Marcin Malik
Wilcza Nora

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Rejestracja
Dzięki rejestracji otrzymasz możliwość komentowania oraz otrzymywania powiadomień o nowych wpisach na stronie. Aby się zarejestrować kliknij w ten link
Wyszukiwanie
Polityka prawdy
Wycieczki do Azji
Polub nas na facebooku
Miejsce na reklamę
Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i zawsze doceniałem piękno oraz wartości naszej wspaniałej, Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Prognoza pogody
Relacje z Wypraw

Wyprawa do Malezji Zachodniej 2012

Napisał: Marcin Malik

Wyprawa do Malezji Zachodniej 2012

Malezja zachodnia (Malezja peninsularna): Johor Bahru, Mersing, Pulau Tioman, Melaka, Kuala Lumpur, Jaskinie Batu, Cameron Highlands, Park Narodowy Taman Negara (Kuala Tembling, Kuala Tahan), Jerantut, wyspy Perhentian, Penang.

Oprócz opisywanych miejsc reportaż ten zawiera wiele informacji praktycznych, jak na przykład opisów transportu z miejsca na miejsce.

Rzeczy charakterystyczne dla Malezji:

►Malezja jest podzielona na wschodnią i zachodnią, i zapewniam że ktoś kto był tylko w jednej części nie powinien uważać że dobrze zna całą Malezję. Obydwie części są inne nie tylko przyrodniczo ale także ekonomicznie i kulturowo. Podróż z Malezji zachodniej do Malezji Wschodniej jest zupełnie nową przygodą.

►Dla wyjaśnienia; w Malezji jest wiele etnicznie zróżnicowanych narodów lecz tylko Malajowie oraz mniejszości etniczne z Borneo są na prawdę Malezyjczykami. Hindusi i Chińczycy są obywatelami Malezji ale nie są Malezyjczyjkami, tak samo jak czarni czy muzułmanie w Europie nie są etnicznie Europejczykami.

►Malezyjczycy są bardzo dumni z piękna naturalnego swojego kraju oraz z tego że mają wiele do zaoferowania, i są pewni że turyści będą do nich wracać. Po spędzeniu półtora miesiąca w Malezji uważam że mają rację i mają się czym pochwalić.

►Malezja jest oficjalnie krajem muzułmańskim, pomimo że na terenie Borneo więszość stanowią katolicy, a są także buddyści, taoiści i hinduiści. Islam w Malezji określam jako łagodny choć nie jest on tak łagodny jak w Kazachstanie. Nadal są tu w całości zakryte kobiety oraz kobiety kąpiące się w ubraniach, lecz jest to zjawisko mniej powszechne niż w ultra konserwatywnych krajach. Obywatele Izraela są wykluczeni.

►Malezja ma moim zdaniem przewagę nad sąsiednią Tajlandią, dlatego że piękne wyspy Malezji są ciągle puste, podczas gdy Tajlandia jest przepełniona turystami i bardzo hałaśliwa. Tutaj możemy bardziej odpocząć od ludzi i bliżej natury.

Wstęp

W Malezji byłem już wcześniej, lecz byłem za krótko i był to pobyt nieplanowany, który wyniknął gdy dojechałem do Hat Yai (małego miasta w płd Tajlandii około 3km od Malezji). W roku 2012 byłem już dobrze przygotowany do mojej wyprawy i spędziłem w Malezji całe półtora miesiąca. Zobaczyłem bardzo dobrze Malezję Zachodnią oraz stan Sarawak na Borneo, lecz kraj ten ma tak wiele do zaoferowania że przemierzyłem więcej parków narodowych niż planowałem na początku. Stan Sabah jedynie zacząłem i planuję zobaczyć ten ostatni już region Borneo malezyjskiego w najbliższych latach.

Johor Bahru

Do Malezji dostałem się z Singapuru, przekraczając granicę w Johor Bahru. Same formalności przeszły bez problemu i dostałem darmową wizę na 90 dni. Po dojechaniu dworzec autobusowy zrozumiałem ogromną przepaść pomiędzy Singapurem a Malezją. Drzewa palmowe i egzotyczna roślinność była wspaniała lecz dworzec wymagał remontu i były dziury w drodze. Tak czy inaczej kobiety z zakrytymi głowami były pomocne a Malezja zrobiła na mnie dobre wrażenie.

Transport z Johor Bahru do Mersing

Około 2h za RM 11,50. W drodze widziałem palmy olejne oraz inna egzotyczną roślinność. Było przyjemnie.

Mersing

To małe miasteczko z dobrą gastronomią będące bazą wypadową do pięknej wyspy Pulau Tioman. Mersing to dobre miejsce na spędzenie jednej nocy. Są tu bankomaty, tani internet i bogactwo tanich knajp. Całe Mersing przeszedłem w godzinę. Spałem tu w Omar`s hostel za bardzo marne grosze lecz nie polecam. Nie było siatki przeciw komarom i nie mogłem spać. Była to najgorsza noc podczas całej wyprawy.

Rejs łodzią z Mersing do Pulau Tioman

Rejs zajął 2,5h za kwotę RM35 w jedną stronę. Niestety transport na wyspy jest droższy pomimo że odległości są małe. W drodze podziwiałem morze oraz wyrastające z niego skały.

Pulau Tioman

(Opis piękna naturalnego wyspy oraz przygodowych przepraw przez dżuglę)

Pulau Tioman to piękna, spokojna, prawie bezludna wyspa, gdzie rozległe białe plaże i turkusową, ciepłą wodę można mieć tylko dla siebie. Po środku wyspy jest też dżungla, której przeprawa jest dodatkową atrakcją dla ambitniejszych turystów. Mieszkałem w Air Batang gdzie miałem mały drewniany domek o bardzo niskim standardzie za jedyne RM30. Obok była też knajpa na koło plaży gdzie parę razy odwiedził mnie duży waran. Był to miłe miejsce do obserwacji morskiego horyzontu poprzez falujące na wietrze liście drzew palmowych. Z waranem u moich stóp, tropikalnym wiatrem i z kokosem w ręku chwila ta była bezcenna. Byłem zdziwiony że tak rajski zakątek na ziemi nie stał się jeszcze obiektem inwazji Białych turystów, co w Tajlandii jest już raczej niemożliwe. Przez pierwsze kilka godzin kapałem się w morzu i obserwowałem widoki. Potem poszedłem na spacer do małej wioski Tekek. Skoczyłem z pomostu i nurkowałem z maską i rurką wśród kolorowych ryb. Była tu także mała tratwa z której także skakałem gdyż Tekek jest popularne ze względu na ławice kolorowych ryb. Następnie szedłem samotnie wiele kilometrów dalej i przechodząc przez drzewa palmowe na plaży oraz pomnik wielkiego gwarka, dotarłem do drzewa na którym wisiały wielkie nietoperze. Kawałek dalej usiadłem na plaży i znowu pływałem w ciepłej, turkusowej wodzie. Było wspaniale! Następnie idąc poprzez Tekek usiadłem w knajpie pod palmami i napiłem się soku z kokosa. W ten sposób, na przyjemnościach minęły mi całe godziny. Wieczorem natomiast poznałem miłą kobietę z Francji i poszliśmy razem na kolację. Przed pójściem spać pozbierałem jeszcze mango spod drzewa i zasnąłem przy szumie fal.

Następnego dnia poszedłem na samotną wyprawę poprzez dżunglę wzdłuż morza, do Monkey Bay. Szedłem kilka godzin i było to bardzo szczególne doświadczenie, gdyż byłem sam w świecie egzotycznych drzew o grubych pniach pokrytych lianami. Niektóre z nich były osadzone na skałach i było też kilka efektownych grot, choć co jakiś czas widziałem też małpy i słyszałem śpiew ptaków. Było gorąco i była wysoka wilgotność lecz upał opierał się na liściach. Jeden z miejscowych powiedział mi że dżungla przepuszcza tylko 30% światła z palącego, tropikalnego słońca. W drodze powrotnej pływałem o zmroku w pobliżu Air Batang. Dzień ten był jak najbardziej udany.

Kolejnego dnia znowu poszedłem do Tekek a stamtąd wybrałem się na największy trek Pulau Tioman. Poszedłem po raz kolejny na samotną wyprawę przez dżunglę, lecz tym razem na drugą stronę wyspy, do plaży Juara. Cała wycieczka była bardzo przygodowa gdyż byłem zupełnie sam w tropikalnym labiryncie. Musiałem się przeciskać przez leżące koło siebie głazy, wchodziłem na przewalone drzewa i podążałem wąskimi ścieżkami. Nabierałem też wodę ze strumyka i miałem kilka małp do towarzystwa. Dżungla na wyspie Pulau Tioman była wspaniała. Jak do tej pory byłem już na wielu pięknych plażach w całej Azji lecz dżungle i jaskinie o wiele bardziej mi się podobają. Gdy dotarłem do plaży Juara zjadłem obiad w towarzystwie dwóch młodych kobiet ze Szwecji, które pożartowały ze mnie trochę. Sprawiło im to wielką przyjemność bo były same, a potem pożegnałem się i po zmroku wróciłem przez dżunglę do Tekek. Tym razem przeprawa zajęła mi aż 4h a w dzień 3h. Po drodze przestała mi działać latarka dlatego musiałem świecić flashem z aparatu.

Następnego dnia wcześnie rano wyszedłem na pomost w Air Batang i odpłynąłem do Mersing. Mój czas na Pulau Tioman był bardzo udany. Wielu omija tą wyspę z powodu braku czasu i jedzie na Perhentian, lecz oczywiście jest to wielki błąd. Pulau Tioman jest ciche i spokojne oraz jest jedną z najlepszych wysp na jakich byłem.

Transport z Pulau Tioman do Melaki

Najpierw łodzią w 2,5h do Mersing za RM35, a potem 4h autobusem za RM22.

Melaka

Melaka jest jednym z największych portów Azji płd-wsch, który był kiedyś stałym punktem na szlaku przypraw. Dla turystów jednak Melaka jest małym lecz bardzo atrakcyjnym kulturowo i historycznie miejscem, którego zabytki można zobaczyć spacerując po mieście. Znajduje się tu między innymi Chinatown i Little India oraz część kolonialna w której Holandia „spotyka się” z Portugalią. Cała Melaka jest pełna atrakcyjnych budynków z wielu kultur Azji i Europy, choć są także atrakcyjne mosty oraz rzeka po której można zorganizować rejs. Moim zdaniem Melaka jest kulturowo jednym z najbardziej atrakcyjnych miast Malezji, którego nie należy ominąć.

Gdy dostałem się na główny dworzec w Melace najpierw poszedłem na dobry obiad, a potem wsiadłem do autobusu i za RM1 dostałem się do centrum. Tutaj spałem w hostelu Samudra za jedyne RM12 za noc z widokiem na atrakcyjny meczet, który wyglądał bardziej jak świątynia buddyjska. Hostel był bardzo dobry, pomimo że było wiele łóżek w jednym pokoju. Za jedyne RM12 było wliczone śniadanie i telewizja satelitarna na długie wieczory. Przez większość mojego pobytu w Melace miałem do towarzystwa bardzo miłą młodą Niemkę, która podróżowała po tej części Azji od wielu lat i oprowadziła mnie po zabytkach.

Najpierw przespacerowałem się głównymi ulicami Chinatown, czyli Jln Tun Tan Cheng Lock (Hareen street) oraz Jln Hang Jebat (Jonker street). Okolica ta jest starą częścią bogatych Baba, czyli Chińczyków urodzonych na Malajach. Kiedyś były tu głównie sklepy z antykami, natomiast dziś zadbane zabytkowe domy mieszczą w sobie sklepy z ciastkami i herbatą oraz restauracje. Jest to bardzo gwarne miejsce gdzie zawsze bardzo dużo się dzieje i jest mnóstwo towarów dla bogatszych i biedniejszych. W Melace byłem także w piątek i w sobotę dlatego miałem szczęście gdyż zobaczyłem także nocny bazar o nazwie Jonker`s Night Market. Było tu przede wszystkim dużo pomysłowo zrobionego jedzenia i domowych wypieków i soków sprzedawanych na ulicy, choć także chińskie sklepy z tradycyjnym jedzeniem i towarami. Na terenie tym znajduje się także kilka ciekawych sklepów i świątyń różnych religii. Jedną z nich jest na przykład chńska świątynia Cheng Hoon Teng, zbudowana w 1646 roku. Jest to efektowna świątynia zbudowana w typowym chińskim stylu, z pomnikami Buddy oraz profilowanymi dachami i egzotycznymi roślinami. Wszystkie materiały do jej budowy zostały sprowadzone z Chin.

W drugiej części miasta, także objętej ochroną Unesco był nieoficjalny plac holenderski na którym mieści się sławny Stadhuys, pochodzący z XVIII wieku i będący jednym z najstarszych holenderskich budynków w Azji. Ma on ciemno różowy kolor a na placu przed nim znajduje się wielu rykszarzy, sprzedawców pamiątek, oraz mały wiatrak otoczony kwiatami. Na placy tym jest wiele dobrych miejsc do robienia zdjęć nie tylko obiektów, lecz także ludzi. W Stadhuys znajduje się Muzeum Historyczne, Muzeum Etnograficzne oraz Muzeum Literatury. Generalnie wszystkie te muzea dotyczą Melaki. Jedno opowiada dokładnie historię kolonizacji portugalskiej, holenderskiej i brytyjskiej oraz Melaki za czasów panowania Japończyków. Są tu też przedstawione mapy, europejscy kolonialiści w narodowych strojach z tamtych czasów, czy chociażby bardzo efektowne makiety statków wojennych Portugalii. Nastepne muzeum pokazuje nam kulturę Melaki, czyli rodowitych Malajów oraz Chińskich kupców, i tego jak Melaka zmieniała się na przestrzeni wielu stuleci. Na górze jest także Muzeum Islamskie lecz nie jestem fanem tej religii. Zauważyłem, że w wielu muzułmańskich krajach rząd stara się na siłę wcisnąć islam turystom, pomimo że nie jest on przyjemny. Stadhuys jest na pewno obowiązkowym punktem Melaki. Obok, także w tym samym kolorze stoi Kościół Chrystusa zbudowany w 1753 roku. Z części holenderskiej Melaki poszedłem nieco wyżej, do części portugalskiej. Na samej górze znajduje się Kościół Świętego Pawła zbudowany w 1521 roku przez portugalskiego kapitana. Sam kościół nie jest kompletny, lecz zabytkowe mury nadal stoją. Pozatym jest tu także pomnik św. Pawła, galeria sztuki na powietrzu, oraz fakt że sam kościół znajduje się w strategicznym punkcie z którego jest ładny widok na okolicę. Na dole znajduje się też Porta de Santiago, czyli ruina portugalskiej fortecy zbudowana przez Portugalczyków w 1511 roku. Jest to bardzo przyjemnie wyglądający obiekt, a obok w cieniu palm stoją także dwie armaty. Niedaleko stamtąd znajduje się też muzeum w statku i bazar. Moja niemiecka koleżanka zabrała mnie też na górę, na chiński cmentarz, a potem spacerowaliśmy po Melace obserwując zabytki oraz egzotyczną roślinność. Bardzo mi się tu podobały grube, wielkie drzewe i masywnych korzeniach i lianach oraz rzeka z małymi mostami i wolno kręcącym się kołem obrotowym Eye on Malaysia. Niemka zabrała mnie na śniadanie do Little India na ryż i filiżankę czaj. Cały mój czas w Melace uważam za bardzo udany i bardzo polecam to miejsce. W swoim reportażu opisałem tylko niektóre miejsca, lecz chcę zaznaczyć że Melaka jest pełna ciekawych zabytków, świątyń i starych sklepów. Jest tu także bardzo dobra kuchnia oraz dobre i tanie zaplecze hotelowe. Osobom szczególnie zainteresowanym kulturą i wyrobami malajskimi polecam Villa Sentosa, choć podobne temu miejsca są także w innych częściach Malezji Zachodniej oraz w Singapurze.

Transport z Melaki do Kuala Lumpur

Transport był szybki i bezproblemowy. Za 2h jazdy zapłaciłem RM9,20. Z Melaki do Kuala Lumpur jest 150km.

Kuala Lumpur

(Dokładny opis miasta, transportu i jego najciekawszych miejsc w taki sposób aby przyszli podróznicy nie zgubili się w tym mieście)

Kuala Lumpur jest stolicą Malezji i największą metropolią kraju o populacji około 1,5mln ludzi. Jest to miasto gdzie nowoczesność spotyka się z kulturą Malajów, Chin i Indii oraz także Wielkiej Brytanii. KL jak jest ono potocznie nazywane mieści w sobie sławne obiekty, takie jak Petronas Towers i wieża Menara KL. Kuala Lumpur to także miasto dobrej kuchni oraz także pięknej natury. Znajduje się tutaj wiele wspaniałych parków co stawia KL w czołówce najbardziej zielonych miast Azji Płd-Wsch. Kuala Lumpur ma także bardzo dobry transport czyli kolej naziemną i podziemną, które docierają wszędzie gdzie turyści chcą pojechać. Wiele ciekawych obiektów znajduje się około pół godziny spacerem od siebie dlatego często nie trzeba jeździć biorąc pod uwagę, że swoją bazę mamy w Petaling.

Po dojechaniu do Kuala Lumpur najpierw pojechałem do stacji Masjid Jamek, z której widać popularny meczet o tej samej nazwie. Stamtąd pojechałem jeszcze jeden przystanek do stacji Pasar Seni. Tu wysiadłem i przechodząc przez znany wszystkim bazar na Petaling street dotarłem do taniego hostelu, gdzie za łóżko płaciłem tylko RM15 za noc. Pierwszego dnia nie zwiedzałem. Przeszedłem się tylko po mieście ze znajomą z Hiszpanii ogólnie patrząc na miasto, aż dotarliśmy pod bramę Parku Ptaków oraz Parku Motyli. Było już jednak zamknięte a wejście kosztowało aż RM50, także zbyt drogo. Bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie wspaniała przyroda. Były tu wielkie palmy wielu rodzajów, drzewa bananowe z charakterystycznymi wielkimi liśćmi oraz wiele kolorowych, egzotycznych kwiatów. Gdy Hiszpanka już odeszła usiadłem na chwilę pod palmami na porcję mango a potem poszedłem jeszcze zobaczyć Pomnik Niepodległości. Był to duży betonowy plac z wieloma fontannami, a w centralnym punkcie znajdował się pomnik uzbrojonych żółnierzy trzymających malezyjską flagę. Obiekt ten znajduje się około 20-30 min wolnym spacerem od Placu Merdeka, lecz moim zdaniem piękna roślinność jest warta większej uwagi niż sam pomnik. Pierwszego dnia zauważyłem, że Kuala Lumpur jest dumne ze swojego kraju oraz eksponuje wielkie malezyjskie flagi na swoich wieżowacach. Na marginesie w ultra poprawnie politycznej Anglii byłoby to raczej zabronione gdyż lewicowy reżim powiedziałby że  „mogłoby to obrazić obcokrajowców”. Wieczorem usiadłem w indyjskiej dzielnicy na kurczaka masala a potem poszedłem na owoce na Petaling. Był to udany dzień w stolicy Malezji.

Przez następne dwa dni zwiedzałem dobrze całe Kuala Lumpur i wielokrotnie jeszcze wracałem do najlepszych miejsc. Generalnie za każdym razem było to miłe doświadczenie, i muszę przyznać że od 2004 roku gdy byłem tu po raz ostatni nic się zmieniło. Może tylko poza tym że widziałem kilku czarnych co oznacza że wkrótce może już nie być tak bezpiecznie.

Tak czy inaczej oto najciekawsze miejsca, które widziałem w Kuala Lumpur:

W dzielnicy Chinatown:

Jln Petaling; to najbardziej popularny bazar w Kuala Lumpur i znane miejsce wśród turystów, znajdujące się w dzielnicy Chinatown. Są tu podrobione ubrania i perfumy markowych firm oraz wiele knajp z jedzeniem. Wybór jest ogromny i sama obecność tutaj jest dobrym doświadczeniem. Otwarte od rana do nocy.

-Obok bazaru Petaling znajduje się atrakcyjna świątynia hinduistyczna Sri Mahamariamman oraz chińskie kawiarnie. Sama świątynia jest warta wizyty gdyż posiada ładnie wykonane, kolorowe figury hinduistycznych świętych i dla tych którzy nie znają tej kultury jest to oczywiście poznanie czegoś nowego. Po drugiej stronie ulicy znajduje się indyjska restauracja serwująca chai i dobre chapati.

W dzielnicy Little India:

►Odchodząc od Chinatown gdzie mieszkałem, dotarłem do meczetu Masjid Jamek zbudowanego w 1907 roku. Nie jestem fanem islamu, lecz przyznam że Masjid Jamek jest bardzo przyjemnym miejscem, biorąc oczywiście pod uwagę że meczety pozostaną w Malezji. Masjid Jamek ma kilka niezbyt wysokich minaretów i jest zbudowany w dużej części bez ścian z jasno czerwonych cegieł.

Meczet ten jest także ozdobiony atrakcyjnymi wejściami oraz okrągłymi dachami w kształcie cebuli. Meczet ten znajduje się zaraz koło stacji LRT Masjid Jamek.

►ulica Jln Masjid India to podobnie jak Petaling w dzielnicy Chinatown miejsce gdzie można zrobić zakupy i najeść się do syta w indyjskim stylu. Czuć tutaj przyprawy curry i masala oraz można popatrzeć na sari i turbany.

W dzielnicy dookoła Placu Merdeka:

Plac Merdeka czyli Plac Wolności. Tutaj właśnie w 1957 roku po raz pierwszy została zdjęta flaga brytyjska a założona została flaga niepodległych Malajów. Dodam, że maszt do którego zaczepiona jest flaga ma długość 100 metrów i jest on najwyższy na świecie. Po środku placu znajduje się boisko do krykieta czyli Padang oraz klub Selangoror. Jest to budynek który kiedyś służył za miejsce spotkań oraz jako klub krykietowy. Za czasów brytyjskich cały plac Merdeka był wykorzystywany do gier i imprez sportowych a i dziś jest miejscem wielu wystaw, imprez kulturowych i sportowych. Plac Merdeka leży w bliskim sąsiedztwie rzeki oraz mosku Masjid Jamek, którego nawoływania modlitewne słychać czasem na placu. Obiektem, który zdecydowanie zasługuje na uwagę jest budynek Sułtana Abdula Samada z 1897 roku, zaprojektowany przez kolonialnego architekta którego wiele budynków stoi także w Singapurze. Obiekt ten jest mieszaniną stylu indyjsko muzułmańskiego oraz gotyku i innych wpływów zachodnich. Uważam, że jest to jeden z najciekawszych obiektów w Kuala Lumpur, a o mieszaniu stylów architektonicznych świadczy fakt, że z jednej strony kopuły na dachach są typowe dla stylu islamskiego a wieża zegarowa ma styl europejski, lecz mimo to jest zakończona islamską kopułą. Wspomniana wieża zegarowa ma 41 metrów i jest też nazywana malezyjskim Big Benem. Za czasów kolonialnych budynek ten był przeznaczony na biura rządowe a dziś jest siedzibą sądu najwyższego i jednym z najważniejszych punktów orientacyjnych w Kuala Lumpur. Po drugiej stronie ulicy nie dało się nie zauważyć dużego białego budynku i mieszczącego się w nim Muzeum Historii Narodowej. Muzeum stanowi “miłe odświeżenie” gdyż jest bezpłatne a mówiąc serio daje ono szansę na poznanie dziedzictwa historycznego Malajów na przestrzeni dziejów poczynając od czasów antycznych, poprzez Sułtanat Melaki i czasy kolonialne aż do czasów dzisiejszych. Wystawy jednak zmieniają się i tak na przykład gdy byłem tu w 2004 roku oprócz strojów i rękodzieła z przestrzeni dziejów zobaczyłem kamień piaskowy sprzed 250mln lat i XV wieczną ośmiostronną złotą monetę. Osobiście najbardziej mi się podobała ludzka czaszka sprzed 40000 lat. W 2012 roku wystawa była nastawiona na pokazanie nowoczesnego Kuala Lumpur, i najbardziej w pamięci zapadła mi wielka makieta miasta KL oraz liczne modele najlepiej znanych obiektów KL. Cały Plac Merdeka serdecznie polecam i uważam, że obok Wież Petronas jest najważniejszym miejscem w Kuala Lumpur. Miejscem na Placu Merdeka przy którym spędziłem dużo czasu wieczorami była wielka fontanna w kształcie drzewa składającego się z owadożernych roślin. Jest to bardzo uspokajające miejsce będące obiektem środka pomiędzy starym KL i biurowcami w jego nowej części, dające szansę na cichą obserwację budynku Sułtana Abdula Samada, który wieczorem jest podświelany na wiele kolorów.

Niedaleko dalej jest narodowy meczet Malezji o nazwie Masjid Negara, który jest jednym z największych meczetów Azji Płd-Wsch. Z zewnatrz obiekt ten wygląda rzeczywiście na ogromny, stoi on na duzych marmurowym placu i i jest otoczony fontannami oraz kilkoma palmami. Ja mimo to wolę mniejsze obiekty dlatego zdecydowanie wolę mniejszy i bardziej nastrojowy Masjid Jamek. Masjid Negara jest ogromną bryłą do której chciałem się dostać lecz przyszedłem w złym czasie. Katolików wpuszczają tylko pomiędzy 3 a 4 po południu więc sobie darowałem, tym bardziej że byłem już w wielu meczetach i pewnie w wielu jeszcze będę.

Zaraz za meczetem Masjid Negara jest Stara Stacja Pociągowa, która wygląda jak dzieło architektonicznej sztuki w islamskim stylu. Stacja jest biała oraz posiada charakterystyczne dla tego stylu bramy i dodatki. Polecam jako dobry obiekt do fotografii.

W dzielnicy Złoty Trójkąt:

Najpierw wspomnę, że aby się tam dostać należy wziąć kolejkę LRT i wysiąść na stacji KLCC (tylko 3 przystanki od Chinatown). Metro dociera wprost do “kapiącego bogactwem” centrum handlowego znajdującego się pod Petronas Towers.

►Symbolem miasta Kuala Lumpur oraz pewnie i całej Malezji są wieże Petronas Towers. Wewnątrz obiektu znajduje się wiele bogatych sklepów z cenami powodującymi krwotok z nosa, co sprawiło że czułem się znudzony gdyż tego typu miejsca nie należą do moich zainteresowań. Po krótkim czasie wyszedłem na wielki taras i tam dopiero zobaczyłem bliźniacze Wieże Petronas z bliska, z czubkami “zawadzającymi” o niebo. Wieże Petronas mają aż 452m i zajęły aż pięć lat planowania i budowy. Mają one 88 pięter a pomiędzy 41 i 42 piętrem jest most łączący obie wieże. Z zewnątrz są one zaprojektowane w taki sposób aby geometryczne wzory były charakterystyczne dla architektury islamskiej. Przez lata wieże w KL były najwyższe na świecie, lecz w 2004 roku na Tajwanie, w Taipei powstał jeszcze wyższy budynek Taipei 101 osiągający aż 509 m i mający 101 pięter, a następnie w 2010 roku powstał Burj Khalifa w Dubaju mający 828m i aż 160 pięter. Plac na którym znajdują się wieże jest bardzo czysty i zadbany. Jest tu kilka płytkich basenów w których kąpią się dzieci (i ja też) oraz parę fontann. Baseny te są bardzo dobrym pomysłem w gorącym tropikalnym klimacie gdyż ludzie mogą się zawsze cali zamoczyć. Jest tu też duża metalowa rzeźba przedstawiająca wieloryba wyskakujacego z basenu, dookoła są zadbane ogrody z egzotyczną roślinnością, oczko wodne, plac zabaw dla dzieci i oczywiście bogate centrum handlowe. Ja najwięcej czasu spędziłem w cieniu palm oraz w basenie obserwując wieże. Petronas Towers są wyjątkowe i z każdej strony jest bardzo dużo ludzi starających się zmieścić w obiektyw całą budowlę. W nocy wieże są oczywiście podświetlane, co sprawia że po zmroku obecność tutaj jest zupełnie innym doświadczeniem.

Jest możliwość wjechania na most na 41 piętrze lecz bilety są ograniczone i są one przesadnie drogie.

►Kolejnym obiektem który zobaczyłem była Menara Kuala Lumpur, czyli wieża mająca 421 metrów wysokości. Na 276m znajduje się tu także restauracja oraz obrotowy taras widokowy, z którego bardzo widać Petronas Towers i całą okolicę. W Menara KL spotkałem bardzo ładną dziewczynę z Niemiec w krótkiej spódnicy z którą spedziłem resztę wieczoru. Najpierw poszliśmy do Animal Zone na dole. Było tam dużo gadów, choć taże małpa i kilka wielkich papug. Strefa Zwierząt jest wliczona w cenę biletu. Następnie przeszliśmy razem do ogrodów Petronas Towers a potem wróciliśmy do Chinatown koło Petaling.

(Zawsze podróżuję sam i tylko od czasu do czasu spotykam kogoś w drodze z kim jestem przez jakiś czas. Z mojego doświadczenia z Niemkami i Francuzkami mam najlepszy kontakt, nieciekawy z Holenderkami, a najgorszy z Angielkami których unikam jak ognia. Nie mogę też narzekać na Szwedki. Jednak gdziekolwiek nie jadę mam zawsze bardzo dobry kontakt z Amerykanami, którzy z tego co zauważyłem w pewien zabawny sposób lubią Polskę).

Kuala Lumpur bardzo mi się podobało i uważam że w stolicy Malezji należy zostać przynajmniej pełne dwa dni. Na koniec, zaraz przed wyjazdem dwie Niemki zabrały mnie jeszcze do nocnego baru. Zainteresowanym polecam także muzea i galerie sztuki, z których Kuala Lumpur może być dumny.

Jaskinie Batu

Jaskinie Batu są bliskim spotkaniem z kulturą indyjską oraz z hinduizmem, co przyznam że jest miłym doświadczeniem. Znajduje się tu między innymi duża jaskinia wewnątrz góry, do której prowadzą 272 schody, a przed nimi stoi ogromny złoty pomnik 43 metrowego Murga (postać z hinduizmu). Jest tu także staw z rybami i łabędziami, które można karmić, a według mnie jedną z największych atrakcji jest jeszcze inna jaskinia. W jednej części znajdują się figury i płaskorzeźby świętych z hinduizmu w wielu ciekawych pozycjach, a w innej części znajduje się jaskinia gadów. Było tu dużo węży, kilka waranów, żółw jaszczurowaty, małe kobry, legwany i kilka dużych pytonów tygrysich. Bawiłem się z małymi pytonami siatkowymi i przypomniały mi się węże które trzymam w swoim domu. Na koniec poszedłem też do indyjskiej restauracji na małą przekąskę.

Jaskinie Batu serdecznie polecam jako bardzo wygodną wycieczkę z Kuala Lumpur. Cały obiekt znajduje się 13km od KL a najszybszy transport jest pociągiem z Chinatown do stacji Batu Caves, choć jest też autobus i oczywiście taksówka. Autobus kosztuje około RM2-3 a jazda zajmuje 45 minut.

Bliską, jednodniową wycieczką z Kuala Lumpur (około 45 minut autobusem) jest Genting Highlands, lecz ja wybrałem Cameron Highlands. Jest to dobra opcja dla tych podróżników którzy nie mają zbyt dużo czasu a chcą zobaczyć coś innego niż tylko miasta i plaże.

Transport z Kuala Lumpur do Cameron Highlands

Jazda autobusem trwała 4h i zapłaciłem RM28. Dotarłem do miasteczka Tanah Rata czyli do centrum turystycznego Cameron Highlands. Ostatnia faza jazdy była męcząca gdyż autobus był słaby i jechał wolno pod górę.

Zaznaczam jeszcze, że stacja autobusa w Kula Lumpur znajduje się w Chinatown, 5 minut spacerem od bazaru Petaling.

Cameron Highlands

Cameron Highlands to teren wyżynny, którego uroki przyrody oferują między innymi zielone góry pokryte gęstą dżunglą, ładne widoki, pola truskawkowe i pola herbaciane i wodospady. Dla kogoś kto przyjeżdża tutaj z gorących terenów Malezji, Cameron Highlands jest ulgą gdyż średnia temperatura jest tutaj od 10 do 21ºC, a ponadto pada tu przyjemnie chłodny deszcz i unosi się mgła.

Na terenie Cameron Highlands jest wiele małych miasteczek, lecz głównym jest Tanah Rata, które jest bardzo dobrym zapleczem hotelowym i gdzie znajduje się wiele wspaniałych restauracji. Szczególnie polecam tu restauracje indyjskie, których jest najwięcej. Poza tym jest nie tylko dobrze i przyjemnie ale także bardzo tanio gdyż za łóżko w Kang Guesthouse zapłaciłem tylko RM12 a za wspaniały posiłek w indyjskiej restauracji tylko RM8. Tanah Rata to małe, przyjemne, górskie miasteczko i można je przejść całe w pół godziny. Polecam tu mały plac zabaw z terenem do ćwiczeń otoczony roślinnością. Jest to bardzo ciche, przyjemne miejsce.

Następnego dnia wyruszyłem na całodzienną wyprawę. Najpierw pojechałem autobusem około 16km o ile pamiętam i wysiadłem koło posterunku policji. Tutaj poszedłem szlakiem numer 1 w kierunku Gunung Brinchang (2031m n.p.m.), czyli do najwyższego szczytu Cameron Highlands. Cała wspinaczka zajęła mi około 2h i była to dobra zabawa dlatego że cała góra była porośnięta gęstą dżunglą. Poza tym nie było łatwo gdyż padał desz i parę razy wpadłem w błoto. Musiałem też omijać połamane drzewa i łapałem się czego mogłem aby dostać się coraz wyżej. Następnie poszedłem na wieżę z której był ładny widok na okolicę. Podsumowując jednak najlepsza była sama wspinaczka na szczyt gdyż przygoda z nią związana była wyjątkowa. Potem poszedłem do mchowego lasu, który jest moim zdaniem unikatowym miejscem. Z powodu ogromnej wilgotności wszystkie drzewa są pokryte mchem na dystansie wielu setek metrów. Sam las mchowy przeznaczony dla turystów nie jest duży i można go wygodnie obejrzeń chodząc po schodach, lecz gdy schody się kończą zaczyna się następny szlak na inny szczyt. Szedłem tą trasą około 2h pod górę i przyznam, że było jeszcze lepiej niż wcześniej. Znajdowały się tu już nie tylko drzewa pokryte mchem, ale także małe bagna, egzotyczne rośliny oraz kwiaty owadożerne. Gęsta dżungla zapewniła mi tu wspaniałe wrażenia. Dodam jeszcze że ogromna wilgotność sprawiła, że wiele drzew było połamanych wzdłuż i z wielu zwisał mech. W tym miejscu poznałem podróżnika z Włoch, i razem zatrzymując się w pewnych miejscach kierowaliśmy się do Tanah Rata oddalonego o 16km. Po paru godzinach marszu dotarliśmy do pół herbacianych na zielonych wzgórzach i zatrzymywaliśmy się tu wielokrotnie aby robić zdjęcia. Droga którą podążaliśmy prowadziła do plantacji herbaty Boh, która jest największa w całej Malezji. Usiedliśmy więc w restaruracji z tarasem widokowym i odbyliśmy degustację herbaty zebranej z pobliskich krzaków. Było tu bardzo przyjemnie gdyż widoki były piękne a po deszczu nad polami ukazała się też mgła. Herbata też oczywiście była bardzo dobra. Potem szliśmy asfaltową drogą i dotarliśmy między innymi do takich miejsc jak na przykład plantacje truskawek, które w Cameron Highlands są bardzo szeroko uprawiane. Widziałem też uprawę kaktusów oraz ogród motyli. Byliśmy też na tanim posiłku przy drodze. Otóż w Malezji bardzo popularne są malezyjskie hamburgery za jedyne RM2. W dalszej drodze widziałem między innymi świątynię chińską i hinduistyczną, pole golfowe oraz miasteczko Brinchang. Po powrocie do Tanah Rata posiedziałem trochę na placu zabaw otoczony przyrodą oraz zakończyłem ten dzień wizytą w indyjskiej restauracji. Przyznam jednak że przejście 16km oraz wspinaczka sprawiły, że byłem tego dnia wykończony. Poza tym do Tanah Rata dotarłem też cały mokry gdyż od czasu do czasu padał deszcz. Na szczęście w hostelu był ciepły prysznic. Cameron Highlands jest pięknym miejscem lecz od turysty wymaga wysiłku.

W Tanah Rata znajduje się też wiele biur podróży, które za niemałą cenę mogą zabrać turystów do pięnych miejsc w okolicy. Polecam tu tu przede wszystkim wodospady oraz największy kwiat świata, czyli Rafflesia. Najpierw trzeba się jednak dowiedzieć czy akurat kwitnie. Z wycieczką jest na pewno łatwiej choć i tak trzeba się nachodzić po dżunglii. Ja jednak podróżowałem na bardzo niskim budżecie i dlatego wszystkie wycieczki organizowałem sobie sam co zawsze jest trudniejsze w planowaniu i cięższe. Na miejscu można się dowiedzieć jak dotrzeć samemu do niektórych miejsc.

Transport z Cameron Highlands do parku narodowego Taman Negara

Mój transport do najlepszego parku narodowego Malezji Zachodniej był przygodowy. Najpierw pojehałem autobusem do małego miasteczka Jerantut, co zajęło mi 4h. Potem 20 minut do miasteczka nad rzeką o nazwie Kuala Tahan, gdzie kupiłem pozwolenie na wejście do parku. Następnie cała grupa popłynęła wąską łodzią poprzez wiry i dżunglę do centrum turystycznego Taman Negara, czyli do małej przyjemnej osady Kuala Tahan. Cała jazda kosztowała mnie RM55.

Z Jerantut można wziąć bezpośredni autobus do Kuala Tahan co jest znacznie tańsze i jazda trwa krócej, lecz i tak polecam łódkę gdyż jeż to bardzo przyjemna część naszej przygody. Autobus polecam w drodze powrotnej do Jerantut, poprzez pola palm olejnych.

Park Narodowy Taman Negara

Taman Negara jest największym parkiem narodowym Malezji Peninsularnej i zajmuje powierzchnię 4344km². Jest to piękny obszar pokryty gęstą dżunglą, w której warunki są bardzo ciężkie z powodu upału, wilgotności oraz bagien. Dżungla ma dla nas wiele nieprzyjemnych niespodzianek w postaci bardzo trudnego terenu oraz podmokłych terenów w czasie pory deszczowej. Taman Negara jest także domem dla pierwotnego lasu oraz wielu gatunków egzotycznych zwierząt. Można tu spędzić noc w jaskini, wykąpać się w rwącej rzecze oraz spędzić długie godziny na odczepianie pijawek. Tak czy inaczej jest to wspaniałe, niezapomniane przeżycie na łonie natury które gorąco polecam. Generalnie cała Malezja jest krajem pięknej przyrody i nie brakuje w tym kraju wielu dżunglii, drzew z lianami i widowiskowych wodospadów.

Dostałem się łodzią do małej, przyjemnej wioski nad rzeką o nazwie Kuala Tahan, które pełni funkcję zarządu parku oraz miejsca gdzie można się przespać w łóżku. Miałem tu łóżko w pokoju 4-osobowym za jedyne RM10, choć była to tania cena. Pierwszego dnia spędziłem czas nad rzeką samemu eksplorując Kuala Tahan. Na brzegu są też dryfujące knajpy gdzie można spędzić wieczór w towarzystwie komarów oraz gdzie codziennie puszczają film dokumentalny o parku Taman Negara. Tego samego wieczora była też impreza na otwartym powietrzu gdzie całe jedzenie i napoje były za darmo gdyż przyjechał król tego stanu. Było bardzo przyjemnie a muzułmanki z głowami zawiniętymi jak prezenty bożonarodzeniowe podawały mi potrawy. W samym Kuala Tahan nie ma jednak co robić dlatego tego samego wieczora zorganizowałem wycieczkę do dżungli na dwa dni i jedną noc, za magiczną sumę RM200. Byli tacy którzy płacili około RM250 dlatego i tak czułem że wygrałem. Niestety aby doświadczyć piękna Taman Negara, należy przygotować większy budżet.

Następnego dnia rano wybrałem się na jedną z wypraw mojego życia i gdy tylko wyruszyłem nie szkoda mi było RM200. Była tu bardzo przygodowa i piękna lecz także trudna wyprawa. Najpierw popłynęliśmy łodzią po rwącej rzece. Zabawa była tym lepsza że miejscami było bardzo płytko i szorowaliśmy po kamieniach, choć zdarzały się także wiry rzeczne co zawsze jest wielką atrakcją. Pokonywaliśmy 8km dziennie przedzierając się przez gęstą dżunglę i podmokłe tereny. Był upał i ogromna wilgoć, towarzyszyły nam pijawki i komary a kilka razy każdy z nas wpadł w błoto. Pierwszą noc spędziliśmy w jaskini z nietoperzami wiszącymi nam nad głowami. Spaliśmy w śpiworach i na matach co oznaczało twardą lecz przygodową noc. Przed snem rozmawialiśmy przy ognisku także rozpalonym w jaskini, a ja opowiadałem kobietom o jadowitych wężach i pjawkach, które grasują nocą. One natomiast łapały się za piersi bojąc się okropnie. Następnego dnia szliśmy kolejne 8km. Tym razem dżungla i jej ogromne drzewa z wielkimi korzeniami były te same, choć kilka razy pokonywaliśmy rzekę balansując nad nią na cienkim patyku. To był oczywiście prowizoryczny most, który udowodnił nam że lepiej byłoby już chyba skoczyć twarzą w błoto. Mieliśmy też skromny obiad na cyplu otoczonym wodą, a potem miałem powtórkę z Laosu. Pływałem w rzece i skakałem do niej wisząc na linie. Po następnej godzinie marszu dotarliśmy nad główny nurt rzeki i tam znowu kąpałem się czekając na łódź. Następnie po raz kolejny przez wiry rzeczne wróciliśmy łodzią do Kuala Tahan. Po drodze stanęliśmy też w prymitywnej wiosce Orang Asli gdzie były domy pokryte strzechą, i bardzo brzydcy czarni ludzie. Tutaj jednak po raz pierwszy strzelałem z długiej bambusowej spluwy, której miejscowi używają do zestrzeliwania zwierząt z drzew.

Wyprawa do dżunglii w parku Taman Negara była cudowna i uważam, żekoniecznie trzeba to zrobić. Polecam też spacer na drewnianym moście zaczepionych do ogromnych konopii, lecz ja to zrobiłem w innym parku, na Borneo.

Transport z Kuala Tahan (Taman Negara) do Jerantut

Trasa bardzo starym autobusem wiodła przez pola palmowe. Jazda do dworca w Jerantut trwała 1h i kosztowała mnie tylko RM7.

Dodam, że Malezja zajmuje drugie miejsce na świecie pod względem produkcji oleju palmowego oraz zajmuje 44% światowego eksportu tego surowca. W drodze widziałem wielkie palmy oraz obok także ciężarówki z owocami olejnymi.

Jerantut

Jerantut to małe nieciekawe miasteczko będące bazą wypadową do parku Taman Negara. Zostałem tu jedną noc i jeden dzień aby zrobić pranie, iść do banku, zjeść kilka dobrych potraw i skorzystać z taniego internetu. Za hostel zapłaciłem tylko RM8 czyli rekordowo mało.

W okolicy znajduje się jaskinia Gelangan lecz nie pojechałem gdyż musiałbym zapłacić za taksówkę RM60, co jest opłacalne tylko w grupie. Autobusy jeżdżą tam tylko teoretycznie.

Transport na wyspy Perhentian

Z Jerantut pojechałem autobusem do Kuala Besut, które jest bazą wypadową na wyspy Perhentian. Jazda małym busikiem zajęła mi 6h i zapłaciłem RM58, a po drodze stanęliśmy jeszcze na obiad. Transport łodzią na wyspy jest drogi gdyż za pół godzinny rejs motorówką zapłaciłem aż RM35, co z doświadczenia wiem że jest standardową ceną transportu na jakąkolwiek z wysp.

Wszelkie zakupy radzę zrobić tutaj bo na Perhentian jest o wiele drożej.

Wyspy Perhentian

Wyspy Perhentian mają najpiękniejsze plaże i najbardziej turkusową wodę ze wszystkich bajkowych miejsc Malezji Zachodniej. Znajduje się tu wiele wspaniałych plaż z białym piaskiem, rafy koralowe oraz wspaniała warunki do nurkowania i wypoczynku. Po środku jest także mała dżungla a na plażach kilka barów i tanich pokoi. Chociaż na Perhetian jest drożej niż w reszcie Malezji, ceny są w granicach zdrowego rozsądku (oprócz internetu) dlatego że miejscowych ludzi mieszkanie na Perhentian także kosztuje o wiele więcej. Wyspy Pulau Kecil (mała wyspa) oraz Pulau Besar (duża wyspa) są objęte przez obszar morskiego parku narodowego Pulau Redang, i jest tu tak pięknie, że gdy wydawało mi się że nie miałem nic do robienia i tak było wspaniale gdyż przyroda jest zachwycająca.

Zatrzymałem się na mniejszej wyspie Pulau Kecil, która jest tańsza niż Pulau Besar, gdyż mała wyspa jest przeznaczona dla podróżujących z plecakami, a duża dla ludzi z większymi portfelami. Za łóżko w pokoju wielosobowym zapłaciłem RM15 a posiłek średnio RM10. Jak na Perhentian było ciągle niskie ceny. Na wyspę Perhentian, na Long beach dotarłem wieczorem i pierwszego dnia tylko popływałem i pochodziłem po plaży. Nie ma tu oświetlenia gdyż elektryczność zastępują generatory i pochodnie i cała wyspa jest bardzo cicha. Mimo to są na plaży dwa bary gdzie impreza trwa do północy.

Następnego dnia około 11 rano wyruszyliśmy na wycieczkę motorówką za RM40. Było pięknie i widoki były cudowne choć niestety słońce mnie trochę spaliło. Ten dzień był pokazem ciepłej turkusowej wody, pięknych palm i kolorowych rybek, choć jest kilka specyficznych miejsc które odwiedziłem i które każdy podróżnik powinien tu zobaczyć.

Były to:

►Turtle point; nurkowałem z ogromnym żółwiem morskim, który gryzł trawę z dna. Był to prawdziwie piękny widok, zobaczyć żółwia morskiego w jego naturalnym środowisku i pasącego się na dnie. Raz na jakiś czas żółw się wyłaniał na powierzchnię aby wziąć oddech a potem wracał na posiłek. Do jego grzbietu były poprzyczepiane ryby.

►Coral garden; nurkowałem tu z maską i rurką wśród rafy koralowej i jej korolowych rybek.

Wyspy Perhentian.

►Shark point; to samo co powyżej tylko że tu widziałem małe rekiny czarnopłetwe. Nie ma się czego bać.

►Potem mieliśmy obiad w wiosce rybackiej. Podano mi rybę a ja siedziałem pod dachem z liści palmowych i patrzyłem na turkusowy ocean pokryty słońcem i palmami. Obsługa była wyjątkowa wolna lecz widoki i sama wyspa piękne.

►Fish point; tu także nurkowałem aby oglądać ryby, choć niektóre były duże i obgryzały skały swoimi potężnymi zębami. Kolejne miłe doświadczenie pod wodą.

►Turtle beach; ładna plaża z wrakiem łodzi i strumykiem świeżej wody. Poza tym oprócz białego piasku i palm było tu także ogrodzenie z gniazdami żółwi morskich.

Po wycieczce spałem gdyż złońce mnie znokautowało i wyszedłem dopiero po zmroku. Poszedłem na drugą stronę wyspy Pulau Kecil i obejrzałem film na tarasie przy morzu. Pięknie, tanio, wspaniałe widoki po posiłku z egzotycznych owoców.

Mojego ostatniego dnia unikałem słońca dlatego znalazłem zacienione miejsce pod pomostem i tam w ciepłej błękitnej wodzie spędziłem cały dzień. Szukałem też ładnych muszli i obserwowałem kolorowe ryby.

Pobyt na wyspach Perhentian był wspaniałym doświadczeniem, które oczywiście polecam jako krótki pobyt w raju.

Transport z wysp Perhentian na wyspę Penang

Najpierw popłynąłem łodzią do Kuala Besut (pół godziny za RM35), a potem małym busem do Penang. Ta część jazdy zajęła 6h i zapłaciłem RM55. Należy jednak uważać gdyż w porcie czai się wielu którzy chcą sprzedawać bilety za o wiele więcej. Należy iść od razu do biura i z nikim nie rozmawiać bo będzie drożej.

Malezja Peninsularna jest połączona z wyspą Penang mostem, dlatego nie trzeba już płacić dodatkowych RM35 za prom.

Wyspy Perhentian.

Penang

Penang jest według mnie jedną z najciekawszych wysp Azji, która obok Singapuru czy Hong Kongu w czasach brytyjskich stanowiła jeden z największych portów i centrum biznesu. Strategiczne położenie Penang sprawiło, że z małej wioski rybackiej wkrtóce Penang było odwiedzane przez kupców z Chin, Indii i Europy, co zadecydowało o ekonomicznym sukcesie wyspy. Dziś Pulau Penang jest zdominowane przez biznesmenów z Chin, choć są też oczywiście Malajowie oraz Hindusi, których restauracje gorąco polecam. Inne wyspy jak Perhentian czy Tioman są atrakcyjne ze względu na uroki naturalne, natomiast Penang polecam miłośnikom różnorodnej kultury i dobrej kuchni.

Georgetown

Głównym miastem Pulau Penang jest Georgetown gdzie znajduje się wiele interesujących zabytków oraz ładna promenada nad morzem. Georgetown to także wiele zabytkowych ulic ze starymi domami, chińskie i hinduistyczne świątynie oraz indyjskie restauracje z bardzo dobrym jedzeniem. Zatrzymałem się w Chinatown gdzie za łóżko w pokoju wieloosobowym na Love Lane zapłaciłem tylko RM8. Pierwszej nocy było głośno lecz każdej następnej już lepiej.

Następnego dnia rano wziąłem prysznic na strychu i wyszedłem na zwiedzanie Gorgetown. Najpierw przechadzałem się ulicami Chinatown próbując chińskich potraw z lokalnych straganów, a potem Little India, aż dotarłem do wybrzeża. Tego dnia zobaczyłem następujące obiekty:

►Wychodząc z Love Lane po krótkim czasie po mojej prawej stronie ukazał się wielki meczet o nazwie Kapitan Keling, który ma jeden minaret oraz ładnie zdobione wnętrza. Poza tym meczet Kapitan Keling znajduje się w ogrodzie, ma ładnie wykończone wnętrza i jest w białym kolorze. Ogólnie jest to atrakcyjny obiekt, który najlepiej prezentuje się z daleka, choć zalecam obejście dookoła.

►Podążając tą samą drogą dotarłem do pięknej XIX wiecznej chińskiej świątyni o nazwie Khoo Kongsi (czysty dom). Jest to nadzwyczaj zadbany budynek świątynny bogaty w smoki, posągi świętych, malunki ścienne oraz kolorowe kafelki i profilowany, chiński dach. Khoo Kongsi został zbudowany w 1906 roku i służył jako świątynia oraz jako miejsce spotkań Chińczyków z tego samego klanu. Jest to piękny i bardzo ciekawy budynek wymagający dokładnej eksploracji, którego nie można ominąć.

►Następnie wracając po lewej stronie i mając meczet Kapitan Keling, po prawej na rogu poszedłem do innej chińskiej świątyni o nazwie Han Jiang Teochew. Mieści się ona na głównej ulicy, a wejście jest obwarowane dużymi drewnianymi drzwiami oraz białym murem i profilowanym dachem z kolorowymi dachówkami. W środku znajdują się ściany pokryte malowidłami, chińskie napisy oraz dach z figurami smoków. Świątynia ta jest typowym chińskim doświadczeniem, a jej budowa została ukończona w 1870 roku.

►Potem poszedłem do pobliskiej, sławnej w całym Penang chińskiej świątyni o nazwie Kuan Yin Teng, pochodzącej z początku XIX wieku. Jest to kolejny ciekawy obiekt z wieloma malunkami oraz rzeźbami nawiązującymi do filozofii Dalekiego Wschodu. Świątynia Kuan Yin Teng nie jest architektonicznie tak doskonała jak Khoo Kongsi, jednak daje znacznie lepszą możliwość do obserwacji ludzi podczas ich modłów i religijnych obrzędów. Jest to też jedno z niewielu miejsc gdzie są palone papierowe pieniądze unoszone potem przez wiatr. Khoo Kongsi była świątynią pełniącą rolę wspaniałego muzeum będącego jednocześnie dziełem sztuki, natomiast w Kuan Yin Teng doświadczamy tego jak ludzie podchodzą do Buddyzmu.

►Następnie poszedłem do dzielnicy Little India, która znajduje się zaraz koło Chinatown. Znajduje się tu wiele straganów z indyjskim jedzeniem oraz wyśmienitych restauracji serwujących dobry naan, tandoori i tika. Wybór jest ogromny i jedzenie jest znakomite. Polecam tu przede wszystkim Restoran Kapitan i Kassim Mustafa. Odwiedziłem także sklepy z indyjską muzyką oraz usiadłem w czasie deszczu na straganie ulicznym, na zawsze dobrą filiżankę indyjskiej chai. Znajduje się tu także świątynia hinduistyczna Sri Mariamman (taka sama nazwa jak ta w Singapurze), która jest typowym dla indyjskiej kultury obiektem. Znajduje się tu wiele posągów bardzo oryginalnych indyjskich bogów. Świątynia ta została zbudowana w 1883 roku i jest najstarszą budowlą hinduistyczną w Goergetown.

►Następnie dotarłem do wybrzeża gdzie rybacy łowili ryby za stacją autobusową. Obok znajdował się także ładny ogród Padang oraz Urząd Miasta, mieszczący się w białym domu z filarami. W tej części miastanajpierw poszedłem do warownego fortu o nazwie Fort Cornwallis, który został zbudowany przez kapitana Francisa Light`a w 1786 roku. Jest to interesujący fort otoczony murem z kilkoma armatami, pomnikiem kapitana oraz komnatami, w których możemy poczytać o historii tego obiektu. Potem poszedłem do Muzeum Penang, który bardzo dobrze obrazuje historię wyspy i jej rozwój technologiczny z uwzględnieniem różnych społeczności rasowo-kulturowych. Polecam także Perenakan Mansion, choć zwłaszcza tym którzy nie byli w podobnym domu w Singapurze, oraz Cheong Fatt Tze Mansion czyli niebieski hotel zbudowany przez chińskiego kupca w 1880 roku.

Tego dnia chodziłem dalej po Georgetown, siadając czasem u Hindusów na chai oraz u Chińczyków na ryż z kaczką. Spędziłem tu cały dzień zwiedzając, choć potem jeszcze widziałem te ame zabytki wiele razy gdyż Georgetown było moją bazą przez wiele dni na Penang.

Ciekawe obiekty poza Georgetown

Na początku chcę powiedzieć, że Penang ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć autobusową i nie ma najmniejszego problemu w dostaniu się do wiele ciekawych miejsc na wyspie. Z centrum Chinatown w Georgetown należy się dostać jakimkolwiek autobusem do dworca w Kompleks Komtar, a stamtąd można się już dostać w każdy zakątek wyspy za małe pieniądze.

Pojechałem na przykład do Penang Hill (821m), co okazało się bardzo miłą przygodą nawet podczas pory deszczowej. Najpierw wjechałem kolejką pod górę, lecz tylko w jedną stronę. Tego dnia padał deszcz dlatego widoki na Penang były na pewno piękne, choć ja zobaczyłem tylko mgłę. Podobała mi się tu jednak przyroda, czyli palmy oraz wielkie czerwone i pomarańczowe kwiaty. Byłem też w jedynej knajpie osadzonej na krawędzi góry aby napić się herbaty, a potem poszedłem wśród zieleni do Ogrodu Ptaków. Tutaj w dużych klatkach znajdowały się egzotyczne ptaki, jak na przykład różne gatunki papug. Niektóre z nich mnie kompletnie ignorowały a inne chciały się bawić, gwizdały i próbowały mnie udziobać. Cały ten obszar był o tyle przyjemny, że klatki były otoczone roślinnością i panował ciepły tropikalny klimat, choć nie prażyło słońce. Na Penang Hill znajdowała się też świątynia hinduistyczna oraz meczet, lecz byłem nimi średnio zainteresowany. Natura jest zdecydowanie najlepszym atutem. Potem zszedłem na dół po asfaltowej, krętej drodze i dystans około 6,5 km pokonałem w 2,5h. Gdyby ktoś chciał się wspinać na Penang Hill to zajęło by to spokojnie 5h. W drodze na dół widziałem małpy oraz egzotyczną przyrodę. Czasami też stawałem pod palmami lub w bambusowych sadach aby skryć się przed deszczem. Po przyjemnym i mokrym marszu wyszedłem koło Ogrodu Botanicznego gdzie spędziłem kolejną godzinę. Był to otwarty teren zielony z wieloma gatunkami palm, gdzie widziałem sady bambusowe, wodospad, efektownie powalone drzewa wkomponowane w skały, i oczywiście małpki które tam mieszkają. Polecam tu także ciekawy ogród orchidei oraz ogród przypraw. W okolicy wodospadu znajduje się też wiele ogromnych drzew z wielkimi korzeniami wystającymi wysoko poza powierzchnię, co daje bardzo afektowny widok. Ogrody Botaniczne Penang były założone w 1884 roku jako kontynuacja tego zwyczaju po pobliskim Singapurze. Jest to wyjątkowo piękne, zaciszne miejsce które serdecznie polecam, choć w niektórych porach roku tylko z parasolem. Po wyjściu z ogrodów poznałem dwoje podrózników, mężczyznę z Finlandii i młodą kobietę z Litwy. Dlatego że nie było już tego dnia autobusów podzeliliśmy koszty i pojechaliśmy razem do pięknej i największej świątyni buddyjskiej w całej Malezji, czyli do świątyni Kek Lok Si. Świątynia ta znajdująca się na wzgórzu Air Itam została budowana od 1890 roku aż do 1910 i była fundowana głównie przez wiernych. Na początku przeszedłem przez bazar na którym sprzedawano głównie ubrania aż dostałem się do sklepów z pamiątkami i figurkami związanymi z buddyzmem. W międzyczasie byłem także w miejscu gdzie znajdował się dość duży, okrągły basen z żółwiami ziemno-wodnymi i małą pagodą po środku. Dalej znajdował się większy plac gdzie było wiele innych świątyń i mniejszych kaplic, i wszystkie były bogato zdobione. Jedną ze świątyń była także 30 metrowa Pagoda Tysięcy Buddy Ban Po Thar. W środku każdej ze świątyń znajdowały się figury świętych, Buddy i smoków, choć moją uwagę zwróciły także kafelki z ręcznie namalowanym Buddą. Na koniec wziąłem kolejkę i pojechałem na najwyższy punkt świątyni, gdzie znajdował się 36,5 metrowy pomnik Kuan Yin; bogini litości. Jest to ogromny pomnik zbudowany z bronzu, który jest widoczny z daleka. Świątynia Kek Lok Si była wspaniała i jest to kolejny obowiązkowy obiekt Penang. Niestety widok z ulicy psuje blok mieszkalny, który przy pięknie świątyni jest zwykłym śmieciem architektonicznym. Po wszystkim byłem w chińskiej knajpie na małej przekąsce ryżowej i herbacie jaśminowej.

Innego dnia pojechałem najpierw do Floating mosque, czyli do bardzo atrakcyjnego meczetu zbudowanego na pomoście nad morzem. Z architektonicznego punktu widzenia jest on bardzo ładny i dobrze wkomponowany w otoczenie. Poza tym polecam obejście go dookoła gdyż widok z tarasu jest bardzo przyjemny. Resztę dnia spędziłem na plaży „ozdobionej dużymi głazami, popijając malezyjską herbatę i jedząc smażone banany. Bardzo dobrze się tutaj czułem.

Kolejnego dnia pojechałem na popularną plażę Batu Ferringhi, który jest najpopularniejszą plażą na Penang, choć moim zdaniem Malezja Zachodnia ma bez porównania ładniejsze zakątki na wschodzie. Na Batu Ferringhi znajduje się wiele drogich hoteli z basenami i cały obszar jest dobrze zagospodarowany. Znanym miejscem jest tu Hard Rock Hotel oraz restauracja i sklep z tej samej sieci. Poza tym znajduje się tu wiele straganów z jedzeniem i przyjemny bazar z pamiątkami. Jest dobre miejsce aby kupić prezenty dla Waszych kobiet po dłuższym rozstaniu. Do Batu Ferringhi można się dostać z Kompleks Komtar autobusem 101 lub 105 a jazda zajmuje około 40 minut. Wieczór spędziłem w Goergetown w chińskiej dzielnicy przy soku z mango, a potem udałem się na lotnisko. Miałem nocny lot z Penang i za taksówkę musiałbym zapłacić około RM30 gdyż autobusów już nie było. Udało mi się jednak dostać na miejsce autostopem, który w Malezji zawsze polecam. Wkrótce odleciałem na Borneo Malezyjskie, a moim celem było Kuching w stanie Sarawak. To był już koniec moich wspaniałych wrażeń z Penang i pięknej Malezji Zachodniej.

Podsumowanie Malezji Zachodniej

Malezja Zachodnia była bardzo ciekawa gdyż dla turysty stanowi ona połączenie bogactwa kulturowego z piękną przyrodą. Malezja Zachodnia (peninsularna) to serce kraju, które nadaje rytm całej Malezji pod każdym względem. W samej zachodniej części spędziłem prawie miesiąc i wszystkie powyżej opisane miejsca gorąco polecam. Nie wyobrażam sobie aby turysta miał nie zobaczyć takich miejsc kulturowych jak: Kuala Lumpur, Melaka czy Penang, oraz wspaniałej przyrody na Perhentian lub Pulau Tioman. Malezja Zachodnia jest pięknym krajem gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Jedzenie jest także bardzo dobre i zróżnicowane.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY
4 komentarze
  1. Odpowiedz

    ~Ania

    21 czerwca 2014

    Świetnie napisane, mnóstwo przydatnych informacji;) super bo właśnie się wybieram w te miejsca!

  2. Odpowiedz

    Kasia

    12 lutego 2017

    Super relacja, dzięki bardzo.Powodzenia, pozdrawiam.

  3. Odpowiedz

    Łukasz

    21 lutego 2017

    Bardzo fajnie piszesz. Znalazłem tu masę przydatnych informacji! Dzięki. Szerokości w Podróżowaniu!!;)

  4. Odpowiedz

    Aga

    1 marca 2017

    Hej, mam pytanie. Ile czasu poświeciłeś na tą podróż? Chodzi mi o opisane miejsca? dziękuje!! super wyprawa.

ZOSTAW KOMENTARZ

 dostępnych znaków

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan