Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Marcin Malik
Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Rejestracja
Dzięki rejestracji otrzymasz możliwość komentowania, używania avatara i otrzymywania powiadomień o nowych wpisach na stronie. Aby się zarejestrować kliknij w ten link.

Osoby nie chcące się rejestrować mogą komentować jako goście bez dodatkowych funkcji.

Logowanie

Nie pamiętasz hasła?

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Polityka prawdy
Wycieczki do Azji

Lewicowy “Szpieg-book”

Moje konto jest często blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Ponadto Facebook regularnie usuwa "likes" z prawicowych stron i zaniża je w wynikach wyszukiwania.

Facebook w teorii "pozwala" promować artykuły krytykujące propagandę homoseksualną i anty-imigrancką, lecz jednocześnie ich nie promuje, gdyż liczba odwiedzin w takich wpisach jest zamrażana.

Facebook jest lewicową fortecą, która prawdę określa jako "mowę nienawiści", a zdrowy rozsądek jako "dyskryminację". Doszło nawet do tego, że Facebook usunął wpis papieża emeryta Benedykta XVI, gdyż był on zbyt konserwatywny - czyli fachowo mówiąc, nie spełniał "standardów społeczności" Facebooka.

Dobrze się zastanów zanim dasz informacje o sobie na tym istotnym skrzydle CIA. Żyjemy w czasach gdy nie trzeba brutalnie przesłuchiwać "wrogów rewolucji", skoro istnieje urządzenie dzięki któremu ludzie sami powiedzą co zrobili, i nawet co będa robić. Facebook wie z kim jesteś powiązany; a jesli jesteś bardzo naiwny to zna też twoja rodzinę i rejestrację twojego samochodu. Dla wywiadu, Facebook to kraina spełnionych marzeń.

Facebook to kopalnia, która zamiast węgla wydobywa informacje o tobie, i zarabia pieniądze na twojej prywatności.

Tym z Państwa, którzy wątpią w "wolność słowa", radzę się nauczyć jak fałszować swój adres IP. Pierwsza zasada jest taka, że adres IP nie podróżuje razem z użytkownikiem, choć jest więcej sposobów. Jeśli ktoś jest "nietolerancyjnym rasistą", i chce napisać na FB że: Polacy są biali i tylko biali, że nie chce przerabiać Pałącu Kultury na minaret, oraz że odbyt został zaprojektowany tylko w celach toaletowych, wówczas lepiej jest taki komentarz dać poza swoim miejscem zamieszkania, gdyż jak czytałem, w przeciwnym wypadku: "dzielni mundurowi nie mają problemu ze znalezieniem delikwenta promującego estremistyczny materiał". Na marginesie, to nie komunizm, ale "progresywna demokracja".

Ponadto Facebook jest zaprojektowany w taki sposób aby uzależniać. Jego szablon szybko wpada w oko, pozwala się on wyżalić w sprawach społecznych i politycznych, a ten kto czuje się samotny, ma swoją społeczność na FB, przez co nie czuje się już aż tak samotny. Użytkownik jest nagradzany i karany, więc stara się zaprezentować jak najlepiej w oczach swojej społeczności, oraz nieświadomie otwiera drzwi dla policji, wywiadu, oraz przed obcym konsulatem wydającym wizy. Papierosy też szkodzą, lecz ludzie ciągle palą. Z FB i z innymi portalami społecznościowymi jest jeszcze gorzej, gdyż w internecie ludzie promują fałszywy, udoskonalony obraz własnej rzeczywistości, za który chcą być podziwiani i nagradzani.

Marzenia kontra Rzeczywistość - na portalach społecznościowych.

Nie starajcie się promować udoskonalonego wizerunku samych siebie w internecie, gdyż gonicie nierealny sen, który może się okazać strasznym ciosem psychicznym, przy pierwszym brutalnym kontakcie z rzeczywistością.

Zamiast tego radzę się nauczyć prac manualnych rozwijających myślenie i niezależność - (stolarstwo, budownictwo, hydraulika, zielarstwo), aby nie wyrosło nam pokolenie idiotów, których cały świat kończy się na głupim selfie i polubieniach na Facebooku.

Miejsce na reklamę




Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i zawsze doceniałem piękno oraz wartości naszej wspaniałej, Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Ciekawostki

Egzotyczne owoce Azji

Napisał: Marcin Malik

Egzotyczne owoce Azji

 

Za każdym razem gdy podróżuję po Azji, dostrzegam i próbuję nowych rzeczy, o których chciałbym napisać. Tym razem skoncentruję się na egzotycznych owocach Azji, których przeciętni Europejczycy nie znają. Bogate w witaminy i substancje odżywcze tropikalne skarby, które wsprawiają w dobry humor, to temat który koniecznie należy omówić. Mangosteen, lanzones, rambutan, jackfruit, liczi, longan, karambola, santol, pomelo, salak, marang, czy durian – to tylko niektóre ze wspaniałych darów natury, czekających na podróżników.

 

Wstęp

Podróżując po Azji, zawsze urzeka mnie wspaniała przyroda, interesująca kultura i bogactwo smaków. Ilekroć podróżuję po tym pięknym, rozległym kontynencie, zawsze dostrzegam nowe rzeczy, o których chciałbym napisać, i dlatego tym razem skoncentruję się tylko na tropikalnych owocach Azji, które były wyśmienite.

Młoda Filipinka sprzedająca owoce na bazarze.

Europejczykom zazwyczaj wydaje się, że w dobrze zaopatrzonych krajach europejskich, gdzie sklepy są przepełnione towarami z całego świata, nie ma takiej rzeczy, której oni by nie spróbowali. To podejście jest jednak bardzo błędne, dlatego że podróżując po Filipinach, Borneo, Kambodży czy Tajlandii, spróbowałem wiele rodzajów owoców, które są nieznane w Europie. Azja jest pod tym względem bardzo bogata, gdyż potrafi oczarować białych podróżników darami natury, które są na wyciągnięcie ręki. Bogactwo, dobrobyt, spokój i zdrowie, nie zawsze są synonimami pieniędzy.

W moim artykule zamierzam krótko opowiedzieć o kilku tropikalnych owocach Azji, ze zdjęciami i kilkoma informacjami na temat ich wyglądu, smaku, pochodzenia i korzyści zdrowotnych. Zdaję sobie też sprawę, że nie jestem w stanie opisać wszystkich tropikalnych owoców Azji, lecz postaram się uwzględnić jak najwięcej. Poniższe nazwy mogą być różnie odebrane przez Azjatów z różnych części tego kontynentu, gdyż niektóre nazwy owoców są używane na Filipinach, a inne w Malezji czy w Tajlandii. Cukrzykom natomiast radzę dowiedzieć się, które owoce są dla nich nie wskazane w dużych ilościach, gdyż w moim artykule wspominam o tym jedynie powierzchownie.

Stragan owocowy Azji. Na zdjęciu między innymi mangosteen, rambutany i mango.

Tropikalne owoce których nie będę omawiał

Nie zamierzam jednak opisywać tych tropikalnych owoców Azji, które są szeroko dostępne i przez to pospolite w Europie, gdyż chcę aby mój artykuł był ciekawy. Na szczęście wiele tropikalnych owoców z wielu kontynentów jest już dostępnych w Europie, lecz ciągle nie wszystkie. Azjatyckimi owocami dostępnymi w Europie są dziś mango, które pochodzą z rejonów Birmy i wschodnich Indii; a także kiwi, które pochodzą z Chin, z okolic rzeki Yangcy. Niepodzianką może się także okazać pochodzenie bananów, których jest na marginesie wiele rodzajów, i to nie tylko żółtych, ale także czerwonych. Banany pochodzą z Azji południowo-wschodniej, i są rozpowszechnione na wszystkich kontynentach.

Na przykład figi także pochodzą z Azji, lecz owoce te bardzo często rosną w sprzyjających im klimatach Grecji i Bułgarii, i z tego powodu też nie będę ich opisywał. Bardzo powszechnymi owocami są też brzoskwinie, które pochodzą z Chin, oraz morele z Armenii; lecz tak jak w poprzednich przypadkach, te owoce także rosną w południowej Europie, gdzie jest ich pod dostatkiem. Europejczykom dobrze są też znane winogrona, których żródła pisane nawiązują do pochodzenia jednego rodzaju z Turcji i innego z Ameryki Północnej. Nie będę więc opisywał owoców, które każdy Polak może kupić w sklepie.

Banany na drzewie to częsty widok w Azji południowo-wschodniej.

Podróżując po Azji widziałem też wiele tropikalnych owoców, które są do pewnego stopnia powszechne w Azji i w Europie, lecz pochodzą z Ameryki łacińskiej. Z tego powodu nie będę opisywał passion fruit, papai, awokado oraz dragon fruit, gdyż owoce te pochodzą z Ameryki centralnej i południowej. Co prawda będąc w Malezji zrywałem passion fruit z drzewa, będąc na Filipinach pojechałem na plantację dragon fruit, a gdy podróżowałem po Sri Lance i Birmie, sam strącałem papaję z drzew. Jednak owoce te nie są azjatyckie, dlatego opis ich pozostawiam podróżnikom specjalizującum się w podróżach po Ameryce łacińskiej. Będąc na filipińskiej wyspie Guimaras próbowałem też owoców chico, lecz te także pochodzą z Meksyku i Ameryki centralnej, mimo że rosną w każdym klimacie tropikalnym, w tym w Azji. Bardzo ciekawym doświadczeniem było też dla mnie gdy na Filipinach spróbowałem guyabano (soursop, sustard apple), który także pochodzi z Ameryki Południowej.

Arbuzy natomiast pochodzą z pustyni Kalahari w Afryce, mimo że są uprawiane w Azji i w południowych stanach USA. Melony także są afrykańskie, choć jest ich pełno w Europie i w Azji.

Oto moja lista egzotycznych owoców Azji:

Liczi to owoc pochodzący oryginalnie z Chin, który jest także bardzo popularny w Indiach i w Azji południowo-wchodniej. Liczi rośnie na wiecznie zielonych drzewach osiągających czasem 30m wysokości. Liczi jest bardzo rozpowszechniony na azjatyckich bazarach, z powodu słodkiego smaku, przypominającego winogrona, z dodatkiem smaków cytrusa i wody różanej. W środku znajduje się czarna pestka, a dookoła niego biało-różowy owoc, słodki, miękki i odświeżający w gorącym, tropikalnym klimacie. Liczi jest bardzo popularnym deserem w Tajlandii, a owoc ten jest często dodawany do lodów, jest konserwowany, oraz przerabiany na soki i napoje gazowane. Ja będąc na Filipinach próbowałem też herbaty z Liczi, także owoc ten ma wiele zastosowań. Liczi jest tym owocem, którego nigdy nie ma się dość.

Liczi na bazarze Azji.

Liczi ma wiele zalet. Jest on bogaty w błonnik pokarmowy co dobrze działa na trawienie. Poza tym posiada on dużo fosforu, magnezu, cunku i miedzi, co dobrze wływa na kości. Liczi zwiększa także odporność gdyż jest bogaty w wiaminę C, reguluje ciśnienie i jest dobry na serce. Istnieją jednak doniesienia, że setki indyjskich dzieci zmarło z powodu zjedzenia dużej ilości liczi na pusty żołądek.

Ważną informacją jest też to, że lichi jest otoczony cienką i gładką, różową skórką, co różni go od rambutana, o którym opowiem poniżej.

Rambutan to owoc, który najbardziej przypomina liczi, lecz między tymi owocami jest kilka różnic. Przede wszystkim rambutan pochodzi z Malezji i Indonezji, a nie z Chin, jak liczi. Poza tym drzewa rambutana osiągają tylko około 5m, skórka rambutana jest grubsza i pokryta małymi krzakami, a sam owoc jest też trochę większy i nie aż tak słodki jak liczi.

Rambutan także posiada wiele witamin, w tym żelazo i witaminę C, lecz posiada trochę więcej kalorii i więcej błonnika. Tak samo jak liczi, rambutan ma czarną pestkę, otoczoną delikatnym białym owocem, choc nie tak delikatnym jak liczi.

Po lewej stronie widzimy rambutan, a po prawej marang. W tyle leżą lanzones.

Longan to kolejny krewny liczi, który niedoświadczonym podróżnikom ciężko będzie odróżnić. Longan także pochodzi z Azji południowo-wchodniej, lecz jest trochę mniejszy od liczi. Rozmiarem przypomina oliwkę, ma twardą, jasnobrązową skórkę, także ma czarne nasiono (pestkę), oraz ma smak i budowę podobną do liczi. Ja uważam, że jest bardziej podobny w smaku do rambutana, gdyż jest tak samo galaretowaty i bardziej cierpki.

Longan jest tak bogaty w witaminy, że był używany w tradycjnej medycynie chińskiej do poprawy skóry, zdrowia serca i zachowania spokoju. Jest on bardzo bogaty w witaminę C i jest źródłem potasu i kwasu fenolowego, przeciwutleniacza o właściwościach przeciwgrzybicznych, przeciwwirusowych i przeciwbakteryjnych.

Longan – bliski krewny liczi.

Lanzones / Langsat – to owoc, którego nigdy nie zabraknie na bazarach Filipin, lecz niestety w Europie pojawia się on rzadziej niż prawda w brytyjskiej polityce. Lanzones (nazwa filipińska), czy Langsat (nazwa malajska) pochodzi z zachodniej Malezji i jest najbardziej popularny na Filipinach i w Indonezji. Lanzones rosnące na Flipinach są sezonowe i występują na południowych wyspach. Jest on sprzedawany w pęczkach przypominających winogrona, lecz owoce Lanzones są około dwukrotnie większe. Lanzones są w kolorze jasno beżowym, a pod cienką skórką znajduje się biały, delikatny owoc podzielony na segmenty, który jest słodki. Pomimo że w smaku jest czasem porównywany do grejpfruta, to jest mniej gorzki i nieprzepełniony sokiem. Wewnątrz niektórych segmentów lanzones znajdują się ciemne nasiona. Kilka razy je przegryzłem gdyż są miękkie, ale są one bardzo gorzkie. Sam owoc lanzones jest bardzo orzeźwiający, lekki na żołądek i stanowi bardzo zdrowy i smaczny deser. Należy jednak koniecznie umyć po nim ręcę gdyż jest bardzi lepki.

Lanzones jest jednym z moich ulubionych tropikalnych owoców. Ma on bardzo dobry smak, słodycz i pewien charakter, którego nie ma w europejskich owocach. Lanzones stanowi bardzo zdrową dietę i jest dobry na trawienie, gdyż posiada wiele witamin i korzystne składniki odżywcze. Zawiera minerały, takie jak żelazo, cynk, potas, fosfor, magnez, mangan, miedź i wapń.

Lanzones / langsat i mango.

Mangosteen – to kolejny tropikalny owoc, znany także jako purpurowy mangosteen. Pochodzi on z Malezji i Indonezji, lecz jest też rozprowszechniony na Filipinach i Sri Lance.

Mangosteen jest okrągły, purpurowy i pokryty zielonym kielichem, który utrzymuje go na łodydze. Zewnętrzna skórka owocu jest gruba i gumowata, natomiast wewnątrz zanjdują się słodkie, smaczne, śnieżnobiałe segmenty podobne do wzoru pomarańczy. Każdy segment zawiera od jednego do czterech nasion o bardzo gorzkim smaku. Na Filipinach mangosteen rośnie głównie na Mindanao, skąd jest zawożony do innych części kraju. Mangosteen silnie pachnie i ma lekko kwaśny smak, który według niektórych podróżników przypomina mieszankę pomarańczy i brzoskwini. Z mojego doświadczenia, przygoda z mangosteen zaczyna się od jego obierania, gdyż trzeba mocno nacisnąć aby wydobyć biały owoc podzielony na białe segmenty. Trzeba go też ostrożnie jeść, gdyż gorzkie pestki są czasem ogromne a przegryzienie ich nie jest przyjemne.

Co do informacji zdrowotnych, które udało mi się znaleźć na temat tego owocu, to mangosteen jest niskokaloryczny i bogaty w błonnik, oraz ma wiele niezbędnych składników odżywczych, mimo że nie zawiera tłuszczów nasyconych ani cholesterolu. Zawartość potasu pomaga kontrolować tętno i regulować ciśnienie krwi, co z kolei pomaga w zapobieganiu udarom i chorobom wieńcowym. Mangosteen pomaga również regulować cykl menstruacyjny, schudnąć i poprawić zdrowie skóry. Obecne w nim są także zdrowe ilości manganu i magnezu, a nowe badania sugerują, że ksantony – silny przeciwutleniacz występujący prawie wyłącznie w mangostanie – ma właściwości zwalczające ból, alergie, infekcje, choroby skóry i zmęczenie, jednocześnie wspierając zdrowie jelit.

Mangosteen – delikates Azji.

Mangosteen zawiera także witaminę C oraz posiada witaminy z grupy B, takie jak tiamina, niacyna i kwas foliowy, i które pomagają organizmowi metabolizować węglowodany, białko i tłuszcze. Generalnie mangosteen został uznany za bombę witamimową, choć spotkałem się też z opinią aby jeść mangosteen z umiarem, ponieważ zawiera fruktozę, która może być szkodliwa dla zdrowia w nadmiernych ilościach.

Santol (katon) – ja santol nazywam “inną odmianą mangostina”. Owoc Santol jest okrągły, soczysty i osiąga wielkość jabłka. Wewnątrz owocu santol znajdują się od 3 do 5 białych soczystych segmentów z brązowymi nasionami, które są niejadalne. Na filipińskich bazarach widziałem wiele santoli, które są przeważnie dostepne w dużych ilościach. Smak owocu jest nieco kwaśny gdy ten jest niedojrzały, dlatego z santoli często robi się marmoladę, oraz dodaje się do niego trochę soli. Jednak gdy jest dojrzały, owoce nabierają słodkiego smaku.

Drzewa santolu są wysokie, gdyż osiągają od 15m do nawet 45m wysokości, i są pokryte bujnymi, zielonymi liśćmi. Każde drzewo jest też bardzo wydajne, gdyż rodzi od około 18000 do 24000 owoców. Poza tym santol dzieli się na dwa główne typy: żółty i czerwony. Czerwone santole są większe i mają twardszą skórkę, a żółte santole są słodsze.

Santol, zwany takżę “dzikim mangosteenem” znajduje się w prawym górnym rogu.

Według informacji zdrowotnych, które udało mi się znaleźć, to niektóre części rośliny santolu mają właściwości przeciwzapalne. Stosuje się je w leczeniu biegunki i czerwonki. Aromatyczny korzeń jest również silnym lekarstwem na biegunkę. Korzeń santolu natomiast dobrze działa na żołądek. Santol zawiera wiele witamin z grupy B i C, a zatem może zapobiegać szkorbutowi, oraz jest doskonałym przeciwutleniaczem, który pomaga zapobiegać chorobom układu krążenia, udarom i nowotworom. Ponieważ santol zawiera dużo witamin z grupy B, poprawia nasz nastrój, przyspiesza metabolizm i zawiera kwas foliowy. Santol to samo zdrowie.

Jackfruit – był jednym z moich ulubionych owoców. Podróżując po Filipinach, Tajlandii czy Malezji widziałem mnóstwo jackfruitów, zarówno na bazarach, jak i dzikich rosnących w dżunglii. Jackfruit pochodzi z południowo-zachodnich Indii, gdzie jest go najwięcej, lecz potem rozprzestrzenił się także do Azji południowo-wschodniej; głównie na Filipiny, Tajlandię, Malezję i Indonezję. Generalnie jackfruit najlepiej czuje się w ciepłym, tropikalym klimacie, dlatego rośnie też w Ameryce południowej, Afryce oraz w Australii i niektórych południowych stanach USA.

Przemierzając dzikie tereny Filipin widziałem ogromne drzewa, z których zwisały duże, zielone, podłużne owoce o nierównej powierzchni. Wewnątrz jackfruit zawiera wiele jasnożółtych, pulchnych bulw, które są jadalne i połączone w jednym rdzeniu. Po jego przekrojeniu bulwy trzeba wydostać z środka, gdyż są dodatkowo przytwierdzone do otaczającej żółtej masy. Każda żółta bulwa ma w środku jedno nasiono, które można również gotować, oraz nawet mielić na mąkę. Na Filpinach widziałem jackfruit, który ważył około 50kg i mierzył około 1 metra, lecz zazwyczaj owoce te są mniejsze i nie ważą więcej niż 10-20kg.

Jackfruit, który zobaczyłem wiszący na drzewie, w dżungli na Filipinach.

Dodadtkowo jackfruit jest bardzo dobrym zastępnikiem mięsa, gdyż ma teksturę podobną do kurczaka, i pomimo że owoce są słodkie i ładnie pachną, to jednocześnie jackfruit ma dość neutralny zapach, i dlatego jest używany w wielu różnych potrawach. Jackfruit jest przygotowywany na słodko i ostro, w kuchni indyjskiej i malajskiej, i jest też pakowany do puszek, choć głównie jest jedzony jako słodki i bardzo zdrowy deser. Według ekspertów od żywienia, jackfruit mógłby wykarmić cały świat w łatwy sposób, gdyż nie trzeba go uprawiać na roli, rośnie wszędzie w tropikalnym klimacie, a jedno drzewo potrafi wyprodukować aż trzy tony jedzenia rocznie.

Tylko z powodu tej jednej rośliny, uważam że nigdy nie powinno być głodu w większości Afryki i na Subkontynencie Indyjskim. Co więcej, jackfruit jest tą rośliną, która nie tylko potrawiłaby wyżywić czarną ludność świata, ale też wspaniale współgra ze środowiskiem naturalnym. (No cóż, głód jest taktyką wojenną, zaplanowaną na kontrolowanie narodów na bazie podstawowych potrzeb.)

Wielki jackfruit, na bazarze w Cebu City. Filipiny.

Jeśli chodzi o witaminy i korzyści zdrowotne, to uważam że jackfruit zawiera całą aptekę, przekazywaną w homeopatyczny sposób. Jackfruit poprawia trawienie, jest dobry na kości, jest korzystny na wzrok i kondycję skóry, zapobiega rakowi, jest dobry na serce i system odpornościowy, oraz daje energię. Jackfruit jest bogaty w witaminę C i B, a mielone nasiona jackfruit dodane do potraw są bogate w żelazo, wapno, potas i proteiny. Jackfuit należy jednak wiedzieć jak kroić, i uważam że podróżnicy powinni zostawić to zadanie Azjatom, którzy są w tym po prostu lepsi.

Marang – to „mała wersja jackfruita”, czyli owoc który wygląda podobnie, ale jest mniejszy, delikatniejszy, a w środku znajdują się białe bulwy, a nie żółte. Gdy marang jest dojrzały, można go otworzyć palcami, i jest on bardzo popularny na bazarach Filipin i Borneo, skąd pochodzi.

Na początku marang nie pachnie zbyt zachęcająco, dlatego uważam że lepiej jest go otwierać na zewnątrz, mimo że nie śmierdzi tak drastycznie jak durian. Słodki zapach białych bulw maranga kojarzy mi się z połaczeniem bananów z gruszkami i jackfruit. Pestki natomiast mogą być prażone lub gotowane,co także jest dobra przekąską.

Marang – słodki, pyszny, i łatwy w obieraniu.

Marang jest bogaty w witaminę A i C, beta-karoten, białko, tłuszcz, węglowodany, wapń, żelazo, fosfor i retinol. Marang oprócz słodkiego smaku i przygody związanej z obieraniem, lub nawet odkrywaniem tego owocu, obniża też ciśnienie krwi oraz jest dobry na serce. Osoby chore na cukrzycę powinny jednak zasięgnąć opinii lekarza, czy mogą jeść marang, lub w jakich ilościach.

Noni – to mały owoc pochodzący z Azji i Australii, który rośnie także na Hawajach na małych zielonych krzakach. Jest przeważnie używany do produkcji soków, choć nie tylko. Czasem jest on krojony na pół, a następnie jego delikatny biały owoc jest jedzony łyżką. Jednak najczęściej jest wyciskany i pity, niż jedzony. Sok z noni jest niestety mdły, dlatego często jest mieszany z innymi sokami, takimi jak sok winogronowy lub brzoskwiniowy, lub dodaje się do niego syrop owocowy.

Noni jest też sprzedawany w proszku i kapsułkach jako zdrowy dodatek do jedzenia, choć należy się upewnić czy jest zdrowy dla kobiet ciężarnych i karmiących. Czytałem też, że noni nie jest bezpieczny dla osób z chorobami nerek. Poza tym noni pomaga na artretyzm, zmniejsza ból i opuchliznę, oraz posiada kilka związków, które mają właściwości antyrakowe.

Noni – smak i zdrowie na wyciągnięcie ręki.

Durian – to duży owalny owoc pokryty groźnymi kolcami, który waży do ponad 3kg. Przy groźnych kolcach ciężar owocu jest wystarczający aby przebić skórę, dlatego trzeba go trzymać w grubych rękawicach. Sam wygląd duriana wygląda na niebezpieczny, lecz to nic w porównaniu z jego smrodem, który jest tak mocny, że nawet przenika przez jego grubą skórę. Duriana nie można wnosić do hoteli, na stacje metra, ani do innych miejsc publicznych. W Malezji za wnoszenie durianów do hoteli widziałem kary, a taksówki w Singapurze też nie chcą go przewozić, dlatego że smród pozostaje na długo.

Durian jest popularną i bardzo zdrową przekąską w Azji południowo-wschodniej, mimo że nieładnie pachnie. Jeśli chodzi o smak to ciężko jest go opisać gdyż durian jest tak unikalny. Nie radzę jednak jeść duriana zaraz po zerwaniu, i to nawet wtedy gdy jest już dojrzały, gdyż wtedy jest ciągle gorzki i twardy. Warto trochę poczekać, aby przejrzał trochę, nabrał koloru żółtego wpadający w pomarańczowy, gdyż wtedy jest słodki i miękki. Smak duriana ciężko jest opisać, lecz ja go określam jako miksturę gorzkiego, słodkiego i kremowego. Każdy durian składa się najczęściej z 3-5 dużych, żółtych segmentów, w których znajdują się ogromne pestki. Smród jednak zawsze pozostaje, dlatego po zjedzeniu duriana nie radzę nikogo całować.

Przekrojony durian.

Durian jest bogaty w witaminę C, jest dobry na gorączkę, podrażnienia skóry oraz żółtaczkę. Durian jest też dobry jako środek antyrakowy, jest dobry na serce, oraz walczy z infekcjami, i kontroluje poziom cukru we krwi.

Podróżując po Azji południowo-wschodniej zauważyłem, że z duriana jest robionych wiele smacznych deserów i napoi, oraz jest on czasem dodawany jako przystawka do głównych dań. W Malezji jadłem ciastka i lody z duriana, które były bardzo smaczne. Kupiłem też bardzo dużo wyśmienitej kawy z dodatkiem duriana, która podobno „była zbierana przez małpki proboscis”.

Istnieje około 30 różnych odmian duriana, mimo że dla białego turysty i tak wszystkie wyglądają podobnie. Owoc pochodzi z Malezji, Indonezji i Borneo, choć są też farmy duriana na Sri Lance, w południowych Indiach, Kambodży, Wietnamie, Tajlandii i na chińskiej wyspie Hainan. Tajlandia jest największym eksporterem duriana, i posiada farmy, które uprawiają wiele jego gatunków. Nie radzę jednak chodzić pod drzewami duriana, dlatego że spadające owoce są niebezpieczne. Wyobraźmy sobie, że 3kg kamień pokryty kolcami spada komuś na głowę.

Duriany na bazarze w Malezji.

Uważam, że durian jest wspaniałym kulinarnym doświadczeniem Azji i należy go koniecznie spróbować. Jedni go pokochają, a inni będą się woleli trzymać z daleka. Nie radzę jednak białym ludziom własnoręcznego krojenia, gdyż trzeba wiedzieć jak to robić. Także krojenie durianów zostawmy Azjatom, gdyż oni mają w tym wprawę.

Salak (owoc wąż) – to gatunek niewielkiej, zielonej palmy, pochodzący z Jawy i Sumatry w Indonezji, mimo że obecnie jest też uprawiany także w innych częściach Azji południowo-wschodniej. Salak można kupić na bazarach w całym regionie Azji południowo-wschodniej. Swoją nazwę „owoc wąż” zawdzięcza brązowej skórce pokrytej łuskami, która dodatkowo jest kłująca jak kaktus. Wewnątrz natomiast salak jest słodki, choć jednocześnie nieco kwaśny i bardzo soczysty. W środku owoce są białe, i zazwyczaj podzielone na 3 płaty, w których znajduje się niejadalna pestka.

Salak jest najczęściej sprzedawany w pęczkach, i czasem, pod daniu napiwku tajskim czy malezyjskim sprzedawcom, chętnie go obierają. W Azji południowo-wschodniej salak to zdrowy „fast-food”, do którego Azjaci dodają sól lub cukier, choć istnieją raporty że owoc ten może powodować zatwardzenie. Z tego powodu radzę jeść dużo mango, bananów i cytrusów, a salak traktować jako dodatkową przekąskę. Poza tym salak jest używany do robienia dżemów i ciastek. Salak ma też wiele witamin, takie jak witamina C i A, oraz ma dużo składników odżywczych, w tym dużo błonnika, potasu, żelaza, wapnia, białka, cukrów i fosforu.

Salak (owoc wąż), z Indonezji. Trzeba go koniecznie spróbować.

Pomelo – to cytrus, który ja osobiście określam, jako „tropikalna wersja grejpfruta”, i który pochodzi z Azji południowej i południowo-wschodniej. Skórka pomelo jest miękka i łatwo się ją obiera, jest najczęściej koloru żółtego i zielonego. W środku znajduje się żółty lub czerwony owoc cytrusowy podzielony na wiele segmentów, który moim zdaniem nie różni się od grejpfruta. Pomelo w smaku jest słodki, ale też nieco kwaśny.

Pomelo ma dużo witaminy C, B6, potas, błonnik, magnez, wapń, żelazo i cynk, aby wymienić tylko niektóre z nich. Pomelo pomaga na trawienie, wzmacnia odporność, i jest dobry przy leczeniu zatwardzenia i odwodnienia. Pomelo jest też dobry na włosy i skórę, pomaga w gojeniu się ran, jest dobry na kości, reguluje ciśnienie krwi, jest dobry na odchudzanie, i zapobiega skórczom.

Dodam też, że bardzo łatwo jest pomylić pomelo z grejprutem, mimo że jest to inny owoc z tej samej rodziny. Pomelo pochodzi z Malezji i największycm cytrusem na świecie, natomiast grejpfut znaleziono na Barbados i jest drugim największym cytrusem.

Na bazarze na Filipinach, przed pomelo. Często owoc ten jest sprzedawany na tackach, także nie trzeba obierać.

Star fruit (karambola) – to tropikalny owoc Azji, który oryginalnie pochodzi z Indonezji, Malezji i Filipin, choć teraz jest uprawiany także w innych tropikalnych częściach świata. Karambola jest zielony i żółty, a swoją nazwę „owoc smok” zawdzięcza temu, że po przekrojeniu go na wiele części wygląda jak gwiazda.

Smak karamboli jest kwaśny i cierpki, oraz słodki gdy dojrzewa. Smak karamboli jest też porównywany do mieszkanki jabłka, winogron, gruszek i cytrusów. W tym wypadku nie trzeba obierać owocu z jego woskowej skórki, gdyż cała karambola jest jadalna. Z uwagi na swój smak karambola jest dodawana do wielu napoi i deserów, a czasem można też zobaczyć jego żółtą gwiazdę na krawędzi szklanki w napojach alkoholowych.

Moim zdaniem „gwiezdne owoce” są pyszne i na pewno trzeba ich spróbować. Mają one mało kalorii, są bogate w witaminę C, błonnik i przeciwutleniacze. Niestety są doniesenia, że osoby z zaburzeniami czynności nerek lub przyjmujące leki na receptę powinny skonsultować się z lekarzem przed zjedzeniem karamboli. Problem polega na toksynach zawartych w karamboli, które osoby ze zdrowymi nerkami mogą bez problemu wydalać, natomiast osoby z niewydolnymi nerkami zatrzymują toksyny karamboli w organizmie, co powoduje u nich poważne choroby.

Gwiaździsty owoc (karambola), na bazarze w Malezji.

Ponadto substancje występujące w owocach gwiaździstych mogą wpływać na mózg i powodować zaburzenia neurologiczne. Ta toksyczna substancja nazywana jest neurotoksyną.

Dla większości ludzi owoce gwiaździste są jednak zdrowym i smacznym dodatkiem do diety. Po resztę rad na temat karamboli radzę się udać do lekarzy w Tajlandii lub na Filipinach.

Calamansi – jest małym cytrusem pochodzącym z Azji południowo-wschodniej, który jest o połowę mniejszy od mandarynki. Jest przeważnie zielony, czasem żółty i pomarańczowy, i najczęściej jest używany do produkcji soków. Calamansi jest bardzo popularny w Malezji i na Filipinach, skąd pochodzi, lecz rośnie także w innych ciepłych zakątkach świata. Gdy podróżowałem po Malezji i Filipinach, zawsze był pod dostatkiem na bazarach, i często wyciskałem go do herbaty oraz piłem soki z niego.

Calamansi, zwany także filipińską lemoniadą, jest często używany w kuchni, do różnego rodzaju potraw i herbat, a na Filipinach robią też z niego marmoladę i dodają do miodu. Podobno też kobiety Azji, chcące się wybielić, używają calamansi do wybielania skóry. W Chinach są kremy do wybielania skóry, na Filipinach są calamansi, jednak nie wiem czy działają w ten sposób.

Najważniejszymi zaletami soku z calamansi jest wspomaganie układu odpornościowego i łagodzenia kwasowości w żołądku. Calamansi jest też dobry na skórę i jej oczyszczanie, na cukrzycę, układ oddechowy, oraz obniża poziomu cholesterolu.

Przegląd tropikalnych owoców Azji, oraz niektórych pochodzących z Ameryki Południowej, jak np: dragon fruit i guyabano. Calamansi są w prawym dolnym rogu. Proszę zwrócić uwagę na czerwone banany, gdyż tej odmiany nigdy nie widziałem w Europie.

Granat – jest dość dobrze znanym, lecz bardzo szczególnym owocem na mojej liście są granaty. Owoce te pochodzą oryginalnie z Iranu, lecz ja jadłem ich najwięcej w Armenii. W całym regionie kaukazu granaty stały się symbolem zdrowia, życia i kultury krajów tego regionu. Dziś granaty rosną także w Indiach, na Malajach, w Afryce, na Karaibach oraz w całym regionie śródziemnomorskim. Granaty są także obecne w mitologiii greckiej jako symbole odrodzenia i płodności, choć nie tylko. Owoc granatu był używany w całej historii i praktycznie każdej religii jako symbol głównych przekonań i ideałów ludzkości, mianowicie życia i śmierci, odrodzenia i życia wiecznego, płodności i małżeństwa oraz obfitości. W islamie Koran wspomina, że granaty rosną w ogrodach Raju, a w hinduizmie oraz w kulturze perskiej i chińskiej granat jest również uważany za symbol płodności i prokreacji, związany z boginiami ziemi.

Granaty rosną na zielonych krzewach, o wysokości około 5-10m, i ciekawe jest to, że większość ludzi dobrze zna granaty, choć niewielu je próbowało. Granat wisząc na krzakach odzwierciedla się na tle innych owoców, gdyż jest wielkości dużej pomarańczy, jego gumowata skóra ma kolor rubina, oraz ma zielony kielich przy łodydze. Ponadto granat nie przypomina żadnego innego owocu, gdyż po otwarciu ukazuje się gęsty zbiór nasion położony wśród białej, gąbczastej masy. Co prawda biała masa otaczająca nasiona jest jadalna, to jednak celem są bordowe ziarna. Pomimo że soczyste nasiona granatów można jeść łyżką, aby nie zaplamiły palców i ubrań na bordowo, to jednak naczęjściej granaty są używane do produkcji soków i syropów, w celach zdrowotnych. Ja natomiast podróżując po Armenii i Gruzji widziałem też herbatę z granatów oraz wino z granatów.

Granaty to dobry smak i samo zdrowie. Zdjęcie na górze zrobiłem w Armenii, natomiast dolne w Iranie.

Według przeprowadzonych badań, granaty są jednymi z najzdrowszych owoców na świecie. Granaty mają dużo witaminy C i E, oraz więcej przeciwutleniaczy niż znajduje się w zielonej herbacie i czerwonym winie, co pomaga na przykład w usunięciu opuchlizny. Granaty pomagają też w walce z chorobą Alzheimera, poprawiają pamięć, oraz według przeprowadzonych badań hamują też rozwój raka prostaty. Sok z granatów może też zmniejszyć stan zapalny jelit i poprawić trawienie, jest dobry na trawienie, stany zapalne stawów, i jest bardzo dobry na serce. Poza tym sok z granatów pomaga na bezpłodność, i zwiększa poziom testosteronu, co wspomaga aktywność seksualną.

Na Bliskim Wschodzie i w Indiach granaty były stosowane przeciwko cukrzycy, gdyż może pomóc zmniejszyć oporność na insulinę i obniżyć poziom cukru we krwi. Do tego sok z granatów polecam sportowcom, gdyż wzmacnia on wydajność, pomaga zmniejszyć ból, poprawia regenerację siły, i zmniejsza uszkodzenia spowodowane ćwiczeniami.

Daktyle – to ostatnie owoce na mojej liście, i opisuję je także dlatego gdyż pochodzą nie z Azji południowo-wschodniej, ale z Azji zachodniej. Z tego co wiem to daktyle pochodzą oryginalnie z Iraku, lecz są dziś popularne także w Iranie, oraz krajach arabskich Afryki północnej. Według badań daktyle istnieją na Ziemi od około 50 milionów lat. Ja osobiście najlepszych daktyli próbowałem w Iranie, a niektóre zrywałem prosto z palmy, w perskich miastach. Podróżując także po takich krajach jak Egipt, Maroko, Tunezja, Kuwejt, Oman i wiele innych, na pewno będzie daktyli pod dostatkiem.

Moim zdaniem daktyle są dla Arabów i Persów prawdziwym zbawieniem, gdyż palmy daktylowe, rosną w bardzo nieprzyjaznym, gorącym klimacie, ubogim w opady deszczu. Z tego powodu, na esktremalnie nieurodzajnej ziemi, daktyle stanowią gwarancję uniknięcia głodu, i dlatego nie ma przesady w tym, że Arabowie nazywają daktyle „chlebem pustyni”, natomiast palmy daktylowe są nazywane „drzewami życia” i „świętymi drzewami”. Obecnie jest na świecie około 100 milionów drzew daktylowych, w tym 90% w krajach MENA („Middle East and North Africa”). Na świecie istnieje ponad 3000 odmian daktyli, i różnią się one rozmiarem i kolorem.

Irańskie daktyle. Zdjęcie to zrobiłem na ulicy, w mieście Tabas. Na marginesie, będąc na tradycyjnym bazarze w Teheranie należy koniecznie kupić sławne na całym świecie daktyle z Iranu.

Daktyle są dobre zarówno gdy są świerze, prosto z drzewa, choć bardzo popularne są też suszone, gdy tracą około 25% wody. Daktyle są eksportowane na cały świat, lecz aby lepiej poznać użycie tych wspaniałych owoców, należy podróżować po krajach Bliskiego Wschodu, gdyż te niepozorne owoce są używane w wielu potrawach; do mięs i sałatek, a także do wypieku chlebów i deserów. Daktyle można też kroić i dodawać do płatków śniadaniowych. Daktyle same w sobie są bardzo słodkie i sprawiają wrażenie jakby można było je rzuć.

Podobno daktyle z dodatkiem mleka i cynamonu są też afrodyzjakiem, ale ja w to nie wierzę. Jest to legenda wymyślona przez napalonych Arabów.

Jeśli chodzi o wartości odżywcze i zdrowotne daktyli, to ciężko mi je będzie wszystkie wymienić, dlatego powiem tylko o tych najważniejszych. Daktyle zawierają cenne witaminy z grupy A, B i C. Daktyle dodają energii i są bogate w naturalne cukry, takie jak glukoza, sacharoza i fruktoza. Osoby, które regularnie jedzą daktyle zauważą że będą miały więcej energii, i nie będą musiały brać dodatkowych witamin. Z tego powodu daktyle są doskonałe jako szybka przekąska. Daktyle są także dobre na trawienie, mają dużo protein i są bogate w żelazo, zmiejszają ryzyko zawału i wzmacniają system nerwowy.

Młode Filipinki sprzedające lanzones, banany i mango.

Oprócz tego dobrze wpływają na kości i elastyczność skóry, z uwagi na witaminy C i D. Daktyle mają jednak dużo kalorii, co moi czytelnicy mogą potraktować jako ostrzeżenie.

Owoce jako metafora w Biblii

Owoc Ducha Świętego – metafora stosowana przez świętego Pawła, w celu opisania cnót będących rezultatem wpływu Ducha Świętego na osobowość człowieka. Znajduje się ona w Liście do Galatów 5:22-23.

Tradycja katolicka podąża za wersją Galacjan z Wulgaty, wymieniając 12 owoców; a nie 9 jak w kościele protestanckim. Są to: miłość, radość, pokój, cierpliwość, łagodność, dobroć, hojność, łagodność, wiarę, skromność, samokontrola i czystość. Tradycji tej bronił Tomasz z Akwinu w swojej pracy: Summa Theologica.

Pamiętajmy aby zapytać właściciela czy możemy zerwać owoc w jego ogrodzie. Adam i Ewa zerwali z niewłaściwego drzewa.

„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach.”

 

Ewangelia wg św. Mateusza 7, 15-20

Podsumowanie

W artykule tym zależało mi aby pokazać, że Azja nie składa się tylko z pięknych plenerów, antycznych miast i wyszukanej kuchni. Oczywiście Azja jest fascynującym kontynentem wielu kultur i cywilizacji, lecz podróżując po Azji, za każdym razem odkrywam coś nowego, co mnie interesuje, i o czym warto napisać. Jak widzimy Azja ma też wiele wspaniałych, tropikalnych owoców, które korzystnie wpływają na zdrowie, i z których większość jest nieznana w Europie.

Mam nadzieję, że wraz z moimi podróżami będę w stanie rozwijać ten artykuł o opisy nowych – tropikalnych owoców Azji. Pamiętajmy, że prawdziwy podróżnik nigdy nie przestaje odkrywać, dlatego ambitni znajdą o wiele więcej owoców na odległych bazarach i nierównych szlakach Azji. Może to być na przykład chiński persimmon lub aksamitne jabłko z Filipin. W zasadzie artykuł ten mógłby się nigdy nie skończyć.

Rambutany to powszechne owoce w całej Azji południowo-wschodniej.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

Informuj mnie o dyskusji w temacie "Egzotyczne owoce Azji" bez zostawiania komentarza, na e-mail:

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan