Marcin Malik
Wilcza Nora

Witam na stronie Kompas. Mam na imię Marcin i to jest moja opowieść. Podróżuję gdyż sprawia mi to przyjemność a przy okazji jest to wspaniały sposób na ciągłą samoedukację, która wzbogaca światopogląd i otwiera oczy na rzeczy dotąd niezauważalne, zarówno w odległych krajach jak i mi najbliższych. Poznawajmy inne kultury lecz szanujmy i brońmy swojej.

Czytaj więcej O AUTORZE

Rejestracja
Dzięki rejestracji otrzymasz możliwość komentowania oraz otrzymywania powiadomień o nowych wpisach na stronie. Aby się zarejestrować kliknij w ten link
Wyszukiwanie
Polityka prawdy
Wycieczki do Azji
Polub nas na facebooku
Miejsce na reklamę
Parę słów od autora

Podróżując od chrześcijańskich pozostałości Konstantynopola i piasków antycznej Persji, poprzez Himalaje, Wielki Mur Chiński oraz gęste dżungle Borneo zdałem sobie sprawę, że świat powinien mieć swój ustalony porządek. Dlatego pomimo moich pięknych przygód i doświadczeń zawsze pamiętałem do której kultury ja sam należę i zawsze doceniałem piękno oraz wartości naszej wspaniałej, Białej Chrześcijańskiej cywilizacji.

Prognoza pogody
Aktualności

Wyprawa do Libanu

Napisał: Marcin Malik

Zanim przyjechałem do Libanu dużo słyszałem o tym małym i bardzo ciekawym kraju i dlatego chciałem go poznać na własną rękę. Z opowiadań podróżników jasno wynika, że Liban jest bardzo atrakcyjnym i także bezpiecznym krajem choć media sterowane przez żydów dają nam jasno do zrozumienia że wyjazd do Libanu grozi zdrowiu i życiu. Brytyjskie MSZ narysowało nawet komiczną mapę Libanu na której tereny północne i wschodnie są w kolorze czerwonym, czyli jak dobrze zrozumiałem gdzie strzelają bez ostrzeżenia. Z czystej ciekawości zwiedziłem wszystkie „czerwone tereny” zakreślone przez brytyjskie MSZ i było tak miło, że zostałem aż 16 dni.

Liban5

Podczas swojej podróży kąpałem się w Morzu Śródziemnym, widziałem piękne rzymskie ruiny, malownicze doliny i piękne kościoły, jadłem arabskie słodycze, byłem w starych arabskich miastach a dwa razy byłem nawet przesłuchiwany i sprawdzany przez Hezbollah. W Libanie było bardzo dużo broni na każdym kroku, dużo żółnierzy, betonowe blokady dróg, wozy opancerzone, wielkie armaty, kilometry drutu kolczastego oraz bazy wojskowe na plażach i pod mostami, zarówno w Bejrucie jak i w innych miastach.

Po 16 dniach podróżowania po Libanie nie dosięgnęła mnie ani jedna kula, nie wybuchł ani jeden granat a członkowie Hezbollahu zaserwowali mi dobrą herbatę i kebaba oraz podwieźli mnie samochodem do głównej drogi. Jedyne na co trzeba w Libanie naprawdę uważać to kierowcy oraz stara, zbyt tłusta szałarma, którą zatrułem się pod koniec pobytu. Przeszkadzało mi też że Arabowie palili papierosy w sklepach i samochodach i o to miałem z nimi klika spięć. Raz byłem nawet na nocnych zamieszkach politycznych w Bejrucie gdzie policja strzelała gazem łzawiącym a cywile rzucali kamieniami. Rozmawiałem z uczestnikami, robiłem im zdjęcia i stamtąd też wyszedłem bez ani jednej rysy. Bawiłem się bardzo dobrze. Liban jest więc bezpieczny, nawet w Anjar, niedaleko granicy z Syrią oraz w Tripoli, którego miałem się tak bardzo bać.

Europejskie media i brytyjskie MSZ to moim zdaniem przyszłoroczni laureaci Oscara za horror który nigdy się nie zdażył. Namawiam zatem wszystkich podróżników aby nie ufali naszym mediom i pojechali do Libanu, tym bardziej że kraj ten posiada także piękną przyrodę oraz naszą wspaniałą chrześcijańską historię i kulturę.

Liban4

Swoją podróż po Libanie zacząłem w Bejrucie który był moją bazą przez kilka dni i skąd organizowałem wycieczki do innych miejsc. W Bejrucie mieszkałem w Downtown, skąd miałem dobre połączenie do dzielnic Gemayze, Achrafieh, Hamra oraz Corniche, gdzie znajduje się promenada nad morzem. Do wielu tych miejsc wracałem wiele razy lecz najprzyjemniejszym było zdecydowanie Corniche. Pomimo, że nie ma tu plaży pływałem skacząc ze skał. Promenada to także miejsce gdzie kobiety biegają w obcisłych strojach a inne jedzą lody i są owinięte w czarne prześcieradła. Można tam odpocząć od ruchu ulicznego i hałasu Bejrutu przy morskiej bryzie. Podobało mi się tez Muzeum Narodowe oraz Stare Miasto otoczone żołnierzami, armatami, betonem i drutem kolczastym. Po jakimś czasie można się przyzwyczaić. Mój najtańszy hostel w Bejrucie też był unikalny. Po tym jak nie zgodziłem się na dzielenie pokoju z czarnuchem wsadzili mnie do innego gdzie mieszkałem między innymi z lekarzami z Syrii oraz z Arabem z Jordanii, który przyjechał do Libanu aby dobić targu o swoją drugą żonę bez zgody pierwszej. Mam ciekawe opowieści z mojego hostelu po rozmowach które przeprowadziłem z Arabami. Omówiłem z nimi problem imigracji muzułmańskiej w Europie i moje pomysły na masowe deportacje, oraz moją wizję wyższości kościoła katolickiego nad islamem.

Warto jest wspomnieć, że Liban jest bardzo małym krajem i podróż tutaj jest łatwa, transport jest dobrze zorganizowany a odległości i czas spędzony w podróży jest krótki. Najdłużej zajmuje trasa z Bejrutu do Tripoli – 1,5h. Nawet dobrze w Libanie działa też autostop.

Liban3

Podczas moich 16 dni w Libanie odwiedziłem wiele miejsc. Na trasie północnej od Bejrutu zdecydowanie polecam wycieczkę do miasteczka Byblos, które jest nieprzerwanie zamieszkane od 7000 lat i jest przez to jednym z najstarszych miast na świecie. W Byblos, nad Morzem Śródziemnym znajdują ruiny rzymskie oraz nieopodal atrakcyjny port, promenada i wiele restauracji rybnych. Przed Byblos znajduje się małe miasteczko Jounieh pełne drogich barów ze striptizem a na jego końcu jest kolejka linowa, która wiedzie na górę Harissa gdzie znajduje się wielkie pomnik Matki Boskiej. Stolicą północy jest natomiast Tripoli czyli muzułmańskie miasto owiane medialną grozą. Z tego powodu, według statystyk, tylko 2% wszystkich turystów podróżujących po Libanie odwiedza Tripoli. W tych 2% byłem oczywiście i było to tego warte. W Tripoli zobaczyłem stare miasto, twierdzę na szczycie góry oraz bardzo atrakcyjny bazar gdzie ludzie byli szczerze zdziwieni że zdecydowałem się odwiedzić „miasto terrorystów”. W Tripoli mają świetne soki wyciskane z jabłek i granatów, mają dobre jedzenie i dużo historii oraz oczywiście mają karabiny maszynowe, blokady z betonu i mój ukochany drut kolczasty. Jednym z moich ulubionych miejsc była łaźnia Hammam al-Abed z XVII wieku gdzie za $25 najpierw wrzucili mnie do gorącej sauny a potem zderzyli mnie z kamienną posadzką na której miałem masaż ostrą gabką. Robił to stary imigrant z Syrii, który mało co mi nie zdarł skóry z pleców ale i tak było miło. Tripoli było jednym z lepszych miejsc.

Bardzo miło wspominam też Dolinę Qadisha oraz miejscowość Bcharre. Spędziłem tu urocze 3 dni przemierzając zbocza górskie wewnątrz ogromnej doliny, zatrzymując się w antycznych kościołach zbudowanych na zboczach gór.

Liban2

Na trasie południowej od Bejrutu byłem między innymi w miasteczku Saidon gdzie zobaczyłem zamek zbudowany na wodzie oraz tradycyjny arabski bazar oraz pojechałem do Tyre gdzie znajdują się świetnie zachowane rzymskie ruiny oraz twarda obecność Hezbollahu. Wracając do Hezbollahu byłem też w Baalbek, gdzie znajdują się najlepiej zachowane i największe rzymskie ruiny w Libanie, w tym rzeźba głowy lwa która stała się wizytówką libańskiej turystyki. Atmosfera w Baalbek oraz w Tyre jest napięta i radzę się nie kłócić i być przygotowanym na to, że ktoś może podejść i poprosić o usunięcie pewnych zdjęć. Tak czy inaczej jak najbardziej polecam wizytę w tych miejscach.

Oprócz wielu innych miejsc takich jak na przykład ruiny w Anjar niedaleko granicy z Syrią czy chociażby góry Chouf z jego drzewami cedrowymi i pałac Beiteddine na zawsze w pamięci pozostanie mi muzeum wojny Mleeta. Muzeum to zostało zbudowane na górze gdzie toczyły się zaciekłe walki pomiędzy Izraelem a Hezbollahem. Zobaczyć można tu dużo broni maszynowej, ciężką artylerię, okopy, drut kolczasty oraz izraelski czołg Merkawa który Hezbollah przejął podczas walk. Jest także film pokazujący historię okupacji Palestyny bez narracji żydowskiej. Stałem też na szczycie góry z której Hezbollah bronił się przed izraelską inwazją. Jest to bardzo interesujące miejsce lecz aby się tam dostać najpierw byłem zatrzymany i przesłuchiwany przez Hezbollah.

Reasumując Liban jest bardzo ciekawym krajem z którego mam wiele pięknych wspomnień lecz jego militarny charakter zmusza do adaptacji do nowych warunków. Pomimo, że przez kilka pierwszych dni można się zastanawiać kiedy zacznie się wojna to pomimo opowieści grozy którymi karmi nas brytyjskie MSZ wspominam Liban jako edukacyjną przygodę.

Liban1

(Na marginesie – byłem w wielu niestabilnych regionach, którymi brytyjskie MSZ straszy nas od wieków. Byłem w Kirgistanie zaraz po wojnie domowej, na pakistańskich terenach Pasztunów przy Afganistanie, w obozach uchodźców afgańskich a potem nawet nielegalnie w Afganistanie. Byłem w Iranie, na wschodniej trasie szmuglowania narkotyków z Pakistanu, w obozach palestyńskich oraz w Hebron w Palestynie gdzie co piątek żydzi i Arabowie urywają sobie głowy i gdzie w powietrzu unosi się gaz. Byłem w birmańskiej dżunglii, na stepach, pustyniach i w miejscach gdzie wampiry i wilkołaki czytają bajki na dobranoc, i ze wszystkich tym miejsc i wielu innych wyszedłem cało.

Niestety brytyjskie MSZ widzi wady wielu innych krajów a nie dostrzega murzyńskiego kalifatu i otwartej sodomii, które mnożą się jak zakażone szczury w ich własnym kraju i za pieniądze brytyjskiego podatnika. Liban jednak, pod warunkiem że zostanie w Libanie jak najbardziej polecam.

TAGI
PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW KOMENTARZ

 dostępnych znaków

  • Zwierzęta
  • Akta plażowe
  • Ciekawi ludzie - niezapomniane twarze
  • Birma (Myanmar)
  • Armenia
  • Tadżykistan