Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Facebook Twitter YouTube Twitter
Facebook Twitter YouTube Twitter
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Kanał YouTube

Polecam mój pełen przygód kanał YouTube

Przekaż darowiznę

Jeśli lubisz stronę Kompas i chciałbyś wesprzeć ten projekt, przekaż darowiznę naciskając na poniższy guzik.

 

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Wycieczki do Azji

Szpieg – book

TECHNOLOGICZNE WIĘZIENIE ZE SZKLANYMI ŚCIANAMI

Moje konto było wielokrotnie blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę definiuje jako „mowę nienawiści”, a zdrowy rozsądek jako „dyskryminację”. Zdarzyło się nawet, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, ponieważ był zbyt konserwatywny - czyli nie spełniał „standardów społecznościowych” Facebooka.

Ponadto Facebook regularnie usuwa „polubienia” z prawicowych stron internetowych i obniża je w wynikach wyszukiwania. Facebook teoretycznie „pozwala” na promowanie artykułów krytykujących propagandę homoseksualną i politykę antyimigrancką, ale jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin na takich wpisach jest zamrażana.

Najlepiej znane agencje wywiadowcze na świecie to: CIA, FBI, MI5, MOSSAD, KGB ..... oraz Google i Facebook. Zakładając konto na Facebooku sam zakładasz sobie kartotekę na policji!

Dobrze się zastanów zanim podasz informacje o sobie na tym ważnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach, gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać „wrogów rewolucji”, skoro istnieje urządzenie, dzięki któremu ludzie chętnie mówią co zrobili, oraz nawet co zrobią. Facebook wie z kim jesteś połączony, a jeśli jesteś naprawdę naiwny to zna też twoją rodzinę i numer rejestracyjny twojego samochodu. Dla tajnych służb Facebook jest spełnieniem marzeń.

Facebook to kopalnia, która wydobywa informacje o tobie zamiast węgla, i zarabia na twojej prywatności. Naprawdę nie ma już prywatności, a technologia staje się coraz bardziej niebezpieczna. Jak potwierdza milczenie w tej sprawie założyciela Facebooka, myślę że nawet jeśli usuniesz swoje konto FB, informacje o tobie pozostaną z nimi na zawsze.

Tym, którzy wątpią w „wolność słowa”, radzę nauczyć się, jak fałszować swój adres IP. Pierwszą zasadą jest to, że adres IP nie podróżuje z użytkownikiem, choć istnieją też inne sposoby. Jeśli ktoś jest „nietolerancyjnym rasistą” i chce napisać na FB, że: Anglicy są biali i tylko biali, że nie chce przekształcić Big Bena na minaret, lub że odbyt został zaprojektowany tylko do celów toaletowych, to lepiej zamieszczać takie komentarze poza swoim adresem, gdyż inaczej, jak czytałem: „dzielni mężczyźni w mundurach policyjnych nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta, który promuje ekstremistyczny materiał”. Nawiasem mówiąc, nie jest to komunizm, ale „postępowa demokracja”.

Ponadto Facebook ma uzależniać. Szablon szybko przykuwa uwagę, pozwala ludziom narzekać na sprawy społeczne i polityczne, a ci którzy czują się samotni, mają własne społeczności na FB, co sprawia że nie czują się już tak samotni. Użytkownicy są nagradzani i karani, dlatego starają się zaprezentować jak najlepiej w oczach swoich społeczności. Nieświadomie otwierają drzwi policji, tajnym służbom i zagranicznym konsulatom wydającym wizy. FB i inne portale społecznościowe promują fałszywy, ulepszony obraz własnej rzeczywistości, za który użytkownicy chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość- na platformach społecznościowych.

Nie próbuj promować ulepszonego wizerunku samego siebie w Internecie, ponieważ gonisz nierealny sen, który może stać się strasznym ciosem psychicznym podczas pierwszego brutalnego kontaktu z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę ci nuczyć się pracy manualnej, która rozwija myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), abyśmy nie mieli pokolenia idiotów, których cały świat kończy się na głupimi selfie i polubieniami na Facebooku.

Twitter to kolejna marksistowska platforma prowadzona przez marksistowskie śmieci; i dlatego moje konto na Twitterze zostało już zawieszone. Zasadniczo na Twitterze, kościół i biali ludzie mogą być obrażani do woli, ale z drugiej strony krytyka ruchów homoseksualnych i antyliberalne, nieglobalistyczne poglądy prowadzą do zawieszenia konta. Zauważyłem również, że zwłaszcza cytaty z Biblii na Twitterze są jak sól w oku.

Jeśli chodzi o kobiety, radzę im nauczyć się piec ciasta dla swoich mężów, zamiast napinać dupy na Instagramie. Media społecznościowe są również przeznaczone do odseparowania ludzi od prawdziwego społeczeństwa, ponieważ osoby, których uwagę stale przykuwają tablety, smartfony i komputery, nie mają czasu na interakcję z prawdziwymi ludźmi.

"Ludzie pokochają otaczającą ich przemoc, zaczną wielbić technologie, które pozbawią ich wolności myślenia.”

— Aldous Huxley

Wyrzuć smartfona, i używaj tanich tandetnych telefonów bez dostepu do internetu, a razem z nimi używaj tymczasowych kart SIM. Po tygodniu lub dwóch spal je i kontaktuj się przez następną jednorazową tandetę. Będziesz bezpieczniejszy i zachowasz większą prywatność od ciągle podążających za Tobą uczu Wielkiego Brata. Gdyby kilka milionów osób tak zrobiło, smartfony byłyby darmowe, pod warunkiem długich kontraktów i podłączenia pod internet. Przestań marnować życie na naciskaniu guzików na smartfonie, których nawet do końca nie rozumiesz, i które zawładnęły już twoją wolnością. Zamiast tego porozmawiaj z żywym człowiekiem, mniej kontakt z przyrodą, a telefon może być tak prymitywny jak to tylko możliwe.


Uzależnienie od telefonu to wg mnie groźna choroba cywilizacyjna

„Wolność słowa” w mediach społecznościowych nie jest wolna, prywatność jest jak złoty pył, i oficjalnie nie jest to ani komunizm, ani cenzura, ale „postępowa demokracja" polegająca na inwiligacji totalnej - poprzez kreowanie przyjemnego i zaawansowanego technicznie obozu koncentracyjnego ze szklanymi ścianami!

"Nie wierz w nic co słyszysz, i tylko w połowę tego co widzisz."

- Edgar Allan Poe

Miejsce na reklamę

Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i doceniałem także piękno oraz wartości naszej pięknej - Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Relacje z wypraw

Antyczne Miasta Tajlandii 2011

Napisał: Marcin Malik

Antyczne Miasta (Antyczny Syjam) – relacja z podróży

Antyczne miasta Tajlandii to dawne stolice Syjamu gdzie można oglądać antyczne stupy i świątynie pozostawione po starożytnych władcach. Było to niesamowite doświadczenie, które zajęło nas przez wiele dni gdyż chciałem  wszystko dokładnie zobaczyć i nie powstrzymała mnie nawet powódź. Antycznymi stolicami Syjamu są Ayuthaya i Sukhotai lecz postanowiłem, że będę bardzo dokładny i dlatego pojechaliśmy też do Si Satchanalai. Na motorze i na rowerze zobaczyliśmy wszystko co mogliśmy i była to jedna z moich najbardziej udanych przygód.

Podczas mojej podróży udało mi się zobaczyć wszystkie trzy antyczne miasta:

  • Ayuthaya
  • Sukhotai
  • Si Satchanalai

Oprócz tego w reportażu tym zamieściłem wiele porad praktycznych i opisów transportu z miejsca na miejsce.

Ayuthaya

(Bardzo dokładny opis antycznej Ayuthai i najlepszych ruin)

Ayuthaya została założona w 1350 roku przez króla U Thong i była najświetniejszym i jednym z najbardziej liczebnych miast na świecie w tamtym czasie. Ayuthaya została zbudowana na skrzyżowaniu trzech rzek (Mae Nam Lopburi, Chao Phraya i Pa Sak) przez co to wspaniałe, antyczne miasto zostało zbudowane w całości na wyspie. Strategicznie było to świetne rozwiązanie gdyż rzeki stanowiły naturalną barierę przed atakami na miasto. Niestety pod naporem wojsk birmańskich Ayuthaya upadła w roku 1767 a Syjamowie zaczęli odbudowywać swoją potęgę w pobliżu dzisiejszego Bangkoku.

Dziś „Historyczny Park Syjamu” w znakomity sposób ukazuje ogromne oraz ciągle wspaniałe ruiny świątyń i posągów sprzed około 700-400 lat. Ayuthaya będąca dziś jedną z najważniejszych kulturowych atrakcji turystycznych Tajlandii była drugą stolicą Antycznego Syjamu, po Sukhotai.

Po dojechanu na dworzec autobusowy w Ayuthai znalezienie pokoju nie było problemem gdyż centrum turystyczne znajduje się tylko parę minut drogi od dworca oraz kilka minut jazdy motorowerem od świątyń. Za podwójny pokój z łazienką zapłaciłem tylko 150 bhat za noc za nas troje a za motorower za dzień tylko 200 bhat. Przez całe 3 dni, z własnym transportem, zwiedziliśmy Ayuthayę bardzo dokładnie i był to wspaniale spędzony czas. Bilety można kupować przy każdej świątyni za 30-50 bhat lecz bardziej się opłaca kupić jeden ogólny za 220 bhat.

Pod spodem znajduje się krótki opis każdej ze świątyń, którą zobaczyliśmy podczas kilku wspaniałych dni w Ayuthai. Na szczęście na terenie każdego z obiektów są wysokie, silnie rozgałęzione drzewa, które chronią przed bezlistosnym słońcem. Najpierw pojechaliśmy do dwóch interesujących i sławnych ruin, które leżą zaraz koło siebie. Pierwsza to Wat Maha That, czyli typowy, chakterystyczny kompleks świątynny, ukazujący tradycyjną architekturę Antycznej Ayuthai. Został on zbudowany najprawdopodobniej około 1370-1390 roku. Na terenie Wat Maha Tat znajduje się wiele rzeźbionych stup, kaplic z posągami Buddy oraz wiele bezgłowych już, przedstawiających go posągów. Spod cieni drzew oraz ich korzeni wystających z ziemi jest kilka charakterystycznych obiektów. Uwagę zwrócić należy na 46 metrową, rzeźbioną stupę (chedi) czyli wieżę w kształcie dzwona, symbolizującą relikty buddyzmu oraz symbol króla. Inną rzeczą jest też duży posąg Buddy owinięty pomarańczowym materiałem oraz otoczony posągami bezgłowych Budd. Jednak najbardziej charakterystcznym miejscem jest tu głowa Buddy umieszczona w konarach drzewa, co daje bardzo dobry efekt. Poza tym Wat Maha Tat jest pełna rzeźbionych wież (chedi), zbudowanych w stylu khmerskim (na przykładzie świątyń Angkor).

Następnie po przeparkowaniu motoroweru dotarliśmy do Wat Ratchaburana. Jest to kolejny wspaniały, dobrze odrestaurowany kompleks świątynnych ruin. Została ona zbudowana w 1424 roku i także jest pokazem khmerskich chedi oraz kolumn w stylu Sukhotai. Świątynia ta na pierwszy rzut oka nie jest niczym specjalnym gdyż najpierw widać tylko ułamane kolumny, pomnik Buddy bez głowy oraz prostokątne mury bez dachu. Dopiero po przejściu tego obiektu ukazały się przede mną dwie wysokie oraz bogato rzeźbione chedi (wysokie wieże). Polecam też wejście na samą górę gdzie z bardzo wąskich i wysokich korytarzy jest widok na otoczenie oraz gdzie znajdują się malunki na ścianach. Wat Ratchaburana to moim zdaniem obiekt wymagający czasu aby zobaczyć wiele wspaniałych detali, takie jak na przykład liczne posągi oraz części pomników Buddy i misternie wykone rzeźby na licznych prang i chedi.

Potem pomknęliśmy na motorze poprzez wielki teren zielony, przecinany strumykami i zarośniętymi zielenią stawami. Po drodze mijaliśmy też wiele ceglanych stup zbudowanych wiele stuleci wstecz, aż dotarliśmy do miejsca gdzie znajdowało się kilka pięknych kompleksów świątynnych. Zwłaszcza ten zakątek Ayuthai jest bardzo dobrze znany, ze wzgledu na doskonale zachowane ruiny, pałac, bazar oraz przejażdżki na kolorowo zdobionych słoniach.

Pierwszym obiektem była tu świątynia Wat Phra Ram, zbudowana w klasycznym stylu dla Ayuthai, z wysokimi, rzeźbionymi wieżami (chedi i prang). Została ona zbudowana w 1369 roku a następnie rozbudowana w XV wieku do obecnego rozmiaru. Dziś niestety nie przetrwało tyle detali ile byśmy chcieli lecz uważny turysta wciąż jest w stanie sobie wyobrazić świetność tego miejsca na podstawie ruin. W Wat Phra Ram można też wejść po stromych i wytartych schodach na górę jednej z chedi aby obserować okolicę antycznego miasta.

Następnie poszliśmy do Pałacu Słoni, który składał się z kilku zagród pod  drzewami. To stąd wychodziły wszystkie wystrojone, pomalowane słonie z turystami na grzbietach. Będąc w tym miejscu nie sposób ich nie zauważyć gdyż ciągle krążyły pomiędzy świątyniami i stawami. 10 minut takiego spaceru kosztuje 500 bhat (czyli około £10). Myślę, że samego miejsca nie trzeba zobaczyć gdyż jest to zwykła stajnia gdzie nagania się turystów. O wiele ładniejsze są słonie chodzące po ulicy oraz dla zainteresowanych Wioska Słoni, którą omówię potem.

Zaraz obok stała Rezydencja Khun Paena czyli niewielki drewniany pałac, osadzony na balach. W środku znajduje się kilka komnat z rzeźbionymi drzwiami i z roślinami. Myślę jednak, że największą zaletą tego domu o stożkowatym dachu i zbudowanym w całości z drzewa tekowego jest ciągle widok na piękną okolicę. Sama rezydencja jest oczywiście piękna lecz widok na parady pomalowanych słoni na tle antycznych świątyń z elementami stylu khmerskiego przysłania nieco sam dom.

Potem poszliśmy poprzez aleję drzew i wystających spod trawy konarów, przeszliśmy przez most z widokiem na stawy otoczone zielenią i dotarliśmy na Bazar Phra Mongkhon Bophit. Jest to bardzo przyjemne miejsce gdzie można zjeść tanie zupki z podejrzanym mięsem oraz kilka innych tajemniczych potraw. Obok znajduje się bazar z zabawkami, kapeluszami, różnymi pamiątkami i suszonymi owocami. Miejsce to daje także mozliwość ucieczki przed upałem i deszczem gdyż jest całe osłonięte ceratą. Na zewnątrz natomiast znajduje się jeden z paru basenów gdzie pływają ryby i żółwie oraz gdzie są drzewa owinięte flagami modlitewnymi. Basen z żółwiami porośnięty zielenią to kolejne wspaniałe, zaciszne miejsce na relaks.

Obok znajduje się nowoczesna w porównaniu z ruinami dookoła świątynia, zwana Wihan Phra Mongkhon Bophit. Ten obiekt jest zbudowany w takim stylu jak wiele tradycjnych architektonicznie w Bangkoku. Mam tu na myśli czerwone dachy o kilku poziomach ze złotymi ozdobami i złotymi hakami piętrzącymi się ku górze, oraz wysokie, białe filary. W środku znajduje się największy w Tajlandii Budda wykonany z bronzu lecz pomalowany na złoty kolor dla lepszego efektu. Innymi rzeczami przyciągającymi uwagę są głowy Buddy na pedestałach wyrzeźbione w różnym stylu. Mają one nieregularnie poprzyczepiane złote naklejki co jest symbolem wierności praktykujących Tajów. Dotychczas opisywane ruiny świątyń z okresu antycznej Ayuthai są traktowane jako skarb historyczny Tajlandii, natomiast świątynia Wihan Phra Mongkhon Bophit to tylko kolejne miejsce kultu gdzie wierni modlą się, przynoszą dary i kwiaty lotosu.

Obok znajduje się jedna z największych i najbardziej popularnych atrakcji Ayuthai czyli kompleks ruin świątynnych o nazwie Wat Phra Si Sanphet.

Jej charakterystycznym punktem są wysokie i bogato rzeźbione, trzy wielkie kolumny (chedi), które są jednymi z największych ocalałych do dziś w Ayuthai. Niegdyś stał tu także 16m Budda pokryty złotem lecz armia birmańska rozbiła go na drobne kawałki podczas najazdu na to wspaniałe miasto. Na terenie Si Sanphet znajduje się też wiele innych, mniejszych wież o kształtach dzwonów (chedi, prang). One także są interesujące lecz niestety widać już ciężar czasu gdyż nie wszystkie są kompletne. Kilka nie ma czubków, z innych wypadają cegły a są też takie, które leżą przewrócone na ziemi. Wśród mniejszych alei złożonych z chedi wyłaniają się także inne części ruin starego miasta, w tym kilka niekompletnych pomników Buddy. Cały kompleks świątynny jest wart dokładnej eksploracji, choć znając historię tego obiektu zastanawiam się jak by on wyglądał gdyby Birmańczycy nie zrównali pewnych obiektów z ziemią.

Następnie wsiedliśmy na nasz motorower i pojechaliśmy krótki kawałek aż dotarliśmy do kolejnych kilku obiektów. Najpierw był to Wat Tammikarat lub raczej to co z niego zostało. Ogólnie rzecz biorąc, w roku 2011 był to już tylko ceglany mur z kilkoma ceglanymi filarami oraz pomnikiem Buddy w środku. Był to kolejny interesujący obiekt wymagający chwili zastanowienia, zwłaszcza że filary wieki temu miały dach na szczytach. Obok jest też ułamana stupa obłożona żółtym materiałem oraz otoczona rzeźbami lwów, spośród których niektóre wciąż są całe. Praktycznie na tym samym terenie jest także mała świątynia, ktora jest aktywnym miejscem kultu oraz ciekawy pomnik głowy Buddy wychodzącym z kwiatu lotosu. Całe to, bardzo zaciszne  miejsce jest otoczone zielenią oraz małymi fontannami. W pobliżu mieszkają też mnisi co daje szansę na obserwację ich obrzędów.

W pobliżu znajduje się też Pomnik Króla U-Thong, który zrobił na mnie niewielkie wrażenie.

Przy Wat Tammikarat zaczęło padać, zapadł zmrok i wyładowała mi się bateria od aparatu. Był to więc jasny sygnał, że czas już wracać do hotelu. Jak do tej pory pobyt w Ayuthai układał nam się wspaniale i czułem, że widzieliśmy piękne zabytki. Jestem pewien, że z perspektywy czasu będzie to tego warte, tym bardziej, że przejechałem już większość Azji.

Następnego dnia chciałem w końcu zobaczyć sławnego leżącego Buddę, dlatego od razu pojechaliśmy do Wat Lokayasutharam. W miejscu tym znajdowała się kiedyś ogromna świątynia lecz dziś pozostał tylko ceglany teren prawie zrównany z ziemią oraz jedna wysoka chedi w fatalnym stanie. Bez wątpienia największą i zarazem jedyną atrakcją tego miejsca jest ogromny, leżący Budda o długości 37 metrów i wysokości 8 metrów. Jego głowa leży na kwiecie lotosu a stopy mają kształt równego prostokąta, aby pokazać równośc zbiegających się palców Buddy. Budowla ta jest absolutnym kolosem odzianym w pomarańczową szatę i robi OGROMNE wrażenie. Aby być dokładnym, nie jest to leżący Budda lecz Budda w ostatnim stadium przechodzenia w stan nirvany. Mimo to przez zachodnich turystów najczęściej jest definiowany jao leżący lub śpiący Budda co nie jest prawdą. Według buddyzmu Budda nie śpi, a jedynie medytuje i dzięki swojej doskonałości duchowej ma nad wszystkim kontrolę. Tak czy inaczej jest to wspaniały obiekt zbudowany w całości z cegieł i cementu, pozgodzący z środkowego wieku istnienia antycznej Ayuthai. Jako ciekawostkę dodam, że są inne „leżące” Buddy, które widziałem dość niedawno. Jeden z nich mieści się w świątyni Wat Pho w Bangkoku i jest większy od tego w Ayuthai, a największy w tej pozycji jakiegokolwiek widziałem mieści się w Bago, w Birmie, gdzie byłem kilka razy.

Po wspaniałym „leżącym” Buddzie wybraliśmy się poza wyspę gdyż kilka wspaniałych budowli sakralnych znajduje się też na zewnątrz. Mieliśmy tu trochę jeżdżenia dookoła wyspy i przyznam, że objechaliśmy ją całą. Po drodze było miło gdyż mieliśmy własny transport a wiatr stanowił ucieczkę od upału. Stawaliśmy też po drodze na owoce, kokosy oraz na obiad. Za każdym razem było pięknie, przygodowo i bardzo tanio.

Następnym cudownym obiektem, który zobaczyliśmy była dość nowoczesna w porównaniu do ruin świątynia i przyjechaliśmy tu tylko przez pomyłkę. Mimo to była to bardzo miła pomyłka gdyż zobaczyliśmy Wat Salapoon Worawiham. Żaden przewodnik nie wspomina o tej świątyni i nie znajduje się też ona na wszystkich mapach lecz ja są serdecznie polecam. Świątynia ta nie jest antyczną ruiną ale typowym pokazem tajskiej architektury. Jest to biała budowla oparta na filarach i zakończona czerwonymi dachami o kilku kondygnacjach. Są też czerwone złote okna, złote pomniki Buddy w środku, oraz złote, świecące się w słońcu stupy na zewnątrz. Myślę, że najstarszymi, antycznymi obiektami w tej świątyni są dzwonowate, rzeźbione wieże (chedi), które wcześniej widziałem w pozostałych ruinach. Wat Salapoon Worawiham to piękne, przyjemne i zaciszne miejsce, które serdecznie polecam.

Do kolejnego obiektu musiałem pojechać trochę dalej lecz było warto gdyż poczułem się jak w Bagan, gdzie byłem całkiem niedawno. Stało się tak za sprawą ogromnej pagody o nazwie Wat Phu Khao Thong. Została ona zbudowana przez króla Maresuana w 1387 roku i oznacza Złoty Szczyt. Stupa ta ma ponad 80 metrów wysokości i można wejść po schodach do połowy a po drodze obserować otoczenie z kolejnych kondygnacji. W 1569 roku birmański król Hongsawadi zdobył Ayuthayę i na cześć zwycięstwa zbudował ogromną chedi w tradycyjnym, birmańskim stylu. Gdy następnie Ayuthaya zdobyła niepodległość w roku 1584 ta sama pagoda została przerobiona na styl tajski zgodnie z rozkazami króla Maresuana. Moim zdaniem nie dało to jednak zamierzonych efektów gdyż wygląda ona nadal na birmańską. Pagoda ta jest oczywiście ogromna i bardzo masywna i wdrapanie się na nią lub nawet obejście dookoła zajmuje trochę czasu. Polecam też z niej widoki na palmy i pola ryżowe a gdyby ktoś miał niedosyt świątyń to w pobliżu znajduje się też parę innych świątyń. Myślę, że zdjęcia jak zwykle oddadzą jak najlepiej rozmiar tej pagody choć co do samego stylu polecam też moją galerię z Birmy.

W drodze do tej świątyni, na marmurowym, podwyższonym placu znajduje się bardzo efektowny Pomnik Króla Maresuna na koniu. Cała okolica jest też oczywiście dobrą okazją do tanich zakupów.

Potem musieliśmy trochę pojeździć i w międzyczasie zatrzymaliśmy się też na bardzo przyjemny posiłek pod dachem z liści palmowych. W końcu jednak dotarliśmy do Wat Na Phra Men czyli kolejnej świątyni na naszej liście. Ten obiekt nie jest antyczną ruiną ale typową dla tajskiej architektury świątynią. Jest to więc kolejna budowla oparta na białych filarach, pokryta czerwonym, kilkukondygnacyjnym dachem i otoczona egzotyczną roślinnością. W środku znajduje się dużu posąg Buddy, wiele innych religijnych posągów oraz miejsce z kadzidłami. Uwagę należy też koniecznie zwrócić na kaplicę znajdującą się po prawej stronie świątyni oraz na dużego, siedzącego Buddę w środku. Całe to miejsce jest zawsze pełne kwiatów, świec i kadzideł. Świątynia Wat Na Phra Men jest aktywnym miejscem obrzędów religijnych, według mnie wartym przystanku na około pół godziny. Poza tym każda ze świątyń jest bardzo zaciszna i przyjemna co sprawia, że można tu spędzić wiecej czasu, tylko po to aby wpatrywać się w egzotyczne drzewa i kwiaty i ciesząc się ciszą.

Potem musieliśmy przejechać jeszcze większy kawałek na naszym motorowerze gdyż dojechaliśmy do jednego z najpiękniejszych moim zdaniem kompleksu ruin, czyli do Wat Chaiwatthanaram. Świątynia ta powstała w 1630 roku niedaleko rzeki Chao Phraya i została zbudowana w stylu khmerskim, który był bardzo popularny w tamtym czasie. Punktem centralnym jest 35 metrowa chedi czyli rzeźbiona wieża w khmerskim stylu a dookoła jej są cztery inne prang (także rzeźbione wieże lecz mniejsze). Całość jest też otoczona przez osiem kaplic w stylu wież chedi, które są połączone ze sobą jedną drogą. W niektórych kaplicach znajdują się pomniki Buddy oraz niekompletne już dziś malunki przestawiające sceny z życia Buddy. Wspaniałe, wysokie kaplice są połączone ze sobą jedną drogą, która ozdobiona jest przez 120 pomników Buddy, lecz już niestety bez głów. Niegdyś wiele z pomników i ścian było pokrytych złotem lecz gdy armia birmańska złupiła Ayuthayę w 1767 roku, wiele cennych zabytków zostało skradzionych, w tym także głów Buddy. Mimo, że Wat Chaiwatthanaram jest oddalona spory kawałek od turystycznego centrum, uważam, że wycieczka do tej świątyni powinna być obowiązkowa. Jest to ogromna, wysoka budowla na wielkim terenie nad rzeką. Starałem sobie wyobrazić jak wyglądało tu życie w czasach świetności Ayuthai, z ludźmi, królem, wojskiem oraz z łódkami przy brzegu i świeżym połowem.

Potem musieliśmy przejechać cały południowy brzeg aby dostać się na południowy wschód, także poza wyspą. Mieliśmy tu zobaczyć świątynię Wat Phanan Choeng, która była piękna lecz niestety nie może konkurować z opisywaną przeze mnie powyżej. Być może mam takie zdanie dlatego gdyż w Ayuthai spodziewałem się wspaniale zachowanych ruin a w tej świątyni wszystko wyglądało na bardzo nowe. Mimo to świątynia Wat Phanan Choeng jest jedną z najstarszych w Ayuthai i jednym z najbardziej aktywnych religijnie obiektów. Sam 19m Budda dla którego cała świątynia została zbudowana pochodzi z 1324, choć nie widać na nim ciężaru czasu. Dookoła znajduje się wiele innych pomników religijnych i to nie tylko Buddy. Są także tygrysy i inne zwierzęta oraz ciosy słonia oprawione w złoto i stojące przed ołtarzem Buddy. Jak do tej pory, nigdy też nie widziałem takiego tłoku ludzi jak tutaj. Trzeba pchać do przodu bez oporów aby coś zobaczyć. Ciekawym elementem jest drzewo bananowe z powbijanymi banknotami oraz fakt, że za 500 bhat można na ścianie postawić własnego Buddę. Na zewnątrz znajduje się też chińska kaplica z efektownymi smokami i ptakami. Dodatkowo polecam tu także zakupy i widok na rzekę.

Następnie pojechaliśmy do moim zdaniem, prawdziwego fenomenu antycznej architektury, który uważam za najlepszy w całej Tajlandii i który nie ma sobie równych. Jest to zapierający dech w piersiach kompleks świątynny Wat Yai Chai Mongkon. Głowna chedi została zbudowana w 1592 roku na cześć zwycięstwa króla Nareusana nad Birmańczykami lecz świątynia została już otwarta w 1357 roku. Niestety jak wszystkie świątynie w Ayuthai, także i ta została okradziona i częściowo zniszczona przez Birmę w 1767 roku, lecz mimo to, wciąż na tle innych jest ona świetnie zachowana. Zaraz za głównym wejściem znajduje się niewielki „leżący” Budda, który jest wszystkim co pozostało z kaplicy (wiharn), w którym się on kiedyś mieścił. Potem przeszedłem przez ogród z wysokimi palmami aż dotarłem do głównej, ogromnej chedi o kształcie masywnego dzwona. Dokoła niego znajduje się kilka ogromnych pomników Buddy oraz cały rząd mniejszych, ułożonych na kwadratowym placu, otaczającym wielką chedi. Wygląda to niezwykle efektownie gdyż każdy z nich jest owinięty pomarańczowym materiałem a w pobliżu znajduje się także wiele innych, mniejszych chedi i prang (rzeźbionych wież). Z tyłu znajduje się też ogród oraz jeszcze jeden, ogromny, biały Budda. Wielkim atutem jest też tu to, że można się wspiąć prawie na sam szczyt ogromnej chedi skąd jest bardzo dobry widok na całą świątynię i Ayuthayę. Mimo to, mi największą przyjemność sprawił spacer dookoła głównej pagody i robienie zdjęć rzędom pomników Buddy. Myślę, że jest to bardzo szczególne miejsce a tego dnia nie było nawet tłumów. Świątynia Wat Yai Chai Mongkon jest jedną z najstarszych w Ayuthai i jedną z najpiękniejszych. Nastroju temu miejscu dodają także ogromne pomniki Buddy osadzone na zboczach głównej pagody, a palmy i gorący, tajski klimat dopełniają to doświadczenie.

Potem przejeżdżaliśmy przez Wat Sam Plum czyli Chedi o kształcie dzwona na rondzie ulicy Rojana. Jest ona owinięta pomarańczowym materiałem a data jej konstrucji nie jest do końca wyjaśniona, choć po kształcie można stwierdzić, że pochodzi ona z środkowego okresu Ayuthai. Nie sposób jej nie zauważyć i myślę, że jest to ładna ozdoba miasta.

W końcu dotarliśmy do ostatniego miejsca zainteresowania tego dnia. Była to miła i nie zmuszająca do koncentracji Wioska Słoni. Tutaj także znajduje się ruina ogromnej pagody z ułamanym posągiem Buddy, lecz my traktowaliśmy to miejsce jako odpoczynek od zwiedzania. Usiedliśmy nad rzeką z torebką owoców oraz patrzyliśmy na słonie. Potem zmęczeni wróciliśmy do hotelu.

Nasz ostatni dzień w Ayuthai był spokojny. Wstaliśmy później a potem poszliśmy na wielki teren zielony pomiędzy ruinami świątyń. Robiłem zdjęcia nieregularnie zbudowanych pagód i przechodziliśmy przez liczne mostki nad leniwym stawem. Był to dzień odpoczynku od zwiedzania i spokojnej eksploracji antycznej Ayuthai. Mimo to jeszcze raz zobaczyliśmy najlepsze świątynie w okolicy oraz pobliski staw z żółwiami, choć tym razem nie czuliśmy się jak w pracy na zlecenie. Był to jużrelaks.

Ayuthayę serdecznie polecam i stanowczo odradzam wycieczek jednodniowych z Bangkoku. Ayuthaya wymaga kilku dni swobodnej exploracji.

Transport do Sukhotai

Dobrym autobusem 5h. Transport autorykszą z hotelu na dworzec kosztował 100 bhat.

Nowe Sukhotai

(Opis bazy noclegowej oraz uroków powodzi)

Gdy dojechaliśmy do Sukhotai, całe miasto było zalane gdyż rzeka wylewa regularnie co roku. Mieszkaliśmy w ładnym pokoju ze ścianami z bambusa za jedyne 200 bhat za noc a sam hotel też był bardzo przyjemny. Powódź była bardzo dobrą okazją aby zobaczyć jak ludzie radzą sobie w takich warunkach. W Europie media by już ogłosiły stan klęski lecz tu woda stała może tylko na 1m i ludzie korzystali z uroków powodzi. Dzieci pływały na łódkach i rzucały się do wody a dorośli robili pranie, myli samochody i łowili ryby. Wszyscy też wyglądali na bardzo szczęśliwych, że ich zalało. Okolica Nowego Sukhotai była też bardzo dobrą bazą żywieniową. Za ryż z warzywami i kurczakiem płaciłem 40 bhat a za małe naleśniki z czekoladą jedyne 6 bhat. Bardzo tanio i bardzo dobrze. Spędziliśmy tu trzy noce i stąd jechaliśmy też 12km lokalnym autobusem do Starego Sukhotai aby podziwiać świątynie.

Stare Sukhotai

(Bardzo dokładny opis antycznego Sukhotai i najciekawszych obiektów)

Antyczne Sukhotai było pierwszą stolicą starożytnej Tajlandii, która istniała w latach 1238-1438. Spotkałem się z opiniami, że Sukhotai jest małą wersją świątyń Angkor Wat. Moim zdaniem taka ocena jest przesadą choć widziałem wiele podobieństw. Antyczne Sukhotai jest mniejsze niż ruiny w Ayuthai i leży w bliskiej odległości od siebie. Poza tym Sukhotai jest o wiele mniejsze i moim zdaniem jest też w lepszym stanie. Z powodu lepszego zachowania najmniejszych detali może wprawić nawet w większy zachwyt niż Ayuthaya (która jest także wspaniała).

Sukhotai jest cudowną inspiracją artystów antycznej Tajlandii. Jest to pokaz wspaniałych świątyń, kolumn, religijnych posągów, rzeźbionych wież o kształtach dzwonów oraz oczywiście wielu bardzo atrakcyjnych posągów Buddy. Do tego całość jest też wkomponowana w piękną przyrodę. Mam tu na myśli ogromne drzewa i ich wystające z ziemi korzenie oraz duży akwen wodny zakończony dużym pomnikiem Buddy.

Dokładne zwiedzanie Starego Sukhotai zajęło nam cały dzień i całe szczęście, że najlepsze zabytki znajdują się w granicach jednego ośrodka, o nazwie Historyczny Park Sukhotai. W granicach murów parku, które zostały zbudowane w istotny geometryczny sposób dla buddyzmu, znajdują się bardzo dobrze zachowane ruiny 21 obiektów. Dodatkowo poza murami parku historycznego znajduje się około 70 innych obiektów w promieniu 5km lecz te traktuję jedynie jako miłe uzupełnienie. Bilety na zobaczenie wszystkich zabytków łącznie z ruinami poza Sukhotai kosztują 350 bhat lecz jeśli ktoś chce zobaczyć jedynie Historyczny Park Sukhotai, wtedy musi się pożegnać ze 100 bhat. Najlepszym sposobem na zwiedzanie parku jest wynajęcie roweru z pobliskich sklepów za jedyne 30 bhat za cały dzień. Przypominam też, że zwiedzanie należy zacząć wcześnie rano gdyż ostatni autobus do bazy noclegowej w Nowym Sukhotai odjeżdża o 6 po południu.

Jeśli chodzi o konkretne zabytki to do najlepszych należą:

Pomnik Króla Ramkamhaeng; który znajduje się na prawo po wjechaniu przez główną bramę. Nie powiem by był to najlepszy obiekt ale na pewno nie da się go nie ominąć. W pobliżu znajduje się też akwen wodny oraz bogato obsadzona roślinność.

Wat Mahatat; to ogromny kompleks świątynny będący typowym przykładem architektury antycznego miasta Sukhotai, z bogactwem dzwonowatych stup, ułamanych kolumn oraz wielkich pomników Buddy. Jednym z nich jest 9m stojący Budda choć mi najbardziej podobały się ich wielkie siedzące oblicza pod pięknymi drzewami. Stupy i pomniki Buddy są rozsiane po całym obiekcie i często także wbudowane w środek choć należy tu zwrócić szczególną uwagę na kwadratowe podstawy, składające się z trzech kondygnacji. Na terenie Wat Mahatat znajduje się także wiele innych, mniejszych chedi oraz buddyjskich kaplic i sanktuariów.

Wat Si Sawai; która moim zdaniem do złudzenia przypomina mini wersję Angor Wat lecz z szeregiem ułamanych filarów. Świątynia ta została zbudowana w typowym, khmerskim stylu a punktem centralnym są tu trzy wysokie, rzeźbione praang w stylu khmerskim na których znajdują się małe, kamienne rzeźby. Świątynia ta była na początku swego istnienia świątynią hindustyczną lecz potem zmieniono jej przeznaczenie na Buddyzm.

Wat Sa Si; była moją ulubioną świątynią. Jest ona osadzona na wyspie i można się do niej dostać po drewnianym moście. Świątynia ta to klasyczny przykład antycznej architektury Sukhotai. Punktem centralnym jest tu wysoka dzwonowata stupa oraz wielki, siedzący Budda i dwa rzędy filarów na jej frontalnej części. Oprócz tego znajduje się tu parę innych, mniejszych stup oraz metalowe pomniki Buddy. Swiątynię Wat Sa Si polecam także jako wspaniały materiał do zdjęć panoramicznych z początku stawu. Z daleka widać wielką stupę i pomnik Buddy a przy dobrym świetle wychodzi dobry efekt piękna tej budowli, odbijający się na lustrze wody.

Narodowe Muzeum Ramkhamhaeng; opowiada o historii i kulturze Sukhotai. Znajdują się tu jedne z pierwszych skryptów z tajskim pismem. Muzeum to znajduje się w białym budynku pokrytym dachem na wzór świątyń w Bangkoku.

Wat Trapang Thong; świątynia znajdująca się koło muzeum z charakterystyczną, ogromną stupą.

Wat Trapang Ngoen; niewielka lecz bardzo przyjemna i nieźle zachowana ruina świątyni. Składa się ona z głównej wihary oraz siedzącego Byddy. Ponadto całość mieści się na holu ordynacyjnym z którego wystają dwa rzędy filarów, a w pobliżu są też pomniki stojącego Buddy na tle ścian.

Wewnątrz Parku Historycznego Sukhotai jest jeszcze wiele innych interesujących obiektów o nieco mniejszym znaczeniu. Myślę, że wielką frajdę sprawia tu także jeżdżenie rowerem po tym szczególnym miejscu oraz od czasu do czasu kupowanie owoców od biednych dziadków. Uwagę należy też zwrócić na wspaniałe drzewa, ich konary i korzenie oraz wodne otoczenie świątyń pokryte kwiatami.

Po wyjechaniu z parku usiedliśmy na obiad pod dachem uplecionym z liści palmowych a potem nakarmiliśmy psy. Poza obszarem parku także zobaczyliśmy kilka ciekawych świątyń i były to:

Wat Saphan Hin; czyli ruina świątyni z której został jedynie wysoki i masywny, stojący Budda. Najpierw trzeba się było wdrapać na górę lecz widok samego Buddy był imponujący.

Wat Si Chum; czyli jedna z najpopularniejszych świątyń w Sukhotai. W mało atrakcyjnym budynku przypominającym raczej bunkier znajduje się jeden z najpiekniejszych i najbardziej oryginalnych pomników Buddy. Jest to wielki siędzący Budda z długimi palcami skierowanymi ku dołowi. Obiekt ten jest bardzo często fotografowany i widziany na pocztówkach.

Wat Chang Lom; to stupa otoczona posągami 36 słoni. Niektóre były ułamane lecz sam efekt nadal jest bardzo dobry, zwłaszcza przy zachodzie słońca.

Sukhotai było wspaniałym doświadczeniem historycznym a jazda na rowerze pomiędzy antycznymi ruinami sprawiła mi wielką przyjemność. Do tego dochodzą jeszcze inne rzeczy nieopisywane w przewodnikach, takie jak palmy, egzotyczna roślinność oraz zachody słońca nad ogromnymi stupami i pomnikami Buddy. Wszystkie te atrybuty składają się na piękną całość.

Sukhotai – zwiedzanie jest męczące. Na zdjęciu: mała podróżniczka z Polski śpi przed pomnikiem Buddy.

Si Satchanalai

(Co warto zobaczyć, jak się dostać oraz dokładny opis Si Satchanalai)

Si Satchanalai (podobnie jak Chaliang) leżące niedaleko Sukhotai było niegdyś rozgałęzieniem antycznego imperium Sukhotai. Tutaj także znajduje się wiele atrakcyjnych obiektów choć przyznam, że Si Satchanali jest mniej popularne i bardziej zaniedbane. Po dotarciu do bramy głównej wypożyczyliśmy rowery po 20 bhat za każdy i pojechaliśmy przez małą wioskę aby po chwili dostać się do długiego, wiszącego mostu. Samo jego przekraczanie było przygodą samą w sobie gdyż rwąca rzeka znajdowała się wiele metrów pod nami a most przez cały czas się chwiał.

Po przekroczeniu mostu ukazała się przed nami pierwsza świątynia. Była to ogromna Wat Phra Si Ratana Mahathat. Jest to moim zdaniem najbardziej okazała ruina ze wszystkich, z dobrze zachowaną główną prang w stylu khmerskim oraz wieloma bardzo dobrze zachowanymi pomnikami Buddy. Dwa rzędy ułamanych filarów wiodą poprzez plac ordynacyjny w kierunku siedzącego Buddy a za nim znajduje się prang, na którą można wejść. Widać stąd, że na terenie obiektu jest też parę innych ułamanych stup oraz stojących pomników Buddy. Po przejściu ruin można sobie z łatwością wyobrazić świetność tego miejsca, gdy był tu jeszcze dach podtrzymywany przez filary. Obok znajduje się także długi stragan z pamiątkami.

Drugą interesującą budowlą był kompleks świątynny osadzony na górze, o nazwie Wat Khao Phanom Phloeng. Po pokonaniu wysokich kamiennych schodów dotarliśmy na szczyt, lecz niestety z tych ruin niewiele już zostało. Pośród drzew oraz wystających na powierzchnię konarów nasza uwaga skupiła się na ułamanej, ceglanej stupie oraz nawet dużym i bardzo dobrze zachowanym, siedzącym Buddzie. Liczyłem także na ładne widoki lecz niestety wysokie drzewa zasłaniały Si Satchanali. Oczywiście ciężar historii oraz posąg Buddy zrobiły na mnie wrażenie nawet po obejrzeniu 1000 innych wcześniej, lecz w przypadku tej świątyni, moim zdaniem najlepsza była przygoda. Mam tu na myśli wspinaczkę na szczyt w upale, po kamiennych schodach wśród zarośli, prowadzących do obiektu sprzed setek lat.

Następnie po zejściu na dół z małym dzieckiem oraz krótkiej przejażdżce na rowerze dotarliśmy do Wat Chang Lom czyli do pokaźnej chedi otoczonej przez posągi Buddy i pomniki zwierząt, które dawno temu były pewnie słoniami. Do obiektu prowadzi ceglana droga z ułamanymi filarami. Był to kolejny przyjemny obiekt!

Niedaleko były też ruiny świątyni Wat Nang Phaya. Obiekt ten składał się z głównej stupy, do której można było wejść po schodach oraz wielu innych ruin takich jak filary oraz małe, ceglane place. Myślę, że największym atutem tego obiektu była właśnie bardzo dobrze zachowana stupa oraz samo jej położenie wśród drzew. Wat Nang Phaya była otoczona przez fosę wypełnioną wodą i roślinami. Obiekt ten jest mniej znany lecz wyjątkowko atrakcyjny.

Na koniec zobaczyliśmy także rząd stup o różnej wielkości ułożony na jednym terenie o nazwie Wat Chedi Jet Thaew. Uwagę należy tu zwrócić na pewne detale, takie jak np, małe płaskorzeźby Buddy oraz rzeźbione zakończenia wież. Innymi słowy było to powtórzenie innych ruin a ta była tak ogromna, że nie dało się jej nie zauważyć.

Po zwiedzaniu pojechaliśmy na smaczny tajski posiłek wśród zieleni i wybieraliśmy pamiątki, których tu jednak nie kupiłem. Si Satchanalai nie zajmuje dużo czasu a jest bardzo dobrym pomysłem na miłe spędzenie dnia i sprawia wielką frajdę. Polecam serdecznie!!!

Do Sitchanalai można się dostać autobusem z dworca w Sukhotai (40 bhat) a jazda zajmuje około pół godziny. Należy jednak wytłumaczyć kierowcy aby zatrzymał się przed wejściem do świątyń Starego Miasta (meuang kao) a nie w nowym miasteczku, które z reguły nikogo nie interesuje. Wejście kosztuje 220 bhat lecz my zapłaciliśmy tylko 100 bhat za nas troje, dlatego warto jest się targować. Ostatni autobus z głównej drogi należy zatrzymywać o 4.30.

Zakończenie

To był już koniec moich przygód w Antycznych Miastach Tajlandii – regionie wspaniałych zabytków i pięknych wodospadów.

Potem podążaliśmy dalej na północ kraju a naszym kolejnym przystankiem było miasteczko Lampang (4h z Sukhotai). Lampang zostanie jednak opisane w nowym rozdziale pod tytułem „Tajlandia Północna”.

Zatem , polecam dalsze czytanie o moich przygodach w Tajlandii Północnej.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan