Marcin Malik
Wilcza Nora

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Rejestracja
Dzięki rejestracji otrzymasz możliwość komentowania oraz otrzymywania powiadomień o nowych wpisach na stronie. Aby się zarejestrować kliknij w ten link
Wyszukiwanie
Polityka prawdy
Wycieczki do Azji
Polub nas na facebooku
Miejsce na reklamę
Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i zawsze doceniałem piękno oraz wartości naszej wspaniałej, Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Prognoza pogody
Relacje z Wypraw

Wyprawa do Wietnamu 2012

Napisał: Marcin Malik

Wyprawa do Wietnamu 2012

Przebieg podróży: Moc Bai, Ho Chi Minh City (Sajgon), tunele Cu Chi, świątynia Cao Dai, Mekong Delta, Mui Ne, Dalat, Nha Trang, Hoi An, My Son, Góry Marmurowe, DaNang, Hue, Hanoi, Perfume Pagoda, Zatoka Halong (oraz ciemna strona Zatoki Halong), Sapa (i informacje praktyczne o wycieczce).

Rzeczy charakterystyczne dla Wietnamu

►Wietnamki ubierają się w swoje narodowe stroje związane ściśle z wietnamską kulturą, to znaczy w jedwabne spodnie i bogato dekorowane jedwabne długie koszule do kostek, oraz słomiane, spiczaste kapelusze. Popularne są także koszulki z Ho Chi Minhem oraz zielone czapeczki z czerowną gwiazdką. Ubrania komunistyczne są także bardzo popularne.

►Zauważyłem, że w całym Wietnamie ludzie byli raczej mili, oprócz Hanoi i północy. Obszar ten był kiedyś główą siłą komunistycznej armi partyzanckiej Viet Cong. Nie jest niebezpiecznie lecz chamstwo na północy Wietnamuprzechodzi z pokolenia na pokolenie.

Antyamerykanizm ma w Wietnamie podłoże kulturowe i ideologiczne. Zaobserwowałem to w postaci odmalowanych starych samolotów i czołgów „zdobiących” wiele parków w Wietnamie. Popularne są też napisy obok, jak np. „ten samolot został odebrany amerykańskiemu imperializmowi podczas walki w …….”. Wiele muzeów oraz trakcji turystycznych opowiadających historię z punktu widzenia Wietnamu jest zadedykowanych niechęci do Ameryki.

Wietnam to kraj motorowerów. Samochodów jest tu około tylko 2mln lecz motorowerów jest około 20mln. Do 2020 roku ma ich być podobno 36mln i wiele z nich jest też potencjalną taksówką. Ja Wietnam przejechałem na motorowerze bez prawa jazdy.

przechodzenie przez jezdnie w Wietnamie jest sztuką. Pamiętajmy, że Wietnam jest krajem motorowerów i zwariowanych motorowerzystów o czym na pewno przekonamy się w Hanoi i Sajgonie. Przechodzić przez jezdnię należy bardzo wolno bez wykonywania impulsywnych ruchów. Wietnamczycy na motorach i tak nie zwolnią lecz będą wac widzieć i postarają się was nie przejechać. Motorower jest zazwyczaj silniejszy niż człowiek.

Moc Bai

Granica Kambodży z Wietnamem przebiegła bardzo szybko. Zauważyłem jednak ogromne różnice pomiędzy Bavet (granica po stronie Kambodży) a Moc Bai (granica po stronie Wietnamu). W Bavet widziałem figury przedstawiające bogactwo kulturowe ze świątyń Angkor, natomiast granica wietnamska była w stylu komunistycznym. Gdy byłem dokładnie w tym samym miejscu w 2004 roku, znajdowała się tu tylko pustynia oraz szlaban z chamskim milicjantem z gwiazdką na czapce. W roku 2012 stał tu wulgarny budynek rodem z eopoki Chruszczowa, nad którym powiewała flaga Wietnamu, czerwona z żółtką gwiazdką po środku.

Jazda do Sajgonu z granicy zajeła nam około 2h.

Ho Chi Minh City (Sajgon)

(Opis miasta, zabytków, ruchu ulicznego w mieście miliona motorowerów, sztuki, bazarów i wietnamskiej kuchni. Reportaż o Sajgonie stanowi wprowadzenie do całej opowieści o Wietnamie)

Pomimo oficjalnej zmiany nazwy miasta w 1 maja 1975 roku z Sajgon na Ho Chi Minh City, wciąż większość osób używa starej nazwy. Sajgon daje poczucie charakteru miasta oraz widzę w niej element przygodowy, natomiast nowej nazwy używają głównie mundurowi. Sajgon jest dziś największym miastem w Wietnamie, jest centrum kulturowym i ekonomicznym kraju oraz miastem z głównym portem lotniczym. Stolicą jest natomiast znajdujące się na północy Hanoi.

Swoją bazę w Sajgonie miałem w dzielnicy Pham Ngu Lao, czyli w części turystycznej miasta gdzie znajduje się najwięcej tanich domów gościnnych oraz agencji turystycznych. Poza tym mieszkałem tu osiem lat temu i to dokładnie w tej samej, wąskiej ulicy. Za pokój z łazienką płaciłem tylko $8. Tego samego dnia odebrałem jeszcze Monikę z lotniska oraz wróciliśmy z walizkami na motorowerach do domu. Padał deszcz dlatego zmokliśmy ale i tak była to dobra przygoda na sam początek. Wieczorem poszliśmy jeszcze do parku na przeciwko gdzie Wietnamczycy ćwiczyli oraz grali w badmintona, a potem bylismy na naszej pierwszej wietnamskiej kolacji w okolicach bazaru Ben Thanh.

Następnego dnia zaczął się dzień zwiedzania. Wypożyczyłem więc motorower i przez cały dzień jeździliśmy po hałaśliwym i pełnym spalin Sajgonie. Dodam też, że nie mam prawa jazdy, lecz mimo to nie przeszkadzało mi to w jeżdżeniu motorowerem po Azji. Oczywiście był to także dzień relaksu dlatego zatrzymywaliśmy się w wietnamskich restauracjach na egzotyczne posiłki. Tego dnia zobaczyliśmy następujące miejsca znajdujące się niedaleko od siebie:

Katedra Norte Dame; zbudowana pomiędzy 1877 a 1883 rokiem przez Francuzów. Jest klasyczną budowlą sakralną Francji z czerwonej cegły, która zbudowana jest doskładnie w tym samym stylu co oryginał. W Hanoi jest podobna, francuzka katedra.

Świątynia hinduistyczna Mariamman; została zbudowana w XIX wieku i poświęcona bogini Mariamman. Obiekt ten jest typowy dla kultury hinduizmu i przedstawia kolorowe figury świętych.

Budynek poczty głównej w Sajgonie; to moim zdaniem jeden z najładniejszych budynków w całym mieście. Został on zbudowany na początku XX wieku za czasów Francuskich Indochin, w stylu gotyckim. W środku ciągle znajduje się poczta, lecz jego wyszukane wnętrze, sklepy oraz wieki obraz Ho Chi Minha sprawiają że dziś obiekt ten jest atrakcją turystyczną.

Muzeum wojny; jest najsmutniejszym miejscem w całym Sajgonie gdyż opowiada o brutalnej historii wojny pomiędzy Wietnamem a Stanami Zjednoczonymi. Sa tutaj obrazy z pola walki przedtawiające żołnierzy amerykańskich ze szczątkami Wietnamczyków, palone pola ryżowe i wszystkie okropieństwa wojny. Zdjęciami, które najbardziej zapadły mi w pamięci były te, które przedstawiały osoby urodzone z wadami wrodzonymi, spowodowanymi przez broń chemiczną zrzucaną przez Amerykę. Są tu także pokazane klatki dla więźniów będące jednocześnie narzędziami tortur, jest duża wystawa broni i granatów, a na zewnątrz stoją samoloty, helikoptery i wozy opancerzone „skonfiskowane amerykańskiemu imperializmowi”. Jakby horroru nie było dość są tu także ludzie grający na fletach, orodzeni bez kończyń i zdeformowani z powodu broni chemicznej agent orange.

Moim zdaniem całe muzeum było bardzo tragiczne i polecam je jak najbardziej. Nie usprawiedliwiam też Ameryki ale nie oszukujmy się, że muzeum to stanowi także komunistyczną propagandę. Komuniści są tu przedstawieni w pozytywny sposób a Ho Chi Minh, który sam mordował Wietnamczyków jest ojcem narodu. Aby muzeum to było bardziej wartościowe powinna się tu też znajdować lista ofiar komunistów. Podróżując po Wietnamie, jak w żadnym innym kraju dotychczas nigdy nie widziałem tylu przejawów antyamerykanizmu co tutaj. W całym Wietnamie jest pełno ekspozycji starych czołgów i samolotów z podpisem nawołującym do nienawiści Ameryki. Być może zakwalifikuję Wietnam na drugie miejsce po mojej podróży po Iranie?

Pałac Prezydencki; znajdujący się niedaleko o kilka kroków od katedry Notre Dame pałac prezydencki lub raczej Pałac Zjednoczenia jest jednym z najważniejszych obiektów w Sajgonie. Nie oznacza to jednak, że ta komunistyczna bryła zakończona w 1966 roku jest najciekawsza lub godna polecenia. Mam tylko na myśli, że jest to kolejna budowla w Wietnamie gdzie możemy zobaczyć czołg, portret Ho Chi Minha oraz udekorowane sale konferencyjne. Oprócz tego są tu czerowne flagi z żółtą gwiazdką po środku, fontanna i wielki trawnik. Pobyt tutaj mnie znudził gdyż nie miał nic wspólnego z piękną kulturą Wietnamu, ale z komunizmem który jest tak samo szkodliwy jak agent orange.

Park z taoistyczną pagodą; niestety nikt mi nie był w stanie powiedzieć nazwy parku, lecz nidaleko od Pham Ngu Lao znajduje się ładny park z kaktusami i małym placem zabaw dla dzieci. Jest tu także pagoda ozdobiona w tygrysy i dzbany z kadzidłami, zbudowana w bardzo atrakcyjny dla tej kultury sposób.

Tego dnia zwiedzaliśmy Sajgon aż do zmroku przemierzając miasto na motorowerze i dopiero wieczorem wróciliśmy na Pham Ngu Lao do naszej kwatery. Po prysznicu wybraliśmy się na masaż całego ciała, a potem usiedliśmy na kolację koło bazaru Ben Thanh. Kuchnia wietnamska jest bardzo dobra i zdrowa, a ciężko pracujący tam ludzie zaserwowali nam owoce morza w pysznym sosie, oraz oczywiście ryż. Nie zabrakło także piwa Saigon oraz soku z trzciny cukrowej. Wróciliśmy przez park gdzie ludzie zazwyczaj ćwiczą i grają w badmintona. Poza tym Wietnam jest świetnie zorganizowany jeśli chodzi o parkowanie motorowerów. Jedyne co jest tu na prawdę brzydkie to kable wysokiego napięcia wiszące ponad miastem.

Następnego dnia znowy wypozyczyłem motorower za $5 za dzień gdyż pomimo hałasu, spalin i innych motorowerów jadących na nas jest to ciągle najlepszy sposób na przemieszczanie się po Sajgonie. Wyruszyliśmy rano i był to kolejny bardzo męczący dzień. Najpierw pojechaliśmy po raz kolejny na:

-bazar Ben Thanh gdzie kupiłem sobie koszulki z Ho Chi Minhem oraz zieloną czapkę na pamiątkę, a potem chodzliśmy po rondzie z pomnikiem jeźdźca na koniu. Dodam, że jest to bardzo ruchliwe miejsce gdzie ruch uliczny jest dość niebezpieczny,  lecz sam bazar oferuje wiele ciekawych pamiątek. Radzę się targować!!!

-Następnie pojechaliśmy do świątyni w chińskiej dzielnicy Cho Lon, gdzie byłem już w 2004 roku. Była to świątynia Tien Hau zbudowana w XIX wieku przez społeczość chińską. Świątynia ta jest zbudowana w tradycyjnym stylu sakralnym starożytnych Chin, natomiast w środku znajdują się elementy wietnamskie. Ja to miejsce odebrałem jako pracownie sztuki, dlatego że było tu dużo płaskorzeźb oraz ludzi malujących meble i figurki. W oczy rzuca się tu przede wszystkim ciekawa architektura i kolorowe dachówki, lecz także dzban z prostymi kadzidłami oraz kadzidła w kształcie kół wiszących pod sufitem. Na zewnątrz znajduje się natomiast basen z żółwiami ziemno wodnymi. Świątynia ta jest poświęcona bogni morza o imienu Tien Hau.

Potem stanęliśmy koło urzędu miasta z ładnym ogrodem oraz przyciętymi drzewami. Przed urzędem znajdował siępomnik przedstawiający Ho Chi Minha trzymającego dziecko. Następnie pojechaliśmy do Muzeum Sztuki, które znajduje się niedaleko od świątyni Tien Hau. Wiele obrazów i rzeźb nawiązywało tutaj do wojny wietnamsko amerykańskiej, co sprawiało że w durzej mierzerze odebrałem to miejsce jako muzeum sztuki propagandowej. Były oczywiście prace o innej tematyce, lecz od kiedy podróżuję po tym kraju zauważyłem że wojna jest tu obecna na każdym kroku. Po krótkim posiłku złożonym głównie z ryżu pojechaliśmy w stronę zoo, w pobliżu którego jest jeszcze parę innych ciekawych obiektów. Zaparkowałem swój motorower w Muzeum Historii Wietnamu, gdzie jak sama nazwa wskazuje znajdują się przedmioty od czasów powstania Wietnamu, lub raczej od czasów pierwszych osadników na wietnamskich ziemiach aż do czasów obecnych. Nie brakuje tu obrazów, starych narzędzi oraz oczywiście kolejnego popiersia Ho Chi Mnha. Zwiedzanie ułatwiają angielskie napisy. Muzeum to znajduje się zaraz koło zoo i ma dach w kształcie przypominającym chińskie świątynie z Ogrodu Letniego koło Pekinu. Po drugiej stronie ulicy znajduje się stoisko z sokami z trzciny cukrowej co pomaga wygrać z tropikalnym upałem, a zanim znajduje się Muzeum Ho Chi Minha ( Muzeum Rewolucji). Jest to typowe muzeum wychwalające komunizm oraz walkę Ho Chi Minha o władzę. Znajduje się tu wiele plakatów i zdjęć z Ho Chi Minhem, kilka sztuk broni oraz odmalowane samoloty na zewnątrz. W punkcie centralnym jest też czerwona kurtyna oraz kojelne popiersie „wujka Ho”. Miejsc tego typu jest w Wietnamie bardzo dużo gdyż propaganda ta ma się tu bardzo dobrze. Następnie przeszliśmy na drugą stronę ulicy do Zoo i Ogrodów Botanicznych. Zoo to ma wiele interesujących zwierząt, jak koty drapieżne oraz herpetarium. Ozdobą zoo w Sajgonie jest także ogród botaniczny pełen egzotycznych roślin oraz ładnie przycięte drzewka bonsai. Całe zoo jest bardzo ciekawe i piękne. Gorąco je polecam.

Ho Chi Minh City (Sajgon) było naszą bazą przez pierwszych kilka dni. Wyruszyliśmy stąd na parę wycieczek, a czas który spędziliśmy w samym Sajgonie był czasem bez pośpiechu. Odwiedziliśmy tu wiele kościołów katolickich, dlatego że katolicyzm jest bardzo popularny w południowym Wietnamie a i sami też jesteśmy katolikami. Byliśmy w wielu bazarowych restauracjach gdzie serwowano nam delikatesy kuchni wietnamskiej oraz w ciekawych taistycznych świątyniach. Pora deszczowa w Sajgonie była swoistym zbawieniem od smogu unoszącego się nad miastem i zawsze po deszczu było łatwiej oddychać. Hałas i ruch uliczny były w tym mieście męczące, a jednym ze znaków rozpoznawczych Sajgonu były druty wysokiego napięcia zawiedzone kilka metrów nad ulicą. W Sajgonie jest też wiele ciekawych sklepów z wietnamską sztuką, czyli z malowanymi talerzami, serią drewnianych obrazów „Przygody Tin Tin w Wietnamie” oraz artstycznymi zdjęciami pokazującymi wieskie życie Wietnamu. Wybór na ulicach Sajgonu jest ogromny i myślę, że aby nasycić się sztuką, wybrać odpowiednie pamiątki i spróbować miejscowych potraw nie można się ograniczać do oglądania samych obiektów. Zauważyłem także, że Wietnamczycy potrafią zrobić interes nawet ze swojego komunizmu. Na ulicach jest wiele propagandowych plakatów na czerwonym tle z Ho Chi Minhem, a na straganach można kupić koszulki z Ho Chi Minhem lub koszulki i czapki z czerwoną gwiazdą. Jeśli ktoś chcę upodobnić się do komunisty na wesoło można kupić cały mundurek z czerwoną gwiazdką na czole i zrobić sobie zdjęcie na tle czerwonych flag. Rewolucja jest tu w sposób ideologiczny wciąż bardzo żywa. Kobiety natomiast noszą często swoje tradycyjne stroje czyli długie, zdobione suknie oraz okrągłe, spiczaste kapelusze. Inną przygodą związaną z Sajgonem są też miejsca i czynności związane z motorowerem. W kraju wielu milionów motorowerów jest wiele watsztatów, fachowców od ich napraw oraz maszyn rozłożonych na części. Parkowanie jest świetnie zorganizowane a tankowanie jest bolesnym, hałaśliwym rytuałem.

Krążąc po zatłoczonych ulicach Sajgonu dotarliśmy jeszcze do dwóch obiektów:

różowy kościół katolicki (nie znam ulicy) zrobił na mnie wrażenie. Była tu przyzwoita msza, pomnik Jezusa oraz sklep z obrazami przedstawiającymi Marię oraz Jezusa. Kościół katolicki w południowym Wietnamie robi wielką furrorę. Katolicy stanowią 7% populacji Wietnamu.

Emperor Jade Pagoda; to chińska świątynia zbudowana w 1909 roku, która stanowi dziś największy skarb budowli skralnych w Sajgonie. Znajduje się wiele pomników taoistycznych owianych tajemnicą bogów, akwen wodny z żółwiami oraz dzbany z piaskiem z których wystają palące się kadzidła. Miejsce to jest jednak małe oraz mroczne. Wewnątrz swiątyń nie ma dużo światła, co daje specyficzny efekt. Polecam.

Moim zdaniem Saigon powinien być ważnym miejscem do poznania i zazwyczaj stanowi początek każdej wyprawy po Wietnamie. Radzę uważać na ruch uliczny i nie płacić za motorower więcej niż $5 za dzień. Jazda po Sajgonie wymaga umiejętności i zimnej krwi choć ja nie mam nawet prawa jazdy. Na szczęście policja nigdy mnie nie zatrzymała.

Wycieczka jednodniowa z Sajgonu do tuneli Cu Chi i świątyni Cao Dai

Świątynia Cao Dai w Tay Ninh

Caodaizm jest nową religią gdyż powstała w 1926 roku w Wietnamie.  Jest to dotkryna religijna Indochin powstała w połączeniu buddyzmu, taoizmu, konfucjanizmu, chrześcijaństwa, islamu oraz wszelkiego spiritualizmu. Caodaizm jest religią na której czele stoi przywódca w rodzaju papieża oraz jego głównym przesłaniem jest głębokie studiowanie wszystkich religii w celu pojęcia że wszyscy ludzie pochodzą od jednego stwórcy i że wszyscy powinni żyć w harmonii. Caodaizm zaczęrpnął coś wartościowego z każdej religii i buduje także swoje świątynie w taki sposób aby styl był zaczęrpnięty z każdej religii. Ma to na celu życe w harmonii ze wszystkimi religiami. Moim zdaniem każda świątynia mimo wszystko jest zbudowana w stylu dalekiego wschodu, z kolorowymi dachówkami, profilowanymi dachami oraz smokami wijącymi wokół filarów. Przód jest ozdobiony dwoma wieżami na wzór katedry Notre Dame, co jest ewidentnym motywem zaczęrpniętym z chrześcijaństwa. Nastepna wieża pochodzi z islamu a inna z buddyzmu. Na liście świętych Caodaizmu znajdują się między innymi takie postacie jak: Jezus Chrystus, Budda, Konfucjusz, Mohamed, Joanna Darc, Juliusz Cezar i Victor Hugo. Zasad Caodaizmu jest wiele i polecam tu poczytanie gdyż mój reportaż ma za zadanie przybliżyć tylko podstawowe informacje. Różne dane podają różne informacje co do ilości wiernych, lecz jest to od około 3mln do 6mln. Istnieje też przekonanie, że Caodaizm jest nacjonalistych ruchem politycznym. Tak czy inaczej architektura oraz cała wycieczka jest godna polecenia nawet bez zagłębiania się w specyfikę tej religii. Polecam.

Tunele Cu Chi

(Sprytne sposoby Wietnamczyków na zabijanie Amerykanów)

Na tej samej wycieczce pogłębiłem swoją wiedzę na temat wojny wietnamsko-amerykańskiej, dlatego pojechałem do Tuneli Cu Chi znajdujących się około 65km za Sajgonem. Tunel Cu Chi zaczęto budować w latach 40-tych przeciwko Francuzom lecz w latach 60-tych rozbudowano je dla potrzeb Viet Congu i z powodu wojny z Ameryką. Tunele były tak duże, że dokopano się do samej granicy z Kambodżą i były one domem dla 10 tysięcy partyzantów Viet Congu. Pod ziemią znajdowały się małe pokoje do zebrań, jadalnie i małe szpitale. Tunele były położone w lesie a drzwi do nich były bardzo dobrze zamaskowane ziemią i liśćmi. Wejścia były jednak tak wąskie, że chyba żaden Amerykanin by się tam nie dostał nawet gdyby odkrył tunel. Gdy wszedłem pod ziemię i przeszedłem niewielki kawałek, czułem się bardzo źle gdyż przez cały czas musiałem iść na czworaka i przepychać się przez wąski tunel. Było to bardzo brudne i klaustrofobiczne doświadczenie lecz pozwoliło mi na odczucie na własnej skórze jak to było czołgać się w takich szczelinach kilka metrów pod ziemią. Różnica jest tylko taka, że w czasach wojny Wietamczycy uciekali do tuneli gdy Amerykanie przeprowadzali bombardowania a teraz było spokojnie. Wszedłem też do podziemnej kuchni gdzie po środku był stół i znajdowała się kuchnia z kominem. Napiłem się tam herbaty lecz wyszedłem szybko gdyż nie było czym oddychać. Całe miejsce oferowało także inne atrakcje. Powiedziano mi, że podczas wojny cały naród wietnamski był bardzo dobrze zorganizowaną, partyzancką armią i jest to prawda. Widziałem bardzo sprytnie wymyślone pułapki, najczęściej wykonanych z metalu, gwoździ i z bambusa, które działały na charakterze dźwigni. Był to bardzo sprytny sposób na wyeliminowanie przeciwnika, tym bardziej, że pułapki znajdowały się pod ziemią, w dżungli lub w wodzie i zawsze był tak ukryte, że żołnierze amerykańscy nie spodziewali się zagrożenia. Wiele ostrych części bambusa było też zatrutych jadem węży. Nic dziwnego, że Amerykanie zostali zamęczeni. Walczyli na obcym im terenie i wpadali w pułapki zastawiane w dżungli. Na terenie tuneli Cu Chi znajdowała się także strzelnica gdzie można było postrzelać z prawdziwych AK-47. Z wyznaczonych pozycji strzelałem do tarczy ostrymi nabojami. Jest to rzeczywiście piękna broń lecz lekko odrzucała mnie do tyłu. Na zewnątrz sprzedawano wiele pamiątek i niektóre z nich były bardzo oryginalne. Mam tu myśli wietnamską wódkę ze zdechłą kobrą w środku i miejscowymi przyprawami choć było też wiele innych,nieco przyjemniejszych pamiątek, jak na przykład obrazy przedstawiające wiejskie życie w Wietnamie. Są to zawsze proste rysunki rolników na polach ryżowych, orzących pola za pomocą bawoła lub ludzi w swych charakterystycznych, spiczastych czapkach. Na terenie tuneli Cu Chi były też kilkumetrowe kratery po wybuchach bombowych. Teraz są one obsadzone bambusami, lecz zaznaczam tylko że wielkie doły nie są naturalnym ukształtowaniem terenu. Oprócz tego był też ogromny czołg na który można było wejść i zrobić sobie zdjęcia, oraz ekspozycja „sandałów Ho Chi Minha”. Były to sandały zrobione ze starych opon lecz w taki sposób aby tył sandałów był szerszy od przodu. Dzięki temu Amerykanie którzy odnajdowali ślady sandałów myśleli, że Viet Cong biegnie w drugą stronę. Pomysłowość Wietnamczyków była godna podziwu. Moim przewodnikiem był starszy Pan, który brał udział w wojnie i kiedyś sam uciekał do okopów przez amerykańskimi bombardowaniami. Z jego słów i wyrazu twarzy wynikało, że gdy mówił o Amerykanach szczerze ich nienawidził.

Mekong Delta

Następnego dnia rano pojechałem do jednego z najpiękniejszych miejsc w Wietnamie czyli do delty rzeki Mekong. Jest to wielki obszar bo zajmujący około 60000 km². Tutaj Mekong tworzy labirynt dróg rzecznych z których wyrastają małe wysepki. Na tych małych skrawkach lądu ludzie zajmują się głównie rybołówstwem i uprawą ryżu choć są także ogrody i bazary warzywne oraz pola trzciny cukrowej. Płynąc tutaj łódką obserwowałem życie miejscowych ludzi, które pomimo osiągnięć współczesności niewiele się zmieniło. W porównaniu z 2004 rokiem gdy byłem tu po raz ostatni jest więcej murowanych domów oraz kilka kościołów, choć niektórzy ludzie wciąż mieszkają w drewnianych chatkach na balach osadzonych na brzegu. Życie tych ludzi jest ściśle związane ze środowiskiem wodnym i każda część ich życia zależy od rzeki. Bazary są organizowane na małych wyspach ale także na wodzie. Tak jak wcześniej w Tajlandii na “bazarze na rzece”, tak samo i tutaj ludzie tworzą skupisko łódek na wodzie i w ten sposób handlują. Wszystko co sprzedają pochodzi z ich otoczenia gdyż trzcina cukrowa rośnie koło domków a wędki są zarzucane z tarasów nad wodą, przez co można najeść się nie wychodząc nawet z domu na zakupy. Pod wieloma chatkami znajdują się także klatki w których hodowane są ryby. Znajduje się tutaj kilka małych miast takich jak na przykład My Tho czy Can Tho gdzie jest kilka gwarnych bazarów i pięknych widoków, lecz mi najbardziej podobały się małe, tropikalne wysepki do których docierałem łódką. Z resztą inny transport i tak jest tutaj niemożliwy. Za każdym razem było pięknie gdyż zawsze płynąłem poprzez wąskie kanały omijając palmy wyrastające z wody a ludzie mieszkający na brzegu machali nam i czasem chcieli coś sprzedać. Jak już wspominałem aby coś kupić nie musiałem wychodzić z łodzi gdyż każda miejscowa łódź była potencjalnym straganem. Podczas mojej pięknej wycieczki dotarłem moim małym czółnem do jednej z wielu wysepek gdzie pod dachem z liści palmowych była fabryka w której ręcznie wyrabiano słodycze z kokosów i bananów a wszystkie były zawsze zawijane w liście bananowe. Sprzedawano też inne pamiątki a jedną z nich była wietnamska wódka z kobrą w środku. Zawieziono nas także na pokaz śpiewu typowej dla kultury południowo wietnamskiej. W innym miejscu był piękny, około dwu metrowy pyton tygrysi, hodowany jako zwierzątko domowe przezwłaścicieli fabryki słodyczy. Wyjąłem go z klatki i wziąłem na szyję co sprawiło że poczułem się jeszcze lepiej, mimo że inni turyści się bali. Byłem też na dużym bazarze warzywnym gdzie Wietnamczycy w tradycyjnych spiczastych czapkach trzymali na podłodze swoje worki ryżu i całe gałęzie bananów. Myślę, że w każdej części Azji, w której byłem do tej pory bazar jest dla mnie zawsze czymś ciekawym i godnym uwagi choć z drugiej strony jest to przecież tak pospolite miejsce.Była akurat pora deszczowa i tego dnia także padało lecz i tak wycieczka była udana.

Transport z Sajgonu do Mui Ne

 Autobusem sypialnym za $5 w około 4,5h.     

Mui Ne

(Opis plażowego masteczka, wydm piaskowych, zabytków i procederu zabijania gadów na skóry i mięso)

Mui Ne to znany ośrodek wczasowy w Wietnamie z najlepszymi plażami najbliżej Sajgonu. Jest to

bardzo ciche, przyjemne miejsce gdzie można odpocząć, wybrać się na pyszną grillowaną rybę oraz odwiedzić wiele okolicznych atrakcji. Mui Ne nazywana jest także Saharą Wietnamu z powodu rozległych wydm piaskowych. Zauważyłem także, że osiedliło się tu wielu Rosjan. Mają oni tu swoje sklepy i apteki.

Pierwszego dnia byliśmy tylko na plaży aby się wykąpać. Ja też pobiegałem gdyż na szczęście nie było gorąco. Wbrew temu co zazwyczaj słyszymy pora deszczowa jest dla mnie bardzo przyjemna gdyż łatwiej jest oddychać. W Mui Ne mieliśmy ładny pokój z łazienką za $8 a za ostatnią noc zapłaciłem tylko $6. Generalnie nie radzę płacić więcej za pokoje niż właśnie $8.Codziennie wieczorem spacerowaliśmy po drodze przy morzu i oglądaliśmy pamiątki po wspaniałych cenach. Były torebki z kokosów, naszyjniki z muszelek i wiele innych średnio potrzebnych rzeczy.

Następnego dnia wypożyczyłem motorower za $6 i pojechałem z moją blondynką do Białych Wydm Piaskowych, leżących około 45km od Mui Ne. Podczas drogi stawaliśmy kilka razy na plaży, robiśmy zdjęcia, ugrzęźliśmy w piasku i oczywiście musieliśmy zatankować. Jadąc na motorowerze poprzez piękno naturalne Wietnamu dotarliśmy też do świątyni taoistycznej niedaleko wydm. Same wydmy leżą na jeziorem i stanowią niezwykłe doświadczenie w porównaniu z resztą Wietnamu. Wydmy nie są tak wysokie jak na pustyni Gobi w Mongolii lecz są bardziej rozległe. Można tu też pojeździć na samochodach terenowych, lub tak jak ja rzucać się z wydm w piaskową przepaść. Białe wydmy oraz sam transport do nich i okolica to jeszcze piękna przygoda. Nie darowałem sobie także nie pojeżdżenia na strusiach. Za jedyne 40 000 wietnamskich dong wsiadłem na niego i zrobiłem jedno kółko dookoła zagrody. To także polecam. Zdałem też sobie sprawę że do tej pory nie jeźdźiłem tylko na dzikiej świni, bo wielbłądy, konie, słonie i nawet strusia już przerobiłem. Potem tą samą srodą wracaliśmy do Mui Ne, lecz najpierw zatrzymałem się z moją blondynką przyCzerwonych Wydmach Piaskowych (kilka km przed Mui Ne). Tutaj nie było jeziora ani samochodów terenowych, lecz zamiast tego były wydmy, które były rzeczywiście czerwone oraz dzieci oferujące wypożyczanie tarcz na których turyści zjeżdżali z wydm. Był to przyjemny spacer, lecz tutaj już byliśmy nieco zmęczeni słońcem oraz jazdą. Wieczorem tego samego dnia byliśmy jeszcze na pysznej rybce a potem już poszliśmy spać. Nasz pierwszy dzień w Mui Ne okazał się bardzo udany. Zauważyłem też jedna rzecz, której nie lubię w Wietnamie. Otóż sprzedawane są tutaj rekiny, żaby oraz żółwie, które są przeznaczone do jedzenia. Także biedne węże, które są jednymi z moich ulubionych zwierząt są konserwowane w wietnamskich alkoholach. Są tutaj także restauracje i sklepy śmierci gdzie można kupić towary z jaszczurek i krokodyli. Myślę że ma to podłoże kulturowe lecz drugim powodem jest też bieda Wietnamu. Oczywiście nikt się tu tym nie przejmuje gdyż dla Wietnamczyków liczy się tylko interes.

Następnego dnia nie chciałem juz płacić za motorower dlatego po śniadaniu wsiedliśmy do Xe Bus i pojechaliśmy 5km od naszego domu gościnnego do Fairy Stream (Suoi Tien), czyli płytkiego, wolno płynącego strumyku który znajduje się czerownego kanionu, interesujących formacji skalnych i jest otoczony egzotyczną roślinnością. Stanęliśmy też tutaj na kokosa zerwanego prosto z palmy nad nami lecz najważniejszy był tu bliski kontakt z niespotykaną naturą. Zwłaszcza strumyk w kanionie polecam najbardziej. Potem wróciliśmy 5km do hotelu i pojechaliśmy 8km w kierunku miasta Phan Thiet do Po Shanu Cham Tower. Jest tu grupa ceglanych wież z kaplicami, która została zbudowana w VIII wieku za czasów Królestwa Champa. W sumie są tutaj trzy wieże, które zostały zadedykowane Shivie, co oznacza że budowle te były pod silnymi wpływami z Indii. Dla mnie była to miła wycieczka, tym bardziej że wieże znajdują się na wzgórzu z którego rozciąga się widok na wybrzeże i na Phan Thiet. Resztę dnia spędziliśmy na pływaniu oraz chodzeniu po plaży a wieczorem poszliśmy na grillowaną rybę. Wszystkie wspaniałe miejsca, które opisałem powyżej są warte przyjazdu tutaj. W drodze do Centralnego Wietnamu Mui Ne powinno byc obowiązkowym przystankiem.

Transport z Mui Ne do Dalat

Nasza podróż zaczęła się wcześnie rano i jechaliśmy 4h małym niewygodnym autobusem. Kosztowało mnie to $5,5, czyli po raz kolejny wykosztowałem się.

Dalat

Dalat jest położone na wyżynie na 1475 metrach, co gwarantuje ucieczkę od gorącego klimatu. Tutaj nie ma pół ryżowych i piekącego słońca ale pola truskawkowe, jeziora, kwiaty oraz przyjemny wiosenny klimat. Wiele budynków jest zbudowanych w stylu francuskim a nie socjalistycznym, dlatego że za czasów Francuskich Indochin Francuzi wybrali Dalat jako jedną ze swoich baz z uwagi właśnie na klimat. W tym momencie przypomina mi się dokładnie ta sama sytuacja z mojej podróży po Birmie. Mandalay jest bardzo gorące dlatego brytyjscy kolonialiści jako bazę wybrali małe miasteczko Pyin Oo Lwin gdzie panuje chłodniejszy klimat.

Nasz stary bus dojechał pod hotel wcześnie rano. Za pokój ze śniadaniem chcieli od nas $10 i dodatkowo chcieli przetrzymać nasze paszporty na 1 dzień dla wglądu do milicji. Oficjalnie dla naszej asekuracji i nie mówię że było akurat w tym wypadku inaczej, gdyż inni turyści spotkali się już z tym i dostawali swoje paszporty. Mi jednak ten pomysł się nie podobał dlatego znalazłem pokój w hotelu obok za $6. Najpierw przespaliśmy się 2h a potem wyszliśmy na miasto. Małe ulice Dalat poprowadziły nas najpierw do lokalnej, wietnamskiej knajpy gdzie zjedliśmy dobry obiad za 30.000 dong (małe pieniądze). Potem poszliśmy przez park centralny pełen roślin i kwiatów, po prawej stronie mając wieżę podobną do wieży Eiffla, i dotarliśmy nad jezioro Xuan Huong. Tutaj także znajdował się mały deptak po środku, stragany z jedzeniem oraz rowery wodne w kształcie łabędzi do wynajęcia. Obok znajdował się teżnocny bazar, na którym sprzedawano sztukę, bagietki oraz gdzie zawsze wieczorem przychodziliśmy na kolację. Było to miłe miejsce, pełne zajadłego targowania się oraz dające możliwość obserwacji miejscowych ludzi. Dalat ma wiele małych, krętych uliczek na wielu poziomach i myślę, że dobrym wyznacznikiem tego gdzie jesteśmy jest jezioro Xuan Huong i wieża Eiffla. Tego samego dnia poszliśmy jeszcze do Hang NgaCrazy House, czyli do domu o zwariowanej architekturze, pełnego labiryntów, niebezpiecznych mostów na wielu poziomach oraz małych bajkowych pokoi w których mogłyby zamieszkać hobbici. Można tu spędzić noc w jednym z najdziwniejszych pokoi lecz przyjemność ta kosztuje sporą część budżetu ( około $50-$100 za noc). Wejście kosztowało mnie tylko 12000 dong.

Następnego dnia wzięliśmy całodniową wycieczkę za $11 (do około 4-5 po południu) i zobaczyliśmy następujące miejsca:

Pałac Letni Bao Dai; który moim zdaniem nie zasługuje na miano pałacu. Jest to duża villa zbudowana w 1933 roku i pomalowana na żółto, która z mijającymi latami straciła słoneczny kolor. Zarówno strona zewnętrza i jak wewnętrza biją szarością, brudem i starością a ogród, który na pewno jest lepszy niż sam „pałac” też nie zapiera dechu w piersiach. Byłem tu w roku 2012 i myślę, że jeśli w kolejnych latach Wietnamczycy zainwestują tu trochę pieniędzy będzie to przyjemne miejsce, jednak na razie nie jest to nic szczególnego.

Kolejka linowa; to atrakcja, którą jak najbardziej polecam. Są piękne wioki na Dalat i całą kolicę w orzeźwiającym powietrzu. Cena to 50.000 dong za 15 minut jazdy.

Monastera Zen Truc Lam i Centrum Medytacji Dalat; to jedno z najatrakcyjnieszych miejsc w Dalat zbudowane w stylu sakralnym dalekiego wschodu. Mamy tu więc buddyjskie świątynie i pagody, sale do medytacji oraz piękny ogród. Nie brakuje tu profilowanych dachów z kolorowymi dachówkami oraz drzewek bonsai w czerwonych donicach. Jest także Budda z kwiatem lotosu w dłoni, swastyka jako symbol szczęścia i biblioteka. Całe centrum medytacji leży nad jeziorem Tuyen Lam i znajduje się na chronionym obszarze leśnym zajmującym 23,2 hektara, z czego teren zabudowany to 2 hektary. Monastera ta jest bardzo spokojnym miejscem gdzie można odpocząć od gwaru miasta. Polecam.

Jezioro Tuyen Lam;  to największe jezioro znajdujące się 5km od Dalat, które ma powierzchnię 320 hektarów. Tuyen Lam jest popularnym miejscem na wycieczki kajakowe i przemierzanie lasu na słoniach. Atrakcja ta wymaga dłuższego pobytu w okolicach Dalat. Ja widziałęm jezioro ze Centrum Medytacji Truc Lam.

Wodospady Datania; to kolejne ciekawe miejsce gdzie można nacieszyć się atrakcyjną naturą. Za wejście zapłaciłem 5000 dong lecz jest też opcja zjechania małym pojazdem na szynach zawieszonych ponad ziemią. Na całym terenie znajduje się wiele wodospadów i dotarcie do większości wymaga przewodnika i sprzętu do wspinaczki. My tylko zeszliśmy na dół do pierwszego wodospadu, a jeśli ktoś chce zaliczyć wszystkie i zrobić z tego jednodniową wyprawę to może to być dobre wyzwanie.

Valley of love; to kolejny park nad jeziorem gdzie znajduje się ogród kwiatowy oraz pominki zwierząt. Jest także duże serce w kwiatach na tle którego zakochane pary mogą sobie zdjęcie. Chętni mogą też sobie zrobić zdjęcie na kucyku. Dookoła jest bardzo ładna przyroda.

Dalat Flower Forest; to sklep z kwiatami i drobną sztuką  gdzie przez oszkloną szybę można oglądać las iglasty. Ekspozycje są na tyle zajmujące, że można tu spędzić 20 minut. Brakowało mi tu tylko herbaty, dlatego że widoki i zapach kwiatów przy filiżance herbaty sprawiają że można tu zostać dłużej.

Dragon Pagoda; to świątynia buddyjska z atrakcyjnym wyposażeniem. Na terenie jej znajdują się pomniki smoków, wielki złoty Budda oraz różej wielkości drzewka bonsai w atrakcyjnach donicach. Część przeznaczona do modłów jest też ładna lecz na mnie największe wrażenie zrobiły smoki i ekspozycja drzew.

Stara stacja pociągowa; to bardzo atrakcyjny budynek w kolorze pomarańczowym i czerwonym, zbudowany w 1932 roku przez Francuzów. Stacja Dalat została zaprojektowana w stylu art deco, z charakterystycznymi wielokolorowymi szybami. Przez większość swojego itnienia stacja ta była nieużywana z powodu wojny a serwis pociągowy od lat 90-tych był bardzo ograniczony. Kolej ta była też obiektem sabotażu i bombardowań przez komunistyczny Viet Cong. Dziś jest to atrakcja turystyczna gdzie znajduje się kilka sklepów z pamiątkami oraz parę starych wagonów i lokomotywa, będącym piękną podróżą w przeszłość. Jeden z takich starych pociągów oferuje turystom 8km serwis do innej wsi.

Około piątej wieczorem wyszliśmy z autobusu koło jeziora i poszliśmy na bazar nocny. Cały nasz pobyt w Dalat był bardzo udany i polecam „centralne wyżyny” jak najbardziej. Radzę jednak uważać gdzie przewodnik wycieczek zabiera grupy na posiłek dlatego że oni zabierają zawsze do najdroższej restauracji i mają z tego procent. Ja natomiast poszedłem do knajpy obok gdzie zjedliśmy dokłądnie to samo co w drogim miejscu, tylko że za grosze.

Jako ciekawostkę dodam, że w Dalat znajduje się fabryka mleka i jogurtów, i są jednymi z najlepszych jakie próbowałem.

Transport z Dalat do Nha Trang

Małym utobusem $6 od osoby. Jazda trawała 5h, od 7 rano do 12 w południe. Po zjechaniu ze wzgórza Dalat od razu poczuliśmy wyższą temperaturę.

Nha Trang

Nha Trang to najlepszy i napopularniejszy kurort nadmorski Wietnamu i dlatego spędziliśmy tu aż 4 dni. Jest tu ładna plaża i ciepłe, przyjemnie unoszące morze, bardzo dobra kuchnia, tanie hotele i kilka atrakcyjnych świątyń. Są tu także organizowane wycieczki na egzotyczne wyspy, jest interesujące muzum oceanograficzne, wieże Cham i niestety także ruch uliczny. W Nha Trang mieliśmy bardzo dobry pokój z łazienką za $7 w centum turystycznym. Pierwszego dnia spacerowaliśmy tylko po plaży i kąpaliśmy się w morzu. Było bardzo przyjemnie i duże wrażenie zrobiły na mnie także artystycznie przycięte drzewa koło ulicy. Są one w wielu różnych kształtach i mają różne rozmiary. Symbolem miasta jest znajdująca się koło plaży wieża Tran Huong, a po przeciwnej stronie ulicy znajduje się centrum polityczne i kulturowe Nha Trang o nazwie Khanh Hoa. Przed nim powiewa wietnamska flaga, czyli żółta gwiazda na czerwonym tle, a obok jest też zazwyczaj koministyczny plakat propagandowy. Wieczorem wybraliśmy się na kolację na nocny bazar i muszę przyznać żekuchnia wietnamska jest bardzo dobra. Jest przede wszystkim dużo owoców morza i ryb, a podstawą dań jest zazwyczaj ryż lub makaron ryżowy. Zazwyczaj podają potrawy z warzywami, z bambusem i często też z sosem sojowym. Sama plaża była oczywiście tym miejscem na które codziennie wracaliśmy a Nha Trang charakteryzuje się bardzo przyjemnymi falami.

Następnego dnia wypożyczyłem motorower za $5, po czym wsadziłem swoją blondynkę na tylne siedzenie i pojechaliśmy zwiedzać okolicę. Krążyliśmy trochę po pełnym motorowerów mieście, lecz w porównaniu z Sajgonem jazda w Nha Trang to luksus. Najpierw pojechaliśmy do Long Son Pagoda. Jest to piękna świątynia buddyjska z atrakcyjnymi dachami, z wieloma rzeźbami smoków i kolorowymi dachówkami. Na zwrócenie uwagi zasługuje także misterna robota kafelkowa i szklana, która przedstawia mozaikę smoków. Następnie wchodząc na górę docieramy do leżącego Buddy, a na szczycie góry jest wielki siedzący Budda w kwiecie lotosu. Pagoda Long Son została zbudowana w XIX wieku i nadal ma kilku mieszkających tu mnichów. Nie brakuje tu także sprzedawców pocztówek oraz zbierających na „ofiarę” dla siebie samych. Następnie przedarliśmy się przez miasto na motorowerze i dotarliśmy do rzeki Cai, gdzie na szczycie góry są Wieże Cham o nazwie Po Nagar. Przyznam, że jest to jeden z najbardziej atrakcyjnych miejsc w Nha Trang a wieże i widoki są lepsze niż w Mui Ne. Wieże Po Nagar to ceglane budowle z kaplicami, które są bardzo dobrze zachowane i otoczone przyjemną roślinnością. Na szczycie znajduje się także mała ekspozycja rzeźb, a gdy ja tu byłem byłem ze swoją towarzyszką podróży była także muzyka ludowa i ręczny wyrób dywanów. Piękny jest także widok z góry na turkusową zatokę, na kolorowe łodzie rybackie i małe wysepki. Jest też jedna bardzo mała wyspa składająca się jedynie z kilku skał, na której jest zbudowany dom. Po wszystkim poszliśmy się napić do małej knajpki pod mostem. Był tu rząd stolików i małych krzesełek gdzie miło spędziliśmy czas. Po wszystkim wróciliśmy w okolicę domu gościnnego aby wykąpać się w morzu i zjeść kolejną cudowną kolację złożoną z owoców morza.

Następnego dnia pojechaliśmy na całodniowąwycieczkę łodzią na cztery wyspy. Okazało się to oczywiście kolejnym wspaniałym pomysłem i dzień ten przejdzie to najlepszych w historii. Odebrali nas rano łodzią a potem pływaliśmy statkiem po turkusowym morzu. Dawali nam też egzotyczne owoce i dobre potrawy i grali dla nas na bębnach i na gitarze. Mieliśmy więc ucztę podczas koncertu w pięknych, morskich  plenerach. Oprócz tego pływaliśmy w morzu i zbierałem muszelki.  Na jednej z wysp jest akwarium do którego można wejść za dodatkową opłatą.

Naszego kolejnego dnia w Nha Trang byliśmy najpierw na plaży a potem pojechaliśmy na motorowerze do Muzeum Oceanograficznego, oddalonego od wieży Tran Huong o 6km.  Było bardzo ciekawie gdyż była tu wiele duzych basenów z rekinami, żółwiami morskimi oraz wieloma innymi gatunkami stworzeń z wybrzeży Nha Trang. Jednak była tu także ciemna ekspozycja wystawy. Otóż znajdowały się tu także zdechłe ryby w formalinie oraz ogromna ususzona ryba na metalowych balach. W penym sensie było to raczej przygnębiające muzeum śmierci, lecz na szczęście żywa espozycja była na tyle ciekawa, że uratowała honor tego muzeum. Wejście kosztuje 15.000 dong. Potem pojechaliśmy dalej, do miejsca gdzie jest kolejka linowa Vinpearl. Chciałem to zrobić gdyż 15 minutowa jazda pozwoliłaby nam zobaczyć Nha Trang z lepszej perspektywy, jednak nie znałęm wcześniej kosztów. Nie można tylko pojechać samą kolejką. Trzeba tu wykupić dzień w miejscowym parku rozrywki na wyspie o nazwie Vinpearl Land. Znajduje się tam park wodny oraz wesołe miasteczko, lecz całość kosztuje aż 450.000 dong dlatego darowałem sobie. Wietnam pewnie dużo zainwestował w ten park lecz teraz jest zbyt chciwy i dlatego kolejka często jeździ pusta. Dodam tylko, że lina kolejki jest zawieszona na miniaturach wież Eiffla, co sprawia wrażenie że Wietnamczycy czują sentyment do swoich byłych kolonialistów. Nasz ostatni dzień spędziliśmy głównie nad morzem choć także zaprosiłem swoją blondynkę do restauracji na pyszne tofu.

Transport z Nha Trang do Hoi An

Cena biletów była wysoka bo nawet $17, lecz ja zapłaciłem $11 od osoby. Jechaliśmy nocnym autobusem sypialnym co zajęło nam 10h. Do Hoi An dotarliśmy około 6 rano.

Hoi An

Hoi An jest popularnym miasteczkiem w Wietnamie ze względu na starą architekturę oraz ładne położenie nad rzeką. Hoi An było jednym z głównych portów handlowych Wietnamu jeszcze w XVII wieku i dlatego zachowała się tu pradawna architektura sakralna i świecka, oraz sztuka pochodząca z Chin, Japonii i Europy. Wieczorem nad rzeką pomarańczowe ściany małych domków nabierają innych kolorów przy blasku papierowych lampionów. Gospodarze rozstawiają swoje bazary oraz wystawiają krzesła i puszczają świece w lampionach po rzece. Wielu turystów przemierza stare miasto na rowerze, lecz ja uważam że w przypadku Hoi An w ten sposób zbyt dużo można stracić. Hoi An zasługuje na pełne dwa dni dokładnego zwiedzania oraz na wycieczki poza miasto do kilku interesujących miejsc. Poza tym jest tu też plaża, co sprawiło że zostaliśmy aż 5 dni. Złą częścią Hoi An jest tylko to, że hotele są tu nawet podwójnie drogie niż w pozostałych miejscach w Wietnamie. Mi za nas dwoje udało się zapłacić $12 z łazienką i klimatyzacją, lecz wszystkie inne były droższe.

Stare miasto Hoi An znajduje się na liście kultury światowej Unesco i wstęp na jego terytorium kosztuje 75.000 dong. Czasami można uniknąć płacenia i wtedy można chodzić po ulicach Starego Miasta, lecz nie można wchodzić do najciekawszych obiektów. Radzę więc zapłacić. Tego dnia widziałem wiele obiektów składających się na piękną całość, dlatego w moim reportażu opiszę tylko niektóre.

Symbolem Starego Miasta oraz pierwszą budowlą przy wejściu jest Most Japoński z budowany w 1593 roku. Most jest zbudowany w tradycyjnym stylu dla dalekiego wschodu, gdyż posiada charakterystyczny dach z wieloma ozdobami osadzony na czerwonych flarach. W jego część jest nawet wbudowana mała świątynia. Niestety jak na tak ważny obiekt mógłbyć on w lepszym stanie. Zaraz za mostem znajduje się Phung Hung Old House, czyli kolejny bardzo szczególny obiekt. Phung Hung jest prywatnym, dwupoziomowym domem z czerownymi lampionami zazwieszonymi spod dachu. Został on zbudowany w 1780 roku z wpływami chińskimi, i dziś służy jako galeria sztuki. Wart wspomnienia jest także Tan Ky House zbudowany w XIX wieku, który jak reszta domów, także jest sklepem z pamiątkami i drobną sztuką. Tak Ky został zbudowany w stylach chńskim i japońskim. Wejście nie jest atrakcyjne lecz w środku zanjdują się zabytkowe, zdobione meble, rzeźbione filary i obrazy.  Innym ważnym miejscem jest Muzeum Ceramiczne gdzie można zaopatrzyć się w wyroby ceramiczne z okresu Dai Viet. Muzeum to mieści się w drewnianym, jednopiętrowym domu z balkonem i czerwonymi lampionami. W środku znajduje się około 430 różnych wyrobów ceramicznych z całej Azji. Sam dom jest bardzo charakterystyczny dla architektury wietnamskiej połowy XIX wieku i przez to bardzo ciekawy, natomiast mozaiki i wyroby ceramiczne są pełnym kolorów dopełnieniem. Następnym obiektem jest Stary Dom na ulicy 103 Tran Phu, który jest zbudowany w tym samym stylu co reszta lecz oferuje robione na miejscu jedwabne lampiony, choć jest wiele innych rzeczy na sprzedaż jak na przykład szampony. Wejście do tego domu jest drewaniane z drewnianymi okiennicami. Mimo to można ich czasem nie zuważyć gdyż cały dom jest obwieszony lampionami.

Moim lubionym obiektem spośród wszystkich była świątynia o nazwie Fujian Assembly Hall. Obiekt ten na początku nie był świątynią i został zbudowany w XVII wieku przez chińską rodzinę. Choć stara nazwa nadal jest używana, dziś świątynia ta nosi także nazwę Phuc Kien Pagoda i jest poświęcona chińskiej bogini morza Thien Hau. Wejście do świątyni stanowi jednopiętrowa brama z dachem w chińskim stylu a prowadzi do niej aleja obsadzona drzewjami bonsai w małych donicach. Następnie po przekroczeniu bramy znajduje się wiele fantazyjnie profilowanych drzew oraz interesujące malunki i płaskorzeźby na ścianach. Świątynia ta według mnie jest świątynią wielu misternie wykonanych szczegułów, takich jak naprzykład małe okna, smoki na dachach, kolorowe dachówki, rzeźbiona fontanna oraz oczywiście ogród z chińskimi drzewkami. Według mnie jest najpiekniejszy obiekt w całym Hoi An.

W Hoi An znajduje się wiele świątyń i wszystkie są do siebie podobne gdyż każda jest zbudowana w tym samym stylu, pomimo że są drobne różnice. Zazwyczaj są to różnice w wielkości dziedzińca, ułożeniu roślinności oraz płaskorzeźbach na ścianach. Świątynia Quan Cong jest typową dla tej kultury pagodą z czerwonymi filarami i wieloma pomnikami świętych. Podobało mi się tu mały, zdobiony staw obszadzony roślinami i skałami oraz wieloma detalami. Jest kolejny wart poznania obiekt.

Nasz czas w Hoi An minął bardzo dobrze i spokojnie. Codziennie wieczorami przychodziliśmy też na Stare Miasto aby obserwować oświetlone lampionami bazary i domy nad rzeką. Wieczorem Stare Miasto w Hoi An daje możliwość poznawania tych samych miejsc na nowo, przy plastikowych stolikach i filiżance zielonej herbaty.

5km od Hoi An znajduje się także plaża Cua Dai, która ciągnie się aż do Da Nang. Plaża oprócz pływania oferuje świetnie zorganizowany parking rowerowy, morskie jedzenie i słodycze. Polecam.

Wycieczka do My Son

Wycieczkę do My Son zorganizowałem z Hoi An za jedyne $7. Pojechaliśmy tam autobusem a potem wróciliśmy łodzią.

My Son to jedne z najbardziej liczących się, choć nienajlepiej zachowane świątynie z antycznego okresu Królestwa Cham. Wszystkie obiekty i wspaniałe rzeźby na tym terenie należą do bogactwa kultury światowej Unesco. Wiele przewodników podaje, że ruiny w My Son są najbardziej liczącymi się i są położone w najładniejszej oprawie przyrodniczej. Co prawda My Son jest ładne i interesujące, jednak zdecydowanie wolałem świątynie Cham w Nha Trang. Obiekty te są typowymi dla tego okresu ceglanymi świątyniami z kaplicami i rzeźbami. Atutem jest także przyroda w postaci drzew, gór i strumyka. Nasz powrotny rejs do Hoi An trwał mniej niż godzinę, a po drodze zatrzymaliśmy sie jeszcze w jednej z wiosek rzemieślniczych. Tym razem były drewniane rzeźby oraz ładnie wykonane przybory domowego użytku. Po niedługim czasie dobiliśmy do Starego Miasta Hoi An.

Góry Marmurowe i Da Nang

Obydwa miejsca znajdują się w tym samym kierunku, dlatego wypożyczyłem motorower za $5 i pojechaliśmy na wycieczkę całodniową.

Góry Marmurowe (niedaleko Da Nang) to jedno z namniej reklamowanych lecz najpiękniejszych miejsc Wietnamu. Góry Marmurowe to zespół pięciu marmurowych i wapiennych skał będących popularnym kierunkiem turystycznym z powodu ich buddyjskich i hinduistycznych świątyń, rzeźb smoków, jaskiń, pomników Buddy i religijnych sanktuariów. Poza tym 156 schodów prowadzi na szczyt Thuy Son skąd jest panoramiczny widok na okolicę i inne góry marmurowe. Jak wspomniałem wcześniej znajduje się tu wiele rzeźb, religijnych jaskiń i mozaikowych smoków. Jedną z buddyjskich pagór, które polecam to Tham Tai zbudowana w 1825 roku. Jest także wieża Pho Dong, jaskinia Huyen Khong z Buddą oraz szereg wielu innych bardzo ciekawych kulturowo obiektów. Na dole znajdują się także pracownie marmurowe gdzie na miejscu są wyrabiane welkie i małe rzeźby. Ogólnie jest to bardzo ciekawe miejsce, które gorąco polecam. Sa tacy, którzy całą trasę z Hoi An pokonują na rowerach.

Da Nang jest jednym z największych miast Wietnamu, które stanowi ekonomiczny zastrzyk do skarby państwa. Da Nang jest także tym miejscem gdzie po raz pierwszy wylądowali amerykańscy żółnierze włączając się w ten sposób do konfliktu, który przerodził się w wojnę. Moim zdaniem Da Nang jest bardzo obiecującym miastem, z bardzo ładną promenadą nad rzeką, ozdobioną rzeźbami marmurowymi, najprawdopodobniej z pobliskich Gór Marmurowych. Pomimo, że jest to jedno z większych miast Wietnamu nie odczułem tego w takim stopniu jak w Sajgonie czy potem w Hanoi. Da Nang oferuje dobre jedzenie, ładną plażę gdzie spędziliśmy cały wieczór, oraz Muzeum Rzeźb Cham będące największą atrakcją miasta. Dla większości turystów Da Nang stanowi tyko punkt tranzytowy gdzie zatrzymują się we wspomnianym wyżej muzeum, które posiada największą i najlepiej zachowaną kolekcję rzeźb z okresu Cham na całym świecie. Rzeczywiście polecam i uważam że warto tu przyjechać dla tego jednego muzeum. Poza tym zjedliśmy obiad na ulicy i spędziliśmy wieczór na plaży Cua Dai, co także było bardzo przyjemne.

Myślę, że Da Nang jest jednym z tych miast, które zasługuje na szansę od turystów. Jestem pewien, że jest tu także atrakcyjne życie nocne. Motorower jest niezbędny.

Po zmroku wróciliśmy na naszym motorowerze do Hoi An. Tym razem jednak jechaliśmy wzdłuż plaży, co jakiś czas mijając luksusowe hotele oraz fabryki marmurowych rzeźb. Był to kolejny bardzo udany dzień podróżnika i jego blondynki.

Transport z Hoi An do Hue

Podróż autobusem trwała tylko 4h (od 8 rano do 12 w południe) i prowadziła oczywiście przez Da Nang. W Hue zostaliśmy wysadzeni pod samym hotelem. Cała podróż kosztowała nas tylko $5.

Hue

Hue było stolicą Wietnamu od 1802 do 1945 roku pod rządami 13 władców dynastii Nguyen. Dziś Hue jest to centrum kulturowym Wietnamu i posiada wiele wspaniałych świątyń, grobowców i pełną atycznych obiektów cytadelę. Wszystkie one są rozlokowane wzdłuż rzeki perfumeryjnej. Hue jest więc niewielkim miastem z ogromnym potencjałem kulturowym i architektonicznym, a każda pagoda, świątynia i efektownie zbudowany grobowiec ma swoją historię, legendę lub poetycką opowieść. Popularne są tutaj stragany owocowe z jedzeniem nad rzeką, sklepy ze sztuką oraz rejsy po rzece na łodzi w kształcie smoków. Cytadela natomiast należy do bogactwa kultury światowej Unesco.

W Hue mieliśmy pokój za jedyne $7 za noc w centrum turystycznym blisko rzeki. Pierwszego dnia wypożyczyliśmy rowery i pojechaliśmy do sławnej cytadeli. Cytadela (Kinh Thanh) była budowana pomiędzy 1804 a 1945 rokiem przed dynastię Nguyen i jest otoczona 10km murem o grubości 2 metrów i wysokości 6 metrów. Dookoła murów cytadeli jest też fosa, która została nawodniona przez rzekę perfumeryjną płynąca przez Hue. Wewnątrz murów Cytadeli znajduje się wiele klasycznych dla kultury wietnamskiej obiektów, a także ogrody, rzeźby i salon sztuki. Całość powstawała przez prawie 150 lat czyli do końca panowania ostatniego władcy Wietnamu. Przez wszystkie te lata były kolejno dodawane nowe mury, fosy, pałac królewski i szereg innych obiektów o nawet 100 pokojach. Wewnątrz Imperialnego Miasto mieści się też Purpurowe Zakazane Miasto, co odwołuje się do Zakazanego Miasta w Pekinie. Historia Cytadeli była także bardzo burzliwa, i tak na przykład w 1968 roku Viet Cong złupił Cytadelę dotkliwie niszcząc większość historycznej architektury. Amerykanie też tu oczywiście byli i też doprowadzili ten wspaniały obiekt do ruiny. Dziś wszystkie uszkodzenia zostały już naprawione i są kolejne plany na generalne prace restauracyjne, choć i tak niektóry mury mają ślady po kulach. Jak zwykle w tego rodzaju antycznych miejscach Orientalnej Azji, większośc budynków posiada czerwone filary, kolorowe dachówki starannie ułożone na profilowanych dachach oraz piękne ogrody. Wspaniałym dodatkiem w Cytadeli są także całe rzędy drzew bonsai posadzonych przed budowlami, w płytkich prostokątnych donicach. Dwa obiekty, które należy koniecznie wymienić to zaraz po wejściu przez główną bramę: świątynia Thai Hoa oraz nieco głębiej w Cytadeli świątynia The Mieu. Warta uwagi jest także masywna brama główna oraz maszt z wietnamską flagą na przeciwko. Niedaleko znajduje się też atracyjna świątynia, oraz jak zawsze w Wietnamie ekspozycja samolotów amerykańskich z podpisem: „ten samolot został odebrany amerykańskiemu imperializmowi podczas ataku na Hue”. Nigdzie dotąd nie widziałem takiej nienawiści do Amerykanów jak w Wietnamie, lecz czytając karty historii trudno się temu dziwić.

Następnego dnia wybraliśmy się na rejs statkiem w kształcie dwóch smoków. Była to bardzo przyjemna wycieczka po rzece perfumeryjnej, która pozwoliła nam na zobaczenie najciekawszych świątyń i grobowców. Podano nam też dobry obiad i owoce, a my cieszyliśmy się ładnymi widokami i co jakiś czas wysiadaliśmy z wody aby zobaczyć nowe obiekty. Interesująca była też obserwacja ludzi. Otóż na serwis z uśmiechem w Wietnamie nie ma co liczyć, lecz nie to było najważniejsze, Wietnamscy mężczyźni siedzieli na przodzie łodzi i palili papierosy a obsługiwały nas ciężarne kobiety. Bazując na tym doświadczeniu i wielu innych w całej Azji, uważam że feministki w Europie nie zdają sobie sprawy ze swojego szczęścia. Tego dnia widzieliśmy następujące obiekty:

-Thien Mu Pagoda to pochodząca z 1601 roku pagoda i kompleks świątynny zbudowane przez dynastię Nguyen. Thien Mu jest nieformalnym symbolem antycznego miasta Hue, a wieża Phuoc Duyen jest najwyższą pagodą w Wietnamie gdyż ma aż 7 pięter. Uwagę należy tu zwrócić na pomnik żółwia oraz dwóch strażników w zbrojach przed wejściem na teren świątyni i ogrodów. Thien Mu pagoda znajduje się około 4km od Cytadeli na brzegu rzeki Song Huong.

-Grobowiec Khai Dinh to zbudowany na wzgórzu, robiący ogromne wrażenie obiekt. Khai Dinh składa się z wielu wspaniałych obiektów i rzeźb, a całość jest ciemno szarym kolorze co zwłaszcza w porze deszczowej nadaje temu miejscu mroczny efekt. Znajdują się tu grobowce, pomniki słoni, smoków i żołnierzy, a na samym szczycie jest główny obiekt gdzie w bogato zdobionej komnacie znajdują się zwłoki władcy, kilka jego obrazów oraz rzeźba. Sam grobowiec znajdujący się na wzgórzu Chau Chu nie jest wielki lecz niepohamowana rządza władcy Khai Dinh sprawiła, że ukończenie wszystkich obiektów zajęło aż 11 lat. Budowa trwała od 1920 aż do 1931 roku, a sam grobowiec jest mieszaniną stylów orientalnej i europejskiej, co najprowodobniej natchnęło Khai Dinh po jego wizycie we Francji. Dodam jeszcze, że sam komplet wszystkich obiektów jest wspaniały i zupełnie inny niż reszta, lecz sam władca był nielubiany. Nakładał on wysokie podatki na swoich ludzi i wedle opinii pracował dla kolonialnego rządu Francji.

-Grobowiec Minh Mang to jeden z najbardziej rozległych terenów antycznego Hue, ze wspaniałymi budowlami oraz stawami i rzeźbami. Cały teren ma powierzchnię 18 hektarów i znajduje się 12km od centrum Hue. Znajduje się tu 40 pięknych obiektów, wliczając w to pawilony, zdobione bramy, rzeźby, pomniki światynie i pałace. Wielkim atutem zazwyczaj czerwonych świątyń są place ogrodowe z akwenami wodnymi po obu stronach kamiennych mostów. Obiekt Minh Mang to miejsce gdzie wspaniała architetura spotyka się z piękną przyrodą. Przewodnik który oprowadzał mnie po obiekcie opowiadał mi, że jeden z władców spał jednej nocy z sześcioma kobietami z czego pięć z nich było w ciąży. Inny władca miał wiele żon ale miał tylko jedno dziecko gdyż był homoseksualistą, i to jedno dziecko „pomógł” sprawić jego żonie jeden z jego poddanych. Grobowieć Minh Manh to bardzo spokojne, ciche miejsce.

W swoim reportażu opisałem tylko kilka grobowców i świątyń lecz zapeniam, że jest ich wiele i nie wszystkie można zmieścić w czasie jednej wycieczki. Rzecz jest też w tym, że niektóre obiekty są do siebie bardzo podobne dlatego przewodnik dawał nam wybór co lepiej jest zobaczyć. Moim zdaniem trzy obiekty, tóre wymieniłem powyżej oraz Cytadela są koniecznością. Jeśli jednak ktoś ma ochotę na bardziej dokłądnie zagłębienie się w sztukę i historię to polecam także: grobowiec Tu Duc, świątynie Hon Chen, pagodę Bao Quoc, oraz koniecznie bardzo zaciszną, otoczną lasem i stawem buddyjską pagodę Tu Hieu. Polecam też wycieczkę łodzią smokiem, mimo że do wielu świątyń i grobowców można dotrzeć na rowerze. Hue, obok Hoi An jest bez wątpliwości najbardziej wartościowym kulturowo miejscem w Wietnamie, do którego odwiedzenia gorąco namawiam.

Transport z Hue do Hanoi

Nocnym, sypialnym autobusem, 10h za $15 od osoby.

Hanoi

Hanoi jest stolicą Wietnamu i drugą największą metropolią kraju po Sajgonie. Hanoi to miasto motorowerów gdzie nowoczesność miesza się z antyczną sztuką i kulturą Wietnamu, choć także z komunistycznym wizerunkiem tego kraju. Hanoi to dobre miejsce aby odpocząć w starej dzielnicy niedaleko jeziora Hoan Kiem, spróbować dobrego rosołu z makaronem i kurczakiem i poczuć każdy aspekt tego bardzo interesującego miasta. Dla mnie Hanoi było bazą przezokoło tydzień, dlatego że oprócz zwiedzania miasta organizowałem stąd wycieczki do wielu innych ciekawych miejsc. W Hanoi czekają na nas takie perły kultury wietnamskiej jak Świątynie Literatury lub edukacyjne Muzeum Etnograficzne, choć są także perły lśniące bardzo ciemnym blaskiem, jak: Muzeum i Mauzoleum Ho Chi Minha czy Muzeum Wojny na przeciwko parku Lenina. Tak czy inaczej za każdym razem jest to świetna przygoda i Hanoi jak najbardziej polecam. Ludzie Hanoi są jednak inni niż na południu lub w centrum Wietnamu. W Hanoi i na północy są zdecydowanie bardziej chamscy i do tego trzeba tu przywyknąć. Nie oceniajmy jednak Wietnamczyków po samej północy.

Mieszkałem w Starej Dzielnicy, w pobliżu jeziora Hoan Kiem. Mieliśmy tu pokój z prywatną łazienką i śniadaniem za $10 za noc. Gdy byłem tu w 2004 roku płaciłem tylko $5 za siebie, więc w zasadzie wiele się nie zmieniło. Stara Dzielnica jest bazą turystyczną Hanoi gdzie znajduje się najwięcej tanich hoteli i jest dość blisko do wszystkich atrakcji turystycznych. W Starej Dzielnicy znajduje się też wiele galerii obrazów i artystycznych zdjęć. Można stąd pojechać rykszą do kompleksu Ho Chi Minha i zjeść miejscowe delikatesy w tanich ulicach na małych, plastikowych krzesełkach. Jest to bardzo ciekawe miejsce gdzie znajduje się też wiele antycznych świątyń, przenośnych straganów z owocami na rowerach, i oczywiście samo jezioro.

Na terenie Starej Dzielnicy zobaczyłem następujące obiekty:

Jezioro Hoan Kiem jest sercem Starej Dzielnicy oraz dobrym punktem orientacyjnym. Z miejscem tym jest związana także legenda mówiąca o wielkim złotym żółwiu oraz magicznym mieczu, dzięki któremu antyczny książe wygonił Chińczyków z Wietnamu. Samo jezioro jest dobrym miejscem spotkań towarzyskich oraz punktem gdzie można także zlecić podklejenie butów i pozować do obrazu. Wiele razy tu przychodziłem i okrążałem to jezioro dookoła. Wieczorami deptak dookoła jeziora zamienia się w tor wyścigowy dlatego że Wietnamczycy biegają i ćwiczą. Na jeziorze znajduje się też mała wyspa o nazwie Thap Rua (wieża żółwia). Wieczorem cała okolica jest też podświetlana.

W północnej części jeziora Hoan Kiem znajduje się też mała wyspa, na której zbudowana jest świątynia Ngoc Son. Obiekt ten pochodzący z XVIII wieku jest klasycznych przykładem orientalnej architektury, z charakterystycznymi profilowanymi dachami, kadzidłami i pomnikami dalekowschodnich świętych. Jest tu także wiele egzotycznych roślin, pomnik żółwia oraz ładny widok na jezioro Hoan Kiem.

Nieco dalej od jeziora, w jednej z ulic Starej Dzielnicy, pomiędzy tanimi knajpami i sprzedawcami rambutanów w spiczastych kapeluszach, znajduje się Memorial House. Jest to bardzo interesujący, antyczny dom zbudowany w stylu chińskim. Wejście kosztuje 5000 dong i czasem miłe Wietnamki mogą też poczęstować herbatą. Cały dom daje bardzo dobry wgląda na to jak żyli chińscy kupcy stulecia temu. Niedaleko stamtąd znajduje się też najstarsza świątynia w Hanoi, o nazwie Bach Ma. Świątynia ta to kolejna typowa dla kultury dalekowschodniej budowla, z wieloma kadzidłami, figurami świętych i kolorowymi dachówkami. Z miejscem tym jest związana oczywiście magiczna legenda, a charakteru temu miejscu dodaje także bazarowe życie poza Wietnamem.

Po drugiej stronie ulicy od jeziora Hoan Kiem znajduje się także pomnik Ly Thai To, czyli starożytnego władcy Wietnamu i założyciela dynastii Ly. Władca ten panował od 1009 do 1028 roku, a sam plac koło pomnika jest dziś miejscem spotkań rodzin i dobrym torem dla wrotek i deskorolek.

Godna uwagi jest też katedra św. Józefa zbudowana przez Francuzów w 1886 roku, która jest typowa dla architektury sakralnej Francji. Ma ona dwie kwadratowe wieże oraz duże witraże. Swoją budową przypomina katedrę Notre Damme w Paryżu oraz jej kopię o te samej nazwie w Sajgonie (Ho Chi Minh City).

Poza tym na terenie Starej Dzielnicy w Hanoi polecam przede wszystkim bazarowe życie, ryksze, sklepy ze sztuką oraz do pewnego czasu także gwar kolejnego miasta motorowerów Wietnamu. Radzę jeśc za każdym razem w innych knajpach aby mieć rozeznanie w jedzeniu, choć jedzenie będzie i tak podobne. Na mnie największe wrażenie zrobił rosół z makaronem i kurczakiem za 30.000 dong. Zupy w Wietnamie są zdecydowanie bardziej popularne niż w Tajlandii i innych krajach Azji płd-wsch.

Byłem też w miejscowym banku aby skasować czeki podróżne i dowiedziałem się wiele o kompletnym absurdzie i niedouczeniu, które panują w wietnamskich biurach. Otóż w Nepalu czy Tajlandii operacja ta była szybką formalnością, natomiast w Wietnamie miałem do czynienia z idiotami. Jeden czek realizowały mi cztery Wietnamki a i tak zrobły trzy błędy i musiały powtarzać. Jedna z nich trzymała czek w ręku, druga patrzyła do komputera, trzecia obserwowała a czwarta wyjmowała gotówkę. W końcu źle wypisały rachunek i pomyliły się w obliczeniach. Zamiana jednego czeku trwała 20 minut. Nie dajmy się też zwieźć dobremy wychowaniu północnych Wietnamczyków. Sprzedawczynie owoców są miłe tylko tak długo jak nie dostana pieniędzy, a po zakończonym interesie machają ręką na turystę i przeklinają pod nosem. O legendarnym chamstwie Wietnamczyków spotkałem się też na stacji pociągowej. Gdy poszedłem kupić bilet do Sapy najpierw mnie odsyłali do różnych okienek a potem mnie ignorowali. W końcu wykląłem cały dworzec, zatrząsłem szybami i sprzedali mi bilet. Wietnam to także kraj idiotów komputerowych. We wszystkich krajach w których byłem (a przejechałem większość Azji) nigdy nie miałem problemu z wirusami. Jednak w Wietnamie nie radzę wkładać kard SD ani innych kart pamięci do komputerów dlatego że napewno dostaniemy wirusa. Razem w Wietnamie musiałem usuwać wirusa ze wszystkich moich kart wiele razy. Gdy potem podróżowałem po Singapurze, Brunei i Malezji nigdy nie miałem tego problemu. Wietnamczycy nie rozumieją nawet czym jest wirus i nie wiedzą czym jest program antywirusowy.

Następną serią obiektów był kompleks Ho Chi Minha. Są to obiekty godne uwagi o  silnym charakterze komunistycznym. Było to oczywiście bardzo ciekawe doświadczenie, nieco podobne do obiektów w Pekinie w okolicach placu Tienanmen. Dla wielu Wietnamczyków jest to jedno z najważniejszych miejsc w kraju dlatego że mogą zobaczyć swojego wodza przez szklaną trumnę. Pierwszym obiektem było Mauzoleum Ho Chi Minha, które traktowane jest z wielkim szacunkiem i do którego należy iść po specjalnie wytyczonej trasie w ustalonym porządku. W Mauzoleum można zobaczyć zwłoki Ho Chi Minha w szklanej trumnie bez powietrza, lecz nie można tu spędzić zbyt wiele czasu. Rząd ludzi idzie średnim tempem dookoła trumny co pozwala na zobaczenie go ze wszystkim stron, lecz niebyt długo. Całość trwa około dwóch, trzech minut. Mauzoleum to było zbudowane pomiędzy 1973 a 1975 rokiem, a „wujek Ho” został tu zabalsamowany przeciwko swej woli. Przypominam też, że robienie zdjęć jest surowo zabronione i wolałbym się nie dowiedzieć jaka jest kara. Od zewnątrz mauzoleum Ho Chi Minha wygląda jak typowa komunistyczna bryła, znajdująca się na wielkim placu. Miłośnikom tego typu miejsc polecam też zabalsamowane zwłoki Mao Tsetunga w Pekinie. Obok znajduje się Muzeum Ho Chi Minha, które jak sama nazwa wskazuje jest pomnikiem komunizmu w którym Ho Chi Minh jest pokazany w jak w najlepszym świetle. W centralnym punkcie jest jego pomnik a każda ekspozycja ma pokojową nazwę. Z jednej strony rozumiem dlaczego Ho Chi Minh jest uważany za ojca narodu wietnamskiego, choć myślę że kult jego osoby jest posunięty do przesady. Ho Chi Minh pokonał Francuzów, Japończyków i Amerykanów, a potem zjednoczył Wietnam. Z drugiej jednak strony Ho Chi Minh przeistoczył wietnam w brutalny komunistyczny kraj, w którym zamordowano miliony ludzi. Nawet po jego śmierci komunistyczna doktryna wciąż obowiązywała i morderstwa wciąż miały miejsce. Jak widać więc propaganda dzisiejszego Wietnamu opowiada nam tylko jedną stronę z życia Ho Chi Minha i zupełnie tak samo jest w Chinach z Mao Tsetungiem. Niedaleo znajduje się dla odmiany przyjemny obiekt czyli pagoda na jednym filarze. Jest to antyczna budowla reprezentująca kwiat lotosu, czyli symbol czystości wydobywający się morza cierpienia. Nieopodal, na jednym terenie znajduje się także park z małym stawem i roślinnością oraz sklepami gdzie sprzedawane są pamiątki związane z Ho Chi Minhem i także Leninem. Znajduje się tutaj wielki Pałac Prezydencki pochodzący z 1906 roku i zbudowany jako siedziba gubernatora Indochin. Pałac ten jest pomalowany na kanarkowy kolor a przed nim znajduje się fontanna i kilka egzotycznych roślin. Na tym samym terenie, nad stawem, znajduje się także sławny drewniany dom na filarach. Tutaj podobno Ho Chi Minh miał swoje biuro i sypialnię, których używał pomiędzy 1958 a 1969 rokiem. Przyznam że wybrał bardzo miłe, zaciszne miejsce.

Co prawda już nie na terenie kompleksu Ho Chi Minha lecz w pewnym sensie podobne tematycznie są jeszcze dwa inne obiekty. Pierwszym z nich jest Park Lenina oraz pomnik Lenina. Sam park nie jest niczym specjalnym a pomnik Lenina jest bardzo dobry jeśli ktoś chcę sobie z niego zrobić żarty, pozując do zdjęcia w takiej samej pozycji jak nasz łysiejący towarzysz. Po drugiej stronie ulicy znajduje się jedno z wielu w Wietnamie Muzeum Wojny, pełne wraków amerykańskich samolotów i czołgów. Niekóre z nich są nawet posadzone na nosie, w taki sposób jakby właśnie miały czołowe zderzenie z ziemią. Samo muzeum w postaci okazałych wraków jest dobrym widowiskiem, a do tego po środku znajduje się także wieża na którą można wejść i zobaczyć wraki z góry. Myślę, że jest to jedno z lepszych muzeów, częściowo w budynkach i częściowo na zewnątrz. Z drugiej jednak strony trzeba sobie zdać sprawę, że jest to muzeum propagandowe.

Hanoi oferuje także wiele innych atrakcji, nieco dalej od Starej Dzielnicy. Jedną z nich są moim zdaniem obowiązkowe Świątynie Literatury. Świątynie Literatury są perłą XI wiecznej wietnamskiej architektury, który był także niegdyś pierwszym uniwersytetem w Wietnamie. Cały obiekt składa się z pięciu placów, stawów, monumentalnych bram pokrytych czerwonymi dachówkami, oraz jest oczywiście kilka pięknych świątyń. Wszystkie obiekty są zbudowane w tym samym, klasycznym dla antycznego Wietnamu stylu. Oprócz tego Świątynie Literatury są ozdobione ogromnymi drzewami bonsai, w dużych lecz bardzo płytkich donicach. Jest też pokaz klasycznej wietnamskiej muzyki oraz sklep z bursztynami i pamiątkami. Innym polecanym przeze mnie obiektem jestMuzeum Etnograficzne, które bardzo dobrze pokazuje życie rodowitych mieszkańców z kilku wieków. W muzeum tym jest pokazana sztuka wyrabiania czapek i ubrań, a także sposób wyrabiania koszy z wikliny. Natomiast na zwnątrz znajduje się skansen czyli moim zdaniem najciekawsza część muzeum. Są tu zbudowane domy o różnej długości i wysokości pokryte strzechą i z zachowaniem przeznaczenia kulturowego. Domy te były drewniane, miały mambusowe podłogi i były pełne narzędzi i wielu komnat. Muzeum to jest moim ulubionym w całym Wietnamie gdyż dużo można się dowiedzieć o kulturach kraju. Jest także ekspozycja na temat różnych kultur, takich jak np. Hmong których miałem zobaczyć w Sapie. Na przeciwko jest też park rozrywki ze stawem, który jest popularnym miejscem do ćwiczeń. Muzeum Etnograficzne Hanoi znajduje się około 7km od centrum miasta. Motorowerem z Kompleksu Ho Chi Minha jazda zajęła mi w korku około 20 minut.

Gdy już widzieliście wszystko w Hanoi co chcieliście polecam Wodny Park Hanoi, gdzie jest kilka basenów oraz wysokich zjeżdżalni. Ja byłem i za 50.000 dong pędziłem w dół na złamanie karku. Super zabawa. Park wodny znajduje się 5km od jeziora Hoan Kiem nad zachodnim jeziorem Ho Tay i polecam dojechać tam w wielkim stylu, czyli rykszą. Trzeba jednak uważać gdyż rykszarze bardzo oszukują. Zazwyczaj karzą wysiadać przy jeziorze Ho Tay, a park wodny znajduje się z jego drugiej strony, czyli kilka kilometrów dalej. Należy więc nalegać aby dojechał pod samą bramę.

Pojechałem też do Zoo w Hanoi które zawsze jest przyjemnym miejscem do odwiedzenia, lecz w porównaniu do zoo w Sajgonie nie jest ono niczym specjalnym. Wyszedł tu też totalny brak kultury i zdrowego rozsądku u Wietnaczyków, dlatego że podawali małpom papierosy.

Gdy byłem sam w Hanoi mieszkałem w pokoju wieloosobowym za $5 za noc na tej samej ulicy na której znajduje się katedra św. Józefa.

Z Hanoi zorganizowałem jeszcze trzy wycieczki: do Sapy, do Pagody Perfumeryjnej i oczywiście do Zatoki Halong. Oprócz tego odprowadziłem moją towarzyszkę podróży na lotnisko a następnego dnia sam odleciałem do Singapuru.

Perfume Pagoda

Perfume Pagoda to jedna z popularniejszych wycieczek z Hanoi. Jest to wycieczka która łączy w sobie rejs małymi łódkami po rzece pomiędzy górami, choć wielkim atutem są przede wszystkim okazałe orientalne świątynie wbudowane w wapienne skały. Dużą atrakcją jest też jaskinia z wieloma pagodami i posągami świętych do której można się dostać albo po schodach, albo kolejką linową. Ja wybrałem kolejkę w drodze na górę (30.000 dong) i spacer na dół, co oznaczało że w upale i wilgoci i tak byłem przepocony. Wycieczka ta kosztowała w sumie $17, choć byli tacy którzy zapłacili nawet $30, a w cenę były wliczony transport autobusem (60km w jedna stronę) oraz dobry posiłek i rejs małymi łódkami. Zabawne i zastanawiające było, że kobiety wiosłowały całą drogę a mężczyźni grali w karty na brzegu i palili papierosy. Tak czy inaczej rejs w deszczu oraz jaskinia i wszystkie świątynie były piękne i na pewno warte $17. Na koniec popływałem też w rzece perfumeryjnej.

Perfume Pagoda to kolejne zaciszne, magiczne miejsce Wietnamu, które gorąco polecam ze względu na bliski kontakt z piękną przyrodą i kulturą tego pięknego kraju.

Zatoka Halong

Zatoka Halong jest fenomenem naturalnym i jednym z najpiękniejszych miejsc Wietnamu oraz całej Azji. W tłumaczeniu jest to “miejsce gdzie smok wchodzi do morza” a sama zatoka została wpisana do światowego dziedzictwa UNESCO. Na obszarze około półtora tysiąca km2 znajduje się około dwóch tysięcy górzystych wysp o różnej wielkości i kształcie. Tworzą one piękny krajobraz gdyż są wąskie, dość wysokie i rozsiane w nieregularnych odległościach od siebie. Miejscamiprzypominają fiordy w Norwegii choć specyficzna roślinność, turkusowa woda i egzotyka świadczą o odmienności Zatoki Halong. Ponadto wiele wysp nie ma nawet swojej nazwy i wiele jest niezamieszkanych, dlatego że na wielu byłoby trudno zamieszkać ze względu na ukształtowanie terenu. Na niektórych z nich znajdują się też spektakularne groty i jaskinie, które są otwarte dla turystów. Można też podziwiać rafę koralową i las mangrowy. Jak potem okazało się, w rzeczywistości miejsce to jest jeszcze piękniejsze i znajduje się tu bardzo dużo innych atrakcyjnych rzeczy, których biura turystyczne nie precyzują zbyt dobrze. Piękno naturalne zatoki Halong oraz wspaniała przygoda temu towarzysząca są moim zdaniem obowiązkowym punktem każdej wyprawy po północnym Wietnamie. Zatoka Halong jest nie tylko miejscem przeznaczonym dla turystyki. Żyje tutaj wielu Wietnamczyków dla których okolica ta jest miejscem pracy. Znajdują się tutaj pływające sklepy i wioski rybackie z sieciami umożliwiającymi rybom swobodne pływanie. Rząd wietnamski zaoferował tym ludziom domy na suchym lądzie lecz ci wolą trzymać się swojej tradycji i żyć na morzu. Płynąc statkiem wielokrotnie widziałem jak Wietnamczycy zaczepiają swe małe łódki do naszego statku i próbują sprzedać turystom owoce oraz ryby i kraby. Rejs był wielką przygodą i dał mi dobrą możliwość także na obserwację życia wietnamskich rybaków w swych spiczastych czapkach, z łódkami pełnymi ryb. Jedną z atrakcji była jaskinia Księżycowego Niebia, która jest bardzo dobrze oświetlona i jest bardzo atrakcyjna pod względem piękna naturalnego.

W środku znajdują się ogromne groty ze stalaktytami i stalagmitami, czasem z małym akwenem wodnym wyżłobionym przez krople opadające z sufitu. Po całym dniu przyjemnego rejsu oraz posiłkami na pokładzie dotarliśmy do wyspy Cat Ba gdzie spędziliśmy noc. Wyspa Cat Ba to bardzo przyjemne miasteczko gdzie znajduje się kilka hoteli, restauracji, salonów fryzjerskich oraz wiele, na prawdę wiele burdeli. Jest tu także bardzo ładna plaża poniżej pięknego klifu gdzie spędziłem wiele godzin na pływaniu w turkusowej wodzie. Byłem także w parku narodowym Cat Bagdzie wspiąłem się na sam szczyt. Była to doścć ciężka, czasem bardzo stroma wspinaczka w upale i wilgoci, choć z drugiej strony widok z góry był imponujący a samo dostanie się tam jest wyczynem. Radzę założyć porządne buty. Ogólnie rzecz biorąc wyspa Cat Ba oferuje wiele trakcji i miło jest tu spędzić więcej dni niż tylko w ramach czasowych wycieczki. Połowa wyspy Cat Ba to rezerwat przyrody ze wspaniałymi widokami oraz warunkami na sporty ekstremalne. Jest tu ciepło, bardzo przyjemnie i tanio, a miejscowa kuchnia oferuje prawdziwe przysmaki w postaci owoców morza. Drugą noc spędziliśmy na łodzi w kajutach i też było bardzo przyjemnie. Gdy nad ranem zabrakło wody skakaliśmy do morza z dachu łodzi. Moja wycieczka do Zatoki Halong trwała 3 dni i 2 noce i kosztowała tyko $53 od osoby. Było bardzo przyjemnie i bardzo tanio, i serdecznie wszystkim polecam.

Ciemna strona Zatoki Halong

Jak wspomiałem wcześniej Zatoka Halong sama w sobie była piękna ale Wietnamczycy okazali się obrzydliwi, dlatego chcę zaznaczyć że piękno naturalne i kulturowe Wietnamu to jedna rzecz, a sami Wietnamczycy to zupełnie inna i mniej przyjemna sprawa.

►Ja za wycieczkę zapłaciłem $53 lecz byli też tacy którzy za dokładnie to samo zapłacili $80, $100 oraz nawet 100 euro. Prospekty reklamowe pokazują różne kajuty, różne hotele i atrakcje za różne ceny, jednak po zapłaceniu i tak wszyscy są pakowani na ten sam statek lecz za różne pieniędze.

►Przewodnik był tak chamski, że wszyscy po kolei się z nim kłócili a potem cały autobus turystów razem. Musiałem być wyjątkowo niemiły aby dostać torebkę od herbaty do dzbanka gorącej wody, za którą i tak już zapłaciłem. Na statkach jest też ciągła „awaria” wody, dlatego że można się wykąpać w morzu za darmo. Ci którzy zapłacili potrójnie też.

►Wyspa Cat Ba sama w sobie jest bardzo ładna lecz Wietnamczycy są obrzydliwi. Nie chcą wskazać drogi na plażę aby zamiast tego zabrać tyrystę na rejs za $50. Cat Ba jest też pełna burdeli. Zainteresowanym mogę powiedzieć że cena to 300.000 dong.

►Cała Zatoka Halong to jedyna forma zarobku obrzydliwego narodu wietnamskiego dlatego turysta nie jest tu gościem i często nie jest też klientem. Turysta jest kimś kogo należy oszukać i kogo należy nienawidzić bo ma więcej pieniędzy.

►Z przykroścą stwierdzam, że obsługa statków w Zatoce Halong to zwykli idioci. Od lat pracują z turystami a nie potrafią słowa po angielsku, natomiast ich stosunek do turystów prowokuje do bójki.

►W wioskach rybackich miejscowi rybacy też są chamscy i agresywni. Wymyślili sobie, że nie wolno pływać w morzu i gdy wskoczyłem jeden wystartował do mnie z wiosłem.

►Gdy byłem w Zatoce Halong w 2004 roku nadal pływały tu statki z czerwonymi żaglami, natomiast dzisiaj czerwone żagle są tylko na reklamach. Po dojechaniu do Halong turystów czeka więc zawód.

Moja końcowa rada: polecam Wietnam jako wspaniały kierunek turystyczny. Jest to kraj pięknej natury i ciekawej antycznej kultury, lecz Wietnamczyków nie należy wpuszczać do Europy gdyż ogólnie są strasznym narodem. Zaznaczam jednak że na południu i w centrum ludzie są znacznie milsi, natomiast na północy są wyjątkowo ohydni.

Transport z Hanoi do Sapy i spowrotem (oraz parę informacji praktycznych)

Z Hanoi pojechaliśmy nocnym pociągiem sypialnym do miasteczka transportowego Lao Cai za 355.000 dong, a stamtąd pojechaliśmy do Sapy małym busem. W drodze powrotnej do Hanoi pojechaliśmy autobusem sypialnym za $15. Hotele na miejscu kosztowały od $6 ze śniadaniem do $10 ze wszystkimi posiłkami jeśli wykupujecie wycieczkę. Opcji jest wiele dlatego radzę popytać w biurach podróży w okolicy jeziora Hoan Kiem. Z mojego doświadczenia najlepiej jest wykupić sam transport a na miejscu samemu wukupić pokój. Radzę też unikać stacji pociągowej gdyż panuje tam ekstremalne chamstwo i ignorancja w stylu komunistycznej rewolucji.

Lao Cai znajduje się 38km od Sapy i pociąg przyjeżdża tu zazwyczaj wcześnie rano. Jest tu bardzo dużo tanich hoteli, knajp, pryszniców oraz samochodów jadących do Sapy. Wiele z nich jest już zamówionych przez zorganizowane wycieczki ale wybór i tak jest duży.

Sapa

Sapa jest najbardziej popularną i chyba najpiękniejszą stacją górską w Wietnamie. Głównymi atrakcjami są tu wspaniałe widoki na górskie tarasy ryżowe, drewniane domki w pobliżu pól ryżowych i kilka bawołów. W Sapie jest czyste powietrze i restauracje z górskim jedzeniem oraz czyste rzeki i szerokie przełęcze. Wielką atrakcją jest tu także mniejszość etniczna Hmong, która trudni się w wyrabianiu pamiątek. Co robią mężczyźni z grupy Hmong tego nikt nie wie. Pewnie grają w karty i palą papierosy, lecz kobiety mają swoje bazary z ręcznie robionymi torbami, grzebienie z bawolich rogów i drzewa sandałowego (kupiłem jeden w Birmie), skarpety oraz wiele innych niespotykanych na codzień rzeczy. Nie brakuje oczywiście łyżek i calej zastawy stołowej z drzewa palmowego i z kokosów. Będąc w Sapie mieszkałem w dobrym hotelu z ładnym widokiem gdzie w cenę były wliczone trzy posiłki i wycieczki. Raz wybrałem się na całodniowy treking po okolicy na obserwację zamglonych tarasów ryżowych, bawołów i świnek. Padał też deszcz i były pijawki, lecz w cenę był wliczony obiad nad rwąca rzeką oraz bardzo interesująca obserwacja życia tych biednych ludzi. Byliśmy na przykład na pustkowiu w szkole oraz przechodziliśmy przez wioski gdzie dzieci próbowały nam sprzedać pokrowce na telefony robione na drutach. W wyprawie towarzyszyły nam kobiety Hmong, które zasługują na podziw. Szły w klapkach po błocie, mając dziecko z przodu oraz bambusowy koszyk na plecach z towarem na sprzedaż. Tak właśnie wygląda życe tych bardzo biednych, ciężko pracujących kobiet.

Następnego dnia wypożyczyłem motorower i zabrałem swoją blondynkę na wycieczkę. Najpierw pojechaliśmy do pięknego, wielopoziomowego wodospadu Thac Bac, a potem weszliśmy na teren parku gdzie jeden ze szlaków prowadzi do najwyższego szczytu Wietnamu, czyli Fansipan (3143m n.p.m.). Na wyprawę tą należy być przygotowanym gdyż wspinaczka zajmuje parę dni.

Sapa była jednym z moich ulubionych miejsc w całym Wietnamie, zarówno z powodu piękna naturalnego jak i odmienności kulturowej Hmong. Tu już ludzie byli normalni, nie podobni do chamów z Hanoi i Zatoki Halong.

Podsumowanie Wietnamu

Wietnam do kolejna wspaniała przygoda w Azji płd-wsch. Myślę że jest tu wszystko czego turysta potrzebuje: czyli piękne widoki, interesująca kultura pozostawiona po przodkach, dobre jedzenie oraz przygoda sama w sobie. Są oczywiście i złe strony lecz dla turystów jest to ciągle dobry kraj do podróżowania za niewielkie pieniądze. Myślę jednak, że wietnamu nie nalezy oceniać tylko po zobaczeniu południa lub północy. Na Wietnam potrzeba przynajmniej jednego miesiąca aby zrozumieć jak on wygląda i mieć lepsze rozeznanie ze wszystmi dobrymi i złymi rzeczami. Będziemy na przykład szczęśliwi w Nha Trang, Mui Ne i w Sapie. Duże miasta jak Sajgon czy Hanoi zrobią na nas mieszane uczucia z powodu męczącego ruchu ulicznego lecz ciągle warto. Sa też miejsca wyjątkowo piękne jak Zatoka Halong, która niestety ma najgorszych ludzi oraz miejsca piękne kulturowo i historycznie, jak Hue czy Hoi An. Wietnam ma wiele twarzy. Wietnam za każdym razem uczy nas też że mamy nienawidzić Ameryki i fałszuje swoją własną historię dla podtrzymania komunizmu. Tak czy inaczej dla turystów Wietnam to bogate we wrażenia i edukację doświadczenie.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY
4 komentarze
  1. Odpowiedz

    ~abc

    4 czerwca 2013

    Super tekst! W jakiej porze roku tam byliście? chodzi o miesiące. Pozdrawiam!

  2. Odpowiedz

    ~kasia

    20 lutego 2014

    Miło się czytało. Dzieki 🙂

  3. Odpowiedz

    ~Xyz

    28 czerwca 2016

    Oj polecam powrót do podstaw gramatyki 😉

  4. Odpowiedz

    ~Zdruzgotany

    28 października 2016

    Tak prymitywnego, infantylnego tekstu pisanego ręką niedorozwiniętego ucznia podstawówki dawno nie czytałem. Kolego, zwiedzaj sobie świat, ale nie dziel się publicznie wrażeniami. I uważaj z ocenami innych ludzi, bo po tych wypocinach wydaje mi się, że to ty, a nie Wietnamczycy, jesteś idiotą

ZOSTAW KOMENTARZ

 dostępnych znaków

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan