Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Facebook

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Podróż po Filipinach 2018

Napisał: Marcin Malik

Podróż po Filipinach 2018

 

Jest to moja pierwsza podróż po Filipinach – po kraju pięknych plaż, wodospadów ukrytych w dżunglii i tarasów ryżowych Azji. Filipiny to także kraj żółwi morskich, palm kokosowych, tarsierów, rekinów wielorybich i dobrej kuchni. Bez względu na to czy celem podróżników są plaże, błękitne wodospady czy nurkowanie, Filipiny są zawsze wspaniałym kierunkiem turystycznym. Filipiny to tropikalny, wyspiarski raj, na który ciągle na stać.

 

Moją trasę po Filipinach w 2018 roku zaplanowałem po archipelagu Visayas, lecz zacząłem od Luzon, od Manili na południe.

Wyspa Luzon: Manila – Legaspi – (Wulkan Mayon – ruiny Casagwah – kościół Daraga – jaskinia Hoyop-Hoyopan).

The Visayas

Wyspa Leyte: Tacloban – Polompon – (wyspa Kalanggaman) – Bato.

Wyspa Samar: Park Narodowy Sohoton – plaża Bacubac (wycieczka z Tacloban, Leyte).

Wyspa Bohol i przyległa wyspa Panglao: Anda – wodospady Cam Umantad – plaża Alona – plaża Danao – tarsiery, Czekoladowe Wzgórza, motylarnie, ogrody botaniczne, zoo, rejs po rzece – wyspa Balicasag – wyspa dziewicza – jaskinia Hinangdanan – Tagbilaran.

Wyspa Siquijor: Larena – Guiwanon Spring Park – Siquijor town – plaża Paliton – Capilay Spring Park – Locong – wodospad Kawasan – Lazi – wodospad Cambugahay – Salangdoon – Maria – jaskinia Cantoban.

Wyspa Negros:

Negros Oriental: Damaguette – (Valencia – wodospad Casaroro – wodospad Pulang Bato – gorące źródła) – Malapatay – (wyspa Apo) – Dwa Jeziora – (Balinsasayo i Danao) – San Jose – Bais City – (mielizna na morzu)

Negros Occidental: Mabinay – Kabankalan – Sipalay – Montilla – (plaża Sugar) – Palupandan – Bago.

Wyspa Guimaras: San Miguel – Navalas – McLain – Alobijod – mniejsze miejscowości.

Wyspa Panay: Iloilo City

Wyspa Cebu: Cebu City – Oslob i rekiny wielorybie – wodospad Tumalog – wyspa Sumilon – Moalboal – wodospady Aguinid i Binalayan – wodospady Kawasan – szczyt Osmena – wyspa Bantayan (wyspa Dziewicza – wyspa Hilantagaan) – wyspa Malapascua.

Pierwsza podróż po Filipinach

Wyprawę po Filipinach planowałem już od wielu lat, i wiedziałem że będzie to inne doświadczenie niż w innych krajach Azji południowo-wschodniej. Podczas moich podróży nauczyłem się, że każdy kraj Azji południowo wschodniej jest inny, gdyż pomimo podobieństw ludzie w każdym kraju wykształcili narodowe zwyczaje oraz specyficzne kultury.

Pomimo, że w BirmieTajlandiiLaosieKambodży i Wietnamie przeważającą religią jest buddyzm, to mimo wszystko każdy kraj jest inny, w każdym kraju są inne świątynie i inna architektura. Wybrane narody Azji południowo-wschodniej są więc do siebie podobne, ale na pewno nie takie same – co stanowi o tożsamości narodowej każdego z narodów, i której powagę staram się przekazać w dziale pt. “Polityka Prawdy”.

Filipiny są krajem katolickim, dlatego że były one kolonią Hiszpanii w latach 1521 – 1898. Dziś wiele miast i wsi, a także nazw ulic i nazwisk ma pochodzenie hiszpańskie. Także, kościół kotolicki jest bardzo popularny na Filipinach i jest blisko związany z kulturą tego kraju. Podaję tą informację aby pokazać, że różne kraje w tym samym regionie Azji mogą się od siebie bardzo różnić. Patrząc natomiast na Filipińczyków od strony rasowej, zdecydowanie różnią się oni od Tajów czy Wietnamczyków.

Kultowe jeepney to tradycyjny rodek lokomocji na Flipinach.

Filipiny zostały też kolonią amerykańską, gdy te postanowiły usunąć “demokrację” narzuconą przez Hiszpanię i wprowadzić swoją własną. Dzięki temu jest się łatwo komunikować po angielsku z Filipińczykami, choć z drugiej strony właśnie niestety przez Amerykę Filipiny stały się kierunkiem seks-turystycznym. Nie przez przypadek największe centrum prostytucji Filipin znajduje się przy dawnej bazie amerykańskiej w Clark. Dziś bazy amerykańskiej już nie ma, lecz miasto zamienione w burdel pozostało.

Manila 

Moją podróż po Filipinach zacząłem oczywiście od Manili. Byłem szczęśliwy, że nareszcie znalazłem czas aby odbyć podróż po tym pięknym kraju. Zanim jednak pojechałem aby podziwiać plaże i wodospady, spędziłem kilka dni w Manili, gdzie zazwyczaj zaczyna się filipińska przygoda. Mieszkałem w dzielicy Makati, gdyż z puktu widzenia turysty jest to bardzo dogodne miejsce. W Makati jest wiele tanich hosteli po 400 pesos za noc, jest wiele knajp, oraz jest stosunkowo niedaleko do atrakcji turystycznych w centrum.

Kultowe jeepney to symbol Filipin.

Poza dzielicą turystyczną Manila jest jednak bardzo męcząca. Hałas i spaliny tego wielkiego miasta sprawiają, że chce się jak najszybciej wyjechać to pięknych części Filipin.

(Do tematu Makati wracam na samym końcu tego artykułu, i to w bardzo interesujący sposób).

Miejsca zainteresowań w Manili

W Każdym mieście Azji jest zawsze coś ciekawego do zobaczenia, i Manila także ma takie miejsca. Pierwszą atrakcją jest na pewo przejażdżka jeepney, czyli kultowym pojazdem, udekorowanym w kiczowate wzory, według wyobraźni kierowcy. Przejażdżka jeepney jest także dobrym doświadczeniem ze względu na doświadczenia z ludźmi. Za każdym razem wsiadając do jeepney spotykałem kogoś innego, i zawsze miałem inne doświadczenia. Jedni gapili się na białego turystę przez całą jazdę, a z innymi nawiązywałem rozmowę. Wielokrotnie siedząc w knajpie, gdzieś w nieturystycznej dzielnicy, szybko zostawałem atrakcją knajpy, gdyż „niedźwiedzi polarnych” jest na Filipinach o wiele mniej, niż na przykład w Tajlandii czy Kambodży. Filipińczycy mają na szczęście wesołą oraz też ciekawą naturę, także łatwo jest nawiązywać z nimi kontakt.

Jeśli chodzi o informację na temat transportu publicznego w Manili, to z Makati pojechałem jeepney do Gil Puyat, a z tamtąd wsiadłem do kolejki nadziemnej LRT, i wysiadłem na stacji United Nations Avenue. Uważam, że jest to najlepszy i najtańszy sposób na dostanie się do centrum, skąd spacerem, lub ewentulanie także zaprzęgiem konnym, można się dostać do wszystkich miejsc zainteresowań.

Matka z synem; Manila.

Plac Rizala

Plac Rizala to historyczny park w Manili, który zajmuje obszar 60 hektarów i który jest także jedną z największych atrakcji turystycznych Manili. Na jego terenie znajduje się wielki akwen wodny z fontanną, starannie zadbane ogrody, Muzeum Etnograficzne Filipin, interesujące ekspozycje roślinne, oraz pomniki największych bohaterów Filipin. Park Rizala jest popularnym miejscem spotkań, gdzie ludzie przychodzą na spacery, pikniki, aby uprawiać sport, oraz aby wśród wielu obwoźnych sprzedawców mieć też kontakt z filipińską kulturą i historią.

Plac Rizala został nazwany w ten sposób, aby upamiętnić narodowego bohatera Filipin dr Jose Rizala, na którym władze kolonialne Hiszpanii przeprowadziły egzekucję 30 grudnia 1896 roku, za nawoływanie do rewolucji. Z tego powodu na Placu Rizala znajduje się pomnik bohatera oraz wysoki obelisk, otoczony gwardią i filipińskimi flagami. Ważną datą jest także 4 lipca 1946 roku, gdy na Placu Rizala ogłoszono niepodległość Filipin od Stanów Zjednoczonych. Park Rizala jest także często używany do celów politycznych i religijnych. 18 stycznia 2015 roku, podczas wizyty papieża Franciszka na Filipinach, według oficjalnych źródeł na mszę zebrało się 6-7 milionów ludzi.

Pomnik Rizala na Placu Rizala, w Manili; Filipiny.

Na terenie Placu Rizala znajdują się także bardzo przyjemne i relaksujące miejsca, takie jak: Ogród ChińskiOgród Japoński i Orchidarium. Według mnie wszystkie te ogrody to malownicze miejsca dostępne za drobną opłatą, gdzie znajdują się stawy i egzotyczna rośliność, a także orientalne posągi, latarnie i pagody. Orchidarium natomiast to sanktuarum spokoju, gdzie orchidee rosną nad stawami i mostami. Te trzy miejsca polecam osobom kochającycm rośliny, oraz spokój, gdyż tam można w ciszy odpocząć od zgiełku Manili. Park Rizala radzę odwiedzić w tygodniu gdyż w weekendy jest zawsze tłum i robienie zdjęć jest bardzo utrudnione.

W obrębie Placu Rizala znajduje się także Muzeum Antropologiczne Filipin, gdzie znajdują się liczne obrazy i rzeźby, oraz ekspozycje na temat pierwszych grup etnicznych zamieszkujących Filipiny.

Na końcu Placu Rizala, nad Zatoką Manilską znajduje się także godny polecenia Park Oceaniczny Manila, który jest piękny, ciekawy, i wart odwiedzin. W środku znajduje się wiele morskich stworzeń, a wielką atrakcją jest tunel oceaniczny oraz spacer po dnie oceanu. Więcej można się dowiedzieć na https://www.manilaoceanpark.com/ .

Sprzedawca mangosteen na ulicy Manili.

Na marginesie, nie wiem jak można pozwolić aby zatoka w stolicy kraju była wysypiskiem śmieci? Na szczęście rząd filipiński już zajął się tym problemem.

Intramuros

Kolejnym ważnym miejscem w Manili są obiekty znajdujące się wewnątrz murów Intramuros, które jest „hiszpańskim miastem za ścianą „ wewnątrz Manili. Na terenie Instramuros znajduje się wiele pokolonialnych obiektów, taich jak Fort Santiago, muzeum Casa Manila, kościół st.Augustin i Katedra Manila. Ja i moje kompanki podróży weszliśmy na piechotę, lecz jeśli ktoś ma wysoką klasę, to może wjechać dorożką konną po brukowanych uliczkach Instamuros.

Fort Santiago

Fort Santiago to hiszpańska cytadela, która dziś jest jednym z najważniejszych obiektów historycznych Manili. Fort ten został zbudowany przez hiszpańskiego konfistadora Miguela Lopeza de Legazpi, w latach 1590-1593, choć został odnowiony w roku 1733. Fort Santiago służył kolonialnej Hiszpanii jako baza wojskowa, choć także jako więzienie dla wrogów Hiszpanii. Jednym z nich był Jose Rizal, który został tu uwięziomy zaraz przed egzekucją, w roku 1896. W 1762 roku Fort Santiago był też bazą Brytyjczyków, po tym jak podbili Manilę, a w roku 1898 nad Fortem Santiago zawisła flaga amerykańska, rozpoczynająca kolonializm amerykański na Filipinach.

Dziś Fort Santiago jest bardzo popularną atrakcją turystyczną, a jego charakterystycznymi częściami jest masywna i ozdobiona płaskorzeźbami brama, oraz fosa otoczająca cytadelę. Na uwagę na pewno zasługuje Kaplica Rizala, gdzie znajdują się jego prywatne rzeczy oraz opisana jest jego droga z więzienia do miejsca egzekucji.

Fort Santiago, Intramuros, Manila.

Ważne kościoły

Katedra Manila to duży kościół katolicki, który był wiele razy przebudowywany i odnawiany. W 1571 roku był to tylko mały kościół, lecz został rozbudowany jako katedra w 1579. Trzęsienie ziemi zniszczyło katedrę w roku 1600, dlatego zbudowano następną w 1614, lecz ta także została zniszczona przez następne trzęsienie ziemi w 1645. Katedra Manila były więc niszczona i stawiana na nowo, i to nie tylko z powodów klęsk żywiołowych lecz także po bombardowaniu aliantów w 1945 roku. Ciągle jednak stoi ona na Plaza de Roma w Instramuros, i ma okazałą fasadę oraz wieżę. W środku natomiast znajdują się pomniki, malunki, wielki ołtarz i ogromne organy.

Katedra Manila to przyjemne, zaciszne miejsce religijnego kultu, przed którym stoją dorożki i obnośni sprzedawcy.

Innym ważnym kościołem jest kościół św. Augustina, zbudowany w 1607 roku, przez co jest najstarszym kościołem na Filipinach. Kościół ten to 450 lat historii ze wspaniałym wnętrzem, gdzie można poczuć ciężar czasu. Jest to dzieło sztuki, gdzie nawet nie-chrześcijanie powinini przyjść aby podziwiać jego wykonanie. Z zewnątrz mółby być jednak trochę odnowiony przez kunsztownych polskich budowniczych.

Katedra Manila

Więcej na temat Manili można przeczytać w artykule pt “Co warto zobaczyć w Manili“, który serdecznie polecam.

Transport do Legaspi

Tym razem nie wykosztowałem się, dlatego że 12h transport zapłaciłem tylkko 650 pesos. Był to autobus bez klimatyzacji oraz bez rozkłądanych siedzeń, czyli prymitywny do granic możliwości. Pomyślałem, że w porze deszczowej i tak nie będzie gorąco, ale mimo wszystko było. Moja piewrsza jazda po filipińskich drogach była i tak lepsza niż po indyjskich, gdzie pasażerowie są wurzucani pod sufit, ale luksus nie miałem. W końcu spałem na podłodze, a moje kobiety z obrażonymi minami patrzyły na pola ryżowe, palmy kokosowe i drzewa bananowe. Byliśmy atrakcją autobusu, gdyż “niedźwiedzi polarnych” jest tu niewiele.

Południowy Luzon

Swoją wyprawę zaplanowałem tak, aby skoncetrować się na przemierzaniu archipelagu Visayas. Jednak w drodze na Visayas. chciałem też zobaczyć najbardziej atrakcyjne miejsca połodniowym Luzon, gdyż i tak zmierzałem w kierunku połudnowym od Manili.

Najpierw zatrzymaliśmy się w mieście Legaspi, które nie jest atrakcyjne dla turystów, brudne, i z męczącym ruchem ulicznym. Legaspi to jednak dobra baza wypadowa do kilku atrakcyjnych miejsc w okolicy, a przy okazji spróbowaliśmy dobrych grillowanych bananów i mieliśmy dobry kontakt z ludźmi. Miszkaliśmy w hotelu Sambaguita, czyli najtańszym hotelu w całym mieście, za jedyne 400 pesos za noc za 3 osoby. Moje blondynki były wściekłe z powodu złych warunków, ale czasem lubię je sprowadzić do warunków życia miejscowych ludzi, aby nie skarżyły się potem na bardzo dobre warunki, które mają w domu. Według mnie hotel Sambaguita był bardzo dobry, a obsługa była bardzo miła i cierpliwa, zwłaszcza dla mojej blondynki. Małe ulice Legaspi są jednak bardzo przyjemne, zwłaszcza gdy ludzie wynoszą rośliny na zewnątrz oraz rozkłądają stragany z tropikalnym owocami.

Jeepney – mój ulubiony rodzaj transportu na Filipinach. Tutaj w mieście Legaspi, Luzon.

Z Legaspi odbyliśmy kilka wycieczek:

Wulkan Mayon okazał się świetną przygodą. Najpierw pojechaliśmy autorykszą za miasto, do drewanianej bazy zbudowanej pod palmami, gdzie wsiedliśmy do pojazdów czterekołowych. Następnie przemierzając dolinę oraz wjeżdżając w kałuże, dotarliśmy pod wulkan Mayon. Mayon nie jest największym ze wszystkich wulkanów na Filipinach, lecz oferuje piękne widoki, oraz przygodę związaną z dostaniem się do niego. Wulkan jest otoczony skałami wulkanicznymi oraz palmami, a szczyt jest najczęściej za chmurami. Tak czy inaczej widoki sa piękne. Niestety w 2018 roku, ostatnim punktem tej wycieczki jest jego spód, gdyż kilka lat wcześniej turysta stracił życie wspinając się na wierzchołek. Być może kiedyś znowu będzie można się wspinać.

Pojechaliśmy też zobaczyć Ruiny Cagsawa, które sa pozostałością XVI-wiecznego kościoła franciszkańskiego – kościoła Cagsawa. Pierwotnie został zbudowany w mieście Cagsawa w 1587 roku, ale został spalony przez holenderskich piratów w 1636 roku. Został odbudowany w 1724 roku, lecz w końcu i tak został zniszczony razem z miastem Cagsawa podczas erupcji wulkanu Mayon w 1814 roku. Do dziś przetrwała tylko wieża kościelna, która z punktu widzenia turysty jest bardzo atrakcyjna, gdyż znajduje się ona wśród innych małych ruin, i wśród drzew o wielkich korzeniach, a całe miejsce jest otoczone poprzez pola ryżowe i palmy. Po zobaczeniu tego uroczego miejsca bujałem się na hamaku pod drzewem, z chrupkami bananowymi w ręku, i patrzyłem na pola ryżowe i chatki pokryte strzechą w oddali.

Wulkan Mayon, Bicol, wyspa Luzon.

W drodze powrotnej do Legaspi zobaczyłem jeszcze kościół katolicki Daraga, zbudowany w 1772 roku. Interesującym faktem jest tutaj to, że ściany kościoła oraz przednia fasada zostały zbudowane ze skał wulkanicznych, który dużo w rejonie wulkanu Mayon. W 2007 roku niektóre części kościoła Daraga zostały zaliczone do narodowych skarbów kulturowych Filipin.

Moim ostatnim miejscem zainteresowania w okolicach Legaspi była efektowna jaskinia Hoyap-Hoyopan. Z Legaspi wziąłem rykszę za 300 pesos, lecz po drodze stanęliśmy w miasteczku Camalig na obiad. Camalig to jedna ulica ze sklepami i knajpami po obu stronach, pokrytymi strzechą. Podano nam tutaj ryż z miejscowymi przysmakami, i mango na deser. Wkrótce jednack dojechaliśmy do miejsca, gdzie była jaskinia. Wszędzie był wspaniała przyroda, kokosy oraz owoce kakao, mango i rambutany na drzewach. Nastepnie poszliśmy do góry po mokrej drodze złozonej z gliny i kamieni, aż ukazało się przede mną wejście do jaskini Hoyap-Hoyopan. W  środku znajdowały się interesujące formacje skalne o wielu kształtach i rozmiarach, choć przyznam też że wentylacja w jaskini były znakomita, gdyż w tylnej ścianie też było wejście. Pozatym widziałem ptaki i nietoperze. Przyroda była piękna, i tutaj po raz pierwszy zobaczyłem drzewo kakaowe.

Transport z Legaspi do Tacloban

Kolejny transport autobusem, który zajął mi niestety aż 14h, gdyż był wypadek na drodze, a potem musieliśmy czekać aż samochody wjadą na prom na wyspie Luzon, a potem wyjadą na wyspie Samar.

Ruiny Cagsawa.

Wyspy Leyte i Samar

Moje przygody z wysp Leyte i Samar opisuję w jednym rozdziale, dlatego że przemieszczałem się z jednej wyspy na drugą w drodze do miejsc zainteresowań. Na przykład, mieszkałem w Tacloban na wyspie Leyte, skąd zorganizowałem wycieczkę do Parku Narodowego Sohoton na wyspie Samar. Obie te wielkie wyspy leżą bardzo blisko siebie i są połączone mostem, dzięki czemu nie jest potrzebny prom. Poza tym wiele interesujących miejsc znajduje się na pograniczu tych dwóch wysp.

Wyspy Leyte i Samar zaliczam więc do moich podróży w drodze na Bohol.

Tacloban

Moim następnym przystankiem było Tacloban – małe i przyjemne, lecz także i brudne miasteczko. Tak jak wcześniej Legaspi, tak samo i Tacloban nie jest atrakcyjne turystycznie, lecz także ma swojej atuty. Kontakt z ludźmi i przejażdżki kultowymi jeepney to tylko nie tylko rzeczy. Tacloban zrobiło na mnie dobre wrażenie i czułem się tam dobrze. Prywatne pokoje można wynająć za 400-600 pesos, lecz moja blondynka wzięła pokój za 1650 pesos, gdyż była ciągle zszokowana warunkami w Legazpi.

Oprócz tego, poza Tacloban znajduje się kilka bardzo interesujących miesc, i uważam że miasto to jest rozsądnym przystankiem na południe, dla tych, którzy zmierzają drogą lądową z Manili na Bohol.

Mężczyzna z kogutem w Tacloban.

Wycieczki poza Tacloban:

Naszą pierwszą wycieczką z Tacloban był wyjazd jeepney na plażę San Jose, mimo że nie była atrakcyjna. Było pełno betonu i samoloty latały nisko nad głową, lecz przynajmniej woda była ciepła. Do San Jose pojechaliśmy głównie dlatego, że nie mogliśmy się doczekać kontaktu z morzem. Miejscowi Filipińczycy dawno nie widzieli białych, dlatego że zarówno na plazy jak w jeepney byli bardzo nami zainteresowani.

O wiele bardziej interesujący był park narodowy Sohoton Caves and Natural Bridge Park na wyspie Samar, gdzie pojechaliśmy na zorganizowaną wycieczkę z Tacloban. W parku odbyliśmy przeprawę kajakiem, choć przez niektóre tereny przeprawialiśmy się pieszo gdyż kajak nie był się w stanie przedrzeć. Pływaliśmy też oczywiście pod malowniczym mostem ze skał, który jest atrakcją parku, a następnie pływaliśmy.  Kosztowało nas to 2870 pesos za 3 osoby, łącznie z pysznym obiadem w domu z bambusów, pokrytym liśćmi palmowymi. Na deser jedliśmy słodkie banany z grilla i popiliśmy herbatą tamarind. Sama droga do parku też była piękna, gdyż otaczała nad tropikalna natura.

W drodze powrotnej pojechaliśmy zobaczyć wodospad Balantak, także na wyspie Samar. Ten wodospad był bardzo spokojny dlatego spędziliśmy czas w naturalnym basenie. Chodziłem też po skałach, i wziąłem prysznic pod wodospadem. Było pięknie.

Bardzo przyjemnym doświadczeniem było też małe miasteczko Sebey, także na wypie Samar, gdzie ludzie byli bardzo zainteresowani jedynymi białymi. W Sebey zjedliśmy dobry posiłek w bambusowej chatce, przygotowany przez miejscową rodzinę. Około 3km za Sebey była też plaża o nazwie Bacubac, i na to właśnie czekaliśmy. W końcu znaleźliśmy się na szerokiej i długiej plaży, z białym piaskiem i palmami kokosowymi. Myślę, że właśnie na tym polega moje szczęście, gdyż jestem minimalistą i nie potrzebuję dużo aby być szczęśliwym. Bambusowa chatka pod palmami, oraz ludzie którzy szczerze się do mnie uśmiechali – to wszystko czego potrzebowałem. Oczywiście Filipińczycy byli bardzo podekscytowani na widok trzech „niedźwiedzi polarnych”, gdyż często nas tu nie widzą. Do Tacloban wróciliśmy autostopem na tyle ciężarówki.

Plaża w mało znanym Bacubac na wyspie Samar, o zmroku.

Zauważyłem że Filipińczycy prowadzili proste życie pod palmami kokosowymi i bananowcami oraz mieli swoje małe interesy. Były to najczęściej małe sklepy za ścianą z przeplatanych bambusów, gdzie sprzedawali kokosy, albo prowadzili swojego grilla i kuchnię domową. Bardzo często na Filipinach mieszkańcy grillowali mięso przed domem oraz wystawiali garnki na stół z przygotowanym przez siebie jedzeniem. Ja natomiast lubię wspierać lokalną ekonomię. Z punktu widzenia podróżnika przygodowego bylo to proste, interesujące życie, i te tradycje właśnie chciałem zobaczyć. Tyle mi wystarczyło do szczęścia. Na plażach Filipińczycy byli zazwyczaj zajęci budowaniem lub odnawianiem łodzi rybackich, oraz połowami ryb. Wówczas na grillu były już nie tylko kurczaki i wieprzowina, ale także ryby. Mi bardzo smakowała duradu oraz ryba latająca. Resztki jedzenia też się nie marnowały gdyż zawsze towarzyszyły mi psy i koty.

Południowe Luzon oraz wyspa Samar były jednak tylko przyjemnymi i wartościowymi przystankami, gdyż większość czasu z moimi kobietami zamierzałem spędzić na bardzo popularnym Bohol i przyległym Panglao. Nie chcieliśmy się jednak śpieszyć. Cały czas zmierzaliśmy do portu w Bato, skąd mieliśmy wsiąść do portu na Bohol, lecz postanowiłem że zatrzymamy się jeszcze w Polompon.

Transport z Tacloban do Polompon

3h – 150 pesos, małym busem.

Polompon

Polompon okazało się bardzo przyjemnym małym miasteczkiem z dobrym bazarem rybnym, grillowanymi kurczakami oraz szerokim wyborem egzotycznych owoców. Siedząc na plaży San Juan jedliśmy lansunis, rambutany i mangostine, patrząc na morze. Oznacza to, że w naszej na pozór bogatej i dobrze zaopatrzonej Europie jednak nie ma wszystkiego. Polompon jest według mnie obowiązkowym przystankiem w drodze na Bohol.

Odbyliśmy też wycieczkę na bajeczną wyspę Kalanggaman, z białym piaskiem, palmami, z turkusową laguną dookoła, oraz wąskim pasmem piasku. Kalanggaman to idealna wyspa na robienie zdjęć do pocztówek perfekcyjnych miejsc. W Polompon bardzo miło spędziliśmy czas, i choć planowaliśmy zostać tylko 1 dzień, to zostaliśmy 3 dni. Filipiny nie tylko urzekają swoim pięknem i miłym stylem życia; one uzależniają i sprawiają że chce się zostać dłużej.

Wyspa Kalanaggaman, Leyte. To jest właśnie jedno z tych miejsc, które świadczą o pięknie Filipin.

Transport z Polompon do Bato

Po śniadaniu wzięliśmy minibus do Ormoc (1h – 10 pesos) Była to malownicza droga podczas któraj widziałem tarasy ryżowe, domki z palm i bambusa, oraz filipińskich rolników z bawołami. Była pora deszczowa, dlatego bardzo padało, lecz z drugiej strony na tym właśnie polega piękno Filipin. W Ormoc wsiadłem do kolejnego minibusa, który dostałem się do Bato (2h – 147 pesos). Była to kolejna, przyjemna część mojej trasy. Na chwilę zatrzymaliśmy się też w Baybay, gdzie dopadli nas obwoźni sprzedawcy napoi i ciastek, oraz chrupków bananowych.

Bato

Naszym ostatnim miejscem na Leyte było miasteczko portowe Bato, gdzie spaliśmy na łóżkach z bambusów, zjedliśmy kolację nad morzem, oraz wybraliśmy się do biednej wioski, spacerując pomiędzy małymi łódkami. Dzieci mieszkające w drewnianych domkach na balach bardzo się nami zainteresowały i zadawały pytania, a dorośli też chcieli rozmawiać. Zauważyłem że na Filipinach, które są rzadziej odwiedzanym kierunkiem, ludzie reagują z większym zainteresowaniem na widok białych niż w częściej odwiedzanych krajach regionu, przez co doświadczenie kulturowe jest bardziej realistyczne. Czasem wszystkie ciemne twarze były skierowane na nas, a my czuliśmy się wtedy jak śnieżne pantery które uciekły z zoo. Nasza biała rasa jest na Filipinach rzadkim gatunkiem.

Filipiński krajobraz.

Wyspy Bohol i Panglao

Na Bohol spędziliśmy najwięcej czasu i choć zobaczyliśmy całą wyspę bardzo dokładnie, to najpierw zatrzymaliśmy się na plaży Anda, gdzie są najlepsze plaże, jaskinie wodne oraz raj turystyczny. Anda była cicha i odosobniona, i to tam razem z moimi białymi kobietami doświadczyłem spokojnego, wiejskiego życia na Filipinach. Spacerując wśród bananowców i palm kokosowych docierałem do białych plaż z palmami chylącymi się do morza, oraz do jaskiń wodnych, które sprawiły mi największą przyjemność.

Spośród wielu wycieczek odbyliśmy też wycieczę na motorowerze do kompleksu wodospadów ukrytych w dżunglii, zwanych Cam Umantad, po drodze zatrzymując się na grilla pomiędzy polami ryżowymi. Wodospad Cam Umantad był wyjątkowo piękny, gdyż był on położony w dżunglii, a woda prowadząca do niego była błekitna. Dookoła byla palmy i bananowce, i uważam że było to wyjątkowo urocze miejsce.

Następnie przenieśliśmy się na plażę Alona, na przyległej wyspie Panglao, która jest głośniejsza i bardziej turystyczna, lecz ciągle piękna. Mi osobiście bardziej podobała się spokojna Anda, lecz uważam że Alonę też trzeba zobaczyć. Gdy nacieszylliśmy się plażami, zabrałem moje kobiety na tygodniową wycieczkę motorowerem po centralnym Bohol. Zobaczyliśmy oczywiście Czekoladowe Wzgórza oraz najmniejsze naczelne na świecie – tarsiery, choć odbyliśmy też rejs po rzece, zobaczyliśmy motylarnie, ogrody botaniczne i ciekawe zoo, gdzie moja mała blondynka karmiła młodą lwicę z butelki. Był to piękny czas wśród egzotycznej przyrody, malowniczych widoków, i w towarzystwie azjatyckich zwierząt. Bardzo mi się też podobał tak zwany “las stworzony przez człowieka“, prowadzący do Czekoladowych Wzgórz.

Plaża na Panglao.

Nasze posiłki zazwyczaj mieliśmy w przydrożnych knajpach, zbudowanych z bambusów i liści palmowych. Zanim odprowadziłem moje kobiety to głównego miasta Bohol – Tagbilaran, skąd miały lot, wróciliśmy jeszcze na Panglao, skąd popłynęliśmy na wyspę Balicasag aby pływać z żółwiami morskimi, oraz na pas piaskowy częściowo nad wodą, o nazwie Wyspa Dziewicza. Zabrałem też dziewczyny do jaskini wodnej Hinangdanan, którą uważam że należy koniecznie zobaczyć. Pływałem wśród skał i nurkowałem w krystalicznie czystej wodzie.

Gdy zostałem już sam, spędziłem noc w celi hotelowej w Tagbilaran, a następnego dnia popłynąłem promem na wyspę Siquijor.

Prom z Bohol na Siquijor

Koszt – 270 pesos promem Liteferries.

Wyspa Siquijor

Siquijor to mała wyspa blisko Bohol, która przyciąga podróżników przede wszystkim swoimi pięknymi i przygodowymi wodospadami w dżunglii. Gdy tylko dotarłem do portu w Larena, najpierw spędziłem noc na bambusowej ławce pod bananowcami, a nad ranem wypożyczyłem motorower, gdyż jest to najlepszy sposób na zwiedzanie tej wyspy. Kierowałem się w stronę Siquijor town, gdzie miałem swoją bazę przez parę nocy, lecz najpierw zatrzymałem się przy błękitnych basenach otoczonych mangrowcami, o nazwie Guiwanon Spring Park. Chodziłem po bambusowej kładce z bambusa, wykąpałem się w lesie mangrowym i rozmawiałem z Filipinkami robiącymi pranie. W Siquijor town mieszkałem w bambusowym domku w ogrodzie za 500 pesos za dwie noce. Zobaczyłem interesujący bazar rybny, stary kościół i wieżę dzwonniczą, a po paru dniach pojechałem na wycieczkę dookoła wyspy. Zatrzymałem się na plaży Paliton, gdzie minął mi bardzo przyjemnie cały dzień. Pływałem, zbierałem muszle, i chodziłem po plaży obserwując łódki i formacje skalne. Nawet nie wiem kiedy minął ten dzień, dlatego wróciłem do mojego bambusowego domku, a na wyprawę po wyspie wybrałem się następnego dnia.

Swoją wycieczkę dookoła Siquijor zacząłem od miasteczka San Juan, gdzie większość czasu spędziłem w basenie pod palmami, o nazwie Capilay Spring Park. Zatrzymywałem się na mięso z grilla pod palmami, co jest tradycją na Filipinach. Reszta mojej podróży po Siquijor ograniczała się do jeżdżenia poprzez pola ryżowe, oraz skakania na linie ponad błękitnymi wodospadami. Na Siquijor jest wiele spokojnych, odosobnionych wodospadów ukrytych głębiej w dżunglii, takich jak np. Locong. Jadąc poprzez bananowce i palmy dotarłem też do wodospadu Kawasan oraz do jaskini o tej samej nazwie, która znajdowała się zaraz pod wodospadem. Dostanie się tam nie było łatwe gdyż musiałem schodzić w dół dżunglii, lecz piękno błękitnych wodospadów było urzekające. Siquijor to także dobra wyspa do obserwacji życia wiejskiego Filipin, gdyż wiele razy widziałem jak rolnicy orali pola ryżowe drewnianym pługiem, za pomocą bawołów.

Wodospad Kawasan na wyspie Siquijor.

Zdecydowanie największą atrakcją Siquijor jest jednak trzy piętrowy wodospad zwany Cambugahay, osiągalny z Lazi. Znajdują się tam liny, huśtawki i bambusowe platformy do bujania się i skakania do wody. Dżungla, formacje skalne, błękit wodospadu i piękne ptaki – to niepowtarzalne atrakcje tego malowniczego miejsca. Byłem też w miasteczku Maria aby zobaczyć stary kościół, a stamtąd pojechałem na plażę Salangdoon. Sama plaża była ładna, lecz atutem był 10m klif, z którego skakałem do morza. Skoczyłem aż 8 razy i byłem mocno dopingowany przez chińskich turystów. W drodze powrotnej zatrzymałem się ponownie w Maria, aby zagrać z Flipińczykami w bilarda i zjeść przysmak Filipin – kałamarnicę adobo. W centrum wyspy Siquijor jest też głęboka i bardzo atrakcyjna jaskinia Cantoban. Musiałem się przeciskać przez małe szczeliny, uważać na skały na ziemi i na suficie, oraz chodziłem w wodzie po pas. W jaskini Cantoban musiałem się też wspinać na wyższe partie szlaku, w tym na podziemne wodospady. To była przygoda jakiej potrzebowałem.

Prom z Siquijor na Negros

Moją ostatnią noc w Siquijor spędziłem w porcie Larena, gdyż o 6 rano miałem prom na wyspę Negros, do Damaguette. 2h – 170 pesos.

Wyspa Negros

Negros Oriental

Wyspa Negros nie jest najczęściej odwiedzanym miejscem Visayas, gdyż śpieszący się podróżnicy najczęściej wybierają Bohol i Cebu. Ja jednak spędziłem tam parę tygodni i było pięknie. Swoją podróż po wyspie zacząłem od Damaguette, które jest głównym miastem Negros Oriental. Damaguette okazało się bardzo miłym nadmorskim miastem, gdzie zawsze wieczorem pod palmami można było zjeść ryby prosto z morza, i popić kokosem. Dla podróżników Damaguete to miasto nadmorskich spacerów, restauracji oraz masażu, choć Damaguette to także dogodna baza do okolicznych miejsc.

Moją pierwszą wycieczką z Damaguette była wyprawa dookoła miasteczka Valencia, które jest otoczone wspaniałą przyrodą. Z Valenci pojechałem autostopem do wodospadu Casaroro, który ma 70m wysokości i leży głębiej w dżunglii. Casaroro to dłuższa wycieczka gdyż po dojechaniu na parking, musiałem zejść w dół po schodach, a następnie szedłem po wielkich głazach wzdłuż rzeki, w dżunglii. Po około 40 minutach marszu zobaczyłem wysoki wodospad o ogromnej sile. Za każdym razem gdy widze nowy wodospad, zawsze w nim pływam. Jest to część mojego przygodowego manifestu, i dlatego w bardzo zimnym wodospadzie Casaroro też pływałem, oraz miałem prysznic spływający z 70m. Następnie wróciłem ta samą drogą, wzdłuż rzeki i omijając wielkie głazy i drzewa bananowe dotarłem po schodach na górę. Nastepnie znowu miałem szczęście, gdyż kolejnym autostopem wróciłem do Valencii, a potem od razu pojechałem do podwójnego wodospadu Pulangbato. W tym bardzo turystycznym miejscu znajdują się dwa wodospady blisko siebie. Jeden jest zacementowany i przez to przystosowany dla dzieci i osób starszych lub po prostu bardzo wygodnych, a drugi, który nazywam czerwonym wodospadem, jest dziki. Pływałem w obu, lecz czerwony wodospad podobał mi się o wiele bardziej. Był tam silny prąd, wspinałem się po skałach, i tam czułem prawdziwą przygodę do której zawsze dążę. Następnie szedłem poprzez dżunglę drogą w dół, mijając bambusowe chatki pokryte liśćmi palmowymi, i dotarłem do gorących źródeł. Siedziałem w spokoju pod palmami, w ciepłej wodzie, oraz odpoczywałem w tropikalnym klimacie. Fajne mam życie.

Rybak z pyszną rybą dorado, na wyspie Negros, w okolicach Sipalay.

Bardzo przyjemną częścią mojej podróży był pobyt na sławnej wyspie Apo. Zanim tam jednak dotarłem, pojechałem na brzeg do Malapatay, które znalazło się na mapie turystycznej świata tylko i wyłącznie dzięki wyspie Apo. W Malapatay znajduje się ładna plaża, kuchnia pod palmami oraz sklepy z pamiątkami. Gdy te atrakcje miałem już za sobą popłynałem dzieloną łódką na wyspę Apo, czyli do małego raju pełnego plaż, palm i potężnych fal. Na Apo życie skoncentrowane wokół plaż i nurkowania z żółwiami morskimi i rekinami białopłetwymi. Oprócz tego, miejscowi mieszkający już w podmurowanych, choć najczęściej w bambusowych i palmowych domkach, są raczej zrelaksowani i gościnni. Jak wszędzie na Filipinach, ludzie lubią rozrywkę, i dlatego w dzień są walki kogutów, a wieczorami w centrum uwagi jest stół bilardowy oraz piwo. Plaże na Apo mają też interesujące formacje skalne, i uważam że dla zakochanej białej pary może to być bardzo romantyczne miejsce.

Innym ważnym miejscem mojej wyprawy po Negros była wycieczka w góry, do Dwóch Jezior, w okolicach miasteczka San Jose. Były to jeziora Balinsasayo i Danao, gdzie chodziłem po dżunglii, oraz miałem malownicze widoki na jeziora i góry. Szczególnie polecam 900 metrowy marsz przez dżunglę do drugiego jeziora. Po drodze można zobaczyć egzotyczną roślinność oraz odpocząć na łonie natury. Droga na górę także była piękna, gdyż widziałem filipińską wieś, bawoły orzące pola ryżowe, bananowce, palmy, bambusowe chatki oraz owoce jackfruit wiszące na drzewach nad drogą. Miasteczko San Jose też było ciekawe. Był oczywiście bazar i ładny kościół, lecz ciekawsza była rekacja ludzi na widok „białego niedźwiedzia”. Dziewczyny wracające ze szkoły robiły sobie ze mnie żarty, krzycząc: „Hej daddy, jak się masz, chcesz buzi?” No cóż, nie często widzą białych, lecz nie mogę im się dziwić. Jadąc do wielu miejsc w Anglii, Niemczech, Holandii czy Szwecji też nie widzę wielu białych, mimo że bardzo bym chciał. Potem byłem też w małym Bais City, skąd wybrałem na wycieczkę, aby zobaczyć mieliznę na morzu i chatki zbudowane na balach wystające z morza. Wspaniałe wrażenie, tym bardziej że Filipińczycy na drewnianych łódkach sprzedawali grillowane kałamarnice, które przed chwilą złowili.

Wyspa Apo widziana ze szczytu. Proszę zwrócić uwagę na błękit morza.

Filipiny są piękne i ciekawe, a piękno tego kraju uzależnia.

Negros Occidental

Po całodziennej podróży przez środek wyspy, oraz po postojach w takich dziurach transportowych jak Mabinay i Kabankalan, późnym wieczorem dostałem się do Sipalay. Nareszcie byłem w Negros Occidental, i jak wkrótce się okazało, pobyt w Sipalay był jednym z najpiękniejszych doświadczeń mojej podróży. Szybko znalazłem tani pokój w centrum za 300 pesos, i stamtąd codziennie organizowałem wycieczki. Wiekszość czasu spędziłem na publicznej plaży blisko bazaru rybnego, gdzie spacerowałem po białym piasku i rzucałem się w fale. Plaża w Sipalay ma wiele kilometrów i kończy się formacjami skalnymi. Do tego miałem widok na góry oraz towarzystwo wesołych Filipińczyków. Jedzenie w Sipalay też było dobre. Zawsze wieczorem próbowałem nowego gatunku ryby. Raz była to ryba latająca a innym razem pyszna duradu. Na bazarze rybnym były także płaszczki, ogromne tuńczyki oraz żółte krokodyle w sosie mango – (żartuję, krokodyli nie było, ale może innym razem). Obok były też stragany z tropikalnymi owocami, grille oraz bazar z ubraniami. Sipalay bardzo mi się podobało. Jest to dobrze zaopatrzone miasteczko w tropikalnym raju.
Z centrum Sipalay pojechałem też do rejonu o nazwie Barangay 4, gdzie spędziłęm dzień na bardzo spokojnej plaży, gdzie woda stała w miejscu. Pływając z maską i rurką widziałem węża morskiego. W drodze powrotnej zatrzymałem się na słodkie, grillowane banany, oraz miałem bardzo dobry kontakt z miejscowymi, podczas połowu duradu.

To jednak nie wszystko, gdyż pojechałem 7km też do Montilla, skąd udałem się na sławną Sugar Beach. Ta część podróży była zupełnie inną przygodą, gdyż aby dostać się tam, najpierw musiałem popłynąć małą drewnianą łódką przez las mangrowy. Potem przeszedłem przez filipińską wioskę zbudowaną z bambusów i liści palmowych, i dopiero wtedy dotarłem do „cukrowej plaży”. Po raz kolejny zobaczyłem wzburzone morze, malowniczy horyzont, formacje skalne, oraz filipińskich rybaków walczących z żywiołem. Wchodzili z sieciami do morza i wychodzili na brzeg, najczęściej z małymi rybkami.

Na Filipinach życie toczy się także na morzu. Gdy jest odpływ, z wody wystaje piasek, gdzie jest bazar.

Po Sipalay zmierzałem dalej na północ, tym razem do małego miasetczko Palupandan, skąd jest tylko 5km do portu na wyspę Guimaras. W Palupandan niestety nie było hoteli, dlatego musiałem zostać w oddalonym o 10km mieście Bago (w Birmie też jest Bago). W Bago niestety był tylko jeden hotel, za 550 pesos, więc całe szczęście że spędziłem tam tylko jedną noc. Bago na pewno nie urzeka swoim pięknem, lecz tam także są dobrzy ludzie, oraz dobry bazar rybny i owocowy. Było przyjemnie.

Prom na Guimaras

Następnego dnia wsiadłem do jeepney i za 10 pesos dostałem się do bambusowo-palmowej wsi zwanej dumnie portem, i dużą drewnianą łodzią za 95 pesos popłynąłem na wyspę plantacji mango, czyli Guimaras. Rejs trwał tylko 45 minut.

Guimaras – „wyspa mango”

Gdy tylko wysiadłem z łodzi, od razu zobaczyłem ładne widoki. Przede mną były palmy oraz skały wystające z morza, po których wszedłem na wyspę. Gdy jedyny „miś polarny” wyszedł na brzeg w Guimaras, wszystkie ciemne oczy były we mnie wpatrzone. Usiadłem pod drewnianą budką z dachem z liści palmowych, i pojechałem rykszą do miasteczka San Miguel. San Miguel nie jest niczym ciekawym, lecz zostałem tam, gdyż jest to dobre centrum hotelowe, jest dobry transport, niezły bazar i kilka knajp z bilardem. Warto stąd organizować wycieczki.

Na pierwszą wycieczkę pojechałem do Navalas, aby zobaczyć zabytkowy kościół katolicki, zbudowany przez Hiszpanów w 1880 roku. Navalas dało mi jednak o wiele więcej niż sam kościół, gdyż resztę dnia spędziłem na ładnej plaży z młodymi Filipińczykami. Rozmawialiśmy, potem kąpaliśmy się, a w drodze powrotnej stanąłem w McLain, gdzie zjadłem dobrą ośmiornicę adobo.

Innym razem pojechałem na plażę Alobijod, gdzie najpierw pływałem sam, a potem popłynąłem na wycieczkę łodzią z filipińskimi turystami. Byliśmy na kilku pięknych wyspach, gdzie zobaczyłem błękitne laguny i formacje skalne, także było pięknie. Cały dzień spędziłem w pięknych plenerach nad morzem, pływając z jednej uroczej plaży na drugą. Gdy wróciłem do Alubijod, usiadłem pod palmą i zjadłem pyszną rybkę z grilla za kilka pesos. Pomyślałem, że niezłe mam życie.

Innym razem zrobiłem sobie wycieczkę objazdową po Guimaras. Najpierw dostałem się spokojnej plaży Clara, gdzie widziałem rybaków wyławiających ryby z morza, interesujące formacje skalne i drzewa mangrowe. Było ciepło a delikatny wiatr głaskał mnie całe dnie.

Wejście do kościoła w Navalas, na wyspie Guimaras, Filipiny.

Następnie, w drodze powrotnej, zatrzymałem się przy wsi Cabano, aby zobaczyć ogromne wiatraki produkujące „zieloną” energię. Usiadłem w bambusowej chatce pod drzewem bananowym, i obserwowałem wiatraki wysoko na niebie, przy akompaniamencie piejącego koguta.

Byłem też w Sebaste, w ośrodku wypoczynkowym o nazwie Nature’s Trail, gdzie zobaczyłem egzotyczną przyrodę, mangrowce i spokojną plażę. Po wyjściu akurat natrafiłem na uzbrojona policję, i zrobiłem sobie z nimi zdjęcia. Stamtąd wróciłem autostopem, siedząc w bagażniku vana. Obserwowałem wiatraki wyspy Guimaras, pola ryżowe i bananowce. Kierowca wysadził mnie gdzie na drodze, nieopodal wsi Cambungahan, gdzie spędziłem czas z ludźmi, w ich domkach pokrytych liścmi palmowymi. Gdy zaczynało być ciemno, ,miałem szczęście gdyż zatrzymał się motorzysta, który jechał do Buenavista, i wysadził na skrzyżowaniu dróg, w maleńkiej wiosce Pina. Było miło, gdyż w Pina zjadłem bardzo dobre gotowane małże, po 40 pesos za kilo. Każda knajpa koło pół ryżowych była z drewna i nigdy nie były to restauracje, ale stragany miejscowych rybaków, którzy wieczorami sprzedawali swoje połowy.
Uważam, że kupowanie od tych ludzi to bardzo dobry sposób na pomoc lokalnej ekonomii. Wieczorem ktoś na motorowerze podwiózł mnie do San Miguel za jedyne 100 pesos, a resztę dnia spędziłem grając w bilarda z Filipińczykami.

Mojego ostatniego dnia na wyspie Guimaras, poszedłem do plantacji mango, niedaleko San Miguel. Guimaras słynie z mango, i jest nawet nazywana „wyspą mango”. Co prawda w listopadzie nie ma sezonu na ten owoc, ale przynajmniej zobaczyłem plantację i nauczyłem się czegoś nowego.

Wyspa Guimaras nie jest przygotowana dla turystów, lecz uważam że jest wartościowa, gdyż stanowi ona interesujący kierunek poza wytartym szlakiem Filipin.

Rejs na wyspę Panay

Tego samego dnia pojechałem jeepney do portu, a następnie popłynąłem małą łodzią do Iloilo City na wyspie Panay. Rejs zajął 15 minut i kosztował 15 pesos.

Wyspa Panay

Wyspa Panay nie jest popularnym kierunkiem turystycznym, gdyż spieszący się turyści zazwyczaj wybierają plażowe Palawan, Cebu i Bohol. Ja osobiście nie widziałem żadnych białych na Panay, dlatego że wyspa ta jest głównie traktowana jako lotnisko, na którym Biali lądują aby dostać się do plażowego raju w Boracay. Ja też byłem tylko w Iloilo City.

Kościół św. Anny w Iloilo City.

Gdy dobijałem do brzegu, najpierw zobaczyłem brudne baraki oraz dzieci kąpiące się w morzu. Natychmiast wziąłem rykszę i pojechałem do miasta, do taniego, lecz przyzwoitego hotelu za 330 pesos za noc. Będąc w Iloilo City dobrze się bawiłem, lecz jasne stało się dla mnie, że życie towarzyskie toczy się w dwóch głównych miejscach, koło dwóch wielkich kościołów katolickich. Pierwszym miejscem jest dzielnica Molo, ze swoim sławnym kościółem św. Anny. Spędziłem większość dnia na placu przed kościołem, gdzie jest między innymi boisko do koszykówki, gdzie młodzież ćwiczy układy taneczne, i gdzie jest dużo sprzedawców ulicznych. Zaprosiłem młodą Filipinkę na colę, aby porozmawiać z nią o jej kraju, a potem sam próbowałem naleśników ryżowych oraz ciastek kokosowych.

Sprzedawcy ciastek chcieli mi też wcisnąć filipińską żonę, gdyż jak powiedzieli: „jestem bogaty, dlatego że jestem z Polski”. Podróżując po Filipinach zauważyłem, że wiele osoób uważa, że przyjechałem na Filipiny po to aby znaleźć filipińską żonę, natomiast inni mi nawet oferują kobiety do stałego związku. Proponują abym wziął Filipinkę, czasem nawet krzycząc do mnie z daleka: „ona jest wolna”. Na Filipinach, tak jak w innych krajach Azji, istnieje legenda „białego milionera”, który urodził się w złotych butach i jest w stanie zapłacić absurdalnie wysoką cenę. Tłumaczenie tym ludziom, że jest inaczej nie ma sensu. W wielu miejscach na Filipinach czułem się jak gwiazda rocka, na którą wszyscy patrzą.

Kościół świętej Anny bardzo mi się podobał, i uważam że potrzeba takiego w Londynie, zaraz koło Big Bena. Po drugiej stronie ulicy był też dom kultury, gdzie obejrzałem galerię obrazów, a następnie poszedłem zjeść tropikalne owoce. Tym razem były to pomelo z wyspy Mindanao, przypominające grapefruity. Tego samego dnia pojechałem też jeepney do zakonu katolickiego Asilo de Molo, znajdującego się około 1km od kościoła świętej Anny. Po zakonie oprowadziła mnie filipińska zakonnica, która pokazała mi kościół, salę spotkań, ogród z oczkiem wodnym oraz małą plantację tropikalnych owoców.

Wieczorem wróciłem do kościoła świętej Anny, i poszedłem do centrum handlowego, gdzie oferowali darmowe masaże leczniczym olejkiem. Zjadłem grillowaną ośmiornicę adobo i wróciłem do hotelu. Będąc w Iloilo City poruszałem się jeepney za 8 pesos, co jest szybkie i tanie. Pojechałem też do dzielnicy Lapaz i Jaro aby zobaczyć Katedrę Jaro oraz Wieżę Belfry, zbudowaną w 1744 roku i wysoką na 29 metrów. Jak mogłem się spodziewać, także i tu byli sprzedawcy naleśników kokosowych i napoi, choć były też tropikalne drzewa z lianami.

Katedra Jaro oraz Wieża Belfry; Ililo City, Filipiny.

W Iloilo były w zasadzie do zobaczenia dwa kościoły i wieża, choć ciekawi byli też ludzie i port. Zdecydowanie należy tu przyjechać, aby mieć to doświadczenie.

Lot na wyspę Cebu

Wkrótce pojechałem jeepney za 8 pesos do centrum handlowego SM City, a stamtąd pojechałem vanem na lotnisko za 70 pesos. Poleciałem do Cebu City.

Wyspa Cebu

Cebu City to drugie największe miasto na Filipinach po Manili. Jest tam męczący ruch uliczny, zanieczyszczenia i dużo ludzi. Do Cebu City przyjechałem w nocy, dlatego od razu wziąłem taksówkę za 300 pesos i pojechałem do Downtown, gdzie znajduje się większość tanich hoteli. Ja płaciłem 450 pesos, a potem w następnym 400 pesos za noc. Taksówkarz zaczął ze mną ciekawy temat. Otóż oferował mi „bary z dziewczynami”, czyli burdele, dlatego że w jego opinii biały mężczyzna przyjeżdża na Filipiny nie dla ładnych plaż, wodospadów czy dla kultury Filipin, ale właśnie do burdelu. Tego rodzaju opinie o białych mężczyznach często wychodzą w rozmowie z Filipińczykami.

Cebu City jest droższe niż inne, miejsze miasta. W Cebu City miałem do zobaczenia kilka miejsc, choć wiedziałem że tym razem nie będę miał czasu na zobaczenie całej wyspy. Moja dwu-miesięczna wiza kończyła mi się, i dlatego pojechałem do biura imigracyjnego aby wyrobić nową, lecz niestety ceny wiz były tak drogie że postanowiłem, że zobaczę tylko Cebu City oraz jego najbliższe okolice. Podjąłem więc decyzję, że zamiast płacić za ekstremalnie drogie przedłużenie filipińskiej wizy, polecę do Brunei a potem będe kontynuował moją podróż po Borneo, po stanie Sabah. Następnie wrócę do Mactan – Cebu City i dostanę miesięczną wizę filipińską za darmo. Tyle mi wystarczyło.

Katedra Santo Nino w Cebu City, Filipiny.

Większość mojego czasu w Cebu City spędziłem w dzielnicy Downtown, gdyż tam znajdowało się najwięcej zabytków oraz straganów ulicznych, co zawsze daje lepszą możliwość na poznanie ludzi i charakteru miasta. Cebu City to wielki sklep, składający się ze straganów z grillowanym mięscem, owocami, napojami, małżami i naprawami telefonów. Są też centra handlowe i salony masażu oraz ruch uliczny, gdzie uwagę na siebie zwracają kultowe jeepney. Przez kilka dni spacerowałem po mieście, rozmawiałem z ludźmi i siadałem na posiłki, obserwując pędzących Filipińczyków.

Symbolem Cebu City jest najstarsza katedra katolicka na Filipinach Santo Nino, która została zbudowana w 1521 roku, jako prezent dla Filipin od portugalskiego podróżnika i odkrywcy Ferdynanda Magellana. Na terenie kompleksu świątynnego znajduje się ładny kościół z wieloma malunkami przedstawiającymi chrześcijańskich świętych, przed nim plac służący do ceremonii, oraz bardzo zaciszne miejsce do zapalania świec. Wewnąrz znajduje się też plac z fontanną i roślinnością, oraz drewniana figurka dziecka Jezus za kuloodporną szybą. Katedra Santo Nino jest bardzo nastrojowa i zaciszna, i jest moim zdaniem najprzyjemniejszym, oraz najbardziej wartościowym kulturowo miejscem w Cebu City. Wracałem tam wiele, wiele razy.

Zaraz za katedrą Santo Nino znanjduje się Krzyż Magellana, postawiony przez hiszpańskich i portugalskich odkrywców, na rozkaz Ferdynanda Magellana 21 marca 1521 roku, gdy przybyli do Cebu. Krzyż jest ulokowany w kaplicy, a na suficie znajdują się freski przedstawiające odkrywców z Iberii. To miejsce także jest bardzo popularne, zarówno wśród turystów jak i sprzedawców pamiątek.

Niedaleko od katedry Santo Nino i Krzyża Magellana, jest Fort San Pedro, zbudowany przez Hiszpanów. Fort San Pedro to fortyfikacja obronna, której budowa została zaczęta w 1565 roku, lecz następnie ją odłożono aż na dwa stulecia. Nie jest do końca jasne, kiedy go ukończono, mimo że na bramie głównej widnieje 1738, a renowacja do obecnego stanu miała miejsce w 19 wieku. Fort San Pedro znajduje się na trójkątnym terenie i przez wieki był używany przez różne armie okupacyjne do innych celów. Fort służył jako miejsce dla wojska, jako szpital, i nawet jako zoo. Dziś jednak jest to barrdzo przyjemne miejsce zbudowane z kamieni, gdzie znajdują się mury obronne, armaty oraz egzotyczna roślinność. Fort San Pedro ma mroczną przeszłość, gdyż widział on wiele wojen i wiele krwi. Dziś jednak jest to bardzo przyjemne, odprężające miejsce, które powinno się znaleźć na liście każdego kto odwiedza Cebu City. Po obiekcie oprowadzała mnie ładna Filipinka, co także było sporym atutem tej wizyty.

Filipińska piękność.

Moim ostatniem miejscem tego dnia był Carbon Market, czyli bardzo brudny i chaotyczny bazar, gdzie można było kupić wszystko, od owoców i mięsa, po buty i przybory do golenia. Carbon Market polecam przede wszystkim tym podróznikom, którzy pragną poznać realizm Filipin. Jest biednie i brudno, lecz wspomnienia na pewno są tego warte. Miejsce to ma na pewno swój urok.

Poza tym, w Cebu City byłem długo. Próbowałem ulicznych przysmaków, byłem na masażach i zostawiłem tam bagaże, gdy wyjeżdżałem na Borneo, a potem gdy jechałem na północ i na południe wyspy Cebu. Wiele razy byłem też w Uptown, czyli w nowszej i lepszej części Cebu City. Punktem centralnym jest okrągły teren zielony Feunte Osmena, gdzie odbywają się koncerty i gdzie są oczywiście stoiska z jedzeniem.
Bedąc tam zawsze zastanawiałem się dlaczego w fontannie nigdy nie ma wody???

Wycieczki poza Cebu City

Wybrałem się za Cebu City na wycieczkę jednodniową, aby zobaczyć dwa miejsca. Pierwszym, bardzo atrakcyjnym obiektem była chińska Świątynia Taoistyczna, ukończona w 1972 roku i ufundowana przez chińską społeczność Cebu. Znajduje się ona w części Beverly Hills Cebu, i została zbudowana na kilku poziomach. Jak każda chińska świątynia, także i ta jest bardzo atrakcyjna, gdyż posiada budynki z kolorowymi, profilowanymi dachami, ma na swoim terenie smoki, chiński alfabet, basen z żółwiami, oraz nawet replikę Chińskiego Muru. Cały chiński kompleks świątynny jest bardzo nastrojowy i serdecznie go wszystkim polecam, jako interesujące doświadczenie kulturowe.

W Świątyni Taoistycznej za Cebu City.

Następnie, po posiłku w przydrożnej knajpie, gdzie zaserwowano mi grillowane banany na słodko, pojechałem z tyłu motoroweru na szczyt najwyższego punktu wyspy Cebu, gdzie znajduje się Temple of Leah, ciągle w budowie. Temple of Leah została zbudowana w rzymskim stylu, jako akt miłości wart 80mln pesos, na cześć żony pomysłodawcy tej budowli Leah Albino-Adarna. Budowla ma 7 pięter, posągi lwów, wiele rzeźb oraz kolumny i styl charakterystyczny dla Imperium Rzymskiego. Wewnątrz znajdują się pamiątki Leah, takie jak książki i antyki. W głównym holu są schody prowadzące w przeciwne kierunki, natomiast w środku stoi złoty pomnik Leah, z ołtarzem na tylnej ścianie.
Temple of Leah oferuje ładne widoki na Cebu City i dzięki niemu można się przenieść do czasów rzymskich. Moim zdaniem, dla zwiedzających jest to jednak obiekt o małym znaczeniu, gdyż został zbudowany w 2012 roku, na pamiątkę osoby o której mało kto słyszał.

Mojego ostatniego dnia w Cebu City przygotowywałem się do opuszczenia Filipin po prawie 2 miesięcznej podróży. Przed wylotem ciągle jednak miałem czas aby pójść na masaż.

Będąc na Filipinach podróżowałem z ogromną klasą, czyli najczęściej na pokładzie jeepney.

Wyprawy do innych krajów pomiędzy Filipinami

Następne półtora miesiąca spędziłem w podróży po innych krajach, dlatego że moja filipińska wiza już się kończyła, a przedłużenie jej na miejscu było tak drogie, że przy płaceniu lałaby mi się krew z nosa. Postanowiłem więc, że skoro miałem czas, wolałem polecieć do Sułtanatu Brunei, następnie odwiedzić malezyjską wyspę Labuan, a potem podróżować po stanie Sabah. W drodze powrotnej na Filipiny byłem też w Kuala Lumpur oraz w Singapurze, także zobaczyłem mnóstwo miejsc. Była to bardzo udana wyprawa, a gdy wylądowałem ponownie w Cebu City, dostałem darmową filipińską wizę. Tego właśnie potrzebowałem.

Polecam moje relacje z wypraw po wyżej wymienionych krajach z 2018 roku, a także z poprzednich lat.

Powrót na Filipiny

Po wylądowaniu w Cebu-Mactan, wziąłem autobus z lotniska do SM City za 40 pesos, a następnie taxi za 150 pesos do Colon w Downtown.

Tym razem mój pobyt na Filipinach już nie miał być długi, dlatego według planu mojej wyprawy nie zobaczyłem jeszcze tylko najlepszych miejsc na wyspie Cebu. Cebu jest bardzo szczególną wyspą w archipelagu Visayas, gdyż ma piękne plaże, egzotyczne wyspy, dobre nurkowanie oraz rekiny wielorybie. Cebu to wyjątkowo uroczy zakątek Filipin.

Wiedziałem, że w tym miejscu moja wyprawa była już prawie skończona, dlatego zależało mi abym tylko zobaczył co miałem w planach, a następnie chciałem zdążyć na lotnisko. Pierwsze dwa dni spędziłem w Cebu City. Tak jak wcześniej mieszkałem w hotelu Teo-Fel za 400 pesos za noc, i pierwszego dnia tylko odpoczywałem. Musiałem zrobić pranie, wyspać się po dzunglii Borneo i po przesiadkach w paru miejscach Azji. Gdy poczułem się już lepiej, poszedłem na Downtown, aby ponownie zobaczyć katedrę Santo Nino oraz Krzyż Magellana, a resztę dnia spędziłem na Carbon Market, gdzie nagrałem ciekawy film. Poszedłem też do Uptown, gdzie usiadłem z Filipińczykami na zielonym rondzie Feunte Osmena, gdzie znowu nie było wody, lecz przyjemnie spędziłem czas.

Ruch uliczny Cebu City.

Mój czas w Cebu City był bardzo przyjemny, i to nie tylko w atrakcyjnych miejscach, ale także gdy obserwowałem jeepney, ruch uliczny oraz tysiące ulicznych sprzedawców i naprawiaczy telefonów.

Przez cały ten czas podróżowałem sam, i miłoby było czasem spotkać kogoś normalnego, z kim mógłbym spędzić trochę czasu. Szkoda że okazuje się to niemożliwe. W hostelu spotkałem dziewczynę z Niemiec, która nie odnalazła jeszcze swojego rozumu. Generalnie Europejczycy podróżują aby poznawać obce kultury i ważne jest dla nich aby prezerwować obce cywilizacje, jednocześnie skazując swoją własną na wyginięcie. Niemka była wielką entuzjastką islamizacji Niemiec, lecz z drugiej strony nie chciała widzieć muzułmanów na Filipinach, dlatego że jest to kraj katolicki. Pojęcie rasy natomiast było u niej nieobecne. Wielu już takich Niemców spotkałem, co świadczy że ten naród raczej nie ma przyszłości. Poza tym, według niej: „po co mieć niemieckie dzieci, skoro muzułmanie w Niemczech mają po 4-6 z paroma kobietami, a i tak wszyscy są równi bo mają takie same szkielety.”

Według mnie naród niemiecki został skończony, gdy Niemcy wybrali Angelę Merkel, a naród brytyjski został skończony, gdy Brytyjczycy wybrali Tony’ego Blaira. Ja nazywam to: „śmierć narodu poprzez różnorodność”.

Wycieczki po wyspie Cebu

Podróżnicy, którzy planują wyprawę po wyspie Cebu i jej przyległych wyspach, z punktu widzenia turystyki powinni podzielić tą wyspę na dwa kierunki: kierunek południowy i kierunek północny. W taki sposób należy właśnie organizować wyprawy po Cebu, gdyż tylko ten sposób ma sens. W Cebu City z tego powodu znajdują się 2 dworce autobusowe, dworzec południowy i północny. Na każdym można oczywiście kupić dobre owoce oraz napije i słodycze. Dworce na Filipinach do gwarne i wesołe miejsca, choć z organizacją nie zawsze jest najlepiej.

Krzyż Magellana w Cebu City.

Kierunek południowy to: Oslob i Moalboal, oraz kilka przyległych wysp i wodospadów w okolicy. Najpierw radzę jechać do Oslob, a następnie w drodze powrotnej do Cebu City radzę się zatrzymać w Moalboal.

Po powrocie do Cebu City i spędzeniu tam przynajmiej jednej nocy, radzę jechać na północ.

Kierunek północny to: wyspa Bantayan i wyspa Malapascua, oraz kilka innych pięknych miejsc po drodze. Można wynająć prywatną łódź za większe pieniądze, która można bezpośrednio popłynąć z Bantayan na Malapscua, lecz główna trasa prowadzi przez dużą wyspę Cebu.

Transport do Oslob

185 pesos, 4h. Przyjemny i bezbolesny, wśród palm i z paroma przystankami na napoje i owoce.

Oslob

Oslob to małe filipińskie miasteczko, które znalazło się na turystycznej mapie świata dzięki rekinom wielorybim. Te największe ryby na świecie napędzają ekonomię miasteczka i całej okolicy, i to dzięki nim ludzie zbudowali domy, otworzyli sklepy, i żyją lepiej. Szybko znalazłem pokój za 300 pesos za noc, a wieczory spędzałem na grillu z miejscowymi. Poza tym w Oslob jest ładny kościół, bardzo dużo sklepów, a wieczorami nad morzem, jest wesołe miasteczko, oraz sprzedawcy lodów i owoców.

Rekin wielorybi.

Oslob to bardzo miłe turystyczne miasteczko, lecz wszystkie rzeczy, które się tu znajdują są tylko dodatkiem do wielorybów, które można zobaczyć 7km za miastem.

Rekiny wielorybie

7km za Oslob znajduje się baardzo turystyczna i bardzo komercyjna plaża, gdzie turyści z całego świata przyjeżdżają aby zobaczyć największe ryby na świecie w środowisku naturalnym – rekiny wielorybie. Te „delikatne olbrzymy”, jak są często nazywane, żywią się planktonem i małymi rybkami poprzez filtrowanie wody, i nie są niebezpieczne dla ludzi. Osiągają średnio długość od około 6-10m oraz masę do około 10.000kg, jednak największy osobnik mierzył aż 12.65m i ważył 21.5 tony.

Rekiny wielorybie występują we wszystkich ciepłych oceanach na półkuli południowej, jednak ryby te występują w określonych miejscach sezonowo. W Oslob jednak miejscowi zrobili z rekinów wielorybich tak intratny interes, że rekiny są tam obecne przez cały rok, gdyż są one dokarmiane chlebem i krewetkami. Wcześniej, pieniądze które obecnie zarabiają Filipińczycy na samych rekinach były dla nich niemożliwe do wyobrażenia sobie. Miejscowi sami mi wiele razy powtarzali, że bardzo kochają swoje rekiny, i wcale im się nie dziwie. Do tego ruszył też pełną parą interes pamiątkowy, także zanim nawet zapłacimy za zobaczenie rekinów, możemy kupić magnesy, kartki pocztowe i koszulki z rekinami

Od rana przy plaży jest zawsze mnóstwo turystów, na których czekają 3 opcje płatności. Jedni mogą obserwować rekiny z łódki, co kosztuje 500 pesos. Inni mogą pływać koło nich w maską i rurką, i jest to opcja, którą ja wybrałem i która kosztowała mnie 1000 pesos. Najdroższą opcją jest pływanie z butlą z tlenem, co kosztuje około 2000 pesos. Ja byłem zadowolony z tego że mogłem być z rekinami w wodzie, gdyż widziałem jakie są ogromne i jak się zachowują. Po schwytaniu jedzenia rzucanego im przez rybaków, szybko znikają w błękitnej głębi. Oczywiście było to bardzo wartościowe doświadczenie, które polecam.

Rekin wielorybi za Oslob.

Wodospad Tumalog

Koło plaży z wielorybami znajduje się też wodospad Tumalog. Jest to bardzo przyjemny błękitny basen w dżunglii, przy interesujących formacjach skalnych oraz wielkich bambusach. Za wejście zapłaciłem 30 pesos. Polecam ten przyjemny kontakt z naturą. Kąpiąc się błękitnym basenie, a następnie biorąc prysznic pod ciepłym wodospadem natknąłem się na dwie seksowne lesbijki, i niestety muszę przyznać, że bardzo się marnowały. Przytuliłem jedną i doszedłem do wniosku, że były to dobre kobiety z niewłaściwymi zainteresowaniami. Seksowne były te lesbijki bardzo, i wszystkim mężczyznom bardzo się podobały.

Błękitny basen, skały i wodospad są duże i zachęcają do zostania dłużej. Wodospad Tumalog to jedno z tych miejsc, których nie chce się opuszczać, także ze względu na ciszę dżunglii połączonej z odgłosami natury.

Wyspa Sumilon

Myślę, że w tym wypadku daruję sobie wiele słów. Simulon to tropikalna wyspa niedaleko Oslob, gdzie cały dzień spędziłem na białej plaży oraz w błękitnym morzu. Łódź w dwie strony kosztuje 500 pesos. Raj na ziemi.

Transport z Oslob do Moalboal

Postanowiłem, że aby nie było nudno, zrobię z tego kolejną przygodę w transporcie. Najpierw pojechałem do wsi Santander, która jest tylko dziurą transportową. Tam przesiadłem się do autobusu, i wysiadłem zaraz przed wsią Samboan, aby przeżyć historię na wodospadach Aguinid i Binalayan. Przez kilka godzin spacerowałem po dżunglii, wspinając się na różne poziomy wodospadów. Na szczęście były liny, za które mogłem się trzymać, także było bezpiecznie. Miałem ze sobą przewodnika, który robił mi zdjęcia i pokazywał szlak. Jedne miejsca były głośne i woda była też żywiołowa, a inne wodospady były spokojne i leżały cicho w odosobnionych zakątkach dżunglii.

Pięknie tu spędziłem czas, natomiast po wyjściu z dżunglii kupiłem od Filipińczyków rambutany, i usiadłem z kokosem pod palmą. Już wiele razy docierało do mnie, że największe szczęście sprawiało mi bardzo proste życie. Dlatego, że wodospad Aguinid są popularne wśród turystów, tutaj także mieszkają ludzie w drewanianych domkach pod strzechą i prowadzą swoje małe sklepy.

Następnie na tyle motoroweru dojechałem do hotelu nad samym morzem, gdzie wziąłem pokój za 300 pesos z widokiem na morze. Czułem się tam świetnie a następnego dnia rano obudził mnie szum morza. Wieczorem natomiast poszedłem do miasteczka Ginatilan, aby zjeść coś na prywatnym grillu. Ginatilan zapamiętam jako: grill, kościół i boisko do koszykówki.

Jeden z kilku pięter wodospadów Aguinid. Jest to mniej znane piękno naturalne Filipin, na wyspie Cebu.

Następnego dnia rano pojechałem autobusem do Moalboal, za 250 pesos. Po drodze miałem jeszcze przesiadkę w Badian, na przekąskę z grilla. Było miło, lecz miejscowi lubili sobie ze mnie robić żarty. No cóż, w porządku.

Moalboal

Moalboal to kolejne rajskie miejsce na Filipinach, blisko morza i wodospadów, gdzie można zapomnieć o smrodzie dnia codziennego w kraju europejskim. Moalboal i jego okolice to jedno z najprzyjemniejszych miejsc na wyspie Cebu.

Moalboal jest podzielone na dwie części. Pierwsza cęść miasta to Moalboal dla miejscowych Filipińczyków, która znajduje się dalej od plaż. W tej części można tanio zjeść z grilla na bazarze, można kupić tropikalne owoce po normalnych cenach, wypożyczyć motorower, i tu także znajduje się bardzo ważny przystanek autobusowy. Lokalny Moalbooal bardzo mi się podobał, gdyż poprzez czas spędzony na bazarach owocowych i z filipińskimi rybakami, doświadczyłem tego co realne.

Część Moalboal bliżej plaż to miasteczko turystyczne nastawione przede wszystkim na nurkowanie, gdzie ceny są także dostosowane do portfeli turystów. Mieszkałem w pokoju wieloosobowyym za około 350 pesos za noc, miałem blisko do nadmorskich knajp i do plaż, i było mi tam bardzo dobrze. Było tak dobrze, że planowałem zostać 3 dni, a zostałem tydzień. W zasadzie życie turystów w Moalboal ogranicza się najczęściej do picia, jedzienia, plażowania i nurkowania.
Poza Moalboal są też przyjemne wodospady oraz bilardy przy drodze, gdzie można zjeść z grilla i wypić piwo pod drzewem bananowym. Także życie płynie tu wolno i przyjemnie.

Ja w Moalboal odbyłem dwa nurkowania. Pierwsze miałem przy brzegu, gdzie widziałem wielkie ławice sardynek, oraz żółwie morskie. Następnego dnia popłynąłem łodzią z grupą nurków, aby nurkować koło wyspy Pescador. Morskie widoki były oczywiście malownicze, a świat podwodny też był ciekawy, gdyż zobaczyłem kilka sporych ryb i żołwii morskich.

Na drodze w Moalboal.

Poznałem też Holenderkę na plaży, którą zabrałem na napój bezalkoholowy, i na początku czuła się ze mną dobrze, lecz potem przestraszyła się mnie i odeszła. Na prawdę nie wiem co mam robić abym sprawiał wrażenie przyjemnego i delikatnego. Milszy już być nie potrafię. Innym razem w knajpie poznałem też Szwedki i Dunki, i choć na początku było dobrze, to po jakimś czasie potraktowały mnie jak potencjalnego złoczyńcę, mimo że chciałem dobrze. Najgorsze jest to, że te same kobiety, które wspierają imigrację afrykańskich i muzułmańskich najeźdźców, z największą nieufnością podchodzą do białych mężczyzn, którzy chcą ich przecież bronić. Bardzo źle dzieje się w Europie.

Dni spędzałem na łonie natury i na filipińskich bazarach, a wieczory w knajpach i na bilardzie pod palmami. Było cudownie.

Wodospady Kawasan

Wodospady Kawasan to największe i najpopularniejsze wodospady i naturalne błękitne baseny na całej wyspie Cebu, które leżą około 26km od Moalboal. Jeśli ktoś nie ma czasu i nie może zobaczyć wszystkich wodospadów, to powinien przede wszystkim przyjechać tutaj, a nie będzie zawiedziony. Gdy zaparkowałem swój motorower, najpierw przeszedłem przez szlak w dżunglii, mijając wysokie bambusy, małą rzekę oraz sprzedawców owoców. Po około kilometrowym spacerze ukazała się przede mną błękitna laguna, z wielkim basenem i silnym wodospadem. Kąpałem się przez godzinę, oraz unosiłem się na tratwie, a potem poszedłem w górne partie, wspinając się po skałach, i wielokrotnie skakałem do wody z przynajmniej 10 metrów.

Wodospady były oczywiście wspaniałe, przygodowe, i oferowały wiele atrakcji, lecz dla mnie liczyła się także sama dżungla. Na górę prowadził mnie przewodnik, z paroma miłymi Niemkami i Anglikiem, którzy kręcili flmy jak skakałem. Moja przygoda w dżunglii była tak wspaniała, i tak miło spędziłem czas w naturalnych basenach, pod wodospadami, że przyjechałem tu dwa razy. Za wejście zapłaciłem 500 pesos, a cena ta obejmowała skoki, huśtawkę i kąpiele.

Chciałbym aby moi czytelnicy zdali sobie sprawę, że Filipiny to nie tylko plaże, ale także tarasy ryżowe i błękitne wodospady w dżunglii, które ja lubię najbardziej. Jeśli ktoś lubi wodospady, to polecam wyspę Siquijor, na południe od Bohol.

Błękitna rzeka prowadząca do wodospadów Kawasan.

Szczyt Osmena

Następnego dnia pojechałem na motorowerze trochę dalej od Moalboal. Tym razem chciałem się dostać do Szczytu Osmena, który okazała się dalszą wyprawą. Było bardzo ciekawie, gdyż po drodze zatrzymałem się jeszcze raz przy wodospadach Kawasan, a potem jechałem poprzez dżunglę, czasem zatrzymując się po drodze na napoje i grillowane banany. Gdy dojechałem do skrzyżowania Dalaguete, tam po miłej herbacie pojechałemmoim motorowerem trochę wyżej, aż znalazłem się w miejscu gdzie zaczynała się wspinaczka. Tego dnia było wietrznie i padał deszcz, lecz i tak było miło. Na wszelki wypadek należy się przygodować na deszcz.

Szczyt Osmena to jeden z najwyższych punktów wyspy Cebu, który znajduje się na wysokości 1013 metrów nad poziomem morza. Osmeña Peak oferuje dramatyczny widok poszarpanych klifów z widokiem na morze w oddali. Miejscowi często porównują widok do Czekoladowych Wzgórz Bohol, lecz tutaj zamiast okrągłych brązowych kopców, wzgórza mają ostre, wystające szczyty. Sam szlak prowadzący na Osmeña Peak był dla mnie bardzo łatwy. Jest to około 700-metrowa wspinaczka od wejścia w Mantalongon, Dalaguete, którą pokonałem w 15 minut.

Osmeña Peak znajduje się około 50km od Moalboal lub około 64km jadąc poprzez Dalaguete. Własnym motorowerem, poprzez dżunglę, można się tam dostać w około 1.5h. Osmeña Peak można też odwiedzić z Oslob. Dystans jest podobny. Ja do Osmena dostałem się własnym motorowerem z Kawasan, co także jest dobrym sposobem.

Wodospady Cambais

Wodospad Cambais znajduje się około 1h jazdy motorowerem od Moalboal, oraz około 30 minut od Kawasan, niedaleko Alegria. Wodospady Cambais to kolejne bajkowe miejsce ukryte w dżunglii, gdzie można skakać do błękitnego basenu z paru wysokości. Na pierwszym poziomie znajduje się ogromny, niebieski basen otoczony paprociami, głazami i drzewami, oraz wapienna ściana, po której spływa woda z wielka siłą.

Podróż po Filipinach.

Na pierwszym poziomie skakałem ze skał na wysokości 7m i 10m do basenu, który z góry wydawał się bardzo mały. Należy też koniecznie sprawdzić głębokość przed skokiem. Do drugiego poziomu szedłem przy ścianach, z których spływała woda, trzymając się liny, a następnie szedłem po bambusowej drabinie. W tym miejscu zobaczyłem kolejny wysoki wodospad wpadający do błękitnego basenu, w filipińskiej dżunglii.

Po tym jak zaparkowałem mój motorower w dżunglii i zapłaciłem 50 pesos za wejście, pierwszy błękitny basen ukazał się przede mną po około 2 minutach drogi.

Powrót do Cebu City

Jazda autobusem z Moalboal do Cebu City trwała 2h i kosztowała 140 pesos. Tym razem też spędziłem w Cebu City 2 dni. Bazary, masaże, katedra i odpoczynek. Na tym polegał mój interes.

Transport na wyspę Bantayan

Wyjechałem z dworca północnego Cebu City, gdyż jechałem na północ. Za autobus do Bantayan zapłaciłem 230 pesos, a podróż trwała 3.5h z postojem w Carmen. W porcie Hagnaya musiałem jeszcze zapłacić 105 pesos za prom. Rejs trwał około godziny.

Wyspa Banyatan

Wyspa Bantayan jest dużą wyspą leżącą po zachodniej stronie północnego krańca wyspy Cebu. Jest to obszar znany ze wspaniałych plaż i zrelaksowanego życia na łonie natury wśród palm. Na Bantayan spędziłem 1 tydzień, i było bardzo przyjemnie. W dzień chodziłem po plażach i organizowałem wycieczki, a wieczory spędzałem w miasteczku w barach z bilardem. Zatrzymałem się u Amerykanina w Randy’s Resort, gdzie mieszkałem w bambusowej chatce pod palmami, za jedyne 400 pesos za noc. Codziennie rano siadałem pod palmami z filiżanką herbaty i myślałem o swoim pięknym życiu, oraz o tym jak przejąć kontrolę nad światem.

Po wyspie Bantayan poruszałem się na motorowerze, który wynajmowałem za 150 pesos za 24h. W drodze na malownicze plaże często zatrzymywałem się na ciasteczka ryżowe wypiekane przez miejscowych Filipińczyków pod palmami, byłem w kilku małych miasteczkach, w jaskini wodnej, i na kick-boxingu.

Zatrzymałem się niedaleko portu, w przyjemnym miasteczku Santa Fe, które otoczone jest wspaniałymi plażami: Alice beach, Sugar beach i Paradise beach (z efektownymi formacjami skalnymi). Wszystkie te plaże były piękne, wszystkie miały biały piasek, palmy i łodzie rybackie. Na wszystkich też byli miejscowi ludzie, bardzo naturalni, tacy którzy uśmiechali się do mnie za darmo. Za to lubię Filipińczyków.
Warta uwagi jest też plaża nazywana publiczną – Poblacion, która jest długa i szeroka, i znajduje się zaraz przed wjazdem do centrum Santa Fe. Można tu też przyjść na obserwacje latawców.

Kolejna wspaniała plaża podczas moich podróży. Tym razem jest to wyspa Bantayan.

Mając motorower odbyłem kilka wycieczek poza Santa Fe. W drodze na Paradise beach zatrzymałem się w jaskini Ogtong. Jest to jaskinia wodna, znajdująca się na terenie hotelu. Na szczęście osoby, które tam nie mieszkają mogą kupić bilet za 100 pesos. Przez około godzinę siedziałem w jaskini. Pływając z jednego brzegu na drugi i obserwując formacje skalne na suficie.

Pojechałem też do Bantayan town, które jest centrum administracyjnym wyspy, i które leży około 10km od Santa Fe. Miasteczko to na zawsze zapamiętam jako wielki skwer z wieloma sklepami i z ładnym kościołem. Radzę też zobaczyć promonedę nad morzem, z kąd promy odpływają na wyspę Negros.

Innym miejscem wartym uwagi i jest Ogród Mangrowy & Eco Park, czyli las porośnięty mangrowcami. Wszedłem na drewaniany most, a następnie na bamusową wieżę. Mangrowce stanowią niezwykle unikalny ekosystem morski blisko stałego lądu, które wcześniej widziałem już w Tajlandii, w Malezji i w Brunei. Park ten było wyjątkowo pięknym miejscem, gdyż szedłem po bambusowej kładce, nad błękitną wodą, a dookoła miałem drzewa mangrowe chroniące mnie przed słońcem. Na czystym białym piasku na brzegu, miejscowi Filipińczycy sprzedają grillowane mięso i kokosy pod palmami. Jest to jedno z tych miejsc, z których nie chce się wyjeżdżać.

Odbyłem też wycieczkę do najbardziej wysuniętego miasta na północ wyspy Bantayan – Madridejos. Tak jak mogłem się spodziewać, było bardzo przyjemnie. Akurat natrafiłem na mały karnawał. Młodzi ludzie byli przebrani, śpiewali i tańczyli. Ja natomiast najpierw spacerowałem po molo nad błękitnym morzem, a potem spędziłem czas z ludźmi, na zabawie. Zauważyłem, że wyspa Bantayan jest bardzo popularna wśród białych, którzy uciekają od wysokich cen i politycznego gówna Europy i Ameryki, i wybierają spokojne życie na tropikalnej wyspie.

Piękno Bantayan.

Wycieczki na rajskie wyspy w pobliżu Bantayan

Gdy uznałem, że spędziłem już dostatecznie dużo czasu na Bantayan, postanowiłem popłynąć na dwie okoliczne wyspy. Każda z nich jest inna, także z powodu różnych cen.

Virgin island to prywatna wyspa, gdzie biały pasek, turksuowa woda i palmy zapraszają turystów do małego raju na ziemi. Przez cały dzień pływałem z jednej tratwy na drugą, chodziłem po skałach i podziwiałem morskie widoki. Za wejście zapłaciłem 500 pesos, a za łódź 600 pesos. Niestety nie było tanio, dlatego radzę popłynąć rano. Nie dowiadywałem się ile kosztuje spędzenie nocy na wyspie, ale nie spodziewam się specjalnych zniżek. To był piękny dzień.

Wyspa Hilantagaan jest na szczęście tania, gdyż nie jest prywatna, i stanowi dom dla małej wioski rybackiej. Nadal jest pięknie, są oczywiście ładne plaże i łódki rybackie, lecz Hilantagaan to kierunek dla tych turystów, którzy chcą zobaczyć autentyczne życie na filipińskiej wyspie, bez turystycznych odogodnień. Na wyspę tą dostałem się wodną taksówką za 25 pesos w jedną stronę. Natura była atrakcyjna, lecz nie aż tak zachwycająca jak na poprzednich wyspach.

Transport z Bantayan na Malapascua

Po tygodniowych wakacjach na Bantayan uznałem, że czas już opuścić ten słodki kawałek raju i pojechać już niestety w moje ostatnie miejsce. Wybierałem się na wyspę Malapscua, i wybrałem transport przez wyspę Cebu, gdyż było o wiele taniej. Z okolic Santa Fe na Bantayan popłynąłem do portu Hagnaya, a potem wsiadłem do autobusu za 10 pesos i pojechałem do Don Pedro. Tam przesiadłem się do jeepney za 40 pesos i pojechałem do portu Maya. W porcie Maya najpierw zapłaciłem 20 pesos za małą łódkę, którą popłynąłem do dużej łodzi. Następnie za 100 pesos, i po po bardzo przyjemnym pół godzinym rejsie dostałem się na wyspę Malapscua. Tak jak wcześniej, znowu musiałem zapłacić 20 pesos za małą łódkę dobijającą do brzegu, gdyż duża łódź była zawsze na morzu.

Wyspa Malapascua – moje piękne 3 dni

Wyspa Malapscua leży na Morzu Wizajskim, na północ od Cebu i na zachód od Leyte. Malapascua jest małą wyspą gdyż zajmuje obszar jedynie 2.5km na 1km. Wyspa ta jest jednak bardzo popularnym kawałkiem raju, znanym nie tylko na Filipinach, ale także na świecie. Oczywiście znajduje się tu krajobraz z perfekcyjnej posztówki, z białym piaskiem, turkusowym morzem i palmami kokosowymi, dającymi cień w gorącym klimacie. Jednak Malapscua ma coś jeszcze, i jest to nurkowanie.

W wodach dookoła Malapscua można zobaczyć małe kolorwe rybki, wielkie płaszczki i żółwie morskie, jednak punktem programu jest rekin kosogon (tresher shark). Rekin kosogon jest masywną rybą osiągającą około 6m długości, z charaterystycznym bardzo długim ogonem, który faluje w wodzie daleko za jego głową. Ja nurkowałem dwa razy i widziałem tego rekina w środowiski naturalnym, co oczywiście jest przeżyciem. Dodam też, że pomimo że kosogon jest drapieżnikiem, nie jest on niebepezpieczny dla ludzi.

Podobnie jak w Oslob, gdzie cała okolica żyje z turystyki rekiniej polegahącej na obserwacji rekinów wielorybich, Malapsuca też pewnie znalazła się w centrum uwagi z uwagi na rekiny. Rekiny zatem ratują filipińską ekonomię. Będąc na Malapsuca kupiłem koszulkę i magnesy z kosogonem, choć jest też wiele innych pamiątek związanych z tym wyjątkowym zwierzęciem.

Plaża na wyspie Malapscua.

Poza nurkowaniem, miło spędzałem czas na spacerach po plaży, na dobrych posiłkach i wśród ładnych widoków. Miałem też czysty pokój za 400 pesos. Nie chciałem opuszczać tej pięknej filipińskiej wyspy, tym bardziej że zdawałem sobie sprawę, że wkrótcę będę musiał wrócić do drogiej, problematycznej i depresyjnej Anglii.

Mój ostatni dzień w Manili

Następnie poleciałem do Manili, gdzie spędziłem 2 noce i 1 dzień. Zatrzymałem się w Makati, gdyż było to najwygodniejsze. Makati jest znane jako dzielnica biznesu, lecz według mnie jest to raczej dzielnica dziwek i transwestytów, oraz sprzedawców viagry. Idąc główną ulicą biały mężczyzna jest zawsze wygwizdany i zachęcany do kopulacji, nawet jeśli tylko chce w spokoju iść na obiad.

Stojąc na ulicy miałem też interesujące spotkanie. Otóż dziewczyny okrążyły mnie aby zachęcić mnie do akcji. Jednak zrobiło się znacznie ciekawiej, gdyż podszedł do mnie Arab mieszkający na stałe w Holandii, który oczywiście był z filipińską prostytutką. Zapytał mnie czy zamierzam dziś coś przelecieć, na co odpowiedziałem że raczej nie. Potem zapytałem go, od jak dawna był na Filipinach. Zapytałem czy widział rekiny wielorybie, wodospady i piękne plaże, lecz on mi szybko przerwał i powiedział że to go nie interesuje. On przyjechał tylko na dziwki, na dwa miesiące, i ustalił sobie plan dwóch kobiet dziennie, czyli przez dwa miesiące chce mieć 60 kobiet. Na koniec uśmiechnął się i powiedział, że na to właśnie Holandia mu płaci zasiłki.

Najlepsze jest jednak to, że Holenderki, Niemki i Szwedki które spotkałem podczas swoich podróży były zaciekłymi feministkami otwartymi na egzotyczną imigrację, lecz które podchodziły z ogromną niechęcią do Polaka, jednocześnie okazując serce muzułmanom. Według mnie białe kobiety to pożyteczne idiotki, które niszczą białą chrześcijańska cywilizację, poprzez swoje szkodliwe lewicowe ideologie. Gdyby muzułmanie byli jedynym problemem w Europie, to według mnie byłaby to połowa problemu.

Poza tym ruch uliczy jest bardzo męczący. Będąc w Manili, ostatniego dnia poszedłem też do Parku Rizala, gdzie odpocząłem. Był już grudzień, więc zobaczyłem wielką choinkę w tym katolickim kraju.

Ta podróż dobiegła końca, ale nie jest ona ostatnia.

Wkrótce pojechałem na lotnisko i opuściłem Filipiny, marząc o powrocie.

Podsumowanie podróży po Filipinach

W roku 2018 podróżowałem przez 4 miesiące i widziałem wspaniałe osobliwości przyrody, piękne pejzarze i interesujące kultury. Doceniam każdą chwilę tego, że jest mi dane podróżować i odkrywać świat poprzez jego realizm, a nie poprzez ekran polsko języcznych mediów. Z całego serca polecam podróż po Filipinach i wyspie Borneo. Jest to piękna część Azji.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan