Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Facebook Twitter YouTube Twitter
Facebook Twitter YouTube Twitter
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Kanał YouTube

Polecam mój pełen przygód kanał YouTube

Przekaż darowiznę

Jeśli lubisz stronę Kompas i chciałbyś wesprzeć ten projekt, przekaż darowiznę naciskając na poniższy guzik.

 

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Szpieg – book

TECHNOLOGICZNE WIĘZIENIE ZE SZKLANYMI ŚCIANAMI

Moje konto było wielokrotnie blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę definiuje jako „mowę nienawiści”, a zdrowy rozsądek jako „dyskryminację”. Zdarzyło się nawet, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, ponieważ był zbyt konserwatywny - czyli nie spełniał „standardów społecznościowych” Facebooka.

Ponadto Facebook regularnie usuwa „polubienia” z prawicowych stron internetowych i obniża je w wynikach wyszukiwania. Facebook teoretycznie „pozwala” na promowanie artykułów krytykujących propagandę homoseksualną i politykę antyimigrancką, ale jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin na takich wpisach jest zamrażana.

Najlepiej znane agencje wywiadowcze na świecie to: CIA, FBI, MI5, MOSSAD, KGB ..... oraz Google i Facebook. Zakładając konto na Facebooku sam zakładasz sobie kartotekę na policji!

Dobrze się zastanów zanim podasz informacje o sobie na tym ważnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach, gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać „wrogów rewolucji”, skoro istnieje urządzenie, dzięki któremu ludzie chętnie mówią co zrobili, oraz nawet co zrobią. Facebook wie z kim jesteś połączony, a jeśli jesteś naprawdę naiwny to zna też twoją rodzinę i numer rejestracyjny twojego samochodu. Dla tajnych służb Facebook jest spełnieniem marzeń.

Facebook to kopalnia, która wydobywa informacje o tobie zamiast węgla, i zarabia na twojej prywatności. Naprawdę nie ma już prywatności, a technologia staje się coraz bardziej niebezpieczna. Jak potwierdza milczenie w tej sprawie założyciela Facebooka, myślę że nawet jeśli usuniesz swoje konto FB, informacje o tobie pozostaną z nimi na zawsze.

Tym, którzy wątpią w „wolność słowa”, radzę nauczyć się, jak fałszować swój adres IP. Pierwszą zasadą jest to, że adres IP nie podróżuje z użytkownikiem, choć istnieją też inne sposoby. Jeśli ktoś jest „nietolerancyjnym rasistą” i chce napisać na FB, że: Anglicy są biali i tylko biali, że nie chce przekształcić Big Bena na minaret, lub że odbyt został zaprojektowany tylko do celów toaletowych, to lepiej zamieszczać takie komentarze poza swoim adresem, gdyż inaczej, jak czytałem: „dzielni mężczyźni w mundurach policyjnych nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta, który promuje ekstremistyczny materiał”. Nawiasem mówiąc, nie jest to komunizm, ale „postępowa demokracja”.

Ponadto Facebook ma uzależniać. Szablon szybko przykuwa uwagę, pozwala ludziom narzekać na sprawy społeczne i polityczne, a ci którzy czują się samotni, mają własne społeczności na FB, co sprawia że nie czują się już tak samotni. Użytkownicy są nagradzani i karani, dlatego starają się zaprezentować jak najlepiej w oczach swoich społeczności. Nieświadomie otwierają drzwi policji, tajnym służbom i zagranicznym konsulatom wydającym wizy. FB i inne portale społecznościowe promują fałszywy, ulepszony obraz własnej rzeczywistości, za który użytkownicy chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość- na platformach społecznościowych.

Nie próbuj promować ulepszonego wizerunku samego siebie w Internecie, ponieważ gonisz nierealny sen, który może stać się strasznym ciosem psychicznym podczas pierwszego brutalnego kontaktu z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę ci nuczyć się pracy manualnej, która rozwija myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), abyśmy nie mieli pokolenia idiotów, których cały świat kończy się na głupimi selfie i polubieniami na Facebooku.

Twitter to kolejna marksistowska platforma prowadzona przez marksistowskie śmieci; i dlatego moje konto na Twitterze zostało już zawieszone. Zasadniczo na Twitterze, kościół i biali ludzie mogą być obrażani do woli, ale z drugiej strony krytyka ruchów homoseksualnych i antyliberalne, nieglobalistyczne poglądy prowadzą do zawieszenia konta. Zauważyłem również, że zwłaszcza cytaty z Biblii na Twitterze są jak sól w oku.

Jeśli chodzi o kobiety, radzę im nauczyć się piec ciasta dla swoich mężów, zamiast napinać dupy na Instagramie. Media społecznościowe są również przeznaczone do odseparowania ludzi od prawdziwego społeczeństwa, ponieważ osoby, których uwagę stale przykuwają tablety, smartfony i komputery, nie mają czasu na interakcję z prawdziwymi ludźmi.

"Ludzie pokochają otaczającą ich przemoc, zaczną wielbić technologie, które pozbawią ich wolności myślenia.”

— Aldous Huxley

Wyrzuć smartfona, i używaj tanich tandetnych telefonów bez dostepu do internetu, a razem z nimi używaj tymczasowych kart SIM. Po tygodniu lub dwóch spal je i kontaktuj się przez następną jednorazową tandetę. Będziesz bezpieczniejszy i zachowasz większą prywatność od ciągle podążających za Tobą uczu Wielkiego Brata. Gdyby kilka milionów osób tak zrobiło, smartfony byłyby darmowe, pod warunkiem długich kontraktów i podłączenia pod internet. Przestań marnować życie na naciskaniu guzików na smartfonie, których nawet do końca nie rozumiesz, i które zawładnęły już twoją wolnością. Zamiast tego porozmawiaj z żywym człowiekiem, mniej kontakt z przyrodą, a telefon może być tak prymitywny jak to tylko możliwe.


Uzależnienie od telefonu to wg mnie groźna choroba cywilizacyjna

„Wolność słowa” w mediach społecznościowych nie jest wolna, prywatność jest jak złoty pył, i oficjalnie nie jest to ani komunizm, ani cenzura, ale „postępowa demokracja" polegająca na inwiligacji totalnej - poprzez kreowanie przyjemnego i zaawansowanego technicznie obozu koncentracyjnego ze szklanymi ścianami!

"Nie wierz w nic co słyszysz, i tylko w połowę tego co widzisz."

- Edgar Allan Poe

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Wycieczka do Dubaju 2006

Napisał: Marcin Malik

Zjednoczone Emiraty Arabskie 2006 – relacja z podróży

Przebieg podróży: Stary Dubaj – Nowy Dubaj.

Stary Dubaj

Pierwszą rzeczą, która we mnie uderzyła gdy dotarłem do Emiratów był upał jakiego nigdy jeszcze nie doświadczyłem. Był to suchy żar, który towarzyszył mi przez cały czas i było ciężko oddychać, a przecież była już połowa sierpnia. Jak potem się okazało, nawet woda w morzu była stanowczo za ciepła, dlatego najlepszą porą na spacery jest wieczór. Druga rzecz, której nie dawało się pominąć to otaczająca mnie egzotyka. Wszędzie wyrastały wysokie, masywne palmy, których cień był prawdziwym błogosławieństwem.

Swoją wielką walizkę zostawiłem na lotnisku, ze sobą wziąłem tylko plecak z kąpielówkami i ręcznikiem, i pojechałem lokalnym autobusem do starej części Dubaju. Jazda była krótka i całe szczęście, że autobus był klimatyzowany-pomimo, że przejazd kosztował tylko cztery dirhamy. Wysiadłem w starej części miasta, czyli w tej, która nigdy nie jest pokazywana na pocztówkach. Było tu biednie, ludzie mieszkali w obskurnych budynkach a warunki sanitarne i czystość w “restauracjach” była taka jakby sanepid nie istniał w tym kraju. Jednak w tej części zetknąłem się z prawdziwym życiem przeciętnych ludzi pracy, czyli z imigrantami z Pakistanu, Bangladeszu i wielu innych krajów. Zawsze wszyscy chętnie mi pomagali, jeśli czegoś nie rozumiałem. Potem chodziłem też sam nocą po starej części miasta i choć byłem tu jedynym białym człowiekiem pośród muzułmanów ze swoim tandetnym towarem, zawsze czułem się bezpiecznie. Tego ranka poszedłem też zobaczyć jeden mosk ale nie pozwolono mi wejść gdyż na czas modłów był dla mnie zamknięty. Dubaj jest pełen mosków, gdzie od czasu do czasu słychać głośne modły, co na tle palm, brodatych muzułmanów i w tym piekielnym upale, sprawiło, że byłem wykończony. Wszedłem więc na chwilę do sklepu z materiałami i dywanami gdzie była oczywiście klimatyzacja i od razu poczułem się lepiej. Zastanawiałem się też, gdzie spędzę noc. Zadzwoniłem do kilku najtańszych hoteli ale te były pełne a inne były tak drogie, że darowałem sobie. Miałem więc nadzieję, że uda mi się zaoszczędzić i tę noc spędzę na plaży koło sławnego hotelu w kształcie wind surfingu, czyli Burj-Al-Arab. Spacerowałem dalej, zatrzymując się w cieniu palm przy fontannach i popijając wodę. Zaczynało też do mnie docierać, że szybko musiałem dotrzeć na plażę gdyż bardzo chciałem się już wykąpać. Doszedłem do Kreek czyli portu w starym Dubaju gdzie naganiacz namówił mnie na przedostanie się na drugi brzeg, na swym cuchnącym ropą statku. Było bardzo gorąco i klimat ten na prawdę dawał mi w kość. Rejs był bardzo pouczający gdyż mogłem obejrzeć zabudowę Dubaju na dłuższym odcinku a po drodze miałem też do towarzystwa nieogolonego i śmierdzącego potem pasażera. Był to prawdziwy luksus gdyż płynęliśmy tylko w trójkę. Niedaleko mnie przepływał taki sam statek i też cuchnący ropą lecz wypchany po brzegi. Taksówki wodne w tym miejscu wożą do pracy tanią siłę roboczą z Pakistanu, Bangladeszu, Indii, Iranu, Jemenu i wielu innych krajów. Na widok białego człowieka, pomimo morderczego upału wszyscy krzyknęli „hello”,więc ja też. Po dopłynięciu do brzegu znowu wszedłem do klimatyzowanego sklepu a potem znowu ruszyłem w drogę. Zauważyłem też, (choć mogę się mylić) że od kobiet przewoźnicy nie brali pieniędzy.

Przed hotelem Burj al-Arab w Dubaju.

Korzystałem z otaczającej mnie egzotyki, objadając się owocami oraz pijąc napoje owocowe ze zmiażdżonym lodem. Była to chwila wytchnienia, tym bardziej że wszystkie knajpy są klimatyzowane. Stamtąd dotarłem do dworca autobusowego, który zawiózł mnie do nowej części Dubaju, lecz o moich wrażeniach z tego miejsca opowiem w osobnym rozdziale.

Nowa (bogata) i Stara (biedna) część Dubaju są położone daleko od siebie, chyba po to aby turyści widzieli tylko to za co płacą najwięcej i gdzie będą się czuli bezpiecznie. Stara część i tak jest bezpieczna lecz na pewno działa na wyobraźnię po zmroku. Dla mnie bogata część była ładna, ale bez uczucia przygody. W starej (biednej) części miasta usiadłem w jednej z brudnych, arabskich knajp gdzie mężczyźni zmęczeni po pracy jedli kebaby. Ja piłem mleko prosto z kokosa a potem sam zrobiłem kebaba dla kogoś. Grała głośna, arabska muzyka, aż włos się jeżył na głowie, a atmosfera tego miejsca, gdzie stado brudnych arabów wcina mięso była niepowtarzalna. Czułem się tam super, zupełnie co innego niż w dzielnicy dla turystów. Mam już spore doświadczenie w tego typu miejscach choć przewinąłem się przez znacznie gorsze. Poszedłem też na lody do klimatyzowanego baru gdzie obejrzałem program w telewizji, nie mając pojęcia na co się gapiłem. Tego dnia czułem, że słońce mnie wykończyło i musiałem coś ze sobą zrobić na noc. Pojechałem więc autobusem na plażę, rozłożyłem ręcznik i szybko zasnąłem. Miałem akurat szczęście gdyż nie tej nocy nie natrafiłem na patrol policyjny.

Stary Dubaj był najlepszy i wszystkim szczerze polecam lecz nie radzę się ekscytować super okazjami i obniżkami, proponowanymi przez ulicznych handlarzy. Wszystko jest podrabiane o czym świadczą ceny. Na przykład „oryginalny” zegarek Casio G-Shock można kupić za jedyne 5 funtów, choć przyciski nie działają. Są też „oryginalne” sprzęty grające, jeansy, złoto, diamenty i adidasy najlepszych firm, a wszystko tylko po 10% wartości. W Starym Dubaju radzę się opanować z zakupami i ograniczyć tylko do jedzenia, gdyż tylko to jest tu prawdziwe i bardzo dobre.

Nowy Dubaj

Nazajutrz obudziłem się na plaży gdzieś w Dubaju. Spałbym dłużej ale słońce skutecznie mi to udaremniło. Szybko odświeżyłem się we wspaniałych wodach Zatoki Perskiej a potem ruszyłem na „podbój” miasta. Woda była wyjątkowa, zachwycająca. Było długie, płytkie wejście a morze było bardzo ciepłe, przezroczyste i wręcz stojące w miejscu.

Oczywiście pierwszą rzeczą, którą chciałem zobaczyć tego dnia był słynny hotel na wyspie w kształcie żagla do windsurfingu, czyli Burj Al-Arab. Znowu wziąłem klimatyzowany autobus i wkrótce dotarłem na miejsce. Rzeczywiście hotel był piękny. Jest to symbol Dubaju i prawdziwy pomnik pieniądza. Chciałem wejść na jego teren lecz niestety nie wpuszczono mnie do środka. Burj Al-Arab jest jedynym siedmio gwiazdkowym hotelem, mającym 321m wys.

Położony jest na sztucznym cyplu ulokowanym 280m od brzegu i jest także najwyższym budynkiem hotelowym choć nie jest to najwyżej umieszczony hotel. Znajdują się tu same apartamenty gdzie ceny za jedną noc osiągają nawet do 35000 USD. Z tego co wiem, znajduje się tu także żywa rafa koralowa położona na przestrzeni kilku pięter, lądowisko dla helikopterów i wiele innych, zapierających dech w piersiach rzeczy. W najdroższych apartamentach niektóre elementy są wykonane ze złota. Jak widać jest to raj dla milionerów, którzy nie liczą się z pieniędzmi. Ja tylko kąpałem się koło plaży Jumeirah, z której było bardzo dobrze widać ten piękny, nadzwyczajny budynek, w nocy mieniący się wieloma kolorami. Woda była jak zwykle ciepła i było wspaniale lecz przeżywałem męki po wyjściu na plażę gdyż piasek był tak gorący. Potem przyszedłem tu jeszcze po zmroku aby zmyć z siebie pot całego dnia gdyż upał był bardzo dokuczliwy. Wtedy dopiero na plażę Jumeirah zaczęli przychodzić ludzie gdyż pod osłoną nocy było już lżej. Niedaleko stał także inny znany hotel, zbudowany w kształcie morskiej fali, czyli Jumeirah Beach. Jest to kolejny eksluzywny hotel w Dubaju, choć kształtem nie dorównuje Burj Al-Arab. Koło plaży Jumeirah był także park wodny Wild Wadi, oferujący niezapomniane atrakcje, lecz musiałem wziąć pod uwagę, że na zewnątrz było prawie plus 50 stopni a i tak już czułem się za bardzo opieczony. Po wyjściu z plaży i po obejrzeniu hoteli (niestety tylko z zewnątrz) poszedłem na przystanek autobusowy gdzie prażąc się jak na patelni, obserwowałem otoczenie. Widziałem jak budowano trawniki i jak biedni imigranci z subkontynentu indyjskiego i innych krajów peninsuli arabskiej, pracowali ponad siły w piekielnym upale. Pod każdym trawnikiem znajdował się wąż wodny z dziurkami do nawadniania, gdyż Dubaj jest budowany na pustyni.

W końcu doczekałem się zbawiennego, klimatyzowanego autobusu i w towarzystwie biednych uchodźców dojechałem do kolejnej wielkiej atrakcji czyli centrum handlowego, Mall of the Emiratem. Tym razem wpuścili mnie do środka gdzie mogłem sobie trochę pooddychać gdyż klimatyzacja była wspaniała. W drodze zauważyłem, że obywatele Emiratów zawsze ubierają się w białe, tradycyjne, arabskie koszule i nakrycie głowy a arabki mają suknie i nakrycia głowy wg. islamskiej etykiety. Jednak ich stroje były pięknie skrojone i uszyte z materiału o wysokiej jakości. Oprócz tego jeździli luksusowymi samochodami, wręcz „kapiącymi” bogactwem. Myślę, że widziałem kilka Rolls Roysów z delikatnym, skórzanym obiciem w środku. Natomiast imigranci byli wiecznie zmęczeni, ubrani biednie i jeździli autobusami. To są właśnie dwie strony Dubaju, które rzucają się tu w oczy. Wracając do centrum handlowego, było wielkie, eleganckie i znajdowała się tu góra narciarska z wyciągami i ze sztucznym śniegiem. Wyglądało to na prawdę imponująco, biorąc pod uwagę, że można było pojeździć na nartach na bliskim wschodzie. Na zewnątrz „żar wręcz lał się z nieba” a w środku były stoki narciarskie i aż pięć różnych tras, o długości do 400m, gdzie panowała temperatura -1/-2 stopnie. W Dubaju widać bardzo dobrze, że za pieniądze można wszystko.

W tym samym centrum handlowym zaprosiłem się na wspaniałą kuchnię arabską w jednej z lepszych restauracji, i co dziwne nie było bardzo drogo. Jedzenie było wspaniałe a obsłużyli mnie ze wszystkimi honorami. Jedząc miałem dobry punkt obserwacyjny co także było dobrym doświadczeniem. Zauważyłem, że zwłaszcza bogate arabki są bardzo dumne i wyniosłe i bardzo lubią paradować po najdroższych sklepach, pokazując swą biżuterię i na pozór skromne lecz podkreślające jednak kształty ciała stroje. Oczywiście wszystko w granicach praw islamu. Widziałem też, że kilka się do mnie zalotnie uśmiechało, co jest przecież sprzeczne z ich religią. Byłem także świadkiem gdy jeden Arab odziany w swą tradycyjną „pidżamę” przyszedł na kolację ze swoimi dwiema żonami i pięciorgiem dzieci. Mimo że bogaci, żarli łapami i rzucali się na jedzenie. Założę się, że wydał na ten obiad fortunę. Po wyjściu z centrum handlowego od razu uderzył we mnie upał i dlatego tym razem darowałem sobie autobus. Za jedyne 5 dirhamów pojechałem ponownie na plażę Jumeirah i znowu kąpałem się w pięknym, przezroczystym, ciepłym morzu, pijąc świeże soki owocowe. Miałem za sobą palmy i ten niepowtarzalny hotel, ktory mienił się w nocy różnymi kolorami. Zauważyłem też, że jedna rzecz, która jest tu na prawdę tania to taksówki gdyż benzyny nie trzeba tu przecież importować.

Przygody na lotnisku

Bardzo nietypowe jest to, że w Dubaju nie mieszkałem w żadnym hotelu. Godziny przylotu i odlotu ułożyły się z moim przespaniem się na plaży i w ten sposób byłem tu pełne dwa dni. Mogłem zostać dłużej ale czułem się wykończony upałem. Wiedziałem, że już dłużej nie dam rady i dlatego postanowiłem wylecieć już tej nocy. Miałem też nadzieję, że będzie jedno wolne miejsce. Tymczasem, z powodu upału czułem się tak wykończony, że pociłem się już nawet na klimatyzowanym lotnisku. Czułem, że potrzebowałem prysznica i to szybko gdyż z powodu smrodu mogliby mnie nie wpuścić do samolotu. Oczywiście pryszniców nie było lecz podróżnik mojego pokroju musi sobie dawać radę w każdej sytuacji. Przypomniałem sobie, że jestem w kraju muzułmańskim i tutaj nie podciera się tyłka papierem lecz spłukuje się gówno wodą z gumowego węża. Także w kabinie 1m na 1m służącej głównie do „oddawania kupy”, wziąłem prysznic przyrządem do czyszczenia arabskich tyłków. Umyłem się cały mydłem, spłukałem, wypachniłem, założyłem czyste ubranie i czułem się jak zupełnie nowy człowiek. Myślę, że każdy kto przeczyta ten reportaż, na pewno mi przyzna, że mam klasę jak mało kto. To było pierwsze tego rodzaju doświadczenie w moim życiu i polecam tylko w ostateczności.
Zaraz potem pojawił się nowy problem. Miałem lot do Seulu ale na inną datę dlatego musiałem czekać 2h na decyzję czy polecę. Inaczej musiałbym czekać następne 24h na lotnisku. Szczęśliwie pozwolono mi polecieć ale decyzja ta zapadła tak późno, że ledwo zdążyłem na lot. Biegłem jak najszybciej mogłem przez bardzo długie lotnisko i gdy już zamykali bramkę, zobaczyli mnie biegnącego i krzyczącego aby poczekali. Dodam, że wciąż byłem bardzo czysty i odświeżony. W ten właśnie sposób dostałem się do samolotu lecącego do Seulu, ale o tym opowiem w innym reportażu, bo to już jest zupełnie inna historia.

Podsumowanie

Mój pobyt w Dubaju był krótki lecz bardzo pouczający i żywiołowy. Zarówno stara jak i nowa część ma swoje niepowtarzalne uroki choć osobiście wolę Stary Dubaj gdyż właśnie on odzwierciedla sens i cel moich wypraw. Dubaj to przede wszystkim wielka pustynia, która jest ogromnym terenem budowy, gdzie za pieniądze z ropy budowane są luksusowe hotele dla najbogatszych. Gdybym przyjechał tu znowu na przykład za rok lub dwa, na pewno wiele by się zmieniło. Dubaj pokazuje bardzo dobrze, że za pieniądze jest możliwe absolutnie wszystko, łącznie ze stokami narciarskimi zbudowanymi na gorącej pustyni. Dubaj oferuje znacznie więcej atrakcji niż opisałem w swoim reportażu i wbrew temu co mówią inni, ja uważam że atrakcji jest tylko tyle na ile jest kogoś stać. Można polatać balonem nad pustynią, wybrać się na safari na wielbłądach i spędzić noc w malowniczej oazie, mieszkać w hotelu ze złotymi klamkami i ze szklanym sufitem, nad którym pływają kolorowe rybki. Wystarczy tylko podać cenę. Nie uważam się za specjalistę od Dubaju czy Emiratów gdyż nie widziałem wszystkiego czego chciałem, ale z mojego doświadczenia mam kilka rad dla przyszłych podróżników. Przede wszystkim radzę najpierw zarezerwować hotel przez internet gdyż będzie to jedyna tania jak na Dubaj opcja, która i tak jest stosunkowo droga. W hotelu natomiast radzę zasięgnąć porady jak zwiedzać atrakcyjne miejsca poza Dubajem. Zdecydowanie radzę przyjechać tylko i wyłącznie w okresie zimowym. Wtedy i tak będzie gorąco ale przynajmniej znośnie. Radzę też być powściągliwym w robieniu zakupów. Arabowie potrafią się dobrze targować i są mistrzami we wciskaniu tandety. Na koniec, Emiraty są krajem islamskim, dlatego radzę się zapoznać z obyczajami i uważać na sposób ubierania się (zwłaszcza kobiet i zwłaszcza w pobliżu mosków) i na spożycie alkoholu.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan