polski. Robiliśmy sobie wspólne zdjęcia i rozmawialiśmy lecz niestety zobaczył nas dozorca, który podniósł krzyk i dziewczyny przestraszyły się i uciekły. Pokazałem mu środkowy palec i opieprzyłem po angielsku czego i tak nie zrozumiał a dziewczyny się śmiały i posłały mi buziaka na dowidzenia. Przy innym obiekcie także jedna mi pozowała. Potem dotarłem do Zielonego Pałacu, który był mniejszy i według mnie ciekawszy gdyż został zbudowany pod koniec ery Qajar. Szach Pahlavi mieszkał tu przez rok i urządził ten dom ponad najciemniejsze zakamarki swojej wyobraźni. Widać, że bardzo mu się musiało nudzić gdyż ozdobił całość lustrzaną mozaiką, łącznie z lustrzanymi soplami w sypialni. Zielony Pałac jest także atrakcyjny z zewnątrz gdyż posiada wiele drobnych szczegółow a z tyłu znajduje się atrakcyjny taras.

Na terenie Sa’d Abad znajduje się także wiele innych domków gdzie można zobaczyć małe rzeźby oraz figury wykonane z wosku lecz Zielony i Biały Pałac są najbardziej polecanymi. Niedaleko wyjścia znajduje się także bardzo ciekawe Muzeum Sztuki, które przyznam że dla mnie było niespodziewanym gwoździem programu. Na paru piętrach znajdują się prace irańskich oraz europejskich artystów, z których jednym jest na przykład Salvador Dali. Obok jest też Muzeum Militarne oraz stary helikopter choć tego rodzaju muzeów jest wiele w Iranie. (Tym, które ja polecam jest Muzeum Wojny w Kerman; opisane poniżej). Cały Kompleks Muzealny Sa`d Abad należy traktować jako cofnięcie się w czasie do czasów szacha Rezy Pahlavi aby podziwiać luksus w jakim żył, podziwiać jego francuskie półmiski, podziwiać jego salony, meble, obrazy, rzeźby oraz nawet Cadillaca i Rollce Royce’a. Do tego wszystkiego całość jest osadzona w ładnym ogrodzie co oznacza że przy ładnej pogodzie jest to interesujący i przyjemny sposób na spędzenie 3 lub 4 godzin. Zdecydowanie polecam to miejsce. (6km od Sa`d Abad znajduje się inna rezydencja o nazwie Niyavaran, która także była jedną z rezydencji szacha Pahlavi i jego rodziny i które także pełni dziś formę muzeów. Uznałem jednak że Sa`d Abad mi w zupełności wystarczył).

Po wyjściu z ogrodów szedłem ulicami w dół w kierunku centrum Tajrish i tak się szczęśliwie złożyło, że po drodze spotkałem „małe stado kocic perskich”, które mijając mnie obejrzały się za mną i nawiązały kontakt. Ledwie wziąłem oddech aby do nich czule przemówić gdy jedna z nich rzuciła mi w twarz wyznanie że nienawidzi islamu i miała dość zakazów. Były to bardziej wyzwolone, dość ponętne samice, które ja nazywam gumisiami. Miały główki zakryte do połowy oraz podwinięte rękawy i widziałem że zbliżyły się do mnie bardziej gdy zobaczyły grupę irańskich mężczyzn aby poczuć się bezpieczniej. Jedna zrobiła sobie ze mną zdjęcie i chciała mi dać swój numer telefonu, dlatego na tym przykładzie i kilku innych uważam że znalezienie przyjaciółki w Teheranie nie jest największym problemem. Dziewczyny Iranu są ładne, ciepłe, otwarte w rozmowie i dowcipne choć z drugiej strony także smutne, niedopieszczone i bardzo pyskate, co sprawia że muszą być jednak trzymane krótko choć zawsze delikatnie. Podróżując po Iranie widziałem wiele ładnych i zgrabnych kobiet i uważam że są one prawdopodobnie najładniejszymi w swym regionie.

Pojawia się więc tu pytanie co jeśli ktoś z Europy chciałby wziąć Irankę za żonę, bo ta opcja też jest tu możliwa. Z uwagi na czystość rasową nie jest to najlepsze lecz z drugiej strony starannie wybrane kobiety Iranu pod względem rasowym mogłyby dać Białym mężczyznom dzieci o urodzie śródziemnomorskiej lub romańskiej z zielonymi oczami i jasno oliwkową skórą. Na terenach Iranu osiedlili się kiedyś Aryjczycy co sprawia że u niektórych ciągle widać elementy dobrej krwi i ładnych rysy twarzy. Przywódca duchowy Iranu Ali Khamenei jest Biały więc wiele kobiet Iranu też spełnia nasze standardy rasowe. Iranki są też zazwyczaj skłonne zaakceptować chrześcijaństwo co jest ich dużym atutem. Należy jednak pamiętać, że te słodki kociaki są miłe na początku i bardzo pyskate potem dlatego dla dobra związku muszą znać swoje miejsce.

(Temat rasy wiele razy podejmuję w swoich artykułach politycznych, które można znaleźć w dziale „Polityka prawdy” i uważam, że jest to bardzo ważny temat, który należy podejmować).

dsc_1107

Iranki są pięknymi kobietami a także miłymi w rozmowie. Przesyłam serdeczne życzenia.

Po powrocie do centrum Tajrish wsiadłem do dzielonej taksówki za jedyne 10.000 Rial i pojechałem 2.5km do stóp szlaku górskiego Darakeh i Darband. U podnóży gór Alborz znajdują się wyszukane restauracje, hotele oraz szlaki górskie, które prowadzą do gór wzdłuż strumienia. Po drodze mijałem mężczyzn grilujących baranie mięso, kilku herbaciarzy i naciągających mnie restauratorów, mijałem osiołka z bagażem oraz stoczyłem przepychany pojedynek z kozą. Osiołki na marginesie są tutaj w pracy gdyż dostarczają towar do restauracji. W międzyczasie usiadłem też na herbatę na czajchanie i popijałem w pobliżu skał i wodospadu. Kupiłem też suszone owoce i poszedłem dalej w górę aż szlak się kończył i wspinałem się już po górach Alborz. Tutaj nie tylko starałem się nie złamać nogi ale także patrzyłem na Teheran w oddali i spotkałem pasterza ze stadem owiec. Niektóre odcinki mojej górskiej wyprawy były trudne dlatego że z tych partii gór zjeżdżałem na tyłku. Z drugiej strony Darband był sposobem na oderwanie się od spalin i hałasu Teheranu oraz na bliskie spotkanie z przyrodą. Także islam jest tutaj bardziej zrelaksowany i kobiety chętniej się uśmiechają gdyż Siedziba Islamskich Fanatyków znajduje się na południu, czyli zupełnie po drugiej stronie. Dla Amerykanów odwiedzająch to miejsce dodam że przyjeżdżając tu wcale nie muszą zrzucać cennych kilogramów gdyż w Darband jest wyciąg krzesełkowy. Darakeh i Darband oraz całe Tajrish to miejsca które wspominam najprzyjemniej.

W drodze powrotnej na stacji metra matka i dziewczyna odwróciły się w moją stronę i poprosiły abym im zrobił zdjęcie.

Jak wspomniałem wyżej Teheran był moją bazą przez jakiś czas. Wiele razy tu wracałem i za każdym razem było to przyjemne doświadczenie oraz miejsce gdzie przepakowywałem się i ponownie ruszałem w drogę. Po jakimś czasie czułem się tu swojo choć kobiet owiniętych w czarne prześcieradła nie będę raczej wysyłał na konkurs piękności. Muszę też przyznać że załoga najtańszego hostelu Mashhad była bardzo profesjonalna, zrelaksowana i polecam ich z czystym sumieniem.

Wycieczka do Reyneh i Damavand (5671m n.p.m.)

Do Rayneh odjechałem z dworca wschodniego (Terminal-e Shargh) gdyż jest to ten dworzec, który obsługuje wyjazdy w kierunku Morza Kaspijskiego. Kupiłem bilet do Babol za 70.000 Rial lecz wysiadłem wcześniej, przy skręcie na Reyneh. Niestety na dworcu wykląłem sprzedawcę biletów gdyż chciał mnie oszukać. Wziął pieniądze za bilet a potem udał że nie wziął więc musiałem się zachować bardzo źle aby wydał mi bilet. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Tak czy inaczej podróż trwała około 1.5h i była przyjemna a na pokładzie autokaru dostałem też mały poczęstunek. Zwłaszcza ostatnia część jazdy była malownicza gdyż jechałem wewnątrz głębokiego kanionu, mając rzekę poniżej i interesujące formacje skalne dookoła. Ta urocza trasa ciągnęła się przez wiele kilometrów, co sprawia że nawet ci, którzy nie chcą się wspinać w kierunku Damavand mogliby rozbić namiot w dole i zarzucić wędkę. Podczas jazdy autobusem młodzi Irańczycy reklamowali islam dlatego ja zareklamowałem chrześcijaństwo. Gdy wysiadłem na skręcie do Reyneh (przy restauracji po lewej stronie drogi) czekała mnie 6km wspinaczka krętą drogą. Na szczęście po jednym kilometrze podjechałem autostopem do wyżyny na której znajdowało się Reyneh; mała stacja górska dla zmierzających na Damavand i nie tylko. Reyneh jest także bazą wypadową do innych malowniczych szlaków górskich gdzie można zobaczyć wodospady, jeziora, można wykąpać się w gorących źródłach i być w górach dla samego ich piękna, niekoniecznie mając określony cel.

Dodam także, że Damavand jest potencjalnym wulkanem, jest najwyższym szczytem Iranu oraz całego Bliskiego Wschodu oraz jest też najwyższym wulkanem całej Azji. (Na marginesie jeśli ktoś lubi się wspinać na wulkany to znajdzie najwięcej szczęścia w Ameryce Płd).

Gdy przyjechałem do Rayneh powitał mnie przewodnik górski oraz działacz w miejscowym klubie alpinistycznym. Z wielkim uśmiechem na ustach oraz mocnym uściskiem dłoni szybko dał mi do zrozumienia, że jest człowiekiem wielkich potrzeb finansowych. Co prawda mówił on bardzo ograniczonym angielskim lecz znał ludzi, którzy mogli mnie poprowadzić na Damavand oraz mógł mi też wypożyczyć sprzęt, którego nie miałem. Szybko się jednak zorientował, że nie miałem pieniędzy do wydania i dlatego zaoferowałem, że pójdę sam posługując się mapą którą dostałem a w drodze powrotnej zostanę u niego na noc za 150.000 Rial ze śniadaniem. Przyznaję, że potrzebowałem sprzętu jeśli miałem się dostać na szczyt lecz nie planowałem tego. Chciałem tylko dostać się do trzeciej bazy na wysokości 4200m n.p.m. i spędzić czas w ciekawy, przygodowy sposób. Zjadłem u niego obiad, zostawiłem bagaże, pożyczyłem plecak i ruszyłem na moją samotną wyprawę. Nie stać mnie było na zapłacenie $200 dziennie więc opcja samotnej wyprawy była dla mnie jedyną którą brałem pod uwagę. Poza tym mapa którą się posługiwałem była bardziej przejrzysta niż woda źródlana w Islandii kilka lat wcześniej. Gdy wyszedłem z centrum Reyneh (2020m n.p.m.) poszedłem asfaltową trasą około jednego kilometra lecz wkrótce podwiózł mnie autostop do początku szlaku. Jechałem w towarzystwie irańskich robotników, którzy byli podekscytowani tym że mogli zobaczyć turystę z Europy. Nie dość że podwieźli mnie do początku szlaku (Bifurcate Maadan 2450m n.p.m.) za darmo to chcieli jeszcze potem sobie ze mną zrobić zdjęcia telefonem. Tak czy inaczej bardzo mi pomogli gdyż odcinek z Rayneh do skrętu na szlak (Bifurcate Maadan) to dystans około 6km po asfalcie.

Co prawda widoki po drodze były atrakcyjne ale niekonieczne w porównaniu z poźniejszymi. Gdy odjechali założyłem swój plecak i ponownie ruszyłem w drogę. Tym razem pokonywałem delikatnie podnoszącą się, krętą serpentynę w oddali widząc tylko szczyt Damavand. Nie widziałem po drodze żadnych drzew lecz były ule w niższych partiach oraz stado dzikich koni. Szedłem wolno gdyż chciałem się nacieszyć widokami oraz ciszą i samotnością a po około 2h, gdy już się zciemniało dotarłem do meczetu Saheb al Zaman (3020m n.p.m.), który pełni funkcję drugiej bazy. Sam meczet był zamknięty lecz koło niego znajduje się betonowy dom w którym można spędzić noc na podłodze za jedyne 100.000 Rial. Tak też zrobiłem i szybko zasnąłem gdyż i tak nie było co robić. W miesiącach letnich można w tym miejscu, lub jakimkolwiek innym rozbić namiot i byłoby bardzo przyjemnie lecz ja wspinałem się w październiku co oznacza że na tej wysokości zwłaszcza w nocy było już zimno i wodospady bliżej szczytu także były już zamarznięte. Myślę że w miesiącach od maja do sierpnia jest o wiele ładniej gdyż całe podejście jest pokryte zielonymi łąkami z czerwonymi makami, są też pasące się zwierzęta oraz wyraziste, błękitne niebo. Następnego dnia rano zaczęła się moja prawdziwa wspinaczka gdyż to co zrobiłem dzień wcześniej było tylko rozgrzewką polegającą na łagodnym podejściu 500m. Ten dzień był dla mnie wyjątkowo ciężki i przyznam że początek miałem świetny. Wręcz podbiegłem pod górę ze swoim plecakiem lecz w upoju podekscytowania szczytem Damavand starczyło mi sił tylko na około 100m. Potem musiałem już odpocząć dlatego wchodziłem wolniej od czasu do czasu robiąc sobie przerwy opierając się o wielkie głazy. Podejście nie było trudne gdyż szedłem dobrze wychodzonym szlakiem, po obu stronach mając większe i mniejsze kamienie. Czasami też musiałem schodzić ze szlaku oraz omijać większe głazy i czasami schodziłem też w dół aby potem pokonać kolejne wzniesienie. Dobrze się przy tym bawiłem pomimo że zwłaszcza w ostatnich partiach mojej wspinaczki byłem już zmęczony, było zimniej a wiatr był średnio porywisty. Pokonując niską roślinność oraz kolejne przeszkody natrafiłem też raz na ośli transport, co jest moim zdaniem bardzo dobrym sposobem na dostarczanie niezbędnych towarów do baz górskich. Wiele razy już się z tym spotkałem wcześniej, w krajach takich jak Tadżykistan czy Kirgistan. Zazwyczaj wspinaczka z drugiej do trzeciej bazy trwa około 2-3h lecz mi zajęła ona 5h. Byłem zmęczony ale też wcale mi się nie śpieszyło dlatego że widoki były piękne a sama baza nie zapowiadała się na ciekawą. Pomimo że było ciężko i po paru godzinach miałem dość, z drugiej strony czułem się bardzo dobrze wśród ciszy i odosobnienia. Gdy dostałem się do trzeciej bazy o nazwie Bargah (4200m n.p.m.) poczułem ulgę ale też zadowolenie że moja walka z własnymi słabościami dobiegła końca. Zdawałem sobie jednak sprawę że wyżej już się nie będę wspinał gdyż nie miałem odpowiedniego sprzętu aby wygrać z 40 stopniowym mrozem. Jeśli chodzi o wysokość to czułem się w miarę dobrze choć nieco kręciło mi się w głowie, dlatego uważam że ci którzy nie żyją na podobnych wysokościach na co dzień potrzebują przynajmniej jednego dnia na aklimatyzację. Zjadłem więc tylko zupę, porozmawiałem z innymi wspinaczami i musiałem schodzić na dół gdyż trzecia baza jest tylko dla tych, którzy wspinają się na szczyt. Ponadto opłata za wspinaczkę od tego miejsca to $50 i zapewniam że mężczyzna z Afganistanu, który prowadzi tę bazę nie jest filantropem.

dsc_0987

Droga na dół była oczywiście łatwiejsza i choć w umyślę wciąż miałem wizję siebie na szczycie Damavand, wiedziałem że nie byłem przygotowany i cieszyłem się samą wyprawą. Korzystając ze światła dziennego dość szybko omijałem kolejne doły i kamienie i w około godzinę dotarłem do meczetu na wysokości 3020m. Stąd szlak był już bardzo łatwy i równy gdyż jest to trasa uczęszczana przez samochody, lecz ja musiałem schodzić sam po ciemku. Często też odwracałem się za siebie gdyż księżyc dobrze oświetlał szczyt i wkrótce znalazłem się u stóp cywilizacji. Zszedłem do asfaltowej szosy i próbowałem zatrzymać jakikolwiek transport na pustej, ciemnej drodze. W końcu na moje ogromne szczęście zatrzymała się ciężarówka i podwiozła mnie do Reyneh. Tutaj zatrzymałem się na noc u tego samego gospodarza co wcześniej i po tym jak mój umysł także wrócił z gór, zjadłem skromną kolację, wziąłem zbawienny prysznic i idąc do pokoju już właściwie spałem. Byłem wykończony! Następnego dnia rano kolejnym autostopem zjechałem z Reyneh do głównej trasy i wkrótce potem udało mi się zatrzymać autobus, który zawiózł mnie do Teheranu. Jeśli jakaś rzecz, której koniecznie należy doświadczyć w Iranie to pojechać w góry Alborz w pobliże Damavand. Uważam, że poznanie piękna naturalnego danego kraju także jest bardzo ważne.

Teheran

(Pobyt nr 2)

Gdy wróciłem ponownie na dworzec wschodni wsiadłem do stacji metra i pojechałem do stacji Imam Khomeini skąd wróciłem do taniego hostelu Mashhad. Dzień ten był tylko i wyłącznie dniem odpoczynku, dlatego że w Teheranie i jego okolicach zobaczyłem już wszystko co chciałem. Poszedłem na obiad na tradycyjny bazar a potem do parku Shahr aby poćwiczyć. Wieczorem natomiast przepakowałem się na następny dzień gdyż w planach miałem kolejną wycieczkę.

Transport z Teheranu do Hamadan

Wyjechałem z dworca zachodniego Terminal-e Azadi. Za bilet zapłaciłem 150.000 Rial a podróż trwała 5h.

Hamadan

(Moje przyjemne doświadczenie z irańską rodziną)

dsc_0758

Hamadan nie było na mojej liście obowiązkowych miejsc do zobaczenia w Iranie, szczególnie że antyczne ruiny w centrum miasta ogrodzone siatką nie mają zaplecza turystycznego. Mam tu na myśli, że oczywiście można tu przyjemnie spędzić jeden dzień lecz biorąc pod uwagę bardziej interesujące miejsca znajdujące się bliżej, Hamadan przegrywa w turystyce. Uważam, że Hamadan potrzebuje dużego zastrzyku finansowego gdyż jest ono jednym z najstarszych miast Iranu oraz jednym z najstarszych na świecie i ciągle jest tu wiele do odkrycia. Hamadan to średniej wielkości miasto o populacji ponad pół miliona, które na mapie turystycznej istnieje dlatego że jest bazą wypadową do jaskini wodnej we wsi Ali Sadr. Gdy wysiadłem z autobusu zapadł już zmrok dlatego wiedziałem, że będę tu musiał spędzić noc. Chciałem poszukać hotelu lecz jedna kobieta zapytała mnie skąd byłem i czy miałem gdzie spędzić noc. Powiedziałem, że znajdę hotel lecz ona mnie zaprosiła do siebie na noc i na kolację. Pomyślałem: „czyżby panny w Iranie były bardziej wyzwolone od europejskich?”. Z pewnością niektóre tak lecz ona starała się być tylko miła. Z dworca odebrał ją jej brat i obydwoje zawieźli mnie do domu. Poznałem całą rodzinę, usiedliśmy do stołu i spędziliśmy bardzo miły, kulturalny wieczór. Potem porozmawiałem z jej ojcem za pomocą tłumacza w jego rodzinie a następnie ułożyłem się na kocu na podłodze w małym pokoju i poszedłem spać. Nazajutrz dziewczyna obudziła mnie i razem z bratem podwieźli mnie na mały dworzec gdzie stały antyczne busiki odjeżdżające do Ali Sadr.

Z uwagi na bardzo nieoczekiwane i miłe doświadczenie z irańską rodziną bardzo miło spędziłem tu czas.

Transport z Hamadan do Ali Sadr

Transport bardzo przyjemnym, muzealnym busem trwał około 1.5h a za bilet zapłaciłem 10.000 Rial. Jazda była przyjemna ze względu na pustynne widoki a samo przekroczenie granicy miasteczka Ali Sadr było dla mnie dotarciem do zapomnianego zakątka świata na pustynnym odludziu. Miejsc tego typu w Iranie jest wiele.

Ali Sadr

Jaskinia w Ali Sadr jest jedną z największych atrakcji zachodniego Iranu i pomimo różnych opinii nie żałowałem że tu przyjechałem. Jest to miejsce bardzo komercyjne i w porównaniu z jaskiniami, które widziałem na Borneo rzeczywiście nie ma porównania lecz mimo to wizytę w Ali Sadr jak najbardziej polecam. Głęboka jaskinia w najwyższym punkcie osiąga 40m a poza tym posiada wiele interesujących, dobrze oświetlonych i efektownych formacji skalnych. Najważniejsze jest jednak, że Ali Sadr jest jaskinią wodną z najgłębszym dnem osiągającym aż 14m. Transport wewnątrz jaskini też jest bardzo przyjemny gdyż przemieszczałem się tutaj pedałując na rowerze wodnym i ciągnąc za sobą łódkę pełną irańskich turystów. Podczas rejsu w chłodnej jaskini trwającym około 20 minut przemieszczaliśmy się poprzez szersze i węższe jej części, jednocześnie obserwując ciekawe formacje osadzone na suficie i wychodzące z wody. Po wyjściu z roweru wodnego szedłem po plastikowym moście ułożonym na wodzie i robiłem zdjęcia przy słabym oświetleniu. Przed wejściem do jaskini jest także duży bazar z pamiątkami oraz czajchana.

Samo miasteczko Ali Sadr jest nędzne. Ma odrapane mury, napisy na domach pozostawione tam przez „pseudo-artystów”oraz kilka gratów na ulicy z których wiele nie dotrze do kolejnego zakrętu. Na paru krótkich ulicach otoczonych pustynią ze wszystkich stron znajduje się szare miejsce gdzie dobrobyt i uśmiech uleciały z wiatrem. Jest jednak jaskinia oraz bazar i kilka małych karuzeli dla dzieci, które oferują mieszkańcom Ali Sadr skromny zarobek oraz kontakt ze światem zewnętrznym.

Jeśli chodzi o moje prywatne odczucie to jest to właśnie miejsce w moim stylu, które urocze na swój sposób jest zwłaszcza o zmroku. Byłem już w Singapurze, Hong Kongu i Szanghaju lecz to właśnie dziury takie jak irańskie Ali Sadr czy na przykład mongolskie siedlisko ludzi Dalanzadgad sprawiają że moje wyprawy nabierają oryginalnych wspomnień.

Transport z Ali Sadr do Teheranu

Gdy postanowiłem opuścić Ali Sadr autobus już odjechał i nie zapowiadało się, że przyjedzie następny. Poszedłem więc przez pustynię i liczyłem na autostop. Po niedługim czasie wsiadłem do samochodu jako czwarty pasażer i za jedyne 20.000 Rial kierowca wyrzucił mnie na drodze z widokiem na dworzec autobusowy w Hamadan. Tutaj umyłem się w miejscowym kiblu a potem wsiadłem do autobusu za 150.000 Rial i po 5 godzinach wysiadłem w Teheranie.

Teheran

(Pobyt nr 3)

Mój kolejny pobyt organizacyjno-higieniczny w tanim hostelu jak zwykle poszedł dobrze. Zmyłem się siebie pustynny syf, przebrałem się i wyspałem. Nastepnego dnia byłem gotowy do ponownego opuszczenia Teheranu po następną wielką przygodę. Tym razem miałem tu wrócić dopiero po 3 tygodniach.

dsc_0743

Pozdrowienia z kibla przesyła Marcin.

Transport do Qom

Do Qom pojechałem z dworca południowego; Terminal-e Jonub. W pierwszej chwili myślałem że nie dojadę gdyż do Qom jechało około 500 osób co dobrze było widać po kolejce do autobusu. Kolejka była rzeczywiście długa lecz organizacja tego kierunku na szczęście także bardzo dobra. Otóż Qom jest popularnym miejscem muzułmańskich pielgrzymek dlatego co 10 minut podjeżdżały puste autobusy i zabierały ludzki ładunek. Czekałem więc niedługo i byłem pewnie jedynym chrześcijaninem na pokładzie muzułmańskiej wycieczki. Po drodze, po prawej stronie widziałem też Mauzoleum Chomeiniego (opisane powyżej).

Bilet kosztował 60.000 Rial a jazda trwała 2h.

Qom (Ghom)

Qom jest drugim najświętszym miastem po Mashhad gdzie swoją siedzibę mają muzułmańscy klerycy władający Iranem. Jest to jedno z najbardziej konserwatywnych miast w Iranie oraz cel wielu pielgrzymek muzułmanów do kompleksu świątynnego Hazrat-e Masumeh. Kobiety są tylko odziane w czarne prześcieradła (czador) a muzułmanie z wielu stron Iranu i krajow arabskich przyjeżdżają do szkół szyickiego islamu. To stąd muzułmańscy klerycy zaczęli swoją rewolucję przeciwko szachowi i tutaj mieszkał też Ajatollach Chomeini zanim został wygnany do Francji.

Z punktu widzenia podróżnika, który nie jest muzułmaninem zobaczenie tego rodzaju miejsca jest bardzo interesującym doświadczeniem, które polecam zwłaszcza tym którzy nie wybierają się do Mashhad. Należy jednak pamiętać, że w Qom do zobaczenia jest tylko kompleks Hazrat-e Masumeh oraz bazar dookoła, a poza tym jest to zatłoczone i na pierwszy rzut oka nieciekawe miasto. Z uwagi na bliską odległość od Teheranu może być to łatwo zrealizowane jako wycieczka jednodniowa. Ja to zrobiłem jadąc z Teheranu do Kashan, wysiadając po drodze.

dsc_1360

Główny plac w świętym mieście Iranu Qom.

Kompleks świątynny Hazrat-e Masumeh to ogromny obiekt składający się z wielu zdobionych meczetów, placów i wysokich minaretów; i mam przeczucie że tak samo jak w przypadku Haram w Mashhad, także i kompleks w Qom nie przestanie rosnąć. Pomimo, że Iran jest ciekawym doświadczeniem dla podróżnika nie zapominajmy że jest to kraj islamski co wiąże się z ogromnym brakiem poczucia humoru i społecznym zatwardzeniem. Podczas gdy w krajach chrześcijańskich obiekty są budowane często z wesołych powodów, w krajach muzułmańskich są to mauzolea, grobowce i inne przybytki „świętych” muzułmanów, których nikt nigdy nie widział lecz naród potrzebuje ich z powodów propagandowych. Ile w tym wszystkim prawdy, nie wiem, ale na przykład Hazrat-e Masumeh w Qom został zbudowany na cześć siotry Imama Rezy, Fatimy, która żyła tu podobno w IX wieku. Ogromne bramy są ozdobione kolorowymi mozaikami, wysokie minarety rosną w oczach a złote kopuły błyszczą się z daleka; i myślę że gdyby choć część tego bogactwa była zainwestowana w rozwój miasta, w lokalną ekonomię oraz edukację inną niż muzułmańska byłoby to bardzo pożyteczne. Przyznam jednak, że sama budowla zrobiła na mnie wrażenie gdyż została zbudowana z ogromnym rozmachem i starannie wykonanymi detalami. Hazrat-e Masumeh jest także bardzo interesujący jeśli chodzi o obserwację ludzi a żywiołowy bazar jest pełen oryginalnych ludzi i niezapomnianych twarzy. Z jednej strony, jak miło że nie mieszkają koło mnie w Polsce, choć z drugiej strony obserwacja ich u siebie jest fantastyczna a czasem też komiczna. Dla mnie najbardziej widowiskowa była obserwacja ludzi siedzących na dywanach na wielkich dziedzińcach przed mozaikowymi meczetami jak z perskich bajek.

Ogólnie rzecz biorąc przyjazd tutaj sprawił mi wiele radości i jak najbardziej go polecam.

Wiekszość tego obiektu powstało za czasów króla Abbasa I oraz innych z dynastii Safavidów a kolejne jego elementy powstawały za czasów ery Qajar. Chrześcijanie mogą wchodzić na teren obiektu lecz kobiety muszą być oczywiście zakryte. Cały swój nic nie wart dobytek zostawiłem w szatni przed obiektem.

Transport z Qom do Kashan

Z ulicy naprzeciwko kompleksu Hazrat-e Masumeh wsiadłem do taksówki, która podwiozła mnie w okolice dworca gdzie na dużym rondzie stały dzielone taksówki. Za jedno z miejsc zapłaciłem 60.000 Rial i po około godzinie byłem już w Kashan. Kierowca wysadził mnie w centrum.

Kashan

Podróżnicy, którzy nie mają zbyt wiele czasu dlatego że śpieszą się do pracy od 9 do 5 i do płacenia podatków zazwyczaj omijają Kashan. Według mnie jest to jednak wielki błąd gdyż Kashan jest jednym z najstarszych miast w Iranie o bogatej historii i wielu ciekawych obiektach. Pomimo walk toczonych tutaj na przestrzeni wieków przez takich diabłów jak Turcy czy Arabowie i pomimo trzęsienia ziemi w 1779 roku zachowało się do dziś wiele wspaniałych obiektów. Oprócz dużego tradycyjnego bazaru i kilku meczetów wizytówką Kashan są tak zwane domy kupców będące wspaniałą sztuką architektoniczną antycznej Persji. Kashan może się także poszczycić tradycyjnymi łaźniami i caravanserai, z czego jeden jest przerobiony na hotel a przy wejściu do miasta jest też tradycyjny ogród perski – Fin. Stara część Kashan wygląda jakby była ulepiona z pustyni i jest to ta część, którą bez zastanowienia można wciąż nazywać piękną Persją, a nie Republiką Islamską. Z Kashan jest też związana dobra legenda o narodzinach Jezusa oraz zła legenda o najeździe Arabów. Poza tym jest to miasto wielu zielonych placów i fontann gdzie większość zabytków znajduje się blisko siebie. Kashan jest małym miastem o populacji około 300.000 ludzi co sprawia że nie jest ono męczące.

dsc_0038

Dom kupców w Kashan.

Gdy przyjechałem do Kashan był już wieczór i miałem problem ze znalezieniem hotelu. Najtańszy był niestety pełny dlatego stanąłem na ulicy i spotkałem się z wielkim zainteresowaniem przechodzących ludzi. Młody chłopiec spacerujący z rodziną znał angielski dlatego polecił mi kilka miejsc. Podziękowałem i czytając mapę poszedłem ciemnymi ulicami Kashan.

W okolicy meczetu Agha Bozorg stoi tradycyjnie zbudowany hotel o nazwie Khan-e Ehsan i jest on ukryty w bardzo małej ulicy, co sprawia że gdyby nie napis byłoby go bardzo łatwo przeoczyć. Do hotelu prowadzi korytarz, którego ściany są zbudowane z gliny i trocin na wzór antycznego stylu co sprawia, że samo wejście do hotelu jest już przeniesieniem się w czasie. Główna część hotelu wygląda jak starodawne caravanserai, które widziałem już wcześniej w Azerbejdżanie oraz Uzbekistanie. Po środku prostokątnego placu znajduje się duży, płytki basen z fontanną otoczony czajchanami i ładną roślinnością a dookoła niego jest jednopiętrowy hotel zbudowany na liniach prostokątnego placu. Hotel ten jest zbudowany z kamieni i posiada typowe dla perskiej architektury łuki podczas gdy każdy z pokoi także jest kontynuacją wielkiego prostokąta i kryje się na drugim planie korytarza. (Zdaję sobie sprawę, że jest to zagmatwane także wyobraźmy sobie prostokąt gdzie każda ze ścian jest podzielona na pokoje a przed nimi jest długi korytarz i łuki z widokiem na akwen wodny. Noc w tym hotelu kosztowała 300.000 Rial za miejsce w pokoju wieloosobowym lecz tych też już niestety nie było. Były tylko droższe pokoje dlatego recepcjonista porozmawiał w mojej sprawie z szefem i dali mi się przespać za jedyne 100.000 Rial za noc w piwniczej komnacie gdzie stały łóżka oraz różnego rodzaju sprzęty. Pokój ten nie był jeszcze przygotowany dla snobów lub turystów z portfelami grubymi jak obwód najedzonej anakondy lecz dla podróżnika z namiotem i plecakiem był w sam raz. Zazwyczaj nigdy nie opisuję hoteli lecz ten był szczególny gdyż tutaj czułem się jak w antycznej Persji. (Potem byłem też w tego rodzaju hotelu w mieście Yazd).

dsc_0054

Misternie wykonany sufit w Kashan.

Nazajutrz, z uwagi na bliskość tego obiektu poszedłem obejrzeć interesujący meczet Agha Bozorg i Madresah (szkoła muzułmańska). Jest to jeden z najbardziej efektownych kompleksów muzułmańskich w Kashan zbudowany w kolorze pustyni, z tradycyjnymi łukami i kopułą zbudowaną w połowie XIX wieku. Meczet ten charakteryzują między innymi dwa minarety ozdobione kolorową mozaiką, kierunek wskazujący Mekkę i piękne drewniane drzwi. Oprócz swego tradycyjnego stylu oraz koloru pustyni, który podoba mi się bardziej niż przesadna mozaika, charakterystyczną częścią tego meczetu jest plac po środku znajdujący się pod poziomem ulicy i fundamentów samego meczetu. Natomist cegły do jego budowy zostały zrobione z gliny co tłumaczy kolor pustyni. Meczet ten jest bardzo zacisznym i interesującym miejscem choć z drugiej strony chwała Bogu że znajduje się on w Iranie a nie w Warszawie. Potem przychodziłem tu jeszcze parę razy aby przyjrzeć się detalom oraz napić się herbaty na ulicznej imprezie przed meczetem.

Następnie idąc ulicami Kashan przysiadałem czasem na zielonych placach z fontannami, aż dotarłem do tradycyjnego bazaru.Tradycyjny bazar w Kashan nie jest tak ogromny jak ten w Teheranie i nie jest też tak chaotyczny, co sprawia że można z większym spokojem obserwować tradycyjne dla perskiej architektury łuki i kopuły, rozmaite towary oraz życie bazarników i klientów. Warto przy tym wspomnieć, że turysta z Polski także nie pozostaje niezauważony i też jest przedmiotem obserwacji kobiet owiniętych w czarne prześcieradła oraz wystukiwaczy miedzianych garnków. Pamiętać jednak trzeba, że w opinii Europejczyka bazar jest tylko miejscem handlu natomiast w Persji bazar jest dziełem sztuki związanym z perską kulturą. Najbardziej efektownymi częściami bazaru były dla mnie ogromne komnaty, które piętrzyły się ku wysokiemu sufitowi za pomocą tradycyjnych łuków oraz starannych malunków na rzeźbionych częściach filarów. Z tego powodu bazar w Persji nie jest tylko miejscem handlu ale także muzeum oraz miejscem gdzie spotyka się cały naród bez względu na klasy społeczne. Bazar w Iranie jest centrum społecznym, kulturowym, ekonomicznym, politycznym i religijnym. Interesujący jest także dach bazaru Kashan gdyż składa się on z wielu kopuł i małych wież w kolorze pustyni. Na szczęście jest możliwość wejścia na górę aby je zobaczyć kopuły oraz wełnę suszącą się w perskim słońcu. (Dobrym miejscem do obserwacji dachu bazaru jest wysoka kopuła o nazwie Timche-ye Amin al Dowleh). Będąc na bazarze przypominam także, że pośpiech jest bardzo złym doradcą. Tutaj należy mieć czas aby usiąść z Persami przy szklance tradycyjnej herbaty i zagubić się w tym co pozostało z antycznej Persji.

Będąc na bazarze polecam zajrzeć do meczetu Soltaniyeh z XIX wieku, którego obecny kształt został zbudowany w 1808 roku. Obecnie znajduje się tam madresa otwarta także dla kobiet. Meczet ten składa się z ogromnej, rzeźbionej bramy ozdobionej błękitną mozaiką a za nią znajduje się wielka kopuła w kolorze pustyni. Przed wejściem do meczetu jest prostokątny akwen wodny oraz drzewa po jego obu stronach. Dookoła natomiast jest bazar.

Innym miejscem będącym częścią bazaru jest herbaciarnia przerobiona z tradycyjnej łaźni. Hammam-e Khan posiada czajchany, ptaszki w klatkach, perski zespół śpiewający tradycyjne pieśni oraz także podaje dobrą zieloną herbatę, daktyle i ciastka.

dsc_0082

Cały pierwszy dzień spędziłem na wolnym zwiedzaniu Kashan a wieczorem spędziłem przyjemny czas w tradycyjnym hotelu zbudowanym na wzór perskiego caravanserai. Wyszedłem też jeszcze raz aby napić się herbaty oferowanej przed meczetem a potem poszedłem spać w piwnicy hotelu. Następnego ranka zabrałem się za zwiedzanie tego co jest charakterystyczne dla Kashan. Zobaczyłem domy kupców, łaźnie oraz stare mury miasta. W Kashan jest także wiele meczetów i kaplic lecz nie interesowały mnie do takiego stopnia gdyż nie sposób jest zobaczyć wszystkich a potem wszystkich zapamiętać. Pozatym myślę, że zwiedzane obiekty należy starannie dobierać aby nie stały się nudne i podobne do siebie. Tak samo jest ze świątyniami i stupami buddyjskimi w Tajlandii czy Birmie oraz z kościołami w Armenii.

Na wielką uwagę zasługują Domy Kupców, które zostały zbudowane w XVIII i XIX wieku i choć wiele z nich zostało zniszczonych lub nawet obróconych w krajobraz pustyni, kilka zostało skrupulatnie odbudowanych. Pomysł ten okazał się genialny gdyż Domy Kupców przyciągają wielu turystów i dobrze reklamują miasto Kashan. Domy te są zbudowane w podobny sposób jak wcześniej opisywany hotel w którym mieszkałem, to znaczy po środku jest zbudowany dziedziniec z akwenem wodnym i zielenią, a dookoła jest misternie wykonany dom z pokojami, balkonami i korytarzami. Jako, że architektura ta pochodzi z ery Qajar całość jest ozdobiona łukami, misternie wykonaną mozaiką oraz często także ścianami wykonanymi z gliny i słomy co daje pasujący do otoczenia kolor pustyni. Każdy z tych domów posiada także bramy i ozdoby charakterystyczne dla bram perskich meczetów i choć domy te nie są meczetami to są ogromne podobieństwa w stylu. Żależnie od domu obiekty te mają różną ilość pięter oraz labiryntowych przejść lecz ważne jest według mnie aby nie traktować tych wspaniałych budowli tylko jako domy lecz jako skanseny o wielkiej wartości architektoniczno-historycznej. Z drugiej strony domy te są także symbolem przepychu i bogactwa tamtych i tych czasów, gdyż mieszkały tutaj rodziny najbogatszych kupców, podczas gdy zwykli pasterze i kupcy mieszkali w prostych domach, gliniankach lub namiotach. Pierwszym, który odwiedziłem był Khan-e Ameriha zbudowany pod koniec XVIII wieku i który jest jednym z najbardziej wykwintnych. Należał on do jednego z najbogatszych ludzi w Persji, Agha Ameri, który postanowił zbudować dom godny milionera i który w skończonej wersji miał 900m² sztuki, bogactwa i przepychu. Gdy dom legł w gruzach, w 1999 roku odbyły się prace restauracyjne i po milionach dolarów wydanych na jego odbudowę pierwsze dziedzińce w końcu wyglądają jako miliony dolarów. Na terenie domu Ameriha są także dwie łaźnie (hammam), w tym jedna zbudowana specjalnie dla ciężarnych kobiet. Innym Domem Kupców do którego poszedłem był Khan-e Tabatabei, zbudowany przez sławnego producenta dywanów perskich w 1880 roku. Ta luksusowa rezydencja oprócz akwenu wodnego i tradycyjnych elementów architektonicznych posiada obszerną, mistrzowską rzeźbę w kamieniu oraz szklaną mozaikę wykoną przez mistrzów perskiej cierpliwości. Tabatebei posiada aż 4 dziedzińce i 40 pokoi i zajmuje powierzchnię 4730m². Kolejnym domem był Khan-e Borujerdi, który jest podobny do wcześniejszych domów oraz który także posiada misternie rzeźbione ściany, drewniane drzwi do komnat kryjące się za charakterystycznymi łukami oraz akwen z fontanną po środku dziedzińca. Rzeczami charakterystycznymi są tutaj ozdoby w kształcie kamiennych stalaktytów wyrastających z sufitów oraz w jednym z przejść głównego dziedzińca wykuty w suficie dywan perski. Ważnym punktem całego obiektu jest także dach na którym znajduje się dziedziniec z wieżami i sześciostronnymi, piętrzącymi się kopułami. Dodam, że ten jeden element stał się symbolem Kashan. Innym domem jest Khan-e Abbasian, który składa się z sześciu budynków zbudowanych na kilku piętrach i posiada kilka małych dziedzińców. Sześć dziedzińców zostało zbudowanych dla sześciu rodzin a całość zbudowana została w taki sposób aby pokazać przestrzeń podczas wchodzenia na górę kończąc się otwartym dziedzińcem na szczycie. Ściany rezydencji są ozdobione rzeźbami a pokoje oknami ze szklaną mozaiką i grą świateł uzyskaną za pomocą szklanych ozdób. Dom Abbasian posiada także liczne przejścia z jednego dziedzińca na drugi.

dsc_0063

Innymi budowlami, które polecam na terenie antycznego miasta są na przykład grube Mury Starego Miasta zbudowane z gliny i trocin, w kolorze pustyni. Po jednej jego stronie jest też okrągły, stożkowaty budynek przypominający swym wyglądem tradycyjny dom lodowy. Podróżnicy spragnieni widoku Kashan z wyższej perspektywy mogą się wspiąć na mur. Pomimo też, że w Iranie widziałem wiele tradycyjnych łaźni myślę że dobrym wyborem jest Hammam-e Sultan Mir Ahmad, który jest znakomitym przykładem perskiej łaźni zbudowanej w połowie XV wieku. Czytałem, że do prac restauracyjnych zostały użyte: mleko, jajka, mąka sojowa i cytryna jako podobno silniejsze niż cement. Łaźnia ta znajduje się zaraz koło domu Khan-e Borujerdi i aby zobaczyć charakterystyczny dla perskich łaźni dach radzę się wspiąć na murek, co ja oczywiście zrobiłem.

Nazajutrz wymeldowałem się z mojego wspaniałego, historycznego hotelu i pojechałem taksówką do Ogrodu Fin, który znajduje się 9 kilometrów za centrum Kashan. Ogród Fin jest klasycznym ogrodem perskim oraz antyczną wizją raju. Został on zbudowany na przełomie XVI i XVII wieku przez władcę Persji Abbasa I a przez kolejne wieki był udoskonalany. Obejmuje on obszar 2.3 hehtara i jest otoczony grubym, beżowym murem z wieżami obserwacyjnymi po bokach. W środku znajdują się przycięte trawniki i wysokie drzewa choć rzeczą charakterystyczną są kanały wodne biegnące przez środek ogrodu, dookoła zieleni z fontanną jako punktem kulminacyjnym. Oprócz strumieni i basenów w ogrodzie Fin znajduje się także zdobiony, klasyczny pawilon z okresu Qajar z malunkami na ścianach i na suficie. Nosi on nazwę Shotorgaluye Safavi. Z uwagi na historię na wielką uwagę zasługuje także łaźnia w której został uwięziony a potem zamordowany perski nacjonalista i bohater Amir Kabir. Pomimo, że zrewolucjonizował on Persję na dobre w wielu ważnych sprawach matka szacha miała go dość i zdołała przekonać swojego syna aby się go pozbyć.

dsc_1509

Piękny bazar w Kashan.

Ogród Fin stanowi więc połączenie przyrody i wykorzystanie strumieni wodnych jako bardzo ważnego elementu całej struktury z tradycyjną architekturą i historią Persji. Na zewnątrz ogrodu są czajchany gdzie można napić się herbaty i zjeść perskie danie oraz są też dorożki. Sprawia to wszystko, że w towarzystwie uroczej Pani zarówno ogród jak i jego okolice mogą być bardzo romantycznym sposobem na spędzenie dnia.

Następnie wsiadłem do dzielonej taksówki i pojechałem na dworzec autobusowy w Kashan.

Kashan było pięknym i bardzo wartościowym przystankiem mojej perskiej podróży. Pomimo, że miasto to nie jest wymieniane w ścisłej czołówce atrakcji turystycznych Iranu, uważam że jest tak samo wartościowe pod kątem historycznym jak Yazd czy Shiraz, choć jest mniejsze. Ponadto Kashan znajduje się na trasie do Esfahan, które odwiedzają wszyscy dlatego zatrzymanie się tu nie stanowi problemu.

Transport z Kashan do Abyaneh

Pojechałem autobusem w stronę Esfahan około 1.5h i wysiadłem na rozwidleniu dróg na Abyaneh. Bilet kosztował mnie 40.000 Rial. Na rozwidleniu dróg czekałem około pół godziny na autostop lecz nie miałem szczęścia. Znalazłem się na dużej, pustynnej przestrzeni. Wiatr wiał w oczy a w pobliżu były tylko mijające samochody oraz na moje szczęście mały sklep w oddali, gdyż skończyła mi się woda. W końcu straciłem cierpliwość i ruszyłem poprzez pustynię.

dsc_0756

Szczęśliwie zatrzymał się stary grat którym jechało dwóch mężczyzn i młoda kobieta. Wszyscy byli podekscytowani moim widokiem gdyż zobaczenie Białego na pustej drodze w Iranie, gdzieś na pustynnej, zapomnianej by się wydawało drodze to jak zobaczyć ptaka dodo pukającego do drzwi Muzeum Historii Naturalnej. Moja droga wiodła przez pustynię choć było ciekawie z powodu gór i zagłębień w terenie przeplatanych ubogą roślinnością i o ile wzrok mnie nie mylił zobaczyłem też ruinę fortecy na jednej z piaszczystych pagórków.

Właściciele grata wysadzili mnie zaraz przed Abyaneh abym mógł zrobić zdjęcia i abym mógł sobie wyobrazić, że prezydent Iranu powita mnie osobiście w Abyaneh. Niestety…………obyło się bez owacji, ale przynajmniej dojechałem.

Abyaneh

Abyaneh jest jedną z najstarszych wiosek w Iranie (wyżej pisałem o wioskach Masuleh i Kandovan) gdyż ma około 1500 lat. Leży ona u podnóży Mt Karkas (3899m n.p.m.) i została zbudowana z cegieł zrobionych z czerwonego błota oraz w kierunku wschodnim, tak aby otrzymywać więcej słońca latem i mniej mroźnych, porywistych wiatrów zimą. Wioska ta jest bardzo charakterystyczna i nazywana czasem czerwoną wsią a jej wąskie ulice prowadzą poprzez dwupiętrowe czerwone domy, czasem z drewnianymi balkonami. Z uwagi na swój wiek oraz delikatną konstrukcję Abyaneh zostało zaliczone do bogactw kulturowych Iranu. Myślę, że najlepiej jest po prostu spacerować po tej szczególnej wsi i obserwować jej oryginalne piękno bez szukania konkretnych celów, a zapewniam że gdziekolwiek nie pójdziemy zobaczymy wiele czerwonego przenoszącego nas w czasie. Chodząc po Abyaneh natrafiłem jednak na mały meczet Jameh z XI wieku z licznymi rzeźbieniami i akwenem po środku. Radzę też wejść do środka aby zobaczyć czerwone okna, ogromne kłody, drzewa pod sufitem i szczególną atmosferę miejsca przypominającą mi Tybet.

dsc_0394

Abyaneh – wieś z czerownego piaskowca.

Polecam też nie dający się nie zauważyć na czerwonym tle Imamzadeh-ye Yahya z XIV wieku ozdobiony błękitną mozaiką oraz kaplicę Zeyaratgah. Wszystkie te obiekty znajdują się obok siebie. Jednak mi najbardziej podobała się sama obecność w Abyaneh i spacerowanie jego wąskimi, czerwonymi ulicami, a także obcowanie z jego bardzo nieśmiałymi mieszkańcami oraz śmiałymi turystami którzy chcieli mi robić zdjęcia. Według spisu ludności z 2006 roku populacja Abyaneh to tylko 305 osób, czyli 160 rodzin. Oprócz tego mieszkańcy Abyaneh są tak szczególni, że mówią staroperskim dialektem i noszą charakterystyczne dla siebie stroje.

W Abyaneh znajduje się jeden hotel o nazwie hotel Abyaneh w którym udało mi się spędzić noc za jedyne 200.000 Rial ze śniadaniem, pomimo że cena była znacznie wyższa. Polecam też restaurację na głównej drodze gdzie podają wyśmienite perskie jedzenie i gdzie odbyłem rozmowę z synem właściciela. Mówił, że wiele młodych chce emigrować gdyż w Iranie nie ma przyszłości i są ciągłe zakazy lecz on miał restaurację, ładną żonę i chciał zostać w Iranie. Właśnie wynosili się z Abyaneh gdyż zbliżały się zimne miesiące.

Chętni mogą także przejść przez rzekę i wejść na górę do ścian ruin zamku, także pomimo że całe Abyaneh można zobaczyć w godzinę polecam także miejscową restaurację oraz rozłożenie namiotu nad rzeką. Pamiętajmy, że przygoda gdzieś tam jest i zawsze na nas czeka i nawet miejsce tak popularne jak Abyaneh może być odkrywane na wiele różnych sposobów. Abyaneh było jak najbardziej warte zboczenia z trasy.

Transport z Abyaneh do Esfahan

Gdy wyszedłem z Abyaneh niemal od razu podjechał stary grat, który podwiózł mnie do głównej drogi a potem zatrzymałem ciężarówkę jadącą w kierunku Esfahan. Kierowca wysadził mnie na przedmieściach Natanz gdzie nieopodal znajduje się sławne centrum wzbogacania uranu. (Swoją drogą pomyślałem że zabawne byłoby gdyby żydowski Amerykanin zapukał do posterunku policji w Natanz i zapytał czy sprzedają bilety do tego obiektu). Widziałem jednak, że kierowca ciężarówki nie chciał mnie wieźć dalej mimo że sam jechał do Esfahan. Od czasu gdy wyjechaliśmy na główną drogę wypatrywał czy jadą autobusy i zatrąbił na jeden właśnie w Natanz. Zanim dojechaliśmy do Natanz był w dobrym humorze ale im było bliżej do tego miejsca zachowywał się coraz bardziej nerwowo.

dsc_0305

Abyaneh – wieś z czerownego piaskowca.

W Natanz stałem się już zbędnym balastem, którego należało się pozbyć.

Z Natanz do Esfahan zapłaciłem 60.000 Rial a kierowca autobusu wybiegł jak oparzony na drogę, wrzócił mój plecak do bagażnika a potem szybko mnie do autobusu. On w Natanz po prostu nie chcial być.

Esfahan

Stare miasto Esfahan jest brylantem architektonicznym muzułmańskiego świata i klejnotem Persji. Esfahan posiada wielki tradycyjny bazar pełen ciekawej sztuki, sklepy z ręcznie tkanymi perskimi dywanami, antyczne ogrody i mosty, fontanny i błękitne kopuły wielkich meczetów. Stare Esfahan jest wspaniałym sposobem na to aby przenieść się w czasie do antycznej Persji i dlatego radzę podróżnikom aby przeznaczyli wystarczająco dużo czasu na to wyjątkowe miejsce. Podróżnik musi mieć czas aby pochodzić po starych bazarach, aby napić się herbaty pod malowanymi sufitami oraz aby dać się zaprosić na kolejną herbatę do tradycyjnego salonu z dywanami. Podróżnik będzie się czuł dobrze w Esfahan chodząc po perskich ogrodach lub aby posiedzieć przy fontannie na Placu Chomeiniego, wśród zieleni, zaprzęgów konnych oraz sprzedawców dywanów, obrazów i malunków na kościach zwierząt, mających „super ofertę tylko dzisiaj i tylko dla was”. Nie należy też przeoczyć zabytkowych mostów oraz kościołów w ormiańskiej dzielnicy a także perskich restauracji. Tym czym dla wykształconego Europejczyka jest starożytny Rzym, Watykan lub Ateny tym dla Persa jest właśnie Esfahan; oraz Yazd i Shiraz. Po tym jak Mongołowie okradli i zrujnowali to wcześniej piękno miasto, pod koniec XVI wieku szach Abbas I zwany też Wielkim przeobraził Esfahan w prężne centrum handlu, kultury i sztuki. Esfahan stało się miastem będącym w ścisłej czołówce szlaków handlowych a dynastia władcy budowała dzieła architektury oraz wabiła do siebie wybitnych rzemieślników i bogatych kupców.

Należy jednak pamiętać, że całe Esfahan nie jest piękne ale tylko jego antyczna część. Esfahan jest dziś trzecim największym miastem Iranu, które ma populację ponad 1.5 mln oraz korki uliczne i ciężki przemysł trujące powietrze. Do tego wszystkiego w okolicach Esfahan jest także elektrownia atomowa gdzie wzbogacany jest uran, będący jednym z głównych bolączek syjonistycznego reżimu.

Gdy przyjechałem na dworzec w Esfahan zaczepiało mnie wielu taksówkarzy, którzy chcieli mnie podwieźć do najtańszego hotelu w mieście za 100.000 Rial lecz w końcu jeden mnie podwiózł za 20.000 Rial gdyż taka jest cena za jedną osobę. Wysiadłem przy hotelu Amir Kabir, który jest najtańszym z najtańszych w całym Esfahan i gdzie za matę na podłodze ze śniadaniem zapłaciłem jedyne 200.000 Rial. Hotel Amir Kabir znajduje się bardzo blisko do większości atrakcji turystycznych i ma miłą obsługę.

Stare Esfahan wokół meczetu Jameh

Tego samego dnia wyszedłem zobaczyć Esfahan i najpierw dotarłem na plac Imam Ali, który ma to do siebie że jest przede wszystkim ogromny. Został on zbudowany na 32 hektarach blisko historycznej części Esfahan i według opinii historyków ma on około 800 lat i niedawno został przebudowany zachowując swój tradycyjny perski styl. Te dwie rzeczy nasunęły mi się na myśl gdy zobaczyłem tę wielką, betonową bryłę otoczoną tradycyjnymi łukami z suchą fontanną po środku.

dsc_0573

Główny plac w Esfahan.

Po dłuższej analizie tego placu dotarły do mnie informacje, że plac Imam Ali został zbudowany tak aby według planów i opinii muzułmańskich kleryków odzwierciedlał on Islamską Rewolucję, dlatego że ludzie chcą ochrony Islamskiej Rewolucji i przez to ożywienia tożsamości Esfahan. Czyżby??? O ile wiem Esfahan powstało setki lat przed Islamską Rewolucją a jej zabytki nie były zbudowane dla rewolucji starych, fanatycznych błaznów ale dla sztuki, kultury i handlu. Piszę o tym aby zaakcentować fakt, że reżim w Iranie będzie wykorzystywał każdy czyn dla własnych politycznych celów, zupełnie tak jak liberalno-lewicowy reżim Unii Europejskiej wykorzystuje czarnych, muzułmanów i homoseksualistów do swoich politycznych celów.

W każdym razie plac Imam Ali znajduje się blisko Bazaru-e Bozorg oraz historycznego meczetu Jameh i stanowi początek drogi do placu Imam Chomeini, pełnego zabytków i sklepów ze sztuką i pamiątkami.

Przed placem Imam Ali zatrzymałem się też na małą przekąskę i herbatkę w lokalnej knajpie. Miejsce to znajduje się zaraz koło sklepu z wystawionymi garnkami na ulicy i stanowi dobry punkt obserwacyjny na kobiety w czarnych prześcieradłach targujących się o przedmioty domowego użytku.

Następnie wyszedłem z placu Imam Ali i poszedłem na antyczny bazar zwany Bazar-e Bozorg. Przejścia pod perskimi łukami opierające się na małych kopułach tetnią życiem, są miejscem rozmów towarzyskich i zaciętego handlu. Bazar składa się z wielu zadaszonych i zatłoczonych przejść zastawionych towarami oraz wielkich zdobionych komnat poświęconych tylko na handel perskimi dywanami i oczywiście picie herbaty wśród łuków, kopuł oraz mozaikowej terakoty i fresków. Bazar-e Bozorg to zespół przejśc, korytarzy, arkad oraz komnat służących niegdyś jako madresy i caravanserai, dziś służących jako jeden wielkich bazar, czyli serce perskiej kultury. Zwłaszcza koło pobliskiego meczetu Jameh ta część Bazar-e Bozorg ma około tysiąca lat lecz większość pochodzi ze wczesnego XVII wieku, czasów burzliwej rozbudowy za władania szacha Abbasa I.

dsc_0071

Na terenie Bazar-e Bozorg znajduje się meczet Jameh i choć wydawałoby się że nie ma nic szczególnego w jeszcze jednym meczecie to jednak ten z uwagi na swój wiek i projekt warto zobaczyć. Mimo, że obszar ten służył jako miejsce modłów już wcześniej budowa meczetu Jameh zaczęła się w XI wieku a następnie przez kolejne wieki różne dynastie panujące nad Iranem budowały kolejne jego elementy według własnego stylu i uznania. Meczet Jameh więc, który jest największym meczetem w Iranie gdyż zajmuje ponad 20.000m² zabiera nas w architektoniczno-historyczną podróż poprzez czasy Seljuków, Mongołów i Safavidów. Biorąc pod uwagę ogrom głównego prostokątnego dziedzińca, komnat do modłów, bogactwa łuków, filarów, mozajek i ozdób meczet Jameh ma ogromną wartość historyczną. Po stronie południowej i północnej znajdują się dwie ogromne bramy pokryte błękitną mozaiką a po środku placu fontanna mająca imitować tę w Mecce. Oprócz tego są także pokoje zbudowane w XIII i XIV wieku ozdobione koranicznymi inskrypcjami i wzorami kwiatów. Przez stulecia meczet Jameh był także niszczony przez trzęsienia ziemi lecz jego perfekcyjna geometryczna konstrukcja przetrwała. Wielkie uznanie przywiązywane jest także do dwóch kopuł o nazwach Nezam al-Molk i Taj al-Molk, która jest uznawana za matematycznie najbardziej perfekcyjną kopułę od 900 lat i która właśnie dzięki temu przetrwała wszystkie trzęsienia ziemi. Kopuły te są jednymi z najstarszych części tego meczetu.

Gdy wyszedłem z meczetu Jameh było już późne popołudnie dlatego nie chciałem dłużej zwiedzać. Najpierw posiedziałem w okolicy meczetu Jameh jedząc lody i oglądając towary. Mimo, że robiło się już późno przeszedłem zadaszonym tunelem pustych już sklepów do placu Imam Khomeini. Byłem nad fontanną i rozejrzałem się trochę choć z drugiej strony nie chciałem też aby był to mój główny dzień zwiedzania tego miejsca. Wkrótce, już po zmroku wróciłem do hotelu Amir Kabir i popijałem herbatę oglądając zdjęcia z Esfahan i Abyaneh.

dsc_0588

Pałac Ali Qapu w Esfahan.

Stare Esfahan wokół placu Imam Chomeini

Następnego dnia poszedłem od razu na Plac Chomeiniego, który znajduje się w centrum historycznym Esfahan i który jest dziedzictwem kultury światowej UNESCO. Został on skonstruowany na przełomie XVI i XVII wieku i na obszarze 89.600m² znajduje się wiele zabytków z okresu Safavidów. Plac ten jest otoczony tradycyjnym Wielkim Bazarem, gdzie spacerując pod zadaszonym, ozdobionym łukami otwartym tunelem można kupić wspaniałości sztuki perskiej, dywany w bardzo nastrojowych salonach, zastawę stołową, kryształy oraz zwykłe pocztówki. Zostałem tu zaproszony to pięknego salonu z ręcznie wyrabianymi dywanami gdzie sprzedawca poczęstował mnie herbatą a inni rozkładali przede mną jedwabne piękności o wspaniałych wzorach. Najstarsze części bazaru mają około 1000 lat a obiekt ten jest jednym z najstarszych i największych na Bliskim Wschodzie. Na placu Chomeiniego o długości 512m i szerokości 163m znajduje się wielki akwen wodny z fontannami oraz starannie przycięte trawniki i zadbane drzewka. Jeżdżą tu także dorożki i pomimo dużego terytorium każdy może znaleźć dla siebie zaciszne miejsce. Sam bazar natomiast zbudowany na krawędziach wielkiego placu jest bogatym muzeum pięknych przedmiotów i interesującej architektury. Początkowo plac Chomeiniego był nazwany Naqsh-e Jehan co oznacza „wzór świata” i cieszmy się, że muzułmański wzór jednak nie opanował całego świata. Gdy szach Abbas Wielki zaczynał budować ten plac miał być on centrum nowej stolicy i perłą dynastii Safavidów i dlatego planem jego było zbudowanie obiektów na jego terenie, które staną się ponadczasową klasyką muzułmańskiej sztuki. Szach był do tego stopnia pochłonięty budową, że sprowadził najlepszych artystów także spoza Persji. Sprowadził Chińczyków aby ci nauczyli Persów wyrabiania porcelany a także Hindusów oraz europejskich artystów i rzemieślników. Za czasów szacha Abbasa Esfahan było zlepkiem wielu cywlizacji i kultur z jednoczesnym poszanowaniem własnej i dlatego niezmiernie ważne jest aby powiedzieć, że szach zapraszał tych ludzi którzy mogli wzbogacić Esfahan ekonomicznie, kulturowo i także towarzysko. (Nie była to więc zarobaczona marksizmem utopijna wizja multi-kulti gdzie liberalny władca zbiera śmieci ze wszystkich zakamarków świata dla swych politycznych celów). Trzy obiekty, które na pewno rzucą się każdemu w oczy to pałac Ali Qapu po zachodniej stronie, meczet Sheikh Loft Allah po wschodniej stronie oraz Meczet Szacha po stronie południowej.

Warto też wspomnieć, że plac Imama Chomeiniego widnieje na banknocie 20.000 Rial i jest on drugim największym placem na świecie po placu Tienanmen w Pekinie.

dsc_0570

Meczet Szacha (Masjid-e Shah) jest punktem kulminacyjnym architektury Safavidów oraz klejnotem kulturowym antycznej cywilizacji. Meczet ten posiada tradycyjną bramę z dwoma minaretami ozdobionymi w błekitną mozaikę i muzułmańskie wzory oraz największą kopułę w Esfahan. Wewnątrz znajdują się tradycyjne elementy, takie jak dziedziniec z akwenem wodnym i kolejne dwie bramy ozdobione zaawansowaną kaligrafią oraz motywami muzułmańskimi wykonanymi przez najlepszych artystów tamtych czasów. Obiekt ten posiada także dwie madresy (muzułmańskie szkoły) oraz sale do modłów z sufitami odzwierciedlającymi stylowe kopuły. Warto też wspomnieć, że choć samo wejście główne jest skierowane na wprost do fontanny na Placu Chomeiniego to już sam Meczet Szacha oraz plac przed nim są skierowane w kierunku Mekki. Geometryczna symetria tego meczetu oraz białe marmury u jego podstaw przechodzące w turkusową, zdobioną mozaikę zaliczają go do jednych z najlepszych w muzułmańskim świecie. Budowa zaczęła się w 1611 roku a skończyła dopiero w 1629, co oznacza że w głównej mierze upiększanie tego miejsca kultu zajęło aż 18 lat. Meczet ten służy turystom oraz modlącym się muzułmanom.

Meczet Sheikh Loft Allah. Ten meczet jest mniejszy niż ten który opisywałem wcześniej i nie posiada on minaretów ani dziedzińca. Jednak według opinii ekspertów kaligrafia na błękitnych mozaikach, zarówno na bramie głównej, na wielkiej kopule oraz sufitach przewyższa swoim wykonaniem poprzedni meczet. Różni je także fakt, że Meczet Szacha był meczetem dla wszystkich podczas gdy Meczet Sheikh Loft Allah był tylko do użytku samego szacha, jego świty i rodziny oraz licznego haremu. Przez długie lata nie mógł się do niego dostać nikt oprócz wybranych a ludzie Esfahan mogli go podziwiać tylko od zewnątrz. Meczet ten należy też oglądać w dzień a potem jeszcze raz podczas zachodu słońca aby zobaczyć w jaki sposób zmieniają się kolory na różnych częściach mozaiki pokrywających ogromnę kopułę i do jakiej iluzji doprowadza gra świateł wewnątrz. Stoi on na przeciwko pałacu Ali Qapu i był on budowany w latach 1602-1619 czyli przed Masjid-e Shah.

Pałac Ali Qapu nie jest właściwie pałacem. Jest to 6 piętrowy, zdobiony łukami, filarami i wewnętrzymi malowidłami pawilon, którego głównym zadaniem było spełniać rolę majestatycznej bramy. Ta prostokątna budowla o wysokości 48m miała też za zadanie robić wrażenie na gościach i jak najbardziej robi. Ali Qapu posiada wiele pokoi gdzie malowidła na ścianach i sufitach są uznawane za jedne z najlepszych podczas gdy wąskie schody prowadzą nas do tarasu. Taras z kolei jest podtrzymywany przez 18 filarów i jest ozdobiony kolejnymi malowidłami. Z tego miejsca właśnie jest najlepszy widok na plac Imam Chomeiniego, na bazar i dwa meczety z wyższej perspektywy. Gdy ja tu byłem odbywał się niestety remont i musiałem przeskakiwać z jednej deski na drugą aby po odsłonięciu celofanu znaleźć lepsze widoki. Natomiast w epoce Safavidów wysoko urodzeni siadali właśnie na tarasie Ali Qapu i z tego miejsca obserwowali klejnot Esfahan oraz zabawiali zagranicznych ambasadorów i oglądali gry polo i wyścigi konne, które niegdyś się tu odbywały.

Brama Ali Qapu została zbudowana pod koniec XVI wieku.

dsc_0320

Po wyjściu z Ali Qapu skręciłem w prawo a następnie jeszcze raz w prawo i poprzez ulicę dywanów i pamiątek dostałem się do Sepah street gdzie znajdują się kantory wymiany walut. Obok tej ulicy znajduje się między innymi Muzeum Sztuki, Muzeum Historii Naturalnej z dinozaurami przed wejściem oraz kawałek dalej pałac Chechel Sotun, którego opisem się teraz zajmę. Pawilon Chechel Sotun oraz piękny park, który go otacza są na liście dziedzictwa kultury światowej pod nazwą Perski Ogród. Został on zbudowany w pierwszej połowie XVII wieku za rządów szacha Abbasa II a jego celem było ukazanie piękna perskich ogrodów oraz przyjemne spacery wśród zieleni i wykwintnej sztuki podczas których szach zabawiał zagranicznych gości. Po wejściu ukazał się przede mną długi basen z fontannami otoczony deptakiem, rzeźbami oraz pięknymi roślinami. Przyznam, że nie od razu poszedłem dalej gdyż ujęło mnie bogactwo kolorów ogrodu, jego spokój i wszechstronność. Chechel Sotun oznacza „20 kolumn” nawiązujących do 20 wąskich drewnianych kolumn będących filarem piętrowego pawilonu stojącego za basenem i odbijającego się w tafli wody. Pawilon ten lub raczej Sala Tronowa jest zbudowana z zachowaniem architektury dynastii Safavidów choć mi najbardziej podobały się freski na ścianach przedstawiające bitwy tamtych czasów pomiędzy Persami a Uzbekami oraz pomiędzy Persami a Imperium Osmańskim. Są także wesołe freski jak te gdy szach Abbas II wita obcego gościa z muzykantami i tańczącymi dziewczynami. Na terenie ogrodu Chechel Sotun jest także kawiarnia, księgarnia oraz wiele kojących oczy zielonych terenów i egzotycznych roślin, które przyjemnie zajmują czas. Dla mnie na przykład zajmujące było stare, obcięte drzewo za Salą Tronową.

Pomimo, że według historycznych zapisków Chechel Sotun był ukończony w 1647 roku, to co widzimy dziś pochodzi z roku 1706 gdyż obiekt był odbudowany po pożarze. Następnie w XVIII wieku ogód Chechel Sotun był najechany przez Afgańczyków, którzy zamazali freski białą farbą gdyż uznali je za zbyt ekstrawaganckie (czytaj: mieli kompleks niższości na punkcie perskiej sztuki).

Będąc w Esfahan należy koniecznie obejrzeć ogrody Chechel Sotun.

Kilka minut spacerem od Chechel Sotun znajduje się park, który jest kolejnym cichym miejscem gdzie można odpocząć na ławkach wśród drzew. Na uwagę zasługuje tutaj pałac Hasht Behesht, oznaczający „siedem niebios”, który został zbudowany w latach 1660-tych. Gdy ja tu byłem wejście było ogrodzone lecz jest to konstrukcja podobna do pawilonu w pałacu Chechel Sotun. Także i tutaj konstrukcja jest podtrzymywana na drewnianych filarach a wnętrza są ozdobione mozaikami oraz sufitami wyciętymi na różne kształty. Za murem widać także inny obiekt. Jest to Madresah-Ye Chanar Bagi (muzułmańska szkoła) zbudowana w latach 1704-1714 lecz niestety wejście do niej jest zamknięte przez większość roku. Warto też wspomnieć że idąc z parku w kierunku przeciwnym do Placu Chomeiniego na głównej ulicy znajdują się wejścia do kolejnych dwóch antycznych bazarów. Wejścia do nich prowadzą przez duże drewniane drzwi a środek wygląda jak tunel zdobiony mozaiką oraz sklepami z biżuterią.

Siedząc w parku miałem ciekawe spotkanie. Otóż podszedł do mnie starszy mężczyzna, który zapytał mnie czy szukam żony dlatego że zna ładną dziewczynę, która szuka męża. Powiedział, że „Bóg się cieszy gdy dwoje ludzi się kocha”. Nie wątpię, że tak właśnie jest i pomimo że nie szukałem żony pomyślałem że mogłoby to być interesujące spotkanie dlatego nie kończyłem tej rozmowy. Mężczyzna chciał abym ją poślubił i koniecznie zabrał do Europy lecz ja odparłem że najpierw musiałbym ją poznać, zaprosić na herbatę i porozmawiać abyśmy mogli się poznać. W końcu nic z tego nie wyszło lecz dotarło do mnie, że w Iranie istnieją swatowie, którzy szukają europejskich mężów dla irańskich kobiet aby te mogły z nimi wyjechać do Europy. Pomimo, że w Iranie istnieje totalna kontrola mediów oraz nawet blokada niekorzystnej dla reżimu części internetu to mimo wszystko młodzi Irańczycy są karmieni tym jak „wspaniale” żyje się w Europie i ile jest tam wolności. Jest to moim zdaniem sprzedawanie marzeń w które wielu młodych Irańczyków chce uwierzyć gdyż są oni zmęczeni islamem i ciągłymi zakazami. Jak w wielu innych krajach w których wcześniej byłem Biały mężczyzna jest „przepustką do dobrobytu, wolności i pewnie ma bogactwa u siebie w domu” choć w Iranie obraz ten nie jest aż tak nierealny jak np. w Indiach czy w Kambodży. Powiedziałem mu też, że jestem katolikiem i dlatego bardzo ważne jest dla mnie aby moja żona też była. On odpowiedział, że na to jest czas choć myślę że byłby mi w stanie powiedzieć wszystko co chcę usłyszeć abym tylko jej kupił bilet i zabrał do „europejskiego Eldorado”.

Rzeka Zayandeh (katastrofa ekologiczna) oraz antyczne mosty

dsc_0411-2

Z uwagi na pustynny klimat Iran nie jest krajem wielkich rzek a rzeka Zayandeh jest zasilana przez góry Zagros i nie dociera nawet do morza. Chciałbym też powiedzieć, że miło byłoby tutaj spacerować, pływać łodką lub łowić ryby lecz niestety jest to niemożliwe gdyż rzeka ta jest sucha. Będąc tutaj zamiast wody widziałem suchą ziemię oraz gdzie niegdzie suche krzaki rosnące na byłym dnie. Jest to ogromny cios dla Esfahan, dla jego ludzi oraz dla milionów turystów; i biorąc pod uwagę że na pustyni jest coraz mniej wody, są to wręcz fatalne wiadomości. Jak na ironię tłumaczenie tej rzeki to „ta która daje życie” lecz od roku 2010 gdy rzeka wyschła bardziej adekwatną nazwą proponowaną przez wielu Irańczyków jest „ta która daje smierć”. Na brzegach nadal są starannie przycięte trawniki, deptaki i rzeźby oraz sławne mosty będące dziełami sztuki lecz rzeki ciągle nie ma i nie sądzę aby nawet Allach pomógł muzułmanom w przywróceniu jej do życia. Według oficjalnej opinii (czyli tej fałszywej) utrata rzeki Zayandeh została spowodowana przez „suszę” choć nikt nie zadaje pytania jak to się stało, że przed 2010 rokiem Iran był dokładnie tak samo suchy jak obecnie a rzeka wciąż płyneła przez Esfahan. Winę za tę katastrofę ponosi bezsensowne planowanie, bezsensowna polityka, marnowanie wody oraz przekładanie muzułmańskiej ideologii ponad ekologię i zdrowie ludzi. Reżim Ajatollachów znalazł pieniądze na kolejne meczety oraz renowację placu Imam Ali lecz po sezonowych suszach nie pojawił się nikt kto zapobiegłby stałej suszy. Oznacza to więc, że rząd Iranu był ostrzegany o nadciągającej katastrofie w postaci sezonowych susz lecz nic z tym nie zrobił gdyż wolał udawać że nie było problemu. Ignorancja i apatia to obok islamu jedna ze specjalności irańskiego rządu, która odbywa się kosztem ludzi.

Mistrzami oraz prekursorami w budowie mostów byli Rzymianie a potem Grecy co jest kolejnym dowodem na to, że świat został zapłodniony przez światło Białej cywilizacji i że świat wziął przykład z Europejczyków. Persowie także nauczyli się tej sztuki od Rzymian choć oczywiście musieli zaadoptować swój własny styl który współgrałby ze sztuką islamu. Dokładnie tak samo było z irygacją kanałów, których Persowie także nauczyli się od Rzymian. Zwłaszcza w suchym, pustynnym klimacie polityka wodna była niezmiernie ważna gdyż tylko dobre gospodarowanie wodą mogło doprowadzać do nawadniania miast i pól. Perskie mosty zbudowane w Esfahan pochodzą z czasów gdy Persją rządził szach Abbas I a potem szach Abbas II czyli z przełomu XVI i XVII wieku i służyły one nie tylko przechodniom ale też do przewożenia towarów, ale także miała na celu funkcje ozdobne i rekreacyjne. Znajduje się na nich wiele miejsc, które pozwalają przechodniom na prywatność na paru poziomach stanowiących także dobre punkty obserwacyjne na rzekę, a powtarzające się łuki dają ochronę przed palącym słońcem. Jak widzimy władcy z dynastii Safavidów nie chcieli tylko aby ich mosty prowadziły z jednego brzegu na drugi ale też żeby były one punktami spotkań i obserwacji przyrody i innych ludzi. Do tego część dla przechodniów i odpoczywających była bardzo dobrze oddzielona od części dla pojazdów.

dsc_0504

Dobrym przykładem jest tu most Allahverdy Khan zwany też Si-o-Seh Pol, który w dosłownym tłumaczeniu oznacza most 33 łuków. Ma on dokładnie 298m długości i został zbudowany pomiędzy 1599 a 1602 rokiem. Dziś jest używany jako most oraz kilka lat temu, gdy jeszcze była woda w korycie także jako tama. Jego spektakularna, masywna budowla składa się ze 100 identycznych łuków co oznacza że most ten jest w zasadzie kontynuacją tego samego elementu.

Drugim mostem, który jest jednym z najpiękniejszych to most Khaju, zbudowany przez szacha Abbasa II w 1650 roku. Ma on bardzo masywną, szeroką bramę oraz tak jak most Si-o-Seh Pol także spełnia funkcję tamy choć w tym przypadku podwójnej. Składa się on z dwóch pięter i jest on udekorowany malowidłami i mozaikowymi kafelkami oraz także jest kontynuacją jednego i tego samego łuku. Poza tym wygląda on o tyle efektowniej, że ma schody u wejścia do wody oraz 3 pary szerokich wież. Spacerując po niższym piętrze można zobaczyć bramy, które zamykając się regulują przepływ wody (lub regoluwałaby gdyby woda wciąż tam była). Most Khaju ma 110 m długości.

Najbliższym mostem od mostu Khaju jest most Chubi, o 21 łukach i mierzący 150m długości. Został on zbudowany przez szacha Abbasa II w 1665 roku w celu dodatkowej irygacji ogrodów w okolicznych pałacach. Tem most jest najskromniejszy ze wszystkich lecz znajduje się blisko i jest to miły spacer.

Innym mostem jest najstarszy most w Esfahan o nazwie Shahrestan, który ma długość prawie 108 metrów i szerokość ponad 5m. Został on zbudowany w innym stylu niż poprzednie gdyż jego kształt jest paraboliczny co oznacza że najwyżsszym punktem jest jego środek. Posiada on także dwa poziomy łuków; 13 na dole i 8 u góry i jest on znacznie mniejszy w swej formie niż poprzednie dwa, które opisałem. Wedle opinii historyków most Shahrestan pochodzi z XI lub XII wieku mimo że jego fundamenty są z około III do VII wieku. Do tego most ten znajduje się na sztucznym jeziorze koło rzeki w odległości 3-4km od mostu Khaju. Jest to przyjemny spacer, który radzę odbyć przynajmniej w jednym kierunku.

W wielu mostach znajdowały się też kiedyś herbaciarnie i gdy w Zayandeh była jeszcze woda musiały być to bardzo nastrojowe miejsca. Dziś w jednym z mostów był tylko sklep z pamiątkami oraz sprzedawcy i fotografowie na suchych brzegach rzeki Zayandeh.

Plac Chomeiniego w Esfahan.

Ormiańska dzielnica Jolfa

Szach Abbas I sprowadził chrześcijańskich Ormian w ogromnych liczbach z miasta Jolfa, które obecnie znajduje się po stronie irańskiej. Szach doceniał to, że Ormianie byli dobrymi artystami i mieli talent do handlu i dlatego dał im część ziemi poza centrum Esfahan. Ich religia była uszanowana choć Ormianie byli trzymani w jednym miejscu z dala od centrów muzułmańskich. (Przyznam, że separacja rasowo-kulturowa jest bardzo dobrą polityką, która przydałaby się w obecnej Europie). Dziś w Esfahan jest około 7000 Ormian a ich centrum znajduje się około katedry Vank, paru innych kościołów i cmentarza.

Dostałem się tam autobusem z okolic mostu Khaju lecz myślę, że spacerem zajęłoby to około pół godziny.

Obiektem, którego nie należy tu przeoczyć jest katedra Vank, zbudowana w latach 1606-1655. Z zewnątrz katedra ta nie jest najpiękniejsza, szczególnie dlatego że posiada muzułmańską kopułę, tyle tylko, że z krzyżem na wierzchołku. Jednak wewnątrz znajdują się wspaniałe freski przedstawiające Jezusa i Ostatnią Wieczerzę oraz geometrycznie perfekcyjne kształty. Na zewnątrz znajduje się plac z drzewem przy wejściu oraz na tym samym terenie muzeum Vank w którym zobaczyć można ręcznie pisane ormiańskie księgi, malunki i zdobione przedmioty z Armenii oraz także dokumenty przedstawiające ludobójstwo Ormian przez Turków.

Obok znajdują się także inne dwa kościoły i są to kościół Betlejem oraz kościół św. Marii. Ten drugi był jeszcze otwarty dlatego wszedłem do środka aby zobaczyć atrakcyjne freski. Kościół Betlejem zobaczyłem tylko dlatego, że wspiąłem się na stragan z warzywami a potem na mur. Niestety często jest on zamknięty. Pozatym większość kościołów w Iranie wygląda jak meczety, tylko że z krzyżami na muzułmańskich kopułach i kościół Betlejem jest tego najlepszym przykładem.

W dzielicy Jolfa młode Iranki czują się bezpieczniej gdyż są w towarzystwie chrześcijan. Dwa młode kociaki zaczepiły mnie aby ze mną porozmawiać a potem zaproponowałem wspólne zdjęcie. Im jest naprawdę lepiej bez muzułmanów gdyż znalazły ze mną bezpieczeństwo. Powiedziały mi, że widziały religijną policję która nie podeszła do nich tylko dlatego że były ze mną.

dsc_0516

● ● ●

Potem jeszcze raz wróciłem nad rzekę, następnie zaprosiłem się do taniej lecz pysznej, perskiej restauracji i wróciłem do hotelu Amir Kabir. Moje przygody w mieście Esfahan dobiegły już końca dlatego wziąłem swój duży plecak i autobusem pojechałem na dworzec. Esfahan było rzeczywiście bardzo wartościowym miejscem do odwiedzenia, którego nie należy omijać.

Bardziej zainteresowani mogą dołączyć do swojego planu podróży także okoliczne Trzęsące Minarety oraz Wieże Gołębi.

Transport z Esfahan do Yazd

Bez przeszkód na pokładzie dobrego autokaru, choć bilet kupiłem w ostatniej chwili. Jazda trwała 4h a za bilet zapłaciłem 80.000 Rial.

Yazd

(Pobyt nr 1)

Pustynne Yazd jest w mojej opinii jednym z najpiękniejszych miast w całym Iranie oraz unikatowym architektonicznie miejscem. Leżące 270km na południowy wschód od Esfahan, stare miastoYazd sprawia wrażenie jakby było ulepione z pustyni. Yazd jest popularne także ze względu na piękne pamiątki, ręcznie wyrabiane perskie dywany oraz słodycze. Yazd to także miasto posiadające dużą społeczność zaroastrian – wyznawców antycznej religii starożytnej Persji gdzie także znajduje się jedna ciekawa świątynia. Oprócz antycznych miejsc z których każda ma swoją opowieść w Yazd są także dobre herbaciarnie, piękny perski ogród, liczne ozdoby na sufitach oraz charakterystyczne wieże do „łapania wiatru”. Ponad wszystko jednak rzeczą najbardziej szczególną jest to, że stare Yazd jest niemal w całości zbudowane z gliny suszonej na słońcu co oznacza że materiałem użytym do budowy jest sama pustynia. Historia Yazd ma około 3000 lat.

Z uwagi na swoje położenie Yazd jest także najsuchszym z głównych miast Iranu oraz jednym z najgorętszych. Temperatura powyżej 40C° utrzymuje się zazwyczaj od maja do września.

dsc_0970

Gdy wysiadłem na dworcu autobusowym nie brakowało taksówkarzy, którzy chcieliby mnie podwieźć do Starego Miasta. W końcu wsiadłem do którejś taksówki i za jedyne 30.000 Rial udało mi się dotrzeć do meczetu Jameh, który jest oficjalnym miejscem gdzie zaczyna się „antyczna przygoda Yazd” każdego podróżnika. Przyjechałem w nocy dlatego najpierw zobaczyłem Stare Miasto nocą co było imponujące z uwagi na kształty i mieniące się od światła błękitne mozaiki kopuł i minaretów. Natychmiast poszedłem do Silk Road Hotel, który mieści się w antycznym caravanserai z dziedzińcem i akwenem wodnym po środku. Miałem szczęście gdyż było to ostatnie miejsce w pokoju wieloosobowym za jedyne 150.000 Rial ze znakomitym śniadaniem. Śniadania były tu właściwie ucztami złożonymi z dobrych chlebów, naturalnych jogurtów i dżemów. Dodam, że wcześniej taksówkarz zabrał mnie do innego antycznego hotelu gdzie szef chciał mi wcisnąć pokój za $20 lecz ja wiedziałem ile mogłem zapłacić.

Pierwszego dnia nie zwiedzałem gdyż od dawna byłem już w drodze a Esfahan kosztowało mnie dużo koncentracji. Zrobiłem sobie dzień odpoczynku od podróżniczych planów. Wyspałem się, zrobiłem pranie, napisałem parę pocztówek i użyłem internetu. Byłem też na dobrym perskim posiłku, uzupełniłem pamiętnik i ogólnie miałem dzień organizacyjny.

Stare Miasto Yazd

Stare Miasto Yazd jest labirytnem małych ulic i korytarzy, które „wydobyły się” spod niekończących się piasków Persji. Unikalna architektura składająca się z pustynnych meczetów i domów skrywa nieprzewidziane zaułki i uliczki w których należy się powłóczyć choćby bez celu i być może nawet zgubić aby odkryć to szczególne miejsce na własną rękę. Z uwagi na upał pustynnego miasta na każdym dachu są wyglądające na kominy łapacze wiatru (badgirs) gdyż w pustynnym klimacie każda bryza powietrza jest bardzo ważna. Stare Miasto nie jest duże i jest też dobrze oznakowane lecz ja nie patrzyłem na znaki i szedłem przed siebie, tak czy inaczej znajdując to co chciałem. Idąc poprzez gliniane ściany z pustych placów i zaułków czasem natrafiałem na kobiety owinięte w czarne prześcieradła, czasem na motocyklistę nie znającego hamulców a innym razem na drewniane, rzeźbione drzwi za którymi kryły się sklepy z malowanymi kafelkami i dywanami. Spośród wielu miejsc, które zobaczyłem w Yazd oraz spośród niczego szczególnego co właśnie sprawia że moja przygoda był oryginalna polecam przyszłym podróżnikom aby koniecznie też weszli na któryś z wielu dachów. Bardzo mi się też podobały łuki łączące gliniane ściany. Oprócz wspaniałych widoków na pustynne miasto warto jest dotknąć łapaczy wiatru, zobaczyć je z bliska oraz omijając suche od słońca prześcieradła usiąść na małych kopułach.

dsc_0699

Pustynne miasto Yazd.

Moim zdaniem miasto Yazd pod względem budowania z gliny w kolorze pustyni może być przewyższone tylko przez antyczne miasto Khiva w Uzbekistanie. Zarówno sama Khiva jak i moja podróż przez pustynię Kyzyl-Kum są epicką opowieścią na Jedwabnym Szlaku.

Pierwszym obiektem, który zobaczyłem po wyjściu z hotelu Silk Road było mauzoleum Bogheh-ye Sayyed Roknaddin. Obiekt ten jest obecnie remontowany dlatego na dostanie się do środka są małe szanse. Mauzoleum to liczy sobie około 700 lat i ma ogromną, błękitną kopułę i mozaikowe ozdoby na niektórych częściach zewnętrznych ścian. Większości turystom wystarczy widok ogromnej kopuły w dzień oraz w nocy natomiast zaborczym radzę pukać w bramę. Mi mazoleum to najbardziej podobało się po zmroku, gdy było oświetlone i stanowiło dopełnienie meczetu Jameh stojącego obok.

Następnie poszedłem do ulicy Masjed-e Jameh i spędziłem trochę czasu w sklepie z pamiątkami oraz aby uzupełnić zapasy wody. Główną atrakcją był meczet Masjid Jameh, który stanowi wizytówkę Starego Miasta. Meczet Jameh nie jest największym spośród perskich meczetów lecz jest najwyższym jaki widziałem a jego błękitna mozaika ozdobiona wielosetnimi malowidłami zapiera dech w piersiach każdego kto lubi sztukę. Charakterystyczna brama do meczetu (iwan) jest bogata w mozaiki a na jej szczycie są dwa wysokie minarety, które maja długość 48m i są ozdobione XV wiecznymi inskrypcjami. Wewnątrz jest stosunkowo niewielki dziedziniec choć są tu także starannie wykończone komnaty ozdobione błękitnymi kafelkami oraz łukowatymi bramami wewnątrz ścian (mihrab). Radzę też zwrócić uwagę na sufity oraz na tylną bramę do meczetu, którego mozaika zajęła mi nieco dłużej nic zwykle. Radzę też spytać w okolicznych sklepach jak można się dostać na górę meczetu po lepsze widoki. Wiem, że jest to możliwe.

Meczet Jameh ma około 800 lat choć jego różne elementy były przebudowane w następnych stuleciach.

Mój dalszy spacer po wąskich uliczkach Starego Miasta była przygodą samą w sobie i to sprawiło mi największą przyjemność. Wśród glinianych domów i atrakcyjnych dachów z kominami chwytającymi wiatr należy jednak zwrócić uwagę na parę obiektów. Jednym z nim jest Khan-e Lari czyli bardzo dobrze zachowany, 150 letni dom z czasów Qajar. Posiada on tradycyjne wieże na dachu, drewniane drzwi oraz łuki i okna z misternie wykonanymi witrażami. Teraz mieści się tu centrum kultury oraz centrum studentów architektury. Po środku znajduje się dziedziniec z akwenem wodnym oraz zadaszone przejścia osłonione łukami. Niedaleko znajduje się też XV wieczne Więzienie Alexandra choć myślę że wszelkie opowieści nawiązujące do Alexandra Wielkiego należy włożyć między bajki. Obiekt ten jest zbudowany w całości z glinianych cegieł w postaci meczetu i charakteryzuje go typowa kopuła okrążona geometrycznymi wzorami. Wewnątrz natomiast znajduje się dziedziniec oraz architektura muzułmańska typowa dla Persji, nie pokryta niebieskimi kafelkami. Niemal obok znajduje się też Grobowiec 12 Imamów w którym nie ma żadnego grobu ani Imamów ani nikogo innego. Będąc tutaj radzę wejść pod kopułę i spojrzeć do góry. Miejsce to moim zdaniem zasługuje na remont.

Przed Więzieniem Alexandra znajduje się przyjemny plac obsadzony roślinnością gdzie są także bardzo interesujące sklepy z pamiątkami.

Po południu spacerowałem główną ulicą na której znajduje się wiele sklepów i gdzie jest bardzo ciekawie z uwagi na ludzi. Jest to ulica Imam Khomeini i choć w godzinach rannych ludzie chowają się przed upałem i sklepy są zamknięte to po popołudniowej fali upałów cała ulica nabiera życia. Najbardziej podobał mi się tu sklep ze słodyczami choć najwięcej czasu spędziłem w sklepach obuwniczych. Musiałem kupić buty pomimo że nie znoszę chodzić do sklepów z ubraniami i butami. Przekonałem się, że lepiej jest kupić buty irańskie gdyż te są trwałe i są wysokiej jakości choć są dwa lub trzy razy droższe niż importowane z Chin i Wietnamu. Ja niestety kupiłem buty wietnamskie i podeszwy odkleiły mi się już pierwszego dnia a drugiego dnia tak śmierdziały że musiałem je wyrzucić. Ulicą Imam Khomeini spacerowałem często gdyż po niedługim odcinku znajduje się plac Amir Chaqhmaq a tam jeszcze więcej atrakcji.

Widok na pustynne dachy w mieście Yazd. Proszę zwrócić uwagę na wieże – “łapacze wiatru” .

Bardzo mi się tu podobał Amir Chaqhmaq Complex oraz plac z fontanną i rzeźbami pod nim. Budynek ten jest jednym z najbardziej znanych obiektów w Yazd oraz także w Iranie. Jego konstrukcja składa się z 3 piętrowej fasady ozdobionej łukowatymi, symetrycznymi alkowami oraz z dwoma wysokimi minaretami na szczycie. Dwa pierwsze piętra mają taką samą szerokość, natomiast trzecia posiada tylko 3 alkowy i są wprowadzeniem do minaretów. Konstrukcja Amir Chaqhmaq zajmuje szerokość całego placu, natomiast w dolnych jej częściach znajdują się knajpy z kebabami, które są otwierane wtedy gdy jest wystarczające zainteresowanie. Warto też powiedzieć, że obiekt ten nazywany jest tekyeh, co oznacza miejsce gdzie szyiccy muzułmanie opłakują zabójstwo Husayna bin Ali. Tego rodzaju budowli jest wiele w Iranie choć najwięcej było w epoce dynastii Qajar a Amir Chaqhmaq Complex jest największym. Przed obiektem znajduje się także nakhi czyli drewniana konstrukcja służąca do celów religijnych. Dla mnie osobiście nawet bez żadnej wiedzy na ten temat nakhi to ładna ozdoba, która dobrze wygląda na zdjęciu choć można by także znaleźć zastosowanie praktyczne, być może w rolnictwie lub hodowli zwierząt. Na samym początku placu powiewu świeżości dodaje akwen wodny z fontanną oraz bardzo interesującą rzeźbą, przedstawiającą trzech mężczyzn nabierających wodę.

Obok na pewno nie przeoczymy też siłowni i klubu sportowego Saheb A Zaman Club Zurkhaneh, który znajduje się w byłym rezerwuarze wody zaopatrującym niegdyś Yazd. Z placu na którym stoi Amir Chaqhmaq najbardziej w oczy rzuciły mi się 5 badgirs, czyli wyglądające na kominy powietrzne wieże. Po drugiej stronie placu jest także meczet Amir Chaqhmaq lecz nie chcę po raz kolejny opisywać błękitnej kopuły i mozaik na ścianach. Ważne jest aby jednak wiedzieć, że jeśli kebaby nam zaszkodziły to toaleta znajduje się zaraz przed meczetem!

Następnie przeszedłem przez ulicę pchających się na siłę samochodów i byłem już na bazarze, czyli tam gdzie można zobaczyć perskie niespodzianki z każdej niemal dziedziny. Bazar w Yazd ma tysiące lat i jest on jednym z lepszych w Iranie. Znajdują się tu jedwabne materiały, błękitne wazony, biżuteria oraz inne rzeczy, które sprawiają że kobiety mają tu bardzo dużo pieniędzy do wydania. Znalazłem tu także sklep z interesującymi obrazami oraz z dywanami przedstawiającymi sytuacje z życia. Polecam też zobaczyć pracownie w których rzemieślnicy ręcznie wyrabiają miedziane garnki, i zapewniam że nie sposób ich przeoczyć gdyż wystarczy iść za hałasem.

dsc_1127

Następnie opuściłem plac Amir Chaqhmaq i poszedłem dalej prosto ulicą Imam Khomeini i skręciłem na Placu Beheshti w kierunku ulicy Kashani. Po drodze mijałem między innymi Plac Markar, który stanowi formę oazy w pustynnym Yazd. Łatwo jest go rozpoznać gdyż znajduje się tu wieża zegarowa, drzewa i sporo roślinności oraz także godło Iranu. Dwie ulice dalej znajdował się już mój cel czyli Ateshkadeh – światynia ognia zaroastracyzmu. Przedtem widziałem już jedną, bardzo efektowną w Azerbejdżanie, na przedmieściach Baku. Jednak Yazd jest kolebką zaroastracyzmu i jest miejscem pielgrzymek wiernych, co oznacza że ogień ich wiary wciąż się tu pali. Pomimo, że jak czytałem świątynia ta jest często zamknięta, ja miałem szczęście. W centralnym punkcie znajduje się owalny basen a za nim biały, brzoskwiniowy, jednopiętrowy budynek z białymi filarami oraz z symbolem Fravahar – antycznym symbolem zaroastracyzmu, który potem został także zadoptowany przez dynastię Pahlavi jako symbol Iranu. Jednak najważniejszym elementem każdej światyni zaroastriańskiej jest wieczny płomień, który podobno płonie od 470 roku i który można zobaczyć przez szybę. Poza tym jest tu też mały teren zielony oraz płaskorzeźba na ścianie, którą często widziałem w Iranie. Przedstawia ona mężczyznę, który walcząc z lwem wbija mu jeden miecz w głowę a drugi w brzuch i o ile się nie mylę wątek ten pochodzi z czasów antycznego Persepolis.

Świątynia ta była interesującym doświadczeniem choć przyznam też, że wielu zwiedzających było bardziej ciekawych dlaczego Polak podróżuje samotnie po Iranie, „bo przecież mógłbym pojechać do Ameryki lub do Francji”. Odpowiedziałbym im na to, że widziałem już w swoim życiu tylu czarnuchów i tylu pedałów, że nie mam ochoty tam jechać. Odparłem jednak że wolę historię oraz przygodę w bardzo ciekawym kraju, którego kultura i piękne osiągnięcia tej kultury są godne poznania pod warunkiem że zostaną w Iranie. Powiedziałem także, że mam dobre zdanie o Irańczykach bo taka jest prawda. Uścisneliśmy sobie dłonie a potem pożegnałem bardzo interesującą i nastrojową świątynię Ateshkadeh.

dsc_1079

Następnie ruszyłem w drogę powrotną do hotelu lecz stanąłem na placu Amir Chaqhmaq na bardzo dobry perski posiłek, byłem w kawiarni obok i wstąpiłem też do obuwniczego aby powiedzieć sprzedawcy, że jeśli Ameryka uznała Iran za „oś zła” to pewnie tylko i wyłącznie z powodu smierdzących wietnamskich butów które on sprzedaje. Wykończyły mnie te buty. Ten jednak miał taki tupet, że pokazał mi buty irańskie i powiedział że jeśli kupię to opuści mi na nich 1 funta. Będąc już przed meczetem Masjid Jameh poznałem też parę z Irlandii, której celem było pokonać lądem trasę z Irlandii do Australii. Doradziłem mu jednak aby dobrze owinął swoją blondynkę gdy będą jechać przez Pakistan. Ja tak zrobiłem gdyż w Pakistanie też byłem z blondynką. Będąc w hotelu ułożyłem się na czajchanie przy akwenie wodnym w pozycji opadłego liścia oraz planowałem kolejny dzień. Spotkałem też Holenderkę z ładną buzią i kształtną pupą lecz po krótkiej rozmowie miałem jej dość a ona mnie. Chyba nie zdałem egzaminu z liberalizmu oraz ze szczerego uśmiechu. Z drugiej jednak strony miałem dość siedzenia i wyszedłem na dwór, jednak przechodząc koło meczetu Masjid Jameh usłyszałem gwizd oraz głośne „poczekaj”. Po chwili podeszła do mnie młoda muzułmanka w czarnych szmatach i zaczęła ze mną rozmawiać. Już po chwili poczuła się ze mną tak swobodnie, że zaczęła mi się zwierzać ze swoich fantazji seksualnych. Wziąłem ją więc do pustego baru aby się napić a po drodze opowiadała mi o tym jak nie lubi Iranu oraz irańskich mężczyzn. Mówiła, że chciałaby mieć Białego kochanka z Europy i pytała czy jestem w Yazd na długo czy jestem tylko turystą. W takiej sytuacji cóż mogłem powiedzieć. Oczywiście chcę zostać w Yazd do końca życia i byłbym zobowiązany gdyby zaprosiła mnie do domu. Ona odpowiedziała, że zrobiłaby dla mnie co bym chciał ale musiałbym obiecać, że zostanę w Iranie i nawet nie spojrzę na inne kobiety. Powiedziała też, że najpierw musiałaby mnie bliżej poznać co zajęłoby trochę czasu, na co zmieniłem swoją wersję i powiedziałem że jestem turystą. Ona jednak nie dawała za wygraną. Pytała czy gdy wrócę do Iranu czy mogę jej przywieźć wibrator a ona mi na pewno zapłaci. Odparłem, że nie musi jeśli włożę jej go osobiście co ona skwitowała uśmiechem. Przyznam, że była zawiedziona gdyż czuła się samotna i chciała mieć normalny związek z kimś, kto nie jest muzułmaninem. W drodze powrotnej do jej samochodu powiedziałem że ja też jestem bardzo religijny gdyż jestem katolikiem lecz ona zaczęła mi się śmiać w twarz i mówić, że w Europie jedyną religią jest seks. Oczywiście próbowałem bronić katolickich wartości zaprzeczając temu choć z uwago na okoliczności nie rozwijałem tego tematu. Gdy dotarliśmy pod meczet, tam gdzie się spotkaliśmy czekała na nią ciotka, też w czarnych szmatach i też miała ochotę. Nieprawdopodobne rzeczy dzieją w Islamskiej, podkreślam Islamskiej Republice Iranu, choć w Dubaju arabskie dupy też mi puszczały oko. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w Shiraz będę miał podobną przygodę.

Bazując na moich doświadczeniach uważam, że świat muzułmański jest po prostu spragniony miłości i zdesperowany na rewolucję seksualną. Myślę, że zacząłbym jednak od Arabii Saudyjskiej a następnie poprzez Jemen rozprawiłbym się z Pakistanem.

Wycieczka z Yazd do: Meybod, Chak Chak i Kharanaq

Będąc w Yazd odbyłem bardzo ciekawą wycieczkę poza miasto. Co prawda hotel organizuje wycieczki lecz ja miałem troje ludzi do dzielonej taksówki za jedyne 250.000 Rial od osoby na cały dzień. Do towarzystwa miałem parę Hiszpanów, która mnie nie znosiła dlatego że w ich oczach byłem Anglikiem i z tego co wiem angielscy turyści w Hiszpanii poważnie testują cierpliwość Hiszpanów. Mówienie, że jestem Polakiem nie pomogło. Był też chłopak z Niemiec, który był z całego towarzystwa najmilszy bo przynajmniej natrafiłem na jego dobry dzień i robił mi zdjęcia. Tak czy inaczej każdy płacił swoją część i to było najważniejsze. Kierowca żółtego Peugeota 405 zawiózł nas przez perską pustynię i jak każdy taksówkarz kombinował aby nas gdzieś nie zawieźć więc ku „radości” Hiszpanów wyłożyłem mu po angielsku lecz z polskim impetem aby nie robił sobie żartów. Zapowiadała się więc urocza wycieczka.

Meybod

Najpierw pojechaliśmy do Meybod, które znajduje się 52km od Yazd. Miasteczko to należy do dziedzictwa kultury światowej gdyż znajdują się tu gliniane domy z czasów przed-muzułmańskich, sprzed około 1800 lat. Całe Meybod jest bardzo małe a wszystkie zabytki znajdują się koło siebie dlatego taksówkarz zostawił nas w jednym miejscu i dał nam czas na zwiedzanie. Jednym z zabytków jest Zamek Narein, który pochodzi z czasów Sasanidów. Pomimo swojego wieku jest to wciąż potężna, parupiętrowa budowla, która stojąc na wzgórzu Galeen góruje nad miastem i oferuje widoki z dachu. Ruina zamku znajduje się na ogrodzonym terenie a do środka wchodzi się z przewodnikiem. Całość jest zbudowana z glinianych cegieł co podobnie jak Stare Miasto Yazd sprawia że obiekt ten został zbudowany z pustyni.

Przy wjeździe do miasta widziałem także Wieżę Gołębi czyli niską, okrągłą budowlę która kiedyś była domem dla 4000 gołębi. Obiekt ten, także w kolorze pustyni został odnowiony a w środku ma grzędy na ścianach. W dawnych czasach to co wypadało im spod ogonów było używane jako nawóz.

dsc_0750

Innym interesującym obiektem jest także ulepiony z gliny 300-letni dom pocztowy choć bardziej adekwatnym określeniem jest tu raczej zajazd. Obiekt ten posiada wysokie mury, ogromne wejście w stylu meczetów oraz dwie okrągłe wieże od frontu. W środku znajduje się dziedziniec na którym jest nieczynna studnia oraz modele koni. Są także schody, które prowadzą na szlak obserwacyjny biegnący dookoła.

Myślę, że najbardziej zagadkowym dla turystów miejscem jest w Meybod dom lodowy, co uważam że było genialnym sposobem na radzenie sobie w pustynnym klimacie przed wynalezieniem lodówek i zamrażalników. Niektóre z nich były podziemnymi piwnicami a inne miały stożkowaty kształt od zewnątrz i były głebokie wewnątrz. Podczas zimy śnieg i lód był zbierany oraz wkładany do domów lodowych w specjalnych insulacjach i zostawał zamrożony aż do następnej zimy. Jednak latem gdy temperatury były najwyższe lód był używany do ochładzania napojów, robienia deserów lodowo-owocowych oraz służył jako sposób na przechowywanie jedzenia. W Europie i Ameryce także istniał ten zwyczaj choć forma była inna. Dom lodowy w Meybod jest zbudowany z gliny i powstał podczas panowania Safavidów. (Innym domem lodowym, które koniecznie należy obejrzeć jest ten w mieście Kerman).

Ostatnim miejscem w Meybod, które zobaczyłem było caravanserai czyli dziedziniec otoczony murem oraz pracowniami gdzie ludzie wyrabiali dywany, kapcie, szale oraz gliniane naczynia. Po środku natomiast była bardzo atrakcyjna studnia z krystalicznie czystą wodą do której można było zejść po schodach. Do obiektu prowadzi ceglany korytarz i radzę tu zwrócić uwagę na sufit.

Chak Chak

Leżący na pustyni Chak Chak to rząd kwadratowych, nieatrakcyjnych budynków osadzonych na ścianie góry. Wśród nich jest także świątynia zaroastriańska, która jest najciekawszym choć nie nadwyraz pięknym miejscem. Wewnątrz znajduje się skała z opadającą wodą oraz kilka płomieni. Architektura w Chak Chak jest mniej atrakcyjna dla zwiedzającego niż slumsy w Brazyli, gdzie domy także są ustawione jedno na drugim. Śmieszne w tym wszystkim jest to, że według informacji na drzwiach świątyni „kobiety które przechodzą okres proszone są o niewchodzenie do wewnątrz”. Z tego wszystkiego najlepsze są same widoki oraz jazda do Chak Chak przez pustynię i towarzysząca temu przygoda. Podobała mi się też wspinaczka na górę, obserwacja pustej przyrody i w końcu widok z góry. Zbawieniem nie jest tu jednak świątynia ale toalety, które znajdują się gdzieś po środku. Leżące 72km od Yazd Chak Chak jest na liście każdej wycieczki i choć przygoda jest warta przyjazdu, to uważam,że same budynki powinni zburzyć i zbudować lepsze.

dsc_0930
Kharanaq

Około 70km od Yazd leży wioska ulepiona z gliny i otoczona polami, która jest zamieszkiwana od około 1000 lat, mimo że ruiny glinianych osad mają około 4000 lat.

Kharanaq jest piękną, przygodową podróżą tysiące lat wstecz, choć szkoda, że tylko że rząd irański nie może wydać pieniędzy przeznaczonych na meczety i na odrestaurowanie antycznych ruin. Główną atrakcją jest tu gliniane miasto sprzed tysięcy lat gdzie nadal można zobaczyć pokoje, ulice, łuki wyżłobione w ścianach czy minarety, choć zdecydowanie przydałby się remont.

Chodziłem tu małymi ulicami oraz po dachach skąd miałem dobry widok na całość i całe szczęście że nie spadłem. Najważniejsze jest, że ruina nie jest jeszcze aż tak tragiczna aby nie można było zobaczyć kształtu glinianej osady i polecam widok z pola za centrum Kharanaq. Obok jest też jeszcze jeden dziedziniec lecz tutaj też najciekawszy był właśnie dach gdyż miał wypuklenia na wzór tradycyjnych łaźni. Potem szedłem przez pole wzdłuż kanałów nawadniających oraz drzew z owocami granatów aż dotarłem do kamiennego mostu, który był piękną częścią mojego przygodowego krajobrazu, mimo że najlepsze czasy też miał za sobą. Za mostem i małym wzgórzem znajduje się niski meczet zbudowany w epoce Qajar i myślę, że tutaj jednak trwają prace konserwacyjne.

Yazd

(pobyt nr 2 i wyjazd)

Po powrocie z wycieczki poszedłem tylko do pięknego ogrodu o nazwie Bagh-e Dolat Abad. Ogród ten oprócz zieleni zawiera także kanał wodny biegnący wzdłuż parku, mały pawilon i restaurację. Wewnątrz pawilonu znajdują się witrażowe szkła formujące okno w kształcie łuku oraz sufit wycięty w wyszukane, geometryczne figury. W ogrodzie tym jest także najwyższy badgir (powietrzna wieża) w Iranie o wysokości 33m. Wieża odbijająca się w tafli wody umiejscowiona wśród zieleni daje poczucie spokoju, natomiast wnętrze pawilonu jest istnym dziełem sztuki. Jego wspaniale symetryczne wzory na ścianach i sufitach oraz misternie wykonane witraże powinny się też znaleźć w muzeum w Warszawie. Po środku jest także mały basen. Na zewnątrz stoją też czajchany gdzie położyłem się i piłem herbatę wśród zieleni. Ogród ten został zbudowany około roku 1750 i był on domem urzędnika państwowego Karima Khan Zanda.

Tego dnia byłem jeszcze na kolacji na shish-kebabach pod Amir Chaqhmaq i podczas jedzenia podeszły do mnie bardzo konserwatywne młode Iranki (czarne prześcieradła) i zadały mi cały szereg pytań na temat Europy oraz moich opinii na temat Iranu. Były ciekawe świata oraz ciekawe tego co mam do powiedzenia. Ja tylko zapytałem czy nie chciałyby mieć wolnego życia, to znaczy bez zakazów płynących z muzułmańskiej kultury. Dziewczyny odparły, że rozumieją o co mi chodzi ale jeśli żyją w tej kulturze od urodzenia nie jest źle. Była wtedy cała knajpa ludzi i wszyscy nas obserwowali a ja potraktowałem to spotkanie jako wywiad.

Wkrótce potem zabrałem swój plecak z hotelu, zatrzymałem płatny autostop na ulicy i dotarłem na dworzec autobusowy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wkrótce tu wrócę.

Szkoda też, że ominąłem Wieżę Ciszy oraz Muzeum Wody Yazd. Może następnym razem.

Transport z Yazd do Shiraz

Autobusem za 115.000 Rial a w cenę wliczona była też przekąska. Jazda trwała od 10 wieczorem do 5 rano. Byłem zmęczony podróżą.

Shiraz

Shiraz jest jednym z głównych celów wszystkich podróżników. Jako miasto o 2000 letniej historii, miasto wielu zabyktów, pięknych ogrodów, antycznych poetów i produkcji wina Shiraz jest także głęboko zakorzenione w perskiej kulturze. Poza tym Shiraz było stolicą Persji za czasów dynastii Zand (1747-79) kiedy to wiele pięknych budynków było zbudowanych i odnowionych. Także z uwagi na wiele obiektów ważnych dla islamu Shiraz jest celem wielu pielgrzymek choć od siebie bardziej polecam antyczne pałace i zaciszne perskie ogrody. Do tego wszystkiego Shiraz jest także bazą wypadową do ponadczasowego Persepolis będącego niegdyś stolicą Imperium Perskiego (Niech Bóg błogosławi Grecję).

dsc_1202

Gdy przyjechałem na dworzec w Shiraz taksówkarz znalazł mnie bardzo szybko lecz na szczęście zabrał mnie autostop z ulicy. Była 5.30 rano dlatego hotele były zamknięte a nocne chodzenie po Shiraz mogło się okazać ryzykowne. Wszystkie hotele były zamknięte więc skorzystałem z tego, że był otwarty jeden bar kanapkowy i tam spędziłem trochę czasu przy herbacie. Potem udało mi się poczekać w jednej z hotelowych poczekalni gdyż obudziłem portiera. Mam tu na myśli oczywiście hotele najniższej klasy. Nad ranem poszedłem do hotelu Darya niedaleko Arg-e Karim Khan gdzie za podstawowy pokój z prysznicem zapłaciłem tylko 150.000 Rial. Odespałem trochę i około południa wyszedłem na miasto.

Obiektem, który dominuje Stare Miasto Shiraz jest Arg-e Karim Khan potocznie zwany arką. Arka ta jest cytadelą zbudowaną za czasów dynastii Zand, która służyła niegdyś jako więzienie, potem jako siedziba gubernatora a dziś jest w rękach Kulturowej Organizacji Iranu i znajduje się tam atrakcyjny ogród. Cytadela ta zajmuje powierzchnię 4000m² i znajduje się na terenie placu, który częściowo jest pokryty zielenią. Cytadela Kharim Khan jest ogrodzona murami wysokimi na 12m oraz posiada 4 ceglane, zdobione płaskorzeźbami wieże z których każda ma objętość 14m. Południowo-wschodnia wieża jest charakterystyczna gdyż jest pochylona do wewnątrz z powodu kanału pod spodem. Arka stanowiła kiedyś także cel obronny i stąd także jej masywna budowa. Ściany mają szerokość 3m u dołu oraz 2.8m o góry. Natomiast w środku znajduje się dziedziniec z akwenem wodnym oraz drzewami cytrusowymi. Są także zdjęcia z przełomu wieków XIX i XX oraz Muzeum Zand. Mi najbardziej podobała się tu sama przyroda w środku oraz fakt, że mogłem dotknąć drzew oraz owoców cytrynowych. Sama konstrukcja jest oczywiście imponująca.

Obok znajduje się Bagh-e Nazar i Muzeum Pars. Jest to bogato zdobiony pawilon otoczony ogrodem gdzie Karim Khan przyjmował gości. Niestety zabroniono mi robić zdjęć w środku lecz sufity były dziełami sztuki. Były to zdobione i malowane, symetrycznie wycięte stalaktydy. Poza tym były też obrazy oraz szabla i grób Karima Khana. Sam ogród nie był tak ładny jak ten w Arce lecz znajdowały się tam interesujące rzeźby.

Obok znajduje się bar gdzie serwują dobre koktajle mleczne. Polecam.

Następnie poszedłem na Bazar-e Vakil. Na początku chcę powiedzieć, że w Shiraz jest kilka bazarów z czego każdy pochodzi z innego okresu. Moim zdaniem bazar Vakil najlepiej oddaje atmosferę antycznej Persji i znajduje się tuż obok innych ciekawych obiektów. Planem Karima Khana było przekształcenie Shiraz w wielki ośrodek handlowy dlatego tradycyjny bazar był jak najbardziej potrzebny. Wśród wielu atrakcyjnych dla turysty alei i sklepów sprzedawane są tu zdobione szkatuły, rzeźby, figurki oraz perskie dywany o wielu wyszukanych wzorach. Jednym z wielu była na przykład Ostatnia Wieczerza co widziałem już wcześniej wiele razy w Iranie. Kobiety mogą tu także znaleźć ubrania oraz wyszukane przyprawy aby potem mogły kulinarnie dogadzać swoim mężom. Na bazar ten przychodziłem wiele razy aby nacieszyć się atmosferą oraz obejrzeć pamiątki. Cały plac przed bazarem też jest bardzo atrakcyjny i jest szczególnie przyjemny późnym wieczorem. W tym samym miejscu znajduje się także meczet Masjed-e Vakil, którego budowa została zaczęta na rozkaz Karima Khana. Meczet ten posiada dwie zdobione mozaikami bramy (iwan) oraz dziedziniec z alkowami u góry wykończonymi łukami. Obiekt sam w sobie był atrakcyjny lecz biorąc pod uwagę, że kilka dni wcześniej byłem w Esfahan nic już mnie nie mogło zaskoczyć. Z tego powodu o wiele większą przyjemność sprawiła mi tradycyjna łaźnia, która znajdowała się obok. Mówię tu o Hammam-e Vakil, które nie jest zwykłą łaźnią lecz dziełem architektonicznej sztuki. Kiedyś mieściła się tu restauracja oraz muzeum dywanów lecz dziś znajdują się tam figury woskowe mężczyzn podczas skrobania pleców, siedzenia wśród ciepłej pary oraz innych podczas posiłku w starodawnych strojach. Uwagę należy tu zwrócić na akweny wodne po środku każdej komnaty oraz filary, które stają się coraz bardziej masywne ku górze i posiadają wyciosane łuki i płaskorzeźby. Z uwagi na architekturę i ciekawe ekspozycje w łaźni tej spędziłem o wiele więcej czasu niż planowałem, choć przyznam że wolałbym aby figury woskowe przedstawiały piękne nagie kobiety a nie po raz kolejny mężczyzn którzy działają na mnie tak samo jak ławka w parku.

dsc_1243

Tego dnia moje zwiedzanie dobiegło końca. Zamiast tego zająłem się spacerem po części nieturystycznej czyli tej gdzie toczy się perskie życie. Po zmroku na ulicy sprzedawcy rozkładali swoje towary na chodniku na dużych ceratach i było z czego wybrać. To jest właśnie to co lubię. Zamiast śmierdzącego pomnika globalizacji w postaci supermarketów ludzie mogą wyjść i sprzedawać swoje rzeczy. Ja kupiłem szampon a potem poszedłem na shih kebaby gdzie chodziłem potem wiele razy. Knajpę tą prowadziła kobieta z Azerbejdżanu gdzie niedawno byłem, także rozmawialiśmy po rosyjsku. Na główną ulicę w pobliżu oświetlonej cytadeli przychodziłem jeszcze wiele razy gdyż znajduje się tu wiele interesujących miejsc. Z przejścia umieszczonego ponad ulicą dobrze widać otoczenie a na dole znajdują się kantory, sklep z ręcznie robionymi kapeluszami oraz w jednej z bocznych ulic tania restauracja z tradycyjnym perskim jedzeniem. Z resztą wszystko jest tam tanie. Mój pierwszy dzień w Shiraz minął pod znakiem przyjemności płynącej ze sztuki oraz kulinarnych specjałów.

Następnego dnia najpierw poszedłem na główną ulicę na małą przekąskę a potem ponownie na plac przed Arką Shiraz. Potem zmierzałem do innej części Shiraz lecz zajęło mi trochę czasu dlatego że przyglądałem się starej oraz zmęczonej swoją egzystencją architekturze. Spacerując ulicami Shiraz po kolei dotarłem do 3 meczetów i choć zostały zbudowane z wielkim rozmachem, jak większość meczetów w Iranie to po miesiącu spędzonym w tym kraju meczety zaczęły mnie już nudzić. Najpierw dotarłem do meczetu męczenników (Masjed-e Shohada), który został zbudowany w XIII wieku na 11.000m². Dziś nie ma tu wielu ozdób lecz można zobaczyć kolejną wielką kopułę. Ten meczet nie był tak efektowny. Po drugiej stronie placu Ahmadi znajduje się inny ogromny obiekt i był to Aramgah-e Shah-e Cheragh, czyli kolejny ogromny muzułmański obiekt. Jest to mauzoleum wykończone w czasach dynastii Qajar, które powstały na grobie poległego brata Imama Rezy – a miał tych braci aż 17. Wewnątrz znajduje się ogromny dziedziniec na którym są rozłożone dywany i gdzie odpoczywają tłumy oraz wielki obszar dla spacerowiczów. Dziedziniec oczywiście obfituje w standard architektury perskiej czyli po raz kolejny były to łuki, mozaiki, wielkie błękitne kopuły oraz wysokie minarety ociekające złotem. Bardziej interesujące było jednak samo wnętrze gdzie znajdował się sarkofag oraz ściany i sufity ozdobione szklanymi i zielonymi mozaikami. Do tego na ścianach były też wersety z Koranu a całość dawała wszechobecny efekt mieniących się szkieł. Przyznam, że byłem pełen szacunku do rzemieślników, którzy wykonali wnętrza mauzoleum i to nie tylko z powodu ich perfekcjonizmu ale także ich anielskiej cierpliwości.

dsc_0202

Widziałem też, że dla Irańczyków miejsce to było naprawdę święte i byli szczerze przejęci muzułmańskimi obrzędami, a osoba która poległa w 835 roku ciągle miała dla nich duchowe znaczenie. Według ogólnych zasad nie-muzułmanie nie mogą wchodzić na teren kaplicy lecz reguły te są zrelaskowane gdyż ja wszedłem. Podejrzewam, że mógłbym też wprowadzić ze sobą kobietę gdybym ją owinął czarnym prześcieradłem. W jednym z rogów placu znajduje się jeszcze jedna kaplica z kopułą, drewnianymi filarami i misternym, lustrzanym wykończeniem. Nosi ona nazwę Bogh’e-ye Sayyed Mir Mohammad. Jest to jednak kolejny duży obiekt z dwoma minaretami zakończonymi złotem.

Czasem zastanawiam się też czy rząd Persji przestanie kiedyś budować meczety i mauzolea. Zastanawiam się ile potrzebują aby byli szczęśliwi i czy zbudują kiedyś coś z innego powodu niż z czyjejś śmierci.

Kolejnym meczetem, który zaliczyłem był Masjed-e Jameh-ye Atigh, tym bardziej, że znajdował się na tyłach poprzedniego meczetu. No cóż, meczet za meczetem. Ten jednak jest najstarszy w Shiraz gdyż został zbudowany w 894 roku a na największą uwagę zasługuje kamienna konstrukcja z czterema wieżami o nazwie Khodahkaneh. Zbudowano ją około XIV wieku aby przechowywać najcenniejsze księgi Koranu. Zdecydowanie dla tej jednej konstrukcji warto tutaj przyjść. Następnie poszedłem boczną ulicą na skróty do Madresah-ye Khan lecz ta muzułmańska szkoła była zamknięta dlatego zobaczyłem tylko kamienną bramę ozdobioną mozaiką. Główne wejście znajduje się w małej, brudnej alei gdzie bazarnicy zazwyczaj wyrzucają swoje śmieci. Panuje tam niezły syf i jest też grafiti na ścianie.

Tego dnia byłem już zmęczony meczetami lecz chciałem zobaczyć jeszcze jeden gdyż był w pobliżu. Był to niewielki meczet o nazwie Nasir-Ol-Molk. Został on zbudowany pod koniec XIX wieku oraz posiada niewielki w porównaniu z innymi dziedziniec, bramę (iwan) i typową błękitną mozaikę. Warto tu jednak przyjść aby zobaczyć komnatę do modłów. W środku znajdują się też dywany, łuki, filary i rzeźbione sufity choć najpiękniejsze są same okna. Mają one oczywiście kształt ogromnych łuków lecz ich specyfika polega na małych kawałkach kolorowych szkieł, które zwłaszcza przy wschodzie słońca rozświetlają atrakcyjne wnętrze. Meczet ten właśnie poprzez swoją sztukę nawiązuje według mnie do antycznej Persji i pomimo niewielkich rozmiarów zaliczam go do najlepszych.

dsc_0243

Miła dziewczyna z którą spędziłem kulturalny wieczór.

Potem poszedłem jeszcze do atrakcyjnego ogrodu gdzie znajduje się także niewielki pałac i muzeum. Jest to Bagh-e Naranjestan, który oprócz ładnych roślin i plenerów okazał się dla mnie także miłą niespodzianką. Przez ogród przebiega wąski basen, który jest otoczony roślinami, w tym wyższymi drzewami oraz aleją bardzo wysokich palm. Wraz z zakończeniem ogrodu zaczyna się mały plac na którym jest prostokątny akwen wodny a potem w centrum stoi pawilon Naranjestan-e Ghavam zbudowany w latach 1879-1886. Dolne części obiektu posiadają płaskorzeźby przedstawiające między innymi mężczyzn, zwierzęta oraz symetryczne wzory wykute w ścianach przez mistrzów perskiej cierpliwości. W centrum obiektu znajdują się filary oraz otwarta komnata wyłożona lustrami oraz oknami z milionem wzorów. Po obu stronach znajdują się komplety wielkich okien o wielu kształtach oraz mozaikowe wzory na ścianach. Pierwsze piętro jest ozdobione malunkami a belki nawet motywami europejskimi wliczając w to kościoły w górach. Na dole natomiast jest małe muzeum gdzie znajdują się między innymi monety z czasów Alexandra Wielkiego. Wiem o tym bo pokazała mi je miła dziewczyna, Leila. Akurat było około piątej dlatego poszedłem na chwilę do innego ogrodu z pawilonem za rogiem, Khan-e Zinat ol-Molk a potem poczekałem na ulicy na Leilę. Była miła, chciała porozmawiać i wyraźnie szukała kontaktu z kimś spoza jej kręgu kulturowego aby móc porozmawiać. Zresztą ja też gdyż jedyne rozmowy jakie miałem były z kasjerami do wejść obiektów oraz z portierem w hotelu. Obydwoje więc czuliśmy się ze sobą dobrze a ona była ładna i miła. Zabrała mnie na Bazar-e Nou, które jest dobrym miejscem na kupno pamiątek a przy okazji znajduje się tam odosobniona kawiarnia gdzie mogliśmy porozmawiać o tym jak miała dość Iranu i że potrzebowała zmiany w swoim życiu. Opowiadała o tym, że całe swoje życie spędziła w Shiraz oraz o kilku sprawach osobistych. Objąłem ją więc żeby się nie popłakała a potem przytuliłem mocniej żeby nie upadła i tak spędziliśmy trochę czasu na rozmowie nad czajnikiem herbaty. Zrobiłem jej też kilka zdjęć, które potem przesłałem jej do Shiraz. Widać, że była w dobrym humorze. Byliśmy też na wieczornym bazarze niedaleko Arki, na szaszłykach w knajpie gdzie już mnie znali i ogólnie był to bardzo miły wieczór towarzyski. Chciała też abym został w Shiraz i wziął z nią tymczasowy ślub dla wprowadzenia w życie odosobnionych zabaw we dwoje. Właśnie szczere kontakty z ludźmi są dla mnie bardzo ważne gdyż tylko ich poznanie gwarantuje prawdziwe zrozumienie kraju. Po tym spotkaniu i kilku innych doświadczeniach w muzułmańskim świecie jest dla mnie jasne, że islam nie jest religią szczęścia, nie jest religią wolności i na pewno też nie jest religią pokoju. Wielu młodych ludzi ma dość zakazów oraz niezwykle krytycznego społeczeństwa. Ulice Shiraz po zmroku nadal żyły gdyż handel odbywał się tu do późna.

Mój następny dzień w Shiraz minął spokojnie. Nie pędziłem już też aby zwiedzić jak najwięcej. Wstałem późno, poszedłem na śniadanie a potem na bazar Vakil. Potem wziąłem taksówkę i pojechałem na przedmieścia Shiraz aby zobaczyć Darvazeh-e Quran. Inaczej, Brama Koranu to ogromna brama symbolizująca wjazd do Shiraz, która została zbudowana w 1949 roku. Brama ta jest oczywiście zbudowana zgodnie z wytycznymi architektury islamu czyli z łukami oraz błękitną mozaiką i malunkami w niektórych jej częściach. Poza tym Brama Koranu leży wewnątrz kanionu i chętni mogą się wspiąć na górę z dowolnej strony po lepsze widoki bramy oraz miasta. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć Shiraz z wysokiej perspektywy radzę wdrapać się na Mt Baba Kuni gdzie można się także napić herbaty. Ja jednak wszedłem tylko do pewnego momentu aby zrobić lepsze zdjęcia. Warto też wspomnieć, że kanion w którym znajduje się brama nosi nazwę Allah Akbar gdyż według zwyczaju ludzie będący na górze patrzyli na Shiraz i wychwalali Allaha. Jeśli jednak ktoś chce stąd wychwalać Jezusa lub pozdrowić Watykan to też nie ma problemu.

dsc_0281

Aramgah-e Hafez w Shiraz.

Około kilometra od Bramy Koranu znajduje się symbol Shiraz. Jest to kaplica Aramgah-e Hafez zbudowana na cześć perskiego poety i ludowego bohatera, osadzona w nastrojowym ogrodzie. Grób Hafezy znajduje się pod stylową kopułą osadzoną na ośmiu filarach i stanowi ona centrum ogrodu. Jest ona ozdobiona wersetami z jego wierszy, jest oświetlana po zmroku i rozkładane są tu dywane podczas czytania poezji Hafezy. W samym ogrodzie, który jest niestety z grubsza wyłożony chodnikiem znajduje się mimo wszystko wiele roślin, w tym doniczkowych ułożonych w rzędach. Pomimo że ogród ten znajduje się w mieście i jest stosunkowo mały można tu odpocząć od ruchu ulicznego. Aramgah-e Hafez okazuje się też bardzo romantycznym miejscem dla młodych par, które przytulają się tu na ławkach za drzewami i wymieniają pocałunki i czułości.

W drodze powrotnej zatrzymałem się jeszcze w jednym meczecie przed mostem a potem miałem spokojny wieczór w Shiraz. Ponownie poszedłem na zabytkowy bazar oraz usiadłem na placu z widokiem na Arkę. Kupiłem też kapelusz na głównej ulicy gdyż niedługo zmierzałem na południe, do Zatoki Perskiej i musiałem się chronić przed słońcem.

Ostatniego dnia pojechałem jeszcze do Persepolis a potem wróciłem do Shiraz i stamtąd udałem się autobusem na południe.

Wycieczka z Shiraz do: Persepolis, Naqsh-e Rostam i Naqsh-e Rajab

Persepolis znajduje się 70km na północny wschód od Shiraz i stanowi ono ciekawą wycieczkę z miasta na pół dnia. Dzielona taksówka z Shiraz do Persepolis oraz pozostałe dwa miejsca kosztuje około miliona Rial lecz ja zapłaciłem 80.000 dlatego że byłem sam. Kierowca najpierw zawiózł mnie do Persepolis, potem do Naqsh-e Rajab, a następnie do miasta umarłych czyli do Naqsh-e Rostam będącego antycznym Nekropolis. Mój przyjazd do Persepolis był o tyle ciekawy, że nie jest to miasto ruin gdzie taksówka podjeżdża pod samą bramę. Turysta musi iść kawał drogi samemu docierając do ruin wznoszących się w pustynnej oddali na wzniesieniu. Idąc do miasta przed sobą widziałem tylko Persepolis a po obu stronach pustkowie. Myślę, że w ten sposób jest znacznie lepiej gdyż można się lepiej wczuć w atmoferę pustyni.

Dodam, że do Persepolis można się też dostać poprzez połączenie lokalnych autobusów, autostopów i cierpliwości a następnie rozbić namiot gdzieś nieopodal. Przypominam też, że spacer w perskim słońcu z Persepolis do innych obiektów jest samobójstwem.

dsc_0151

Persepolis

Persepolis był stolicą Imperium Perskiego, które w swej największej świetności rozciagało się od Grecji aż do Indii. Zostało ono zbudowane przez Dariusza I i jego syna Xerxesa około 500 roku p.n.e. i to antyczne miasto było niegdyś majestatycznym domem dla królów królów przez około 200 lat. W tamtych czasach Persja była tak potężna a zarazem pyszna i ignorancka, że w swej maniakalnej chwale żaden z królów nie wzniósł nawet fortyfikacji dookoła miasta dlatego że w ich opinii było to miasto nie do zdobycia a ich imperium wieczne. Wszystko jednak ma swój początek i koniec. Persja zrobiła jednak błąd paląc Akropol w Grecji gdyż niedługo potem, w 333 roku p.n.e. Alexander Wielki ograbił, zniszczył i podpalił wielkie, „wieczne” miasto Persepolis. Warto jednak pamiętać, że Alexander nie okradł niewinnych, gdyż w tamtych czasach Imperium Perskie było największym wrogiem Europy. Według danych historycznych Imperium Perskie nakradło tyle, że tylko z samego Persepolis Alexander potrzebował 20.000 mułów i 5.000 wielbłądów aby wywieźć wszystkie kosztowności. Od tamtego wydarzenia perska dominacja została zastąpiona przez grecką a Persepolis pozostało już ruiną.

2500 lat temu przez wielką Bramę Narodów przechodzili królowie z podarunkami dla „króla królów” natomiast dziś ruiny Persepolis są popularnym kierunkiem turystycznym wśród turystów z Europy oraz z Iranu. My, Europejczycy patrzymy na Persepolis z zachwytem i staramy się sobie wyobrazić wielkość i świetność stolicy Imperium Perskiego z przyczyn historycznych lecz Irańczycy przychodzą tu także aby wspominać czasy gdy ich kraj był najpotężniejszy na całym świecie.

Ruiny Persepolis składają się z wielu ogromnych obiektów zbudowanych z ciemno szarego marmuru. Większość z nich stoi na ogromnym placu dając mimo wszystko poczucie pustki po zaciętych walkach, choć są tu także inne ruiny wbudowane w skały nieco dalej. Przed inzwazją Alexandra stały tu kolumny zakończone pałacowym dachem lecz dziś zostały tylko nieliczne oraz wiele pięknych płaskorzeźb i pomników. Niektóre z obiektów nigdy nie były ukończone a po niektórych z pałaców oraz holi audiencyjnych zostały tylko kamienne filary oraz masywne prostokątne przejścia. Na uwagę zasługują przede wszystkim dobrze zachowane płaskorzeźby perskich żołnierzy oraz płaskorzeźba lwa gryzącego byka w tył ciała. Są także płaskorzeźby przedstawiające siejących grozę perskich nieśmiertelnych oraz gryfina czyli mitycznego lwa z głową orła.

Gdy wszedłem po schodach na poziom miasta Persepolis ukazała się przede mną Brama Wszystkich Narodów, ozdobiona wielkimi rzeźbami byków z głowami brodatych mężczyzn. Ta wielka i efektowna brama została zbudowana na rozkaz króla Xerxesa a samą jej nazwę należy tłumaczyć jako symbol władzy nad „wszystkimi narodami”, tym bardziej że u szczytu siły imperium władcy innych narodów przechodzili przez tą bramę przy akompaniamencie trębaczy aby oddać hołd i haracze najpierw Dariuszowi a potem Xerxesowi.

dsc_1323

Ważną pozostałością po wielkości Persepolis jest też Pałac Apadana, w którym król królów przyjmował oficjelów. Budowa Apadany zaczęła się w 515 roku p.n.e. i trwała 30 lat gdyż do ukończenia potrzebne były niesamowite nakłady surowców i ludzkiej siły. Po środku pałacu znajdowała się wielka kwadratowa sala z których każdy bok miał 60 metrów. Dach nad salą był podtrzymywany przez 72 kolumny z których każda miała 19m wysokości i była zakończona pomnikami lwów, byków i orłów. Oprócz tego były tu także inne komnaty oraz wiele ozdób ze złota, które zasiliły łup Alexandra. Na rozkaz króla powstały także płaskorzeźby elitarnych żołnierzy króla królów – nieśmiertelnych. Dziś z wielkiej chwały nie wiele jednak pozostało gdyż do dziś stoi jedynie 13 kolumn a dookoła nich są porozsypywane podstawy kolumn i kamienne części pałacu.

Obok znajduje się też Sala Tronowa zwana także Salą Imperialnej Armii zaczęta przez Xerxesa i dokończona przez jego syna Artexerxesa I. W czasach świetności dach tego pałacu podtrzymywało 100 kolumn a wejścia zdobiły pomniki wielkich byków. Dziś obserwując kilka złamanych kolumn należy uruchomić wyobraźnię aby zobaczyć świetność tego obiektu.

Kolejnym obiektem, choć mniejszym jest Pałac Tachara zbudowany za rządów Dariusza I. Pomimo że dachu już dawno nie ma pałac ten jest bardzo fotogeniczny gdyż posiada wiele efektownych kolumn oraz płakorzeźb żołnierzy u podstaw obiektu.

Na sam koniec mojego spaceru po Persepolis wszedłem jeszcze na wzgórze aby mieć dobry widok na cały obszar. Myślę, że jest to dobre uzupełnienie zwiedzania aby zdać sobie sprawę z jego rozmiaru. Persepolis było zbudowane na 125.000m² z czego częściowo na płaskiej ziemi a częściowo zostało wycięte ze skał, po czym szczeliny zostały wypełnione ziemią i skałami. Na podwyższeniu, w „Górze Litości” są dwa grobowce do obejrzenia, które zostały w całości wykute w skałach. Spoczywają tu byli władcy Imperium Perskiego: Artaxexes II i Artaxerxes III.

Naqsh-e Rajab

Około 6km od Persepolis znajdują się efektowne rzeźby w skałach ze wczesnych czasów Sasanidów. Rzeźby te przedstawiają królów Sasanidów ze swoim wojskiem oraz najwyższych kapłanów i ich synów. Każdy z płakorzeźb ma rozmiary około 5 na 3m i nawet bez znajomości historii są one bardzo okazałe i warte zobaczenia. Poza tym Naqsh-e Rajab znajduje się w skałach i odnalezienie go jest elementem przygody.

dsc_0140


Naqsh-e Rostam

Naqsh-e Rostam to antyczne Nekropolis, które leży w odległości około 7km od Persepolis i stanowi miejsce spoczynku antycznych królów Imperium Perskiego. Poza grobowcami wykutymi w skałach na wysokości kilku metrów znajdują się tu także interesujące płaskorzeźby, z których najstarsza została ukończona w roku 1000 p.n.e.

W Naqsh-e Rostam znajdują się 4 grobowce wykute w kształcie krzyży. Z kolei w środku krzyży wykute są komnaty gdzie znajdują się sarkofagi królów. Według opinii historyków były to grobowce Dariusza I Wielkiego, Xerxesa I, Artaxerxesa I i Dariusza II. Jest także piąty grobowiec, który najprawdopodobniej należał do Dariusza III, ostatniego władcy dynastii Achamenidów. Z drugiej strony gdy Alexander Wielki podbił i ogołocił Persepolis do czysta bardzo prawdopodobne jest, że jego uwadze nie uległ także Naqsh-e Rostam. Najprawdopodobniej nigdy się nie dowiemy co jeszcze kryły grobowce perskich królów lecz wiemy, że grobowce ponad Persepolis były wzorowane nad tych z Nekropolis.

Wszystkie płaskorzeźby wykute w skałach przedstawiają władców perskich na koniach w ponadnaturalnych rozmiarach. Najczęściej są oni pokazani podczas kontaktów z Rzymianami w sytuacjach gdy władcy Persji górowali nad nimi. Jedną z dobrze zachowanych i sławnych płaskorzeźb z okresu Sasanidów jest na przykład „Triumpf Shapura I” (około 250 rok), który ukazuje króla Shapura na koniu oraz poddanych jemu rzymskiego cesarza Valeriana i Filipa Araba w pozycji klęczącej. Podobne motywy przedstawiają wszystkie inne płakorzeźby. Królowie perscy przyjmują honory, walczą z wrogami lub wrogowie znajdują się martwi pod kopytami ich koni.

Według mnie brakuje tu tylko jednej płaskorzeźby, czyli tej która ukazałaby Alexandra Wielkiego z głowami perskich władców w ręku i napisem pod spodem: „Nie zadzieraj z Europą”.

W Naqsh-e Rostam jest też niewielka prostokątna wieża o nazwie Kaba Zartosh z małą komnatą w środku, inskrypcjami oraz kamieniami ułożonymi na wzór fałszywych okien. Kiedyś sądzono, że być może jest to świątynia ognia na cześć zmarłych władców lecz potem naukowcy odeszli od tej opinii z uwagi na brak dobrej wentylacji. Uznano więc, że być może był to antyczny kalendarz lub nawet mały skarbiec. Wieża ta pochodzi z V wieku p.n.e. Nie można wejść do środka.

Naqsh-e Rostam jest oryginalnym doświadczeniem, którego przeciętny turysta nie spodziewa się wchodząc na jego teren. Gdy ja tu przyjechałem zobaczyłem tylko górę z wyrytymi grobowcami i dopiero po jakimś czasie zdałem sobie sprawę z bogactwa kulturowego tego miejsca. Żyjący w cieniu Persepolis Naqsh-e Rostam posiada interesujące, wymagające koncentracji płakorzeźby z których każda ma swoją opowieść o jednym z największych imperiów naszego świata. Naqsh-e Rostam to samotna góra na pustkowiu, która skrywa w sobie historię walk, wielkich władców, ogromnych wojsk i niekończącej się rywalizacji o władzę. Jest to miasto umarłych królów wyryte w skałach, na dowód tego że byli oni ludźmi z krwi i kości na których skinienie przenoszono góry.

Transport z Shiraz do Bandar Abbas

Nocnym autobusem za 130.000 Rial. Jazda trwała aż 10h i tym razem tak mocno spałem, że taksówkarz wszedł do autobusu aby mnie obudzić.

Bandar Abbas

(Pobyt 1)

Krótko o irańskiej stolicy przemytu

Bandar Abbas to szmuglerska dziura nad Zatoką Perską, która jest mniej inspirująca dla turystów niż śmiechu warta „religia pokoju”. Z uwagi na swoje położenie czyli z uwagi na fakt że przez Cieśninę Hormoz przepływa każda baryłka ropy, potocznie zwane Bandar jest miejscem unikalnym. Oprócz ropy Bandar Abbas jest stolicą szmuglerstwa i nielegalnego handlu, zaczynając od perskich dywanów, poprzez broń, narkotyki, samochody, kosmetyki, płaskie telewizory, motocykle, okulary, napoje i wiele innych. Policja dostaje w łapę także jest ślepa i głucha a interes się kręci dzień i noc. Z tego powodu w Bandar Abbas zebrał się podejrzany syf z całego świata i oczywiście „nikt nie ma z tym nic wspólnego”. Oprócz Persów są tu także Arabowie, Bandarowie, wiecznie głodni pieniędzy Hindusi oraz murzyni z Afryki. W XVIII wieku w przemycie i wyzysku swoje równie brudne lecz wyglądające na czyste białe łapy maczali tu także Brytyjczycy, Francuzi, Holendrzy i wcześniej także Portugalczycy. Przez wieki to strategiczne i bardzo „gorące” miejsce stało się jednym z ważniejszych portów Iranu, bazą dla irańskiej marynarki wojennej oraz źródłem utrzymania dla prawie 90.000 rodzin oraz podejrzanego elementu. Interes jest coraz trudniejszy z powodu amerykańskich sankcji wobec Iranu lecz mimo to eksperci obliczyli że każdego roku do Iranu przez Bandar Abbas wjeżdża towar wart $5mld z czego każdy miliard kosztuje Iran około 60.000 miejsc pracy. Sytuacja ta jest tak nagminna, że zdaniem irańskiego urzędu imigracyjnego 80% wszystkich telefonów komórkowych w Iranie pochodzi z przemytu.

dsc_0412Moje wrażenia

Gdy przyjechałem do Bandar Abbas nad ranem kierowca nie był mnie w stanie dobudzić dlatego pomógł mu taksówkarz, który wyprowadził mnie z autobusu a potem wsadził mój nieprzyjemny plecak do bagażnika taksówki. Gdy zacząłem się budzić, zobaczyłem że jestem nad Zatoką Perską a za mną ktoś jeszcze krzyknął chyba do mnie: „Bandar Abbas”. Po jednej stronie miałem brzeg morza a po drugiej obskurne i wysuszone zabudowania. Pomimo, że był już prawie listopad ciągle było gorąco dlatego wsiadłem do taksówki i za 40.000 Rial kierowca zawiózł mnie do portu. Bandar Abbas było jeszcze zaspane gdyż w tak gorącym klimacie życie zaczyna się dopiero po zmroku. Zanim poszedłem do portu przyjrzałem się mało efektownej wyższej zabudowie i poszedłem do tradycyjnej okolicy. Zamówiłem tam sobie suchego naleśnika z czekoladą a potem idąc poprzez pustą ulicę śmieci i biednych ludzi którzy też co dopiero wstali, dotarłem do palarni tytoniu w butlach gdzie podano mi herbatę. W knajpie dopiero dochodziłem do siebie i naprawdę nie wiem co mnie tak znokautowało. Być może był to klimat gdyż Shiraz było łagodne w porównaniu z Bandar Abbas i całe szczęście że nie znalazłem się tu latem gdy temperatury są nieznośne i dochodzą nawet do 50ºC. Mężczyźni w knajpie dawno już chyba nie widzieli Białego gdyż zadawali oczywiście pytania co do mojego pochodzenia …ale tak jest zawsze. Wkrótce poszedłem do portu skąd jeszcze raz zobaczyłem wyższą zabudowę Bandar Abbas i pusty brzeg.

Bandar Abbas nie było moim celem lecz tylko ciekawą przesiadką w drodze na wyspy w Zatoce Perskiej.

Transport z Bandar Abbas na wyspę Qeshm

Kupiłem bilet za 70.000 Rial w jedną stronę i przyjemną łódką, po 2h rejsu dotarłem na wyspę Qeshm. Po drodze mijałem wielkie tankowce oraz statki towarowe. Ciągle było gorąco lecz wiatr i morska bryza przynosiły ulgę.

dsc_0479

Wyspa Qeshm

(– czyli moja wielka przygoda w Zatoce Perskiej)

Qeshm jest największą wyspą w Zatoce Perskiej. Zajmuje ona powierzchnię 1335km², w tym ładne plaże, las mangrowy, kaniony i jaskinie oraz w przeważającej mierze pustynny klimat. Pomimo, że Qeshm rozwija się dość szybko wyspa ta ciągle daje bardzo realne spojrzenie na życie Bandarów oraz ich tradycyjne wioski rybackie. Qeshm jest piękną pustynną przygodą w dalekich, gorących piaskach Zatoki Perskiej z dala od horrroru globalizacji. Pomimo przemytu oraz tankowców zacumowanych pomiędzy Bandar Abbas a Qeshm podróżując autostopem po najdalszym zakątku Iranu wciąż można doświadczyć spokoju oraz ludzi żyjących w tradycyjny sposób. Mój czas na Qeshm zawsze będę wspominał bardzo dobrze gdyż doświadczyłem tu przygód, których nigdy bym się nie mógł spodziewać. Stada dzikich wielbłądów, moja wędrówka przez pustynię, piękny kanion czy przybrzeżna fabryka drewnianych statków to tylko niektóre z moich przygód. Innymi było pragnienie, desperackie szukanie studni oraz zapoznanie się z historią zupełnie innej części Iranu. Poza tym Qeshm jest tanią wyspą i mówiąc to mam na myśli, że jest to tania wersja sąsiedniej Kish czyli wyspy dla bogatych. Warto też wspomnieć, że południe Qeshm jest bazą wojskową choć mimo to nie powstrzymało mnie to aby tam także pojechać.

Ci, którzy mają ochotę i więcej pieniędzy do wydania mogą też ponurkować u wybrzeży Qeshm.

Gdy moja łódź zacumowała w porcie Eskele Sangi w Qeshm Town poszedłam według mapy do najbliższego hostelu. Znalazłem się na skrzyżowaniu koło palmy w piekącym słońcu i szybko do mnie dotarło, że hostelu już nie było. Inne hotele były bardzo drogie dlatego wziąłem taksówkę i sprawiłem aby załatwienie hotelu było problemem taksówkarza. Pojeździliśmy trochę i w końcu ktoś mnie przyjął choć nie znałem nawet nazwy hotelu gdyż była on po persku. Nareszcie mogłem trochę odpocząć. Wziąłem zimny prysznic, potem włączyłem klimatyzację i przybrałem pozycję śpiącego wielbłąda. W końcu za sobą miałem nocną, 10h jazdę autobusem z Shiraz, następnie pół-trzeźwy pobyt w Bandar Abbas, rejs łodzią i problem z hotelem na Qeshm. Czułem się wykończony. Poza tym było dopiero przed południem co oznaczało, że inni ludzie także chowali się przed słońcem. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że będzie to moja pierwsza i ostatnia noc na Qeshm w cywilizowanych warunkach, dlatego że po zobaczeniu Qeshm Town miałem wyruszyć w dziki teren. Gdy po kilku solidnych godzinach snu zmarzłem od klimatyzacji wyjrzałem za okno i pomyślałem, że wyjdę na zewnątrz aby się trochę ogrzać. Po paru minutach dotarło do mnie, że Qeshm Town to bardzo małe, spokojne miasteczko z dwoma głównymi ulicami po których rzeczywiście jeżdżą jakieś samochody.

Najpierw zrobiłem kilka zdjęć ludziom a potem poszedłem w dół do Bazar-e Bozorg, który mnie znudził lecz przez środek prowadzi droga do portu. Potem poszedłem w prawo i mijając hotel Darya gdzie potem zostawiłem plecak na przechowanie dotarłem na główną ulicę. Moją uwagę zwróciły graffiti na ścianach przedstawiające żółwie morskie, delfiny oraz kobiety z maskami na twarzach. Po chwili przeszły dwa okazy i przyznam, że na ich „wdzięki” pozostałem niewzruszony. Kobiety te wystépujące w małych liczbach na Qeshm chodzą owinięte w czarne prześcieradła a na twarzach mają maski zakrywające im oczy i nosy; pewnie dlatego że jeśli zobaczyłbym je w normalnych strojach mógłbym zwariować na ich punkcie, lub raczej nie? Następnie skręciłem w lewo i spacerowałem pomiędzy małymi domami rybaków także pokrytymi graffiti. Widziałem tu między innymi bardzo dobre rysunki kutra rybackiego na morzu, flaminga oraz rękę trzymającą krewetkę. Chcę jednak zwrócić uwagę, że na wyspie Qeshm sztuka uliczna nie jest sztuką śmieciową jak ma to zazwyczaj miejsce w poprawnie politycznych krajach Europy. Na Qeshm są to malowidła nawiązujące do kultury Bandarów i dobrze wyglądają w słonecznych, spokojnych ulicach wyspy.

Po chwili dotarłem do ruiny Portugalskiego Fortu z kilkoma armatami na zewnątrz i wysokimi palmami dookoła. Co prawda wejście jest płatne lecz nie jest ono konieczne gdyż nawet nie wchodząc na teren fortu dobrze widać jego zrujnowane mury. Za którymś podejściem strażnik wpuścił mnie za zniżką i nie było to tego warte. Wewnątrz murów jest tylko dziura pokryta gruzem oraz wejście do piwnicy. Teraz już wiem, że obiekt ten wystarczy tylko obejść dookoła choć z drugiej strony myślę że po odreastaurowaniu tego obiektu byłby on piękny. Wkrótce potem poszedłem nad morze gdzie znajdowała się morska restauracja oraz gdzie obok rybacy wyławiali mątwy. Morze było bardzo ciepłe a pogoda wspaniała dlatego wykąpałem się w małej zatoce. Oficjalnie nie można się tam było kąpać, choćby dlatego że obok był meczet lecz miejscowi chłopcy skakali z kamieni do wody więc ja też skorzystałem. Było tu bardzo, bardzo przyjemnie i dlatego spędziłem na ciepłej kąpieli więcej czasu niż planowałem. Odbyłem tu też rozmowę z dwoma mężczyznami, którzy ku mojemu zdziwieniu świetnie mówili po angielsku. Skarżyli się oni na życie w Iranie oraz na muzułmański reżim, który psuje tradycyjną perską kulturę. Co prawda nie wiem czy mówili mi to co chciałem usłyszeć i nie wiem jakby zachowywali się w Europie lecz powiedziałem im, że u nas jest ten sam problem gdyż z powodu imigracji z krajów Trzeciego Świata Europa także jest niszczona pod względem rasowo-kulturowym. Myślę, że byli wstrząśnięci moją odpowiedzią ale mimo to pożegnaliśmy się w miły sposób. Następnie idąc poprzez Fort Portugalski zatrzymałem się wśród małych domów w miejscowym sklepie aby kupić napój. Tutaj właściciel sklepu był tak miły, że podwiózł mnie na swoim motorowerze na ulicę Valiasr gdzie znajduje się centrum handlowe i muzeum nieopodal. To tutaj toczy się życie wieczorne Qeshm Town i to tutaj przychodzą rodziny na spotkania towarzyskie gdy już nie pali słońce.

dsc_0497

Niestety była dopiero 3 po południu dlatego cała ulica była jeszcze pusta. Zszedłem więc na dół poprzez ulicę palm i grafiti aż dotarłem do hotelu gdzie wziąłem szybki prysznic i przespałem się jeszcze jedną godzinkę. Po godzinie 4 zszedłem przez powoli budzący się do życia bazar i ponownie dotarłem do portu. Następnie skręciłem w lewo i szedłem wzdłuż morza.

Po około 10 minutach marszu po lewej stronie widziałem meczet a po prawej mały port rybacki. Wszedłem do środka i widziałem łodzie oraz rybaków rozwiązujących sieci lecz myślę że to ja byłem tu najbardziej obserwowany. Na marginesie, dalsza droga prowadzi do ładnej plaży gdzie można nieoficjalnie rozbić namiot na noc. Już po zmroku wróciłem w okolice ulicy Valiasr gdzie najpierw poszedłem do długo oczekiwanego Qeshm Geopark Museum, które okazało się bardzo interesujące. W tym „muzeum śmierci” znajdują się wypchane ryby, ssaki i żółwie morskie ogromnych rozmiarów. Była tu na przykład mała koza z dwiema głowami, pelikany, gady i także bardzo zagrożone żółwie skórzaste. Resztę wieczoru spędziłem na Valiasr aby spróbować miejscowych przekąsek i przyjrzeć się spokojnemu życiu mieszkańców wyspy po zmroku. Tego dnia z ogromną radością położyłem się spać na łóżku w hotelu i przyznam że im dłużej podróżuję tym bardziej doceniam proste rzeczy.

Następnego dnia wziąłem prysznic na zapas, zapakowałem tylko najbardziej potrzebne rzeczy i zostawiłem duży plecak w hotelu Darya. Wtedy sobie jeszcze nie zdawałem sobie z tego sprawy ale czekała mnie ciekawa i męcząca przygoda. Jak zwykle nie liczyłem na transport i nie zamierzałem płacić za taksówkę bo to nie mój styl. Tego dnia poruszałem się po północnym wybrzeżu gdyż z tej strony wyspy jest najwięcej do zobaczenia i jest także najłatwiejszy transport. Poszedłem wzdłuż drogi którą wiatr zakrywał piachem i liczyłem na autostop. Po niedługim czasie zatrzymał się właściciel pięknego grata, który podwiózł mnie w okolice Dargahan gdzie wysiadłem na rozstaju dróg. Tego dnia słońce grzało jakby chciało mnie spalić żywcem a tumany piasku zakrywały drogę i wirowały w powietrzu. Stałem więc koło znaku drogowego z ręką do góry, kryjąc się za swoim dużym kapeluszem. W końcu podjechał kolejny grat, którym jechałem poprzez pustynię z jednej strony widząc brzeg morza.

dsc_0567

Podziękowałem za transport i wysiadłem na plaży koło wsi Peiposht gdzie miejscowi budowali tradycyjne dla kultury Bandarów drewniane łodzie transportowe i rybackie. Łodzie te są czasem wielkimi konstrukcjami wymagającymi ogromnych nakładów pracy. Są one wysokie a z tyłu mają komnaty dla ludzi oraz często także zadaszony taras. Warto też wspomnieć, że stocznia ta nie była częścią przemysłu. Ona pasowała do otoczenia i klimatu wyspy Qeshm. Gdy tu byłem widziałem wiele sztuk łodzi stojących na plaży oraz rusztowania po bokach. Ostatniego dnia wracając z mojej wyprawy zatrzymałem się tu jeszcze raz aby zrobić zdjęcia bliżej zachodu słońca.

Niedługo potem wyszedłem na drogę i kolejnym samochodem pojechałem przez pustynię do miasteczka Laft, które moim zdaniem ma bardzo szczególne znaczenie. Laft znajduje się 52km od Qeshm Town i jest ono według mnie jednym z najlepszych miejsc aby zobaczyć tradycyjną kulturę i architekturę Zatoki Perskiej oraz ludzi przy budowie statków transportowych. Położenie Laft oraz jego architektura jest dobrym miejscem dla fotografa dlatego że stojąc na piaskowej górze przebiegającej przez środek wioski możemy obserwować wieże do łapania wiatru (badgir), minarety, palmy oraz w oddali błękit morza i drewaniane statki. Całe miasteczko jest zbudowane w kolorze pustyni i pośród niskiej zabudowy należy zwrócić uwagę przede wszystkim na Fort Naderi zbudowany przez Portugalczyków oraz stare studnie i biały dom w kształcie stożka , który pełni funkcję przechowywania wody. Natrafiłem także na dużą rzeźbą przedstawiającą rybę choć to co urzekło mnie najbardziej w Laft to gorąca panorama pustyni połączona z antyczną architekturą i mieniącym się w słońcu błękitem morza. Gdy schodziłem z drugiej strony góry po kamiennych schodach także widziałem tradycyjne zabudowania, wieże, kolejne minarety oraz plac zabaw dla dzieci. Schodziłem z piaskowego urwiska ozdobionego suchymi krzakami a potem spacerowałem pustymi ulicami gdzie od czasu do czasu przemykały się kobiety w czarnych prześcieradłach lub mężczyźni noszący narzędzia. Zarówno Fort Naderi jak i parę innych obiektów stało na nieregularnych, wyżłobionych przez naturę formacji skalnych i w towarzystwie drzew, które w ten sposób jeszcze piękniej oddawały realizm miasta, i to nie w formie inwazyjnej ale w taki sposób jakby Laft stało się częścią pustyni. Na sam koniec spacerowałem ulicą nad brzegiem morza i obserwowałem ludzi przy pracy nad swoimi łodziami oraz oni też obserwowali mnie. Byłem człowiekiem z innego świata bojącym się ich słońca. Tutaj, na głównej drodze toczyło się życie. Mężczyźni jeździli ciężarówkami i motorowerami i z tego co zauważyłem to duża część lokalnej społeczności była związana z budową lub remontem łodzi, zarówno jeśli chodzi o pracę jak i element towarzyski. Pośród łodzi zacumowanych pomiędzy brzegiem a mielizną oraz pośród kolorowych wraków stojących na mulistym brzegu, mężczyźni spędzali całe dnie. Widziałem też kilka kóz biegających wolno po ulicy lecz kobiet nie widziałem.

dsc_0556

Laft cały czas się rozwija o czym świadczą wykopy oraz nowe domy lecz nie sądzę aby to i tak zrujnowane miasteczko wyszło na prostą w szybkim tempie gdyż w takim klimacie ludziom się po prostu nie chce pracować. Na sam koniec jakiś dzieciak podjechał na motorowerze i rozerwał mi trochę kapelusz ale ktoś inny podwiózł mnie do głównej trasy. Znowu w samotności, na rozstaju pustynnych dróg i z butelką wody i namiotem czekałem na transport.

Po niedługim czasie wysiadłem koło małej osady Tabl gdzie znajdował się skręt do lasów mangrowych. Znajdował się tam mały port otoczony wodą z każdej strony oraz lasami mangrowymi z żyjącym tam ptactwem. Miejsce to nazywa się oficjalnie Harra Sea Forest i pokrywa ono powierzchnię 9000 hektarów wód śródlądowych co jest zbawieniem dla suchego klimatu wyspy oraz służy także jako centrum rozrodcze dla migrujących ptaków. Są tu także małe sklepy z pamiątkami z muszli i oczywiście łódki czekające na klientów. Na wodzie znajdują się też pomost oraz łatwe zejście do wody gdzie następnego dnia pływałem. Tego dnia jednak kupiłem bilet i z kilkoma innymi osobami popłynęliśmy na około półgodzinny rejs. Przez większość czasu płynęliśmy pomiędzy wystającymi kępami lasu lecz raz wysiedliśmy też na wysuszonej ziemi aby bliżej przyjrzeć się roślinności.

Naszym kapitanem był stary pomarszczony Arab w białej piżamie i turbanie, któremu zostało jeszcze kilka zębów. Rejs był oczywiście przyjemny i niezbyt gorący, dlatego że słońce było już nisko i towarzyszył nam przyjemny wiatr. Myślałem, że wieczór ten spędzę w namiocie lecz na szczęście udało mi się rozłożyć na platformie koło brzegu. Przynajmniej miałem gdzie spać lecz nie był to spokojny wieczór dlatego że młodzi na motorach przyjeżdżali i głośno rozmawiali. Jednak były tego dobre strony gdyż mogłem dłużej oglądać przyrodę przy świetle czerwonego księżyca.

dsc_0747

Następnego dnia obudziłem się z bólem głowy jakby ktoś mnie przez sen zdzielił gazrurką lecz myślę że to jednak było przez upał. Poszedłem więc na koniec cypla a potem wykąpałem się w ciepłej wodzie i po krótkim, samotnym rejsie własnego ciała w pozycji wodującej łodzi podwodnej udało mi się dojść do siebie. Było naprawdę bardzo przyjemnie, tym bardziej że byłem wśród natury i od czasu do czasu widziałem przelatujące ptaki. Następnie ubrałem się, zabrałem swój śmierdzący dobytek i poszedłem do Tabl. Tutaj było wciąż pusto lecz zapukałem do jednego gospodarza i za jedyne 100.000 Rial kupiłem niezłe śniadanie. Tabl to mała wioska na rozstaju dróg, która istnieje na mapie dzięki lasowi mangrowemu oraz z powodu drogi na skróty na południowy brzeg wyspy.

Skrywając twarz za kapeluszem i okularami wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem ale właśnie zapowiada się najcięższy dzień mojej wyprawy po Qeshm, który miał się odbić i na kolejnych. Gdy wyszedłem kilometr za miasteczko, spośrod wiejących piasków wyłonił się piękny grat z bogactwem rdzy i o takiej warstwie kurzu na desce rozdzielczej, że można by ją zdjąć, doprawić rdzą i porobić Arabom kanapki. Podczas jazdy natrafiliśmy na stado dzikich wielbłądów lecz urzekające były przede wszystkim ogromne i imponujące w swych kształtach formacje skalne z piaskowca. W którejś części drogi, którą dobrze zapamiętałem kierowca wysadził mnie abym mógł iść przez pustynię w stronę kanionu. Miałem ze sobą tylko jedną, niecałą butelkę wody co było dużym hazardem lecz wiedziałem że w jednym z kanionów jest studnia ze świeżą wodą i liczyłem na to że ją znajdę zanim opróżnię swoją butelkę. W tamtym momencie bardziej mnie jednak interesowała sama przygoda niż woda, co było z mojej strony bardzo nieprofesjonalne biorąc pod uwagę moje doświadczenie w podróży. Podążałem samotnie poprzez gorącą pustynię obserwując formacje z piaskowca i czasami natykając się na ślady wielbłądów w wysuszonej, popękanej ziemi. Niektóre z formacji wyglądały jak góry powykręcane od wiatru w jedną stronę a inne wyglądały jak średniej wielkości piaskowe skały ze szczytem jak lotniskowce. Po jakimś czasie, gdy słońce wypalało mi już przyjazne nastawienie do życia i gdy miałem już nie wiele wody, dotarłem do ściany uformowanej na rzędy małych kanionów. Wszedłem do nich a następnie wspinałem się na ich ściany i sprawdzałem czy aby w małych szczelinach na pewno nie było jadowitych węży. Poważnie jednak mówiąc byłem zachwycony pustynną architekturą. Rzędy przejść i nieregularnie porozrzucanych kamieni i schodów złożonych z kolejnych piaskowców dawało piękny element przygody. Złą wiadomością było jednak to, że skończyła mi się woda a ciągle było gorąco i ciągle nie znalazłem tego kanionu w którym była studnia i który oferował cień. Wróciłem więc w stronę głównej drogi a następnie po wydeptanej ścieżce dla samochodów dotarłem do kanionu Char Kukh, który moim zdaniem jest fenomenem przyrody. Jest to bardzo wąski i stosunkowo wysoki kanion gdzie ściany wyglądają jak wyżłobione w piasku kapsuły do spania o wielu kształtach. Im poruszałem się dalej tym było węziej lecz zawsze zjawiskowo pięknie a skały były coraz bardziej nieprzewidywalne. Można się też dostać w głąb kanionu i ja podjąłem tę próbę to pewnego stopnia lecz wiążę się to z wielkim wysiłkiem, przeskakiwaniem i przeciskaniem przez szczeliny oraz ze zmianą koloru ubrania na kolor pustyni. Gdy tu dotarłem byłem oczywiście zachwycony pięknem lecz najpierw rzuciłem się do studni. Napełniłem też butlę na zapas a potem posiedziałem w cieniu nad studnią trzymając stopy w wodzie. Ulga to za mało powiedziane aby opisać radość podróżnika, który idąc przez pystynię odnalazł wodę. Kanion Char Kukh, jego cała oprawa oraz nawet droga do niego i skąpa choć piękna roslinność podobały mi się na wyspie Qeshm najbardziej. Spędziłem na tej przygodzie wiele godzin a potem jeszcze tu wróciłem. Poza tym za każdym razem gdy widzę kanion wyobrażam sobie tysiące lat geologii regionu, dlatego że kiedyś na terenie tej pustyni musiała być rwąca rzeka, która z taką siłą płynęła przez górę, że najpierw wyżłobiła kanion a potem wyschła.

dsc_1002

Fenomen przyrody. Kanion Char Kukh na wyspie Qeshm.

Tego dnia było już późno dlatego dotarłem do głównej drogi i złapałem kolejny autostop, którym wróciłem do Tabl. Wieczorem to małe miasteczko składające się z kilku domów i sklepów oraz przecięte drogą ożywa. Czułem, że po dniu na pustyni nie chciałem jechać dalej. Chciałem zostać wśród ludzi gdzie mogłem zjeść kebaba, kupić trochę owoców oraz utonąć w luksusie wielu napojów. Przy okazji kupiłem też klej aby skleić swoje parszywe, dziadowskie do maksimum wietnamskie buty kupione w Yazd oraz byłem też u fryzjera za jedyne 50.000 Rial. Fryzjer ten rzeczywiście skrócił mi włosy ale nadawał się on najwyżej do strzyżenia kóz i golenia Arabów. Był to najgorszy fryzjer jaki mi się trafił lecz przynajmniej miałem większy porządek na głowie. Dla miejscowych byłem rodzajem oderwania się od dnia codziennego gdyż Biały w ich dalekiej wiosce na końcu świata jest jak latający elf z dzwoneczkiem na szyi. Cały wieczór prawie do zamknięcia sklepów siedziałem w knajpie sącząc napoje i zastanawiałem się gdzie tu rozbić namiot. Poszedłem więc ponownie w kierunku lasu mangrowego, dlatego że przed nim znajdowało się duże pustynne pole które było dogodnym miejscem do rozbicia namiotu. Przy świetle przejeżdżających motorowerów oraz własnej latarki udało mi się rozstawić mój bardzo sfatygowany namiot, który był już ze mną w Kazachstanie, Azerbejdżanie i wielu innych krajach. Potem ułożyłem się na pustynnej ziemi, oglądałem zdjęcia ostatniego dnia i zasnąłem w swoim przenośnym bezpłatnym hotelu. Wielu ludzi, którzy ze mną rozmawiają uważają mnie za milionera dlatego że byłem w tylu krajach lecz nikt nie zdaje sobie sprawy z niewygód i poświęceń, które są potrzebne aby odbyć moje wyprawy. Dlatego większość woli zostać w domu.

Nazajutrz złożyłem swój namiot i poszedłem nad wodę koło lasów mangrowych. Zostawiłem ubranie na kamieniach i trzymając się sznura jednej z łódek wszedłem do ciepłej wody. Po raz kolejny, kąpiel ta była bardzo przyjemna i dała mi energię do odbycia kolejnego, niezapomnianego dnia.

dsc_0836

Kanion Char Kukh na wyspie Qeshm.

Gdy wróciłem do Tabl najpierw poszedłem do tego samego gospodarza co wcześniej aby potem kupić śniadanie a potem stanąłem na rzadko uczęszczanej drodze na południowy brzeg wyspy. Czekałem długo i traciłem nadzieję lecz wiedziałem, że tak będzie. Jednak gdy już przyjechał samochód, kierowca podwiózł mnie przez środek wyspy do miasteczka Salakh na południowym brzegu. Stąd w zasadzie transport był niemożliwy gdyż teoretycznie nic tędy nie jeździło a mój kolejny cel był oddalony o około 16km. Miejscowi z Salakh patrzyli na mnie jeszcze dziwniej niż ci z Tabl a w końcu odbyłem też rozmowę z wojskiem. Południowe wybrzeże Qeshm jest bazą wojskową i nie można tu nawet rozbijać namiotu dlatego każda wizyta zwłaszcza kogoś kto wygląda jak amerykański szpieg, sprawia że policja staje się nerwowa. Wyjechanie stąd nie było łatwe lecz ktoś w końcu podwiózł mnie kilometr za miasteczko aby się mnie pozbyć i stamtąd było ciężko. Po jednej stronie widziałem morze i długi piaszczysty brzeg z kilkoma roślinami a po drugiej górzyste, samotne pustkowie. Miałem ze sobą zapas wody i cieszyłem się, że odbywałem tą przygodę lecz po około godzinie chciałem już aby ktoś przyjechał. Tutaj jednak nie jeździł nikt, ani w jedną a ni w drugą stronę. Nie wierzyłem własnym oczom gdy na rozmytym przez słońce horyncie, z kurzu pustynnej drogi zaczął wyłaniać się samochód. Po kilku minutach zatrzymał się koło mnie nowy, elegancki samochód terenowy a jego kierowca choć niechętnie powiedział, że zabierze mnie do Karge skąd będę musiał się martwić dalej. Jechaliśmy poprzez pagórkowatą drogę co tylko dało mi więcej atrakcji a raz jechaliśmy też po plaży gdyż droga była w gorszym stanie. Myślę, że kierowca mnie polubił gdyż zdecydował, że mimo wszystko zabierze mnie kolejne 8km poza Karge. Wraz z pokonywaniem kolejnych kilometrów piaszczysta sceneria nabierała koloru bordowego i czerwonego i po niedługim czasie dotarliśmy do jaskini Namakdan. Jaskinia Namkdan To kolejny fenomen przyrody gdyż przy głębokości ponad 6km jest ona najgłębszą jaskinią solną na świecie. Zanim wszedłem do jaskini przeszedłem przez czerwone wzgórza co także jest wyjątkowe. Jeśli ktoś chciałby tu sobie zrobić kilka zdjęć w najbardziej efektownych miejscach mógłby powiedzieć, że był na Marsie. Jeśli chodzi o samą jaskinię to są dwa główne wejścia. Jedno jest bardzo niskie i widać w nim sople soli zwisające z sufitu oraz małe solny staw. Jest to wejście dla profesjonalistów w kombinezonach i kaskach i tam należy się czołgać. Obok jednak znajduje się wejście szerokie i obszerne dla osób bez sprzętu lecz to ma może 100-200m w głąb. Tutaj także natura uformowała efektowne ściany soli, wielkie solne głazy i nierówne przejścia. Zarówno czerwona góra Namakdan jak i jaskinia są piękne i dotarcie tutaj było tego warte. Gdy byłem tutaj spotkałem irańskich turystów, którzy przyjechali na Qeshm samochodem i zabrali mnie ze sobą. Oznacza to, że rozwiązali mój największy problem w tamtym czasie gdyż zastanawiałem się jak się stamtąd wydostać. Kobiety ścisnęły się na tylnym siedzeniu a ja usiadłem koło kierowcy. Dzięki temu zobaczyłem część wyspy, której nie planowałem zobaczyć, dlatego że irańczycy jechali właśnie do Qeshm Town lecz najpierw chcieli zobaczyć kanion Char Kukh. Pojechaliśmy więc poprzez Kani i Darkuh, które wyglądało jak opuszczone, zabiedzone, zapomniane miasto, a następnie zatrzymaliśmy się przy pięknym w każdym calu kanionie Char Kukh gdzie znowu przedzierałem się przez wąskie szczeliny. Tym razem nie byłem już tu sam dlatego moi towarzysze zrobili mi lepsze zdjęcia. Zawsze tu chciałem wrócić. Następnie po zmroku odstawili mnie w Dargahan. Dargahan to wielkie centrum handlowe gdzie mieszkańcy wyspy przyjeżdżają na zakupy. Ja jednak zaprosiłem się tu na perską kolację podczas której cała knajpa była mną bardzo zainteresowana a na koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Było wesoło i było inaczej niż zwykle w Qeshm gdyż znajdowałem się w cywilizacji.

dsc_0931

Potem wsiadłem do nastepnego autostopu i wróciłem do Qeshm Town. Było już późno dlatego poszedłem koło Fortu Portugalskiego aby rozbić namiot lecz w końcu wyszło tak, że z łakomstwa zaprosiłem się jeszcze na morską przekąskę złożoną z owoców morza. Niestety wybrałem sobie fatalne miejsce na biwak gdyż nad ranem obudziły mnie traktory i inne maszyny z pobliskiego placu budowy. Wcześnie rano złożyłem więc namiot a następnie poszedłem w okolice portu aby tam ponownie wsiąść do kolejnego autostopu. Tym razem wysiadłem niedaleko, koło ronda gdzie zaczynał się wjazd do Qeshm Town. Urok tego miejsca polega na tym, że obok znajdowała się bardzo przyjemna płaża na której nareszcie odnalazłem spokój. Położyłem się na piasku słuchając morza a potem jeszcze się wykąpałem i przysnąłem na jakiś czas. Myślę, że był to mój czas dziękczynienia po ciężkiej wyprawie. Potem już tylko wsiadłem do kolejnego autostopu i wysiadłem niedaleko portu aby w miłej knajpie zjeść śniadanie złożone z naturlanego jogurtu, dżemu i kilku owoców. Było to śniadanie wielu rozmysleń na temat moich przygód czyli na temat tego czego udało mi się tutaj samotnie dokonać. Wkrótce potem założyłem kapelusz na głowę i poszedłem do hotelu Darya aby odebrać bagaż. Przepakowałem się, przebrałem, dostałem napój od firmy i po oficjalnym podziękowaniu poszedłem do portu.

Moja wspaniała, niezapomniana wyprawa po wyspie Qeshm dobiegła końca.

Rejs z Qeshm do Bandar Abbas oraz z Bandar Abbas na wyspę Hormoz

Nie ma bezpośredniego transport z Qeshm na Hormoz dlatego podróżowanie z wyspy na wyspę jest możliwe tylko przez Bandar lub inne miejsca na głównym lądzie. Jest oczywiście możliwość zabrania się z przemytnikami ale nie polecam tej opcji.

Qeshm – Bandar Abbas, 2h, 70.000 Rial.

Bandar Abbas – Hormoz, 0.5h, 40.000 Rial.

Z miejscowymi na wyspie Hormoz.

Wyspa Hormoz

Hormoz jest małą wyspą w Zatoce Perskiej, która swą nazwę nosi od Cieśniny Hormoz. Wyspa ta zajmuje tylko 42km², jest wyjątkowa gorąca i nie ma tu świeżej wody. Z uwagi jednak na bliską odległość 8km od głównego lądu skonstruowano rurociąg zaopatrujący w wodę. Wyspa Hormoz jest wysuszonym lądem wystającym z ziemi gdzie najwyższy punkt to 186m n.p.m. i gdzie powierzchnia składa się ze skał osadowych i materiałów wulkanicznych. Ludzie tu mieszkający są zdani na zaopatrzenie z Bandar Abbas gdyż bardzo gorący, suchy klimat charakteryzujący się brakiem opadów sprawia że zarówno ziemia jak i woda są zasolone. Jedyne czego nie trzeba importować na Hormoz to ryby. Gdy tylko łódź zacumowała w małym porcie wyszedłem na ulicę biegnącą wśród morza i oprócz upału nie do zauważenia była przenikająca uszy cisza. Przede mną rozciagała się pusta, szara od wypalonego słońca droga. Po jednej stronie widziałem zaniedbane baraki z kilkoma palmami a po drugiej stronie brzeg oraz chłopców, którzy pewnie z nudów łowili ryby. Na końcu horyzontu widziałem też ruiny dużego Portugalskiego Zamku, który pomimo wielu lat zaniedbania ciągle jest uważany za jedną z najbardziej wzniosłych budynków kolonialnych.

Wyspa Hormoz.

Został on ukończony w 1515 roku a jego grube ściany, liczne przejścia i piwnice pomimo swoich lat i złego stanu zrobiły na mnie duże wrażenie. Wszedłem na jego główny plac a potem wspiąłem się na szczyt skąd miałem dobry punkt obserwacyjny na miasteczko Hormoz, na wystający minaret i góry w oddali. Potem zszedłem na dół i idąc po czerwonej ziemi dotarłem do miasteczka Hormoz gdzie byłem w centrum uwagi ludzi choć przede wszystkim robiących miny dzieci. Było to spotkanie bez słów polegające na gestach i obserwacjach podczas którego dzieci oderwały się od codziennej nudy. Następnie spacerując wzdłuż brzegu i kryjąc się po kapeluszem obserwowałem rybaków rozwiązujących sieci oraz patrzyłem na fale rozbijające się o głazy na plaży. Zbierałem muszle, widziałem łódkę wypełnioną małymi rybami a raz natknałem się też na głowę rekina młota leżącego na kamieniu. Koniec dnia spędziłem na zniszczonym pomoście, który jest też głównym miejscem cumowania łódek z połowami. Zastanawiałem się też czy te wszystkie połowy są organizowane z nudów czy rybacy pływają z nimi do Bandar Abbas aby je tam sprzedać na targu lub wymienić na inne towary. Myślę, że ten interes byłby głównym sposobem utrzymania się mieszkańców wyspy, dlatego że całe łódki małych rybek to zbyt dużo aby wykarmić jedynie 2500 populację Hormoz. Idąc po zmroku do portu widziałem, że jednak toczy się tu życie. Z opisów ludzi, którzy byli tu przede mną przeczytałem, że nie było tu żadnych restauracji i sklepów lecz pod koniec 2013 roku, gdy ja tu byłem, znalazłem wiele sklepów z jedzeniem oraz także małe bary z kiepskimi hamburgerami i pizzą.

Śpieszyłem się na ostatnią łódź, która odpływała do Bandar o 6 wieczorem i szczęśliwie ktoś mnie podwiózł na swoim motorowerze. Pomyślałem, że to bardzo miło ze strony tych wszystkich ludzi lecz biorę też pod uwagę że biorą mnie też często z ciekawości, aby nawiązać kontakt lub chociaż popatrzeć na tego który wygląda jak bohaterowie amerykańskich filmów. Żyjąc na takim pustkowiu też bym wszystkich zabierał. Łódź spóźniła się o dwie godziny, co oznaczało że mogłem się spóźnić na ostatni autobus opuszczający Bandar Abbbas. Co tam, pomyślałem. Zawsze jest jakieś miejsce na rozbicie namiotu.

Z umysłem pięknych wspomnień i z kieszeniami wypchanymi muszlami wróciłem do Bandar Abbas.

Wyspa Qeshm. Ciężkie życie i poświęcenie w pustynnym “raju”.

Bandar Abbas

(Pobyt 2)

Gdy wysiadłem w porcie w Bandar Abbas było już późno. Przede wszystkim byłem szczęśliwy, że doprowadziłem swoją wyprawę po wyspach Zatoki Perskiej do końca lecz zastanawiałem się też, czy na dworcu będzie jeszcze autobus. Przeszedłem przez rozświetlone bazary Bandar Abbas a potem złapałem autostop i pojechałem na dworzec. Autobus odjeżdżał o 10 wieczorem dlatego ostatnie pół godziny spędziłem na dworzu. Jeden ze sklepikarzy rozstawił stoły na zewnątrz i polewał herbatę. Koło mnie siedział starszy Irańczyk, który od dawna mieszkał w Ameryce i opowiadał mi jak Iran zmienił się od jego młodości gdyż często tu przyjeżdża. Zastanawiałem się gdzie ja będę w wieku 60 lat i czy będę zadowolony z tych lat, które przeżyłem.

Transport z Bandar Abbas do Kerman

120.000 Rial w 7.5h. Jazda bez problemu.

Kerman

Kerman ma parę obiektów godnych uwagi, jak na przykład stary bazar czy bardzo ciekawe Muzeum Obrony oraz parę dobrych restauracji z tradycyjnym perskim jedzeniem. Przy populacji około pół miliona Kerman nie jest męczące i można piechotą zobaczyć najważniejsze miejsca w jeden lub lepiej w dwa dni. Sławne na cały Iran są także dywany z Kerman, które mają swoje charakterystyczne wzory. Kerman posiada także mniejszość Baluchów (2% populacji Iranu), naród przemieszczający się pomiędzy Iranem a Pakistanem i żyjący w namiotach na pustyni. To pustynne miasto leżące na płd-wsch Iranu jest nie tylko kolejnym, dobrym doświadczeniem podczas podróży ale także stanowi bazę wypadową na Subkontynent Indyjski oraz wiele innych kierunków. Będąc tutaj odbyłem wiele fascynujących wycieczek, jak na przykład do formacji skalnych Kaluts oraz do trzech interesujących miasteczek w stronę granicy z Pakistanem. Kerman było więc moją bazą przez jakiś czas.

dsc_0020

Gdy wyszedłem z autobusu taksówkarz podwiózł mnie na Plac Azadi a następnie zaparkowaliśmy kawałek dalej przy biednym hostelu Miludi, który jest tak podstawowy że nie ma go nawet we wszystkich przewodnikach. W hostelu Miludi miałem mały pokoik z pryczą i łazienką na zewnątrz za jedyne 150.000 Rial za noc. Co za super cena. Hostel Miludi był tego typu miejscem gdzie ludzie z dobrych sfer się raczej nie kręcą bo za bardzo im choruje wyobraźnia. Jeśli chodzi o mnie to nie było jednak problemu.

Spędziłem w Kerman dwa dni choć jeden dzień też by wystarczył. Mi jednak się nie śpieszyło. Miałem czas na herbatę, na spokojne zwiedzanie i niezakłuconą obserwację. Na początku spędziłem kilka minut na przejściu umieszczonym nad Placem Azadi. Znajduje się tu duży teren otoczony wodą i zielenią oraz z kulą ziemską w centralnym punkcie. Nad ranem Plac Azadi był jeszcze pusty a taksówkarze bezrobotni lecz wieczorem jest tu zawsze korek. Następnie szedłem prosto w kierunku Placu Shohada, który znajdował się kilka kilometrów ode mnie. Szedłem drogą nie mając nic szczególnego na uwadze. Raz po prawej stronie minąłem kino a potem Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które było niestety zamknięte. Zabudowa dookoła nie była ekscytująca, zwłaszcza biorąc pod uwagę że podróżowałem już po Iranie od ponad miesiąca. Gdy doszedłem do Placu Valiasr skręciłem w lewo i po 5 minutach marszu po prawej stronie zobaczyłem Narodową Bibliotekę Kerman. Została ona zbudowana w 1929 roku w późnym stylu Qajar co oznacza między innymi elementy architektury muzułmańskiej z drobną mozaiką i filarami podtrzymującymi dach. Przed biblioteką znajdowała się egzotyczna roslinność oraz pomnik matki czytającej dziecku książkę a w środku widziałem studentów z nosami w książkach i oczywiście plakat przedstawiający Chomeiniego. Biblioteki nie sposób jest niezauważyć z powodu bramy w kolorze pustyni zdobionej niebieskimi wzorami. Natomiast za biblioteką znajduje się jeszcze jeden teren zielony a za nim prawdziwa atrakcja dla miłośników świeckiej perskiej architektury.

dsc_0063

Obiektem tym jest Dom Lodowy Moayedi zbudowany za czasów dynastii Safavidów. Tak samo jak wcześniej gdy opisywałem dom lodowy w miasteczku Meybod niedaleko Yazd, tak samo i ten ma stożkowaty kształt oraz dużą ścianę zbudowaną w tradycyjny sposób, czyli z trocin i gliny. Dom Lodowy jest otoczony ogrodem wewnątrz którego zbierała się woda, następnie zamarzała i zsuwała się do Moayedi. Obiekt ten pełnił także funkcje lodówki co w pustynnym klimacie było zbawieniem gdyż przed wynaleziem elektryczności ludzie składowali tam jedzenie, napoje i robili też desery lodowe. Niestety gdy tu byłem obiekt ten był zamknięty i z tego co powiedział sklepikarz pracujący obok jest tak zawsze.

Niedaleko dalej znajduje się Muzeum Świętej Obrony, które jest bardzo widowiskowe, emocjonalne i w bardzo obrazowy sposób oprawadza zwiedzającego po wojnie iracko-irańskiej. W muzeum tym znajdują się zdjęcia wojska irańskiego, wliczając w to także obecnego przywódcę duchowego Iranu Ali Chameniego oraz zdjęcia rozerwanych zwłok, zdjęć z pola walki i nawet tonącego statku. Oprócz wielu rodzajów broni różnego kalibru są tu także obrazy przedstawiające irańską matkę tulącą głowę martwego syna oraz matkę żegnającą synów idących na śmierć. Na zewnątrz natomiast stoją czołgi, rakietnice, armaty i broń artyleryjska wielu rodzajów. Są tu także okopy ogrodzone drutem kolczastym oraz sztuczne jezioro pokazujące przeprawę z jednego brzegu na drugi. Przed główną częścią muzeum jest akwen wodny, ogród z bujną roślinością oraz pomiędzy kwiatami namalowane twarze irańskich żołnierzy poległych w tej okrutnej wojnie. Muzeum to na pewno trafia do zwiedzającego.

Tego dnia było to już ostatnie miejsce, które odwiedziłem. Tego wieczora zaprosiłem się na perską kolację na Placu Azadi oraz poszedłem na internet nieopodal. W drodze do swojego bardzo taniego hotelu bardzo niskiej klasy kupiłem jeszcze owoce i perskie słodycze i miałem spokojny wieczór.

dsc_0005

Następnego dnia znowu zacząłem swój spacer po mieście od Placu Azadi. Tym razem nie skręciłem już w lewo na Placu Valiasr lecz szedłem dalej prosto i zatrzymałem się przy Wielkim Bazarze (Bazar-e Sartasari), w obrębie którego znajduje się wiele innych obiektów. Zaczałem od Placu Tohid, na którym znajduje się akwen wodny oraz wysoki pomnik, który stanowi wejście do bazaru-e Vakil. Plac ten jest otoczony tradycyjnymi łukami i otwartym korytarzem pod którym znajdują się rzędy sklepów. Jak zwykle w Iranie radzę też zwrócić uwagę na ceglane sufity oraz sposób w jaki są wykończone filary. Po tym jak spędziłem czas nad wodą skręciłem w prawo w jedną z bocznych ulic aby usiąść w miejscowej herbaciarni. Było tu dużo mężczyzn w średnim i starszym wieku palących butelkowe fajki i pijących herbatę dlatego przysiadłem się do nich. Podano mi tu jajecznicę z sosem pomidorowym co jest tradycją w Iranie i tradycją jest także, że właśnie przez ten sos należy się od razu dowiedzieć gdzie jest toaleta. Wracając jednak do samego Wielkiego Bazaru to został on zbudowany w XVII wieku i dzieli się na 20 mniejszych bazarów, a także paru placów i posiada na swym terenie łaźnie oraz meczety. Jest też starsza część bazaru, którego tyły zostały zbudowane z gliny i trocin. Perską tradycją jest, że bazary są miastami w miastach co oznacza że na ich terenie znajduje się wszystko co potrzebne ludziom gdyż spędzają oni tu większość swojego życia.

Bazar-e Vakil jest stosunkowo mały gdyż zajmuje około 600m i przechodzi on w bazar Mosafari a zaraz za nim jest Meczet Jameh. Jednym z bazarów jest także Bazar-e Ganj Ali Khan oraz bogato udekorowany meczet i plac o tej samej nazwie, z dziedzińcem typowym dla architektury ery Safavidów. Po raz kolejny są to łuki i otwarte korytarze z rzędami sklepów i fontanną po środku. W pobliżu znajduje się też godna uwagi łaźnia Hamam-e Ganj Khan, która została przerobiona na muzeum. Znajdują się tu efektowne freski oraz modele skrobiących się mężczyzn. (Podobny obiekt był w Shiraz). Ogólnie rzecz biorąc na bazarach tych można kupić wszystko od ziół i herbat po nasiona, materiały i złoto. Ja kupiłem tylko jedwabne apaszki dla kobiety czekającej na mnie w Anglii. Po ponad miesiącu spędzonym w Iranie rzeczy stają się do siebie podobne lecz w przypadku gdy nawet wspaniale wykończone, stożkowate sufity nie wprawiają już w taki zachwyt liczyła się dla mnie atmosfera tego miejsca, kupcy zachwalający swoje towary czy choćby uliczny szewc naprawiający buty. W tamtym momencie zrozumiałem, że Persja sprawiła mi wiele radości i szczerze polubiłem moją przygodę związaną z tym krajem.

Ogromną przyjemność sprawiła mi też wizyta w łaźni przerobionej na herbaciarnie, która serwuje także jedzenie. Mam tu na myśli Hammam-e Vakil Chaykhaneh, gdzie piłem herbatę siedząc na czajchanie i słuchałem perskiej muzyki. Łaźnia ta jest ozdobiona stylowymi łukami i eleganckimi, mozaikowymi sufitami. Zdecydowanie jest to jedno z najbardziej charakterystycznych i też emocjonalnych miejsc w całym Kerman, które gorąco polecam. Radzę też spróbować pysznych przystawek. Resztę dnia spędziłem na Placu Shohada czyli w miejscu, które okazało się dla mnie bardzo dobre pod kątem kontaktu z ludźmi. Byłem między innymi na bazarze warzywniczym, u szewca oraz nawiązałem kontakt ze starszyzną w jednej z glinianych ulic. Często ci ludzie, którzy nie potrafili mówić po angielsku chcieli przynajmniej uścisnąć mi dłoń i powiedzieć „hello”. Będąc w tej okolicy zobaczyłem jeszcze kilka innych miejsc o których warto wspomnieć lecz nie będę opisywał każdego z nich gdyż wszystkie są do siebie podobne. Pierwszym miejscem jest mauzoleum Moshtari-ye Moshtaq Ali Shah, którego błękitne kopuły ozdobione mozaikowymi wzorami widać z daleka. Jest to architektura pochodząca z późnej ery dynastii Qajar, która powtarza się w Iranie na okrągło. W środku natomiast znajdują się zdobione sufity umożliwiające oglądanie kopuł od spodu oraz przewiewne okna w kształcie łuków. Obok znajduje się też Muzeum Paleontologiczne, do którego niestety nie wszedłem gdyż było akurat zamknięte lecz zamiast tego spędziłem czas w Park-e Sangi, nad wodą oraz wspiąłem się na szczyt glinianej góry po widoki Kerman z wyższej perspektywy. Tego dnia zobaczyłem jeszcze dwa meczety znajdujące się blisko siebie i przyznam, że cieszyłem się, że zostały mi już tylko dwa. Gdy przyjechałem do Iranu i zobaczyłem klasykę perskiej architektury było to dla mnie interesujące lecz będąc w Kerman miałem już dość i nie mogłem doczekać się wycieczek za miasto. Pierwszym meczetem był Meczet Jameh co w tłumaczeniu oznacza meczet piątkowy. Właśnie z tego powodu w każdym kraju muzułmańskim (i teraz już niestety w europejskim) znajduje się meczet o tej nazwie.

dsc_0044

Meczet ten posiada tradycyjny dziedziniec i cztery zdobione mozaikami wielkie bramy (iwan) lecz co ciekawe zamiast minaretu posiada wieżę zegarową. Niebieskie kafelki pochodzą z 1349 roku lecz były potem jeszcze wiele razy modernizowane. Innym obiektem tego typu był Meczet Imam, który znajduje się nieco dalej. Ten meczet jest podoby do poprzedniego choć jest jeszcze starszy gdyż pochodzi ze wczesnego okresu muzułmańskiego. Duży dziedziniec z fontanną także posiada charakterystyczne bramy i mozaikowe wzory, choć moją uwagę najbardziej przykuł plakat z napisem „Znokautujemy Amerykę” i symbol karabinu obok. W Iranie nienawiść do Ameryki ma więc podłoże kulturowe i tradycja ta jest kontynuowana z pokolenia na pokolenie choć z drugiej strony Iran ma wiele powodów aby nienawidzić Ameryki. Radzę też zwrócić uwagę na tył tego meczetu czyli na jedną z wież podtrzymującą jego mury oraz dalej na gliniane ruiny antycznej budowli. Na tyłach meczetu Imam znajdują się też małe kominy przypominające dachy łaźni (hammam).

Gdy skończyłem zwiedzanie wróciłem na Plac Shohada gdzie usiadłem w lodziarni i odpowiadałem na pytania ciekawskich mężczyzn. Jak zwykle chcieli wiedzieć skąd byłem i dlaczego przyjechałem do Iranu. Potem poszedłem jeszcze raz na bazar i obserwowałem biednych ludzi, którzy sprzedawali swoje towary z leżaków lub z cerat na podłodze. Interesująca była też oprawa tego miejsca. Z jednej strony widziałem tylne wejście do meczetu Jameh a z drugiej labirynt tradycyjnego bazaru. Wkrótce, po jeszcze jednej herbacie i przystanku na zacisznym placu Vakil starałem się objąć myślami swoje wrażenia Kerman. Gdy zbliżał się zmrok wracałem do swojego taniego hotelu.

dsc_1287

Moja wielka przygodowa wycieczka z Kerman

W tym rozdziale:

-Shahdad i wyprawa do Kaluts,

-Mahan,

-Rayen,

-Bam i trzesienie ziemi,

-szmuglerstwo narkotyków z Pakistanu.

Nad ranem zostawiłem swój bagaż w tanim hostelu Miludi, wziąłem tylko najbardziej potrzebne rzeczy łącznie z namiotem i poszedłem na Plac Shohada. Stamtąd wsiadłem do dzielonej taksówki jadącej do Shahdad (około 100km od Kerman), które jest dziurą wypadową do formacji piaskowych Kaluts. Dzieliłem taksówkę z trzema innymi pasażerami a swoje siedzenie zapłaciłem 100.000 Rial. Mój kierowca wyglądał na takiego, który już dawno nie spał i wszyscy baliśmy się, że uśnie za kierownicą. Gdy zjechaliśmy z głównej drogi prowadzącej do Kerman skręciliśmy w lewo i w tej chwili zaczęły się piękne górskie widoki. Nasz żółty Peugeot 405, który jest tradycyjną taksówką w Iranie, podwiózł mnie poprzez góry lecz co najważniejsze poprzez pustkę których zazwyczaj szukam w swych samotnych wyprawach. Raz minęliśmy cysternę z benzyną lecz oprócz tego była tam tylko nasza taksówka oraz otwarte, pustynne przestrzenie gdzie horyzont kończył się na górach.

dsc_0181

Po około 1.5h drogi dotarliśmy do małego pustynnego miasta Shahdad, które stanowi bazę wypadową na otwartą pustynię. W chwili gdy przyjechałem dopadł mnie sprzedawca wycieczek, który nie dość że chciał mnie zabrać do Kaluts za duże pieniądze to jeszcze chciał mi wziąć do domu. Był to biedny lecz chyba uczciwy człowiek, który chciał zarobić i któremu wydawało się, że mam pieniędze. Pytałem tylko o transport do Kaluts lecz on powiedział, że nie ma ani transportu ani autostopu i że oczywiście poleca swój mały domowy hotel. Wysuszone, gorące miasteczko Shahdad nie zasługuje na to aby zostać tu dłużej niż jest to konieczne lecz ja niestety musiałem gdyż zgarnęła mnie policja. Jadąc poprzez aleję palm Shahdad i jednocześnie łamiąc wszystkie prawa ruchu drogowego policjanci odstawili mnie na posterunek gdzie zadawali mi pytania. Spisali moje dane z paszportu a potem zadawali pytania, których mogłem się spodziewać. Bardzo ich też zainteresowała moja książka o Iranie, moje notatki oraz to gdzie już byłem, gdzie chciałem pojechać oraz kiedy wracam. Wydawało mi się też przez chwilę że szukali amerykańskiego szpiega lecz po jakimś czasie dali mi butelkę wody i pozwolili odejść. Miałem tyle szczęścia, że jakiś dzieciak podwiózł mnie na swoim motorowerze z posterunku policji do mauzoleum Imamzadeh-ye Mohammed Ebd-e Zeid. Pomimo, że miejsca tego typu widziałem już wiele razy wszedłem na chwilę aby zobaczyć błękitne kopuły, mozaiki, dziedziniec w kolorze pustyni oraz drzewa dodające uroku. Obiekt ten miał charakter otwarty, co oznacza że nie był on otoczony murem i prowadził wprost na pustynię. Jedyne co miałem wtedy na myśli to radość z pożegnania policji oraz to jak ja się dostanę do Kaluts. Z drugiej jednak strony przejechałem już Trasę Pamirską, stepy mongolskie czy chociażby Tybet dlatego dostanie się do Kaluts było stosunkowo małym wyzwaniem. Gdy wyszedłem z mauzoleum pomaszerowałem pustą, pustynną drogą i zastanawiałem się jak pokonam około 38km pustynnej drogi. Jeszcze przez krótki czas widziałem palmy oraz człowieka który przewoził gałęzie na swoim motorowerze i który był zapatrzony w Białego podróżnika jakby widział ten gatunek pierwszy raz w życiu. Potem znalazłem się już na drodze i przyznam, że miałem szczęście. Najpierw podwiozła mnie rodzina mieszkająca za Shahdad a dalszą jazdę odbyłem dwoma ciężarówkami.

dsc_0328

Gdy w oddali ukazały się przede mną „zamki z piasku” byłem szczęśliwy, że w końcu udało mi się dokonać i tej rzeczy. Kierowca ciężarówki wysadził mnie zanim Kaluts zaczęły się gdyż chciałem tam dotrzeć powoli, na własnych nogach. Kaluts to fenomen przyrody, który dominuje horyzont poprzez pięcio i dziesięcio piętrowe formacje piaskowe wyrzeźbione w formie różnych kształtów.

Podczas moich podróży widziałem już wiele formacji skalnych lecz to co przedstawiają sobą Kaluts istnieje tylko w Iranie i nikt nie jest do końca pewien w jaki sposób tak ogromne „zamki z piasku” powstały. Moim zdaniem w miejscu tym płynęła kiedyś rwąca rzeka, która wyrzeźbiła skały a gdy ta wyschła wiatr uformował bloki z piasku. Inną teorią jest silna erozja gleb połączona z deszczem komet rozbijających się tu z wielka szybkością lecz przyjemnym faktem jest tu też to, że każdy może sobie stworzyć swoją własną teorię. Tak czy inaczej byłem bardzo podekscytowany moją wizytą na tym pięknym pustkowiu i dlatego przeszedłem spory dystans wśród ogromnych piaskowych ścian. Tego samego wieczora wspiąłem się też na kilka z nich aby mieć lepszy widok, tymbardziej że przy zachodzie słońca Kaluts oraz pustynia nabierały innych kolorów. Tego wieczora rozbiłem namiot przy jednym z wielkich piaskowych gór i liczyłem na spokojną noc. Jednak pomimo że pustynia Lut jest jedną z najgorętszych na świecie akurat tej nocy padał deszcz oraz wiał tak silny wiatr, że aż zerwał mi namiot. Jednak na pustyni nie ma latarni dlatego przy pomocy latarki szukałem swoich rzeczy na tym rozległym pustkowiu. Następnie rozłożyłem jeszcze raz namiot i w końcu udało mi się zasnąć. Latem najlepiej jest tu spać pod gołym niebem, co potocznie nazywa się „hotelem miliona gwiazd” gdyż leżąc na pustyni można oglądać piękne, gwiaździste niebo. Gdy ja byłem w Kaluts było dokładnie to samo; księżyc i gwiazdy oświetlające czubki zamków z piasku. Nad ranem poszedłem na drugą stronę przykrytej piachem drogi gdyż tam także znajdowały się bardzo wysokie i masywne Kaluts lecz o wiele łatwiejsze do wspinaczki. Z samego szczytu, o wschodzie słońca widok na drugą stronę był oczywiście imponujący. Pustynny horyzont był wzbogacony górami z piasku a przed jednym z nim ciągle stał mój namiot. Po wyczerpującym, porannym spacerze zwinąłem swój marny dobytek i poszedłem przez pustynię wzdłuż drogi. Po jakimś czasie w tumanach fruwającego piasku zobaczyłem w oddali ciężarówkę, która zatrzymała się na moje wielkie szczęście. Noc była zimna dlatego byłem jeszcze trochę zmarznięty lecz kierowcy mieli gorącą herbatę. Wesoła ciężarówka zawiozła mnie około 100km i na moje życzenie zostałem wysadzony na głównej drodze do Kerman, pomimo że wcale się tam jeszcze nie wybierałem.

Gdy stałem na autostradzie, wiedziałem że tutaj nie będzie problemu z transportem. Dość szybko zatrzymał się samochód osobowy i podwiózł mnie do małego miasta Mahan. Leżące 35km od Kerman, Mahan to małe, spokojne i ciche miasteczko będące celem wycieczek dla mieszkańców głośnego Kerman.

Kaluts.

Gdy ja tu byłem niestety spadł na mnie siarczysty deszcz więc nie czułem aby ogarnął mnie spokój, a nawet przeciwnie, lecz gdy już zacząłem schnąć rzeczywiście było już spokojniej. Poza tym są tutaj dwa ciekawe obiekty do zobaczenia. Myślę, że nie zdziwi fakt że pierwszym obiektem jest centralnie zlokalizowane mauzoleum gdyż Iran jest między innymi krajem meczetów i mauzoleów. Obiekt ten nosi nazwę Aramgah-e Shah Ne’Matolllah Vali, którego wysoko osadzone błękitne kopuły trafnie sugerują że to musi być właśnie ten obiekt. Przyznam jednak, że sam byłem zdziwiony, że miejsce to mi się podobało, że nie znudziło mnie po chwili i stało się tak pewnie z powodu ładnego akwenu wodnego i wysokich drzew. W punkcie centralnym znajduje się kilka rzędów małych basenów z roślinami doniczkowymi postawionymi na krawędziach, natomiast dalej znajduje się tradycyjna brama (iwan) ozdobiona mozaiką i rzeźbami symetrycznych kształtów. Powyżej znajduje się błękitna kopuła i dwa minarety. Wewnątrz mauzoleum jest też grobowiec i wiele architektonicznych ozdób takich jak malowane sufity czy malowane i rzeźbione okna. Po obu stronach dziedzińca znajdują się sklepy z pamiątkami oraz księgarnia. Gdy wyszedłem z mauzoleum poszedłem też na jego tyły co gorąco polecam gdyż ta perspektywa daje większy realizm tej ogromnej XV wiecznej budowli. Tył wygląda jakby cały obiekt był ulepiony z gliny lecz ma błękitne części (kopuła i minarety).

Następny obiekt jest zlokalizowany 5km poza centrum miasta oraz po drugiej stronie głównej drogi……i całe szczęście, że nie jest to kolejne mauzoleum. Tym razem jest to bardzo przyjemny ogród o nazwie Bagh-e Shahzde, do którego dostałem się kolejnym autostopem. Ogród ten, zbudowany w 1873 roku jest wyjątkowym darem dla pustynnego krajobrazu dookoła. Został on zbudowany na wielu poziomach, co oznacza że niewielkie akweny wodne z fontannami w każdym z nich są położone na zasadzie schodów, natomiast woda spływa w formie wodospadów do niższych akwenów. Na samym szczycie znajduje się pałac jednego z ostatnich książąt dynastii Qajar, który dziś został przekształcony w nie zawsze działającą restaurację. Dookoła natomiast są posadzone kwiaty oraz wysokie drzewa. Miejsce to jest oczywiście bardzo przyjemnym miejscem lecz warto też wspomnieć, że dla ludzi mieszkających w klimacie sub-pustynnym gdzie temperatura osiąga latem nawet 50ºC ogród Bagh-e Shahzde i jego akweny wodne w połączeniu z zielenią stanowią istną ulgę. Na terenie parku znajduje się też łaźnia lecz nie jestem pewien czy działa. Po wyjściu z parku spróbowałem słodkich granatów, które sprzedawali miejscowi ogrodnicy i przypomniała się wtedy Gruzja i Armenia, gdyż Kaukaz właśnie jest regionem granatów.

dsc_0470

Gdy skończyłem zwiedzać Mahan tradycyjnie już stanąłem na drodze i czekałem na kolejny autostop. Tym razem planowałem się dostać do małego miasteczka Rayen, które leży 111km od Kerman i według moich obliczeń 76km od Mahan. Mahan jednak znajduje się przy głównej drodze natomiast aby dostać się do Rayen należy najpierw pojechać do skrętu na Rayen (88km od Kerman) a potem skręcić w prawo i przejechać kolejne 23km boczną drogą. Miałem jednak takie szczęście, że z Mahan trafił mi się jeden autostop prosto do Rayen. Podwiózł mnie starszy Pan a że był dla mnie miły zostawiłem mu 50.000 Rial na benzynę. Rayen to bardzo małe miasteczko o populacji około 10.000 osób, chłodne zimą i oferujące widok na Mt Hezar (4420m n.p.m.).

Moje perypetie w Rayen nie były łatwe lecz zacznę od tego, że mój kierowca wysadził mnie przy sławnej, ponad 1000-letniej cytadeli Arg-e Rayen. Cytadela w Rayen nabrała zainteresowania wśród turystów i można wręcz powiedzieć, że odżyła na nowo gdy w grudniu 2003 roku trzesienie ziemi zniszczyło cytadelę w Bam. Cytadela w Rayen jest antycznym miastem w mieście. Jest to budowla, która sądząc po architekturze ma około 1000 lat lecz naukowcy przypuszczają że jej fundamenty mogą nawet pochodzić z czasów przed-muzułmańskich, z okresu Sasanidów. Zabudowy cetadeli chroni wysoki mur z 15 wieżami, który ma szerokość 3m u podstawy i 1m u góry. Po przekroczeniu bramy głównej najpierw zobaczyłem pracownie w których rzemieślnicy wyrabiali ręcznie dywany oraz noże przy pomocy prostych maszyn. Ukazały się przede mną beżowe ściany oraz rząd łuków tworzących efektowny tunel a po bokach gliniane wazy. Następnie szedłem wąską ulicą po obu stronach mając ruiny domów „zwykłych ludzi” (według napisu). Były to rzędy rozwalających się domów gdzie cegły przebijały się przez gliniany tynk lub gdzie zostały już tylko fundamenty oraz elementy dawnych domów. Mniej więcej w tym samym miejscu znajduje się rynek, który także jest jedną smutną ruiną; i pomysleć że jeszcze 150 lat temu cytadela ta była zamieszkana. Dla większości turystów jest to tylko ruina bez emocji lecz gdyby się na tym głębiej zastanowić 150 lat oznacza, że pradziadkowie obecnych 80 latków żyli tu ze swoimi rodzinami a ich domy oraz rynek ze wszystkimi warsztatami i straganami nie były ruiną lecz tętniły życiem. Na samym końcu cytadeli znajduje się najlepiej zachowana część, która dzięki pracom restauracyjnym wygląda jak nowa. Jest to kompleks guberbatora składający się z czterech domów, który jest także symbolem dobrobytu gospodarza cytadeli i jego rodziny. Każdy z domów został też oznakowany a po pracach restauracyjnych udało się autorom tego przedsięwzięcia wydobyć nie tylko piękno 1000 letniej architektury w nowej formie ale także poprzez umiejętne mieszanie gliny z trocinami uzyskać jasne i ciemne kolory beżowego. Efektownie odnowione domy składające się z wielu przejść, filarów i krętych schodów to jedna część atrakcji lecz dla tych którzy są w Iranie od dawna, jak dla mnie na przykład większą frajdę stanowił odrestaurowany dach cytadeli. Daje on dobry wgląd na wyższe partie domów gubernatora oraz misternie wykonane łuki choć także i całą resztę. Widać stąd dokładnie wyższe partie murów obronnych i przede wszystkim wszystkie ruiny i wieże. Z dachu widać w całości to co kiedyś było miastem chronionym przez mury a dziś jest jedynie atrakcją turystyczną, która dzięki staraniom ludzi wychodzi na prostą. Będąc tutaj popełniłem tylko jeden błąd. Otóż przyszedłem gdy słońce było już nieco nisko, co sprawiło że część moich zdjęć ma mroczny choć ciągle wyraźny nastrój. Mogłem tu jeszcze przyjść następnego dnia ale zajęło mnie samo Rayen, którego duża część także jest zbudowana z gliny i trocin. Widać to dobrze stojąc na płaskowyżu koło murów cytadeli. Z jednej strony widać osnieżone zbocza Mt Hezar a z drugiej gliniane domki Rayen i góry w oddali.

dsc_0526

Gdy opuściłem teren cytadeli zamierzałem poszukać hotelu lecz mój problem okazał się walką o przetrwanie. W Rayen jest tylko jeden hotel i akurat tego dnia był zamknięty. Do tego było już ciemno i zimno gdyż Rayen leży dość wysoko i gdy ja tu przyjechałem był już listopad. Kilku miejscowych kierowców starało mi się pomóc znaleźć nocleg lecz niestety nic z tego. Raz nawet zabrała mnie kobieta z dziećmi lecz po około 10 minutach krążenia podziękowałem i wysiadłem. W końcu zmęczony i coraz bardziej zdeterminowany na to aby znaleźć nocleg usiadłem w pizzeri w centrum Rayen. Było jeszcze ciemniej i jeszcze zimniej niż ostatnio dlatego potrzebowałem jakiegokolwiek schronienia. Czekając na pizzę wyszedłem na zewnątrz na małe rondo gdyż akurat szła procesja ludzi, która przy religijnej muzyce biczowała się po plecach metalowymi łańcuchami. Ten religijny rytuał odbywał się dość długo i miał miejsce w pobliżu meczetu. Ludzie natomiast okrążali pokaźną muzułmańską kopułę przerobioną także na wieżę zegarową. Przyznam że tego rodzaju obrzędu religijnego jeszcze nie miałem okazji widzieć, mimo że podróżowałem po wielu muzułmańskich krajach. Gdy po długim czekaniu w końcu podali pizzę byłem średnio podeskscytowany lecz z głodu przełknąłem ją. Tymczasem właściciel baru dawał mi znaki, że nie będę spał na ulicy. Rozstawienie namiotu w tych warunkach byłoby koszmarem lecz na szczęście miejscowi odnaleźli dyrektora szkoły, która była naprzeciwko pizzeri. Za jedyne 200.000 Rial dostałem łożko w dużym pokoju oraz doświadczyłem jeszcze jednego wspaniałego luksusu. Był to gorący prysznic, który przyniósł zmęczonemu podróżnikowi niewarygodną ulgę. Po ogrzaniu się ciepłą wodą kupiłem jeszcze coś jedzenia i usiadłem przy piecu w innej knajpie i zamówiłem czajnik herbaty. Wszystko skończyło się dobrze.

Następnego dnia wyszedłem z Rayen na drogę i szedłem uśmiechnięty boczną drogą. Moją uwagę zwrócił także pomnik alpinisty.

Gdy znalazłem się na bocznej drodze przez jakiś czas patrzyłem na osnieżone góry w oddali lecz po jakimś czasie liczyłem na jakiś transport. Najpierw podwiózł mnie chłopak na motorowerze a potem wsiadłem do samochodu na około 20 km. Gdy znalazłem się już na głównej drodze „polowałem” na jedną z wielu ciężarówek i w końcu zabrała mnie ciężarówka produkcji amerykańskiej. Znalazłem się więc na irańskiej drodze prowadzącej do Pakistanu co oznacza że byłem w miejscu gdzie szmuglowanie narkotyków oraz sporadyczne porwania należą do „uroków” tego regioniu. Moja droga na pokładzie masywnej ciężarówki minęła bardzo dobrze a podróżując ze swoim plecakiem w ten sposób moja wyprawa była jeszcze ciekawsza. Po około 1.5h drogi kierowca wysadził mnie na przedmieściach Bam przy bazie wojskowej gdzie znajdowało się także rondo z wieżą na wzór starej cytadeli.

Według moich obliczeń z głównej trasy gdzie znajduje się skręt na Rayen jest 101km do Bam.

dsc_0609

Cytadela Bam.

Do Bam przyjechałem tylko po to aby zobaczyć ruiny ogromnej cytadeli, która została zniszczona przez trzęsienie ziemi 27 grudnia 2003 roku. Jeszcze 10 lat przed moją wyprawą do Iranu Bam było znane w świecie z powodu 2000 letniej cytadeli składającej się z wysokich glinianych murów, 38 wież oraz bajkowego zamku wewnątrz starożytnego miasta z ery Sasanidów. Przez 2500 lat Bam było ważnym ośrodkiem handlowo kulturtowym pomiędzy Persją a Subkontynentem Indyjskim oraz pomiędzy Zatoką Perską a Europą. Podróżował tędy Marko Polo a teraz także i ja, choć niestety spóźniłem się gdyż to co kiedyś było wspaniałym dowodem na bogatą historię regionu oraz stało się brylantem irańskiej turystyki teraz leży w gruzach. Przez około 10 lat nad odbudową cytadeli pracują architekci z Europy i Iranu, którzy wspólnymi staraniami starają się przywrócić świetność temu miejscu i nawet fachowcy nie mają pojęcia ile zajmie odbudowa. Na razie został tylko odbudowany główny mur, kilka domów na początku oraz mury zamku wewnątrz. Trzesienie ziemi, które nawiedziło Bam z siłą 6.8 w skali Richtera zabiło 31.000 ludzi oraz obruciło w gruz domy, sklepy i szkoły. Ludzie zostali z niczym wskazując na gruz, który kiedyś był domem a spod zgliszcz były wydobywane ciała rodzin i przyjaciół. Krok po kroku ludzie Bam zaczęli odbudowywać swoje życie i przenosić się z namiotów do murowanych domów lecz szok oraz mentalna klęska ludzi Bam ciągle nie jest odbudowana. Ogromna cytadela, która została zbudowana około 600 roku p.n.e. i która górując na miastem przynosiła lokalną dumę została zburzona. Ta ogromna antyczna budowla zajmująca teren 180.000m² i posiadająca 67 ogromnych wież oraz bogactwo innych obiektów wielu nadawała sens życia i z powodu turystyki łączyła ten pustynny obszar Persji ze światem.

Bez cytadeli Bam jest tylko miastem pełnym palm daktylowych w drodze do Pakistanu. Gdy ja tu byłem, pomimo zniszczenia przez 10 lat i tak zostało dużo odbudowane, a przynajmniej tyle aby można było odczuć jak cytadela wyglądała kiedyś. Na dzień dzisiejszy architekci ponownie nadali cytadeli jej kształt choć ciągle jest dużo zniszczeń i niektóre jej części są zamknięte z uwagi na bezpieczeństwo. Niestety tak to już jest w życiu, że zawsze ktoś korzysta z tragedii i w tym przypadku zniszczenie Bam dało „ponowne życie” małej i ciekawej cytadeli w Rayen. W Bam, tak samo jak w Rayen budowniczy odbudowują w taki sposób aby poprzez umiejętne mieszanie gliny i trocin wydobywać różne odcienie beżowego, który nadaje cytadeli kolor pustyni. Ważne jest także, że każda cegła oraz wszystkie materiały są wytwarzane w antyczny sposób, tak aby cytadela ta ciągle „miała” 2500 lat.

W obie strony dostałem się cześciowo spacerując poprzez aleje palm daktylowych oraz poprzez połączenie paru płatnych autostopów.

dsc_0441

Ze swojej strony życzę Bam i jego ludziom powodzenia gdyż przedsięwzięcie odbudowy jest warte wysiłku. Ja sam widząc ruiny cytadeli oraz wypieszczone kształty niektórych elementów i wież byłem pod wielkim wrażeniem. Poczekajmy więc kolejne 10 lat. Mój przyjazd do Bam był tego wart i dlatego namawiam podróżników do zadania sobie tego trudu.

Droga powrotna do Bam też mi się udała. Najpierw dostałem się taksówką do ronda, do głównej drogi na Kerman lecz pomyślałem że nie ma sensu od razu jechać. Po prawej stronie była baza wojskowa z wielką armatą wycelowaną w niebo a obok pomnik ręki trzymającej owoc. Daktylowe palmy, zieleń na rondzie oraz także i karabiny za siatką zajęły mnie przez chwilę lecz po chwili poczułem się głodny. Gdy szedłem głowna trasą w stronę Kerman po około 300m po lewej stronie jest dobra restauracja ze śmiesznymi cenami. Dostałem tu udziec pieczonego kurczaka z ryżem i colą za około 100.000 Rial. Czułem się świetnie.

Następnie poszedłem tą samą drogą w kierunku Kerman i niestety trafił mi się namolny taksówkarz, który wmawiał mi, że nie zatrzymam żadnej ciężarówki i że sam mnie podwiezie do Kerman za solidne pieniądze albo do Bam na dworzec autobusowy. To było jednak wbrew przygodzie dlatego postanowiłem jak zwykle zaryzykować. W końcu zatrzymał się mały samochód produkcji irańskiej, który zawiózł mnie wprost do Kerman.

Po drodze, co ciekawe, policja zrobiła obławę na szmuglerów narkotyków. Mieli psy, karabiny i odstawiali wszystkie ciężarówki oraz wyrywkowo samochody osobowe na bok, na rutynowe kontrole. Niestety mieli rację gdyż przez dziurę graniczną Zahedan co roku wpływa do Iranu wiele ton narkotyków. Trasa ta prowadzi z Afganistanu, który ja nazywam ‘narkotystanem” a następnie wiedzie przez Pakistan do Iranu. Droga ta jest jedyną dlatego obławy są częste. Proceder narkotykowy ma też inne strony, takie jak: morderstwa czy porwania, także europejskich turystów. Jako ciekawostkę powiem, że żołnierze amerykańscy pilnują pól konopii narkotykowych w Afganistanie aby wspomóc finansowo swoją „demokrację”. Wojna w Afganistanie nie jest więc nastawiona na wygraną ale na jej kontynuację ze względu na darmową bazę wojskową w regionie, który płonie właśnie przez Amerykanów, a do tego wszystkiego okupacja tej części Azji jest finansowana z handlu narkotykami. Tyle na temat Ameryki, która do tego wszystkiego śmie prawić Rosji wylewne kazania na temat pokoju i demokracji. Hipokryzja bez granic!

Transport z Kerman do Yazd

Zamierzałem się dostać do Tabas, które nie leży na trasie najczęściej odwiedzanych miejsc i dlatego nie było tam bezpośredniego połączenia z Kerman. Musiałem więc jeszcze raz pojechać do Yazd. Wyjechałem o północy a do Yazd dotarłem o 6 rano. Bilet kosztował 95.000 Rial.

Yazd

(Pobyt nr 3)

Nie planowałem ponownie przyjeżdżać do Yazd lecz skoro już się tu znalazłem chciałem aby był to wartościowo spedzony czas. Gdy dotarłem na dworzec około 6 rano nie zamierzałem tam sterczeć do 4 po południu. Wsiadłem więc do taksówki i za jedyne 40.000 Rial pojechałem do Starego Miasta. Wysiadłem przy meczecie Jameh a potem zostawiłem plecak w tym samym hostelu co wcześniej. Miałem kilka godzin na ponowne zaczerpnięcie tego specjalnego miejsca dlatego jeszcze raz zwiedziłem aleje Starego Miasta. Spacerowałem wśród glinianych ścian oraz wchodziłem na niektóre dachy aby zobaczyć wieże do łapania wiatru (badgir). Poszedłem też na bazar aby jeszcze raz zobaczyć pamiątki oraz wysłuchać hałasu z warsztatów miedzianych garnków. Na około 2h przed odjazdem poszedłem tez oczywiście do Amir Chaqhmaq Complex. Usiadłem na placu z fontanną i w pewien sposób starałem się podsumować kilka dni, które niedawno spędziłem w Yazd. Tego dnia nie było zbyt gorąco, wiał wiatr i miło było po prostu siedzieć i obserwować otoczenie. Na koniec poszedłem też do knajpy wewnątrz kompleksu gdzie kelner podał mi kebaba a cała knajpa ponownie mnie obserwowała.

Około 3 wróciłem płatnym autostopem na dworzec.

dsc_1081

Transport z Yazd do Tabas

Autokarem w 8h za 100.000 Rial

Tabas

Tabas nie leży na głównym szlaku podróżników i dlatego niewiele z nas odwiedza to miasto. Pustynne miasto o populacji około 65.000 posiada jednak kilka wartościowych miejsc i stanowi niekonieczną lecz dogodną przesiadkę w drodze na północ. Ja przyjechałem tutaj przede wszystkim aby zorganizować wycieczkę do pustynnej oazy Ezmrighan o której jak się okazało nawet nie wielu miejscowych słyszało. Przy okazji spędziłem też bardzo przyjemny dzień w Tabas i cieszę się że zdecydowałem się na tę wizytę.

Gdy przyjechałem do Tabas miałem jednak ogromny problem z hotelem. Na stacji autobusowej było drogo a inny był zajęty. W końcu jednak udało mi się przespać w sali do modłów w którymś z przydrożnych hoteli.

Do Tabas dotarłem późnym wieczorem i pierwsze co wszystkim rzuca się w oczy to ogromny, nowy meczet stojący pośrodku placu niedaleko stacji autobusowej. Meczet ten był dla mnie ogromną niespodzianką dlatego, że nie spodziewałem się tak pięknego obiektu lub raczej świątynnego kompleksu obiektów po środku pustyni. Należy pamiętać, że Tabas jest jedynym miastem o znaczącej wielkości w promieniu setek kilometrów i dlatego meczet Imamzadeh Hossein Nebn Musa ściąga do Tabas wiernych z okolicznych wsi. Jest to obiekt o wielu mozaikowych wejściach, dziedzińcach i małych kaplicach. Znajdują się tu fontanny, palmy, wielkie bramy (iwan), małe kaplice oraz wysokie minarety po zmroku podświetlane na zielono. Zarówno w dzień jak i wieczorem jest to bardzo przyjemne i zbudowane z ogromnym rozmachem miejsce, które dodatkowo ma na swoim terenie wiele palm. Meczet ten należy niewątpliwie do kunsztu architektury perskiej lecz pomimo całego piękna sztuki przyszło mi do głowy czy Irańczycy nie mogliby zbudować czegoś innego niż znowu kolejny meczet. Biorąc pod uwagę, że Tabas znajduje się na pustyni, myślę że basen ze zjeżdżalniami i barem z chłodnymi napojami byłby bardziej praktyczny i sprawiłby większą frajdę gdy na zewnątrz jest 50Cº.

dsc_0768

Spędziłem też parę godzin w Bagh-e Golshan, który przy perskiej pogodzie jest zbawieniem dla ludzi z Tabas. Jest to park z bogactwem palm i drzew cytrusowych oraz ze strumieniem wody przepływającym przez środek. Oprócz tego są tu też wolno chodzące pelikany. Park ten dał mi możliwość ucieczki od upału gdyż oprócz zacisznej atmosfery drzewa dają cień. Park Golshan stawiam w Tabas na pierwszym miejscu. Dodam, że na rondzie przed parkiem znajduje się duży pomnik pelikanów oraz gdy ja tu byłem także uliczna herbaciarnia. Gdy wyszedłem stąd wsiadłem na napotkany motorower i w ten sposób zostałem podwieziony do małej ruiny XI-wiecznej cytadeli o nazwie Arg-e Tabas. Cytadeli tej nie można jednak porównywać do tych, które widziałem w Bam czy w Rayen. W Tabas są to tylko gliniane mury z paroma mniejszymi ruinami po środku dziedzińca. Gdy byłem tutaj moją obecnością zainteresowały się dzieci, które zawsze z ciekawością patrzą na przybysza z Europy.

Wieczorem natomiast spacerowałem ulicą daktylowych palm i po niedługim czasie usiadłem w taniej knajpie gdzie czekałem na tradycyjny perski posiłek. Czekając na mojego shish-kebaba z grilowanymi pomidorami wyszedłem na zewnątrz aby cieszyć się ciepłą nocą oraz przy okazji aby jeść daktyle prosto z palmy.

Wycieczka z Tabas do oazy Ezmirghan

Ezmirghan jest oazą na pustyni o której niewielu Persów nawet słyszało lecz w gronie twardych podróżników ten mały, lecz piękny obszar na pustyni został już wiele razy sfotografowany. Ezmirghan to miejsce otoczone pustynią gdzie pasterze kóz żyją uprawiając pola i zajmując się zwierzętami. Wśród wysokich palm oraz przecinającej Ezmirghan rzeki występuje piękna roślinność, ciekawe formacje skalne oraz krystalicznie czysta woda gdzie dno widać na kilka metrów wgłąb. Ezmirghan to miejsce gdzie bujna i egzotyczna zieleń oraz uprawy zbóż, pomidórów i ogórków są otoczone spaloną od słońca, martwą ziemią oraz pobliską, glinianą górą. W Ezmirghan widać bardzo dobrze, że nic innego jak tylko woda jest największym skarbem na ziemi. Przez pierwszą godzinę spacerowałem po polach oraz obserwowałem zielony raj, który bez wątpienia mógłby zostać miejscem do ekranizacji wielu filmów. Do Ezmirghan przyjechałem w jedną stronę z taksówkarzem a w drodze powrotnej do Tabas zabrałem się z grupą młodych Persów, którzy mówili mi o tym jak bardzo nienawidzili islamu oraz Arabów, którzy w ich opinii nie są ludźmi. Będąc w Iranie już od prawie 1.5 miesiąca wiele razy słyszałem niezadowolenie młodych ludzi z islamu, jednak wtedy nie chciałem iść tą drogą. Jeden z mężczyzn miał czajnik i zapalniczkę dlatego nabraliśmy wody i zagotowaliśmy herbatę. Po wszystkim odwieźli mnie swoim Peugeot’em 405 z silnikiem irańskiego samochodu do Tabas i to także było bardzo przyjemne. W jednej chwili, z pięknej oazy tętniącej życiem byłem na pustym stepie wypalonym przez słońce.

dsc_0817

Do Ezmirghan jest warto przyjechać dlatego polecam zatrzymać się w Tabas a potem zorganizować transport przez pustynię i dostać się tutaj. Z Tabas do Ezmirghan jechałem około pół godziny a każda osoba w dzielonej taksówce powinna co najwyżej zapłacić 100.000 Rial od osoby.

Transport z Tabas do Mashhad

Podróż tą odbyłem nocnym autobusem i trwała ona 9h. Wyjechałem o 8 wieczorem a na dworzec w Mashhad dotarłem na 5 rano. Bilet kosztował mnie magiczną sumę 115.000 Rial.

Mashhad

(Miasto w mieście – Haram, trudna rozmowa z przewodnikiem o islamie oraz ponowne wejście do Haram z Persem, który był zmęczony islamem)

Miasto Mashhad leżące w płn-wsch części Iranu jest znane z dwóch rzeczy. Po pierwsze mieści się tam ogromny i nie przestający rosnąć kompleks świątynny Haram a po drugie jest to baza wypadowa do Turkmenistanu i dla tych, którym życie nie miłe także do Afganistanu. Mashhad jest drugim największym miastem Iranu, którego populacja gwałtownie wrosła podczas wojny iracko-irańskiej, gdyż jest to najdalej wysunięte na wschód miasto od linii ognia. Po latach okazało się że choć wielu ludzi przyjechało tylko po to aby przeczekać wojnę to mimo to wielu zostało. Dziś Mashhad jest centrum turystycznym dla wielu Irańczyków, w tym dla młodych par, które przyjeżdżają do Haram aby pobłogosławić swoje małżeństwa. Na pierwszy rzut oka jasne jest, że duża część przychodu miasta pochodzi z turystyki. Główna ulica, przed kompleksem Haram jest pełna salonów fotograficznych gdzie muzułmanie mogą komputerowo wklejać swoje podobizny w różnych formach na tle najefektowniejszych obiektów Haram. Ja dla żartu spytałem czy mogą dla mnie zrobić to samo lecz przed Watykanem, co niestety nie wywołało owacji.

dsc_0975

Gdy wyszedłem z dworca autobusowego poszedłem wolnym marszem do Haram, które znajduje się około 2.5km dalej. Po drodze zatrzymywałem się aby obserwować miasto i jego ludzi i od pierwszej chwili wiedziałem, że będzie to ciekawe doświadczenie. Haram to połączenie ogromnych dziedzińców pokrytych perskimi dywanami z wielkimi, błekitnymi kopułami, przepychem minaretów, wykwintną mozaiką oraz rzeźbami i łukami. Gdy pojawiłem się przed wejściem kazano mi poczekać i po niedługim czasie odebrał mnie przewodnik, który oprowadził mnie po obiekcie. Niektóre meczety i mauzolea są tylko dla muzułmanów i akurat trafił mi się przewodnik, który trzymał się tej zasady. Jeśli chodzi o meczety, błękitne kopuły i wysokie mozaikowe minarety to oczywiście były one bardzo efektowne lecz były to także elementy, które ciągle się powtarzały podczas mojej podróży. Pewnie dlatego mnie najbardziej zainteresowały bardzo ciekawe muzea, takie jak Muzeum Kaligrafii posiadające na wystawach zabytkowe korany, muzea gdzie znajdowały się muszle morskie i ryby oraz Muzeum Dywanów.

W tym samym budynku był także stary sarkofag Imama Rezy i o ile wiem było ich już 6 gdyż ludzie w przypływie wiary kładą się na nim jednocześnie go niszcząc. W budynku muzeów znajdowała się także kolekcja znaczków pocztowych, z czego jeden z nich przedstawiał przejęcie ambasady amerykańskiej w Teheranie. Nienawiść do Ameryki da się wyczuć w Iranie w wielu miejscach i jest to uwarunkowane kulturowo. Nawet gdy czekałem przed bramą Haram strażnik spytał mnie czy nie jestem z Ameryki bo jeśli tak to od razu mnie daje pod nóż. Na szczęście Polak jest tu nieszkodliwy. Odbyłem też ze swoim przewodnikiem krępującą rozmowę na temat proroka Mohameta oraz jego związku z 6 letnią dziewczynką, którą poślubił gdy ta miała 9 lat. Zapewniam, że rozmowa ta była niewygodna dla mnie z uwagi na miejsce w którym byłem ale była też niewygodna dla studenta muzułmańskiej filozofii, który chciał bronić islamu. Powiedział on, że jest to kwestia, która spędza sen z powiek największym teologom islamu lecz w ich mniemaniu jeśli prorok to zrobił to musiałbyć w tym jakiś dobry cel. Rozmawialiśmy też o tym czy zgadza się aby kobiety zakrywały się czarnymi prześcieradłami i w tej kwestii był nieustępliwy, mimo że w Koranie nie ma nic o zakrywaniu całego ciała w ten sposób. Nie potrafił jednak odpowiedzieć co było w tym dobrego. Mój przewodnik zaprowadził mnie też do Biura Zagranicznych Pielgrzymów gdzie dostałem darmową książkę o Haram oraz komplet zdjęć i gdzie wszyscy byli nadzwyczaj mili. Widać, że zależało im abym zapamiętał Haram jako gościnne miejsce. Niestety nie mogłem wejść do mauzoleum gdzie znajdował się sarkofag Imama Rezy lecz wtedy jeszcze nie wiedziałem że i tak uda mi się tam wejść. Z tym bardzo konserwatywnym przewodnikiem było to jednak niemożliwe. Na koniec podałem mu rękę i podziękowałem za oprowadzenie mnie.

dsc_0984

Ali Khamenei – jest tak dobry że aż się popłakał.

Haram jest bardzo dobrze zorganizowane. Przed wejściem musiałem zostawić plecak a następnie jako „zagraniczny pielgrzym” wszedłem do obiektu w towarzystwie przewodnika. Na terenie Haram robienie zdjęć jest zabronione lecz można robić zdjęcia telefonem.

Gdy wyszedłem poza Haram miałem szczęście gdyż przy właśnie odrestaurowywanym meczecie 72 męczenników z XV wieku spotkałem wesołego restauratora zabytków, który potrzebował kontaktu z turystą i który jak się okazało nie znosił islamu. Powiedział, że może mnie wprowadzić jeszcze raz do Haram oraz nawet do mauzoleum gdzie znajduje się sarkofag Imama Rezy. Spotkanie go było bardzo interesującym doświadczeniem nie tylko z powodu zobaczenia Haram i Imama Rezy bez oficjalnej powagi ale także z powodu tego co młodzi ludzie jego pokroju sądzą o islamie. Poszliśmy do szatni aby zostawić tam mój plecak a potem jeszcze raz wszedłem na terytorium Haram. Przechodząc z jednego dziedzińca na drugi, wśród ludzi siedzących na dywanach oraz ponownie patrząc na błękitne kopuły weszliśmy po cichu do XVII wiecznej Świętej Świątyni, do której w teorii nie-muzułmanie mają wstęp wzbroniony. Jest to świątynia ze złotą kopułą, która stanowi centrum Haram, gdyż w środku, wewnątrz wspaniale zdobionej komnaty znajduje się sarkofag z grobem Imama Rezy. Sarkofag ten został wymieniony w 2001 roku a sama komnata jest dziełem mozaikowej sztuki, głównie w kolorach zielonym i złotym. Mój zrelaksowany irański przewodnik mówił, że ci którzy tu przychodzą to idioci dla których ważny jest tylko islam i po mieszkaniu w Mashhad od urodzenia niedobrze mu od islamu. Gdy powiedziałem, że cały teren jest bardzo efektowny i wart poznania dla turysty on tylko machnął ręką. Tak czy inaczej zobaczyłem coś czego nie było mi dane widzieć. Natomiast ludzie wewnątrz mauzoleum byli w stanie w którym religijne przejęcie graniczyło z fanatyzmem. Pchali się na siebie oraz na sarkofag aby w końcu trzeć go rękami i chwilę potem swoje twarze. W ich mniemaniu było to „ocieranie” świętości z sarkofagu na siebie samych. Takich Irańczyków jeszcze nie widziałem. Tymczasem mój nowy irański znajomy tak był przeciwko religii że się z nich śmiał. Zapytałem go co sądzi o chrześcijaństwie a on odparł, że jest lepsze niż islam ale gdyby miał do wyboru to wybrałby protestantyzm gdyż katolicyzm jest trochę zwariowany. Potem mnie poklepał po ramieniu i przeprosił. Nasz wspólny czas się jeszcze nie kończył.

Następnie odebrałem swój bagaż z szatni Haram i przeszliśmy się ulicami Mashhad gdyż chciałem zobaczyć coś więcej niż tylko miasto w mieście. Szybko zdałem sobie sprawę, że Mashhad jest zatłoczonym, zanieczyszczonym przez spaliny bazarem gdyż tak właśnie wygląda to miasto. Liczyłem, że w końcu zobaczę coś innego lecz po niedługim spacerze dotarliśmy do Nader Shah mauzoleum z charakterystycznym pomnikiem szacha na koniu. To miejsce jednak nie jest zachwycające.

Znajduje się tu mały park, który sprawia że w porównaniu z ulicami jest czym oddychać lecz oprócz tego jest też pomnik i muzeum, które wyglądają jak wulgarna bryła z czasów Chruszczowa. Poza tym Nader Shah jest uważany za tyrana na Bliskim Wschodzie natomiast w Iranie jest on miejscowym bohaterem. Tak czy inaczej obiekt ten jest kolejnym mauzoleum czyli miejscem postawionym na cześć umarłego w mieście męczenników. Oprócz tego w Mashhad, poza Haram są jeszcze dwa inne mauzolea lecz psychicznie nie miałem już siły aby się dalej umartwiać i nie byłem w stanie tego dnia przyjąć jeszcze więcej błękitnych kopuł. Miałem dość. Z tego powodu wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy do Kuh-e Sangi, czyli skalnego wzgórza otoczonego stawami, z którego dobrze widać Mashhad. Gdy byliśmy na szczycie mój przewodnik pokazał mi drzewa w dole i powiedział, że jego reżim pewnego dnia je wykorzeni i wstawi oczywiście do Haram podczas gdy w samym mieście dalej nie będzie czym oddychać. Zrozumiałem, że choć Mashhad jest promowane na centrum islamu to jednak są ludzie, którzy mają dość. W drodze powrotnej zobaczyłem mężczyznę, który jechał ze swoją małą córką, być może 5-letnią i przebrał ją całą w czarne prześcieradło. Ona była szczęśliwa bo pewnie chciała wyglądać jak mama natomiast kilku ludzi w autobusie patrzyło na nią i na jej ojca jak na parę idiotów. Mashhad i cały Iran są więc bardzo podzielone. Po chwili pożegnałem się ze swoim przewodnikiem a on zginął w tłumie. Myślę, że rozmawiając ze mną był zadowolony gdyż byłem jego łącznikiem ze światem do którego on chciał przynależeć lecz on i wielu innych zostaną już w Iranie i będą nieszczęśliwi. Nie był on jednak w stanie zrozumieć, że Europa też nie jest rajem i też ma problemy z islamem, z liberalizmem, z fałszywą demokracją i z wieloma innymi rzeczami.

Jak to zazwyczaj już jest w krajach muzułmańskich kompleks świątynny Haram nie powstał z wesołego powodu. Haram powstał na cześć zamordowanego szyickiego Imama Rezy, który zginął w piekielnych okolicznościach w 818 roku co do dziś przynosi wielkie korzyści finansowe dla muzułmańskiego reżimu Iranu a przy okazji skutecznie konkuruje z Arabią Saudyjską o miano ważnego ośrodka teologicznego.

Wierni, którzy odwiedzają to miejsce zachowują się w taki sposób jakby Imam Reza został zamordowany wczoraj i jakby go dobrze znali. Wrzucają duże pieniądze do jego sarkofagu, które pompują lokalną ekonomię a przy wyjściu (widziałem to na własne oczy) dotykają futryn drzwi a potem siebie, błogosławiąc się w ten sposób. Generalnie atmosfera jest tu „zamyślona i zapatrzona w gwiazdy” aby użyć właściwego określenia natomiast efektowne obiekty oraz dywany wyrabiane w Mashhad na dziedzińcach Haram zajmują przez długi czas. Ważni są jednak sami ludzie bez których Haram nie mógłby istnieć. Dla nich ten nigdy nie przestający rosnąć kompleks świątynny ma ogromne znaczenie i stanowi ogromną część ich tożsamości narodowej. Haram miało swój początek jako mała kaplica Imama Rezy, która zaczęła ściągać coraz większość liczbę pielgrzymów i w ten sposób dała życie miastu Mashhad (miasto męczeństwa). Przez następne stulecia Haram było rozbudowane małymi krokami lecz przełom nadszedł w wieku XX. W roku 1928 zburzono niereligijne budynki aby rozbudować Haram w promieniu 180m od grobu Imama Rezy a następnie 1979 powiększono go do 360m wokół jego grobu. W ten sposób powstało miasto w mieście i już są plany aby ponownie je powiększyć. W takich chwilach zastanawiam się czy nie lepiej byłoby zainwestować te pieniądze w edukację, w ochronę przyrody, w system zdrowotny lub w infrastrukturę zamiast w kolejny super-meczet. No cóż…to jest Iran. Wracając do dworca zatrzymywałem się jeszcze przy salonach fotograficznych oferujących pamiątkowe zdjęcia na tle Haram oraz zatrzymałem się też w tradycyjnej perskiej restauracji.

Pytanie, które warto sobie zadać to przede wszystkim czy warto jest przyjechać do Mashhad biorąc pod uwagę że podobne miejsce, Qom, znajduje się tylko parę godzin od Teheranu. Myślę, że wytrwali podróżnicy na pewno tu przyjadą choć jeden raz w zupełności wystarczy. Módlmy się też abyśmy z uwagi na poprawność polityczną i politykę otwartych drzwi nie mieli Haram także w europejskich stolicach, choć myślę że już teraz gdyby pozbierać wszystkie meczety w Europie to mielibyśmy i Haram i Qom i wiele innych takich ośrodków. Reasumując więc, dla chrześcijanina Haram było ciekawym doświadczeniem które wzbogaca jego doświadczenia z podróży.

Transport z Mashhad do Teheranu

Z Mashhad wyjechałem o 10 wieczorem i był to bez wątpienia najcięższy transport podczas tej wyprawy.

Biorę pod uwagę, że spędziłem w drodze już 3 miesiące i miałem wiele nocy w zimnym namiocie na twardej ziemi oraz na fotelach autobusów. Czułem, że wraz z powrotem do Teheranu dokonałem czegoś wielkiego gdyż dokonałem swojego planu okrążenia Kaukazu i Persji. Czułem też jednak, że mój czas podróży już się kończył. Gdy dotarłem do Teheranu, przynajmniej przez jakiś czas miałem wrażenie, że miałem dość.

dsc_0273

Tradycyjne perskie jedzenie.

Za bilet zapłaciłem 180.000 Rial a podróż trwała 12h. Nocą było już zimno gdyż był listopad a jazda stawała się coraz bardziej nużąca. Najbardziej jednak wykończył mnie korek przed Teheranem.

Teheran

(Pobyt nr 4 – mój ostatni)

Do Teheranu przyjechałem wcześnie rano. Wsiadłem do metra i pojechałem wprost do taniego hostelu Mashhad koło stacji Imam Khomeini. Pomimo, że miałem wylot tego samego dnia i tak wykupiłem pobyt na cały dzień. Musiałem się przespać, wykąpać, odnaleźć bagaż który tu zostawiłem oraz przepakować. Resztę dnia spędziłem na tradycyjnym bazarze gdzie zrobiłem ostatnie zakupy. Kupiłem między innymi kilka paczek daktyli, kilka rodzajów kwiatowych herbat, walizkę oraz parę przyborów do domu. Był to dla mnie czas pożegnania z Iranem. Po raz pierwszy poszedłem też w drugą stroną, także do dzielnicy zakupów gdzie kupiłem pasek oraz dwie pary irańskich butów. Aby się tam dostać należy iść ze stacji Imam Khomeini w kierunku niemieckiej ambasady oraz tureckiej ambasady, które znajdują się obok siebie. Następnie należy skręcić w prawo i tam jest wielki wybór wszelkich towarów.

Gdy nadeszła chwila wyjazdu najpierw pojechałem metrem na południową stację a stamtąd wziąłem taksówkę za 200.000 Rial na lotnisko gdyż tak było najtaniej. Będąc na lotnisku miałem miłe spotkanie z dziewczyną ze sklepu, która zaprosiła mnie na herbatę i była zainteresowana rozmową ze mną. Miała duże ładne oczy, pełne usta oraz okrągłe kształty. Perska kocica, jak ja je nazywam.

Wkrótce odleciałem do Konstantynopolu.

dsc_0689

Podsumowanie Iranu

Iran lub Persja, jak kto woli okazała się wyjątkowym doświadczeniem w mojej podróżniczej karierze. Spędziłem tam półtora miesiąca i byłem we wszystkich częściach Iranu, co sprawiło że lepiej poznałem jego wszystkie strony. Iran to kraj pustyni, efektownych meczetów z błękitnymi kopułami oraz kraj sztuki, ogrodów oraz ciekawych formacji skalnych. Iran to także kraj sławnych w świecie perskich dywanów, daktyli, kraj antycznego Persepolis oraz takich bogactw UNESCO jak Esfahan, Szhiraz i Yazd, które wygląda jakby było ulepione z pustyni. Z uwagi na propagandę nienawiści premier Izraela dodałby, że jest to także kraj elektrowni atomowych i muzułmańskiego reżimu lecz dla mnie była to nieistotna sprawa gdyż politykę zostawiłem poza granicami Iranu. Persja posiada wielotysięczną historię oraz miłych i otwartych na turystów ludzi co sprawia że wykreowany przez media obraz muzułmańskiego terrorysty jest raczej sporadycznym odstępstem od rzeczywistości. Ciężko jest mi też wybrać co podobało mi się najbardziej gdyż pewne elementy, takie jak na przykład meczety były do siebie podobne. Na pewno na osobną uwagę zasługują ogrody, formacje skalne Kaluts na pustyni koło Kerman oraz stare miasto Yazd. Świetnie lecz ciężko bawiłem się też na wyspie Qeshm w Zatoce Perskiej. Jak więc widzimy Iran jest bardzo zróżnicowany gdyż np. umiarkowana klimatycznie część (nad Morzem Kaspijskim) jest zupełnie inna niż wypalona przez słońce pustynia Zatoki Perskiej oraz inna niż góry Alborz. Myślę, że przyszli podróżnicy na pewno powinni zobaczyć tradycyjny turystyczny szlak oraz kilka miejsc poza szlakiem i zawsze powinni traktować Iran jako ciekawą przygodę, bo o to właśnie chodzi. Spanie w namiocie, transport autostopem oraz kosztowanie perskiego jedzenia dają też wiele okazji aby poznać ludzi. Obecność na bazarze uznaję jako obowiązkową gdyż tam toczy się prawdziwe życie……i jeśli kupimy dywan to tym lepiej.

Swoją wyprawę uznaję za bardzo udaną.

dsc_0710

Inne notatki

• Dlaczego nie pojechałem zobaczyć Choqa Zanbil? Dlatego, że ta 3000 letnia ruina piramidy stojąca na pustyni koło granicy z Irakiem jest wyjątkowo nie po drodze. Poza tym jest to obiekt, który wedle opinii większości podróżników nie jest wart tego aby jechać do niego przez pustynię i może się okazać zawodem w stosunku do nakładów środków aby się tam dostać. Właśnie dlatego zdecydowałem zamiast tego zobaczyć cytadelę w Bam i Rayen, formacje skalne Kaluts i małe miasteczka niedaleko Yazd. Jeśli ktoś chce zainwestować swój czas i pojechać do Choqa Zanbil to najlepszym do tego miejscem jest nocny autobus z Shiraz do Ahvaz a następnie do Shushtar. Obok znajduje się tez inny obiekt o nazwie Shush. Ja zazwyczaj przed decyzją pojechania do miejsc oderwanych od mojej trasy robię szczegółowe badania i zdecydowałem że ten zabytek ominę.

• Innym miejscem gdzie nie pojechałem jest jezioro Orumiyeh, które według opinii polskich turystek gwarantuje piękne widoki i jest łatwo osiągalne z Tabriz.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan