Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Szpieg – book

Moje konto było wielokrotnie blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę definiuje jako „mowę nienawiści”, a zdrowy rozsądek jako „dyskryminację”. Zdarzyło się nawet, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, ponieważ był zbyt konserwatywny - czyli nie spełniał „standardów społecznościowych” Facebooka.

Ponadto Facebook regularnie usuwa „polubienia” z prawicowych stron internetowych i obniża je w wynikach wyszukiwania. Facebook teoretycznie „pozwala” na promowanie artykułów krytykujących propagandę homoseksualną i politykę antyimigrancką, ale jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin na takich wpisach jest zamrażana.

Najlepiej znane agencje wywiadowcze na świecie to: CIA, FBI, MI5, MOSSAD, KGB ..... i Facebook.

Dobrze się zastanów zanim podasz informacje o sobie na tym ważnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach, gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać „wrogów rewolucji”, skoro istnieje urządzenie, dzięki któremu ludzie chętnie mówią co zrobili, oraz nawet co zrobią. Facebook wie z kim jesteś połączony, a jeśli jesteś naprawdę naiwny to zna też twoją rodzinę i numer rejestracyjny twojego samochodu. Dla tajnych służb Facebook jest spełnieniem marzeń.

Facebook to kopalnia, która wydobywa informacje o tobie zamiast węgla, i zarabia na twojej prywatności. Naprawdę nie ma już prywatności, a technologia staje się coraz bardziej niebezpieczna. Jak potwierdza milczenie w tej sprawie założyciela Facebooka, myślę że nawet jeśli usuniesz swoje konto FB, informacje o tobie pozostaną z nimi na zawsze.

Tym, którzy wątpią w „wolność słowa”, radzę nauczyć się, jak fałszować swój adres IP. Pierwszą zasadą jest to, że adres IP nie podróżuje z użytkownikiem, choć istnieją też inne sposoby. Jeśli ktoś jest „nietolerancyjnym rasistą” i chce napisać na FB, że: Anglicy są biali i tylko biali, że nie chce przekształcić Big Bena na minaret, lub że odbyt został zaprojektowany tylko do celów toaletowych, to lepiej zamieszczać takie komentarze poza swoim adresem, gdyż inaczej, jak czytałem: „dzielni mężczyźni w mundurach policyjnych nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta, który promuje ekstremistyczny materiał”. Nawiasem mówiąc, nie jest to komunizm, ale „postępowa demokracja”.

Ponadto Facebook ma uzależniać. Szablon szybko przykuwa uwagę, pozwala ludziom narzekać na sprawy społeczne i polityczne, a ci którzy czują się samotni, mają własne społeczności na FB, co sprawia że nie czują się już tak samotni. Użytkownicy są nagradzani i karani, dlatego starają się zaprezentować jak najlepiej w oczach swoich społeczności. Nieświadomie otwierają drzwi policji, tajnym służbom i zagranicznym konsulatom wydającym wizy. FB i inne portale społecznościowe promują fałszywy, ulepszony obraz własnej rzeczywistości, za który użytkownicy chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość- na platformach społecznościowych.

Nie próbuj promować ulepszonego wizerunku samego siebie w Internecie, ponieważ gonisz nierealny sen, który może stać się strasznym ciosem psychicznym podczas pierwszego brutalnego kontaktu z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę ci nuczyć się pracy manualnej, która rozwija myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), abyśmy nie mieli pokolenia idiotów, których cały świat kończy się na głupimi selfie i polubieniami na Facebooku.

Twitter to kolejna marksistowska platforma prowadzona przez marksistowskie śmieci; i dlatego moje konto na Twitterze zostało już zawieszone. Zasadniczo na Twitterze, kościół i biali ludzie mogą być obrażani do woli, ale z drugiej strony krytyka ruchów homoseksualnych i antyliberalne, nieglobalistyczne poglądy prowadzą do zawieszenia konta. Zauważyłem również, że zwłaszcza cytaty z Biblii na Twitterze są jak sól w oku.

Jeśli chodzi o kobiety, radzę im nauczyć się piec ciasta dla swoich mężów, zamiast napinać dupy na Instagramie. Media społecznościowe są również przeznaczone do odseparowania ludzi od prawdziwego społeczeństwa, ponieważ osoby, których uwagę stale przykuwają tablety, smartfony i komputery, nie mają czasu na interakcję z prawdziwymi ludźmi.

Wyrzuć smartfona, i używaj tanich tandetnych telefonów bez dostepu do internetu, a razem z nimi używaj tymczasowych kart SIM. Po tygodniu lub dwóch spal je i kontaktuj się przez następną jednorazową tandetę. Będziesz bezpieczniejszy i zachowasz prywatność. Gdyby kilka milionów osób tak zrobiło, smartfony byłyby darmowe, pod warunkiem długich kontraktów i podłączenia pod internet.

„Wolność słowa” w mediach społecznościowych nie jest wolna, prywatność jest jak złoty pył, i oficjalnie nie jest to ani komunizm, ani cenzura, ale „postępowa demokracja" polegająca na kontroli totalnej!

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Przewodnik po Górskim Karabachu

Napisał: Marcin Malik

Górski Karabach – relacja z wyprawy

Trasa wyprawy: Stepanakert, Askeran (Mayraberd), Agdam, cmentarz perski, Tigranakert, Vank, Gandzasar, Dadivank, Krasny Bazar (Skhtorashen), Szuszi i inne miejsca po drodze.

Dzień I

Granica

Do Karabachu dostałem się drogą z Goris jadąc poprzez Lacin. Granica przeszła bardzo gładko i formalności trwały chwilę. Ja swoją wizę wykupiłem wcześniej w Erywaniu ale nawet gdybym tego nie zrobił to i tak by mnie wpuszczono pod warunkiem wykupienia wizy w Stepanakert.

Jazda z Goris do Stepanakert

Z Goris do Stepanakert poruszałem się dwoma autostopami, których złapanie nie było wielkim problemem. Jechałem około 1.5h a 94km pełna serpentyn droga oferowała ładne górskie widoki. Gdy dostałem się na przedmieścia Stepanakert wówczas kolejnym autostopem dostałem się do centrum.

Stepanakert

Stepanakert jest stolicą Karabachu oraz w zasadzie jedynym miastem w tym małym, nieoficjalnym kraju. Przez cały mój pobyt była to moja baza z której byłem bardzo zadowolony. Wysiadłem na głównym placu niedaleko urzędu miasta przy fontannie i natychmiast ruszyłem w poszukiwaniu pokoju. Po niedługim czasie znalazłem pokój za 5000 dram na ulicy Kamo w wielkiej willi. Sama ulica też była bardzo ciekawa gdyż szedłem po ubitej ziemi a po jednej stronie widziałem stare bloki z płyt obwieszone praniem. Ludzie z zainteresowaniem obserwowali mnie z okien a dzieci chodziły za mną i szukały kontaktu. Stepenakert jest bardzo małym miastem dlatego najważniejsze obiekty można zobaczyć w kilka godzin, choć nie o same obiekty tu przecież chodzi. Główna ulica która pnie się ku górze od początku miasta aż do placu z fontanną i jest ona pełna sklepów i restauracji. Poza tym Stepanakert oferuje kilka ciekawych muzeów oraz interesujące doświadczenia na bazarze, na dworcu autobusów oraz w sklepie z kebabami. Także ku uciesze podróżników na budżecie Stepanakert nie jest drogie chyba że chcemy wynająć taksówkę na cały dzień. Można tu bardzo dobrze zjeść i wypocząć oraz zapoznać się ze smutną historią Karabachu. Byłem tu na przykład w Muzeum Poległych Żołnierzy oraz Muzeum Artsakh choć jest także Muzeum Zagionych Żołnierzy. Jak można się domyślić wszystkie są do siebie podobne dlatego że w bardzo szczegółowy sposób opowiadają o wojnie z Azerbejdżanem z punktu widzenia Armenii. W Muzeach tych znajduje się dużo fotografii żołnierzy, trochę broni, zdjęć z poligonu, zdjęć pokazujących miasta po bombardowaniu oraz zdjęć prezydenta i premiera. Widać też że miejscowym bardzo zależy aby turyści których jest tu narazie niewielu poznali historię Karabachu i aby przeżywali ich tragedię razem z nimi. Potem podróżując po Karabachu autostopem czy będąc w muzeum czy nawet na ulicy kilka razy ludzie opowiadali mi o wojnie z Azerbejdżanem. Nie uważam jednak tego za dziwne dlatego że parę miast jest ciągle całkowicie lub częściowo zbombardowanych, co sprawia że ciężko jest zapomnieć o wojnie. Byłem też w galerii o nazwie Kartinnaya gdzie widziałem prace miejscowych artystów oraz także sowiecki obraz propagandowy. W dole miasta znajduje się też symbol miasta oraz całego Górnego Karabachu. Jest to pomnik o nazwie Dziad i Baba (Papik Tatik), który symbolizuje tożsamość narodową Karabachu poprzez bliskie przywiązanie do gór. Pomnik jest podobizną brodatego mężczyzny oraz kobiety z głową nakrytą chustą i motyw ten często znajduje się na pamiątkach oraz wzdłuż ulicy koło flagi Karabachu.

Zauważyłem też że Stepanakert często nawiązuje swoją formą do czasów sowieckich oraz oczywiście do wojny. Na jednym z placów znajduje się czołg na podwyższeniu co jest typowe we wszystkich republikach posowieckich oraz większość znaków jest także w języku rosyjskim.

Dzień II

Forteca Mayraberd koło wsi Askeran

14 km od Stepanakert w kierunku północno-wschodnim znajdują się mury obronne Mayraberd. Jest to interesująca budowla fortyfikacyjna z kilkoma wieżami zbudowana w XVIII wieku, która niegdyś była długa na 1.5km a dziś leży po dwóch stronach jezdni i rzeki. Mury zaczynają się od drogi lecz aby zobaczyć ją dokładniej należy się wspinać z każdej strony. Ruiny fortecy Mayraberd są wartościowym i godnym zwiedzania obiektem ładnie wkomponowanym w zieloną dolinę Karabachu. Zainteresowani mogą tutaj spędzić więcej czasu gdyż Karabach oferuje ładną przyrodę, a w tym miejscu ciężko jest się zgubić.

Wieś Askeran jest małą osadą z kilkoma domami gdzie można się zaopatrzyć w wodę i jedzenie. Piękno znajduje się poza wsią.

Do Mayraberd dostałem się autostopem. Trasa ta jest często uczęszczana a obiekt dobrze znany i nie ma problemu z transportem.

Agdam

Agdam jest miastem widmo gdzie po ciężkich bombardowaniach przez lotnictwo Azerbejdżanu przetrwało tylko parę domów, a te które jeszcze stoją są w fatalnym stanie gdyż zawsze brakuje albo ścian albo dachów. W najlepszym choć też fatalnym stanie jest meczet. Poza tym Agdam znajduje się na linii ognia z Azerbejdżanem a przed „miastem” widziałem bazę wojskową Armenii z kilkoma armatami i wozami opancerzonymi. Moje odczucie na temat Agdam jest oczywiście tragiczne dlatego że jeszcze około 20 lat wcześniej było to normalne miasto. Mieszkali tu ludzie, chodzili do pracy a dzieci do szkoły. Dziś ciężko jest sobie nawet wyobrazić że istniało tu kiedyś życie dlatego że dziś jest to tylko ruina z kilkoma stojącymi ścianami domów. Tak czy inaczej Agdam jest bardzo specyficznym doświadczeniem które bardzo polecam.

Z transportem miałem szczęście gdyż podwieźli mnie inni turyści swoim wynajętym samochodem. Z tego co wiem do Agdam może być problem z transportem i nawet taksówkarze niechętnie tam jeżdżą gdyż jest to strefa zmilitaryzowana i dlatego w przypadku zatrzymania przez wojsko trzeba odpowiadać na nieprzyjemne pytania. Stojąc jednak na rozwidleniu dróg wcześniej czy później na pewno zatrzyma się jakiś samochód.

Perski cmentarz

Przed Agdam znajdują się ruiny cmentarza perskiego zbombardowanego podczas nalotów przeprowadzonych przez Azerbejdżan. Jest to pole z rozsianymi ruinami mogił w gęstej trawie na ziemi z małymi kraterami po bombach. Będąc na pustkowiu, przy pustej drodze i mając jedynie horyzont przed sobą jest to specyficzne miejsce wprawiające w szczególny nastrój.

Perski cmentarz znajduje się około 2-3 km od centrum tego co zostało z Agdam.

Forteca Tigranakert

32km od Stepanakert znajduje się jedyna jak dotąd odrestauowana forteca której mury obronne i wieże są całe a w środku znajduje się nawet małe muzeum oraz sklep. Na placu wewnątrz znajduje się mała fontanna, parę drzew oraz kamienne schody na górę. Forteca Tigranakert jest urocza także z powodu drzew iglastych zasadzonych na zewnątrz. Na tyłach fortecy znajduje zaciszne miejsce w postaci małej kaplicy, bogatej roślinności i krystalicznie czystej wody.

Do Tigranakert zabrałem się z turystami ch prywatnym samochodem lecz nie sądzę aby dotarcie tutaj było problemem. Obiekt ten znajduje się na prostej drodze z wcześniej opisywanej fortecy Mayraberd i jest to popularne miejsce.

Moja dalsza podróż po Górskim Karabachu tego dnia

Miałem szczęście gdyż podróżowałem prywatnym samochodem z turystami dzięki czemu zobaczyłem więcej tego dnia niż planowałem. Zabrał mnie Niemiec i Belg podróżujący razem. Z Tigranakert pojechaliśmy dalej na północ do wsi Nor Maragha gdzie kupiliśmy trochę jedzenia. Potem dalej jadąc na północ dojechaliśmy do Martakert i tutaj skręciliśmy na zachód. Po drodze zatrzymaliśmy się na postój koło wraku czołgu co jest pamiątką po ostatniej wojnie. Wkrótce potem dojechaliśmy nad Rezerwuwar Sarsang a potem kierowaliśmy się na południe. Po zmroku zatrzymaliśmy się jeszcze koło małego wzgórza ze starymi kamiennymi haczkarami. Następnie jadąc przez Vank i zostając przez chwilę w monasterze Gandzasar pojechaliśmy wprost do Stepankert. Tam zjedliśmy shish kebaby za jedyne 800 dram i to był już koniec mojego ekscytujące dnia w Górskim Karabachu.

(Zainteresowani mogą polną drogą dostać się także z Martakert do fortecy Jraberd na północy lecz to wymaga pozwolenia od wojska i nowych nakładów sił. Na tle innych monastyr oraz łatwości dostania się do nich nie uważam aby było to tego warte.)

Dzień III

Karmir Shuka (Krasny Bazar) oraz inne potrzebne informacje

Ta mała wieś nie jest niczym interesującym poza tym że dookoła są piękne widoki oraz w razie potrzeby sklep, który zapewniam że przydaje się na odludziu. Poza tym Krasny Bazar czyli rząd zaledwie kilku domów znajduje się tylko 2km na północ od Skhtorashen, czyli ogromnego 2000 letniego drzewa. Bardziej zainteresowanym podaję także, że koło wsi Sarushen (26km od Stepanakert i kilka km od Krasnego Bazaru) zaraz przy drodze za drzewami znajdują się ruiny XII wiecznego kościoła o nazwie Pirumashen. Oznacza to że tak mała i nic znacząca, nieciekawa wioska może być dobrym miejscem wypadowym do innych ciekawych miejsc.

Do Krasnego Bazaru dostałem się oczywiście autostopem choć droga ta jest mniej uczęszczana co oznacza że można czekać dłużej. Wyjeżdżając ze Stepanakert droga prowadzi do Shushi choć w pewnym momencie jest rozwidlenie na którym trzeba wysiąść. Jedna droga prowadzi na górę do Shushi a druga wzdłuż doliny wkierunku Hadrut. Na tej drodze właśnie należy czekać na autostop.

Skhtorashen

Górski Karabach to miejsce gdzie zobaczymy wiele pięknych widoków, antycznych kościołów oraz gdzie usłyszymy wiele opowieści o wojnie, lecz jest jedna rzecz która jest zupełnie inna. Tym właśnie wspaniałym fenomenem natury jest Skhtorashen czyli ogromne 2000 letnie drzewo. Wysoki, masywny pień jest tak ogromny że można jego wnętrze zagospodarować na pokój. Można się też na to drzewo wpinać, podziwiać jego wysoką zieloną koronę, a obok jest także turkusowe oczko wodne. Skhtorashen to wyjątkowe miejsce które z pozoru zajmuje tylko 5 minut lecz jest tu tak miły i spokojny nastrój że ja zostałem ponad godzinę. Uważam że warto sobie zadać trud aby tu przyjechać.

Ja doszedłem tutaj 2km polną drogą pod górę z Krasny Bazar. Z chwilą gdy polna droga się kończy jest rozwidlenie i trzeba skręcić w prawo. Jest to przyjemny spacer a po drodze można też zobaczyć pasące się osły.

Inne opcje podróży na trasie do Hadrut

Jeśli ktoś jest zainteresowany, ma czas, ma dokładne mapy, sprzęt i lubi autostop, oraz z drugiej strony jeśli ktoś ma pieniądze na prywatną taksówkę i przewodnika polecam dalszą część wyprawy. Na trasie do Hadrut znajduje się wioska Azokh (14km od Krasny Bazar) z której można się wybrać na piesze poszukiwanie jaskini Azokh (potrzebne dobre latarki!!!). Dalej z Azokh na trasie do Hadrut można zatrzymać się aby zobaczyć monasterę Gtchavank. Z kolei z Krasny Bazar można obrać drogę na południowy wschód do oddalonej o 15km monastery Amaras.

Skhtorashen czyli ogromne 2000 letnie drzewo.

Myślę że nawet opierając się na autostopie można wszystko zobaczyć w jeden dzień. Polecam jednak wziąć ze sobą namioty gdyby autostop zawiódł.

Shushi

Następnie z Krasnego Bazaru pojechałem autostopem wprost do Shushi czyli do drugiego największego miasteczka w Karabachu po Stepanakert. Najpierw zatrzymałem się przy murach obronnych które znajdują się na początku miasta oraz wszedłem na nie i obserwowałem widoki. Na marginesie mury obronne są pozostałością po fortecy zbudowanej w 1750 roku. Potem poszedłem do bardzo dobrej galerii sztuki gdzie znajdowało się wiele ciekawych prac. Spędziłem tam około godziny i to nie tylko dlatego że oprowadzała mnie miła dziewczyna w krótkiej spodnicy. W galerii tej znajdowały się ładne pejzarze, interesujące portrety, rzeźby oraz obrazy grup ludzi. Zrobiłem zdjęcia wielu pracom na pamiątkę. Następnie poszedłem w kierunku placu z fontanną gdzie stał wysoki biało pomarańczowy hotel a potem udałem się do zbombardowanej części miasta. Przechodząc przez posowieckie domy w fatalnym stanie oraz chodząc po dziurawej drodze znalazłem się w kolejnym mieście widmo. Tak samo jak wcześniej w Agdam tak samo też w Shushi zobaczyłem gołe mury bez dachów, pokryte gęstymi krzewami jerzyn oraz dodatkowo „ozdobione” wrakami samochodów. Na uwagę zasługuje tutaj ruina meczetu z 1875 roku, który ma tę zaletę że można się wspiąć na szczyt minaretu. Ja to zrobiłem dzięki czemu widziałem panoramę miasta. Ruiny są miejscem bardzo zacisznym i wprawiającym w zastanowienie się nad konsekwencjami wojny oraz ceną jaką płacą zwykli ludzie.

Potem poszedłem do muzeum Shushi które także było interesujące. Muzeum to mieści się w murowanym domu pośród ruin oraz małych domków mieszkalnych. Prowadzi do niego labirynt wąskich uklepanych błotem ścieżek a brama jest tylko umowna dlatego że mi było łatwiej wejść przez dziurawe, kamienne ogrodzenie. W samym muzeum znajdują się oczywiście wspomnienia po wojnie w postaci zdjęć poległych oraz zdjęć Shushi przed bombardowaniem. Są też zdjęcia dzielnych dowódców, lotników i broni z tamtych czasów. Jest także ciekawa sekcja poświęcona miejscowym wyrobom jak na przykład dywany, obrazy, instrumenty muzyczne, ręcznie robione kapcie oraz przedmioty codziennego użytku jak na przykład stare żelazka na węgiel. Muzeum to było definitywnie cofnięciem się w czasie i na pierwszy rzut oka nikt by się spodziewał że znajduje się tutaj tak ważna część historii oraz tożsamości narodowej Górskiego Karabachu. Potem szedłem małymi ścieżkami mijając kałuże oraz spacerujące krowy aż dotarłem do pięknej w każdym calu oraz robiące wielkie wrażenie Katedry Ghazanchetsots, potocznie zwanej także białym kościołem. Jest to nowa katedra zbudowana w tradycyjnym ormiańskim stylu z wieloma malunkami, rzeźbami aniołów oraz kaplicą przed samym kościołem. W pobliżu znajduje się także knajpa serwująca dobre jedzenie, którą polecam. Następnie spacerowałem ulicami Shushi oglądając posowieckie domy z płyt z których wiele było w fatalnym stanie oraz patrzyłem też na ludzi a oni na mnie. Shushi nie jest wesołym miasteczkiem i życie jest tu bardzo ciężkie. Domy były szare, nieotynkowane i ciemne lecz w odróżnieniu od innej części miasta przynajmniej były całe. Po chwili dotarłem do kościoła Kanach Zham potocznie zwanego zielonym. Sam kościół jest bardzo mały lecz piękny w środku i myślę że bardzo dobrze wykorzystano tu przestrzeń. Gorąco polecam i to doświadczenie.

Trasa z Shushi do Stepanakert

Miałem szczęście gdyż akurat jechał mały autobus robotników pracujących w Shushi a mieszkających w Stepanakert. Zabrali mnie więc i po 15 minutach już byłem na miejscu. Gdyby ktoś jednak nie miał tyle szczęścia, na trasie Stepanakert – Shushi kursują regularne marszrutki choć o ile się nie mylę ostatnia odjeżdża o 6 wieczorem. Poza tym duzo osób porusza się pomiędzy tymi miastami więc nawet po godzinach można zatrzymać autostop. Gdyby ktoś jednak chciał odbyć tą 9km drogę piechotą to lepiej jest to zrobić z Shushi dlatego że wtedy będzie z górki, a poza tym będzie czas na obserwację pięknych widoków. Mniej więcej w połowie trasy znajduje się też czołg na betonowym pedestale, pewnie jako symbol zwycięstwa nad Azerbejdżanem.

Dzień IV

Vank

Vank znalazło się na mapie świata z powodu zabytkowej monastery Gandzasar, która znajduje się nieopodal. Vank jest bardzo przyjemną, małą osadą otoczoną pięknymi górami gdzie znajduje się hotel w kształcie statku nad rzeką, sklep z pamiątkami, szkoła oraz kilka domów. Spędziłem tu trochę czasu z miejscowymi, tym bardziej że poczęstowali mnie serem i złowionymi przez siebie rybami.

Między Vank a Stepanakert kursują tylko dwa autobusy dziennie więc jeśli ktoś się spóźni pozostaje autostop lub droga taksówka. Vank jest też jedynym miejscem w Karabachu gdzie pojechałem autobusem. Jazda trwała 45 minut a zapłaciłem około 500 dram.

Monastera Gandzasar

Monastera Gandzasar (40km od Stepanakert) zbudowana w XIII wieku jest największą, świetnie zachowaną i także pięknie położoną monasterą w Karabachu (Artsakh).  Jest ona zbudowana w typowym ormiańskim stylu i posiada ładną kaplicę, ołtarz, haczkary, kilka płaskorzeźb na ścianach zewnętrznych oraz typowy „dzwon” w centralnej części na szczycie. Monastera Gandzasar leży na wzgórzu 2.5km od Vank w ładnym ogrodzie i świątynia ta oferuje także piękne widoki na dolinę i góry. Uwagę należy także zwrócić na groby ulokowane na zewnątrz oraz ładnie wyrzeźbione haczkary które z nich wystają. Dziś Gandzasar jest siedzibą arcybiskupa Artsakh oraz także jedną z największych atrakcji turystycznych tego regionu.

Do monastery Gandzasar dostałem się autostopem stojąc na przyczepie samochodu dostawczego. W drodze powrotnej do Vank szedłem piechotą lecz z górki jest to przyjemny spacer.

Transport do monastery Dadivank

Na początku chciałbym zaznaczyć że Dadivank leży ponad 100km od Stepanakert i nie ma tam zorganizowanego transportu. Pozostaje więc albo bardzo droga taksówka albo niepewny na tej trasie autostop gdyż zwłaszcza druga połowa tej drogi jest rzadko uczęszczana. Jeśli ktoś podróżuje w grupie czworka lub pięciorga osób to taksówka na cały dzień jest dobrym rozwiązaniem lecz dla jednego biednego podróżnika byłby to finansowy nokaut. Na wszelki wypadek radzę wziąć ze sobą namiot i prowiant gdyż autostop na pewnych odcinkach tej trasy może wprawiać w duże rozczarowanie, mimo że mi jak najbardziej się udało. Pierwszy odcinek do Vank i Gandzasar jest ze Stepanakert bardzo łatwy. Stamtąd wziąłem inny autostop który mnie wywiózł trochę za daleko lecz na szczęście udało mi się złapać 30 letniego Moskwicza, który jechał przez Drambon (nieciekawa dziura będąca ulubionym postojem dla kierowców ciężarówek). Gdy już dotrzemy do Drambon możemy sobie pogratulować gdyż stamtąd jest już tylko, lub przy złym autostopie aż 16km. Radzę jednak nie czekać na zbawienie w Drambon lecz wyjść na drogę i czekać na jakikolwiek ruch samochodów. Na tym odcinku nie ma jeszcze asfaltu lecz tylko ubita ziema z ogromnymi dołami oraz kałużami gdy pada deszcz. Mnie do Dadivank podwiózł ten sam Moskwicz gdyż akurat tam jechał i przyznam że była to bardzo przygodowa jazda. Kierowca był wariatem, nie zwalniał na zakręcie i wjeżdżał w doły jednak przyroda zasłaniana przez kurz z drogi była piękna. Były tu góry, pasące się zwierzęta, skały wchodzące w drogę na zakręcie oraz dużo przestrzeni. Dodam też że podczas ponad godzinnej jazdy nie widziałem ani jednego samochodu w żadną stronę. W końcu jednak dotarłem do wioski Dadivank i zobaczyłem monasterę na górze.

Monastera Dadivank

Dadivank jest XIII wiecznym kościołem z kilkoma kaplicami, ładnie rzeźbionym dzwonem i kilkoma pięknie rzeźbionymi haczkarami. Obiekt ten składa się z kilku części i posiada także plac na świeżym powietrzu oraz zaciszne przejście pod masywnymi filarami. Jest to moim zdaniem piękny, zaciszny, pozostawiony na odludziu kościół z freskami w środku oraz płaskorzeźbami na ścianach. Wiem że dostanie się tu może być przygodą w transporcie lecz uważam że Dadivank jest jednym z tych obiektów które turysts powinien zobaczyć.

Transport z Dadivank do Stepanakert

Gdy schodziłem z góry po obejrzeniu Dadivank zaczęło się już robić ciemno a niestety nie było widać żadnego samochodu. Szedłem więc około pół godziny zastanawiając się gdzie rozbiję obóz lecz na szczęście podjechała radziecka ciężarówka Kamaz i kierowca zabrał mnie do Drambon. Stamtąd inni ludzie zabrali mnie autostopem do Stepanakert i była to bardzo pouczająca jazda gdyż starszy Pan opowiadał mi o swoim ciężkim życiu w Karabachu oraz o tym jak walczył w wojnie z Azerbejdżanem i jak ginęli jego towarzysze broni oraz jak potem odbudowywał Karabach. Wojna o niepodległość leży bardzo głęboko w sercach tych ludzi.

Dzień V

Mój ostatni dzień w Karabachu nie był pełny. Tego dnia spakowałem się, kupiłem pamiątki, poszedłem na pocztę i kierowałem się do Armenii. Najpierw pojechałem pierwszym autostopem na przedmieścia Stepanakert a tam udało mi się zatrzymać ciężarówkę jadącą do Erywania. Jednak wkrótce z niej wysadłem dlatego że kierowca mógł jechać tylko 20km/h i nie był w stanie jechać szybciej. Potem niestety postałem trochę na drodze lecz w końcu zatrzymał się Opel który bardzo szybko jechał i zatrzymywał się nawet na zdjęcia. Wysiadłem w Armenii na przedmieściach Goris.

Podsumowanie Górskiego Karabachu

Mój pobyt w kraju który oficjalnie nie isnieje był bardzo udany i uważam że każdy kto podróżuje po południowej Armenii powinien przyjechać do Karabachu aby mieć to szczególne doświadczenie. Górski Karabach oferuje piękne widoki, ciekawą historię oraz antyczne kościoły. Ludzie są także bardzo pomocni i cieszą się że jesteśmy zainteresowani przyjazdem do ich kraju i poznaniem tego jak żyją. Na tak małym terenie jest bardzo dużo rzeczy do zobaczenia i turystę czeka tutaj wiele ciekawych przygód. Mając prywatny transport można zobaczyć wszystko w 3 dni lecz jeżdżąc autostopem trzeba poświęcić chociaż 5 dni.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY
1 Komentarz
  1. Odpowiedz

    ~mirek

    11 maja 2014

    Bardzo fajny tekst…polecam i dziękuje,,

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan