Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Rejestracja
Dzięki rejestracji otrzymasz możliwość komentowania, używania avatara i otrzymywania powiadomień o nowych wpisach na stronie. Aby się zarejestrować kliknij w ten link.

Osoby nie chcące się rejestrować mogą komentować jako goście bez dodatkowych funkcji.

Logowanie

Nie pamiętasz hasła?

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Polityka prawdy
Wycieczki do Azji

Lewicowy “Szpieg-book”

Moje konto jest często blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Ponadto Facebook regularnie usuwa "likes" z prawicowych stron i zaniża je w wynikach wyszukiwania.

Facebook w teorii "pozwala" promować artykuły krytykujące propagandę homoseksualną i anty-imigrancką, lecz jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin w takich wpisach jest zamrażana.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę określa jako "mowę nienawiści", a zdrowy rozsądek jako "dyskryminację". Doszło nawet do tego, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, gdyż był on zbyt konserwatywny - czyli fachowo mówiąc, nie spełniał "standardów społeczności" Facebooka.

Dobrze się zastanów zanim dasz informacje o sobie na tym istotnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać "wrogów rewolucji", skoro istnieje urządzenie dzięki któremu ludzie sami powiedzą co zrobili, i nawet co będa robić. Facebook wie z kim jesteś powiązany; a jesli jesteś bardzo naiwny to zna też twoja rodzinę i rejestrację twojego samochodu. Dla wywiadu, Facebook to kraina spełnionych marzeń.

Facebook to kopalnia, która zamiast węgla wydobywa informacje o tobie, i zarabia pieniądze na twojej prywatności.

Tym z Państwa, którzy wątpią w "wolność słowa", radzę się nauczyć jak fałszować swój adres IP. Pierwsza zasada jest taka, że adres IP nie podróżuje razem z użytkownikiem, choć jest więcej sposobów. Jeśli ktoś jest "nietolerancyjnym rasistą", i chce napisać na FB że: Polacy są biali i tylko biali, że nie chce przerabiać Pałącu Kultury na minaret, oraz że odbyt został zaprojektowany tylko w celach toaletowych, wówczas lepiej jest taki komentarz dać poza swoim miejscem zamieszkania, gdyż jak czytałem, w przeciwnym wypadku: "dzielni mundurowi nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta promującego estremistyczny materiał". Na marginesie, to nie komunizm, ale "progresywna demokracja".

Ponadto Facebook jest zaprojektowany w taki sposób aby uzależniać. Jego szablon szybko wpada w oko, pozwala się on wyżalić w sprawach społecznych i politycznych, a ten kto czuje się samotny, ma swoją społeczność na FB, przez co nie czuje się już aż tak samotny. Użytkownik jest nagradzany i karany, więc stara się zaprezentować jak najlepiej w oczach swojej społeczności, oraz nieświadomie otwiera drzwi dla policji, wywiadu, oraz przed obcym konsulatem wydającym wizy. Papierosy też szkodzą, lecz ludzie ciągle palą. Z FB i z innymi portalami społecznościowymi jest jeszcze gorzej, gdyż w internecie ludzie promują fałszywy, udoskonalony obraz własnej rzeczywistości, za który chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość - na portalach społecznościowych.

Nie starajcie się promować udoskonalonego wizerunku samych siebie w internecie, gdyż gonicie nierealny sen, który może się okazać strasznym ciosem psychicznym, przy pierwszym brutalnym kontakcie z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę się nauczyć prac manualnych rozwijających myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), aby nie wyrosło nam pokolenie idiotów, których cały świat kończy się na głupim selfie i polubieniach na Facebooku.

Miejsce na reklamę




Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i zawsze doceniałem piękno oraz wartości naszej wspaniałej, Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Wyprawa do irackiego Kurdystanu 2017

Napisał: Marcin Malik

Wyprawa do irackiego Kurdystanu 2017

 

Opis mojej wyprawy po irackim Kurdystanie. Iracki Kurdystan to kraj otoczony wrogami, który walczy o swoją niepodległość. Pomimo ciężkiej sytuacji politycznej i ekonomicznej Kurdystan jest wart poznanania i różni się od arabskiego Iraku, ze stolicą w Bagdadzie. Reportaż ten należy traktować jako przewodnik po północnym Iraku, administrowanym przez regionalny rząd kurdyjski. 

 

Dzielna armia kurdyjska, która walczy z ISIS, oraz dąży do niepodległości. Na zdjęciu kochany przez Kurdów, prezydent irackiego Kurdystanu Masoud Barzani.

Wstęp

Irak zazwyczaj kojarzy się tylko z wojną, z terroryzmem, z chaosem oraz z niesławnym Państwem Islamskim, które obcina głowy za “niewierność” Allahowi. Mało osób jednak wie o “innym Iraku” w jego północnej części, która jest kontrolowana przez regionalny rząd Kurdystanu. W kurdyjskiej części Iraku jest bezpiecznie, rozwija się ekonomia i infrastruktura i tam obcinają głowy Państwu Islamskiemu. Natomiast ja, jako polski podróżnik byłem traktowany dobrze i widziałem że Kurdom zależało abym miał dobrą opinię o ich kraju. W kurdyjskim Iraku spędziłem 2,5 tygodnia, podróżowałem autostopem, chodziłem w dzień i w nocy i widziałem wiele broni, lecz wróciłem cały.

Mapa Irackiego Kurdystanu.

Chciałbym też aby moi czytelnicy zrozumieli, że choć Kurdystan jest bezpieczny to broń na każdym kroku, kontrole wojskowe, blokady dróg, betonowe zasieki oraz bliskie sąsiedztwo ISIS sprawiają, że może być to region niespodzianek. Jeśli kraj lub region wygląda w ten sposób to jest tego powód, a kurdyjscy żołnierze są bardzo wyczuleni na arabskie ciężarówki przeworzące warzywa i owoce, gdyż mogą kryć ładunki wybuchowe. Poza tym Kurdowie nie walczą tylko z ISIS. Oni też prowadzą walką partyzancką z Turcją, obok mają nieprzychylną Syrię i Iran, a za Arabami też nie przepadają.

Referendum w sprawie niepodległości irackiego Kurdystanu

Z powodu referendum o niepodleglość kierowcy trąbili na drogach, dzieci miały koszulki “free Kurdistan” i całe miasto, i także cały iracki Kurdystan był udekorowany flagami i reklamami promującymi głosowanie na “TAK”, w referendum o niepodległość Kurdystanu dnia 25/09/2017. Ludzie bardzo to przeżywali gdyż nawet na bazarze warzywnym pozowali do zdjęć z kurdyjskimi flagami i ze zdjęciami swojego przywódcy. Człowiekiem najbardziej szanowanym i lubianym przez naród jest Barzani, który moim zdaniem nie jest już tylko przywódcą ale ikoną Kurdystanu.

Kurdowie na tle kurdyjskiej flagi.

Kurdowie bardzo dużo skorzystali na inwazji amerykańskiej na Irak, więc w przypadku niepodległego Kurdystanu mógłby to być pro-amerykański kraj w sercu arabskiej ziemi. Jednak Irak, Turcja, Iran i Syria na pewno są przeciwko wolnemu Kurdystanowi i podejrzewam, że żaden kraj nie uzna Kurdystanu, oprócz jedynego Izraela aby jeszcze bardziej podzielić muzułmanów.

Moja trasa po Irackim Kurdystanie

Granica w Ibrahim Khalil

Granicę przekroczyłem w Ibrahim Khalil czyli w jedynym przejściu granicznym dostępnym dla obcokrajowców. Oczywiście wszyscy byli bardzo zdziwieni, że mają turystę w kraju gdyż Irak nie jest zbyt popularny. Na przejściu granicznym stało wiele ciężarówek jadących z Turcji, oraz była też wielka metalowa budowla z flagą Kurdystanu. Flaga Iraku też była, ale mniejsza i na uboczu. Czułem też, że granica była dobrze zorganizowana, a odprawa przebiegła szybko.

Kurdowie na granicy śmiali się na głos, gdyż powiedziałem im, że jestem turystą, ale dali mi stempel do paszportu i życzyli szczęścia. Co ważne, na wizie którą dostałem widniało “Republic of Iraq”, co oznacza że oficjalnie byłem w Iraku. Mimo to byłem uprawniony tylko do podróży przez maksymalnie 30 dni po Iraku północnym, kontrolowanym przez regionalny rząd Kurdów. Podejrzewam że na lotnisku w Bagdadzie moja wiza wyglądałaby nieco inaczej. Czułem, że to był początek mojej pięknej przygody z dreszczykiem.

Granica Ibrahim Khalil pomiędzy Turcją a Irackim Kurdystanem.

Transport z Ibrahim Khalil do Zakho

Z granicy Ibrahim Khalil pojechałem dwoma autostopami do miasta Zakho, co trwało około pół godziny. Zakho jest oddalone od granicy o około 10km, więc tak czy inaczej musiałem tam zostać na noc. Podczas mojej drogi widziałem tylko pustynię, ciężarówki, kilka samochodów z karabinami na dachach oraz wiele flag Kurdystanu. Tego gorącego dnia zmierzałem do mojego pierwszego miasta w Iraku, i czasem też się zastanawiałem czy aby na pewno byłem we właściwym miejscu. Jeden z samochodów miał dziurę w przedniej szybie, która idealnie pasowała do kuli. Rzeczy tego rodzaju wprawiały mnie w delikatnie zakłopotanie.

Każdy z moich kierowców chciał wiedzieć dlaczego wybrałem Irak na wakacje, a nie na przykład Antalyę. Ja też się zastanawiałem. W takich oto pustynnych okolicznościach przyrody docierałem do Zakho. Najpierw zobaczyłem wielką flagę Kurdystanu na bloku, a potem betonowe otoczenie w kolorze pustyni.

Kurdyjski patriota ze zdjęciem Barzaniego.

Zakho

Zakho było moim pierwszym doświadczeniem irackiego Kudystanu, i przyznam że bardzo mi się podobało. W Zakho miałem bardzo dobry kontakt z ludźmi. Z hotelu miałem widok na główny plac z fontannami gdzie odbywały się patriotyczne koncerty po zmroku. Byłem na bazarach warzywnych, gdzie ludzie pozowali ze mną do zdjęć z plakatami ich przywódcy – Barzaniego. Wszyscy też byli bardzo ciekawi dlaczego przyjechałem, a inni podchodzili do mnie nieufnie gdyż Irak jest w stanie wojny. Siadałem też wiele razy na ulicy aby napić się herbaty, co także dało mi możliwość lepszego poznania Zakho i jego ludzi.

Całe miasto było udekorowane gdyż za 4 dni miało być referendum na temat niepodległości Kurdystanu od Iraku. Wszędzie były plakaty nakłaniające do głosowania na “TAK”, i ludzie byli podekscytowani. Za ciekawą uważam też kurdyjską modę wśród mężczyzn, która jest specyficzna. Jest to luźny kostium oraz nakrycie głowy zrobione z chusty, które uważam za praktyczne w pustynnym klimacie.

Most Delal w Zakho.

Chodząc ulicami nie widziałem dużego ruchu na drogach, lecz ciekawe były dla mnie znaki drogowe, kierujące do Bagdadu i także na Mosul – w tamtym czasie okupowanym przez ISIS. Pomyśleć, że byłem tylko około 2h drogi od “akcji”. Po jakimś czasie dotarłem nad rzekę Khabur, aby zobaczyć zabytkowy most Delal zbudowany z kamenia. Most Delal jest popularną atrakcją turystyczną w północnym Iraku, dlatego miejsce to jest popularnym miejscem spotkań rodzin. Przed nim zobaczyłem sprzedawców owoców i słodyczy, i oczywiście Kurdowie byli ciekawy co biały robi w ich kraju. Zrobiłem tu wiele zdjęć, i za każdym razem ludzie pozowali z flagą Kurdystanu. Dało się odczuć zbliżające się referendum. Niedaleko od mostu znajdują się też ruiny zamku Zakho, lecz niewiele z niego zostało.

Most Delal ma wysokość 16m i widziałem śmiałków którzy z niego skakali, mimo że woda wydawała się płytka. Ja natomiast nie mogłem już znieść upału. Było mi tak gorąco że zdjąłem ubranie i wykąpałem się w rzece, koło chłopców palących papierosy. Ludzie oczywiście byli mną bardzo zainteresowani gdyż turystów w Iraku po prostu nie ma. (Podobnie było gdy podróżowałem po tureckim Kurdystanie. Ludzie też byli zdziwieni gdy mnie zobaczyli gdyż sytuacja we wschodniej Turcji jest bardzo napięta).

Resztę dnia spędziłem na bazarach, na rozmowie z ludźmi i na herbacie. Uważam Zakho za bardzo przyjemne małe miasto.

Kurdyjski patriota w Zakho.

Transport z Zakho do Dohuk

Do Dohuk dostałem się dzieloną taksówką za 5000 dinarów, co zajęło mi niecałą godzinę, gdyż dystans to tylko około 60km. Po drodze widziałem pustynię oraz sporo ciężarówek. Interesujące były też znaki drogowe, z miejscami które w Anglii były opisywane jako siedliska terroryzmu. Nie przeczę temu, lecz myślę że na znakach brakowało tylko informacji: “Isis zaprasza do Mosul – tylko 100km”. Darowałem sobie tą “atrakcję”, choć czułem że gdybym miał armię, to chętnie był pojechał do ISIS aby przeprowadzić katolicką rewolucję.

Dohuk

Dohuk jest pierwszym dużym miastem na północy Iraku, do którego każdy podróżnik dotrze jadąc z Turcji (tureckiego Kurdystanu). To tutaj ciężarówki z Turcji mają swój pierwszy przystanek, dlatego zwłaszcza gdy większość Iraku jest ciągle w stanie wojny, właśnie w Dohuk nastepuje ich rozlokowanie na inne części kraju. Dohuk ma sporo sklepów i bazarów, oczywiście duży meczet z wysokim minaretem, ale też działający i zadbany kościół katolicki. W Dohuk jest także zoo, gdzie oczywiście poszedłem, a za miastem tama, pod którą pływałem w kolejny gorący dzień.

Kierunek na Mosul, gdyby ktoś chciał przeżyć przygodę z dreszczykiem.

W Dohuk poznałem jak wygląda życie Kurdów w większym mieście. Tam piłem herbatę na ulicy z Kurdami, co pozwaliło mi na lepszą obserwację społeczeństwa oraz Dohuk było na prawdę tym miejscem gdzie zaczałem poznawać atmosferę Kurdystanu. Centrum życia kulturowego oraz towarzyskiego Dohuk jest oczywiście meczet, a dookoła niego wielki bazar, gdzie tłumy mężczyzn piją herbatę. Ludzie na mój widok byli przede wsztskim bardzo podejrzliwi, ale też nastawienie pozytywnie. Sprzedawca herbaty pytał dlaczego do nich przyjechałem, i dokładnie to samo pytanie miał tłum na ulicy. No cóż, usiadłem, obserwowałem i robiłem wrażenie spokojnego.

Najwięcej czasu spędziłem na bazarze udekorowanym we flagi Kurdystanu. Rozmawiałem ze specjalistami od naprawiania telefonów i czyszczenia butów, oraz oczywiście z ludźmi pijącymi herbatę. Jeśli chodzi o miejsca w Dohuk, które polecam to jest na pewno Meczet Centralny na wzgórzu, mimo że na mnie nie zrobił większego wrażenia, gdyż widziałem lepsze w Iranie. O wiele bardziej podobał mi się kościół katolicki Saint Ith Llath, który był czysty, zadbany i gdzie odbywają się regularne msze. Ten kościół należy koniecznie zobaczyć, zwłaszcza że jest on w Iraku. Wycieczkę do kościoła połączyłem z zoo, które jest moim zdaniem bardzo przyjemnym miejscem. Mi najbardziej podobały się papugi ary i tukany, natomiast ulubionym zwierzakiem Kurdów byłem chyba ja.

Zdjęcie z Dohuk przez plakatem propagandowym, niedaleko zoo.

Gdy zobaczyłem już kościół, bazar i zoo, oraz miałem wiele przyjemnych rozmów przy herbacie, pojechałem zobaczyć tamę za Dohuk, której ściana ma 60m wysokości. Dostałem się tam autostopem, i przez długi czas podziwiałem widoki. Następnie pływałem a potem wziąłem prysznic pod sztucznym wodospadem w górach, koło drogi. Kurdowie nie mogli się nadziwić, i pytali czy jest to polski zwyczaj.

Na marginesie, uważam, że teren pod tamą byłby wspaniałym miejscem na odpoczynek, jak na przykład na regularne pikniki. Niestety narazie jest tam zbyt dużo śmieci aby było to możliwe.

Lalish 

Z Dohuk pojechałem do świątyni jazydów w Lalish aby poznać sposób w jaki żyją. Lalish to mała osada w górach do której warto pojechać, lecz przyznam że miałem mieszane uczucia. Sami Jezydzi byli mili, poczęstowali mnie herbatą i chcieli porozmawiać na tyle na ile pozwalała im znajomość angielskiego. Niestety dostrzegłem tam fanatyzm religijny, gdyż świątynia znajdowała się tylko w jednym małym miejscu, lecz mimo to trzeba było chodzić na bosaka po całej wsi gdyż według nich podobno “cała osada była świątynią”. Radzę wziąć ze sobą klapki i nosić je po kryjomu aby nie pokaleczyć sobie stóp. Poza tym młodzi Jezydzi powiedzieli mi, że szefa wspólnoty nazywali “Ojcem”. Na pewno nie jestem specjalistą w kwestii ich “religii”, lecz biorąc pod uwagę moje pierwsze wrażenia, wszystkie te rzeczy pachną mi sektą. To czy jest ona szkodliwa czy nie, nie jestem w stanie stwierdzić, lecz podejrzewam że są to dobrzy ludzie na niewłaściwej drodze. Wioska była bardzo ładnie położona i także atrakcyjna. Same świątynie są przyjemne dla oka i warte zobaczenia, lecz nie porywają duszy.

W Lalish odbyłem też interesującą rozmowę z kimś kto przedstawił się jako sheikh Khalifa, i który żałował że usunięto Saddam Husseina od władzy. Jego zdaniem za rządów Saddama było lepiej dla mniejszości etnicznych i religijnych. Ja jak najbardziej jestem w stanie w to uwierzyć, gdyż gdy Saddam Hussein był u władzy, przede wszystkim nie było ISIS, które według szacunków ONZ zamordowało 5000 jazydów. W tej chwili może mi być tylko przykro, zwłaszcza dlatego że Zachód jest odpowiedzialny za stworzenie tych mas-morderców.

Do Lalish nie ma publicznego transportu, dlatego musiałem wziąć prywatny samochód z Dohuk za $30. Dystans to około 50km, czyli niecała godzina drogi. Polecam tę wycieczkę.

Przed świątynią jazydów w Lalish.

Amadiya 

Innym razem wybrałem się minibusem na płaskowyż Amadiya (1400m n.p.m). Pojechałem tam głównie po to aby zobaczyć bramę Badinan, lecz zobaczyłem i doświadczyłem znacznie więcej. Końcowa część mojej drogi była bardzo malownicza, gdyż gdziekolwiek nie spojrzałem, dookoła mnie były góry i doliny. Dotarłem więc na płaskowyż Ammadiya, gdzie zobaczyłem miasto oraz mieszkających tam ludzi. Jeden Kurd podwiózł mnie do centrum, koło lokalu wyborczego, gdzie ludzie mieli jeszcze palce umoczone w atramencie, jako dowód że głosowali. Z kimkolwiek nie rozmawiałem, wszyscy zagłosowali na niepodległość Kurdystanu.

Historia Amadiya sięga czasów antycznej Assyri, gdy miasto to nosiło nazwe Amedi, okołó 25 wieku p.n.e. Jest to więc historyczne miasto, gdzie znajduje się kościół, meczet z XII wieku i do dziś ta kurdyjska wioska ma populację około 11.000 ludzi. Ammadiya miała zawsze ogromne znaczenie z powodu swojego strategicznego położenia, zarówno dla Assyryjczyków, Sasanidów oraz Arabów, którzy podbili Amadiyę w VII wieku. Brama Amadiya jest natomiast wszystkim co pozostało do dziś z antycznej cytadeli.

Brama Amadiya.

W Amadiya było mi dobrze, gdyż spotkałem miłych ludzi, którzy nawet oferowali że mogłem spać w jednym z domów. Byłem też w paru sklepach aby zobaczyć ludzi przy pracy, oraz poznać jak dziś funkcjonuje to antyczne miasto. Przed wysokim minaretem był też oczywiście Kurd grillujący szaszłyki, dlatego spróbowałem, co dało mi kolejną szansę na dobry kontakt z tym narodem. Widok z góry był wspaniały, lecz ja na nocleg miałem inne plany.

Sulav 

Kilka kilometrów w dół od Amadiya znajduje się też bardzo interesujący resort o nazwie Sulav, gdzie odpocząłem nad górskim potokiem i gdzie miałem pokój w jaskini przez który przepływał strumień. Kierując się na górę mijałem restauracje pod gołym niebem, przy czym stoły i krzesła były ułożone w płytkim strumyku. Idąc pod górę zobaczyłem też niebieski basen oraz most zbudowany identycznie jak most Delal w Zakho. Woda spływała z gór, także było to bardzo mądre wykorzystanie natury w bezpieczny dla niej sposób. Sulav jest bardzo przyjemną stacją górską, z ładnymi widokami i czystym powietrzem, lecz woda jest lodowata i nie każdy się tu wykąpie.

Moja noc była zdecydowanie inna niż wszystkie dotychczas, dlatego że przez całą noc słyszałem wodę spływającą po skale, będącej częścią pokoju. Do Dohuk wróciłem paroma autostopami, po drodze zatrzymując się na zdjęcia.

Panoramiczny widok na płaskowyż Amadiya, widziany z rezortu Sulav.

Transport z Dohuk do Akre

Moja podróż była podzielona na dwa etapy. Wsiadłem do dzielonej taksówki jadącej do Erbil, lecz wysiadłem na skrzyżowaniu, gdzie był skręt na Akre. Nagle znalazłem się na pustyni, gdzie zobaczyłem kilka barów z falafelem, oraz mnóstwo ciężarówek, i maszt z flagą Kurdystanu. Całe to miejsce wyglądało jak pierwsza scena z filmu “Terminator Salvation”. Pomyślałem: co ja tutaj robię, czy ja postradałem zmysły? Tak czy inaczej usiadłem kupiłem coś do picia, i na mój widok wszyscy oczywiście zaniemówili. Dało się wyczuć tę ciszę, oraz kompletny brak zaufania. Zapłaciłem za drinka i omijając ciężarówki i burzę piaskową, poszedłem na właściwą drogę.

Zauważyłem też, że ta dziura transportowa była też popularnym miejscem handlowym. Nie wiem jaki towar tam zrzucali, ale podejrzewam że codziennego użytku, czyli taki który nie wybucha. Na tym odcinku pozostał mi już tylko autostop, i akurat miałem szczęście gdyż szybko ktoś się zatrzymał. Wkrótce dotarłem do Akre, i zaczęła się moja kolejna przygoda.

Urocze miejsce przesiadkowe w północnym Iraku.

Dodam, że od mojego miejsca na pustyni, gdzie przesiadałem się do Akre, była tylko około 1h drogi do miasta Mosul, które zostało wyzwolone z rąk ISIS dopiero w lipcu 2017 roku. Ja byłem w Iraku w tym miejscu pod koniec września, dlatego makabryczne wspomnienia po ISIS były tu wciąż obecne. W październiku 2017 padła stolica Państwa Islamskiego – Raqqa, znajdujące się w Syrii.

Akre

Mój przyjazd do Akre nie był łatwy, lecz gdy się dostałem, w cale nie było lepiej gdyż nie mogłem znaleźć hotelu. Wszystkie były bardzo drogie, dlatego postanowiłem, że zjadę w dół, do Starego Miasta. Gdy tylko się tam pojawiłem, ludzie nie mogli się nadziwić że turysta przyjechał. Byli wyraźnie podekscytowani. Gdy wysiadłem z samochodu, cały tłum się na mnie gapił, najpierw w ciszy a potem w euforii. Zobaczyłem też małe miasteczko z kilkoma sklepami, i zbrojną fortecę. Zobaczyłem Kurdów z karabinami maszynowymi i chyba też z czymś znacznie cięższym, na specjalne okazje.

Akre – rzadko odwiedzane lecz interesujące miasto. Na dole są domy mieszkalne, knajpy i herbaciarnie, a na szczycie góry znajdują się ruiny skalnego miasta, oraz jaskinia w której spałem.

Jeden żołnierz podszedł do mnie i trzymając palec na spuście zapytał: “A ty kto, nie wiesz że mamy wojnę?” Ja na to odparłem: “nie straszcie mnie, tylko dajcie herbatę”. W tamtym momencie nic mądrzejszego nie przyszło mi do głowy, i akurat miałem szczęście, gdyż ktoś z tłumu zaczął krzyczeć, że sprzedaje herbatę. Usiadłem więc w knajpie z widokiem na podejrzliwy tłum i kilka automatów, po czym napiłem się herbaty i spróbowałem baklavę.

Czułem się obserwowany lecz ludzie byli mili, i zacząłem się odnajdywać w tej oryginalnej sytuacji. Mimo wszystko czułem się bezpiecznie, gdyż był to teren chroniony 24h na dobę, i to nie tak jak w Anglii, gdzie każdy włamywacz może obrabowac mieszkanie. W Akre siedział Kurd na dachu z wielką armatą. To się nazywa ochrona, o której w Anglii mógłbym tylko pomarzyć.

Widok na Wielki Meczet w Akre; Irak północny.

W okolicach Starego Miasta Akre nie ma bazy turystycznej i nie ma hotelu, lecz obserwacja ludzi oraz sposobu w jaki żyją dała mi dobry wgląd do tego, czym na prawdę jest Kurdystan. Moją bazą była góra na której znajdowała się ruina fortecy, gdyż spałem tam w jaskini. Była to jedna z lepszych przygód mojego życia gdyż spałem w ciemnej jaskini na gołym kamieniu, a że było gorąco, zdjąłem ubranie. Czasem lubię się wydostać z czystego, zorganizowanego świata i żyć jak białe zwierze w jaskini, lub w dżunglii. W dzień spacerowałem, lecz jednak noc w irackiej jaskini była najlepsza.

Wspinaczka w słońcu jest ciężka lecz dla silnego mężczyzny nie jest to wielkie wyzwanie. Podczas pod górę widziałem dzieci, które były bardzo mnie ciekawe, i widziałem że szukały ze mną kontaktu. W drodze na górę widziałem kobiety robiące pranie, oraz Wielki Meczet Akre z wysokim minaretem. Kurdowie w Akre byli dobrzy, gościnni i przede wszystkim bardzo ciekawi. Widać, że do Akre żaden turysta nie przyjeżdża, gdyż ludzie po prostu się boją, i dlatego miejscowi oglądali mnie jak telewizję.

Dzieci z Akre.

W ciągu dnia spędzałem czas na szczycie góry lub na Starym Mieście, rozmawiając z ludźmi i pijąc herbatę. Wieczorem cała wioska zbierała się aby oglądać telewizję, a po kilku szklankach whisky jeden mężczyzna powiedział mi, że kiedy łapią bojowników ISIS, to odcinają im ręce i stopy, aby złamać ich ducha walki. Jak wspaniale, pomyślałem, ale mimo to byłem zaskakująco  zrelaksowany. Cieszyłem się też, że są jeszcze dobrzy ludzie, którzy oczyszczają świat z ISIS.

Transport z Akre do Dohuk

Następnego dnia rano poszedłem na drogę powyżej Starego Miasta, i opuściłem piękne Akre. Serdecznie polecam ten piękny zakątek Iraku. Usiadłem na drodze w towarzystwie miłych Kurdów z karabinami maszynowymi, i czekałem na transport.

Tak jak wcześniej, teraz też przejechałem przez dziurę transportową na rozstaju dróg 10km przez Akre, która działała na wyobraźnię gdyż wyglądała jak krajobraz po wojnie. Znowu zobaczyłem ciężarówki, mnóstwo towaru i flagę Kurdystanu na pustyni.

Moja podróż dzieloną taksówką odbyła się bez komplikacji. Dystans pomiędzy Akre a Dohuk to około 105 km, które ja pokonałem w jakieś 1.5h. Właściwie to mogłem nie wracać już do Dohuk, gdyż z miejsca transportowego na pustyni są regularne taksówki do Erbil. W tamtym czasie nie wiedziałem jeszcze co może mnie spotkać na irackiej trasie, dlatego wolałem transport bezpośredni, gdy było to możliwe, a autostopu używałem gdy było to konieczne. Poza tym w Dohuk zostawiłem mój duży bagaż, który musiałem odebrać.

Czekaliśmy razem na autobus.

Transport z Dohuk do Erbil

Mój ostatni wieczór w Dohuk spędziłem przyjemnie. Piłem herbatę na ulicy z miejscowymi Kurdami. Ja zwykle też nawiązaliśmy interesującą rozmowę na temat Polski i głosowania o niepodległość Kurdystanu.

Następnego dnia rano pojechałem dzieloną taksówką do regionalnej stolicy irackiego Kurdystanu – do Erbil. Odległość to około 150km, które pokonałem w jakieś 3h. Za miejsce w taksówce zapłaciłem 10.ooo irackich dinarów. Po drodze widziałem doliny i tereny zielone, nie tylko pustynię.

Chciałbym też dodać, że oczywiście nie jechałem przez Mosul, gdyż ta droga jest przeznaczona dla terrorystów i samobójców.

Erbil

Wprowadzenie

Erbil jest stolicą Kurdystanu oraz jego centrum handlowym i kulturowym. Nawet w czasie wojny Erbil nie było bombardowane, i przez cały ten trudny czas, od odsunięcia Saddama Husseina od władzy, Erbil było rozwijane. W regionalnej stolicy irackiego Kurdystanu kwitł handel i rozwijała się infrastruktura, a ja będąc tutaj widziałem że nie boją się inwestować zagraniczne firmy. Erbil świeci przykładem dla innych irackich miast, gdyż wskazuje właściwy kierunek w jakim powinien zmierzać ten kraj. Erbil jest czyste, zadbane, znajduje się wiele restauracji, atrakcyjnych bazarów oraz centrów handlowych. Z punktu widzenia turystyki, najbardziej atrakcyjną częścią miasta jest rejon dookoła antycznej Cytadeli.

Widok na Cytadelę w Erbil (Hawler).

Gdy tylko przyjechałem do Erbil, od razu poszedłem w kierunku Cytadeli, następnie przechodząc przez tętniący życiem bazar, dotarłem do hotelu. Za łóżko w pokoju wieloosobowym zapłaciłem 15.000 irackich dinarów. To było wszystko czego potrzebowałem, gdyż hotel znajdował się zaraz przy cytadeli, i były dobre warunki. Miałem stąd bardzo dobry widok. Dodam, że po najlepsze panoramiczne zdjęcie Cytadeli oraz placu z fontanną poszedłem do wysokiego bloku na przeciwko, i stamtąd uchwyciłem całość.

Z punktu widzenia turystyki najciekawszym obiektem Erbil jest właśnie Cytadela, zbudowana na szczycie plaskowyżu, która wznosi się nad miastem. Przed Cytadelą znaduje się wielka fontanna, a po jego dwóch stronach jest dobrze zaopatrzony bazar. W Erbil jest też parę ładnych parków, wielki meczet z niebieską kopułą i wysokimi minaretami, oraz wesołe miasteczko dla dzieci. W jednym z nich można przejechać się kolejką linową, a w innym polecieć balonem aby zobaczyć Erbil z lotu ptaka. Polecam także bardzo ciekawe Muzeum Tekstylne Kurdystanu znajdujące się na terenie Cytadeli, oraz duże zakupy na nowym bazarze.

Tak czy inaczej będąc w Erbil chodziłem gdzie chciałem, o każdej porze dnia i nocy, i zawsze było bezpiecznie. Nic nie wybuchło, także pomimo niektórych eksplozji bombowych nie dajmy się przestraszyć i pojedźmy do irackiego Kurdystanu.

Cytadela w Erbil. Brama główna i flaga Kurdystanu.

Miejsca zainteresowania w Erbil

Większość mojego czasu spędziłem w pobliżu Cytadeli, w okolicach fontanny i bazarów. Było tam bardzo przyjemnie i zostałem dłużej niż planowałem. Są jednak miejsca w Erbil, które szczególnie polecam:

Cytadela Erbil to zabytkowa twierdza w kolorze pustyni, która według popularnej opinii historyków została zbudowana około 5 wieku p.n.e, w czasach Imperium Asyryjskiego. Niektórzy twierdzą, że mogłabyć zbudowana już w 7 wieku p.n.e. Wiele religii, grup etnicznych, imperiów i ludzi zamieszkiwało Erbil od najwcześniejszych dowodów osadnictwa, datowanych na 5000 lat pne. Cytadela Erbil była rządzona przez Sasanidów, Sumeryjczyków, Asyryjczyków, Mongołów, Osmanów, i Krzyżowców. Na terenie Cytadeli znajdowały się kościoły, meczety i synagogi, lecz dziś nie ma tam stałych mieszkańców, mimo że znajdują się tam domy mieszkalne. W 2010 roku Regionalny Rząd Kurdystanu przeznaczył $13mln dolarów na odrestaurowanie tego wspaniałego obiektu. W rezultacie tych prac, w 2014 roku UNESCO zaliczyło Cytadelę Erbil do dziedzictwa kultury światowej, mówiąc, że: „Cytadela jest dziś jednym z najbardziej dramatycznych i ekscytujących miejsc kultury nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale także na świecie”.

Cytadela jesr rzeczywiście ładnie odnowiona, a przed nią, w drodze na górę rozłożona jest wielka flaga Kurdystanu. Przednia fasada posiada ładne łuki, gładkie ściany i balkony typowe dla muzułmańskiej architektury. (Na marginesie: ja lubię muzułmańską architekturę, tylko nie w Europie.) Wewnątrz murów obronnych znajduje się wiele ciekawych obiektów, w tym meczet z kopułą i minaretem w kolorze pustyni, atrakcyjny dziedziniec, okna i filary dodające dodające specjalnego charakteru kurdyjskiej Cytadeli. Ważnym miejscem jest tutaj Kurdyjskie Muzeum Tekstylne, które jest dobrym wglądem w dorobek kulturowy Kurdów. Wewnątrz znajdują się głównie dywany o wielu wzorach i kształtach, które okazały się dla mnie bardz ciekawe. Plecienie dywanów i czapek jest blisko związane z kurdyjską kulturą, gdyż naród ten, zajmujący się głównie hodowlą bydła musiał być zawsze samowystarczalny.

Widok na główny plac w Erbil, widziany z Cytadeli. Fontanna po środku i bazary pod filarami po jego obu stronach. Proszę zwrócić uwagę na kurdyjskiego Big Bena po lewej stronie.

Bazar Qayssarria to odnowione miejsce handlowe, z wysokimi filarami, nową podłogą, oraz flagami Kurdystanu. Bazar ten znajduje się na południe od Cytadeli, i uważam że koniecznie należy tu przyjść aby mieć doświadczenie kulturowe. Jedzenie w Erbil jest wyśmienite, tak samo jak arabskie słodycze, świeże soki, miód i naturalne jogurty. Kobiety w Erbil znajdą ładną biżuterię, w tym naszyjniki z lapisu – z niebieskich kamieni afgańskich. Atmosfera w Erbil bardzo mi się podobała. Ludzie byli nastawieni miło do turysty, oferowali swoje towary, od słodyczy, po ubrania i latawce, lecz nie ukrywali też że byli zdziwieni moją obecnością. Myśle, że bazar okaże się dla turystów najciekawszym miejscem, z powodu kontaktu z ludźmi. Niektórzy próbowali ze mną nawiązać kontakt, co było łatwe gdyż jestem towarzyski, a inni lubili sobie ze mnie robić żarty. Najczęstszym klientem byłem w arabskim sklepie z baklavą, gdyż mieli prawdziwe specjały. Bardzo interesujące były też sklepy z pamiątkami z Iraku i Kurdystanu, oraz żółnierze, którzy lubili eksponować swoje karabiny maszynowe. Iracki bazar bardzo mi się poodobał.

Teren z fontannami przed cytadelą nosi nazwę Shar Garden Square. W wielu krajach arabskich, w których wcześniej byłem, fontanny są obowiązkową częścią miasta, i to nie tylko z powodów estetycznych, ale także po to aby ochłodzić gorące powietrze pustyni. Tak było w Bandar Seri Begawan, w Teheranie, czy w Ammanie. W Erbil jest jednak lepiej, gdyż pomiędzy fontannami znajduje się droga, oraz są ławki. Nawet w suchym pustynym klimacie można czuć się orzeźwiająco, patrząc na Cytadelę, czy choćby wieżę zegarową wzorowaną na londyńskim Big Benie.

Park Minaret widziany z Parku Shanadar. W tle widać białą bramę parku, balon, którym leciałem do góry, oraz zabytkowy Minaret Muzzafariya.

W Erbil jest też kilka ładnych parków, które sprawiają że życie w tym mieście zaczyna być przyjemne, i pozwala zapomnieć o wojnie. Zresztą w Kurdystanie jest wielu turystów z części Iraku, gdzie ciągle trwa wojna. Byłem na przykłąd w Parku Minaret, który jest dużym terenem zielonym, kryjącym się za białymi filarami. Miejsce to jest popularnym miejscem spotkań rodzin, oraz zakochanych par, które wykorzystują osłonę drzew aby zbiliżyć się do siebie w miejscu publicznym, wbrew zasadom islamu. Jedenym z głównych punktów Parku Minaret jest Minaret Muzzafariya, która ma 36m wysokości i został zbudowany około 13 wieku. Park Minaret jest podłączony do Parku Shanadar poprzez kolejkę linową, dzieki której zobaczyłem panoramę Erbil. Poza tym w Parku Minaret można przekąsić cos dobrego i odpocząć o hałasu miasta. Ja dodatkowo poleciałem balonem do góry za 5000 irackich dinarów.

Warto tu też wspomnieć o pomniku kurdyjskiego historyka, który urodził się w Cytadeli Erbil w 1167 roku. Nosił on imię Mubarak Ahmad Ibn Al-Mustawfi, i pisał na temat kilku dziedzin, jak historia, literatura, oraz na temat miasta Erbil. Dziś jego duży biały pomnik został przeniesiony do Parku Minaret, lecz jeszcze kilka lat temu znajdował się on przed wejściem głównym do Cytadeli.

Park Shanadar, o którym wspomniałem wcześniej, to kolejne przyjemne miejsce z tarasem widokowym na Park Minaret, kolejkę linową i żółty balon w oddali. Na jego terenie jest też galeria sztuki, liczne sklepy z jedzeniem i centralny staw. Jest to bardzo przyjemne miejsce.

W Parku Minaret przed pomnikiem kurdyjskiego historyka – Mubarak Ahmad Ibn Al-Mustawfi. Erbil, Irak.

Poza tym Erbil oferuje inne ciekawe miejsca, zależnie od zainteresowania podróżników. Jesli ktoś nie ma dość parków, to może zobaczyć Park Sami Abdul Rahman, który zajmuje 200 hektarów, ma 2 stawy, fontanny, restauracje, oraz ciekawy pomnik z napisem: “wolność nie jest wolna”. Podoba mi się. Ciekawe czy w Anglii taki napis byłby tolerowany przez “demokratyczny” rząd? Chodząc po ulicach Erbil dotarłem też do ogromnego meczetu Jalil Khayat, z niebieską kopułą i minaretami. Przechodziłem kilka razy lecz niestety nigdy nie miałem szczęścia aby go zobaczyć do ośrodka. W Erbil jest także wiele innych ciekawych miejsc, które wymagałyby eksporacji na własną rękę.

!!! Pomimo, że w roku 2017 Erbil było bezpieczne, i wyglądało na to że wojna tu nie dotarła, to chciałbym przypomnieć o paru tragicznych wydarzeniach. Otóż w 2005 roku grupa Ansar al-Sunna, która walczyła także z Amerykanami, wysłała zamachowca samobójcę, który dokonał ataku bombowego w biurze kurdyjskiej partii politycznej. W 2015 roku ISIS detonowało bombę przed konsulatem USA w Erbil, a w 2016 służby kurdyjskie niedopuściły do wybuchu bomby  ukrytej w samochodzie osobowym. Bomba w Erbil też wybuchła w 2018 roku, oraz w 2019. Z doświadczenia mojego i innych podróżników Erbil jest bardzo bezpieczne, ale biorąc pod uwagę niefortunne wydarzenia, jest to mimo wszystko miasto pełne niespodzianek.

Marcin Malik – ambasador pokoju w irackim Kurdystanie.

Moja piękna górska wycieczka poza Erbil

Droga Hamiltona

Z dworca w Erbil pojechałem dzieloną taksówką w góry, do Rawanduz, czyli na kolejną piękną przygodę. Zanim dostałem się do Rawanduz, miałem przerwę na herbatę w irackim mieście Shaqlawa, a potem podążałem Drogą Hamiltona, która z punktu widzenia turystyki jest bardzo atrakcyjna, gdyż jest to kręta, górska trasa, z wieloma mostami, zbudowanymi nad rzeką Rawanduz. Droga Hamiltona nosi swoje imię od Archibalda Hamiltona, inżyniera z Nowej Zelandii, który w latach 1928 – 1932 był głównym inżynierem brytyjskiej drogi strategicznej w irackim Kurdystanie, Droga ta jest w użyciu do dziś, a biegnie ona z Erbil, przez Rawanduz, aż do granicy z Iranem. Transport do Rawanduz poprzez malownicze górskie widoki kosztował mnie 15.000 irackich dinarów.

Kolejka górska Rawanduz

Rawanduz znajduje się na wysokości 150m n.p.m. i jest otoczone górami i wąwozami. Jest to małe miasteczko oferujące wspaniałe widoki na rozległe doliny, leżące 107 km od Erbil. Samo miasteczko Rawanduz nie jest jednak tak popularne jak Rawanduz Pank Resort, gdzie znajdują się domki do wynajęcia, oraz efektowne, i wręcz karkołomne kolejki linowe nad przepaściami, o nazwie “shinglbana”. Kolejka ma długość 1475 m, jest na wysokości 300m, oraz podąża z prędkością 55km/h nad przepaściami. Siedząc w jednym z pojazdów miałem wrażenie jakbym latał nad górami, nad doliną Rawanduz. Bawiłem się oczywiście dobrze, ale jest to przygoda z dreszczykiem, gdyż jestem pewien że wielu wolałoby nie patrzeć w dół.

Dolina Rawanduz w Iraku.

Proszę sobie wyobrazić jaka byłaby reakcja mediów w Polsce lub w Anglii, gdybym pojechał do Iraku i zginął na kolejce górskiej. Cała Europa by się ze mnie śmiała. W takim wypadku wolałbym już zostać zabitym przez terrorystów, gdyż wtedy przynajmniej wyszedłbym na bohatera. Przypomina mi to scenę z filmu, gdy matka żółnierza dostała list że syn zginął na wojnie, lecz nie od kuli wroga; umarł na żółtaczkę.

Wodospad Gali Ali Berg i towarzystwo patriotów Peshmerga

W drodze powrotnej zatrzymałem się przy wodospadzie Gali Ali Berg, który jest dumą piękna naturalnego całego Iraku, gdyż został on nawet uwieczniony nad banknocie 5000 irackich dinarów.

Moja trasa prowadziła przez malowniczy czerwony kanion. Jechałem koło rwącej rzeki, a na czerwonych formacjach skalnych widziałem flagi Kurdystanu. Wodospad Gali Ali Berg oferuje nie tylko spokój i ciszę. Można tam popływać pontonem w towarzystwie kaczek, oraz nacieszyć się chłodną bryzą płynącą z opadającej wody. Myślałem, że zostanę tam tylko godzinę i wrócę do Erbil, lecz zostałem cały dzień a potem całą noc w kanionie, gdzie spałem na platformie z paroma żołnierzami Peshmerga.

Rzeka w kanionie niedaleko wodospadu Gali Ali Berg. W tym miejscu kąpałem się.

Wodospad Ali Berg jest bardzo popularny wśród turystów, takich jak na przykład Arabowie, którzy na co dzień mieszkają na terenach kontrolowanych przez ISIS, i odpoczywają nad wodospadem od wojny. Żółnierze Peshmerga byli dla mnie bardzo mili, gdyż zaserwowali mi herbatę i jajecznicę, oraz pokazywali mi na telefonie jak wysadzają tureckie wozy opancerzone w powietrze. Przyznam, że było to bardzo ciekawe, dlatego że jechał samochód, a po chwili go już nie było. Podróżując po Iraku widziałem wiele broni, a czasem zatrzymując autostop jechałem z ludźmi mającymi przy sobie karabiny maszynowe. Tak czy inaczej wodospad i kanion były piękne, i serdecznie je polecam. Autostop w Iraku też dobrze działa.

Ludzie czasem mnie pytają, czy się boję, ale ja o tym nie myślę, dlatego że gdybym miał się przejmować że w dalekich krajach są uzbrojeni po zęby, to nigdy nie wyjechałbym na wakacje.

Blisko wodospadu była też knajpa w Bekhal Resort, gdzie zjadłem dobrą kolację za 5000 dinarów, lecz niestety obsługa była trochę chamska. Mimo to wolałem się nie kłócić o suchy chleb, który mi podali, gdyż oni mieli dar przekonywania w postaci karabinów maszynowych, a ja nie. Usiadłem też jednak z przyjemnymi Kurdami, gdzie spędziliśmy miło czas na rozmowie. Po wodospadzie najbardziej mi się podobała gwiaździsta noc, gdyż spałem w górach na rzeką i zasypiając patrzyłem na gwiazdy. Było pięknie, i właśnie dla takich wrażeń podróżuję.

Wodospad Gali Ali Berg w irackim Kurdystanie.

Zamek Khanzad

W drodze powrotnej do Erbil zatrzymałem się też w zamku Khanzad, zwanym także Banman, który jest małą 16 wieczną fortecą zbudowaną na górze. Zamek ten ma 4 wieże i jest widoczny z drogi. Znajduje się on 22km od Erbil na drodze do miasta Shaqlawa i jest to moim zdaniem bardzo interesujący obiekt, tym bardziej że ja kocham stare zamki. Niedaleko pasły się owce, które poszedłem pogłaskać i gdzie znowu doświadczyłem wiejskiego życia Iraku.

Wkrótce wróciłem do Erbil, gdzie jeszcze raz zobaczyłem Cytadelę, oraz próbowałem arabskich słodyczy.

Transport z Erbil do Sulaymaniya

Moją ostatnią wyprawą w Iraku była wycieczka do południowego miasta Sulaymaniya, oddalonego od Erbil o 203 km. Podróż zajęła mi około 3h, a za miejsce w dzielonej taksówce zapłaciłem 12.000 irackich dinarów.

Jechałem między innymi przez Kirkuk, które było opustoszałe i smutne, choć przy wjeździe do miasta stał ogromny pomnik żołnierza trzymającego ogromną flagę Kurdystanu. W Kirkuk było coś upiornego gdyż nawet kierowca bał się tamtędy jechać i przyśpieszył, aby jak najszybciej się stamtąd wydostać. Z tego powodu z Kirkuk nie mam żadnych zdjęć choć bardzo chciałem.

Zamek Khanzad; iracki Kurdystan.

Tuż po moim powrocie do Anglii, armia iracka na usługach rządu w Bagdadzie odbiła Kurdom bogaty w ropę Kirkuk. Co prawda Kirkuk nigdy nie był na terenie Kurdystanu, ale miał liczną populację Kurdów. Niestety jedyna droga z Erbil do Sulaymaniya biegła przez Kirkuk, który z takim trudem Kurdowie odbili ISIS.

Sulaymaniya

Obok Erbil, Sulaymaniya jest dużym i bardzo szybko rozwijających się miastem irackiego Kurdystanu, który ma bardzo duże znaczenie dla lokalnej ekonomii, oraz ma silne powiązania handlowe z Iranem. Sulaymaniya ma swoje własne lotnisko, oddane do użytku w 2006 roku, oraz coraz więcej samochodów i spalin, które powodują ból głowy. Niestety Sulaymaniya nie ma bogactwa historycznego, jak na przykład Erbil czy Dohuk, ale za to za miastem znajduje się góra Asmar, oferująca wspaniałe widoki i wypoczynek. Także, pomimo że nie ma tu antycznej cytadeli czy ruin rzymskich, (jak np. w Libanie), to w Sulaymaniya oraz po za nim jest co robić. Sulaymaniya jest bardzo popularne wśród miejscowych Irakijczyków, turystów z krajów arabskich, a teraz jest też popularne dla jednego turysty z Polski – dla mnie. Piszę o tym, dlatego że turyści z Europy czasem wychodzą z lotniska w Erbil aby zobaczyć Cytadelę, a potem lecą do Istambułu, i chwalą się że “zwiedzili Irak”. Polkom, czy Angielkom polecam miasto Sulaymaniya na zakupy, a można kupić np. ładne materiały i podrabiane perfumy za niską cenę.

W Sulaymaniya byłem jak zwykle jedynym Europejczykiem. Jedni ludzie byli podejrzliwi a inni szczerze się cieszyli, że ktoś w końcu odważył się ich odwiedzić. Gdy tylko wysiadłem z taksówki i zaczaem spacerować po ulicy, zatrzymał mnie policjant aby spytać kim jestem. Powiedziałem, że turystą, na co uśmiechnął się pod wąsem i zapytał: “jesteś turystą czy terrorystą, dlatego że u nas to mała różnica”. Co za miłe powitanie, pomyślałem, ale nie chciałem aby taki drobiazg zepsuł mi dzień. Ulica w Sulaymaniya była bardzo ruchliwa. Było dużo samochodów i motorowerów, oraz cieżarówek, które miałem nadzieję że nie wybuchną.

Kebab w Sulaymaniya.

Następnie gdy poszedłem się zameldować w hotelu, wszyscy byli oczywiście bardzo zdziwieni że mnie zobaczyli, a potem zapytali w jakim celu przyjechałem. Gdy powiedziałem, że jestem turystą, długo się śmiali. Tak, nikt mi nie wierzył, ale to pewnie dlatego że oni sami nie podróżują. Mieszkałem w centrum, koło wielkiego meczetu i bazaru, niedaleko galerii Zamwa, gdzie każdego wieczora miejscowi sprzedawcy mieli wspaniałą kuchnię. Były różnego rodzaju kebaby, ale też zupy, przekąski, ajran oraz świeże soki. Kurdowie byli uśmiechnięci, serwowali kebaby i napoje, i zawsze chcieli porozmawiać o Iraku, o Kurdystanie, i o Polsce. Ktoś mnie nawet spytał, czy to prawda, że w Polsce jest taki straszny mróz i czy mamy niedźwiedzie polarne. No cóż…

Sulaymaniya wyglądało mi na bardzo przyzwoite miejsce, i pomyślałem że szkoda że nikt tam nie przyjeżdża, bo jest tak bardzo miło. Oczywiście było trochę zasiek betonowych, drutu kolczastego i karabinów maszynowych, ale to przecież ze względów bezpieczeństwa, dlatego uważam Sulaymaniya za bardzo przyjemne turystyczne miasteczko.

Miejsca zainteresowania w Sulaymaniya

Sulaymaniya ma także interesujące miejsca do zobaczenia, a miejscem które ja polecam jest byłe więzienie Saddama Husseina – Amna Suraka. Obecnie Amna Suraka służy jako muzeum, lecz obiekt ten nie wygląda jak zwykłe muzeum. Na zewnątrz mają uzbrojonych żółnierze zamiast kasjerów, gruby betonowy mur z drutem kolczastym, oraz ciężkie armaty na ulicy. W murach muzeum wciąż były dziury po kulach, a na zewnątrz stały stare czołgi Saddama, ciężka artyleria i użyte bomby. Wewnątrz budynku znajdowały się cele więzienne, oraz szokująca ekspozycja zdjęć z ludobójstwa Kurdów. Były też nowsze zdjęcia – na temat walki z ISIS. Niektóre zdjęcia, przedstawiające czaszki i szkielety poległych na pustyni były tragiczne i nieprzyjemne, podobnie jak film dokumentalny wyprodukowany przez BBC. Wart uwagi jest także korytarz z kawałkami szkieł na ścianach i małymi lampkami na suficie, gdyż każde z tych światełek symbolizuje utracone życie. W byłym więzieniu, które ja zwiedzałem, byli torturowani i zabijani ludzie, aż do czasu gdy Kurdowie przejęli kontrolę nad miastem.

Na terenie byłego więzienia Saddama Husseina, Amna Suraka; Sulaymaniya.

Bardzo przyjemnym doświadczeniem było też zoo w Sulaymaniya, przed którym znajdowało się smutne, otoczone gruzami wesołe miasteczko. Miło tam spędziłem czas, najpierw z Kurdami, którzy parzyli herbatę na grillu, na rozkopanym terenie. Wkrótce potem poszedłem do zoo, gdzie zobaczyłem kilka ciekawych zwierząt, lecz nie to było najważniejsze. Ważne było, że Kurdystan zaczyna odżywać po wojnie, i choć nie jest łatwo, to życie porusza się naprzód. Jest nawet zoo, a “wesołe” miasteczko w końcu wyremontują. Miejsce to znajduje się koło wież Jaff, gdzie niedaleko jest też kino.

Mojego ostatniego dnia poszedłem do galerii Zamwa, gdzie zobaczyłem ciekawe obrazy, także przedstawiające nagie kobiety. Ekspozycja jest zmieniana, także mozna tu być wiele razy o za każdym razem zobaczyć coś nowego. Galeria Zamwa jest popularnym miejscem wystaw kurdyjskich artystów. W drodze do galerii natknąłem się na publiczne zgromadzenie. Ludzie stali z flagami Iraku i Kurdystanu, trzymając zdjęcia pierwszego prezydenta Iraku po obaleniu Saddama Husseina. Był to Jalal Talabani, iracki-kurdyjski który umarł 3 października 2017 roku w Berlinie. Talabani sprawował władzę w latach 2006 – 2014 i zrobił wiele dobrego dla Kurdów. Interesujące jest też to, że w kraju takim jak np. Anglia ludzie nienawidzą polityków i odejście każdego z nich traktują jako ulgę, natomiast śmierć Talabaniego Kurdowie na prawdę przeżywali. W tym miejscu miałem możliwość zrobienia kilku pamiętnych zdjęć.

Ludzie w Kurdystanie są dobrej myśli.

To był już koniec mojego pobytu w Sulaymaniya, które uważam za bardzo ważny element podróży po irackim Kurdystanie.

Powrót do Erbil przez jezioro Dokan

Zmierzałem do Erbil autostopem, lecz czułem że coś jeszcze chciałem zobaczyć. Postanowiłem więc wysiąść na rozstaju dróg, aby pojechać nad malownicze jezioro Dokan, oddalone o około 65km od Sulaymaniya. Szedłem przez jakiś czas przez pustynne irackie pustkowie, aż zatrzymał się samochód osobowy z kilkoma mężczyznami. Byli tak mili, że przesunęli karabiny maszynowe abym mógł usiąść, i ruszyliśmy w drogę. Na marginesie, uwielbiam takie przygody, i nie chcę aby moi czytelnicy odbierali karabiny z niesmakiem. To wkońcu Irak.

Niebieskie jezioro Dokan jest pięknem irackiej przyrody, które zostało stworzone poprzez budowę tamy hydro-elektrycznej na połączeniu rzek Tanjarow i Sirwan. Miejsce to jest obecnie popularnym kierunkiem turystycznym, gdzie znajdują się kabiny dla turystów, knajpy, gdzie można wypożyczyć ponton i motorówkę, oraz zjeść ryby prosto z jeziora. Mój czas nad jeziorem Dokan był jednak samotny, choć bardzo udany. Pływałem, chodziłem po górach, zjadłem też dobrą rybę, a noc spędziłem w szałasie na pustyni nad jeziorem. Była to piękna samotna noc pod gwiazdami, lecz jak się okazało szałas należał on do kurdyjskiego rybaka, dlatego nad ranem zapłaciłem mu za przespanie się u niego. W ten sposób spędziłem dwa piękne dni, a do Erbil wróciłem autostopem.

Jezioro Dokan. Nie chcę aby Irak kojarzył się tylko z wojną.

Mój ostani dzień w Erbil i transport do Turcji

Spędziłem jeszcze jeden uroczy dzień w Erbil. Jeszcze raz zobaczyłem Cytadelę, i byłem na bazarze pełnym arabskich przysmaków. Poszedłem też do parku Minaret, i myślę, że w ten sposób żegnałem się z irackim Kurdystanem. Następnego dnia wieczorem pojechałem na dworzec, i dużym autobusem pojechałem w Diyarbakir, na terenie nieoficjalnego tureckiego Kurdystanu. Podróż upłynęła bardzo miło.

Strona iracka nie robiła mi problemów, lecz Turcy byli bardzo podejrzliwi i zatrzymali mnie na godzinę na granicy aby mnie sprawdzić. Nad ranem dojechałem do Diyarbakir, lecz to jest już zupełnie inna opowieść.

Iracki Kurdystan jest słodki, i pachnie pistacjami.

Na marginesie, strona brytyjska też mi zgotowała specjalne przywitanie po powrocie do Anglii, ale nie chcę rozwijać tego tematu. Czy ja naprawdę wyglądam na takiego, któremu nie można ufać? Zauważyłem, że generalnie ludzie są bardzo podejrzliwi i wręcz zszokowani gdy słyszą o moich podróżach. Wątpie aby byli zazdrośni, ale nie dobrze mnie traktują gdyż wyobraźnia zabiera ich w bardzo ciemne zakamarki.

Podsumowanie

Moją wyprawę po kurdyjskim Iraku uważam za bardzo udaną, choć nie jest to łatwy kierunek i uważam go za przygodę z dreszczykiem. Miejsca, które odwiedziłem to jedna część mojej podróży, natomiast autostop to zupełnie inny rozdział. Gdy ja tam podróżowałem było bezpiecznie, lecz radzę sprawdzać bezpieczeństwo na bieżąco. Mówiąc to mam na myśli, że nie chcę aby ktoś pojechał do Iraku i aby stała mu się krzywda dlatego że “Marcin Malik mu tak doradził”. Ja nie radzę aby jechać do Iraku. Ja tylko opowiadam swoją historię.

Poprosiłem żołnierzy o zdjęcie a oni byli tak mili, że się zgodzili. Proszę zwrócić uwagę na karabiny maszynowe, w tym ten na dachu samochodu. Dlatego właśnie jest bezpiecznie i tą samą strategię polecam w Europie jako lekarstwo na zbrodnie multi – “kulturalizmu”. Pozdrawiam wszystkich podróżników przygodowych z miasta Sulaymaniya.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

Informuj mnie o dyskusji w temacie "Wyprawa do irackiego Kurdystanu 2017" bez zostawiania komentarza, na e-mail:

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan