Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Marcin Malik
Biały Bunkier

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Rejestracja
Dzięki rejestracji otrzymasz możliwość komentowania, używania avatara i otrzymywania powiadomień o nowych wpisach na stronie. Aby się zarejestrować kliknij w ten link.

Osoby nie chcące się rejestrować mogą komentować jako goście bez dodatkowych funkcji.

Logowanie

Nie pamiętasz hasła?

Wyszukiwanie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Polityka prawdy
Wycieczki do Azji

“Pejs”book

Moje konto jest często blokowane za publikowanie prawdy i konserwatywnych poglądów.

Ponadto, Facebook regularnie usuwa "likes" z prawicowych stron i zaniża je w wynikach wyszukiwania.

Koszerna demokracja w akcji!

Miejsce na reklamę




Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i zawsze doceniałem piękno oraz wartości naszej wspaniałej, Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Wymiana walut
Prognoza pogody
Aktualności

Przygodowa wyprawa na Filipiny

Napisał: Marcin Malik

Wyprawa na Filipiny

 

Opis mojej pierwszej wyprawy po Filipinach. Podróż po kraju pięknych plaż, wodospadów i tarasów ryżowych Azji. Filipiny to kraj żółwi morskich, palm kokosowych, rekinów wielorybich i dobrej kuchni. Filipiny to wyspiarski raj na który ciągle na stać. 

 

Obecnie podróżuję po pięknych Filipinach od ponad miesiąca, i jest mi tu bardzo dobrze. Zdaję sobię sprawę, że w dwa czy nawet trzy miesiące nie będę w stanie zobaczyć całych Filipin, dlatego podczas tej wyprawy planuję zobaczyć cały archipelag wysp Visayas, natomiast z moimi kompankami podróży zamierzam także zobaczyć południową część wyspy Luzon oraz Bohol, gdyż mają tylko miesiąc. Wyspy Palawan, Mindanao, północne Luzon oraz szereg mniejszych wysp, jak np. Mindoro czy Siargao zostawię na kolejny raz.

Cud motoryzacyjny Filipin – kultowe jeepney.

Spośród tak wielu krajów Azji południowo-wschodniej, które przemierzyłem i dobrze poznałem, zostały mi między innymi Filipiny. Najczęściej biali turyści i podróżnicy jeżdżą do Tajlandii, a stamtąd jadą albo na Półwysep Malajski albo na Indochiny Francuskie. W stosunkowo niedługim czasie można odwiedzić Laos, Kambodżę i Wietnam, oraz zobaczyć parki narodowe Malezji zachodniej i Singapur. Taka trasa jest zazwyczaj najczęstsza, choć popularna jest także Birma i jej świątynie w Bagan. Jednak kraje takie jak Indonezja, Timor Wschodni, czy Filipiny leżą na wyspach, poza najczęściej odwiedzanym szlakiem Azji południowo-wschodniej, i wymagają też więcej czasu, z uwagi na swoje rozmiary i położenie. Ludzie odwiedzający Filipiny, to więc najczęściej ci, którzy zobaczyli już resztę regionu i teraz chcą poszerzyć swoje podróżnicze horyzonty.

Wyprawę po Filipinach planowałem już od wielu lat, i wiedziałem że będzie to inne doświadczenie niż w innych krajach Azji południowo-wschodniej. Z doświadczenia wiem, że każdy kraj Azji południowo wschodniej jest inny, gdyż pomimo podobieństw ludzie w każdym kraju wykształcili narodowe zwyczaje oraz specyficzne kultury. Pomimo, że w Birmie, Tajlandii, Laosie, Kambodży i Wietnamie przeważającą religią jest buddyzm, to mimo wszystko każdy kraj jest inny, w każdym kraju są inne świątynie i inna architektura. Wybrane narody Azji południowo-wschodniej są więc do siebie podobne, ale na pewno nie takie same – co stanowi o tożsamości narodowej każdego z narodów, i której powagę staram się przekazać w dziale pt. “Polityka Prawdy”.

Pojazdy czekające na naszą wycieczkę w stronę wulkanu Mayon.

Kolonialna historia Filipin

Oczekiwałem więc, że Filipiny będa zdecydowanie inne niż pozostałe kraje azji południowo-wschodniej. Filipiny były kolonią hiszpańską, dzięki czemu kraj ten jest jedynym, dużym katolickim krajem regionu; i co na marginesie uratowało Filipińczyków od islamu. Wiedziałem, że zobaczę piękne plaże, pola ryżowe, egzotyczne zwierzęta i malownicze widoki, choć także hiszpańskie forty, kościoły katolickie oraz kulturę specyficzną dla Filipin. Dziś wiele ulic i nazwisk, a także słów w języku filipińskim ma pochodzenie hiszpańskie. Na Filipinach jest inne jedzenie niż w sąsiednich krajach oraz także inny transport, w postaci kultowych “jeepney”, czyli wieloosobowych samochodów pomalowanych na kiczowate wzory według uznania kierowców.

Filipiny zostały też kolonią amerykańską, gdy te postanowiły usunąć “demokrację” narzuconą przez Hiszpanię i wprowadzić swoją własną. Dzięki temu jest się łatwo komunikować po angielsku z Filipińczykami, choć z drugiej strony właśnie niestety przez Amerykę Filipiny stały się kierunkiem seks-turystycznym. Nie przez przypadek największe centrum prostytucji Filipin znajduje się przy dawnej bazie amerykańskiej w Clark. Dziś bazy amerykańskiej już nie ma, lecz miasto zamienione w burdel pozostało.

Pierwszy etap wyprawy po Filipinach

Zacząłem oczywiście od Manili, gdzie zobaczyłem hiszpański fort Istramuros, wielką katolicką katedrę, oraz jeździłem po mieście przygodowym jeepney. Zatrzymałem się w dzielnicy Makati, gdzie było wiele hoteli, restauracji oraz także gabinetów dentystycznych (co polecam na Filipinach), choć z drugiej strony na ulicy turystycznej stały też prostytutki; oraz co najgorsze, także mężczyźni przebrani za kobiety, umalowani jak upiorne lalki, i starajacy się sprzedać turystom. Było to obrzydliwe, odrzucające! Jakby tego było mało, zawsze było pełno ulicznych sprzedawców oferujących viagrę. Pomyślałem: “ach tak, a więc tak to się robi na Filipinach”. Mojego ostatniego dnia w Manili poszedłem do zoo, na Plac Rizala i do Chińskiego Ogrodu, a następnie wyjechałem z moimi kompankami podróży na południe.

Plaża i wąski pas piasku na wyspie Kalanggaman, Leyte, Filipiny.

Przez pierwszy etap podróży poruszaliśmy się po wyspie Luzon i zatrzymaliśmy się w Legaspi, aby stamtąd pojechać pojazdami czterokołowymi pod wulkan Mayon. Widziałem piękną przyrodę, palmy, bananowce, ruiny Casagwah oraz efektowną jaskinię Hoyap-Hoyopan. Wszędzie był wspaniała przyroda, kokosy oraz owoce kakao, mango i rambutany na drzewach. Kolejnym przystankiem było miasto Tacloban, skąd wybrałem się na wycieczkę do parku narodowego, oraz aby zobaczyć parę wodospadów i wykąpać się w rzece koło dramatycznych formacji skalnych. Było to także nasze pierwsze doświadczenie kuchni filipińskiej, filipińskiej wsi oraz sposobu życia ludzi. Więkzość domów było zbudowanych z bambusa i były one pokryte liśćmi palmowymi.

Filipińczycy prowadzili proste życie pod palmami kokosowymi i bananowcami oraz mieli swoje małe interesy. Były to najczęściej małe sklepy za ścianą z przeplatanych bambusów, gdzie sprzedawali kokosy, albo prowadzili swojego grilla i kuchnię domową. Bardzo często na Filipinach mieszkańcy grillowali mięso przed domem oraz wystawiali garnki na stół z przygotowanym przez siebie jedzeniem. Z punktu widzenia podróżnika przygodowego bylo to proste, interesujące życie, i te tradycje właśnie chciałem zobaczyć. Tyle mi wystarczyło do szczęścia. Na plażach Filipińczycy byli zazwyczaj zajęci budowaniem lub odnawianiem łodzi rybackich, oraz połowami ryb. Wówczas na grillu były już nie tylko kurczaki i wieprzowina, ale także ryby. Mi bardzo smakowała duradu oraz ryba latająca. Resztki jedzenia też się nie marnowały gdyż zawsze towarzyszyły mi psy i koty.

Widok panoramiczny kolejnej pięknej plaży na Filipinach.

Południowe Luzon oraz wyspa Samar były jednak tylko przyjemnymi i wartościowymi przystankami, gdyż większość czasu z moimi kobietami zamierzałem spędzić na bardzo popularnym Bohol i przyległym Panglao. Nie chcieliśmy się jednak śpieszyć. Cały czas zmierzaliśmy do portu w Bato, skąd mieliśmy wsiąść do portu na Bohol, lecz postanowiłem że zatrzymamy się jeszcze w Polompon. Polompon okazało się bardzo przyjemnym małym miasteczkiem z dobrym bazarem rybnym, grillowanymi kurczakami oraz szerokim wyborem egzotycznych owoców. Siedząc na plaży San Juan jedliśmy lansunis, rambutany i mangostine, patrząc na morze.

Oznacza to, że w naszej na pozór bogatej i dobrze zaopatrzonej Europie jednak nie ma wszystkiego. Odbyliśmy też wycieczkę na bajeczną wyspę Kalanggaman, z białym piaskiem, palmami, z turkusową laguną dookoła oraz wąskim pasmem piasku. Kalanggaman to idealna wyspa na robienie zdjęć do pocztówek perfekcyjnych miejsc. W Polompon bardzo miło spędziliśmy czas, i choć planowaliśmy zostać tylko 1 dzień, to zostaliśmy 3 dni. Filipiny nie tylko urzekają swoim pięknem i miłym stylem życia; one uzależniają i sprawiają że chce się zostać dłużej.

Naszym ostatnim miejscem na Leyte było miasteczko portowe Bato, gdzie spaliśmy na łóżkach z bambusów, zjedliśmy kolację nad morzem, oraz wybraliśmy się do biednej wioski, spacerując pomiędzy małymi łódkami. Dzieci mieszkające w drewnianych domkach na balach bardzo się nami zainteresowały i zadawały pytania, a dorośli też chcieli rozmawiać. Zauważyłem że na Filipinach, które są rzadziej odwiedzanym kierunkiem, ludzie reagują z większym zainteresowaniem na widok białych niż w częściej odwiedzanych krajach regionu, przez co doświadczenie kulturowe jest bardziej realistyczne. Czasem wszystkie ciemne twarze były skierowane na nas, a my czuliśmy się wtedy jak śnieżne pantery które uciekły z zoo. Nasza biała rasa jest na Filipinach rzadkim gatunkiem.

Z gałęzią bananów, wśród drzew bananowych na Bohol, Visayas, Filipiny.

Na Bohol spędziliśmy najwięcej czasu i choć zobaczyliśmy całą wyspę bardzo dokładnie, to najpierw zatrzymaliśmy się na plaży Anda, gdzie są najlepsze plaże, jaskinie wodne oraz raj turystyczny. Anda była cicha i odosobniona, i to tam razem z moimi białymi kobietami doświadczyłem spokojnego, wiejskiego życia na Filipinach. Spacerując wśród bananowców i palm kokosowych docierałem do białych plaż z palmami chylącymi się do morza, oraz do jaskiń wodnych, które sprawiły mi największą przyjemność. Spośród wielu wycieczek odbyliśmy też wycieczę na motorowerze do kompleksu wodospadów ukrytych w dżunglii, zwanych Cam Umantad, po drodze zatrzymując się na grilla pomiędzy polami ryżowymi.

Następnie przenieśliśmy się na plażę Alona, na przyległej wyspie Panglao, która jest głośniejsza i bardziej turystyczna, lecz ciągle piękna. Mi osobiście bardziej podobała się spokojna Anda, lecz uważam że Alonę też trzeba zobaczyć. Gdy nacieszylliśmy się plażami, zabrałem moje kobiety na tygodniową wycieczkę po centralnym Bohol. Zobaczyliśmy oczywiście Czekoladowe Wzgórza oraz najmniejsze naczelne na świecie – tarsiery, choć odbyliśmy też rejs po rzece, zobaczyliśmy motylarnie, ogrody botaniczne i ciekawe zoo, gdzie moja mała blondynka karmiła młodą lwicę z butelki. Był to piękny czas wśród egzotycznej przyrody, malowniczych widoków, i w towarzystwie azjatyckich zwierząt.

Nasze posiłki zazwyczaj mieliśmy w przydrożnych knajpach, zbudowanych z bambusów i liści palmowych. Zanim odprowadziłem moje kobiety to Tagbilaran, skąd miały lot, wróciliśmy jeszcze na Panglao, skąd popłynęliśmy na wyspę Balicasag aby pływać z żółwiami morskimi, oraz na pas piaskowy częściowo nad wodą, o nazwie Wyspa Dziewicza. Zabrałem też dziewczynny do jaskini wodnej Hinangdanan, którą uważam że należy koniecznie zobaczyć.

Bujam się na linie nad wodospadem, na wyspie Siquijor, Visayas, Filipiny.

Obecnie podróżuję sam, po małej wyspie zdumiewająco pięknych i przygodowych wodospadów – Siquijor, gdzie skaczę z klifów do morza i bujam się na linach jak Tarzan, zanim zdecyduję się rzucić do wody. Dalszą część mojej wyprawy po Filipinach planuję bez niespodzianek. Zamierzam pojechać na Negros, Guimaras, Panay i Cebu, oraz popłynę na kilka małych przyległych wysp, gdzie nie zamierzam się śpieszyć. Za cel postawiłem sobie dokładne przemierzenie Visayas i wrócę gdy uznam że wyprawa po Visayas jest zakończona sukcesem. Na pewno też będę chciał pływać z rekinami wielorybimi oraz chcę nurkować przy rafie koralowej.

Bardzo możliwe, że moja 2 miesięczna wiza filipińska skończy się zanim dopełnię wyprawy, dlatego zamiast płacić za przedłużenie drogiej wizy, myślę że polecę do Brunei, a potem zoragaanizuję wyprawę po stanie Sabah. Gdy wrócę na Filipiny, powieniem dostać kolejną darmową wizę na 1 miesiąc. W tym momencie jeszcze skaczę do wodospadów na przygodowym Siquijor. W ciągu dotychczasowego miesiąca zobaczyłem oczywiście o wiele więcej, dlatego pełna relacja z wyprawy po Filipinach pojawi się potem.

Czekoladowe wzgórza na Bohol.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

Informuj mnie o dyskusji w temacie "Przygodowa wyprawa na Filipiny" bez zostawiania komentarza, na e-mail:

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan