Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Facebook Twitter YouTube Twitter
Facebook Twitter YouTube Twitter
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Kanał YouTube

Polecam mój pełen przygód kanał YouTube

Przekaż darowiznę

Jeśli lubisz stronę Kompas i chciałbyś wesprzeć ten projekt, przekaż darowiznę naciskając na poniższy guzik.

 

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Szpieg – book

TECHNOLOGICZNE WIĘZIENIE ZE SZKLANYMI ŚCIANAMI

Moje konto było wielokrotnie blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę definiuje jako „mowę nienawiści”, a zdrowy rozsądek jako „dyskryminację”. Zdarzyło się nawet, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, ponieważ był zbyt konserwatywny - czyli nie spełniał „standardów społecznościowych” Facebooka.

Ponadto Facebook regularnie usuwa „polubienia” z prawicowych stron internetowych i obniża je w wynikach wyszukiwania. Facebook teoretycznie „pozwala” na promowanie artykułów krytykujących propagandę homoseksualną i politykę antyimigrancką, ale jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin na takich wpisach jest zamrażana.

Najlepiej znane agencje wywiadowcze na świecie to: CIA, FBI, MI5, MOSSAD, KGB ..... oraz Google i Facebook. Zakładając konto na Facebooku sam zakładasz sobie kartotekę na policji!

Dobrze się zastanów zanim podasz informacje o sobie na tym ważnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach, gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać „wrogów rewolucji”, skoro istnieje urządzenie, dzięki któremu ludzie chętnie mówią co zrobili, oraz nawet co zrobią. Facebook wie z kim jesteś połączony, a jeśli jesteś naprawdę naiwny to zna też twoją rodzinę i numer rejestracyjny twojego samochodu. Dla tajnych służb Facebook jest spełnieniem marzeń.

Facebook to kopalnia, która wydobywa informacje o tobie zamiast węgla, i zarabia na twojej prywatności. Naprawdę nie ma już prywatności, a technologia staje się coraz bardziej niebezpieczna. Jak potwierdza milczenie w tej sprawie założyciela Facebooka, myślę że nawet jeśli usuniesz swoje konto FB, informacje o tobie pozostaną z nimi na zawsze.

Tym, którzy wątpią w „wolność słowa”, radzę nauczyć się, jak fałszować swój adres IP. Pierwszą zasadą jest to, że adres IP nie podróżuje z użytkownikiem, choć istnieją też inne sposoby. Jeśli ktoś jest „nietolerancyjnym rasistą” i chce napisać na FB, że: Anglicy są biali i tylko biali, że nie chce przekształcić Big Bena na minaret, lub że odbyt został zaprojektowany tylko do celów toaletowych, to lepiej zamieszczać takie komentarze poza swoim adresem, gdyż inaczej, jak czytałem: „dzielni mężczyźni w mundurach policyjnych nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta, który promuje ekstremistyczny materiał”. Nawiasem mówiąc, nie jest to komunizm, ale „postępowa demokracja”.

Ponadto Facebook ma uzależniać. Szablon szybko przykuwa uwagę, pozwala ludziom narzekać na sprawy społeczne i polityczne, a ci którzy czują się samotni, mają własne społeczności na FB, co sprawia że nie czują się już tak samotni. Użytkownicy są nagradzani i karani, dlatego starają się zaprezentować jak najlepiej w oczach swoich społeczności. Nieświadomie otwierają drzwi policji, tajnym służbom i zagranicznym konsulatom wydającym wizy. FB i inne portale społecznościowe promują fałszywy, ulepszony obraz własnej rzeczywistości, za który użytkownicy chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość- na platformach społecznościowych.

Nie próbuj promować ulepszonego wizerunku samego siebie w Internecie, ponieważ gonisz nierealny sen, który może stać się strasznym ciosem psychicznym podczas pierwszego brutalnego kontaktu z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę ci nuczyć się pracy manualnej, która rozwija myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), abyśmy nie mieli pokolenia idiotów, których cały świat kończy się na głupimi selfie i polubieniami na Facebooku.

Twitter to kolejna marksistowska platforma prowadzona przez marksistowskie śmieci; i dlatego moje konto na Twitterze zostało już zawieszone. Zasadniczo na Twitterze, kościół i biali ludzie mogą być obrażani do woli, ale z drugiej strony krytyka ruchów homoseksualnych i antyliberalne, nieglobalistyczne poglądy prowadzą do zawieszenia konta. Zauważyłem również, że zwłaszcza cytaty z Biblii na Twitterze są jak sól w oku.

Jeśli chodzi o kobiety, radzę im nauczyć się piec ciasta dla swoich mężów, zamiast napinać dupy na Instagramie. Media społecznościowe są również przeznaczone do odseparowania ludzi od prawdziwego społeczeństwa, ponieważ osoby, których uwagę stale przykuwają tablety, smartfony i komputery, nie mają czasu na interakcję z prawdziwymi ludźmi.

"Ludzie pokochają otaczającą ich przemoc, zaczną wielbić technologie, które pozbawią ich wolności myślenia.”

— Aldous Huxley

Wyrzuć smartfona, i używaj tanich tandetnych telefonów bez dostepu do internetu, a razem z nimi używaj tymczasowych kart SIM. Po tygodniu lub dwóch spal je i kontaktuj się przez następną jednorazową tandetę. Będziesz bezpieczniejszy i zachowasz większą prywatność od ciągle podążających za Tobą uczu Wielkiego Brata. Gdyby kilka milionów osób tak zrobiło, smartfony byłyby darmowe, pod warunkiem długich kontraktów i podłączenia pod internet. Przestań marnować życie na naciskaniu guzików na smartfonie, których nawet do końca nie rozumiesz, i które zawładnęły już twoją wolnością. Zamiast tego porozmawiaj z żywym człowiekiem, mniej kontakt z przyrodą, a telefon może być tak prymitywny jak to tylko możliwe.


Uzależnienie od telefonu to wg mnie groźna choroba cywilizacyjna

„Wolność słowa” w mediach społecznościowych nie jest wolna, prywatność jest jak złoty pył, i oficjalnie nie jest to ani komunizm, ani cenzura, ale „postępowa demokracja" polegająca na inwiligacji totalnej - poprzez kreowanie przyjemnego i zaawansowanego technicznie obozu koncentracyjnego ze szklanymi ścianami!

"Nie wierz w nic co słyszysz, i tylko w połowę tego co widzisz."

- Edgar Allan Poe

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Wyprawa do Azerbejdżanu 2013

Napisał: Marcin Malik

Azerbejdżan 2013 – relacja z podróży

Trasa wyprawy: przejście graniczne na trasie Lagodekhi – Balaken, Balaken, Zaqatala, Seki, tranzytem przez Ismayili, Lahic, Baku, Wycieczki z Baku (Qobustan, Świątynia Ognia, Petroglyfy, Wulkany błotne), Quba, Xinaliq, Quba, Baku, Krasny Most.

Granica pomiędzy Gruzją a Azerbejdżanem

Na trasie Lagodekhi (Gruzja) – Balakan (Azerbejdżan) znajduje się granica pomiędzy dwoma krajami. Z miasteczka Lagodekhi pojechałem do granicy autostopem przez około 5km. Tam zjadłem moje ostatnie śniadanie w Gruzji w towarzystwie psa a potem poszedłem sforsować nową granicę. Przyznam że poszło całkiem gładko lecz mundurowi dwa razy mnie zapytali czy byłem w Armenii na co odpowiedziałem „nie” gdyż na tamtą chwilę jeszcze nie zdążyłem tam pojechać.

Nareszcie byłem w Azerbejdżanie, w kraju w którym z uwagi na biurokrację wizową moja podróż zaczęła się o wiele wcześniej.

Transport z granicy

Azerska granica jest pusta i spokojna dlatego taksówkarze próbowali mnie naciągnąć. Najpierw chcieli 40 manat, potem 30 a następnie chociaż 10 abym tylko wsiadł do taksówki. Ja jednak nie jestem zbyt wyrywny dlatego poszedłem piechotą i czekałem na autostop. Szedłem pustą drogą ze swoim dużym plecakiem oraz na wszelki wypadek także z namiotem. W końcu zatrzymał się Mercedes który podwiózł mnie do najbliższego miasteczka Balakan za jedyne 1 manat.

Dystans pomiędzy granicą a Balakan to 14km.

Balakan

Balakan jest najbliższym miasteczkiem po drodze do lub z Gruzji. Polecam zatrzymać się tu na godzinę aby zobaczyć park oraz napić się herbaty i porozmawiać z ludźmi. Nieciekawy rząd sklepów po obu stronach ulicy nie zasługuje na uwagę. Balakan zdecydowanie nie powinno się znajdować na liście podróżnika i klasyfikuję to miasteczko jako miejsce przesiadkowe.

Transport z Balakan do Zaqatala

Wsiadłem do marszrutki za jedyne 0.6 manat a jazda trwała tylko 20 minut.

Zaqatala

Zaqatala jest zdecydowanie ciekawsze niż Balakan lecz nie jest to według mnie miasteczko z którym należy wiązać przyszłość. Klasyfikuję Zaqatalę jako pierwsze prawdziwe wrażenie Azerbejdżanu gdzie polecam spędzenie całego ranka i popołudnia, choć ja zostałem tu także na noc. Do Zaqatali dotarłem zbyt późno aby złapać kolejny autobus do Seki dlatego postanowiłem że wykorzystam tu swój czas jak najlepiej. Za pokój na dworcu zapłaciłem jedyne 5 manat czyli bardzo tanio lecz warunki w których mieszkałem nie był on wart więcej. Tynk odpadał z sufitu i ze ścian ale było światło, łóżko i ciepły prysznic z dziurą w podłodze. Inne pokoje kosztowały 25 oraz 12 manat i były na pewno lepsze.

Po rzuceniu bagaży poszedłem zwiedzać. Najpierw zrobiłem kilka zdjęć „antycznym” samochodom a potem poszedłem przez centrum, minąłem maszt z wielką flagą Azerbejdżanu i zatrzymałem się przy meczecie. Idąc w górę drogi po około 10 minutach dotarłem do rzędu sklepów oraz do zielonego placu gdzie usiadłem na herbatę. Policja była bardzo zainteresowana skąd przyjechałem dlatego powiedziałem że byłem tylko turystą. Właściwie byłem tutaj głównie po to aby zobaczyć ruinę ormiańskiej cerkwi, która celowo była schowana za domami. Z powodów politycznych cerkiew ta ma niewielkie szanse na odrestaurowanie mimo że byłaby to największa atrakcja miasta. W okolicy znajdowały się także mury obronne fortecy które moim zdaniem wyglądają na zbyt nowe aby mogły stanowić realną atrakcję. Wszedłem po wysokich schodach, skręciłem w prawo i po około 5 minutach dotarłem do Heydar Parki. Znajdowało się tu tu kilka karuzeli, sklepów z napojami i oczywiście pomnik Heydara Aliyeva przed którym zrobiłem zdjęcia miejscowym dziewczynom. Zauważyłem też że w tak małym miasteczku znajdowało się bardzo dużo plakatów nieżyjącego, komunistycznego prezydenta Heydara Aliyeva co świadczy o ogromnym kulcie jednostki. Poza tym w Gruzji widok turysty był powszechny natomiast w Azerbejdżanie ludzie bardziej zwracali na mnie uwagę. Na szczęście mój rosyjski jest na tyle dobry że doskonale dawałem sobie radę. Wieczór spędziłem w herbaciarni gdzie rozmawiałem po rosyjsku z miejsowymi mężczyznami. Dowiedziałem się że życie w Azerbejdżanie jest bardzo trudne dlatego że 1 manat jest równy 1 euro podczas gdy średnia pensja to tylko 150-200 manat. Następnie poszedłem do swojego zrujnowanego pokoju i byłem szczęśliwy że udało mi się wjechać do nowego kraju. Zdałem też sobie sprawę że w sumie miałem szczęście że przegapiłem ostatni autobus. Zaqatala było bardzo dobrym doświadczeniem.

Transport z Zaqatala do Seki

Za marszrutkę zapłaciłem tylko 2 manaty a jazda trwała 2h. Następnie z okolic dworca w Seki lokalną marszrutką numer 11 dostałem się do okolic caravanserai.

Seki

Seki jest małym miastem otoczonym zielonymi wzgórzami które może się pochwalić bogatą historią i sztuką. Mimo to nie radzę się tu spodziewać wielu turystów. Ja byłem jedynym. Po dotarciu na dworzec atobusowy zatrzymałem się na herbatę podawaną w tureckich filiżankach a potem autobusem numer 11 pojechałem w górę, do caravanserai. Zarzymałem się przy hotelu Karavansaray czyli obiekcie historycznym, który został przerobiony na hotel. Jest to typowy caravanserai zbudowany z kamienia, posiadający tradycyjne łuki oraz plac z weloma kwiatami. Hotel ten jest pokazową budowlą Seki i nawet jeśli ktoś się tu nie zatrzymuje warto przyjść na herbatę aby zaczerpnąć choć trochę historii i pięknej sztuki. Na zewnątrz znajduje się rząd sklepów z pamiątkami oraz pracownie wyrabiania chałwy z orzechami. Dwie części ulicy oddziela od siebie kanał w którym niestety nie było wody już od dawna gdyż rośliny na dnie wyglądały na mocne i suche. Cały obszar Starego Miasta od hotelu Caravanserai w dół jest atrakcyjny pod względem starej architektury, a na końcu znajduje się także XIX wieczny meczet oraz park. Zauważyłem także że ludzie byli dla mnie mili, szukali kontaktu i wyraźnie byli zainteresowani skąd przybyłem. W Azerbejdżanie nie ma welu turystów dlatego gość w ich kraju jest wydarzeniem. Usiadłem na jednym z placów gdzie sprzedawca orzeszków poczęstował mnie nasionami słonecznika, byłem u ulicznego szewca i rozmawiałem z chłopcami którzy robili sobie ze mnie żarty. Było miło choć jak na jeden z głównych centrów turystycznych także bardzo cicho i wyludniale.

Mieszkałem u prywatnego gospodarza dlatego że tylko on zaproponował mi cenę 12 manat ze śniadaniem co w porównaniu z 20 manatami za hotel było bardzo dobrą ofertą. W znalezieniu tego miejsca pomógł mi przechodzień, który po prostu chciał pomóc turyście. W Azerbejdżanie jest o tyle dobrze że ktoś potrafi pomóc, a nie tak jak w Indiach gdzie „pomoc” oznacza oszustwo lub rabunek. W centrum nie brakowało oczywiście plakatu przedstawiającego Heydara Aliyeva gdyż w Azerbdżanie kult nieżyjącego prezydenta jest ewidentny.

Następnie poszedłem w górę, do murów obronnych gdzie znajdował się sławny pałac Xan Sarayi, kilka muzeów oraz galeria. Ta część miasta jest z założenia największą atrakcją dla turtystów choć ja odebrałem ją jako przecietną. Po wejściu przez kamienną bramę najpierw poszedłem do sklepów na prawo gdzie można było kupić obrazy, dywany oraz wiele ozdób dla kobiet i pamiątek. Dla koneserów pamiątek polecam na przykład tkany dywan z konturami Azerbejdżanu lub witraż z kolorowych szkieł robiony bez użycia kleju i gwoździ. Po drugiej stronie ulicy znajdowały się muzea po których byłem oprowadzony i gdzie dokładnie wyjaśniono mi historię związaną z niektórymi obiektami. Najpierw byłem w Muzeum Etnograficznym gdzie znajdowała się część poświęcona zwierzętom żyjącym w okolicy, była także część o II Wojnie Światowej oraz o konflikcie w Karabachu i oczywiście każda z tych opowieści była opowiedziana w taki sposób jaki się tego spodziewałem. Przede wszystkim pomimo okupacji Azerebejdżanu Związek Radziecki odegrał rolę zbawiciela a Stalin rolę dobrego wujka. Nie sposób też było nie zauważyć bliskości rasowo-kulturowej Turcji z Azerbejdżanem co potwierdziło kilka obrazów i dywanów z podobizną Ataturka. Podczas mojej podróży sami Azerowie mówili też często że Turcja i Azerbejdżan to dwaj bracia, choć ja widzę tutaj także „braterstwo” oparte na wspólnym interesie. W środku znajdowała się też lokalna telewizja dlatego przy okazji zrobili ze mną wywiad który potem mieli opublikować na youtube. Ciekawe też było że muzeum było puste lecz pracowało w nim aż 8 kobiet. Panie te usiadły na zenwątrz, poczęstowały mnie herbatą i porozmawialiśmy trochę o życiu w Azerbejdżanie i w Europie. Po drugiej stronie ulicy znajdowała się XIX wieczna cerkiew w której obecnie mieści się Galeria Sztuki. Jest to kolekcja zbroi, talerzy i miejscowych wyrobów lecz ja stanąłem tylko w przejściu aby zobaczyć jeden mały pokój eksponatów i uznałem że nie było to muzeum warte pieniędzy. Bardziej interesująca była pracownia Sebaka gdzie wyrobiano szklano-drewniane witraże. Ich produkcja wymaga wielkiej cierpliwości i precyzji dlatego że kunszt ich wyrobu polega na wsuwaniu małych szkiełek w drewniane kliny aby potem nadać im geometryczne, pasujące do siebie kształty. Na sam koniec poszedłem także do Xan Sarayi czyli do Pałacu Khana ukończonego w 1762 roku. Obiekt ten leży w ogrodzie różanym z oczkiem wodnym i masywnym, ogromnym drzewem. Pałac ten jest przede wszystkim pokazem mozaiki który wcześniej opisałem oraz malunków na ścianach. Xan Sarayi na pewno robi wrażenie i pod względem sztuki polecam go najbardziej, mimo że żywe kolory wręcz biją po oczach.

Uważam że Seki jest dobrym doświadczeniem dla podróżnika oraz bardzo dogodnie leży w prostej drodze do Baku.

Transport z Seki do Lahic 

Marszrutką numer 11 dostałem się z okolic caravanserai do dworca autobusowego. Następnie po około 2h jazdy i za jedyne 2 manaty dotarłem do przedmieść Ismayili. Następnie przeszedłem przez drogę i czekałem na autostop na trasie do Baku. Po niedługim czasie zatrzymał się samochód który podwiózł mnie aż do rozwidlenia dróg na Lahic. Niestety tutaj czekałem na bardzo rzadko uczęszczanej drodze choć i tak miałem szczęście gdyż już po pół godziny zatrzymał się młody chłopak jadący swoim 40 letnim Uazem wprost do Lahic. Usunął swoje śmieci z przedniego fotela i pozwolił mi wejść do środka. Droga była piękna gdyż prowadziła przez piękne góry oraz malowniczy kanion. (Od głównej drogi do Lahic jest 20km także transport jest konieczny).

Lahic

Lahic jest malowniczą wioską górską oraz jednym z lepszych miejsc w Azerbejdżanie na spróbowanie wiejskiego życia. Kunsztem miejscowych rzemieślników jest wyrób miedzianych naczyń i innych przedmitów codziennego użytku co można podziwiać w jednym z wielu warsztatów. Na głównej ulicy jest także wiele sklepów z pamiątkami a miejscowi gospodarze otwierają swoje domy dla turystów i proponują wycieczki piesze i konne w góry. Samo centrum Lahic jest tak małe że można je przejść w pół godziny lecz mi zajęło to o wiele dłużej gdyż byłem w warsztatach, byłem oczywiście w herbaciarni oraz kupiłem kilka przypraw. Jeden gospodarz oferował mi gościnę za 15 manat z posiłkami lecz ja miałem inny plan. Zostawiłem swoje bagaże w sklepie, wziąłem tylko co było niezbędne i wybrałem się na samotny marsz w góry. Najpierw udałem się w górę rzeki aż do wodospadu i była to przygoda mająca na celu obserwację przyrody oraz cieszenie się błogosławioną ciszą. Szedłem poprzez głazy porozrzucane niereguralnie po rzece i przeskakiwałem z jednego kamienia na drugi. Przyznać też muszę że sam wodospad był energiczny lecz bardzo mały i w niczym nie przypominał tych z Laosu, wielkich i błękitnych. Z wodospadu wróciłem kawałek tą samą drogą a następnie zacząłem się wspinać pod górę. Mój szlak bardzo się różnił zależnie od miejsca. Raz podejście było łagodne i był to jedynie spacer po trawiastej polanie, natomiast innym razem szedłem poprzez chaszcze ślizgając się po skałach i przedzierając poprzez gęste zarośla. Widoki się przez cały czas zmieniały i z biegiem upływających godzin podziwiałem nowe krajobrazy i byłem coraz bardziej z siebie zadowolony lecz także i zmęczony. Moim wstępnym planem było dotarcie do bardzo zrujnowanej fortecy Niyal Qalasi lecz zaczęła zapadać noc. Poszukałem więc właściwego miejsca na rozbicie namiotu a potem w już w całkowitej ciemności nazbierałem chrust i rozpaliłem ognisko. Ogień gwarantował odstraszanie zwierząt choć także przedłużenie moich atrakcji tego dnia. Z chwilą gdy ogień się wypalił położyłem się w swoim namiocie na zimnej ziemi. Niestety nie spałem dobrze gdyż nie miałem nawet podstawy podstaw luksusu i w porównaniu z wieloma nocami spędzonymi w górach, na pustyniach i stepach myślę że ta była jedną z najmniej przyjemnych. Winę ponosi za to fakt że nie chcę mi się nigdy dzwigać zbyt dużej ilości sprzętu. Nad ranem złożyłem namiot i zszedłem do Lahic. Pomimo ciężkiej i zimnej nocy czułem się świetnie i byłem po raz kolejny gotowy do akcji.

Lahic oraz jego przyrodę jak najbardziej polecam. Dla tych którzy mają miejsce w plecaku jest to także świetne miejsce aby kupić miedziane naczynia oraz aby zobaczyć wiejskie życie Azerbejdżanu.

Transport z Lahic do Baku

Po wyjściu z Lahic miałem szczęście gdyż od razu złapałem autostop do głównej drogi i jak wcześniej moje 20 km było piękne gdyż prowadziło przez malownicze góry. Po dotarciu do trasy pierwszy autostop chciał 10 manat dlatego podziękowałem a drugi podwiózł mnie około 2h wprost do Baku za darmo. Co więcej, miałem tyle szczęścia że kierowca dał mi jeszcze 5 manat na obiad bo chyba wyglądałem biednie.

Podejrzewam że marszrutka z Ismayili do Baku kosztowałaby około 4-5 manat a dzielona taksówka około 10 manat zależnie od uzgodnienia. Ja pokonałem prawie cały Azerbejdżan za darmo.

Baku                          

(Opis miasta, podejrzenie o szpiegostwo, ciekawe rozmowy w hotelu i na ulicy które powiedziały mi dużo o miejscowej dyktaturze)

Baku jest moim zdaniem bardzo ładnym i szybko zmieniającym się miastem. Jest to połączenie posowieckiej przeszłości z atrakcyjnymi murami Starego Miasta oraz wieżowacami „ze szkła”. Widać także że Baku jest pomnikiem pieniądza gdyż jego nowa promenada a wypieszczone Stare Miasto przeszło bardzo drogą operację plastyczną. Baku oferuje dobrą kuchnię, historię oraz pamiątki związane z azerską kulturą (dywany, miedziane naczynia i inne). Spacerując ulicami Starego Miasta oraz przechodząc koło meczetów w kolorze pustyni w oddali widzimy także trzy szklane wieżowce o pochyłych kształtach oraz atrakcyjne budynki. (Na marginesie jedynym brzydkim budynkiem jest budynek admistracyjny prezydenta który mieści się w komunistycznej prostokątnej bryle i myślę że to nawet lepiej że nie można go fotografować). Centrum towarzyskim Baku jest Bulvar czyli deptak nad Morzem Kaspijskim po którego jednej stronie znajdują się fontanny oraz egzotyczne rośliny. Jest to bardzo przyjemne, spokojne miejsce w najbardziej znanej części miasta, które prowadzi do wysokiego masztu z ogromną flagą Azerbejdżanu oraz cmentarza i pomnika wysoko nad miastem. Zauważyłem także że wbrew zasadom islamu młode pary w Azerbejdżanie trzymają się za ręce i przytulają do siebie na ławkach.

Po przyjeździe do Baku najpierw spróbowałem azerskich kebabów z aryanem lecz nie byłem zachwycony. W Turcji czy w Emiratach dają prawdziwego kebaba natomiast w Azerbejdżanie jest to wielka bułka, dużo sosu oraz mięso jak na lekarstwo. Potem probowałem znaleźć hotel lecz niestety nie miałem nic pewnego dlatego pojechałem metrem na stację kolejową gdyż podobno był tam bardzo tani hostel. Moja podróż z wielkim plecakiem w upale była bardzo nieprzyjemna choć było jeszcze gorzej gdy w informacji powiedziano mi że niestety już go zamknęli. Na szczęście poradzono mi abym pojechał do hotelu Naftalan w dzielnicy Moncin Bazar. Pojechałem tam autobusem numer 14 i wysiadłem na ostatnim przystanku. Tutaj noc kosztowała mnie tylko 10 manat czyli bardzo tanio w porównaniu z 40-50 manatami w centrum. Był to przyjemny oraz z pewnością najtańszy hostel w Baku a goście co wieczór organizowali małą imprezę. Zatrzymywali się tutaj obywatele całego byłego Związku Radzieckiego, w tym z Uzbekistanu który przecież świetnie znam. Częstowali mnie jedzeniem i przeprowadziliśmy także wiele rozmów politycznych na temat Armenii, Rosji i oczywiście na temat Górskiego Karabachu. Zauważyłem jednak że mi nie ufali a jeden z komentarzy który utkwił mi w pamięci to; „nie wiemy kim jesteś więc pewne rzeczy zatrzymamy dla siebie”, po czym zaczęli się śmiać. Mówili bardzo ostrożnie o Rosji oraz o swoim prezydencie a na pełną wolność słowa pozwalali sobie tylko wtedy gdy był temat Armenii i Górskiego Karabachu. Powiedziało mi to bardzo dużo o Azerbejdżanie, o dyktaturze oraz o kulcie jednostki nieżyjącego prezydenta Aliyeva którego obrazy były także w hotelu. Kierownik pytał mnie też parę razy ile jeszcze zamierzam zostać. Po Baku poruszałem się autobusami co jest tam bardzo dobrze zorganizowane i co jakiś czas też wysiadałem na różnych przystankach na herbatę. Siadałem na dworzu na małym krzesełku przy niskim stoliku a herbaciarz podawał nowe napoje. W ten sposób nawiązywałem różne tematy i tak zaczynając oczywiście od tematu pieniędzy i pracy szybko przechodziliśmy do omawiania sprawy Armenii i Karabachu. Innym tematem były płace w Azerbejdżanie. Kierowca autobusu żalił mi się że zarabiał tylko głodową pensję 150 manat miesięcznie czyli równowartość 150 euro, a prezydent pewnie zarabia 20.000 euro miesięcznie. Jednak z jakiegoś powodu w Azerejdżanie jest dokładnie ta sama sytuacja której doświadczyłem w Chinach. W Chinach mało kto zgadza się z Mao Tsetungiem i już nawet rząd chiński otwarcie mówi o jego błędach lecz z jakiegoś powodu Chińczycy nie mówią na niego złego słowa. W Azerbejdżanie natomiast ludzie są nieszczęśliwi, biedni i bezrobotni lecz nikt nie chce komentować na temat prezydenta oraz jego ojca Heydara Aliyeva, który przegrał wojnę z Armenią i doprowadził Azerów do ubóstwa. Myślę że ludzie Azerbejdżanu potrzebują aby obce samoloty szpiegowskie zrzuciły na ulice kraju tony gazet o nazwie „prawda” oraz „nie bój się walczyć o swoje”, choć to samo mógłbym także powiedzieć o każdym europejskim kraju i o Stanach.

Przez kilka dni Baku było moją bazą i dlatego miałem wystarczająco dużo czasu aby zobaczyć całe miasto i zorganizować kilka wycieczek poza. Przez pierwsze dwa dni wybierałem się na Bulvar czyli na deptak nad Morzem Kaspijskim. Jest to także miejsce gdzie zaczyna się Stare Miasto i gdzie znajdują się miejsca atrakcyjne turystycznie. Sam Bulvar jest bardzo przyjemny o każdej porze dnia. Po stronie przeciwnej morza jest zasadzonych wiele egzotycznych roślin a deptak jest często pokazem mody gdzie kobiety przychodzą się zaprezentować w towarzystwie swoich mężczyzn. Bulvar jest także dobrym miejscem widokowym na trzy szklane wieżowce na szczycie które zmieniają kolory po zachodzie słońca, lecz dla mnie jest to przede wszystkim atrakcyjne oraz spokojne miejsce do którego wiele razy jeszcze wracałem. Na głównej ulicy znajduje się także wiele interesujących budynków rządowych z których wiele robi duże wrażenie a po drogach jeżdżą te same taksówki które są używane w Londynie. Uwagę należy też zwrócić na żółty budynek opery, urząd miasta, muzeum dywanów, muzeum manuskryptów oraz kilka uroczych placów z fontannami. W tej samej okolicy jest też wiele meczetów w kolorze pustyni oraz dwa kościoły. Ja zobaczyłem wszystkie te obiekty lecz nie zawsze wchodziłem do środka gdyż nie interesowały mnie XVIII wieczne korany, freski w kościołach których niedawno zobaczyłem tak wiele w Gruzji, czy na przykład dywany których za 3 tygodnie miałem zobaczyć setki w Iranie. Ważniejsze było dla mnie samo wrażenie Baku. Na początku Starego Miasta (Icheri Sheher) stoi zbudowana w XII wieku 29m wieża Qiz Qalasi, której przeznaczenie nie jest do końca znane. Przyznaję że zagadkowość tego obiektu który dodatkowo jest otoczony budowlami w starym stylu oraz roślinnością podobał mi się i są z nim także związane ciekawe legendy. Historycy domyślają się że ta bardzo masywna, 8 piętrowa budowla służyła jako mur obronny lub wieża obserwacyjna lub jako obserwatorium astronomiczne, choć jest tu także historia nieszczęśliwej miłości. Obiekt ten pojawia się na wszystkich pocztówkach Starego Miasta. Nieco niżej znajdują się sklepy z azerskimi wyrobami (jak zbroje, dywany, dzbany, różne pamiątki) oraz poniżej plac z rzeźbami i niżej rząd sklepów w kolorze pustyni. Każdy z nich ma wystawę składającą się z dywanów oraz z ręcznie robionych miedzianych dzbanów (pewnie z Lahic gdzie byłem wcześniej).  Idąc przez Stare Miasto i zatrzymując się co jakiś czas u sprzedawców dywanów dotarłem do murów obronnych, oraz jego wielu ozdób jak na przykład do starej armaty. Przechodząc poprzez kręte aleje najpierw zobaczyłem meczet Cuma a kolejnym ważnym punktem był Pałac Shirvanshahs. Jest to XV wieczny kompleks wielu obektów, który został ładnie odrestaurowany w 2003 roku. Na terytorium palacu znajdują się między innymi apartamenty oraz meczet Keyqybad prowadzący do mauzoleum Dervish. Cały kompleks znajduje się na dwóch poziomach oraz jest bogaty w liczne rzeźby. Stamtąd kierowałem się już na górę, do nowszej części miasta ze smutnym obliczem wojny Sahidler Xibayani. Wchodziłem po schodach czasem mijając kolejkę naziemną oraz bogato wyglądające domy. Widać było że w tej części miasta mieszkają tylko najgrubsze portfele. Pierwszym obiektem o którym warto wspomnieć jest turecki meczet oraz cmentarz poległych z wielu wojen i wielu nacji walczących w Azerbejdżanie. Dalej na dużym placu znajduje się pomnik wiecznego ognia ku pamięci poległych który zaliczany jest dziś do jednego z symboli Baku. Z kolei odwracając się, zaraz za tureckim meczetem a potem jeszcze raz schodząc po białych schodach w pełnej okazałości można podziwiać Płomienne Wieże, czyli wysokie, szklane wieżowce mające przypominać płomienie. Spacerując po bulvarze wieczorem widać że są one podświetlane w kolorze flagi Azerbejdżanu co jest dodatkowym urokiem tego miasta. Schodząc ze szczytu usiadłem też na chwilę na murku z którego miałem bardzo dobry widok na cały port, Morze Kaspijskie oraz wysoki maszt z flagą Azerbejdżanu. Na koniec spacerowałem jeszcze po bulvarze a późnym wieczorem wróciłem autobusem do hotelu gdzie jeden z gości grał na gitarze.

Wycieczka jednodniowa poza Baku do: Ogun (Świątynia Ognia), Qobustanu, petroglyfów, pól naftowych Jamesa Bonda, wulkanów błotnych oraz na koniec pływanie w Morzu Kaspijskim.

(Opisuję także dokładny transport z miejsca na miejsce i wierzę że mój plan może być używany jako dokładny przewodnik)

Po paru dniach w Baku wyjechałem zobaczyć inne ciekawe rzeczy w okolicy i była to kolejna wspaniała przygoda. Z hotelu w Moncin Bazar wziąłem jakikolwiek autobus jadący do stacji metra Narimanow. Na marginesie na placu koło stacji Narimanov znajduje się przyjemne centrum gdzie wieczorem można przyjść na kolację oraz zabawić się na wesołym miasteczku. Ze stacji Narimanov wsiadłem do autobusu numer 184 i po około 0.5h byłem na końcowym przystanku 5 minut spacerem przez tory od Atesgah Świątyni Ognia na Peninsuli Abseron. Świątynia Ognia jest jednym z najważniejszych zabytków Azerbejdżanu i została ona zbudowana w XVIII wieku przez wyznawców Shivy. Ważne jest także że Świątynia Ognia należy do najświętszych dla wyznawców zaroastranizmu. Cały obiekt jest w kolorze pustyni i składa się z małej świątyni w której płonie wieczny ogień (dzięki ciągłej dostawie gazu) a dookoła znajdują się komnaty a w nich są modele antycznych zaroastrianów przy swoich codziennych pracach. Ja w tym obiekcie spędziłem około godziny gdyż lubię lepiej poczuć atmosferę miejsca i muszę przyznać że poruszanie się po drewnianej nawierzchni oraz eksploracja wszystkich komnat jest zajmująca. Jak najbardziej polecam świątynię Atesgah. Za wstęp zapłaciłem tylko 2 manaty.

Potem wróciłem na zakurzony plac gdzie stały autobusy i wsiadłem do numeru 184. Jadąc około 20 minut poprzez posowieckie domy z płyt oraz pustkowia dotarłem do przedmieść Baku gdzie przesiadłem  się do autobusu numer 207. Tym autobusem jechałem długo gdyż aż za centrum Baku i aż za Bulvar i wielki masztem z flagą Azerbejdżanu. Po drodze po lewej stronie miałem Morze Kaspijskie oraz pole naftowe Jamesa Bonda, gdyż były tu kręcone zdjęcia do filmu „The World is not enough”. Jest to raczej mało ciekawe, cuchnące miejsce napędzające gospodarkę Azerbejdżanu lecz w drodze powrotnej i tak wysiadłem na kilka zdjęć. Zaraz potem widziałem nowy, dopieszczony w każdym calu meczet a potem wysiadłem na ostatnim przystanku od nazwie ‘dwaccat’. Następnie wsiadłem do autobusu numer 195 i jadąc około 45 minut poprzez piaszczyste pustkowie dotarłem do Qobustanu czyli do brudnej, biednej i nieciekawej dziury oddzielonej od drogi wysokim betonowym murem. Zrobiłem tu małe zakupy w sklepie oraz miałem na tyle szczęścia że udało mi się znaleźć tasówkarza który zgodził się mnie zawieźć we wszystkie trzy miejsca za 15 manat, choć chciał 25. Po niedługim czasie dotarliśmy do Petroglyfów oraz muzeum.

Petroglyfy to wyryte malunki w skałach pochodzące z epoki kamienia łupanego. W tamtych czasach Morze Kaspijskie było o 80m wyżej co oznacza że ludzie pierwotni mieszkali w jaskiniach tuż nad wodą i w przerwie na polowania powstało wiele ciekawych ksztatłów. Były to między innymi zwierzęta, ludzie oraz łódź. Cały teren dookoła petroglyfów jest terenem pół-pustynnym ozdobionym szatą roślinną i wielkimi głazami. Miejsce to jak najbardziej polecam i to nie tylko z powodu samej pierwotnej sztuki ale także z powodu samego otoczenia wielkich skał, grot oraz roślinności i widoku niebieskiego morza. Jest tu także znak że należy uważać na węże lecz w moim przypadku był to akurat miły dodatek gdyż sam trzymam kilka dusicieli w domu i trenowałem wcześniej z jadowitymi. Byłem tu także w ładnie przygotowanym i wartym każdego manata muzeum, w którym są pokazane postacie z epoki kamienia łupanego podczas codziennych czynności, zwierzęta żyjące na tych terenach oraz broń i narzędzia odnalezione w obszarze petroglyfów. Następnie pojechaliśmy do pobliskiego Roman Grafitti (2km od petroglyfów) lecz niestety ta część nie była ładnie wyeksponowana. Zobaczyłem tu tylko ogromny głaz ogrodzony siatką z wyrytymi rzymskimi inskrypcjami. Jest to najdalej na wschód odnaleziony zabytek tego rodzaju i pochodzi prawdopodobie z I wieku. Potem pojechałem z taksówkarzem do przydrożnej knajpy na herbatę za jedyny 1 manat. Usiedliśmy w cieniu, odpoczywaliśmy a ja też oglądałem ustawione ciężarówki. Następnie pojechaliśmy przez pustynne pustkowie do wulkanów błotnych, co okazało się dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Petroglyfy widziałem już wcześniej w Kirgistanie a świątynie są w każdym kraju lecz wulkany tego rodzaju są bardzo ciekawe nie tylko dla geologów. Jest to sieć bardzo małych wulkanów które wybuchają, bulgoczą i plują beżową masą a na górze unosi się para. Wchodziłem na nie, czekałem na najlepsze wybuchy oraz podziwiałem piękny krajobraz.

Wzgórze Dasgil na którym wulkany się znajdują byłoby pewnie całkowicie zapomiane gdyby nie ten geologiczny fenomem. Poza tym całość leży na pustyni a z wulkanów widać Morze Kaspijskie. Po wszystkim kierowca odwiózł mnie do Qobustanu a stamtąd wsiadłem do autobusu i za jedyne 20 qepik dotarłem w okolice plaży Sixova. Po gorącym, ciężkim i bardzo przygodowym dniu nareszcie popływałem w spokojnym Morzu Kaspijskim. Było bardzo przyjemnie a na początku września morze miało ciągle temperaturę 26°C. Następnie mój powrót do taniego hotelu na Moncin Bazar w Baku też był bardzo interesujący. Z plaży złapałem autostop do nowego, bardzo ładnego meczetu z widokiem na morze oraz pola naftowe Jamesa Bonda. Potem złapałem następny autostop którym dostałem się w okolice Bulvaru i spacerując po raz ostatni po ulicach Starego Miasta w pewien sposób pożegnałem się z piękną stolicą Azerbejdżanu. Następnie autobusem numer 14 wróciłem do hotelu.

Transport z Baku do Quby

Dostanie się na dworzec autobusowy Samaxinka nie było łatwe i zajęło mi trochę czasu lecz udało się. Musiałem tam jechać trzema autobusami zaczynając od stacji Narimanov i udało mi się gdyż ludzie byli pomocni i mówili mi gdzie powinienem wysiąść. Czasem musiałem też trochę przejść ale była to kolejna przygoda transportowa w Baku. Taxi jest niestety drogie. Transport marszrutką z Baku do Quby kosztował 4 manaty i zajął ponad 3h choć czasem może zająć dłużej lub krócej.

Quba

Gdy dotarłem na dziurawy dworzec autobusowy w Qubie rozejrzałem się dookoła i szybko zrozumiałem że miejsce to jest tylko małą, nieciekawą dziurą transportową w drodze do Xinaliq. Poszedłem więc do knajpy, kupiłem winogrona na bazarze i zapytałem jednego z wielu bezrobotnych taksówkarzy jak mogłem się tam dostać. Niestety do Xinaliq nie było taniej marszrutki gdyż nie był to uczęszczany kierunek dlatego droga taksówka była jedyną opcją. Wszyscy mówili że transport tam kosztuje aż 40 manat lecz w końcu znalazł mnie taksówkarz który zaoferował mi cenę 20 manat.

W Qubie byłem oczywiście 2 razy gdyż musiałem tam wrócić w drodze do Baku i korzystając z okazji chciałem zobaczyć i to małe miasteczko. Byłem między innymi w herbaciarni gdzie oprócz tureckiej herbaty podano mi dolmę czyli azerski przysmak zawinięty w liść winogronowy. Do tego herbata i warzywa za jedyne 3 manaty. Potem przeszedłem przez dziurawy, przypominający przytulony przez minę przeciwpiechotną dworzec autobusowy i pokręciłem się trochę po okolicy. Taksówkarze pozowali do zdjęć i chętnie mówili o swoim kiepskim, biednym życiu. Byłem też na wesołym miasteczku które moim zdaniem pomimo paru karuzel w cale nie było tak wesołe. Spotkałem tu 77 letniego dziadka, który powiedział mi że najlepszym okresem w jego życiu było gdy służył w Armii Czerwonej w Murmańsku i uważał że gdyby Związek Radziecki wciaż istniał to on wciąż by się czuł jak 27 latek. Myślę że Quba ma swoją tragiczną stronę i jest to szare, ponure miasto gdzie życie nikogo nie rozpieszcza.

Transport z Quby do Xinaliq

Droga do Xinaliq prowadziła przez piękne górskie widoki, kanion pokryty zielenią oraz widok na rzekę w dole. Im bardzej posuwaliśmy się naprzód tym góry były piękniejsze a otwarte przestrzenie były domem dla pasących się owiec. Klimat stawał się coraz zimniejszy lecz była to dobra zapowiedź mojej nowej, pięknej przygody nieopodal Dagestanu.

Podróż taksówką zajęła około 40 minut. Przypominam że bardzo ważne jest wytargowanie dobrej ceny gdyż taksówkarze wiedzą że do Xinaliq nie jeżdżą autobusy i starają się wyciągnąć ile mogą. Ja zapłaciłem 20 manat lecz była to cena granicząca z cudem. Myślę że 4 osoby w taksówce powinny zapłacić maksymalnie 40 manat za kurs w jedną stronę a spowrotem można spróbować autostopu w pojedynkę. Taksówkarze będą także udawać że nie wiedzą o nowej drodze do Xinaliq i dlatego będą opowiadać bajki o nierównej trasie i większym zużyciu benzyny.

Xinaliq (Khinalug)

Xinaliq jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej atrakcyjnych turystycznie miejsc w Azerbejdżanie. Jest to górska perła Kaukazu, która sięga historią do 5000 lat wstecz a sama wioska jest najwyżej położoną w Azerbejdżanie i jedną z najbardziej odosobnioną i najwyżej położoną w całym Kaukazie. Ludzie zamieszujący Xinaliq mówią swoim własnym językiem „khinalug” choć mówią także po azersku i po rosyjsku. Wioska Xinaliq jest urocza a rozległe tereny z któregokolwiek wierzchołku gwarantują wspaniałe widoki na Kaukaz. Wieś natomiast jest zbudowana z kamienia w taki sposób że wydaje się że jeden dom jest zbudowany na drugim. Byłem tu między innymi w muzeum lecz największą przyjemność sprawił mi spacr po wąskich alejach wsi na wszystkich jej poziomach. Raz usiadłem też na dworzu a miejscowe kobiety poczęstowały mnie herbatą i oczywiście odbyliśmy rozmowę. Widziałem ludzi przy ich codziennych zajęciach jak podkuwanie konia, karmienie kaczek oraz ośli transport. Wieczorem pomimo ciemnej nocy i zimna Xinaliq było jak najbardziej żywe. Ludzie mieli imprezę w świetlicy a dzieci były bardzo zainteresowane jedynym turystą we wsi i chciały oglądać moje zdjęcia.

Gdy przyjechałem do Xinaliq nie miałem się gdzie zatrzymać gdyż nie ma tam oficjalnego hotelu. Niektórzy miejscowi chcieli 25 manat za zakwaterowanie z posiłkami lecz jeden gospodarz pozwolił mi u siebie zostać za jedyne 5 manat a następnego dnia kobiety dały mi jeszcze coś do przekąszenia. Na pożegnanie oprócz pieniędzy kupiłem dzieciom słodycze. Przez dwa pełne dni włóczyłem się po Xinaliq oraz jego okolicy. Wdrapałem się na parę gór, obserwowałem wiejskie życie oraz wspaniałe zielone doliny i rzekę w kanionie. Interesujące były też dla mnie pasące się owce i osły koło rzeki choć byłem też świadkiem jak pasterze załadowywali barany na piętrowy wóz i jak je ładnie do tego przekonywali swoimi batami. To także mi się bardzo podobało. Generalnie cały mój pobyt w Xinaliq i jego okolicach uważam za udany i polecam zarówno historyczną wioskę i jego ludzi jak i malownicze widoki dookoła. Uważam że Xinaliq jest obowiązkowym elementem podróży po Azerbejdżanie.

Transport z Xinaliq do Baku

Najtrudniejszą częścią mojego transportu był oczywiście odcinek z Xinaliq do Quby. Najpierw musiałem przejść kawałek a potem udało mi się złapać autostop na jedyne 3km. Tu niestety zaczął padać deszcz i całe szczęście że miałem się pod czym schować. Nie było jednak łatwo gdyż stałem w deszczu na silnym wietrze około godziny aż w końcu zatrzymał się 30 letni Uaz który podwiózł mnie następne 30km. Za tę część podróży musiałem jednak zapłacić 5 manat i gdy myślę o tym teraz to uważam że i tak miałem ogromne szczęście że miałem taki wybór. Na odcinku Quba – Xinaliq nie ma formalnego transportu a pogoda jest zmienna i jest to odcinek bardzo wyludniony. Ostatnie 7-10km przejechałem starym Moskviczem za darmo. Po dostaniu się na dworzec w Qubie pochodziłem jeszcze po mieście parę godzin a potem pojechałem marszrutką z centrum miasta na inny dworzec, po drodze oczywiście mijając kolejny pomnik Heydara Aliyeva. Tutaj wsiadłem do autobusu który w Polsce zrobiłby furrorę wśród miłośników starych gratów, którym ja także jestem. Za 3h jazdy zapłaciłem 4 manaty.

Transport z Baku do granicy z Gruzją

Jazda dobrym autobusem minęła przyjemnie. Zapłaciłem 10 manat za 10h jazdy choć na tej trasie kierowcy oszukują gdyż jedna dziewczyna zapłaciła 12 manat. Bardzo ważne jest jednak aby dobrze zaplanować podróż z granicy w Krasny Most. Są stąd autobusy jadące wprost do Tbilisi, lub do Marneuli lub do granicy gruzińsko – ormiańskiej.

Podsumowanie Azerbejdżanu

Azerbejdżan okazał się moją kolejną interesującą przygodą i doceniam fakt że byłem w stanie się tam dostać. Z uwagi na trudność z dostaniem wizy oraz jego wysoką cenę nie każdy podejmuje ten wysiłek lecz zapewniam że jest warto. Kraj broni się przed masową turystyką co sprawia że jest jeszcze ciekawszy. Oprócz pięknego miasta Baku oraz interesujących okolic Qobustanu najbardziej podobały mi się górskie tereny w pobliżu Lahic oraz oczywiście Xinaliq, choć zapewniam że w tak egzotycznym na swój sposób kraju jak Azerbejdżan wszystko dookoła, zaczynając na kulturze i dobrym podejściu ludzi do turystów na pewno będzie pamiątką na całe życie. Zdecydowanie polecam Azerbejdżan.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan