Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Facebook Twitter YouTube Twitter
Facebook Twitter YouTube Twitter
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Kanał YouTube

Polecam mój pełen przygód kanał YouTube

Przekaż darowiznę

Jeśli lubisz stronę Kompas i chciałbyś wesprzeć ten projekt, przekaż darowiznę naciskając na poniższy guzik.

 

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Szpieg – book

TECHNOLOGICZNE WIĘZIENIE ZE SZKLANYMI ŚCIANAMI

Moje konto było wielokrotnie blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę definiuje jako „mowę nienawiści”, a zdrowy rozsądek jako „dyskryminację”. Zdarzyło się nawet, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, ponieważ był zbyt konserwatywny - czyli nie spełniał „standardów społecznościowych” Facebooka.

Ponadto Facebook regularnie usuwa „polubienia” z prawicowych stron internetowych i obniża je w wynikach wyszukiwania. Facebook teoretycznie „pozwala” na promowanie artykułów krytykujących propagandę homoseksualną i politykę antyimigrancką, ale jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin na takich wpisach jest zamrażana.

Najlepiej znane agencje wywiadowcze na świecie to: CIA, FBI, MI5, MOSSAD, KGB ..... oraz Google i Facebook. Zakładając konto na Facebooku sam zakładasz sobie kartotekę na policji!

Dobrze się zastanów zanim podasz informacje o sobie na tym ważnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach, gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać „wrogów rewolucji”, skoro istnieje urządzenie, dzięki któremu ludzie chętnie mówią co zrobili, oraz nawet co zrobią. Facebook wie z kim jesteś połączony, a jeśli jesteś naprawdę naiwny to zna też twoją rodzinę i numer rejestracyjny twojego samochodu. Dla tajnych służb Facebook jest spełnieniem marzeń.

Facebook to kopalnia, która wydobywa informacje o tobie zamiast węgla, i zarabia na twojej prywatności. Naprawdę nie ma już prywatności, a technologia staje się coraz bardziej niebezpieczna. Jak potwierdza milczenie w tej sprawie założyciela Facebooka, myślę że nawet jeśli usuniesz swoje konto FB, informacje o tobie pozostaną z nimi na zawsze.

Tym, którzy wątpią w „wolność słowa”, radzę nauczyć się, jak fałszować swój adres IP. Pierwszą zasadą jest to, że adres IP nie podróżuje z użytkownikiem, choć istnieją też inne sposoby. Jeśli ktoś jest „nietolerancyjnym rasistą” i chce napisać na FB, że: Anglicy są biali i tylko biali, że nie chce przekształcić Big Bena na minaret, lub że odbyt został zaprojektowany tylko do celów toaletowych, to lepiej zamieszczać takie komentarze poza swoim adresem, gdyż inaczej, jak czytałem: „dzielni mężczyźni w mundurach policyjnych nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta, który promuje ekstremistyczny materiał”. Nawiasem mówiąc, nie jest to komunizm, ale „postępowa demokracja”.

Ponadto Facebook ma uzależniać. Szablon szybko przykuwa uwagę, pozwala ludziom narzekać na sprawy społeczne i polityczne, a ci którzy czują się samotni, mają własne społeczności na FB, co sprawia że nie czują się już tak samotni. Użytkownicy są nagradzani i karani, dlatego starają się zaprezentować jak najlepiej w oczach swoich społeczności. Nieświadomie otwierają drzwi policji, tajnym służbom i zagranicznym konsulatom wydającym wizy. FB i inne portale społecznościowe promują fałszywy, ulepszony obraz własnej rzeczywistości, za który użytkownicy chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość- na platformach społecznościowych.

Nie próbuj promować ulepszonego wizerunku samego siebie w Internecie, ponieważ gonisz nierealny sen, który może stać się strasznym ciosem psychicznym podczas pierwszego brutalnego kontaktu z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę ci nuczyć się pracy manualnej, która rozwija myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), abyśmy nie mieli pokolenia idiotów, których cały świat kończy się na głupimi selfie i polubieniami na Facebooku.

Twitter to kolejna marksistowska platforma prowadzona przez marksistowskie śmieci; i dlatego moje konto na Twitterze zostało już zawieszone. Zasadniczo na Twitterze, kościół i biali ludzie mogą być obrażani do woli, ale z drugiej strony krytyka ruchów homoseksualnych i antyliberalne, nieglobalistyczne poglądy prowadzą do zawieszenia konta. Zauważyłem również, że zwłaszcza cytaty z Biblii na Twitterze są jak sól w oku.

Jeśli chodzi o kobiety, radzę im nauczyć się piec ciasta dla swoich mężów, zamiast napinać dupy na Instagramie. Media społecznościowe są również przeznaczone do odseparowania ludzi od prawdziwego społeczeństwa, ponieważ osoby, których uwagę stale przykuwają tablety, smartfony i komputery, nie mają czasu na interakcję z prawdziwymi ludźmi.

"Ludzie pokochają otaczającą ich przemoc, zaczną wielbić technologie, które pozbawią ich wolności myślenia.”

— Aldous Huxley

Wyrzuć smartfona, i używaj tanich tandetnych telefonów bez dostepu do internetu, a razem z nimi używaj tymczasowych kart SIM. Po tygodniu lub dwóch spal je i kontaktuj się przez następną jednorazową tandetę. Będziesz bezpieczniejszy i zachowasz większą prywatność od ciągle podążających za Tobą uczu Wielkiego Brata. Gdyby kilka milionów osób tak zrobiło, smartfony byłyby darmowe, pod warunkiem długich kontraktów i podłączenia pod internet. Przestań marnować życie na naciskaniu guzików na smartfonie, których nawet do końca nie rozumiesz, i które zawładnęły już twoją wolnością. Zamiast tego porozmawiaj z żywym człowiekiem, mniej kontakt z przyrodą, a telefon może być tak prymitywny jak to tylko możliwe.


Uzależnienie od telefonu to wg mnie groźna choroba cywilizacyjna

„Wolność słowa” w mediach społecznościowych nie jest wolna, prywatność jest jak złoty pył, i oficjalnie nie jest to ani komunizm, ani cenzura, ale „postępowa demokracja" polegająca na inwiligacji totalnej - poprzez kreowanie przyjemnego i zaawansowanego technicznie obozu koncentracyjnego ze szklanymi ścianami!

"Nie wierz w nic co słyszysz, i tylko w połowę tego co widzisz."

- Edgar Allan Poe

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Wycieczka wizowa do Birmy 2011

Napisał: Marcin Malik

Wycieczka wizowa do Birmy 2011 – relacja

(Obszerny reportaż z mojej podróży po Birmie znajduje się tutaj).

Po co organizować wycieczki wizowe

Wycieczki wizowe są starym i sprawdzonym sposobem na przedłużenie pobytu w Tajlandii. Jeśli akurat jesteśmy w centralnej lub południowej Tajlandii, wtedy najpopularniejszymi krajami są tu Laos i Malezja. Jednak gdy jesteśmy na północy, w okolicy Złotego Trójkąta i akurat kończy nam się tajska wiza, wtedy niezawodnym krajem jest Birma. Tak na przykład, za przedłużenie tajskiej wizy w urzędzie imigracyjnym na terytorium Tajlandii trzeba zapłacić aż 1900 bhat. Zależnie od trasy naszej wyprawy nie zawsze się to opłaca gdyż rząd birmański na przejściu w Tachileik pobiera tylko 500 bhat a powrót do Tajlandii po nową, dwutogodniową w tym wypadku wizę, jest darmowy.

Zawsze planuję swoje dłuższe wyprawy w taki sposób aby wykorzystać miejscowy system i nie przepłacać za wizy i transport bez potrzeby.

Miasteczko Tachileik (Stan Shan)

(Dokładny opis miasteczka, świątyń, kontaktów z ludźmi i cen)

Już od 60 dni podróżowałem nieprzerwanie po całej Tajlandii i zdawałem sobie sprawę, że będę potrzebował przynajmniej jeszcze jednego tygodnia. W tym czasie byłem właśnie na terenie Złotego Trójkąta i dojechałem do miasteczka granicznego o nazwie Mae Sai gdzie znajduje się granica z Birmą. Był to więc najwygodniejszy i najtańszy sposób na przedłużenie tajskiej wizy.

W Tachileik dostałem zezwolenie na pobyt tylko w tym jednym birmańskim miasteczku za jedyne 500 bhat. Dwa miesiące wcześniej podróżowałem po Birmie przez niecały miesiąc lecz mimo to nie czułem, że miałem dość tego kraju. Mimo, że Birmę znam lepiej niż większość Birmańczyków, Tachileik było dla mnie nieco innym doświadczeniem. Po wejściu na teren Myanmar najpierw przeszedłem na prawą stronę ulicy a potem uderzyła we mnie ogromna różnica pomiędzy Birmą a Tajlandią. Dookoła ronda z napisem „Tachileik, miasto Złotego Trójkąta” roztaczał się widok na bardzo ubogie, brudne domy, ruch uliczny składający się z tragicznych samochodów i rykszy oraz na stragany owocowe. Chciałbym tu powiedzieć, że ulice były dziurawe ale w Tachileik jest to coś więcej. Tutaj części asfaltu były wyrwane z ulicy. Na domiar tego akurat była powódź więc niższa część miasta zaraz przy granicy była zalana. Przyznam, że dla mnie był to „chleb powszedni moich wypraw” lecz moja towarzyszka podróży, potrzebowała więcej czasu na adaptację i była trochę nerwowa. Poza tym zaraz po przekroczeniu granicy zatrzymali nas rzebracy oraz autorykszarze, którzy za 500 bhat chcieli nam pokazać świątynie. My jednak poszliśmy na poszukiwanie hotelu i po niedługim czasie dotarliśmy do najtańszego w okolicy czyli Erewan hotel za 300 bhat za noc. Niestety Tachileik choć jest w Birmie, ceny są tajskie i za wszystko trzeba płacić w bhatach co jest dla turysty bardzo niekorzystne. Nasza droga do hotelu była krótka lecz ciężka gdyż upał, hałas pojazdów i przenikający syf z ulicy dawał nieźle w kość. Dostrzegłem też, że ludzie się na nas gapili gdyż nie często Biali spacerują tu sami. Zazwyczaj tylko przekraczają granicę i widok nędzy tak wprawia ich w strach, że od razu wracają do Tajlandii. Jednak nie ja, Tachileik w Birmie to mój żywioł.

Po zakwaterowaniu wyszliśmy aby zobaczyć główne atrakcje i rozejrzeć się po miasteczku. Najpierw przeszliśmy bocznymi, dziurawymi ulicami gdzie w jednym z baraków był między innymi salon fryzjerski a w innym pijalnia herbaty. Po chwili doszliśmy do świątyni Mahabodi, która okazała się kolejnym dobrym doświadczeniem. Spośród bananowców i palm wyłonił się złoty i czerwony, spiczasty dach, podobny do architektury, którą widziałem dwa miesiące wcześniej w Mandalay. W środku natomiast znajdowało się oblicze Buddy oraz kilka malunków co jest typowe dla świątyń w Birmie. Obok był też ładny dom otoczony zielenią gdzie mieszkali mnisi oraz szkoła dla młodych mnichów. Posiedzieliśmy tu około dwóch godzin gdyż było cicho i spokojnie a do tego przywieźli nam jeszcze owoce. Świątynia Mahabodi to bardzo relaksujące, ładne miejsce wśród zieleni gdzie można odpocząć i uciec przed upałem, siedząc pod palmami.

Potem poszliśmy do osadzonej na górze świątyni Shwedagon, która jest niewątpliwie największą atrakcją Tachileik. Ta świątynia nie jest aż tak ogromna i bogato zdobiona jak Shwedagon w Yangon ale też jest to bardzo przyjemne miejsce. Przechodząc przez wejście „pilnowane” przez kolorowe, kamienne lwy zmierzaliśmy do placu na którym stała ogromna złota pagoda. Przy wejściu dostaliśmy wielki parasol abyśmy mogli się skryć przed słońcem a potem obeszliśmy pagodę dookoła. Po drodze widzieliśmy między innymi dzwon z zabawnymi rzeźbami dwóch grubych postaci oraz kaplicę z leżącym Buddą. Obok był też bazar gdzie za grosze kupiłem wachlarz z drzewa sandałowego dla mamy i korale dla przyjaciółki. Kupiliśmy też pocztówki ale niestety nie udało nam się ich wysłać z Birmy gdyż poczta była zalana, dlatego wysłaliśmy je parę dni później z Tajlandii. Pagoda Swedagon oferuje także  panoramiczne widoki na okolicę.

Potem poszliśmy na posiłek i po raz kolejny doceniłem birmańską obsługę. Za jedyne 40 baht dostałem duży talerz smażonego ryżu z warzywami i kurczakiem oraz zieloną herbatę za darmo. W Tajlandii natomiast posiłki są małe i każda jedna rzecz ma swoją cenę. Przez cały dzień chodziliśmy po Tachileik i zauważyłem, że tutaj mieliśmy o wiele lepszą interakcję z ludźmi niż w Tajlandii. Dzieje się tak ponieważ w Tajlandii jest mnóstwo Białych i dlatego o nich się nie dba a jedynie robi z nimi interes, natomiast w Birmie czułem, że ludzie ciągle jeszcze uśmiechali się do mnie a nie tylko do moich pieniędzy. Przez resztę dnia chodziliśmy po brudnych, dziurawych ulicach nawiązując zawsze dobry kontakt z Birmańczykami a wieczorem usiedliśmy w herbaciarni na małych krzesełkach i oglądaliśmy mecz.

Następnego dnia zjedliśmy śniadanie blisko granicy gdzie ludzie sączyli herbatę z mlekiem i oglądali amerykański wrestling. Życie płynęło nam spokojnie i było pięknie, dlatego że Birma po raz kolejny w mojej podróżniczej karierze okazała się wspaniałym krajem. Później już tylko wróciliśmy do Tajlandii aby na granicy dostać nowe 2-tygodniowe wizy.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan